ODPOWIEDZ
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
29
Pewnego dnia po prostu przyszło mu do głowy, że powinien się Toto oświadczyć. Ta myśl przyszła do niego znikąd. Nigdy wcześniej nie myślał o tym, żeby się ustatkować i że kiedykolwiek będzie chciał wziąć ślub. Zawsze wydawało mu się to jakieś takie... nie dla niego. A przynajmniej do czasu, bo ostatnio zaczął się nad tym naprawdę mocno zastanawiać, a skoro już o czymś myślał, to nie mógł zrobić niczego innego, jak tylko zadziałać pod impulsem. Na pewno nikogo nie dziwiło to, że szybko kupił pierścionek i równie szybko zaczął planować same oświadczyny.
Nie do końca wiedział, jak powinien to zrobić. Nie był pewien, czy zapraszanie go do restauracji było dobrym pomysłem, bo nie chciał, żeby obcy ludzie byli świadkami takiego intymnego wydarzenia. Nie był wielkim romantykiem, więc nie miał za wiele pomysłów, ale ostatecznie doszedł do wniosku, że kolacja w domu powinna być odpowiednia. Rzecz jasna nie miał zamiaru sam jej gotować, bo totalnie tego nie potrafił, więc zdecydował się zamówić jedzenie z jednej z tych drogich knajp. Mało kto chciał dowieźć zamówienie aż tak daleko, ale dogadał się, że zapłaci za to ekstra i udało mu się ugadać z kierowcą. Wszystko zaplanował tak, żeby Toto wszedł do domu na gotowe. Przystroił odpowiednio stół, zadbał o nastrój i nawet kupił porządne wino. Jego skromnym zdaniem, wszystko wyglądało tak, jak powinno wyglądać z okazji zaręczyn.
Gdy już wszystko uszykował i pozostało tylko czekać na jedzenie, skoczył pod szybki prysznic i przebrał się w bardziej wyjściowe ciuchy. Akurat wyszedł z łazienki, kiedy podjechał kurier. Odebrał od niego jedzenie, które następnie przełożył na talerze i postawił na stole. Chwilę później do domu wszedł Toto, którego przywitał z uśmiechem.
Hej — zaczął i podszedł do niego, żeby sprzedać mu czułego buziak w usta. — Pomyślałem sobie, że może zjemy razem kolację? — zapytał i podszedł do jednego z krzeseł, żeby je odsunąć, licząc na to, że chłopak na nim usiądzie. — Nie będę kłamał, nie gotowałem sam, ale za to sam wybierałem wino. Mam nadzieję, że będzie dobre, bo w ogóle się na tym nie znam — odetchnął bezgłośnie. Sięgnął po butelkę oraz korkociąg i sprawnie uporał się z otwarciem alkoholu. Zaraz nalał go do obu kieliszków, po czym sam usiadł na krześle naprzeciwko. — Dawno nie mieliśmy okazji do randki, bo ciągle jesteśmy w pracy, więc pomyślałem, że trzeba to w końcu nadrobić — uśmiechnął się do niego delikatnie. Miał tylko nadzieję, że Toto niczego nie podejrzewał, bo chciał wziąć go z zaskoczenia. Nigdy nie rozmawiali na temat tego, żeby wziąć ślub, więc tak naprawdę sporo ryzykował. Bał się, czy Solace mu nie odmówi, bo równie dobrze mógł nie być na to gotowy, ale chciał podjąć to ryzyko. Naprawdę mocno go kochał i chciałby spędzić z nim resztę swojego życia w formalnym związku, zwłaszcza że teraz się ustatkował.

Toto
27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
twenty nine
Ostatecznie skończyło się na tym, że zrezygnował z pracy w restauracji, w której pracował do tej pory, żeby zacząć pracować w lokalu Monty’ego. Gdy w końcu miał pewność tego, że sytuacja była stabilna i bar dobrze prosperował, nie miał dłużej powodów do tego, żeby chłopakowi odmawiać. Co prawda, nie wiedział, czy to był dobry pomysł, aby razem pracowali, bo słyszał na temat pracy z własnym partnerem różne opinie. Z drugiej strony, na pewno będzie to dla nich okazja, żeby spędzili ze sobą trochę więcej czasu razem.
Dzisiaj zaczynał nieco później, a nie z samego rana. Co prawda, powinien mieć wolne, bo starali się zgrywać z Montym i kiedy ten nie miał w planach być w barze, to ustalali grafik tak, żeby Toto w miarę możliwości miał wolne, aby mogli ten czas spędzić razem. Ostatnio jednak jedna z pracownic poprosiła go o to, czy nie zamieniłby się z nią zmianami, bo przesunęli jej wizytę u lekarza. Wiadomo, jak to Toto, nie było szans, że odmówi, dlatego też się zgodził i z tego powodu skończył dzisiaj w pracy, kiedy Bonney został w domu.
Od rana był dość spory ruch, więc nawet nie miał czasu na to, żeby się nudzić. Lubił dni, kiedy dużo się działo, bo wtedy przynajmniej zmiana mijała mu szybciej i nim się obejrzał, to była pora na to, żeby wracać do domu. Wadą tego, że było wielu klientów było to, że potem po pracy był naprawdę przetyrany i nie miał na nic siły. Dzisiaj był jeden z tych dni, bo gdy tylko jego zmiana dobiegła końca, był naprawdę zmęczony i nie marzył o niczym innym, jak tylko wrócić do domu, walnąć się do łóżka i nic nie musieć. Miał nadzieję, że po powrocie nie będzie miał za dużo do roboty, bo naprawdę nie miał na to siły.
Nie chciał tłuc się autobusem, bo chciał jak najszybciej znaleźć się w domu, dlatego postanowił dzisiaj zaszaleć i zamówić Ubera. Nie musiał długo czekać na kierowcę i po kilku minutach był w już w drodze do domu. Był zaskoczony, bo z reguły jak widzą, że muszą jechać aż na bagna, to odrzucają mu przejazd. Wyglądało na to, że miał dzisiaj farta. Dojechanie do domu zajęło mu trochę czasu, bo miał kawałek, ale w końcu dotarł na miejsce. Westchnął cicho, wdrapując się po schodach, a potem otworzył drzwi i wszedł do domu.
