pusia cadusia 🙄
— No raczej to by było dziwne, gdybyś mi źle życzył — stwierdził. — No i jakby nie było, oboje z Jose też na tym korzystacie — dodał. Gdyby nie fakt, że tak dobrze mu się powodziło, na pewno nie byłby w stanie pozwolić sobie na to, aby przyjąć ich obu pod swój dach, a potem kupić większy dom, w którym wszyscy mogli zamieszkać. Zapewniał im poniekąd stabilność, ale gdyby nie był w takiej sytuacji finansowej w jakiej był i gdyby klub nie przynosił sporych zysków, być może nie byłby w stanie sobie na to wszystko pozwolić. Jasne, spore pieniądze czerpał też ze swojej działalności przestępczej, ale to by raczej nie wystarczyło. — Dzięki — odparł i uśmiechnął się delikatnie. Co prawda, nie spodziewał się takiej pochwały z ust Ramosa, ale zdecydowanie nie miał na co narzekać, bo miło było mu słyszeć coś takiego. Każdy lubił być doceniany, zwłaszcza przez osoby, które były dla niego ważne. — No już, starczy tych komplementów — przewrócił oczami. Na kolejne słowa chłopaka westchnął cicho i pokręcił delikatnie głową na boki. — Mi nie przeszkadza. To, jaki jesteś — odparł i zagryzł jeden z policzków od środka. Jasne, uważał, że Dante był głupiutki i nie grzeszył mądrością, w dodatku był też dość niezaradny życiowo, ale nie uważał, żeby to był jakiś problem. Gdyby było inaczej, to przecież by się z nim nie umawiał. Poza tym, to nie tak, że oczekiwał tego, aby ktoś z kim się spotyka był nie wiadomo kim.
— No właśnie — zgodził się z nim. I właśnie dlatego chciał być dobrej myśli i wierzył w to, że uda im się to ostatecznie ogarnąć. Był pewien, że zarówno on sam, jak i bracia będą czuli się o wiele spokojniej, kiedy ich pobyt w Stanach stanie się legalny i nie będą musieli się obawiać deportacji. Na kolejne słowa Ramosa wydał z siebie cichy pomruk. — To też trochę nieodpowiedzialne ze strony twoich rodziców, że tak ślepo zaufali komuś i nie zweryfikowali w żaden sposób, czy nikt nie próbuje ich wykorzystać — powiedział i skrzywił się. Jakby nie było, to oni byli dorośli – skoro ciągnęli za sobą dzieci aż do Stanów, powinni się upewnić, że będzie to dla nich wszystkich bezpieczne. Uważał, że to jak postąpili rodzice Dante było bardzo nieodpowiedzialne i niedojrzałe. Nawet jeśli mieli w Meksyku problemy i chcieli polepszyć swoją sytuację, to naprawdę były inne sposoby (w tym legalne), aby to osiągnąć. Gdy młodszy mu podziękował, ściągnął brwi. Musiał przyznać, że czuł się trochę nieswojo, bo zrobiło się trochę zbyt ckliwie jak na niego. Nie lubił rozmawiać o takich rzeczach, bo nigdy nie wiedział jak powinien się zachować i po prostu go to przytłaczało. — Nie oczekuję od was tego, że mi się odwdzięczycie — stwierdził i wzruszył ramionami. Nie wydawało mu się również, żeby kiedykolwiek dał któremuś z braci do zrozumienia, że tego oczekiwał. — Nie ma. Nie zaprzątaj sobie tym głowy — powiedział krótko i stanowczo. Nie chciał, żeby w ogóle chłopak o tym rozmyślał i się nad tym zastanawiał. Jeśli czegoś jeszcze by od niego chciał, zapewne już dawno dałby mu o tym do zrozumienia.
Lobo
— No właśnie — zgodził się z nim. I właśnie dlatego chciał być dobrej myśli i wierzył w to, że uda im się to ostatecznie ogarnąć. Był pewien, że zarówno on sam, jak i bracia będą czuli się o wiele spokojniej, kiedy ich pobyt w Stanach stanie się legalny i nie będą musieli się obawiać deportacji. Na kolejne słowa Ramosa wydał z siebie cichy pomruk. — To też trochę nieodpowiedzialne ze strony twoich rodziców, że tak ślepo zaufali komuś i nie zweryfikowali w żaden sposób, czy nikt nie próbuje ich wykorzystać — powiedział i skrzywił się. Jakby nie było, to oni byli dorośli – skoro ciągnęli za sobą dzieci aż do Stanów, powinni się upewnić, że będzie to dla nich wszystkich bezpieczne. Uważał, że to jak postąpili rodzice Dante było bardzo nieodpowiedzialne i niedojrzałe. Nawet jeśli mieli w Meksyku problemy i chcieli polepszyć swoją sytuację, to naprawdę były inne sposoby (w tym legalne), aby to osiągnąć. Gdy młodszy mu podziękował, ściągnął brwi. Musiał przyznać, że czuł się trochę nieswojo, bo zrobiło się trochę zbyt ckliwie jak na niego. Nie lubił rozmawiać o takich rzeczach, bo nigdy nie wiedział jak powinien się zachować i po prostu go to przytłaczało. — Nie oczekuję od was tego, że mi się odwdzięczycie — stwierdził i wzruszył ramionami. Nie wydawało mu się również, żeby kiedykolwiek dał któremuś z braci do zrozumienia, że tego oczekiwał. — Nie ma. Nie zaprzątaj sobie tym głowy — powiedział krótko i stanowczo. Nie chciał, żeby w ogóle chłopak o tym rozmyślał i się nad tym zastanawiał. Jeśli czegoś jeszcze by od niego chciał, zapewne już dawno dałby mu o tym do zrozumienia.
