Chcę czegoś prawdziwego do bólu.
Nie miał pojęcia, co Vanya miał na myśli, kiedy się z nim żegnał. Mógł potraktować ten zwrot dosłownie, szczególnie w kontekście całego wspólnego wieczoru, podczas którego fizyczny ból bywał wyrazem szczególnego poświęcenia. Chłopak jednak wydawał się romantyzować to doświadczenie, w czym właściwie nie było niczego dziwnego w jego wieku. Wolf gotów był się zresztą z nim zgodzić. Prawdziwa miłość wymagała ofiar. W obliczu cierpienia trudno było utrzymać fasadę utkaną nawet z najbardziej misternych kłamstw. Kochać znaczyło znieść dla kogoś wszystko i może to zrozumiał młody Lazarev, a jeśli tak było, to zasługiwał na jego uwagę, nawet jeśli brakowało mu pokory.
W ciągu dwóch tygodni od ich spotkania na przyjęciu Wolfganga pochłaniały jednak przede wszystkim interesy. Wojna gangów przyciągała uwagę policji i utrudniała mu prowadzenie operacji, szczególnie po zamachu bombowym przeprowadzonym przy Loyola Avenue. Poważnie obawiał się o swój towar, przenosząc go na obrzeża miasta i szukając innych dróg zbytu. Od dawna zajmował się już przede wszystkim finansami, dokonując przestępstw przy pomocy cyfr, a nie broni, co zapewniało dużo większe zyski i rozmach, ale absolutnie każdy biznes lubił ciszę.
Mimo to, gdy późnym wieczorem ślęczał nad stosami dokumentów, wracał do niego widok oczu rozjaśnionych błyskiem fascynacji i słodkich warg rozchylonych w nieśmiałym pragnieniu. Próbując znaleźć sposób, by dorobić się na chaosie, myślał jednocześnie o bezczelnym chłopaku, który cały wieczór drażnił go, jakby próbował zasłużyć na karę, a potem pożegnał niewinnym całusem. Wolfgang rzadko pozostawał tak długo pod czyimś wrażeniem, a teraz nie potrafił uwolnić się spod jego czaru.
A skoro nie mógł się uwolnić, to musiał go mieć.
Dbał o to, by po każdym przedstawieniu na Lazareva w garderobie czekał ogromny bukiet białych róż, które starannie przewiązane były czerwonym sznurkiem. Do kwiatów zawsze dołączony był krótki, odręcznie spisany liścik podpisany inicjałami Windsora. W większości wypadków był to komentarz dotyczący występu, często komplement, a czasem drobna nagana, jeśli chłopak popełnił błąd. Każda z tych notatek była dowodem na to, że Wolfgang dotrzymał słowa i nie spuszczał go z oka. Pomimo natłoku obowiązków, starał się zawsze znaleźć czas, by odwiedzić teatr, gdy na jego deskach miał występować Vanya, ale dopiero po dwóch tygodniach tej jednostronnej korespondencji zdecydował się ponownie do niego odezwać.
Tym razem nie wszedł do zatłoczonej garderoby, ale cierpliwie czekał z bukietem przy tylnym wyjściu z teatru. Z odległości kilku kroków obserwował artystów, którzy w niewielkich grupach opuszczali budynek, aż nie dostrzegł pośród nich Lazareva. Bez pośpiechu podszedł do chłopaka, czekając, aż ten dostrzeże go w blasku ulicznej latarni. Zignorował znaczące spojrzenie innego tancerza, niezainteresowany plotkami, jakie bez wątpienia wywoływały przysyłane przez niego kwiaty.
— Znajdziesz dla mnie czas? — zwrócił się do Vanyi, kiedy reszta jego znajomych również zamilkła, zaciekawiona dalszym przebiegiem sceny. Windsor jednak nawet na nich nie patrzył. Nie sprawiał wrażenia skrępowanego czy zawstydzonego, jakby był pewien, że tancerz się zgodzi. — Chciałbym, żebyś zjadł dzisiaj ze mną kolację — obrócił się krótko przez ramię, by spojrzeć w kierunku znanego już chłopakowi samochodu i stojącego przy nim kierowcy, który w geście zaproszenia otworzył tylne drzwi.
Vanya Lazarev
-
Opadł na deski i pochylił się, przytrzymując Lilly w pasie po udanym skoku i obrocie. Oddychał ciężko, co po długim dniu treningów, kończącym się premierą kolejnego występu, wcale nie było niczym dziwnym. Czuł się jednak dobrze, był w formie i wysypiał się, chociaż jego myśli często uciekały do wspomnień skutecznie rozpraszających. Musiał się skupić, jeżeli chciał utrzymać wysoki poziom, a chciał. Jego wieczorne występy udawały się, a niedługo przed Wielkanocą było ich trochę więcej, głównie dlatego, żeby nie kolidowały później z paradami, na które zawsze było jednak więcej chętnych.
Myśl, że po każdym występie otrzyma kwiaty i skrupulatnie spisaną wiadomość podnosiła go jeszcze bardziej na duchu i momentami wręcz niecierpliwie wyczekiwał tego momentu. Bukiety białych róż zabierał ze sobą do domu i ustawiał w sypialni, aby czuć ich zapach przy zasypianiu i po pobudce. W tłumie gości wypatrywał za to ukradkiem Wolfganga, chociaż nie mógł tego robić zbyt intensywnie, aby nie ucierpiał na tym występ. W końcu w tej kwestii był perfekcjonistą.
Prezenty dawały mu poczucie, że mężczyzna podjął wyzwanie, więc cierpliwie czekał na rozwinięcie się tego długiego wstępu. Oczywiście, że dla niego wszystko, co przeżył u boku Windsora, i dzięki niemu, było romantyczne. Chciał się na nowo zauroczyć, czy to kimś, czy czymś; uroczymi i ekscytującymi wydarzeniami, pociągającymi scenami, wyzwaniami i obietnicami. Uważał, że zasługuje na wyjątkowe traktowanie i tego oczekiwał, nie mając zamiaru godzić się na odcienie szarości, które kiedyś wniosła do jego życia zaufana osoba, po której się tego nie spodziewał. Nie chciałby zostać w ten sposób zaskoczony po raz kolejny.
W garderobie od razu zwrócił uwagę na brak bukietu, co sprawiło, że poczuł się odrobinę niepewnie, po raz pierwszy od dawna. Nie odpowiedział jednak na zaciekawione spojrzenia, które rzucali mu inni artyści, a przynajmniej ci, którzy też zauważyli to, co on. Zmył makijaż, odświeżył się i przebrał w luźne, wygodne ubrania, znacznie odbiegające od eleganckich outfitów na bankietach i aukcjach czy strojów scenicznych. Spojrzał na swoje odbicie w lustrze, zauważając że ma zatroskaną minę, więc od razu zamienił ją na łagodniejszą. Nie chciał się karać za cokolwiek, co sprawiło, że dzisiaj róże nie pachniały dla niego. Umówił się z innymi tancerzami na wspólny wieczór w Felix's Restaurant & Oyster Bar, o czym powiadomił czekającego na niego przed budynkiem teatru ochroniarza, który ostatecznie ugiął się i mu na to pozwolił. Całe szczęście, że dzisiaj jego niańką był Sasha, bo chyba tylko on był na tyle miękki, aby puścić go gdzieś samego.
Z niewielką, sportową torbą zawieszoną na ramieniu i w luźnym komplecie dresowym w kolorze granatowym oraz białych adidasach, opuścił wraz z grupą przyjaciół budynek tylnym wyjściem. Lilly zawiesiła się na jego ramieniu i zaśmiała z czegoś, co powiedział Robert i chwilę później śmiał się również sam Vanya, patrząc na trochę wyższego od siebie chłopaka z rozbawionym błyskiem w oku. Wolfganga zauważył kilka sekund później i chociaż zdusił śmiech, to nadal się uśmiechał, nie odwracając już od niego wzroku, wysuwając za to rękę z uścisku koleżanki.
Czekał, aż ten podejście i nawet Robert, który wyglądał na częściowo zaciekawionego, ale i częściowo niezadowolonego, nie dał rady swoją miną odwrócić uwagi Vanyi, dla którego wszyscy oprócz Windsora po prostu przestali istnieć. Zachowywał się tak, jakby byli tutaj zupełnie sami. Przyjął od niego kwiaty i od razu przysunął nos do białych płatków, z zadowoleniem wdychając słodki, delikatny zapach. Obejmował bukiet pewnie, ale z jakiegoś rodzaju delikatnością i pieszczotą.
Wysłuchał propozycji i zerknął w stronę znajomego kierowcy, na którym na dłuższą chwilę zatrzymał wzrok. Zdawał sobie sprawę, że Wolfgang z góry założył, że Vanya się zgodzi i miał rację. Chłopak nie miał zamiaru reagować inaczej i absolutnie nie uważał tego za pochopne działanie, wręcz przeciwnie 一 przecież właśnie na to czekał i nie było to tajemnicą.
一 Zrobię to z przyjemnością 一 odparł bez cienia wahania w głosie, a Robert i Lilly wymienili znaczące spojrzenia. Vanya odwrócił się do nich i uśmiechnął delikatnie, chociaż coś w wyrazie jego twarzy mówiło, aby uważali, jeżeli mają do powiedzenia coś, co mogłoby mu się nie spodobać.
一 Miłego wieczoru. Widzimy się jutro. Nie przechodźcie obok Sashy, proszę 一 zwrócił się do nich, momentalnie zmieniając minę na wyjątkowo łagodną, przepraszającą. Grupka młodych tancerzy pożegnała go po kolei, zanim nie ruszyli do restauracji. Robert obejrzał się raz, ale Rosjanin już tego nie widział, odwrócony do niego tyłem, ze wzrokiem utkwionym w przystojnej twarzy Wolfganga, jak zwykle nienagannie eleganckiego.