Hej — odparł i uśmiechnął się delikatnie, chętnie odwzajemniając tego buziaka, którego dostał od chłopaka. Od razu w oczy rzucił mu się nakryty stół i przyjemny zapach jedzenia, więc tylko zmierzył Monty’ego podejrzliwym spojrzeniem, jakby ten coś knuł. — Okeeeeeej. Kolacja… Chętnie, padam na pysk i jestem naprawdę głodny — stwierdził, podchodząc do stołu i siadając na krześle, które chłopak dla niego odsunął. Kolejna rzecz, która nie umknęła jego uwadze to fakt, że Bonney był jakiś taki… bardziej odstawiony, niż zwykle, kiedy siedział w domu. Logiczne więc, że zrobił się jeszcze nieco bardziej podejrzliwy. — To wszystko z jakiejś okazji? O czymś zapomniałem…? — zapytał niepewnie. Nie wiedział, czy może coś mu nie umknęło, bo wydawało mu się to dziwne, że Monty zorganizował coś takiego kompletnie bez powodu. Obserwował Bonneya, gdy ten otwiera wino, a potem nalewa go do kieliszków. — Ach. Okej. To o to chodzi — odetchnął cicho. — Już myślałem, że jest dzisiaj jakiś ważny dzień, a ja na śmierć o tym zapomniałem — uśmiechnął się delikatnie. — Ale masz rację… Dawno nie mieliśmy żadnej randki. To miłe, że pomyślałeś, aby coś nam zorganizować. Jesteś uroczy — odparł i westchnął bezgłośnie, uśmiechając się nieco szerzej. Jeśli to miała być niespodzianka, to na pewno się udała.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
To dobrze, bo jest główne danie, a potem deser i lepiej, żebyś wszystko zmieścił — uśmiechnął się do niego pięknie. Co prawda, Toto niekoniecznie powinien jeść słodkie i pić alkohol, ale wiedział, że chłopak czasami sobie pozwalał, a dzisiaj był dzień, kiedy zdecydowanie powinien to zrobić. Nie miał pewnie pojęcia, że planował mu się oświadczyć, ale to nie zmieniało faktu, że zapewne będą mieli co świętować tym deserem. No, o ile Toto rzeczywiście przyjmie jego oświadczyny, bo równie dobrze może się okazać, że nic z tego. Chciał być jednak dobrej myśli. — Nie, to tak bez okazji. O niczym nie zapomniałeś — pokręcił lekko głową na boki. Okazja była, ale nie miał zamiaru się sprzedawać. Przecież nie powie mu, że tak, okazją było to, co miał w kieszeni spodni. Chciał go wziąć jak najbardziej z zaskoczenia. Kolacją chyba to zrobił, więc pierścionkiem zapewne też mu się uda. Pytanie tylko, jaka będzie jego reakcja. — Mhm, o to — skinął. — Tego to prędzej można by się było spodziewać po mnie, a nie po tobie — spojrzał na niego z politowaniem. To Toto miał głowę do tych wszystkich ważnych dat, a nie on. Gdyby nie to, że zapisywał sobie je wszystkie w telefonie, to zapewne zaraz by o nich zapominał i wychodziłoby naprawdę słabo. — Uroczy? — zapytał i ściągnął lekko brwi. — Jestem dorosłym facetem. Nie mogę być uroczy — dodał zaraz nieco oburzony, żeby po chwili westchnąć krótko i uśmiechnąć się do siebie pod nosem. No może faktycznie to, co zaplanował na dzisiaj, było urocze.
Jedz, póki jest ciepłe — powiedział i wskazał ruchem głowy na jego talerz. Sam wziął sztućce i zabrał się za jedzenie. Już kiedyś byli w tej restauracji na obiedzie, więc wiedział, że dobrze sobie radzili. Nie był więc zaskoczony, że danie było smaczne. — Jak dzisiaj w pracy? — zagaił do niego, gdy przełknął to, co miał w ustach. — Pisałeś, że całkiem spory ruch. Daliście sobie beze mnie radę? — zapytał i sięgnął po kieliszek, żeby upić łyk wina. To również okazało się dobre, jak na to, że wybierał je praktycznie w ciemno. — I przepraszam, że po ciebie nie przyjechałem, ale chciałem tutaj wszystko przygotować i zrobić ci niespodziankę — posłał mu przepraszające spojrzenie. Gdyby nie to, to by po niego pojechał, bo zawsze starał się go odebrać, jeśli mieli różne zmiany. — Swoją drogą musimy ci kupić jakiś samochód, żebyś sam mógł jeździć. Przecież masz prawo jazdy. Szkoda, żeby je marnować — dodał zaraz i wrócił do jedzenia. Nie mówił o czymś wypasionym, bo sam jeździł dość starym samochodem, ale jakieś bezpieczne autko mógłby mu sprezentować. To na pewno byłoby bezpieczniejsze niż wracanie późno autobusami albo Uberem. No i dawałoby mu o wiele więcej niezależności. No, chyba że z jakiegoś powodu Toto unikał prowadzenia samochodu i nie będzie chciał skorzystać z jego propozycji.

