lipiec
Lipiec w Nowym Orleanie to moment, w którym miasto oficjalnie zamienia się w wielką, tętniącing jazzem saunę parową. W ciągu dnia termometry bezwstydnie pokazują
około 33°C, ale z powodu wszechobecnej, tropikalnej wilgotności odczuwalna temperatura regularnie przekracza mordercze 43 stopnie. Powietrze staje się tak gęste, że można by je kroić nożem do steków, a wyjście z klimatyzowanego pomieszczenia przypomina zderzenie ze ścianą gorącej zupy.
Nocne „ochłodzenie” do 26°C to ponury żart — brak jakiegokolwiek ruchu powietrza sprawia, że francuska dzielnica paruje niczym garnek pełen gumbo.
Lipcowe słońce pali bez litości, a
indeks UV niemal codziennie szybuje w okolice maksymalnych wartości. Bez solidnej warstwy SPF 50 i okularów przeciwsłonecznych ryzykujesz natychmiastowe spalenie na raka, a miejski beton potrafi rozgrzać się do czerwoności. Stylowa, szeroka czapka lub kapelusz to już nie kwestia mody z Luizjany, ale twarda walka o przetrwanie i unikanie udaru.
Sezon huraganowy w lipcu wchodzi na wyższe obroty, co oznacza jedno:
popołudniowy festiwal błyskawic. Niemal codziennie niebo gwałtownie ciemnieje i nadchodzi biblijna ulewa, która potrafi zalać krawężniki w kilka minut, by po pół godzinie zniknąć i zostawić po sobie jeszcze bardziej duszną atmosferę. Aby przetrwać w tym „amerykańskim air fryeru”, Twoim mundurem powinny stać się ultralekkie, lniane ubrania, a w plecaku zawsze musi znaleźć się miejsce na butelkę lodowatej wody i podręczny parasol. Unikaj przebywania na pełnym słońcu w godzinach południowych, otocz szczególną troską dzieci oraz starszych i przenieś wychodzenie z domu na klimatyczne, wieczorne godziny. Miejscowi powtarzają, że
lipiec trzeba po prostu przeczekać w cieniu, nie zgrywaj bohatera — złap w dłoń słynny koktajl Hurricane z mnóstwem lodu, schroń się w klimatyzowanym barze i pozwól, by to lipcowy jazz, a nie upał, zawrócił Ci w głowie!