Eze
— No to by było słabe, ale pewnie są gdzieś takie związki, gdzie jedna osoba drugiej nie życzy za dobrze. To smutne, że ludzie męczą się w relacjach, gdzie się nawzajem nienawidzą, bo na przykład chcą, żeby ich dzieci miały obojga rodziców. Totalnie tego nie czaję — powiedział. Tak samo jak nigdy nie rozumiał tego, co jego mama widziała w jego ojcu. Niby zawsze opowiadała o ich wielkiej miłości, ale nie byłby zaskoczony, gdyby tak naprawdę chodziło o to, że wpadli i że wzięli ślub dlatego, że ich rodziny tego od nich wymagały. Z czystym sumieniem mógł powiedzieć, że jego ojciec nie zasługiwał na taką dobrą kobietę przy swoim boku i że to przez niego wszystko potoczyło się tak, że teraz jego mama nie żyła. — Jak będę chciał, to będę ci prawił komplementy do samego rana i nic na to nie poradzisz — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Wychodził z założenia, że jak miał mu coś miłego do powiedzenia, to po prostu mu to mówił, nawet jeśli zdawał sobie sprawę z tego, że Vena raczej nie był osobą, która potrafiła te komplementy przyjmować. Uśmiechnął się do siebie i poczuł przyjemne motylki w brzuchu, kiedy mężczyzna powiedział coś takiego, bo zrobiło mu się z tego powodu bardzo miło. Wiadomo, że każdy lubił być doceniony, zwłaszcza przez osobę, którą się kochało. — To dobrze, bo to dość ważne w związku, żeby tak było — powiedział i pokręcił delikatnie głową na boki. Zależało mu na tym, żeby układało im się jak najlepiej. Tak wiele czasu musiał czekać i tak dużo musiał wycierpieć, że teraz nie mógł pozwolić na to, żeby coś nie wypaliło. Chyba by się załamał, gdyby się rozstali.
— Też tak uważam, ale strasznie paliła im się dupa. No, mojemu ojcu. Narobił długów na walkach kogutów. Pozaciągał się u lokalnych gangsterów. Raz nawet przyszli do nas do domu i powiedzieli, że jak nie odda wszystkiego w ciągu tygodnia, to na jego oczach zgwałcą mamę — skrzywił się pod nosem. — Potem grozili, że po prostu zabiją mnie i Jose... — dodał nieco ciszej. — Nie miał innego wyjścia, jak uciekać jak karaluch. Twierdził, że robił to dla naszego dobra, ale dla naszego dobra, to by w ogóle nie obstawiał tych pierdolonych walk — podsumował i wypuścił głośno powietrze nosem. Nienawidził swojego ojca i to szczerze. Pewnie dlatego aż tak bardzo nie żałował, kiedy go mordowali na jego oczach. Nie dało się zaprzeczyć temu, że jego życie nie było usłane różami i że swoje przeszedł. Na szczęście teraz wszystko mu się poukładało i mógł śmiało powiedzieć, że był szczęśliwy. — No wiem, wiem, ale sam rozumiesz... — westchnął. Człowiek miał po prostu w sobie coś takiego, że jak otrzymywał dobro, to chciał się w jakiś sposób za to odwdzięczyć. Nie inaczej było w przypadku jego i Jose. — Mówisz, że moje obiadki wystarczają? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Nie dało się zaprzeczyć temu, że jak już wziął się za to gotowanie, to szło mu coraz lepiej.