Toto
27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
Postaram się, ale biorąc pod uwagę fakt, że nie jadłem nic praktycznie od śniadania, to powinienem dać radę — odparł. Nie, nie powinien mieć takich długich przerw między posiłkami i nie zdziwi się, jak zaraz zostanie zrugany przez Bonneya, ale naprawdę mieli dzisiaj taki ruch, że nie mógł znaleźć chwili, aby pójść coś zjeść gdy był w pracy. Nie miał serca zostawiać swojego kolegi samego z tym całym zapierdzielem. — Uff, to dobrze — odparł i odetchnął głośno, zaraz uśmiechając się delikatnie. Raczej miał głowę do dat, dlatego jakby o czymś zapomniał, to na pewno byłby sam sobą rozczarowany. Na szczęście, wyglądało na to, że Monty postanowił zrobić dla nich coś miłego bez okazji i zorganizował im taką kolacją. Był mu wdzięczny, bo naprawdę nie miał dzisiaj siły już na nic – a na pewno nie na stanie przy garach, a potem jeszcze sprzątanie po gotowaniu. Zupełnie, jakby chłopak czytał mu w myślach. — No właśnie… Raczej mam dobrą pamięć i nie zdarza mi się zapominać o jakichś ważnych okazjach — stwierdził i pokiwał głową. Nie posądzałby Monty’ego o to, że ten miał pamięć do takich rzeczy. Cud, że pamiętał, kiedy Toto miał urodziny. — Mhm, uroczy — potwierdził kiwnął lekko głową. — Jedno nie wyklucza drugiego i jak najbardziej możesz być — odparł i wzruszył ramionami. Skoro twierdził, że Monty był uroczy, to tak właśnie było i nie życzył sobie, żeby chłopak się z nim w tej kwestii wykłócał.
Okej — odparł i chwycił za sztućce, po czym wziął się od razu za jedzenie, bo tak jak wspomniał wcześniej, był naprawdę głodny. Uśmiechnął się delikatnie, bo było naprawdę smaczne, ale domyślił się, że Monty zamawiał zapewne z jakiegoś sprawdzonego miejsca, a nie byle jakiej, pierwszej lepszej knajpy. — Zapierdol — odpowiedział zgodnie z prawdą. — No. To chyba przez to, że zaczęły się wakacje. Ludzie mają więcej wolnego, przyjeżdża sporo turystów i tak dalej… Coś czuję, że może tak być przez dłuższy czas — westchnął. Nie to, że miał na co narzekać, bo przecież im obu zależało na tym, żeby bar miał wzięcie i sam na siebie zarabiał, więc jak najbardziej taki ruch był wskazany i było to na ich korzyść. — Ale tak, poradziliśmy sobie. Chociaż nie wiem, czy teraz na wakacje nie lepiej będzie obsadzić na zmianę o jedną osobę więcej, tak na wszelki wypadek — odparł. Na pewno dodatkowe ręce do pomocy się przydadzą. — Jasne, na spokojnie. O dziwo, facet od razu zaakceptował mi przejazd, więc nie musiałem długo czekać — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Możliwe, że sam mieszkał gdzieś w okolicy albo po prostu już często robił tutaj kursy, więc wiedział co i jak. — No nie wiem, czy to rzeczywiście konieczne… — odparł. Miał prawo jazdy, owszem, ale nie jeździł, bo po prostu nie było go stać na auto. To właściwie był jedyny powód. Nawet nie pamiętał kiedy ostatni raz siedział za kółkiem. — Rozumiem, że jesteśmy teraz w korzystnej sytuacji finansowej i nas na to stać, ale to, że mamy pieniądze i nam się pofarciło nie oznacza, że musimy nimi szastać — stwierdził. Cóż, nic dziwnego, że miał takie podejście. Tyle czasu klepali biedę, że teraz kiedy te pieniądze były, miał w sobie taki lęk, że je przepierdolą i znowu zostaną z niczym.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
Jak to nie jadłeś nic od śniadania? — posłał mu nieprzychylne spojrzenie. — Przecież wiesz, że nie powinieneś tak robić — westchnął. Oczywiście, że był nim trochę rozczarowany, bo Toto powinien bardzo pilnować tego co, jak i kiedy jadł, skoro miał cukrzycę. Na szczęście zazwyczaj tak było, że na siebie uważał i nie musiał go aż tak pilnować, ale czasami zdarzało się, że musiał mu podtykać jedzenie pod nos albo przypominać o lekach, kiedy ten akurat coś robił i o nich nie pamiętał. — Już się zestresowałeś? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. No tak, nie przemyślał tego, że jak zrobi mu taką niespodziankę, to chłopak zacznie zastanawiać się nad tym, czy była ku temu jakaś okazja i czy o czymś nie zapomniał. Nie zapomniał, ale miał nadzieję, że to będzie kolejna data, którą dodadzą do kolekcji ważnych dat. — W przeciwieństwie do mnie? — zażartował i się zaśmiał. Tak teraz sobie robił żarty, ale w przeszłości wiele razy zdarzało mu się zapominać o ważnych dniach jak rocznice albo urodziny chłopaka. Na szczęście te czasy już dawno mieli za sobą, a Monty był zupełnie innym człowiekiem. Zmienił się i to bardzo. Westchnął sobie wymownie, kiedy Toto powiedział coś takiego. — Dobrze, niech będzie, że jestem uroczy — wywrócił oczami. Nie miał zamiaru się z nim w tej kwestii kłócić i skoro Toto uważał, że tak było, to po prostu przyjmował to do wiadomości.
Skinął lekko głową, kiedy potwierdził, że był zapierdol. — I dobrze, bo przynajmniej dzięki temu więcej zarabiamy — stwierdził. Na to właśnie liczył, kiedy nadeszło lato, że ruch zrobi się większy. Miał nadzieję, że turyści jeszcze bardziej napędzą lokal, choć bar i tak działał prężnie i miał się naprawdę dobrze. — Pomyślę o tym. Nie chcę, żebyście musieli urabiać się po łokcie. Może nawet zatrudnię ze dwie osoby na wakacje? Jakichś studentów — powiedział. Pewnie nikt z pracowników nie miałby nic przeciwko takim sezonowym pracownikom, skoro był taki zapierdol. Podziękują mu jeszcze za te dodatkowe ręce do pracy. — To dobrze. Martwiłem się, czy nie będziesz musiał długo czekać na jakiś przejazd — odparł. Wiedział, jak się sytuacja miała z Uberami i że nie każdy chciał jechać aż na bagna. Nie dziwił im się, bo to był kawałek za miastem. Ściągnął brwi, kiedy Toto odpowiedział mu w taki sposób. Jak dla niego, to było dość konieczne. — To nie jest szastanie pieniędzmi. Poza tym nie mówię o jakimś nowym aucie, a o takim, które po prostu jeździ, skręca i hamuje. Sam przecież jeżdżę starym samochodem, bo szkoda mi hajsu na coś nowego. To nie będzie spory wydatek — wzruszył lekko ramionami. Toto powinien brać, kiedy Monty mu oferował, a nie stresować się tym, czy było ich na to stać. Było, bo bar miał się naprawdę dobrze i na siebie bardzo ładnie zarabiał. — Jak się nie zgodzisz, to po prostu kupię ci coś sam i postawię przed faktem dokonanym, więc kwestia tego, czy wolisz sam wybrać sobie samochód, czy zdasz się na mnie — podsumował. Tak czy siak, miał zamiar mu go kupić.