一 Nie wyglądam jednak zbyt wyjściowo. Czy chciałby Pan, abym się przebrał? 一 zapytał, układając imponujący bukiet na przedramieniu. Nie wiedział gdzie chce go zabrać mężczyzna, ale w niektórych restauracjach obowiązywał konkretny dress code.
Wolfgang Windsor
-
Wolfgang rolę dżentelmena opanował do perfekcji. Jego akcent był nienaganny, a gesty eleganckie i opanowane. Czasem jedynie uśmiech zdradzał przeszłość ulicznego łobuza. Przesunął uważnym spojrzeniem po wszystkich towarzyszących Vanyi osobach, by ostatecznie na nim skupić bystre spojrzenie. Płatki białych róż załaskotały gładkie policzki chłopaka, a słodki zapach pieścił nos. Wypełniał również jego sypialnię, a wspomnienie Windsora mogło towarzyszyć każdej nocy, gdy zasypiał.
Vanya uprzedzał oczekiwania Wolfa i odnajdywał się w ich relacji z niespodziewaną swobodą. Z przyjemnością wybierałby dla niego stroje, mówiąc mu, co powinien założyć, a czego nie powinien nosić, decydowałby o bieliźnie lub jej braku, a także zabraniał zbyt śmiałych kreacji, które niepotrzebnie przyciągałyby uwagę. Chłopak grał według zasad, chociaż Windsor nie zdążył mu jeszcze ich przedstawić, co tylko pogłębiało fascynację biznesmena.
Jakby tancerz naprawdę był dla niego stworzony.
一 Nie przejmuj się w tej chwili strojem 一 stwierdził, bo wątpił, czy istniała restauracja, która nie wpuściłaby go ze względu na ubranie, tracąc przy tym bogatego klienta. Znad ramienia chłopaka spojrzał na Roberta i pożegnał go długim spojrzeniem oraz chłodnym uśmiechem. Swoim zwyczajem ułożył dłoń na lędźwiach Vanyi i poprowadził go w stronę samochodu. Poczekał, aż usiądzie wygodnie na fotelu pasażera i zamknął drzwi, a następnie usiadł po drugiej stronie kanapy.
Przez całą podróż pytał chłopaka o występ i jego sceniczne plany. Sam mówił niewiele, ograniczając się raczej do zadawania pytań i uważnego słuchania odpowiedzi, co zresztą robił z autentycznym zainteresowaniem, choć nie wiedział wiele o muzyce klasycznej i samym balecie. Uczył się od niego, nie przerwał rozmowy, gdy dojechali na miejsce.
Po wejściu do restauracji zdjął płaszcz z ramion chłopaka, muskając palcami jego kark, a następnie jedna z kelnerek po grzecznym powitaniu poprowadziła ich schodami na górę do stolika na dachu lokalu. Budynek nie był szczególnie wysoki, ale mieli stąd widok na rozgwieżdżone niebo i znajdujący się niedaleko park.
Przede wszystkim to miejsce zapewniało prywatność, ponieważ nie było tu żadnych innych gości. Płomień zapalonych świec chwiał się przy podmuchach wiosennego wiatru, a hałas z oddalonej o kilka pięter ulicy był niemal niesłyszalny.
一 Menu dla panów jest już na stolikach. Zaraz przyniosę wazon na kwiaty 一 obdarowała ich zaskakująco sympatycznym uśmiechem, po czym zostawiła samych.
Wolfgang poprowadził chłopaka do stolika, a następnie odsunął krzesełko, by ten mógł wygodnie usiąść. Nim się wyprostował, podniósł przygotowane dla niego menu.
一 Pozwolisz, że ja coś wybiorę dla nas obu? 一 zapytał, spoglądając na kartę, a następnie kontrolnie na Vanyę, by dostrzec jego reakcję. Wolf testował granicę chłopaka, a przy okazji pozwalał mu się przekonać, czy naprawdę potrafi oddawać innym władzę, bo gangster lubił mieć pod kontrolą absolutnie każdy element. 一 Możesz mi powiedzieć, co lubisz 一 zasugerował, obchodząc stolik i siadając naprzeciw.
Kelnerka przyniosła duży wazon pełen wody i ustawiła go na stoliku, informując, że da im jeszcze chwilę na zapoznanie się z kartą.
一 Mam dla ciebie zaplanowaną jeszcze jedną atrakcję, gdy już zjemy. Pomyślałem, że skoro masz słabość do zabronionych rzeczy… zabiorę cię na nielegalne wyścigi i zobaczymy, czy masz szczęście w stawianiu na zwycięzców 一 zaproponował, w międzyczasie otwierając kartę dań i przeglądając ją pod kątem tego, co mogło przypaść chłopakowi do gustu. 一 Brałeś kiedyś w czymś podobnym udział? 一 przechylił lekko głowę, odrywając wzrok od tekstu, by ponownie skupić go na Vanyi.
Vanya Lazarev
-
Podobał mu się sposób, w jaki Wolfgang go traktował, jego zachowanie, gesty, spojrzenia i uśmiechy sprawiały, że Lazarev czuł się swobodnie i komfortowo, cały zestaw, wszystko co składało się na prezencję mężczyzny, znacznie ułatwiało chłopakowi odnajdywanie się w sytuacji i dopasowywanie się. Jakby często po prostu wiedział co powinien zrobić lub powiedzieć. Mimo wszystko pozostawał sobą, częściowo uległym, ale częściowo bardzo ambitnym, dążącym do celu, który sam sobie obrał, bez niczyjego wpływu, nawet Windsora.
Odrobinę martwiło go podejście rodziców, szczególnie matki, bo mimo świadomości, że jest już dorosły, zależało mu na akceptacji najważniejszych osób w jego życiu. Nie chciał też matki martwić, a doskonale wiedział jak wpłynęła na nią śmierć Rodiona, bo chociaż od zawsze zależało jej na bezpieczeństwie młodszego syna, to po śmierci starszego stała się jeszcze bardziej przewrażliwiona i nadopiekuńcza.
Vanya chciał jednak iść za sobą i jeżeli miał popełnić błędy, to tak się właśnie stanie. Wiedział już co matka sądziła o Wolfgangu i być może powinien był jej w tej kwestii posłuchać, ale nie sądził, aby ten chciał mu zrobić krzywdę. Może naiwnie? Ale czy, gdyby chciał, to nie zrobiłby tego, kiedy tylko Vanya przekroczył próg jego domu? Miał wtedy przecież doskonałą okazję.
W aucie, podczas podróży, bardzo chętnie odpowiadał na pytania, opowiadając o nowej choreografii, zdolnych tancerzach i muzyce, którą sam dobierał do kolejnego spektaklu. W momentach lekkiego uniesienia oczy błyszczały mu bardziej, niż gwiazdy na niebie, a szczupłe palce zaczepiały o ramię lub nadgarstek mężczyzny, przesuwając się po materiale jego koszuli, ale i po ciepłej skórze, gdy zsuwały się na dłoń.
W restauracji rozejrzał się uważnie, chociaż nie nachalnie, delikatnie się uśmiechając, gdy pozwalał zdjął sobie kurtkę. Nie czuł się nieswojo ze świadomością, że jego strój tutaj nie pasuje. Śmiało nadrabiał pewnością siebie, eleganckimi ruchami i uśmiechem, który zwrócił uwagę kelnerki, pełniącej rolę ich dzisiejszej opiekunki. Vanye kobiety nie pociągały w sposób romantyczny czy erotyczny, ale potrafił wyczuć, kiedy komuś się podobał, niezależnie od płci. Zawsze był uprzejmy, nawet jeżeli dawał znać, że nie jest kimś zainteresowany. Jeżeli już kogoś odrzucał, to w taki sposób, aby druga osoba czuła się z tym jak najmniej źle, najlepiej w ogóle.
Odprowadził dziewczynę wzrokiem, a potem skupił się całkowicie na Wolfgangu, nawet nie dotykając karty dań, gdy ten zaproponował, że coś dla niego wybierze. W pierwszej chwili chciał zdradzić mu swoje upodobania, ale szybko doszedł do wniosku, że bardzo ciekawiło go co wybierze mu Windsor bez podpowiedzi i czy dobrze go oceni. Wodził za nim wyraźnie zaciekawionym spojrzeniem, a gdy ten usiadł już naprzeciwko, skinął lekko głowę, poprawiając rękawy czarnej bluzy z kapturem.
一 Zdam się całkowicie na Pana. Lubię niespodzianki 一 wyznał, posyłając mu lekki, trochę zadziorny, uśmiech. Jego uwagę odwróciła kelnerka, która pojawiła się z wazonem na róże. Vanya uniósł nieznacznie dłoń, zatrzymując ją jeszcze na moment.
一 Poprosiłbym niegazowaną wodę z cytryną 一 powiedział, przyglądając się jej przez chwilę. Dziewczyna zapytała również Wolfganga czy chce coś do picia, a potem odeszła, aby przygotować zamówienie. Lazarev zerknął na bukiet kwiatów, po czym podniósł się powoli i starannie wsunął go do wazonu, upewniając się niespiesznie, że wszystkie łodygi zanurzone są w wodzie, a kwiaty ułożone są równo ponad szkłem.
一 Słabość do zabronionych rzeczy? 一 powtórzył pytającym tonem, uśmiechając się przy tym i krótko zerkając na mężczyznę znad białych płatków. 一 Jeżeli mamy być dokładni, to i do zabronionych osób 一 dodał zagadkowo, po czym wrócił na miejsce i usiadł na nim, opierając się wygodnie i analizując propozycję, jakby zastanawiał się czy jutro będzie padać deszcz. W końcu doszedł do wniosku, że faktycznie jest zainteresowany i podciągnął rękawy bluzy do łokci, układając zaraz dłonie na oparciach krzesełka.