Vena
— Też tak uważam, ale strasznie paliła im się dupa. No, mojemu ojcu. Narobił długów na walkach kogutów. Pozaciągał się u lokalnych gangsterów. Raz nawet przyszli do nas do domu i powiedzieli, że jak nie odda wszystkiego w ciągu tygodnia, to na jego oczach zgwałcą mamę — skrzywił się pod nosem. — Potem grozili, że po prostu zabiją mnie i Jose... — dodał nieco ciszej. — Nie miał innego wyjścia, jak uciekać jak karaluch. Twierdził, że robił to dla naszego dobra, ale dla naszego dobra, to by w ogóle nie obstawiał tych pierdolonych walk — podsumował i wypuścił głośno powietrze nosem. Nienawidził swojego ojca i to szczerze. Pewnie dlatego aż tak bardzo nie żałował, kiedy go mordowali na jego oczach. Nie dało się zaprzeczyć temu, że jego życie nie było usłane różami i że swoje przeszedł. Na szczęście teraz wszystko mu się poukładało i mógł śmiało powiedzieć, że był szczęśliwy. — No wiem, wiem, ale sam rozumiesz... — westchnął. Człowiek miał po prostu w sobie coś takiego, że jak otrzymywał dobro, to chciał się w jakiś sposób za to odwdzięczyć. Nie inaczej było w przypadku jego i Jose. — Mówisz, że moje obiadki wystarczają? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Nie dało się zaprzeczyć temu, że jak już wziął się za to gotowanie, to szło mu coraz lepiej.
King of JazzMadame LafitteDeimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
pusia cadusia 🙄
— Pewnie są, ale w takich związkach nie ma żadnych uczuć ani nic. Po co w takim razie ze sobą tkwić — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. — Takie dzieci tylko jeszcze bardziej cierpią i lepiej by dla nich było, gdyby jednak się rozeszli. Wychowywanie się w ciągłych kłótniach i awanturach dla nikogo nie jest dobre — odparł. Jego rodzice również dobrze się nie dogadywali, dlatego kiedy jego ojciec któregoś dnia nie wrócił do domu z pracy i okazało się, że zginął, odczuł z tego powodu sporą ulgę. Nie chciał, żeby jego mała siostra musiała wychowywać się w takich warunkach. Niestety, jak później się okazało, nie dane jej było nawet dorosnąć, bo zginęła wraz z jego matką kiedy miała zaledwie trzy lata... Pomimo tego, że minęło naprawdę wiele lat od tamtej pory, wciąż miał w sobie jakiś taki żal wobec siebie samego, że nie był w stanie temu zapobiec. Po tym jak jego ojciec umarł postanowił wziąć odpowiedzialność za swoją mamę oraz siostrę, ale kiedy najbardziej potrzebowały jego pomocy, nie było go przy nich. — Ja pierdolę… — skwitował i przewrócił oczami, wzdychając ciężko. Cóż, chyba nie miał wyjścia jak tylko przywyknąć do tego, że chłopak rzeczywiście od czasu do czasu sypnie mu jakimś komplementem, a on będzie musiał go zaakceptować. Nie przywykł do słuchania takich rzeczy, więc nic dziwnego, że nie miał pojęcia jak powinien się zachować oraz reagować. — Mhm — wymruczał i pokiwał głową. Nie był głupi i zdawał sobie sprawę. Poza tym, to logiczne, że raczej nie związałby się z kimś, w kim z jakiegoś powodu coś by mu nie pasowało.
Skrzywił się, słuchając tego, co mówił Dante o swoim ojcu. Wyglądało na to, że był z niego niezły kawał chuja. W ogóle nie był zaskoczony tym, że chłopak tak bardzo go nienawidził. Co prawda, może w przypadku Veny nie było aż tak tragicznie, ale sam dobrze wiedział jak to było, bo również nie pałał raczej pozytywnymi uczuciami wobec swojego ojca. — Nigdy nie zrozumiem, jak można mieć na swoim utrzymaniu rodzinę i zachowywać się w taki nieodpowiedzialny sposób — stwierdził. Nie potrafił tego pojąć. Gdyby on był w sytuacji, w której miałby żonę i dwójkę dzieci, to robiłby wszystko, byleby tylko o nich zadbać. Harowałby dzień i noc, byleby tylko wszystko im zapewnić. Na pewno nawet nie przeszłoby mu przez myśl, żeby wdawać się w hazard czy jakiekolwiek inne nielegalne interesy. — Powiedzmy — odparł i wzruszył ramionami. Rzadko kiedy zdarzało mu się znaleźć w sytuacji, w której rzeczywiście byłby komuś za coś bardzo wdzięczny. — Tak, wystarczą — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową. — Ale trzeba przyznać, że nabrałeś w tym wprawy. Mam wrażenie, że jesteś coraz lepszy w tym całym gotowaniu — dodał jeszcze i uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