Toto
27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
No… Normalnie — odparł i wzruszył ramionami. Tak jak przypuszczał, Monty nie był z tego faktu zadowolony. Nic jednak nie mógł poradzić na to, że najzwyczajniej w świecie nie miał kiedy zrobić sobie wystarczająco długiej przerwy, żeby mieć czas na to, aby w spokoju zjeść posiłek. — Tak, wiem, ale czasami nie mam na to wpływu. Nic nie poradzę na to, że nie miałem kiedy zjeść… — wymamrotał i wydął lekko dolną wargę, licząc na to, że jak zrobi biedną minkę to Monty nie będzie się na niego gniewał aż tak bardzo. Zdawał sobie sprawę z tego, że powinien się odżywiać w odpowiedni sposób, ale ciągłe pilnowanie diety i sposobu w jaki się jadło było naprawdę upierdliwe i wbrew pozorom wymagające. — Trochę tak — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. Wiadomo, nie podejrzewałby akurat siebie o to, że zapomniałby o jakiejś ważnej dacie, ale z drugiej strony nawet najlepszym się zdarzało, zwłaszcza gdy miało się dużo na głowie. — No… Można tak powiedzieć — potwierdził i posłał mu przepraszający uśmiech. Nie dało się jednak zaprzeczyć temu, że chłopak nie miał zbyt dobrej pamięci do dat. Z reguły jak zbliżała się im się rocznica czy jakiś inny ważny dzień, o którym warto było pamiętać, to z wyprzedzeniem Toto co jakiś czas mu o tym wspominał, żeby chłopak miał świadomość tego, co się zbliżało. — Ha. Wygrałem. Jeden do zera dla mnie — odparł rozbawiony i posłał mu zaczepny uśmieszek.
No tak, na pewno jest to na naszą korzyść — zgodził się z nim i kiwnął głową. Na pewno nie mogli narzekać na to, jaki mieli teraz codziennie utarg, bo był spory. — Nie jest to głupi pomysł, bo inaczej nie wiem czy wyrobimy… Wakacje w sumie się dopiero zaczęły, więc zakładam, że będzie tylko gorzej — stwierdził i westchnął ciężko. W jego poprzedniej pracy też zdarzały się czasami cięższe dni, ale na pewno nie było aż takiego zapierdzielu, jaki miał tutaj. — Na szczęście dzisiaj mi się pofarciło — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Czasami musiał naprawdę długo czekać, kiedy Monty nie mógł po niego wyjechać czy nie wracali razem, ale dzisiaj sytuacja była inna. Na szczęście, bo po takim ciężkim dniu jedyne o czym marzył, to w końcu wrócić do domu i odpocząć. — Ale tak dawno nie siedziałem za kółkiem, że nawet nie wiem czy cokolwiek pamiętam z tego jak prowadzi się auto… Jeszcze spowoduję jakiś wypadek i zrobię krzywdę sobie albo komuś — powiedział i skrzywił się, bo zdecydowanie nie chciałby, żeby taki scenariusz się spełnił. Szczerze powiedziawszy, nawet nie pamiętał kiedy ostatnio siedział za kierownicą, tak dawno to było. — Czemu musisz być taki rozrzutny? To nie jest byle jaki wydatek, żeby podejmować o tym decyzję ot tak, spontanicznie — przewrócił oczami. Nawet jeśli mieli pieniądze na to, aby takie auto kupić, nie oznaczało to od razu, że musieli je wydać i to zrobić. — Nie wiem. Zastanowię się nad tym — stwierdził po prostu i westchnął cicho.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
Normalnie — powtórzył po nim i wypuścił głośno powietrze nosem. Nie podobało mu się to, wiadomo, ale to nie tak, że mógł cokolwiek z tym zrobić. Mimo wszystko wolałby, żeby taka sytuacja nie miała miejsca za często, bo dobrze wiedział, jak przy cukrzycy ważne było odpowiednie odżywanie się. — No dobrze, niech będzie — powiedział. Nie chciał się z nim pokłócić, a już na pewno nie o coś takiego. Najważniejsze, że teraz sobie porządnie poje. Będzie musiał wymyślić coś, żeby mieć pewność, że Toto codziennie miał czas na to, żeby coś zjeść o odpowiedniej porze. Tak nie mogło być, bo to źle wpłynie na jego zdrowie. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy chłopak przyznał, że trochę się zestresował. Zestresowany to dopiero był Monty, który nie miał pojęcia, jak tamten zareaguje na jego oświadczyny. Nigdy w życiu o tym nie rozmawiali. Nigdy nie poruszali tematu ślubu, jakby ten w ogóle nie istniał. Miał prawo się bać, że Solace mu odmówi. — Ej, ale teraz jest i tak lepiej niż kiedyś. Teraz przynajmniej jak się dowiem o jakiejś dacie, to od razu ją sobie zapisuję w kalendarzu — wzruszył lekko ramionami. Starał się być dla niego o wiele lepszym chłopakiem, niż lata temu. Cóż, nie było to trudne, bo wtedy był naprawdę chujowy. — Powiedzmy, że tak. Tylko nie wiem, czy wygranie przez poddanie się przeciwnika jest takie satysfakcjonujące — powiedział i się zaśmiał.
