trenuje ludzi w zakresie pole dance i stara się za wszelką cenę uratować własne małżeństwo jakąś bezsensowną wymianą
Whispers of life
magda
Nie był jedynym, który był rozczarowany jej dawnym postępowaniem, ponieważ z Laurie było podobnie, nawet jeżeli nie dawała tego po sobie poznać. Nie chciała wracać do tego, co złego wydarzyło się między nimi w przeszłości, ale to wcale nie znaczy, że czuła się z tym d o b r z e.
Właśnie dlatego wcześniej bez zająknięcia akceptowała jego złość. Po prostu wydawało jej się, że sobie na to zasłużyła.
A jednak nie chciała, żeby wyglądało to w ten sposób w nieskończoność. Nie chciała, żeby ciągle próbował z nią walczyć, dlatego przez pewien czas lepszą opcją wydawało się dla niej to, aby po prostu trzymali się od siebie z daleka, w ten sposób niepotrzebnie nie kusząc losu. W końcu przez tak długi czas nie byli częścią swojego życia, więc gdyby ten stan rzeczy utrzymali, nic złego nie powinno się stać.
Tyle tylko, że z jakiegoś powodu wciąż stawali na swojej drodze, a dziś najwyraźniej już oboje mieli dość ciągłego uciekania.
Ale mimo to, kiedy Ronan wyrecytował jej składniki, które miały trafić do drinka, Laurie momentalnie pożałowała, że się na to zgodziła. Nie na przyjście tutaj, ale na tę zabawę, która mogła przyprawić ją o rozstrój żołądka.
Skrzywiła się wyraźnie i spojrzała na blondyna z nadzieją, że jednak uzna to za koszmarny pomysł i zdecyduje się zastąpić wylosowane składniki czymś, co jednak dałoby się wypić. Ronan jednak, co ani trochę jej nie zaskoczyło, okazał się dostatecznie uparty, aby doprowadzić to do końca. Kiedy więc szklanka z drinkiem wylądowała przed nią, Laurie zerknęła w jej stronę bez większego przekonania. — Jesteś tego pewny? — zapytała, unosząc ku górze jedną brew. Wolała nie sprawdzać zapachu, ponieważ wątpiła, że wówczas jakoś by się do tego przekonała.
Ale przecież musiała. Skoro podjęła się tego wyzwania, nie mogła nagle spękać, dlatego odetchnęła głębiej, a później po prostu pociągnęła kilka łyków napoju. Już i bez takich udziwnień nie była wielką fanką mocnego alkoholu, ale to, co znajdowało się w szklance, przekraczało nawet jej wyobrażenia.
— O boże — jęknęła, kiedy odsunęła od siebie szklankę. Wyraz twarzy miała taki, jakby bliska była tego, by zwymiotować. — Tego smaku nie da się pozbyć — stwierdziła, mając to dziwne wrażenie, że pozostał on z nią nawet po tym, jak już zrezygnowała z picia. Jedno udało się Lawlessowi osiągnąć - bez wątpienia stworzył coś w y j ą t k o w e g o.
Ronan Lawless
Właśnie dlatego wcześniej bez zająknięcia akceptowała jego złość. Po prostu wydawało jej się, że sobie na to zasłużyła.
A jednak nie chciała, żeby wyglądało to w ten sposób w nieskończoność. Nie chciała, żeby ciągle próbował z nią walczyć, dlatego przez pewien czas lepszą opcją wydawało się dla niej to, aby po prostu trzymali się od siebie z daleka, w ten sposób niepotrzebnie nie kusząc losu. W końcu przez tak długi czas nie byli częścią swojego życia, więc gdyby ten stan rzeczy utrzymali, nic złego nie powinno się stać.
Tyle tylko, że z jakiegoś powodu wciąż stawali na swojej drodze, a dziś najwyraźniej już oboje mieli dość ciągłego uciekania.
Ale mimo to, kiedy Ronan wyrecytował jej składniki, które miały trafić do drinka, Laurie momentalnie pożałowała, że się na to zgodziła. Nie na przyjście tutaj, ale na tę zabawę, która mogła przyprawić ją o rozstrój żołądka.
Skrzywiła się wyraźnie i spojrzała na blondyna z nadzieją, że jednak uzna to za koszmarny pomysł i zdecyduje się zastąpić wylosowane składniki czymś, co jednak dałoby się wypić. Ronan jednak, co ani trochę jej nie zaskoczyło, okazał się dostatecznie uparty, aby doprowadzić to do końca. Kiedy więc szklanka z drinkiem wylądowała przed nią, Laurie zerknęła w jej stronę bez większego przekonania. — Jesteś tego pewny? — zapytała, unosząc ku górze jedną brew. Wolała nie sprawdzać zapachu, ponieważ wątpiła, że wówczas jakoś by się do tego przekonała.
Ale przecież musiała. Skoro podjęła się tego wyzwania, nie mogła nagle spękać, dlatego odetchnęła głębiej, a później po prostu pociągnęła kilka łyków napoju. Już i bez takich udziwnień nie była wielką fanką mocnego alkoholu, ale to, co znajdowało się w szklance, przekraczało nawet jej wyobrażenia.
— O boże — jęknęła, kiedy odsunęła od siebie szklankę. Wyraz twarzy miała taki, jakby bliska była tego, by zwymiotować. — Tego smaku nie da się pozbyć — stwierdziła, mając to dziwne wrażenie, że pozostał on z nią nawet po tym, jak już zrezygnowała z picia. Jedno udało się Lawlessowi osiągnąć - bez wątpienia stworzył coś w y j ą t k o w e g o.