Lobo
Skrzywił się, słuchając tego, co mówił Dante o swoim ojcu. Wyglądało na to, że był z niego niezły kawał chuja. W ogóle nie był zaskoczony tym, że chłopak tak bardzo go nienawidził. Co prawda, może w przypadku Veny nie było aż tak tragicznie, ale sam dobrze wiedział jak to było, bo również nie pałał raczej pozytywnymi uczuciami wobec swojego ojca. — Nigdy nie zrozumiem, jak można mieć na swoim utrzymaniu rodzinę i zachowywać się w taki nieodpowiedzialny sposób — stwierdził. Nie potrafił tego pojąć. Gdyby on był w sytuacji, w której miałby żonę i dwójkę dzieci, to robiłby wszystko, byleby tylko o nich zadbać. Harowałby dzień i noc, byleby tylko wszystko im zapewnić. Na pewno nawet nie przeszłoby mu przez myśl, żeby wdawać się w hazard czy jakiekolwiek inne nielegalne interesy. — Powiedzmy — odparł i wzruszył ramionami. Rzadko kiedy zdarzało mu się znaleźć w sytuacji, w której rzeczywiście byłby komuś za coś bardzo wdzięczny. — Tak, wystarczą — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową. — Ale trzeba przyznać, że nabrałeś w tym wprawy. Mam wrażenie, że jesteś coraz lepszy w tym całym gotowaniu — dodał jeszcze i uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
Eze
— Też tego nie rozumiem, ale ludzie są dziwni. Jest takie przedpotopowe przekonanie, że nieważne, czy rodzice się ze sobą kłócą i czy się nienawidzą, to i tak dla dziecka będzie lepiej, żeby wychowywało się w pełnej rodzinie — odparł. — Ja na przykład jako dzieciak bardzo bym się cieszył z tego, gdyby moi rodzice się rozwiedli i gdybyśmy mogli zostać tylko z mamą... Ona przynajmniej starała się o nas dbać, niezależnie od tego, czy były pieniądze, czy też nie — dodał i odetchnął bezgłośnie. Bardzo kochał swoją mamę, a po śmierci taty postanowił sobie, że to on weźmie odpowiedzialność za nią i brata. Nie udało mu się to, bo jego mama zginęła, przez co robił sobie wyrzuty sumienia. Ciągle tylko się zastanawiał, czy jakby lepiej zarabiał, to jego mama nie musiałaby dorabiać swoim ciałem. Gdyby tego nie robiła, to nie doszłoby do takiej tragedii... Uśmiechnął się pod nosem rozbawiony jego reakcją. Nie mógł zaprzeczyć temu, że bawiło go to, jak Vena reagował na te wszystkie komplementy i wyznania uczuć z jego strony. Nie zmieniało to jednak faktu, że skoro już mógł, to chciał go zapewniać na każdym kroku o tym, jak bardzo go kochał i jak mu się podobał. Widać było po nim, że był przeszczęśliwy z powodu tego, że byli oficjalnie razem. Jeszcze do niedawna był przekonany, że nic nigdy między nimi nie będzie i że w końcu Vena się nim znudzi i znajdzie sobie kogoś innego na jego miejsce, ale na szczęście okazało się, że mężczyzna również darzył go uczuciami. Nie mógł być szczęśliwszy.
— Też tego nie rozumiem... — odparł. — To skrajnie nieodpowiedzialne — skrzywił się. — Jeszcze ja pół biedy, bo i tak większość czasu spędzałem z kumplami na ulicy i jakoś zawsze potrafiłem sobie poradzić, ale biedny Jose siedział w domu i był tego wszystkiego częścią. Mnie większość awantur omijała, skoro rzadko bywałem w domu, ale on musiał tego wszystkiego wysłuchiwać — dodał. — Teraz jestem na siebie trochę zły, że tak go zostawiałem, ale przecież nie mogłem brać takiego smarka, kiedy razem z kumplami bawiliśmy się w wandalizm albo ćpaliśmy — wzruszył lekko ramionami. Z tej sytuacji nie było dobrego wyjścia, bo była naprawdę słaba. Żeby było dobrze, to jego ojciec musiałby sobie poradzić ze swoim uzależnieniem, a to wydawało się niemożliwe. Cóż, przynajmniej tyle z tej ich ucieczki dobrego, że teraz miał przy swoim boku starszego. Zrobiło mu się bardzo miło, kiedy Vena tak go pochwalił. Starał się, kiedy gotował, bo chciał sprawić mu tym przyjemność i wyglądało na to, że mu się to udawało. — Cieszę się, że tak uważasz — uśmiechnął się do niego. — Naprawdę się staram, żeby wszystko było smaczne. Zależy mi na tym, żebyś był ze mnie zadowolony — dodał. Nie mógł też zaprzeczyć temu, że to całe gotowanie zaczęło mu też sprawiać przyjemność i że czasami nie mógł się doczekać, kiedy będzie mógł sprawdzić jakiś przepis, który znalazł w internecie.