Właśnie tego oczekiwałem, kiedy facet powiedział, że w lokalu od zawsze był ruch — powiedział. Poniekąd kupował bar razem z jego klientami, bo to miejsce miało swoją sławę. Nie zmienił nazwy, wystroju, a jedynie to wszystko odświeżył. Starał się prowadzić lokal mądrze i żeby każdy klient był zadowolony. Jak na razie udawało mu się to. — Dobra, to w takim razie dam ogłoszenie — zdecydował. Na pewno znajdzie jakiegoś studenta albo dwóch, którzy będą chętni do takiej wakacyjnej pracy. Kto wie, może ktoś sprawdzi się na tyle, że będzie chciał zostawić taką osobę na stałe, żeby była w ich ekipie? — To dobrze — podsumował. Wiadomo, że jakby nic nie znalazł, to by po niego po prostu pojechał, ale skoro zorganizował taką randkę, to trochę pokrzyżowałoby mu to plany.
To wsadzimy cię do Miaty i pojeździsz trochę. Przypomnisz sobie, co i jak — wzruszył lekko ramionami. Dla niego to nie był problem, żeby pożyczyć mu auto, żeby Toto mógł usiąść za kółkiem. Jego zdaniem samochód na pewno by mu się przydał. Byłby bardziej samodzielny. Ściągnął brwi, kiedy zarzucił mu, że był rozrzutny. — Wcale nie jestem rozrzutny. Jakbym był rozrzutny, to nie kupowałbym domku na bagnach do własnoręcznego remontu i nie jeździłbym tym samym autem od czasów, kiedy jeszcze mieszkałem w Spokane — spojrzał na niego z politowaniem. — W przeciwieństwie do tego, co było kiedyś, to jestem dusigroszem — dodał zaraz. Westchnął głośno, kiedy chłopak powiedział, że się nad tym zastanowi. — No dobrze, niech będzie — odparł i wrócił do jedzenia.

Toto
27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
No tak, to racja. Rzeczywiście jest lepiej — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową. Kiedyś chłopakowi nawet tego nie chciało się robić, więc nie mógł zaprzeczyć temu, że dużo się pod tym względem zmieniło. Nawet jeśli Monty nie miał w głowie, to przynajmniej dzięki temu, że sobie wszystko zapisywał, był w stanie samemu kontrolować to, jaka była okazja i kiedy wypadała, a co za tym szło, Toto nie miał powodów do tego, aby czuć się nim rozczarowany. Jak nietrudno się domyślić, był z niego dość sentymentalny gość, więc to, czy druga osoba pamiętała o ważnych dla nich datach miało dla niego spore znaczenie. — Każda wygrana jest satysfakcjonująca — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie do niego. Nieważne czy Monty sam się poddał, czy też nie, bo najważniejsze było to, że wyszło koniec końców na jego.
Wiemy przynajmniej, że nie kłamał — stwierdził. — Zachowanie wszystkiego praktycznie tak jak było i jedynie odświeżenie wnętrza to był strzał w dziesiątkę. Zapewne gdybyś zrobił tam kompletną rewolucję, to stali klienci straciliby sentyment i mogliby przestać przychodzić, bo dla nich nie byłoby to już to samo — odparł. — No i to miłe, że sam były właściciel zagląda do nas od czasu do czasu na piwo. To na pewno też dobrze wygląda w oczach stałych bywalców — powiedział. Na początku podchodził sceptycznie do tego pomysłu i pamiętał dobrze jak bardzo zrugał Bonneya za takie lekkomyślne posunięcie jakim było kupno baru, ale nie mógł zaprzeczyć temu, że jak najbardziej się to opłaciło. Obaj zarabiali teraz więcej niż w swoich poprzednich pracach i to był chyba pierwszy raz, kiedy ich sytuacja życiowa była tak bardzo stabilna i właściwie mogli sobie nawet pozwolić na rzeczy, o których kiedyś mogliby jedynie pomarzyć. Miał nadzieję, że tak już zostanie i w końcu wszystko będzie dokładnie tak, jak powinno być od zawsze. — Daj — odparł i kiwnął lekko głową. W tym akurat Bonney miał już doświadczenie, bo wcześniej przecież zatrudnił resztę ekipy. Miał nadzieję, że znajdzie się ktoś sensowny, najlepiej z doświadczeniem. W wakacje sporo osób szukało pracy dorywczej, więc nawet pasowałoby im to, że pracowaliby tylko przez konkretny okres, żeby sobie nieco dorobić.
Tutaj, na bagnach? — powiedział i spojrzał na niego z politowaniem. — Musielibyśmy pojechać do miasta, a nie wiem, czy jestem aż tak odważny — odparł i skrzywił się. Naprawdę miał sporo obaw w związku z tym, że miałby znowu zacząć prowadzić auto. Na jego kolejne słowa westchnął cicho, bo Monty miał poniekąd trochę racji. Z drugiej strony, bez większego zastanowienia kupił bar, a teraz chciał kupić drugie auto. Rozumiał, że na pewno ułatwiłoby mu to życie, ale prowadzenie samochodu, w dodatku kiedy był chory i czasami zdarzało mu się zasłabnąć, nie było chyba najlepszym pomysłem. — Możemy popatrzeć ogłoszenia i zobaczyć jak to wygląda cenowo. Tylko się od razu nie napalaj — odparł. Dobrze wiedział, że Monty i tak nie odpuści tematu, ale przynajmniej jak miał okazję to trochę przeciągnąć w czasie, to dokładnie to miał zamiar zrobić.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
Też się cieszę, że zrobiliśmy tam tylko mały remont. Bar zachował swój klimat, więc stali bywalcy na pewno czują się tam jak u siebie, a do tego chętnie przychodzą tam też całkiem nowe osoby, dzięki temu, że mamy tę dziewczynę, która ogarnia tak bardzo social media. No i te wszystkie wydarzenia jak quizy też robią robotę — powiedział i uśmiechnął się do siebie pod nosem. Podobało mu się to, że mimo że Toto był na początku tak sceptycznie do tego nastawiony, to teraz pałał entuzjazmem i chętnie pracował w ich barze. — Tak, to miłe z jego strony, że nas odwiedza, zwłaszcza że fajny z niego gość — skinął lekko głową. Co prawda, widać było, że marniał w oczach, ale nie zmieniało to faktu, że nadal potrafił znaleźć siły, żeby ich odwiedzić. Miał nadzieję, że był dumny z tego, jak to miejsce tętniło życiem i jak się rozwijało. Miał nadzieję, że bar będzie działał długie lata i że mogli wiązać z tym miejscem swoją przyszłość. Jakby nie było, to nie chciałby, żeby to była tylko chwilowa zajawka. Nie kupił tego miejsca z nudów, a dlatego, żeby na nim zarabiać i mieć z czego żyć. Praca u kogoś w ogóle go nie zadowalała. Wolał być sam sobie szefem.