Ronan Lawless
Edyta
Być może ich dzisiejsze spotkanie było pierwszym krokiem ku poprawie stosunków między nimi. Trudno w tej chwili ocenić, na ile to wpłynie na ich relację, ale być może, jeśli do końca dnia więcej nie skoczą sobie do gardeł, pomoże im to nauczyć się akceptować siebie nawzajem i zdołają w przyszłości uśmiechnąć się do siebie na klatce schodowej oraz powiedzieć sobie cześć. Cel nie był jakiś wygórowany i poza ich zasięgiem, na tyle zmian między nimi było ich stać.
Co w ogóle ważne, Ronan był na taką opcję otwarty, bo to wcale nie tak, że lubił wściekać się na Laurie i tylko czekał na okazję, aby po raz kolejny na nią naskoczyć. To nie sprawiało mu żadnej frajdy. Za każdym razem, kiedy to się działo, po prostu tracił kontrolę, ale to też nie brało się z niczego, bo zwykle pojawiało się w ich rozmowie coś, co go prowokowało. Kiedy potrafili trzymać się neutralnych tematów, nie było tak źle. Pokazał to ostatnim razem, gdy się widzieli i sprzątali w jej mieszkaniu, a także teraz.
Co się tyczy ich zabawy… Zasady były jasne i musieli się ich trzymać, inaczej w ogóle nie byłoby interesująco, dlatego mimo że Ronan mógł oszukać i podać zupełnie inne składniki, nie zrobił tego. Wolał zaryzykować rozstrojem żołądka, bo był ciekawy, jak zniesie to Machado. Nie ze złośliwości, a po prostu dlatego że pamiętał, jak kiepsko radziła sobie z alkoholem.
Cierpieli teraz równo, gdy zdecydowali się napić. Lawless nawet nie próbował udawać, że to było dla niego przyjemne, dlatego kiedy przełknął to, co w siebie wlał, wyraźnie się skrzywił odstawiając szklankę na bar. – Prawdopodobnie jesteśmy jedynymi osobami na świecie, które wypiły to świństwo – skomentował, po czym wciągnął głęboko powietrze. Zaraz po tym zabrał ich szklanki, żeby wylać resztę zawartości i opłukać je, by były gotowe na kolejną rundę.
Jedno paskudztwo nie wystarczyło, żeby zniechęcić go do kontynuowania gry, mimo iż wiedział już, jak ryzykowne to było. Właściwie to może dlatego chciał grać dalej? Pociągało to za sobą pewną nutkę ekscytacji, bo był ciekawy, czy Laurie uda się przez przypadek stworzyć kolejnego p o t w o r k a.
I udało się, nawet kilka. W końcu jednak musieli przerwać tę zabawę, bo robili się zbyt pijani, a Ronowi od tych mikstur zaczynało robić się niedobrze. Ale za to czas przy tym upłynął im zadziwiająco miło i nawet wracając do domu było spokojnie i po prostu przyjemnie.
Co w ogóle ważne, Ronan był na taką opcję otwarty, bo to wcale nie tak, że lubił wściekać się na Laurie i tylko czekał na okazję, aby po raz kolejny na nią naskoczyć. To nie sprawiało mu żadnej frajdy. Za każdym razem, kiedy to się działo, po prostu tracił kontrolę, ale to też nie brało się z niczego, bo zwykle pojawiało się w ich rozmowie coś, co go prowokowało. Kiedy potrafili trzymać się neutralnych tematów, nie było tak źle. Pokazał to ostatnim razem, gdy się widzieli i sprzątali w jej mieszkaniu, a także teraz.
Co się tyczy ich zabawy… Zasady były jasne i musieli się ich trzymać, inaczej w ogóle nie byłoby interesująco, dlatego mimo że Ronan mógł oszukać i podać zupełnie inne składniki, nie zrobił tego. Wolał zaryzykować rozstrojem żołądka, bo był ciekawy, jak zniesie to Machado. Nie ze złośliwości, a po prostu dlatego że pamiętał, jak kiepsko radziła sobie z alkoholem.
Cierpieli teraz równo, gdy zdecydowali się napić. Lawless nawet nie próbował udawać, że to było dla niego przyjemne, dlatego kiedy przełknął to, co w siebie wlał, wyraźnie się skrzywił odstawiając szklankę na bar. – Prawdopodobnie jesteśmy jedynymi osobami na świecie, które wypiły to świństwo – skomentował, po czym wciągnął głęboko powietrze. Zaraz po tym zabrał ich szklanki, żeby wylać resztę zawartości i opłukać je, by były gotowe na kolejną rundę.
Jedno paskudztwo nie wystarczyło, żeby zniechęcić go do kontynuowania gry, mimo iż wiedział już, jak ryzykowne to było. Właściwie to może dlatego chciał grać dalej? Pociągało to za sobą pewną nutkę ekscytacji, bo był ciekawy, czy Laurie uda się przez przypadek stworzyć kolejnego p o t w o r k a.
I udało się, nawet kilka. W końcu jednak musieli przerwać tę zabawę, bo robili się zbyt pijani, a Ronowi od tych mikstur zaczynało robić się niedobrze. Ale za to czas przy tym upłynął im zadziwiająco miło i nawet wracając do domu było spokojnie i po prostu przyjemnie.
koniec
Laurie Machado