ODPOWIEDZ
38 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
kosmiczny ogier
1
To nie był pierwszy raz, kiedy ten konkretny dżokej wygrywał wyścig. Denerwowało go to, bo jego faworyt ostatnio zawsze kończył przez to na drugim miejscu, a naprawdę potrzebował tego, żeby ten konkretny ogier wygrywał. Już teraz cena za jego stanówkę kosztowała kupę pieniędzy, a był łasy na więcej. Był tym faktem naprawdę sfrustrowany. Szybko dowiedział się o tym, że chłopak nie był zrzeszony, więc od razu przyszło mu na myśl, żeby zaproponować mu, żeby jeździł w jego barwach i na jego koniu. Chciał mu zaoferować dobre pieniądze za dobre wyniki, więc był pewien, że ten mu nie odmówi. Zależało mu na tym, więc tym razem miał zamiar załatwić tę sprawę sam, zamiast wysyłać do niego swojego zastępcę, jak to zwykle robił w takich sytuacjach. Był nauczony tego, że jak już komuś to proponował, to każdy przyjmował jego ofertę z wdzięcznością, więc był pewien, że tym razem będzie tak samo.
Od razu po wyścigu skierował się do stajni dla gości, gdzie chciał poszukać chłopaka. Zapewne miał zamiar przygotować się do wyjazdu, więc domyślał się, że znajdzie go przy boksie jego konia. Skierował się więc w tamtą stronę, a gdy zaraz po wejściu Helios rzucił mu się w oczy, uśmiechnął się do siebie pod nosem. Podszedł do niego, a jego uśmiech zmienił się z cwaniackiego na taki bardziej serdeczny i ciepły. — Dzień dobry — zaczął, zgodnie z tym, jak nakazywała kultura osobista. — Astor Saint-Vire, właściciel — przedstawił mu się, bo może chłopak nie kojarzył, jak wyglądał. Nie mieli ze sobą do czynienia, a zwykle nie kręcił się po terenie toru, kiedy były wyścigi. Załatwiał wszystko zza kulis. — Powiem prosto z mostu — mam dla ciebie propozycję — zaczął. Nie miał zamiaru owijać w bawełnę. Przyszedł tutaj w konkretnym celu i nie widział potrzeby, żeby silić się na nic niewnoszące pogawędki. —Już od jakiegoś czasu obserwuje twoje wyniki. Nawet nie wiesz, jak wiele osób na ciebie stawia i to niemałe pieniądze —dodał. —Jesteś naprawdę dobry w tym, co robisz — zerknął na jego konia, by przez chwilę mu się przyjrzeć. Widział go tylko z daleka i już wtedy robił wrażenie, a z bliska tym bardziej je robił. —Chciałbym, żebyś jeździł dla mnie. Przede wszystkim na King's Eclipse. To ten kary ogier pełnej krwi angielskiej, z którym namiętnie ostatnio wygrywasz. Jestem pewien, że pod tobą zdobędzie niejedno zwycięstwo — powiedział i z powrotem na niego spojrzał. — Jest temperamenty, ale jak już się z nim dogadasz, to chodzi jak złoto — dodał. Nie miał zamiaru kłamać, że koń miewał swoje humorki, ale nie zmieniało to faktu, że był naprawdę szybki i wytrzymały. Gdyby nie Helios i jego koń, to zapewne byłby faworytem każdego wyścigu. Naprawdę go to irytowało, bo w grę wchodziły gigantyczne pieniądze, które umykały mu sprzed nosa. — Jestem pewien, że stworzycie świetny duet — podsumował jeszcze, jakby właśnie sam podjął za niego decyzję, że chłopak będzie dla niego jeździł. Nie znosił odmowy i nie miał zamiaru jej od niego usłyszeć.

Helios 🏇
20 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
maybe happiness is really not a place i can get
and when i'm feeling close, i'm probably on the brink of a slip
Whispers of life
galaktyczny jeździec
First
Ot, kolejny wygrany wyścig na jego koncie. Jeszcze zanim wystartował, wystarczyło, że jedynie zobaczył swoich rywali, a dobrze wiedział, że wyścig nie będzie dla niego żadnym wyzwaniem, bo żaden z jego konkurentów nie miał z nim najmniejszych szans. Zapewne każdy inny dżokej, który robił to z serca i pasji byłby niesamowicie podekscytowany i szczęśliwy z takich sukcesów, jakie odnosił Helios – ale on nie był. Jego, właściwie, to wszystko niesamowicie nudziło. Nie było niczego ekscytującego w ciągłym wygrywaniu, kiedy od początku wiedziało się, że nie miało się z kim konkurować. Nie było nikogo, kto chociaż w niewielkim stopniu dorównywałby mu swoim poziomem. Nic więc dziwnego, że dzisiejszy wyścig również skończył na najwyższym podium, z kolejnym złotym trofeum w rękach.