Przecież dojazdówka do miasta nie jest zła — wzruszył lekko ramionami. — Wyjedziemy tylko na główną i się przesiądziesz. Droga jest prosta, nawet nie ma wielu zakrętów — dodał. Jak dla niego, to na pewno byłoby mu łatwiej niż w samym mieście. — Poza tym tego się nie zapomina — dodał jeszcze. Był pewien, że Toto poradziłby sobie z prowadzeniem samochodu i że by sobie przypomniał, co i jak. Uśmiechnął się szeroko, kiedy wspomniał o ogłoszeniach, bo oczywiście od razu zaczął sobie myśleć o tym, że to znaczyło tylko tyle, że jednak się rozejrzą za czymś i coś kupią. Nie brał pod uwagę tego, że Toto mógł to powiedzieć, żeby na razie dał mu spokój. — Okej — podsumował, biorąc to sobie do serca.
Sięgnął po swój kieliszek, z którego upił spory łyk wina, po czym wrócił do jedzenia, którego nie zostało wiele na jego talerzu. — Mam nadzieję, że wszystko ci smakuje — powiedział, zerkając na niego przez stół. Stawiał na to, że tak, bo jedzenie było naprawdę smaczne. Postarał się pod tym względem, nie ma co. — Wiem, że tylko zamówiłem i nie było w tym wiele mojego wkładu, ale sam wybierałem danie dla ciebie i w ogóle — powiedział i uśmiechnął się do niego delikatnie. Znał jego gusta, więc raczej nie martwił się tym, że w nie nie trafił. Raczej stawiał na to, że wszystko było smaczne. Gdy dojadł swoją porcję, odsunął od siebie talerz i dopił zawartość swojego kieliszka. Dolał wina do obu kieliszków i odstawił butelkę z powrotem na stół. — Jest jeszcze deser — puścił mu oczko. — I mam tutaj na myśli ciasto czekoladowe, a nie żadne zboczone rzeczy — dodał gwoli wyjaśnienia, bo Toto mógłby to sobie różnie odebrać, znając Monty'ego.

Toto
27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
Mhm. Nie da się zaprzeczyć, że biznes świetnie się kręci — przyznał i pokiwał lekko głową. Musiał zgodzić się co do tego, że ostatecznie kupno baru okazało się strzałem w dziesiątkę i poprawiło standard ich życia. Oby tylko nic po drodze się nie spierdoliło, bo tego się trochę obawiał. Bał się, że woda sodowa w końcu uderzy Bonneyowi do głowy i ten zacznie przepierdalać pieniądze, bo poczuje się zbyt pewny siebie w kwestii finansów. — No właśnie — odparł i skinął lekko głową. Nic jednak dziwnego, skoro sam przecież prowadził ten bar przez wiele lat. Na pewno niełatwo było mu z tego zrezygnować i sprzedać go w całkiem obce ręce. Musiał odczuwać ulgę, że niewiele zostało tam zmienione i lokal wciąż tętnił życiem nawet po tym, jak trafił w ręce nowego właściciela.
No nie, ale do tej dojazdówki najpierw trzeba dojechać od nas — powiedział i spojrzał na niego z politowaniem. Logiczne, że chodziło mu o ten dystans który mieli do pokonania od ich domku do najbliższej utwardzanej drogi. Na jego kolejne słowa po prostu westchnął ciężko, bo wyglądało na to, że Monty nie miał zamiaru dać za wygraną. Nie był zaskoczony, bo dobrze wiedział, że jak Bonney sobie coś wkręci, to nie było przeproś. Nie da sobie spokoju, dopóki nie osiągnie celu. — No nie wiem, nie byłbym taki pewien co do tego, czy się nie zapomina… — skrzywił się. Jego zdaniem, jak długo nie siedziało się za kółkiem, a wcześniej zbyt wiele nie jeździło, to jak najbardziej w końcu można było trochę zapomnieć jak należy prowadzić auto. Widząc ten uśmiech na jego twarzy, przewrócił oczami, bo dobrze wiedział, że ten na stówę już się napalił.
Również sięgnął po kieliszek, z którego się napił, by zaraz skupić się z powrotem na jedzeniu. — Tak, jest naprawdę smaczne — odparł i pokiwał lekko głową. Wszystko mu smakowało, ale nic dziwnego, skoro Monty zamówił jedzenie z lepszego lokalu, a nie pierwszej lepszej knajpy. Nie miał się do czego przyczepić. Wino też było smaczne. Poza tym, wrócił do domu tak głodny, że niezależnie od tego co Monty by zamówił, to pewnie by mu smakowało. Gdy skończył jeść, odłożył sztućce i odetchnął cicho, sięgając ponownie po wino i dopijając je do końca, po czym odstawił na blat pusty kieliszek. Nie musiał jednak długo czekać, aż Monty im dolał. Na jego kolejne słowa uśmiechnął się delikatnie pod nosem. — O wow, a to jest nowość — rzucił żartobliwie. Chociaż, nie zdziwiłby się, gdyby Monty po tym deserze liczył jeszcze na kolejny. — Dawaj to ciasto, póki jeszcze mam miejsce i mi się w brzuchu nie ułożyło — stwierdził. Miał akurat ochotę na coś słodkiego, więc idealnie się składało. Miał nadzieję, że ciasto będzie równie dobre co główne danie. Musiał przyznać, że naprawdę podobało mu się to, że chłopak zorganizował dla nich coś takiego. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby Bonney częściej organizował mu takie niespodzianki.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
No to bym cię podwiózł do utwardzonej drogi — wywrócił oczami. Teraz to jego zdaniem było szukanie dziury w całym. Dla niego to nie byłby żaden problem. Nie miał zamiaru jednak na niego naciskać, bo to nie było tak, że Toto koniecznie musiał siadać za kółko. Nie zmieniało to jednak faktu, że lepiej i wygodniej dla niego by było, gdyby miał swój samochód. — Przecież cię nauczę, jeśli rzeczywiście byś zapomniał — spojrzał na niego z politowaniem. Brzmiało to tak, jakby Solace szukał wymówki.