Vena
— Też tego nie rozumiem... — odparł. — To skrajnie nieodpowiedzialne — skrzywił się. — Jeszcze ja pół biedy, bo i tak większość czasu spędzałem z kumplami na ulicy i jakoś zawsze potrafiłem sobie poradzić, ale biedny Jose siedział w domu i był tego wszystkiego częścią. Mnie większość awantur omijała, skoro rzadko bywałem w domu, ale on musiał tego wszystkiego wysłuchiwać — dodał. — Teraz jestem na siebie trochę zły, że tak go zostawiałem, ale przecież nie mogłem brać takiego smarka, kiedy razem z kumplami bawiliśmy się w wandalizm albo ćpaliśmy — wzruszył lekko ramionami. Z tej sytuacji nie było dobrego wyjścia, bo była naprawdę słaba. Żeby było dobrze, to jego ojciec musiałby sobie poradzić ze swoim uzależnieniem, a to wydawało się niemożliwe. Cóż, przynajmniej tyle z tej ich ucieczki dobrego, że teraz miał przy swoim boku starszego. Zrobiło mu się bardzo miło, kiedy Vena tak go pochwalił. Starał się, kiedy gotował, bo chciał sprawić mu tym przyjemność i wyglądało na to, że mu się to udawało. — Cieszę się, że tak uważasz — uśmiechnął się do niego. — Naprawdę się staram, żeby wszystko było smaczne. Zależy mi na tym, żebyś był ze mnie zadowolony — dodał. Nie mógł też zaprzeczyć temu, że to całe gotowanie zaczęło mu też sprawiać przyjemność i że czasami nie mógł się doczekać, kiedy będzie mógł sprawdzić jakiś przepis, który znalazł w internecie.
King of JazzMadame LafitteDeimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
pusia cadusia 🙄
— Najbardziej idiotyczne przekonanie, jeśli chodzi o tę kwestię. Każdemu dziecku na lepsze by wyszło, gdyby rodzice po prostu się rozwiedli, a nie ciągle rzucali się sobie do gardeł i żyli ze sobą jak swoi najwięksi wrogowie — pokręcił głową na boki. Czasami niektóre związki nie wypalały i to też było okej, trzeba tylko było się z tym pogodzić. Rozumiał, że jak w grę wchodziły dzieci to ciężej było się rozejść i nieco to komplikowało, ale naprawdę, to nigdy nie było dobre rozwiązanie, żeby dalej kontynuować związek i się ze sobą ciągle awanturować, gdzie dziecko musiało tego wszystkiego doświadczać i słuchać. Sam dobrze wiedział po sobie, że gdy tylko dorósł na tyle, żeby zrozumieć co było na rzeczy, to miał tego tak serdecznie dość, że po prostu na całe dnie znikał z domu, byleby tylko nie musieć tego wysłuchiwać. Do tego jego ojciec zawsze się do niego sadził za każdym razem, kiedy próbował bronić matki, więc sytuacja między nimi też wiecznie była dość napięta i nieprzyjemna. Dlatego kiedy zmarł, w ogóle nie było mu z tego powodu przykro, ani smutno. Właściwie, bardziej odczuł ulgę, że problem sam zniknął. — Ale niestety tego nie zrobiła i wszyscy musieliście się użerać. U mnie było podobnie — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Nigdy jakoś specjalnie nie otwierał się na temat swojej rodziny. Dante niewiele wiedział. W sumie tyle, że jego mama oraz siostra nie żyły, bo zginęły w trakcie huraganu.
— Owszem — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową. Nie było to mądre i jednocześnie było też bardzo egoistyczne. Kiedy miało się na swoim utrzymaniu rodzinę, trzeba było czasem ruszyć mózgiem i wiedzieć, co należy robić, a co nie. Niestety, niektórzy myśleli tylko o sobie i o tym, czego sami chcieli. Tylko w takim razie po co w ogóle było pchać się w ślub i dzieci, skoro to potem robiło się dla człowieka takie problematyczne? Chyba każdy wiedział z czym to wszystko się wiązało, więc tym bardziej tego nie rozumiał. — Nie no, logiczne, że nie mogłeś go zabierać ze sobą — powiedział i pokiwał lekko głową. — Na szczęście, nie wygląda na to, żeby jakoś źle się to na nim odbiło. Na zasadzie, wiesz… Ma kolegów, dobrze się uczy i ma dobre oceny, planuje też iść na studia… Większość dzieciaków, które wychowywały się w takich warunkach raczej obierają nieco inną drogę w życiu — odparł. No, chociażby sam Dante był tego przykładem. Znacznie różnił się od swojego brata i on zdecydowanie poszedł tą złą ścieżką, w przeciwieństwie do Jose. Czasami naprawdę nie potrafił nadziwić się, jak dwójka ludzi wychowywana przez te same osoby i w tych samych warunkach diametralnie potrafiła się od siebie różnić. Gdyby nie fakt, że byli do siebie tacy podobni z wyglądu, to nawet by nie powiedział, że w ogóle byli ze sobą spokrewnieni. — No na pewno nie mam na co narzekać — przyznał. — Poza tym, byłbym niewdzięczny, gdybym miał jakieś ale do tego, że ktoś coś dla mnie robi — dodał jeszcze i wzruszył lekko ramionami. To nie tak, że Dante musiał gotować czy tego od niego oczekiwał. Chłopak zaczął to robić sam z siebie.