一 Nie, nie miałem okazji 一 przyznał, zakładając nogę na nogę i delikatne machając zawieszoną w górze stopą, chociaż nie miała na sobie baletki, a zwykłe sportowe obuwie. 一 Coś w rodzaju szybkich i wściekłych? 一 zapytał zaraz, bez cienia skrępowania, przechylając lekko głowę w bok, jak ciekawskie szczenię. Kelnerka wróciła z tacą i zapytała o to, czy już może przyjąć zamówienie. Vanya za to sięgnął po postawioną przed sobą szklankę i upił łyk chłodnej wody, której smak sprawił mu przyjemność. Można to było poznać po oczach, jeżeli ktoś znał go już trochę lepiej i był uważny na takie drobiazgi.
Wolfgang Windsor
-
Obserwował go uważnie, jakby na bazie jego aparycji próbował dobrać właściwe danie, ale tak naprawdę zastanawiał się nad czymś zupełnie innym, bo o zamówieniu zdecydował jeszcze zanim przekroczyli próg restauracji. Uległość chłopaka w dużej mierze wynikała z wyuczonego posłuszeństwa i szacunku wobec rodziców, Vanya od dziecka był przyzwyczajony do wykonywania poleceń, dlatego tak swobodnie odnajdywał się pośród surowych zasad i żądań Windsora. Wolfgang jednak nie lubił dzielić się władzą. Zamyślony przesunął po nim spojrzeniem, zatrzymując wzrok na wysokości jego torsu, a następnie powoli ponownie sięgnął oczu.
Chciał go tylko dla siebie, bo pociągał go połączenie elegancji i braku doświadczenia. Nie chodziło jedynie o idealną buzię. Vanya był księciem, który dla niego musiał zrzec się tronu. W oczach Wolfganga był wyjątkowy i zasługiwał na takie właśnie traktowanie.
Również poprosił o wodę, a następnie w milczeniu obserwował, jak ten ostrożnie obchodziły się z delikatnymi kwiatami, układając je w wazonie ze swego rodzaju czułością. Samo oglądanie Lazareva sprawiało mu przyjemność. Gesty chłopaka miały w sobie wdzięk, on sam sprawiał wrażenie uosobienia wyrafinowania i niewinność, choć Wolfgang nie wierzył już w jego czystość, pozwalał jednak się oszukiwać i uwodzić. Musiał przyznać, że Vanya robił to z wprawą, kradnąc uwagę dokładnie tak, jak robił to na scenie teatru.
一 Zabronionych osób? 一 zapytał z uprzejmym zainteresowaniem, zamykając kartę i odkładając ją na bok. Zazwyczaj im bardziej próbowało się kogoś chronić przed niebezpieczeństwem, tym bardziej ten ktoś do niego lgnął. W końcu zakazany owoc smakuje najlepiej, a blask ognia może wydawać się kuszący, dopóki się nim nie poparzysz. 一 Czy właśnie naraziłem się państwu Lazarev? 一 doprecyzował swoje pytanie obojętnym tonem. Z Dimą nie łączyły go żadne interesy, ponieważ Wolfgang nie musiał już zajmować się przemytem, a Legacy służyła mu jedynie za przykrywkę. Większość oszustw Windsora było czysto finansowymi operacjami, głównie na giełdzie i w sektorze nieruchomości. Przy odpowiednich środkach na zamieszaniu w Uptown można było sporo zarobić, skupując domy i parcele za bezcen.
Vanya przyjął swobodną i pewną siebie pozę, ale Wolf wolałby go widzieć klęczącego obok krzesła. Potarł kąciki ust.
一 Prawdopodobnie coś jak w szybkich i wściekłych 一 przyznał, ponieważ nie przepadał za kinem akcji i nie widział kultowego filmu. Nie znajdował przyjemności w oglądaniu absurdalnych produkcji o gangsterach. W życiu nie wyglądało to nawet w połowie tak ekscytująco. Wolfgang większość czasu spędzał przy biurku w otoczeniu genialnych księgowych, finansistów i giełdowych rekinów, a czasem jadając kolacje wraz z biznesmenami, inwestorami, milionerami, a także lokalnymi politykami. Policyjne pościgi pamiętał jedynie z młodości, gdy pracował bezpośrednio dla Herrery i wspominał je z odrobiną nieskrywanej nostalgii.
Zamówił dla nich obu sałatkę z karmelizowaną figą, marynowaną dynią, szynką serrano, orzechami i sosem na bazie żurawiny i wasabi, a do tego poprosił o dobry rocznik białego wina, decydując się na lekką, pełną smaku kolację. Poczekał, aż kelnerka potwierdzi każdą z pozycji, a następnie ponownie skupił całą swoją uwagę na Vanyi.
一 Kim był chłopak, z którym cię widziałem? 一 zapytał wprost, gdy dziewczyna znów zostawiła ich samych. Przez cały ten czas jego ton nie ulegał zmianie, a postawa wyrażała tę niewymuszoną pewność siebie. Wolfgang nie był ekstrawagancki. Mówił cicho, a jego strój był minimalistyczny i oszczędny, podobnie jak gesty i mimika. Łatwo było uznać to za skromność i brak śmiałości, ale tak naprawdę świadczyło o sile charakteru. Windsor nie musiał nikomu nic udowadniać. Z tym samym niewzruszonym spokojem naciskał spust broni.
Vanya Lazarev
-
Przez chwilę patrzył na Wolfganga, jakby był kimś więcej, niż tylko poznanym niby przypadkiem mężczyzną. Vanya nie chciał rezygnować ze swojego tytułu, on chciał, aby to Wolfgang został jego królem i tylko jego. Był rozkapryszony i wiedział czego chce. Podobało mu się, że mężczyzna jest władczy, jednocześnie widział jak bardzo w niego wpatrzony. Podobały mu się jego gesty, jego pewność siebie i wzrok, błądzący po jego ciele. Chciał być przez niego oglądany, podziwiany i pożądany. Zrobiłby dla tego uczucia wiele i w zasadzie 一 właśnie to robił. Kochał rodziców, czuł wobec nich szacunek, był lojalny i oddany, a jednak zdecydował się na złamanie zakazu i jeżeli Wolfgang tego nie doceni, to nic tu po nim.
Chłopak zmienił się na przestrzeni lat, nie tylko przez śmierć najdroższego brata, ale jeszcze wcześniej, przez złamane serce. Wystarczyło jedno wydarzenie w życiu jego ukochanego, aby ten go odrzucił. Po latach doszedł do wniosku, że to nie była jego wina 一 to była wina drugiej strony. Nigdy więcej nie chciał dopuścić, aby ktoś go tak potraktował, więc nie angażował się emocjonalnie, jednocześnie pragnąć romantycznej bajki, w której to on zawsze będzie najważniejszy. Stąpał po cienkim lodzie, ale bardzo uważnie obserwował ruchy, które wykonywał Windsor i wystarczył jeden błąd, aby to Vanya się odsunął i schował za wysokim murem.
To nie tak, że nie chciał się starać o jego uwagę, w żadnym wypadku. Sprawdzał go, owszem, ale jednocześnie dawał mu to, czego ten oczekiwał i nie chodziło tylko o bycie na każde jego skinienie, chodziło o pokazanie mu, że to jemu ma zależeć i jeżeli ten mu to okazywał, to odwdzięczał się. Powoli, stopniowo, starając się go od siebie uzależnić. Czy mógł jednocześnie sam się uzależniać od niego? Bez wątpienia, ale wyglądało na to, że nie do końca mu to przeszkadza. Widział co Wolfgang potrafił i chciał tego dla siebie. T y l k o dla siebie.
Dotykał płatków kwiatów pieszczotliwie, tak jak chciał dotykać Wolfa. Uśmiechnął się delikatnie, gdy ten doprecyzował pytanie.
一 Spodziewał się Pan innej reakcji? Czy to nie oni znają Pana lepiej? Zagrożenie w pobliżu ich jedynego syna, cudownego dziecka, którego życie jest cudem 一 odpowiedział, nie zdradzając jednak szczegółów. Znał swoją historię od narodzin. Matka zdradziła mu, że już tuż po swoich narodzinach został zamknięty w kloszu i być może definiowało to całe jego życie. Historia delikatnej, białej róży.
Uśmiechnął się ciepło na potwierdzenie odnośnie filmu. Vanya lubił oglądać filmy akcji lub bardziej brutalne, o ile miały w sobie wątek romantyczny. Czasami oglądał filmy kontrowersyjne, szokujące, z wątkiem fiksacji erotycznej, chociaż robił to w samotności, patrząc na ekran niewzruszony, przynajmniej do punktu kulminacyjnego, który wyrywał z jego gardła westchnienia i urocze zmrużenie powiek.
Siedząc już przy stoliku dotknął chłodnych sztućców, które przyniesiono jeszcze przed podaniem wybranego dania. Przyglądał się mężczyźnie z zainteresowanie, decydując się na chwilę dramatycznego milczenia, zanim odpowiedział.
一 Ma Pan na myśli Roberta? 一 zapytał i nachylił się trochę w jego stronę, jakby miał zdradzić mu tajemnicę 一 Tańczy dla mnie. Jest zdyscyplinowany, ale zbyt często zapatrzony. Kiedy pokazuję mu jak wysoko powinien unieść nogę, dotyka mnie zbyt śmiało, a po próbach rzuca mi ukradkowe spojrzenia, kiedy się przebieram 一 odparł, niezwykle ciekawy jego reakcji. Mówił jednak prawdę, nie koloryzował. Robert był zauroczony, a on udawał, że tego nie widzi.
Ich posiłek przyniesiono szybko, ale to wino okazało się pierwszym, po które sięgnął Vanya, oczywiście czekając, aż zostanie nalane dla nich obu. Nie woda. Wino okazało się najbardziej pociągające i chłopak wypił od razu kilka sporych łyków, chociaż delektując się smakiem z zadowoleniem. Nie pijał zbyt często, więc trunek prawie od razu zakręci mu w głowie. Spróbował sałatki i zamarł. Posmak wasabi zepsuł całość, więc nie wahał się ani chwili, aby zawołać kelnerkę.