Cieszę się, że ci smakuje — uśmiechnął się do niego delikatnie. Nawet jeśli tylko zamówił, to cieszył się, że wszystko przypadło mu do gustu. Przy takiej okazji byłoby naprawdę słabo, gdyby okazało się, że nie stanął na wysokości zadania, jeśli chodziło o kolację. — Widzisz, nie zawsze jestem niewyżyty — zaśmiał się. No, zazwyczaj był, ale akurat teraz był tak zdenerwowany i zestresowany tym, co planował, że nie był mu w głowie seks. Potem zapewne będzie, ale na razie skupiał się na czymś innym. — Tak, tak, zaraz dam, tylko... — zaczął. — Ja... — dodał i urwał, bo nawet nie wiedział, jak miał się za to zabrać. Robił to tak bardzo pod wpływem emocji i pomysłu, że nawet nie zdążył sobie w głowie ułożyć żadnej formułki. — Chciałbym o czymś z tobą porozmawiać — powiedział po chwili. — A tak właściwie to zapytać cię o coś ważnego — kontynuował. Widać było po nim, że zaczął się cholernie denerwować i że coś było na rzeczy. — Toto, ja... — znów urwał. Nie brał pod uwagę tego, że zachowywał się w taki sposób i mówił takie rzeczy, że chłopak mógł sobie pomyśleć, że miał mu do powiedzenia coś złego. Zapewne każdy na jego miejscu pomyślałby sobie coś takiego. W końcu jednak sięgnął do kieszeni spodni, z której wyciągnął pudełeczko z pierścionkiem. Obrócił je jeszcze nerwowo w dłoni, ale w końcu otworzył je i przesunął je po stole w stronę Toto, wpatrując się przy tym w jego twarz. Przez chwilę zapomniał języka w gębie i po prostu się na niego patrzył, ale w końcu ogarnął, że chyba wypadałoby się do tego wszystkiego odezwać. — Weźmy ślub — rzucił. — W sensie... czy chciałbyś, czy byś chciał — dodał nerwowo. — Czy mógłbyś ze mną... — motał się dalej. — Zostaniesz moim mężem? — wydusił z siebie w końcu i uśmiechnął się do niego niepewnie. Bał się jego odpowiedzi, bo jeszcze nigdy nie rozmawiali na temat ślubu. Nie miał pojęcia, jak Toto się na to zapatrywał i czy w ogóle rozważał, że kiedykolwiek za kogokolwiek wyjdzie. Jeśli się okaże, że nie, to Monty będzie w dupie. Nie wspominając o tym, jak bardzo negatywnie by to wpłynęło na ich relację. Cóż, Bonney jednak nie słynął z mądrości i z tego, że zastanawiał się dwa razy nad tym, co planował zrobić. Jeśli jakaś myśli albo pomysł pojawiły się w jego głowie, to musiał je zrealizować już teraz. Zdecydowanie można było powiedzieć, że był w gorącej wodzie kąpany.

Toto
27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
No tak — skwitował. Wyglądało na to, że wymówki w tej sytuacji zbytnio nie zadziałają, zwłaszcza, że Monty na wszystko miał logiczne argumenty. Chyba nie było co się dalej wykręcać, bo Monty mówił z sensem, a to mimo wszystko nie zdarzało się zbyt często. — No okej… — odparł i westchnął zrezygnowany. Logiczne, że skoro Monty sam regularnie kierował, to mógł mu pomóc wszystko z powrotem ogarnąć. Chyba nie miał wyjścia i rzeczywiście będzie musiał sobie przypomnieć jak to jest siedzieć za kółkiem.