Lobo
— Owszem — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową. Nie było to mądre i jednocześnie było też bardzo egoistyczne. Kiedy miało się na swoim utrzymaniu rodzinę, trzeba było czasem ruszyć mózgiem i wiedzieć, co należy robić, a co nie. Niestety, niektórzy myśleli tylko o sobie i o tym, czego sami chcieli. Tylko w takim razie po co w ogóle było pchać się w ślub i dzieci, skoro to potem robiło się dla człowieka takie problematyczne? Chyba każdy wiedział z czym to wszystko się wiązało, więc tym bardziej tego nie rozumiał. — Nie no, logiczne, że nie mogłeś go zabierać ze sobą — powiedział i pokiwał lekko głową. — Na szczęście, nie wygląda na to, żeby jakoś źle się to na nim odbiło. Na zasadzie, wiesz… Ma kolegów, dobrze się uczy i ma dobre oceny, planuje też iść na studia… Większość dzieciaków, które wychowywały się w takich warunkach raczej obierają nieco inną drogę w życiu — odparł. No, chociażby sam Dante był tego przykładem. Znacznie różnił się od swojego brata i on zdecydowanie poszedł tą złą ścieżką, w przeciwieństwie do Jose. Czasami naprawdę nie potrafił nadziwić się, jak dwójka ludzi wychowywana przez te same osoby i w tych samych warunkach diametralnie potrafiła się od siebie różnić. Gdyby nie fakt, że byli do siebie tacy podobni z wyglądu, to nawet by nie powiedział, że w ogóle byli ze sobą spokrewnieni. — No na pewno nie mam na co narzekać — przyznał. — Poza tym, byłbym niewdzięczny, gdybym miał jakieś ale do tego, że ktoś coś dla mnie robi — dodał jeszcze i wzruszył lekko ramionami. To nie tak, że Dante musiał gotować czy tego od niego oczekiwał. Chłopak zaczął to robić sam z siebie.
Eze
— Też tak uważam. Wolałbym mieszkać z samą mamą, niż ciągle wysłuchiwać tych awantur. Tyle dobrego, że ojciec nie podnosił na nią ręki, bo gdyby tak było, to chyba sam bym go zajebał. Co prawda, ja od niego dostawałem, ale tylko ja. Mama i Jose byli jakby nietykalni — wzruszył lekko ramionami. — Pewnie chodziło o to, że ja sprawiałem ciągle jakieś problemy — dodał i westchnął bezgłośnie. Wiele razy przychodził do domu naćpany i nachlany albo jacyś sąsiedzi z okolicy donosili na niego, że był wandalem i złodziejem. Tyle dobrego, że slumsach nikomu nawet przez myśl nie przeszło, żeby dzwonić na policję i wszyscy woleli załatwiać sprawy własnym rękoma. No, jego ojciec czasami brał to za bardzo za poważnie. — Twoi rodzice też się ze sobą nie dogadywali? — zapytał, zerkając na niego. Nie wiedział za wiele o jego historii, bo Vena nigdy o tym sam nie mówił, a on nie chciał dopytywać. W porównaniu do tego, że mężczyzna wiedział prawie wszystko o tym, co działo się u niego w rodzinie, to Dante nie miał zielonego pojęcia. Nigdy jednak nie pytał, bo coś miał przeczucie, że to dla starszego mógłby być bardzo wrażliwy temat, a dobrze wiedział, jak bardzo ten nie lubił ich poruszać. No i wcale mu się nie dziwił, bo kto chciały opowiadać o jakichś przykrych wydarzeniach ze swojego życia i tylko psuć sobie przez to humor.
Skinął lekko głową, kiedy Vena przyznał mu rację. To nie tak, że to, co robił, było odpowiednie dla małego dziecka. Poza tym nie chciał, żeby Jose szedł w jego ślady i po cichu liczył na to, że jego brat dokona w swoim życiu lepszych wyborów, nawet mimo że miał taki kiepski start w życie. I chyba coś z tego wyszło, biorąc pod uwagę to, że dobrze się uczył i miał plany na przyszłość. — Tak. Przynajmniej nie muszę się o niego martwić. Wiem, że poradzi sobie w życiu o wiele lepiej ode mnie — westchnął bezgłośnie. — Pod tymi względami można by odnieść wrażenie, że to on jest starszym bratem — dodał. — Ale to dobrze, bo bardzo bym nie chciał, żeby poszedł w moje ślady. Nie chciałbym, żeby trafił do gangu i robił te wszystkiego nielegalne rzeczy. Zależy mi na tym, żeby go przed tym uchronić — podsumował. Nie wyobrażał sobie, że Jose kiedykolwiek miałby zejść na przestępczą ścieżkę. Wystarczyło, że on był w to wplątany i że musiał jakoś z tym żyć.