一 Proszę to odnieść 一 oznajmił bez cienia skrępowania, odsuwając talerz. Spojrzał również wyczekująco na Windsora, zatrzymując zdezorientowaną dziewczynę, aż nie padnie nowe zamówienie. Wszystko musiało być idealne, a jeżeli takie nie było, to Vanya nie wahał się, aby to zakomunikować. uśmiechnął się jednak łagodnie i gdy kelnerka zawahała się, podniósł talerz sam i wyciągnął usłużnie w jej kierunku.
一 Proszę 一 powtórzył z naciskiem.
Wolfgang Windsor
-
Zgadzał się z tym, że Vanya był wyjątkowy, przy okazji rozpieszczony, a może raczej świadom własnej wartości i niewątpliwie czarujący. Wolf doceniał delikatność i elegancję na równi z młodzieńczą ciekawością czy talentem na baletowej scenie. Nie miało dla niego większego znaczenia pochodzenie chłopaka. Mógł wychować się na ulicach Uptown, a Windsor i tak traktowałby go po królewsku. Nazwisko również nie zmieniało jego planów, bo od początku doskonale wiedział, kogo odwiedza w garderobie. W życiu kierował się rozsądkiem, ale czasem dawał się skusić ryzyku, jeśli wydawało się warte nagrody.
A chłopak był wart wysiłku.
一 To przesada. Jestem tylko biznesmenem, chłopcze 一 oznajmił z powściągliwym uśmiechem, a przy tym spojrzał na niego ostrzegawczo, kończąc w ten sposób nierozsądne insynuacje. Wolfgang nie wstydził się swojej przeszłości w gangu, ale obecnie łączył go z nim przede wszystkim sentyment. Większość jego biznesów nie budziła żadnych podejrzeń. Zbijał majątek na inwestycjach i oszustwach podatkowych, a nie strzelaninach czy handlu prochami. Chwile gdy osobiście brał udział w nielegalnej działalności, były jedynie odległym wspomnieniem, do którego wracał z pewną dozą nostalgii.
Nie był zagrożeniem i w odróżnieniu od większości ludzi miał środki, by chronić chłopaka na tym samym poziomie co jego rodzice.
Kiedy zadał pytanie o Roberta, tak naprawdę znał odpowiedź. Widział ją w oczach mężczyzny, gdy ten patrzył na Vanyę. Wolfgang nie okazał gniewu czy irytacji, ponieważ nie należał do ludzi, którzy łatwo dają się ponieść emocjom. Działał na chłodno i strategicznie skupiony na celach i konkretach, nawet jeżeli zaskakiwała go naiwność tancerza, który myślał, że mógłby sprostać wymaganiom Lazareva. Nie powinien nawet patrzeć na niego z pożądaniem.
Poza tym Windsor wiedział, że chłopak się z nim drażni. Sprawdzał go, prowokował i uwodził pod pozorem niewinnych uśmiechów i eleganckich gestów. Wolfgang był pod wrażeniem, ale byłby głupcem, gdyby naprawdę sądził, że syn Lazareva jest jedynie bezbronną, porcelanową laleczką.
一 Lubisz to? 一 zapytał wprost, pozostawiając w swoistym bezruchu. Nie wykonywał żadnych zbędnych gestów, sprawiał wrażenie rozluźnionego, ale w ten zachowawczy i oszczędny sposób. 一 Lubisz, kiedy patrzy na ciebie z nadzieją, a ty wiesz, że nigdy nie będzie cię miał? Jesteś próżny i podoba ci się jego zachwyt? Zapewne myśli o tobie, kiedy dotyka kogoś innego. Teraz pewnie też myśli. Obsesyjnie zastanawiając się, co mogę z tobą robić.
Przerwał, słysząc kroki kelnerki na schodach. Sięgnął po widelec, by spróbować sałatki, a następnie przeniósł wzrok na Vanyę, który po książęcemu okazał swoje niezadowolenie. Skinął lekko głową, zachęcając dziewczynę, by wykonała polecenie, a następnie zabrała również jego talerz. Chłopak nie musiał mieć na sobie eleganckiej koszuli, nawet w prostej bluzie zachowywał się niczym kapryśny władca. Wolfgang gotów był sprawić, żeby cały świat ulegał jego zachciankom.
一 Poprosimy w takim razie o łososia sous-vide 一 zwrócił się do kelnerki, a ta nieco zakłopotana skinęła głową, nie mając pojęcia, dlaczego dania zostały bez słowa wyjaśnienia odesłane do kuchni. Wolfgang poczekał, aż zostawi ich samych, by mógł na nowo podjąć rozmowę. Sięgnął tylko wcześniej po kieliszek z wodą. 一 Więc? Sprawia ci przyjemność torturowanie go? Kto by pomyślał, że taki śliczny chłopiec, może być taki okrutny. Może to ja powinienem uważać 一 posłał mu jeden z tych cwanych, oszczędnych uśmiechów, które stanowiły przebłysk dawnego życia, a następnie upił łyk chłodnej wody i odstawił kieliszek. Teraz to on ciekaw był jego reakcji.
Vanya Lazarev
-
Zaciągnął się ostatni raz zapachem białych róż, nachylając się do nich odrobinę, jednocześnie i do Wolfganga. Zagarnął jego ostrzegawcze spojrzenie, własnym 一 łagodnym i uległym 一 konfrontując się z nim i kwitując delikatnym uśmiechem.
一 Oczywiście 一 odparł, w pełni się z nim zgadzając. Obaj wiedzieli jednak, że kryje się za tym coś więcej i nie chodziło jedynie o opinie rodziców Vanyi, ale i o przeszłość, która była częścią teraźniejszości, niezależnie od chęci i starań. Widać ją było w łobuzerskim spojrzeniu Wolfganga, w tym jak mrużył oczy, w ostrzeganiu spojrzeniem i dłoni, która od czasu do czasu odnajdywała władczo lędźwie rosyjskiego chłopca. Nie tylko Wolfgang wiedział z kim ma do czynienia i nie tylko jego to nie zraziło. Być może dodawało jedynie pikanterii. Tak czy siak Vanya faktycznie nie uważał, aby Windsor mu zagrażał, chociaż nie miał pewności, więc po części wiązało się to z jego młodzieńczą naiwnością i p o t r z e b ą bycia faktycznie księciem w oczach Wolfa.
Był romantykiem i gdyby w zachowaniu Wolfganga też nie było chociaż odrobiny romantyzmu, to nie przyjąłby jego zaproszenia na pokaz. Mógł zaprzeczać, mógł drwić, ale Vanya wiedział swoje. Próżny, rozpieszczony, pewny siebie 一 zwał jak zwał.
Wino w jego kieliszku znikało wraz z kolejnymi słowami trochę szybciej, niż teoretycznie powinno. Ktoś napełnił jego kieliszek 一 Wolfgang? Kelnerka? 一 nie zwrócił do końca uwagi, zajęty komponowaniem swojej barwnej wypowiedzi. Szkło uniosło się do jego ust, a potem stuknęło lekko, gdy dotknęło ponownie stolika, a płyn zakołysał się, przyjemnie mieniąc się w świetle lamp.
Lazarev, ubrany w wygodny, dresowy outfit zachowywał się tak samo swobodnie, jakby był ubrany w elegancki, dopasowany garnitur lub jakby był zupełnie nagi. Absolutnie się nie krępował, a jego gesty były eleganckie, a stopa poruszała się lekko w powietrzu, gdy spoglądał na mężczyznę łagodnie, ale uważnie. Jego niebieskie oczy mogły wydawać się trochę jaśniejsze, jakby zamglone.
Po chwili powoli skinął głową.
一 Lubię 一 przyznał ostrożnie. 一 Lubię wyobrażać sobie, że myśląc o mnie dotyka sam siebie, nie mając odwagi, aby chociaż spojrzeć na kogoś innego 一 poprawił go jednak i lekko przekrzywił głowę, gdy Windsor dodał jeszcze o obsesyjnym zastanawianiu się Roberta na temat tego, co Wolf mógł robić z Vanyą.
一 To jest nas dwóch 一 skomentował ten fragment jego wypowiedzi, a jego uśmiech przez chwilę był odrobinę wyzywający. To prawda, że Vanya fantazjował o Windsorze i podczas, gdy Robert dotykał się z myślą o Vanyi, ten robił to z myślą o Wolfie. Nie zdradził jednak nic więcej, sugerując jedynie, że w pokoju ozdobionym setkami białych róż, w świeżej pościeli, dłonie młodego chłopaka mogły błądzić po gładkim ciele, a usta szeptać imię biznesmena.
Z wyraźnym zainteresowaniem obserwował, jak mężczyzna odesłał i swoje własne danie, dostosowując się do kaprysu. Spodobało mu się to, a kelnerka stała się jedynie powietrzem w tej dziwnie dusznej przestrzeni. Nie było mu żal, że musi odnieść talerze, chociaż zazwyczaj kierował się w takich sytuacjach empatią. Łosoś brzmiał dużo lepiej i jeżeli tylko Wolfgang przyjrzał się reakcji chłopaka na jego wybór, mógł zauważyć zadowolenie. Wyglądało na to, że tym razem trafił. O zwycięstwie przesądzi jednak pierwszy kęs.
Woda podana tancerzowi pozostała nietknięta, za to na dnie kieliszka z winem pozostała zaledwie odrobina drugiej porcji drinka. Wino smakowało mu dzisiaj ewidentnie lepiej, niż zazwyczaj. Przesunął językiem po wargach, zbierając subtelny, owocowy smak i uśmiechnął się, gdy rozmowa została wznowiona. Komplement wyraźnie mu się spodobał, ale sprowokowany postanowił podjąć grę i również się podroczyć.