Mhm — wymruczał i pokiwał głową, uśmiechając się delikatnie. Musiał przyznać, że dawno tak dobrze nie pojadł. Z reguły jak sam gotował, to robił coś na szybko, nad czym nie trzeba było długo stać, bo po pracy był tak zmęczony, że nie miał ochoty na to, aby spędzać nie wiadomo ile czasu w kuchni. — No widzę, widzę. Zdarza się to co prawda bardzo rzadko, ale wciąż zdarza — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. Tyle tylko, że nawet jak teraz Monty taki nie był, to był pewien, że potem na pewno nabierze ochoty na igraszki. Za dobrze go znał. Na pewno będzie liczył na to, że jakoś mu się odwdzięczy za tę kolację. Kiedy Monty powiedział coś takiego, ściągnął lekko brwi, bo nie do końca rozumiał o co chodziło. Wpatrywał się w niego, czekając, aż ten będzie kontynuował i przekaże mu to, co miał do powiedzenia. — Porozmawiać — powtórzył po nim. No, teraz to się zrobiło dość nieprzyjemnie i powiało chłodem. Oczywiście, Toto od razu pomyślał o tym, że ten miał mu do powiedzenia coś złego. Kolejne słowa chłopaka nie pomogły, a tylko pogorszyły sytuację. W jego głowie nagle wszystko zaczęło układać się w jedną całość. No tak, to było przecież wiadome, że Monty nie zorganizowałby tego wszystkiego ot tak, bez powodu. Jakiś musiał być i wyglądało na to, że chłopak miał coś na sumieniu i miał zamiar wyznać mu właśnie co takiego to było. Uniósł brwi, wpatrując się w niego wyczekująco, aż ten dokończy. W jego głowie pojawiła się tylko jedna myśli – zaraz usłyszy, że Bonney go zdradził. To było pierwsze, co przyszło mu do głowy i nagle wydało mu się naprawdę prawdopodobnym scenariuszem, zwłaszcza biorąc pod uwagę cały dzisiejszy wieczór i sposób w jaki Monty teraz dobierał słowa. Poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku i momentalnie zrobiło mu się niedobrze. Nawet nie zorientował się, kiedy do jego oczu napłynęły łzy, bo naprawdę nie chciał usłyszeć, że Bonney zrobił mu takie świństwo. Miał wrażenie, że ta cisza trwała w nieskończoność. Już otwierał usta, chcąc się samemu odezwać, ale Monty go uprzedził i powiedział, żeby wzięli ślub. Zamarł i zamrugał kilkukrotnie, bo to zdecydowanie nie było coś, co spodziewał się teraz usłyszeć. Tak właściwie, nie spodziewał się, że kiedykolwiek to usłyszy. Wpatrywał się w niego bez słowa, kiedy ten dalej się tak motał, samemu starając się przetrawić to, o co Bonney go właśnie prosił. Nigdy, w najśmielszych snach nie zakładał nawet, że Monty chciałby wziąć z nim ślub. Dlatego jego pytanie wzięło go z zaskoczenia i po prostu zabrakło mu języka w gębie. Jeszcze bardziej go zamurowało, gdy chłopak wyjął z kieszeni pudełeczko, bo Toto doskonale wiedział, co w nim było. Zawiesił na nim swoje spojrzenie, kiedy Monty przesunął je po blacie w jego stronę. Bez słowa się w nie wpatrywał, ale w końcu po nie sięgnął i je otworzył. Kiedy zobaczył w środku pierścionek, rzeczywistość w niego uderzyła i dotarło do niego, że to działo się naprawdę. Odłożył pudełeczko na blat, wyjął z niego pierścionek i przez chwilę, wciąż w milczeniu się w niego wpatrywał.
Okej — odezwał się w końcu. — Wyjdę za ciebie — dodał, żeby chłopak nie miał co do tego wątpliwości. Wsunął sobie pierścionek na palec, po czym spojrzał na swoją dłoń i uśmiechnął się delikatnie. — Chodź tu do mnie — powiedział i skinął lekko głową.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
Nie wiedział, co miał myśleć o tej ciszy, która zapadła. Od razu zaczął się bać, że scenariusz, w którym Toto mu odmawia, staje się realny. Nie chciał tego, ale to nie tak, że do czegokolwiek go zmusi. Wpatrywał się w niego wyczekująco, licząc na to, że młodszy w końcu mu powie, co myślał o tym pomyśle. Czy się zgodzi? Czy mu odmówi? Gdy chłopak sięgnął po pudełeczko z pierścionek, a potem tak zaczął mu się przyglądać, zamiast cokolwiek powiedzieć, to tylko jeszcze bardziej się zaczął nakręcać. Już miał się odezwać i zapytać, ale wtedy Toto go uprzedził. Od razu mu ulżyło i odetchnął głębiej, bo z tego wszystkiego zapomniał, jak się oddychało. Momentalnie się wzruszył, a jego oczy się zaszkliły. Pociągnął nosem i uśmiechnął się do niego delikatnie. Cholernie się cieszył, że Toto go nie odrzucił, bo nie wiedział, co by zrobił, gdyby tak się stało. Pewnie zapadłby się ze wstydu pod ziemię.
Wstał z krzesła i podszedł do tego, na którym siedział Toto. Nachylił się nad nim, chwytając jego twarz w dłonie, po czym przeciągle go pocałował. — Nawet nie wiesz, jak się cieszę — powiedział, gdy na moment oderwał się od jego ust, by zaraz ponownie go pocałować. W końcu przerwał pocałunek i ukucnął przed nim. Chwycił jego dłonie w swoje i wbił spojrzenie w jego twarz. — Kocham cię najbardziej na świecie. Nic innego się dla mnie nie liczy — odezwał się po chwili. Cofnął jedną z dłoni, żeby sięgnąć nią do jego twarzy i pogłaskać go czule po policzku. — Jesteś moim największym skarbem i chcę z tobą spędzić resztę życia — kontynuował. — Wiem, że nie zawsze byłem idealny, że kiedyś byłem naprawdę chujowym człowiekiem, ale teraz jest inaczej i wiem, że też to dostrzegasz — uśmiechnął się do niego. Przynajmniej miał taką nadzieję, że Toto wiedział, że jego zmiana była trwała i że nie miał zamiaru wracać do tego, co było między nimi kiedyś. Obiecał mu coś i tego słowa dotrzymywał. — Chcę być dla ciebie najlepszym mężem, jakiego tylko mógłbyś sobie wyobrazić — powiedział jeszcze i zacisnął mocniej palce na jego dłoni. — Chociaż tak naprawdę nie mam pojęcia, jak nim być — pokręcił głową na boki. Pewnie niewiele się zmieni, bo i tak już żyli jak małżeństwo. Jedyna różnica będzie taka, że będą mieli papierek. Mimo wszystko chciał to zrobić, bo wiedział, że to będzie ostateczny dowód na to, że go kochał i że chciał z nim być do końca życia. Nie potrafił sobie wyobrazić, jakby to było, gdyby Toto zabrakło w jego życiu. Nawet nie chciał sobie tego wyobrażać. Już dwa razy go stracił, na trzeci nie mógł pozwolić. Nie po to tak mocno walczył o to, żeby Solace mu wybaczył i nie po to tak się starał w tym związku, żeby to w jakiś sposób zaprzepaścić. — Ja... trochę się bałem, że mnie wyśmiejesz — powiedział niepewnie i przygryzł lekko swoją dolną wargę. — Ale chyba zupełnie niepotrzebnie — dodał i uśmiechnął się do niego.

Toto
ODPOWIEDZ

Wróć do „Willow's Edge”