Uśmiechnął się do siebie pod nosem, kiedy Vena powiedział, że nie miał na co narzekać. To dobrze, bo starał się wkładać w to całe swoje serce i wszystkie umiejętności, które posiadł jako samouk. — No niby tak, ale wiesz, zawsze możesz powiedzieć, że coś ci nie smakowało albo że powinienem jeszcze popracować nad jakimś daniem — wzruszył lekko ramionami. — To nie tak, że w tak krótkim czasie byłem w stanie zostać mistrzem patelni. Wciąż sporo nauki przede mną — zaśmiał się cicho pod nosem. Nie zmieniało to faktu, że naprawdę dało się wyczuć postęp w jego gotowaniu.
Vena
Skinął lekko głową, kiedy Vena przyznał mu rację. To nie tak, że to, co robił, było odpowiednie dla małego dziecka. Poza tym nie chciał, żeby Jose szedł w jego ślady i po cichu liczył na to, że jego brat dokona w swoim życiu lepszych wyborów, nawet mimo że miał taki kiepski start w życie. I chyba coś z tego wyszło, biorąc pod uwagę to, że dobrze się uczył i miał plany na przyszłość. — Tak. Przynajmniej nie muszę się o niego martwić. Wiem, że poradzi sobie w życiu o wiele lepiej ode mnie — westchnął bezgłośnie. — Pod tymi względami można by odnieść wrażenie, że to on jest starszym bratem — dodał. — Ale to dobrze, bo bardzo bym nie chciał, żeby poszedł w moje ślady. Nie chciałbym, żeby trafił do gangu i robił te wszystkiego nielegalne rzeczy. Zależy mi na tym, żeby go przed tym uchronić — podsumował. Nie wyobrażał sobie, że Jose kiedykolwiek miałby zejść na przestępczą ścieżkę. Wystarczyło, że on był w to wplątany i że musiał jakoś z tym żyć.
Uśmiechnął się do siebie pod nosem, kiedy Vena powiedział, że nie miał na co narzekać. To dobrze, bo starał się wkładać w to całe swoje serce i wszystkie umiejętności, które posiadł jako samouk. — No niby tak, ale wiesz, zawsze możesz powiedzieć, że coś ci nie smakowało albo że powinienem jeszcze popracować nad jakimś daniem — wzruszył lekko ramionami. — To nie tak, że w tak krótkim czasie byłem w stanie zostać mistrzem patelni. Wciąż sporo nauki przede mną — zaśmiał się cicho pod nosem. Nie zmieniało to faktu, że naprawdę dało się wyczuć postęp w jego gotowaniu.
King of JazzMadame LafitteDeimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
pusia cadusia 🙄
— To w takim razie chyba tyle dobrego, że tego śmiecia już z nami nie ma — stwierdził i westchnął ciężko, kręcąc z dezaprobatą głową. Nie dziwił się, że Dante wyrósł na kogoś takiego i ostatecznie skończył w gangu, jeśli zachowywał się w taki sposób i dorastał w takich warunkach. To było do przewidzenia, że raczej nie wyjdzie na ludzi, zwłaszcza kiedy z roku na rok było coraz gorzej. Przynajmniej teraz zarówno młodszy jak i jego brat mieli takiego Venę, na którym mogli polegać i który najwidoczniej wziął na swoje barki to, żeby się nimi zająć. Ramos miał naprawdę wielkiego farta, że miał do niego taką słabość i ostatecznie zaczął go darzyć głębszymi uczuciami. Z drugiej strony, miał też przejebane, bo bycie z kimś takim jak Cuevas może okazać się pułapką, z której nie ma ucieczki. — No tak niekoniecznie — odpowiedział i wzruszył lekko ramionami. Może nie było aż tak źle jak u Dante, ale nie mógł powiedzieć, że u niego w domu było idealnie, a wszyscy czworo byli jedną, wielką, kochającą się rodziną. Na pewno daleko im do tego było. Niestety, wszystko skończyło się tragicznie i Vena został całkiem sam, bo niedługo po tym jak zmarł jego ojciec, stracił również matkę i siostrę. Nie lubił rozmawiać na takie tematy, bo nie lubił wracać do tamtych wspomnień. Nie wiodło im się wtedy dobrze i nie lubił się rozwodzić nad tym, jak im się wtedy żyło.