一 Tortury? Niektórzy je lubią. Pan nie? 一 zapytał, dotykając palcami nóżki od kieliszka, chociaż spojrzenia na spuszczał z twarzy rozmówcy. W pewnym momencie odchylił nieznacznie głowę, uwydatniając szyję. 一 Uważać? 一 zapytał, jakby w zastanowieniu. 一 To przesada. Jestem tylko tancerzem 一 zakończył, bawiąc się doborem słów, których wcześniej używał Wolfgang. Kelnerka z nowym daniem pojawił się zaskakująco szybko. więc z kontynuacją rozmowy musieli chwilę poczekać. Kieliszek Vanyi ponownie wypełniło wino, a łosoś zajął centralne miejsce przed nim, jak i przed Windsorem, prezentując się naprawdę apetycznie.
一 Dziękuję 一 powiedział, tym samym dając znać, że kolejny talerz nie wróci do kuchni pełny i bez wyjaśnienia. Kelnerka chyba odetchnęła z ulgą, zapytała czy potrzebują czegoś jeszcze, a gdy otrzymała odpowiedź, zostawiła ich samych. Chłopak opuścił nogę, siadając prosto i sięgnął po srebrny widelec, aby spróbować potrawy. Pierwszy kęs go zadowolił, co można było odczytać bo wyrazie jego twarzy, na podobnej zasadzie, jak gdy wyrażał całym sobą zadowolenie z masażu stóp.
Wolfgang Windsor
-
Pozwolił chłopakowi opróżnić dwa kieliszki wina, nawet jeśli tempo jego picia godne było raczej ulicznego łobuza niż księcia. Alkohol wyraźnie ośmielał Vanyę, choć może ten jedynie wyglądał na grzecznego chłopca. Wolfgang do tej pory nie był w stanie ostatecznie go rozgryźć, obserwując z rosnącą uwagą i fascynacją, bo wszystko, co tak powoli odkrywał, czyniło tancerza ciekawszym. Dyskretny, pobłażliwy uśmiech wpłynął na jego wargi, gdy minimalnie przechylił głowę w bok, zastanawiając się nad udzieloną odpowiedzią.
Mógłby zapytać, czy Vanya specjalnie prowokuje Roberta, ale odpowiedź mógł bez wysiłku odczytać z ciemnych oczu. Baletmistrz był próżny, w czym właściwie nie było nic zaskakującego. Chłopak znał swoją wartość. Mógł się w niej utwierdzać za każdym razem, gdy spoglądał w lustro. Od dziecka musiał też być traktowany wyjątkowo przez rodziców.
Nie zareagował na subtelną, słowną prowokację. W jego oczach Vanya miał jedynie naiwne wyobrażenie o pożądaniu, ale Wolfgang chętnie zabrałby go do świata prawdziwych rozkoszy, w którym wszystko, czego doświadczył do tej pory, wydawało się mdłe i nijakie. Trzymał go jednak w niepewności, zmuszał do oczekiwania, a w tym czasie nie pozwalał o sobie zapomnieć. Udawał dżentelmena, choć wszystko to było jedynie przebraniem.
一 Lubię sprawiać ból. Nie go odczuwać 一 Wolfgang nie sprawiał wrażenia skrępowanego bezpośrednim wyznaniem. Nie szukał subtelnych słów, które złagodziłyby surowy przekaz. Nie uciekał w niewinne metafory, bo wolał nazywać rzeczy po imieniu. Jeśli chłopak zamierzał mu ulec, to musiał mieć pełną świadomość tego, na co się decyduje.
Skinął z uznaniem głową na przewrotny dobór słów, a następnie gestem zachęcił chłopaka, by spróbował łososia. Machnął dłonią, odsyłając kelnerkę, gdy okazało się, że tym razem danie zdołało sprostać oczekiwaniom tancerza. Sięgnął po swoje sztućce, by pójść za przykładem Vanyi i zająć się jedzeniem. Podczas posiłku znów łagodnie sprowadził rozmowę na temat zbliżających się przedstawień i roli, jaką ten miał w nich odegrać.
Gdy chłopak wypił trzeci kieliszek wina, Wolf stanowczym i spokojnym tonem mruknął jedynie „dość” i obrócił szkło pucharkiem do dołu, a następnie zapytał, czy ma ochotę na deser. Sam odmówił słodyczy, prosząc jedynie o cygaro, które palił bez pośpiechu, a gdzieś w połowie zaoferował Vanyi. Mógłby zaproponować, by chłopak usiadł przy nim, ale obawiał się, że podłoga była zimna, a nie chciał narażać go na takie niewygody.
Po skończonym posiłku zapłacił rachunek i zaprowadził tancerza z powrotem do samochodu. Czekała ich długa podróż za miasto, gdzie miały odbywać się nielegalne wyścigi. Kierowca wiedział, jaką muzykę lubi Vanya i puścił ją, posyłając mu ostrożny uśmiech w górnym lusterku. Wydawało się, że Wolfgang nie zwrócił na to uwagi, pogrążony we własnych myślach, jednak gdy wysiadali z auta, pochylił się lekko w stronę chłopaka i szepnął.
一 Sprowadzasz zgubę na mężczyzn 一 stwierdził z nieco przesadną powagą, znacząco spoglądając na swojego kierowcę, który podobnie jak Robert okazał zainteresowanie niewłaściwemu chłopcu.
Wyścigi nie wyglądały jak w hollywoodzkim filmie. Było tu naprawdę wiele imponujących, sportowych aut, ale towarzystwo było podejrzane. Niemal oficjalnie handlowano prochami, a zdecydowana większość uczestników była podchmielona. Nie wspominając o odważnie ubranych kobietach czy członkach gangu. Głośna muzyka techno dudniła w uszach, a Wolfgang ze swoim opanowaniem i eleganckim garniturem zdawał się kompletnie nie pasować do tego miejsca.
Jak zawsze objął Vanyę w pasie i poprowadził w kierunku grupy mężczyzn, ci powitali go z entuzjazmem jak starego znajomego. Wymienili mocne uściski dłoni i kilka praktycznych informacji na temat wyścigu, by ostatecznie wskazać na dwa auta, które ustawiały się na ulicy. Jedno całe czarne i z kierowcą ubranym niczym bohater Matrixa oraz drugi pojazd w intensywnie żółtym kolorze prowadzony przez półnagiego faceta z ogromnym, czerwonym irokezem.
一 Jak myślisz? Który z nich wygra? 一 zapytał, sięgając za poły płaszcza, by wyjąć spięty spinką plik studolarowych banknotów.
Kierowcy robili show, próbując zainteresować widzów i przekonać ich o swojej wygranej. Ten z irokezem wskoczył na dach swojego auta, przekrzykując muzykę, czemu jego przeciwnik przyglądał się ze zblazowanym wyrazem na bladej twarzy. Nikt, nawet stojący obok mężczyźni nie odważył się jednak odezwać czy na dłużej spojrzeć na Vanyę, a Wolfgang cierpliwie czekał na jego werdykt.
Vanya Lazarev
-
Można było dostrzec błysk zainteresowania w jego oczach, gdy Wolf odpowiedział na pytanie dotyczące bólu. Doskonale pamiętał jego postawę podczas pokazu i musiał przyznać, że wspomnienia z tamtego dnia dalej były świeże, nawet jeżeli powoli się wysycały i chłopak miał coraz większą ochotę na nowe doznania. Nowe wspomnienia dotyczące mężczyzny, który siedział naprzeciwko niego, czasami uśmiechając się zdecydowanie zbyt tajemniczo i będąc pozornie oazą spokoju i opanowania, kryjąc jednak pod tym wiele niespodzianek, którymi pewnie jeszcze nie raz zaskoczy młodego Lazareva.
一 A ja musiałem polubić odczuwanie go 一 powiedział po chwili i chociaż pozornie nie było w tym wyznaniu nic szczególnego, to kryło w sobie dużo więcej. Powiedział to poważniej, przez chwilę ani trochę nie przypominając chłopaka, który przed chwilą tak bezczelnie wypowiadał się na temat innego tancerza. Automatycznie powędrował wzrokiem do swojej prawej dłoni i odwrócił ją spodem do góry, patrząc na bardzo świeże blizny, które zostały po rozmowie z matką, podczas której kieliszek z winem pękł mu w dłoni.
Dość.
Gdyby nie to krótkie, konkretne polecenie, to być może wypiłby więcej, niż trzy kieliszki i potem tego żałował. Kiedy po skończonym posiłku wstawał od stołu i tak delikatnie się zachwiał, co dla kogoś, kto potrafił utrzymywać równowagę lepiej od innych, było zdecydowaną rzadkością. Dopiero wtedy sięgnął po wodę i napił się, aby trochę ochłonąć. Nie przejął się tym jednak jakoś specjalnie, o czym świadczył delikatny, psotny uśmiech i wzrok, który uniósł na Wolfganga 一 kryło się w nim lekkie rozbawienie, ale i skrucha.
Podczas jazdy wśród dźwięków lubianej muzyki doszedł do siebie i nawet odwzajemnił spojrzenie kierowcy, na sekundę wędrując wzrokiem do lusterka. Doceniał, że ten pamiętał o jego muzycznych preferencjach. Czuł się wtedy lepiej zaopiekowany, a to zapewniało mu większy komfort jazdy. Chociaż, kiedy jechał z nim Windsor, nie potrzebował w zasadzie niczego więcej. Okazywał to, wykorzystując każdą okazję, aby mniej lub bardziej przypadkiem, dotknąć dłoni mężczyzny albo materiału jego eleganckiego stroju.
Kiedy wysiadali, usłyszał szept i obrócił głowę, żeby spojrzeć na Wolfa. Ten po raz pierwszy mógł zobaczyć cień autentycznej niepewności w oczach Vanyi. Chłopak poczuł ukłucie strachu i nie zdążył powstrzymać się przed zdradliwą reakcją. W ostatniej chwili udało mu się jednak opanować na tyle, aby nie spojrzeć na mężczyznę siedzącego za kierownicą. Czuł do niego zwyczajną sympatię i co ciekawe nawet nie pomyślał, że mogło być w tym coś złego, a to mogło oznaczać, że zwyczajnie stracił czujność.
