STYCZEŃ
Styczeń w Nowym Orleanie jest kapryśny i nieprzewidywalny. Jednego dnia słońce grzeje tak, że spokojnie można wyjść bez kurtki, drugiego miasto budzi się w chłodzie, który wnika w kości szybciej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Temperatury w dzień wahają się między
14–18°C, nocami spadając do
5–8°C. To nie mróz — ale wystarczająco zimno, by mieszkańcy zaczęli narzekać głośniej niż zwykle.
Powietrze jest wilgotne i ciężkie, choć znacznie chłodniejsze niż w grudniu. Wilgotność utrzymuje się w granicach
65–75%, co sprawia, że chłód wydaje się bardziej przenikliwy, szczególnie nad ranem i po zmroku. Poranki często witają miasto mgłą unoszącą się nad Missisipi i wdzierającą się w French Quarter, Treme i Algiers.
Między
10 a 14 stycznia prognozowany jest napływ chłodniejszego powietrza z północy. Nocne temperatury mogą spaść nawet do
1–3°C, a lokalne władze przypominają o zabezpieczaniu zewnętrznych rur i kranów. Mieszkańcy powinni zostawić wodę lekko odkręconą oraz okryć rośliny kocami.
Deszcze w styczniu pojawiają się regularnie, ale nie są intensywne. To raczej chłodne opady, które zamieniają ulice w lustrzane tafle i sprawiają, że chodniki stają się śliskie. W okolicach
Mirabeau Avenue i Seguin Street może zebrać się więcej wody, ale bez większego zagrożenia — ot, kolejny powód, by poruszać się wolniej i ostrożniej.
Końcówka miesiąca przynosi lekkie ocieplenie. Dni wracają do
17–19°C, noce pozostają chłodne, ale bardziej znośne. Miasto powoli odzyskuje swój rytm — kawiarnie znów wystawiają stoliki na zewnątrz, muzyka wraca na ulice, a Nowy Orlean przypomina sobie, że zimowy chłód zawsze jest tylko gościem, nigdy stałym mieszkańcem.
Styczeń w Nowym Orleanie to miesiąc przejścia i kontrastów. Chłód, mgła, deszcz — i nagłe, ciepłe popołudnia, które każą zdjąć kurtkę. Miasto zna ten taniec i wie, że prawdziwa zima i tak nigdy nie zostaje na długo.