— Tak, to na pewno — pokiwał głową. Też był pewien, że Jose świetnie poradzi sobie w życiu i coś w nim osiągnie. Jeszcze skończy się tak, że to Dante będzie polegał na swoim młodszym bracie, a nie na odwrót. — Mhm, też czasami odnoszę takie wrażenie — przyznał i pokiwał lekko głową. Jak się na nich patrzyło, to zdecydowanie Jose był tym bardziej ogarniętym bratem, który zawsze miał łeb na karku. — Wydaje mi się, że raczej na tym etapie nie musisz się już o to martwić — powiedział. — Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby jednak mu się całkiem odmieniło — dodał. Jose dobrze się uczył, planował iść na studia i zdecydowanie miał jakieś plany na swoją przyszłość. Absolutnie nic nie wskazywało na to, żeby jednak miał zejść na złą ścieżkę. Znajomych też miał chyba w porządku i nie powiedziałby, że ten zadawał się z jakimkolwiek szemranym towarzystwem.
— Nie jestem wybredny — powiedział i wzruszył lekko ramionami. Nie wybrzydzał i doceniał to, że w ogóle ktoś dla niego gotował, bo gdyby nie Ramos, to pewnie jechaliby cały czas na śmieciowym i niezdrowym zamawianym żarciu. Tak przynajmniej mieli zapewnione domowe posiłki i jedli względnie normalnie, bez faszerowania się nie wiadomo czym. Jakby w ogóle to miało jakieś znaczenie, biorąc pod uwagę fakt, że chlali i ćpali ile wlezie… — Nikt nie oczekuje od ciebie, że staniesz się mistrzem gotowania — odparł i przewrócił oczami, po czym pokręcił głową na boki.
— Chodź, zbieramy się — powiedział i podniósł się, żeby usiąść. Poklepał go po udzie, po czym wstał. — Od tego całego gadania o żarciu zrobiłem się głodny. Poza tym wkurwia mnie, że przylazło tu już tyle ludzi — stwierdził. Poczekał, aż Dante również wstanie, po czym zaczęli zgarniać wszystkie swoje rzeczy. Gdy się z tym uporali, ruszyli w kierunku parkingu, by załadować wszystko do samochodu, a potem do niego wsiąść i podjechać do miasta coś zjeść, tak jak wcześniej ustalili.
Lobo
— Tak, to na pewno — pokiwał głową. Też był pewien, że Jose świetnie poradzi sobie w życiu i coś w nim osiągnie. Jeszcze skończy się tak, że to Dante będzie polegał na swoim młodszym bracie, a nie na odwrót. — Mhm, też czasami odnoszę takie wrażenie — przyznał i pokiwał lekko głową. Jak się na nich patrzyło, to zdecydowanie Jose był tym bardziej ogarniętym bratem, który zawsze miał łeb na karku. — Wydaje mi się, że raczej na tym etapie nie musisz się już o to martwić — powiedział. — Nie wiem, co musiałoby się stać, żeby jednak mu się całkiem odmieniło — dodał. Jose dobrze się uczył, planował iść na studia i zdecydowanie miał jakieś plany na swoją przyszłość. Absolutnie nic nie wskazywało na to, żeby jednak miał zejść na złą ścieżkę. Znajomych też miał chyba w porządku i nie powiedziałby, że ten zadawał się z jakimkolwiek szemranym towarzystwem.
— Nie jestem wybredny — powiedział i wzruszył lekko ramionami. Nie wybrzydzał i doceniał to, że w ogóle ktoś dla niego gotował, bo gdyby nie Ramos, to pewnie jechaliby cały czas na śmieciowym i niezdrowym zamawianym żarciu. Tak przynajmniej mieli zapewnione domowe posiłki i jedli względnie normalnie, bez faszerowania się nie wiadomo czym. Jakby w ogóle to miało jakieś znaczenie, biorąc pod uwagę fakt, że chlali i ćpali ile wlezie… — Nikt nie oczekuje od ciebie, że staniesz się mistrzem gotowania — odparł i przewrócił oczami, po czym pokręcił głową na boki.
— Chodź, zbieramy się — powiedział i podniósł się, żeby usiąść. Poklepał go po udzie, po czym wstał. — Od tego całego gadania o żarciu zrobiłem się głodny. Poza tym wkurwia mnie, że przylazło tu już tyle ludzi — stwierdził. Poczekał, aż Dante również wstanie, po czym zaczęli zgarniać wszystkie swoje rzeczy. Gdy się z tym uporali, ruszyli w kierunku parkingu, by załadować wszystko do samochodu, a potem do niego wsiąść i podjechać do miasta coś zjeść, tak jak wcześniej ustalili.
KONIEC