Zamrugał niewinnie i uśmiechnął się zaraz, wzruszając lekko ramionami, jakby sugerował, że to nic takiego. W zasadzie to właśnie było n i c takiego. Przynajmniej dla niego. Nie myślał jakoś nigdy co może sobie myśleć o nim szofer.
Skupił się zaraz na miejscu, w którym się znaleźli. Skorzystał z okazji, aby przytulić się ufnie do boku swojego towarzysza, jednocześnie z ciekawością rozglądając się i rzucać spojrzeniem to na grupkę szemranych mężczyzn z pasującymi do siebie tatuażami, to na skąpo ubrane kobiety. Widział różnorodność, zauważył broń, narkotyki i alkohol, a to pewnie tylko wierzchołek góry lodowej. Co ciekawe to jednocześnie był i nie był jego świat. Grzeczny chłopiec wychowywany, chcąc czy nie chcąc, właśnie w takim środowisku, nawet jeżeli nie bezpośrednio. Trzymany z daleka od spraw, które tak czy siak były częścią jego otoczenia od najmłodszych lat.
Tym razem wyglądało na to, w odróżnieniu od wnętrza eleganckiej restauracji, że to Vanya pasował strojem lepiej, niż Wolfgang. Chłopak wtapiał się wręcz w tłum, co akurat było mu na rękę. Podczas, gdy osoby, do których podeszli, starały się nie zwracać na niego uwagi, on robił odwrotnie 一 wszystkiego i wszystkim przyglądał się z ciekawością i bez skrępowania. Podejrzewał, że chociaż on nie zna tych wszystkich ludzi, część z nich doskonale wie kim był i ostatecznie plotka, że się tu dzisiaj pojawił dojdzie do uszu jego matki, ojca lub Ivana.
Zamiast się tym przejmować, przesuwał dłonią po przedramieniu Wolfganga, pieszczotliwie okazując mu czułość, czasami opierając policzek na jego ramieniu, czasami przechylając się i bardziej na nim opierając, gdy przez jego ramię przyglądał się temu, co działo się wokół i przysłuchiwał rozmowom.
一 Potrzebuję chwili na zastanowienie 一 wyznał, gdy padło pytanie. Wysunął dłoń spod ramienia mężczyzny, kiedy ten wyciągał zwinięte w rulon banknoty i odszukał wzrokiem dwóch członków wyścigu. Zwinnie i szybko oddalił się, aby podejść do nich bliżej. Poprawił kaptur czarnej bluzy, najpierw przyglądając się kierowcy czarnego auta, a potem spojrzał na zielone i na mięśniaka z irokezem, który prężył się i stroił sobie żarty, szpanując na dachu jak polująca na muchy żaba na liściu.
一 Ten przegra, o ile w ogóle dojedzie na metę 一 oznajmił głośno, wręcz prowokacyjnie, nawet nie zerkając czy Windsor jest w pobliżu 一 był pewien, że tak. Irokez spojrzał na niego trochę zbity z tropu, a potem roześmiał się i rzucił coś o bezczelnym gówniarzu z mlekiem pod nosem. Vanya rzucił mu tylko pobłażliwe spojrzenie pełne litości, wiedząc że już ugodził faceta na tyle, aby zmniejszyć jego pewność siebie. Podszedł za to bliżej drugiego kierowcy, bardziej zainteresowany jego autem.
一 Mogę pojechać z tobą? 一 zapytał, a zaraz potem rozejrzał się za Wolfem, który robił coś za zielonym autem i dopiero zza niego wyszedł, aby go odnaleźć. Vanya zmarszczył lekko brwi, ale zaraz zamrugał i uśmiechnął się uroczo, wyciągając do niego dłoń. 一 Mogę? 一 zapytał znowu, sugestywnie zerkając na czarny samochód. Czy panicz Lazarev właśnie chciał wziąć udział w wyścigu w roli pasażera jednego z uczestników? Oczywiście, że tak.
Wolfgang Windsor
-
Partnerzy, z którym zazwyczaj spotykał się Wolfgang, mieli w sobie dużo więcej pokory niż rozpieszczony dziedzic rosyjskiej fortuny. Vanya z gracją baletmistrza badał granice, a następnie próbował je przekroczyć, z młodzieńczą ciekawością badając reakcję Windsora, którego cierpliwość szybko się kończyła. Przyzwyczaił się do kochanków i kochanek, którzy doskonale znali swoje miejsce i czerpali przyjemność z takiego układu. Był przekonany, że Vanya również mógł się tego nauczyć, podobnie jak posłuszeństwa. Niesfornemu chłopakowi potrzebne były wyraźne granice i stanowcze traktowanie. Musiał zrozumieć, że brak rozwagi miał swoje konsekwencje.
Wolfgang miał wysokie wymagania, a kiedy na tarasie mówił, że oczekuje ideału, nie próbował chłopaka oczarować. Słodkie słówka nie leżały w naturze poważnego biznesmena. Pragnął czegoś, co naprawdę go zachwyci, a w ciągu niemal czterdziestu lat życia widział już dość, by to zadanie stawało się niemal niemożliwe do wykonania. Oczekiwał perfekcji, która go zafascynuje, bezgranicznego zaufania i miłości wykraczającej daleko poza sposób, w jaki pojmowali ją zwykli ludzie.
Zabrał ze sobą Vanyę na wyścigi, co było swego rodzaju wyróżnieniem, choć obawiał się, że ciekawski i niesforny chłopak mógł przynieść mu wstyd lub narobić kłopotów. Trzymał go przy sobie, bo nawet w dresie wyglądał doskonale. Poza tym młody Lazarew był kontrowersyjną i budzącą respekt zdobyczą. Choć jego nazwisko w oczach samego Wolfganga było przede wszystkim uciążliwym dodatkiem w postaci nadopiekuńczych rodziców. Dociskał go więc do swojego boku niczym ulubioną maskotkę, a ten wykorzystał pierwszą okazję, by wydostać się z bezpiecznych objęć i ruszyć na poszukiwanie wrażeń, co w równej mierze drażnił Windsora, co fascynowało.
W końcu lubił zaprowadzać dyscyplinę i sprawiać, że śmiały błysk w oczach zastępowała słodka skrucha. Wymierzanie kary przyjmowanej z pokorą go podniecało, bo jak każdy lubił bezgraniczną władzę i oddanie.
Na moment stracił chłopaka z oczu, zajęty wymianą kilku zdań ze znajomym, który przyjmował zakłady. Szybko jednak ją zakończył, widząc, jak nierozsądny chłopak zaczepia kierowców.
Uczestnik, którego Vanya odważnie zagadał, zmierzył go bystrym spojrzeniem. Szczupły chłopak nie był dodatkowym obciążeniem podczas wyścigu. Poza tym facet zsunął okulary, a w jego oczach pojawił się błysk rozpoznania. Ludzie zapewne rzadko odmawiali czegoś tancerzowi, ale zgoda mogła okazać się równie niebezpieczna. Na szczęście od podjęcia trudnej decyzji wybawiło go pojawienie się Wolfganga, który ułożył dłoń na ramieniu chłopaka, a następnie boleśnie je ścisnął.
一 Nie 一 odparł krótko, nie podejmując nawet decyzji i niewiele robiąc sobie z czarujących uśmiechów, spoglądając twardo w oczy chłopaka, by następnie mocno złapać go za ramię i niedelikatnie odciągnąć na bok.
Nie lubił działać spontanicznie. Nienawidził, gdy coś nie szło zgodnie z planem, a Vanya wymykał się prostym rozwiązania, co frustrowało Wolfganga, przyzwyczajonego do porządku i wydawania prostych rozkazów. Stanęli z daleka od ulicy i zgromadzonych ludzi, w pobliżu samochodu, gdzie czekał kierowca, który jednak nie ośmielił się spojrzeć w ich stronę.
Palce Wolfganga wciąż wbijały się w drobny bark, nie pozwalając chłopakowi wyrwać ze stanowczego uścisku.
一 Zacznij się zachowywać. Nie będę ci więcej pobłażał, bo przynosisz mi wstyd swoim lekceważeniem i nieposłuszeństwem 一 nie podniósł głosu, a jego ton pozostał zimny i spokojny, podobnie jak spojrzenie. Nie mógł sobie jednak pozwolić na podobne zachowanie, które podważało jego autorytet. Chłopak, z którym przyjechał i który się do niego przymilał, nie mógł biegać za biorącym udział w wyścigu idiotą. Pochylił się odrobinę nad Vanyą, napierając na jego sylwetkę tak, że ten musiał oprzeć się plecami o bok samochodu, choć wciąż dzielił ich niewielki dystans, który był Wolfgangowi niezbędny, by zachować resztki opanowania. 一 Będziesz grzecznym chłopcem czy mam cię odwieźć do domu? 一 zapytał, układając dłoń na jego policzku w geście czułym jedynie z pozoru.
Vanya Lazarev
-
Charakter Vanyi wymykał się ze sztywnych ram i określeń. Trudno było jednoznacznie powiedzieć jaki tak naprawdę chłopak był. Nawet on sam potrafił się w tym jeszcze gubić, a to głownie dlatego, że nie poznał jeszcze wszystkich swoich pragnień i nie obrał konkretnego celu. Czasami w ogóle nie czuł się jak człowiek tylko jak projekt, jak nagroda, trofeum lub maskotka. Błyszcząca ozdoba, jedynie dodatek, którym można cieszyć oczy.
Nie wiedział tak do końca czego oczekiwał Wolfgang, chociaż po takim czasie mógł się już domyślać. Nie był pewien czy chce mu to dać. Z drugiej strony nie powiedziałby, że nie chciał. Windsor był jak świeżość, której mu brakowało od bardzo dawna. Jak powiew czystego, orzeźwiającego powietrza albo promień słońca, oświetlający drogę, której wcześniej nie dostrzegał.
Rzucił ostatnie spojrzenie, dalej łagodne i zaciekawiona, kierowcy czarnego, sportowego auta, nim został odciągnięty. Nawet jeżeli wcale nie było to dla niego komfortowe, to nie można było tego po nim zobaczyć. Pomiatano nim przez długie lata, właściwie odkąd pamiętał. Świat baletu wcale nie był tak lekki i piękny, jak wyglądał na scenie. Podobnie było z bólem, do którego po prostu się przyzwyczaił. Tańczył z siniakami, otarciami i naciągniętymi mięśniami wyrabiając sobie odporność na podobne niedogodności, po sprawianie sobie ulgi sięgając dopiero po zakończonych zajęciach i po występach.
Wypuścił powietrze z płuc, kiedy plecami przylgnął do auta, czując jak palce mężczyzny wbijają się w jego bark. Uniósł spojrzenie na jego twarz powoli, ale na próżno można było szukać w nim złości, irytacji czy jakiegoś rodzaju niepewności. Spojrzenie było bardzo łagodne, może trochę zamglone, a oczy błyszczące wyjątkowo mocno, czego powodem mogła być łza, która powoli, leniwie, potoczyła się po jego policzku i sturlała błyszczącą kroplą aż do linii szczęki, wkraczając na szyję. Chłopak jednak nadal lekko się uśmiechał.
一 Nie tylko Panu 一 odezwał się w końcu, przekrzywiając nieznacznie głowę w stronę dłoni, którą poczuł na policzku. Wtedy przymknął oczy, wtulając się w nią ufnie. Miał swoją prawdę i jako, że wręcz o nią poprosił, wypadałoby, gdyby zrewanżował się tym samym. Ułożył dłonie na jego przedramionach, powoli przesuwając nimi wyżej, palcami badając otulone materiałem garnituru ramiona i pochylił się, zmniejszając ten niewielki, pozostały dystans, by przylgnąć do Wolfa ciałem, przytulając się z cichym westchnieniem.
一 Prawda jest taka, że jestem wyczerpany 一 powiedział cicho, z każdą krótką chwilą opierając się na nim pewniej, aż w końcu przełożył na biznesmena cały ciężar swojego ciała, pozwalając mu się podtrzymać. 一 Przeciążyłem na treningu mięśnie śródstopia i odkąd wyszliśmy z restauracji każdy krok to tortura 一 dodał jeszcze ciszej. Takie przeciążenia mięśni zdarzały się stosunkowo często, a ból nasilał się dopiero po treningu, gdy ciało przestawało intensywnie pracować. Marzył o złagodzeniu bólu i stanu zapalnego lodem i chociaż chciał tutaj zostać i przekonać się czy miał rację co do uczestników wyścigu, to chyba nadszedł moment, żeby zmusić się do przyznania własnej słabości. To wcale nie było łatwe. Przecież miał być idealny.
一 Gdybym chciał być grzecznym chłopcem, to nie przyjąłbym zaproszenia na Pana imprezę tamtego dnia. Nie wąchałbym z zachwytem każdej z białych róż, które mi Pan podarował i nie mówiłbym Panu tak otwarcie o swoim wstydzie, jednocześnie pragnąc zacząć mówić Panu na ty一 oznajmił dalej nieco ciszej, ważąc powoli każde słowo. Uniósł odrobinę powieki, spoglądając z poważną miną na przestrzeń za ramieniem Wolfganga, o które opierał teraz policzek. Nie skupiał się na niczym konkretnym, obserwując ciemność i wdychając przyjemny zapach jego perfum, połączonych z naturalnym zapachem jego ciała.
一 Proszę zrobić co Pan uważa 一 dodał, a w jego głosie była już tylko autentyczna łagodność kogoś pogodzonego ze wszystko, co da los. Jeżeli Wolfgang będzie chciał zostać, to zostaną, a Vanya wróci do roli zgrabnego, perfekcyjnego tancerza i błyskotki tego wieczoru. Jeżeli odwiezie go do domu, to przyjmie to również ze spokojem, na miejscu prosząc matkę, żeby pomogła mu z lodową kąpielą i pilnowała żeby w niej nie zasnął.
Wolfgang Windsor
-
Uległość Vanyi studziła gniew Wolfganga, który wziął głębszy oddech, a następnie rozluźnił uścisk na jego ramieniu i przyciągnął do siebie opiekuńczym gestem. Zamknął go w pewnym i mocnym uścisku, który dawał poczucie bezpieczeństwa. Chłopak mógł schować się w nim przed całym światem, pozwalając, żeby łza wsiąknęła w materiał eleganckiej koszuli. W ten sposób mógł też odciążyć kontuzjowaną nogę, wspierając się całym ciężarem na mężczyźnie, który najpierw pogładził go po plecach, a potem zacisnął zaborczo dłoń na jego bluzie, czując gorący dreszcz podniecenia, który spłynął wzdłuż kręgosłupa.
一 Dzielny chłopiec 一 szepnął mu do ucha ciężkim od żądzy głosem, która mieszała się z czymś na kształt dumny, gdy Vanya przyznawał się, że dla jego zadowolenia ukrywał własny dyskomfort, prezentując się nienagannie na niespodziewanej randce. Wolfgang doceniał jego poświecenie. Dokładnie takiej postawy oczekiwał po swoim kochanku, który będzie gotów uznać jego zadowolenie za priorytet, za co on sam gotów był dbać o niego z królewskich rozmachem.
Podobało mu się, że chłopak cierpiał dla niego, równie bardzo, jak fakt, że poddawał się jego woli i pozwalał decydować. Docisnął na moment usta do czubka jego głowy, a jasne pasma łaskotały wargi, policzki i nos, gdy zamarł tak na moment, a cały świat dookoła ucichł i zwolnił. Wolfgang mógł znaleźć w Vanyi nie tylko ideał, ale również ukojenie, którego tak bardzo potrzebował. Nie był wdowcem, który rozpaczał latami po śmierci żony, poza tym przestał ją kochać jeszcze zanim umarła. Towarzyszył mu jednak nieustanny stres i napięcie związane z pracą czy niezaspokojoną ambicją, których potrzebował się pozbyć.
Zignorował ryk silników i machnięciem dłoni zbył mężczyznę, który podszedł do nich, by zapytać o zakłady. Bez wyjaśnienia otworzył drzwi od samochodu przed chłopakiem, czekając, aż ten usiądzie. Zajął miejsce z drugiej strony i polecił kierowcy, by jechali do domu.
一 Zajmę się tobą. 一 poinformował tylko Vanyę, pozwalając mu ponownie oprzeć policzek o swoje ramię i uspokajająco ułożył dłoń na jego udzie. 一 Ben, pojedziesz po lód, jak nas odwieziesz.
Obojętnie obserwował mijane ulice, aż nie zatrzymali się przed willą, która należała do Windsora.
一 Poczekaj 一 nakazał, nim sam wysiadł z samochodu. Niedługo później otworzył drzwi od strony chłopaka i po prostu wziął go na ręce, by przenieść przez próg posiadłości niczym pannę młodą. Trzymał go przy sobie pewnie, a Vanya przez materiał koszuli mógł słyszeć równy rytm, w jakim uderzało serce Wolfganga.
Położył go ostrożnie na kanapie w salonie. Ogromny dom pogrążony był w ciszy i mlecznym świetle księżyca. Panował w nim spokój, a cały budynek wydawał się dziwnie ponury. W niczym nie przypominał lubieżnej świątyni, którą Vanya odwiedził po raz pierwszy.
一 Dobry wieczór, panie Windsor. Pomóc w czymś?
Wolfgang obrócił się przez ramię w kierunku pomocy domowej, która stanęła w progu.
一 Nie, dziękuję. Zajmę się wszystkim sam. Możesz iść do domu 一 poinstruował, nie poświęcając dziewczynie więcej uwagi. Zsunął z ramion płaszcz, który odłożył obok na kanapie. Przyklęknął przy niej, by ostrożnie zsunąć ze stóp Vanyi buty, jakby miał dotykał cennych pantofli, a nie wygodnego, sportowego obuwia. Obchodził się z nim teraz jak z porcelanową lalką, ale w tych gestach było coś stanowczego i precyzyjnego. Odłożył buty równo u stóp kanapy, łagodnie gładząc kostki tancerza opuszkami palców. 一 Przynieść ci coś do picia? Zanim Ben przywiezie lód 一 zaproponował, nie podnosząc się z ziemi i z uwagą przyglądając chłopakowi. Poczekał na odpowiedź i spełnił jego kaprys, a gdy wrócił do salonu, rozsiadł się w fotelu naprzeciwko, przyglądając mu się ze spokojem. 一 Co wiesz o bdsm? 一 zapytał wprost neutralnym tonem, tym razem rezygnując z poetyckich i czarujących metafor, skoro Vanya i tak nie chciał być grzecznym chłopcem.
Vanya Lazarev
-
Wziął powolny, głęboki oddech, słysząc pochwałę, która dała mu równie duże poczucie komfortu, co możliwość oparcia się na ciele Wolfganga, czując że ten podtrzymuje go bez większego wysiłku, obejmując na tyle mocno, aby ani przez chwilę nie pomyślał, że pozwoliłby mu się wyślizgnąć i upaść. Być może podświadomie był to kolejny sprawdzian, może sprawdzał go cały czas, rozpaczliwie próbując się przekonać czy może mu zaufać.
Vanya nie był tak naiwny i niewinny, jak się wydawał. Zauważał więcej, niż dawał po sobie poznać i chociaż Wolfgang miał poczucie kontroli, i faktycznie Vanya mu ją oddawał, to bywało, że niekiedy ukradkiem pomagał sterowi obrócić się w najdogodniejszym dla niego kierunku. Wypatrzył go w tłumie na długo przed ich pierwszym spotkaniem. Był pewny siebie, elegancki, może odrobinę arogancki, ale bardzo skupiony na nim. Młody tancerz potrzebował uwagi, potrzebował być jedynym i najważniejszym, ale obok tego dryfowały traumy i zranienia, wywołujące pewien dystans i potrzebę przekonania się, że temu, którego wybrał, może zaufać. Bezgranicznie.
Odkąd młody Lazarev został skrzywdzony przez osobę, którą kochał i której ufał, a niedługo później wykorzystany przez innego rówieśnika z kręgu jego znajomych, minęło ponad dziesięć lat, podczas których nie pozwolił się nikomu dotknąć co nie znaczyło, że tego nie potrzebował. Dzięki Windsorowi otwierał się na nowe doznania, ale również te znajome, za którymi tęsknił.
Ostrzeżenia matki, chociaż bardzo ją szanował, nie przekonywały go z prostego powodu: pozory myliły. Nauczył się, że każdy jest zdolny do zadania bólu, zarówno całkowicie nieznajome osoby, jak i te najbliższe. Chciał dać szansę Wolfgangowi, bo go pociągał, bo zwracał uwagę na jego potrzeby, bo się nim interesował, ale przede wszystkim dlatego, że był zdecydowany. Wiedział czego chce i nie wyglądało na to, aby kierował się kaprysami i miał nagle zmienić zdanie. Rosjanin potrzebował stabilizacji.
Jego seksualne preferencje, upodobania i hobby były jednak niezwykle atrakcyjnym i wręcz hipnotyzującym dodatkiem, na który coraz bardziej się otwierał. Przesuwał lekko palcami po materiale płaszcza mężczyzny, trwając w tej bliskości spokojnie, chociaż z mocno bijącym sercem. Wsiadł do auta, podejrzewając, że biznesmen odwiezie go do domu, co na pewno było w tej sytuacji rozsądnym rozwiązaniem, ale sprawiło, że poczuł lekkie ukłucie żalu, na myśl, że ich randka się nie udała, bo naprawdę chciał spędzić z Wolfem więcej czasu.
Uniósł spojrzenie niebieskich oczu na jego twarz gdy powiedział, że się nim zajmie, a potem polecił kierowcy zatroszczenie się o lód. Jego spojrzenie było przenikliwie ale i dużo łagodniejsze, niż do tej pory. Patrzył już na niego z ciekawością, z pasją i radością, ale do tej pory nie zdarzyło mu się jeszcze, aby w spojrzeniu skrywał oddanie.
一 Dziękuję 一 powiedział tylko, zanim nie oparł się na nim ponownie wtulając policzek w jego ramię, dłoń wsuwając pod nie, aby przylgnąć do niego jeszcze mocniej i zamknąć na chwilę oczy, delektując się bliskością. Przez chwilę walczył nawet z sennością, aż nie dojechali na miejsce. Obrócił głowę, śledząc wzrokiem przechodzącego na drugą stronę gospodarza. Bez cienia niezręczności lub zmieszania pozwolił wziąć się na ręce. Wyprostował plecy, obejmując mężczyznę, jedną z dłoni kładąc na jego ramieniu, drugą pieszczotliwie wsuwając na szyję. Nawet na moment nie spuszczał z niego spojrzenia, wpatrując się w jego profil, jakby nigdy wcześniej nie widział czegoś tak pięknego.
Zsunął się na kanapę i z podobnym oddanie wpatrywał w niego, gdy ten zdejmował mu ostrożnie ze stóp buty. Odciążone nie bolały aż tak bardzo, chociaż doskonale wiedział, że musi zadbać o zmniejszenie stanu zapalnego, aby jutro znowu rozpocząć dzień treningiem w teatrze. Uśmiechnął się do niego delikatnie, podciągając nogi na kanapę. Jedną wyprostował, a drugą zgiął i oparł stopę spodem do góry na swoim udzie.
一 Poproszę szklankę wody 一 odparł na pytanie, w międzyczasie posyłając przeciągłe spojrzenie pracownicy Wolfganga. Biorąc pod uwagę jego pochodzenie i status, nie czuł się w tak wielkim domu i wśród służby jakkolwiek dziwnie. Było to dla niego całkowicie naturalnie, chociaż przez chwilę podziwiał wspaniałą posiadłość, bo w tym mroku było coś niezwykle pociągającego.
Ujął dłońmi stopę, dociskając lekko palce do śródstopia, wykonując dokładny, ale nie za mocny masaż, aby poprawić krążenie. Rozciągnął również same palce. Miał w tym wprawę, więc jego ruchy były bardzo sprawne i wręcz automatyczne, nawet nie musiał patrzeć na to co robił. Spoglądał więc na Wolfa, kiedy ten wrócił i rozsiadł się w fotelu. Pytanie trochę go zaskoczyło, bo nie spodziewał się go konkretnie w tym momencie. Uniósł znacznie brew, ale chwilę później skinął delikatnie głową, godząc się na ten kierunek.
一 Wiem co to znaczy w teorii 一 odparł, bo faktycznie w ostatnich tygodniach, może już miesiącach, śledził ten temat, ale tylko w sieci. 一 Widziałem… 一 zaczął, ale urwał nagle, zatrzymując też ruchy palców, bo nagle oczami wyobraźni zobaczył niewyraźne wspomnienie z przeszłości; wypełnioną dymem niewielką sypialnie, odgłos przytłumionej, dudniącej muzyki i wyłaniające się z półmroku dłonie, zaciskające zdecydowanie zbyt mocno na jego wąskich biodrach. 一 Kilka zdjęć i filmów… No i to, co działo się tutaj, wtedy 一 dokończył, kiedy wrócił do rzeczywistości po tych kilku sekundach rozkojarzenia. Odwrócił jednak wzrok i zmienił stopę, aby rozpocząć masaż drugiej.
Wolfgang Windsor
-
Spełnianie kaprysów chłopaka, podobnie jak opieka nad nim dawały Wolfgangowi poczucie kontroli i sprawiały przyjemność. Pragnął, by ten bezgranicznie mu zaufał, a na to potrzebował sobie zapracować. Nie wątpił jednak, że wysiłek będzie wart nagrody. Vanya był ciekawskim, ale płochliwym zwierzątkiem, które zaskakująco chętnie schowało się w jego ramionach, dając poczucie siły. Przytulił go do siebie, zmęczonego występem i pijanego winem. Zaoferował chwilę ciszy i wytchnienia, kiedy miasto błyszczało tysiącem kolorów za grubymi szybami samochodu.
一 Dziękuję, panie Windsor 一 poprawił go łagodnym tonem, bez nagany w głosie. Wolf jednak lubił zasady i podobało mu się, jak w ten sposób Vanya podkreślał istniejącą między nimi hierarchię.
Gdy zatrzymali się pod domem, wziął go na ręce, nie chcąc sprawiać mu więcej dyskomfortu. Vanya wtulił się w niego ufnie, wywołując ledwie dostrzegalny, ale niewątpliwie zadowolony uśmiech. Zaniósł go na kanapę, pozbawił butów, a następnie zgodnie z życzeniem przyniósł szklankę wody, odsyłając pracującą w domu dziewczynę. Chciał osobiście zadbać o chłopaka.
Zajął swobodnie miejsce w fotelu, obserwując, jak ten rozmasowuje stopę. Znów miał ochotę usiąść przed nim na ziemi i poprosić, by ten go nauczył, jak przynieść sobie najwięcej ulgi. Do tego będą jednak jeszcze mieli okazję. Odruchowo spojrzał na zegarek, by sprawdzić, ile mieli czasu do powrotu kierowcy z lodem.
Dostrzegł zawahanie Vanyi przed udzieleniem odpowiedzi. Czasem zapominał, że dla ludzi swobodna rozmowa na temat preferencji seksualnych nie była całkiem naturalna. Sam w młodości nie potrafił nawet przyznać się, że lubi mężczyzny. Dał mu więc czas, nie chcąc go spłoszyć czy przesadnie zawstydzić.
一 To na pewno wszystko? Potrzebuję, żebyś był ze mną możliwe szczery podczas tej rozmowy 一 poprosił, dostrzegając moment nietypowego milczenia w jego wypowiedzi.
Tak naprawdę żałował, że dzieliła ich przestrzeń kilku kroków. Miał ochotę przywołać do siebie Vanyę, ale zabronić mu stawać na obolałej stopie. Kazałby mu podejść na czworaka i patrzeć sobie w oczy, a potem wziąłby go na kolana i gładził po jasnych włosach. Dystans jednak służył rozmowie, która powinna być przeprowadzona na trzeźwo. Wolfgang próbował więc mówić spokojnym i racjonalnym tonem, by nie zdradzić się z brudnymi i brutalnymi pragnieniami, które skrywał za fasadą opanowania.
一 Dobrze. W takim razie powiedz mi, jak to rozumiesz 一 zaproponował, nie chcąc narzucać chłopakowi swojej interpretacji. Poza tym istniała spora szansa, że w ten sposób Vanya zdradzi mu dużo więcej, kładąc nacisk na to, co mu się podoba lub go odrzuca. 一 Przepraszam cię za tę bezpośredniość, ale zależy mi na tym, byśmy się dobrze rozumieli. Nie wstydź się. Tutaj nie ma złych odpowiedzi 一 uspokoił go, patrząc na niego z nienachalnym zainteresowaniem, czasem jedynie wędrując wzrokiem w dół na jego sprawne dłonie. 一 Bardzo chcę usłyszeć, co o tym sądzisz 一 dodał nieco innym tonem, odrobinę głębszym, w którym wybrzmiało erotyczne napięcie, jakby już sama ta rozmowa była jakąś formą gry wstępnej prowadzonej na odległości.
Nie miał pojęcia o pragnieniach i doświadczeniach chłopaka. Nie chciał mu narzucać swoich własnych, ponieważ zależało mu, by partnerowi układ sprawiał równie dużo satysfakcji, co jemu, a Vanya wyglądał na kogoś, kto gotów był zrobić naprawdę wiele, by kogoś zadowolić. I dobrze. Dopóki sam również potrafił czerpać z tego przyjemność.
Ułożył swobodnie dłoń na swoim udzie, a drugą podparł policzek. Był nawet gotów na odmowę, którą przyjąłby jak dżentelmen, choć byłby nią również zaskoczony.
Vanya Lazarev