Tak jak zwykle, po tym jak ekscytacja wszystkich dookoła opadła, a on zaczepiony przez kilku dziennikarzy odpowiedział na parę pytań, udał się do stajni, żeby zacząć szykować się ze swoim koniem do powrotu. Na szczęście, tym razem nie mieli daleko, bo wyścig odbywał się na torze w jego rodzinnym mieście, który był mu bardzo dobrze znany i na którym ścigał się od bardzo dawna. Ledwo zdążył dojść do boksu, w którym znajdował się Idris, gdy nagle jakiś mężczyzna go zaczepił. Spojrzał na niego, wyraźnie skonsternowany. Jednocześnie też się spiął, bo bardzo nie lubił, kiedy o b c y ludzie tak po prostu go zaczepiali, zwłaszcza znienacka, kiedy się tego w ogóle nie spodziewał.
Dzień dobry — odpowiedział niepewnie, przyglądając się przenikliwym spojrzeniem twarzy mężczyzny. Kiedy mężczyzna się przedstawił i oznajmił mu, że był właścicielem toru, nieco się rozluźnił. Mimo to, wciąż rozejrzał się dyskretnie, jakby sprawdzał, czy nie byli w stajni sami i w razie czego dookoła byli inni ludzie. — Helios Rockwell, ale o tym zapewne pan wie, skoro tor należy do pana — stwierdził. Mężczyzna musiał orientować się jacy dżokeje brali udział w wyścigach na jego własności, a Rockwell robił to praktycznie od samego początku swojej kariery. — Huh? — wydukał tylko, bo słowa mężczyzny naprawdę go zaskoczyły. Czego niby ten mógłby od niego chcieć? Momentalnie też się zestresował, w swoim iście heliosowskim stylu. Kolejne słowa Astora sprawiły, że zmarszczył lekko czoło, bo nie miał pojęcia, do czego ten tak właściwie zmierza. — Nic dziwnego. Wygrywam wyścig za wyścigiem. Jestem dość pewnym zwycięzcą do obstawienia — stwierdził i wzruszył ramionami. Owszem, był w pełni świadom swojego sukcesu. — Ta — westchnął sobie, zupełnie jakby komentarz mężczyzny nieco go rozdrażnił. Nic jednak dziwnego, bo słyszał te słowa w swoim życiu tak wiele razy, że był już nimi zmęczony. Kolejne słowa Astora wprawiły go w osłupienie. Słuchał go, nie dowierzając w to, że ten naprawdę składał mu teraz taką absurdalną propozycję. Kiedy mężczyzna skończył mówić, uniósł kąciki ust w najbardziej łagodnym i sympatycznym uśmiechu, na jaki było go stać.
Po pierwsze, wszelkie propozycje tego typu należy kierować do mojego agenta i z nim omawiać szczegóły — zaczął. — Po drugie, nie jeżdżę na innym koniu niż Idris i to się nie zmieni — kontynuował. — Po trzecie, nie jestem zainteresowany współpracą. Myśli pan, że jest jedynym, który złożył mi taką ofertę? — zapytał. Logiczne, że ktoś taki jak on, kto odnosił wielki sukces w tak młodym wieku i miał przed sobą naprawdę świetną karierę w przyszłości, nie dostawał takich propozycji? Było ich multum.

Astor 🏁
38 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
kosmiczny ogier
Tak, wiem — odparł i skinął lekko głową. Oj, zdecydowanie za dobrze wiedział, kim chłopak był. Za dużo razy wygrywał na j e g o torze z j e g o końmi. Denerwowało go to niesamowicie, bo miał wrażenie, że przez niego pieniądze mu po prostu umykały, a jeśli było coś, na czym mu bardzo zależało, to były to pieniądze właśnie. Ściągnął brwi, kiedy Helios zareagował w taki sposób, bo to chyba nie zwiastowało niczego dobrego. — No właśnie, a to sprawia, że coraz mniej osób obstawia moje konie, a mimo wszystko chciałbym, żeby ludzie to robili — zaśmiał się, chcąc trochę złagodzić swoje słowa i obrócić je w żart. Jego spojrzenie jednak nijak miało się do tego żartowania, bo widać po nim było, że ten fakt naprawdę go uwierał. — Nie wydajesz się z tego faktu dumny — stwierdził. Sądząc po tym jego westchnięciu, to chłopak niezbyt się cieszył z tego, że wygrywał, a przynajmniej takie odniósł wrażenie. Mogło ono być całkiem mylne, ale zawsze miał dobrą intuicję co do ludzi.
Tym razem to on westchnął, podsumowując jego słowa, bo te nijak mu się nie spodobały. — Najpierw chciałem porozmawiać bezpośrednio z tobą, skoro i tak jesteś na miejscu. Chciałem cię poznać osobiście. Z twoim agentem mogę omówić szczegóły — powiedział i uśmiechnął się do niego łagodnie. — Wiesz, że najlepsi dżokeje jeździli na tym, co dostawali i na tych koniach również wygrywali. Boisz się, że nie poradzisz sobie z innym koniem? — przekrzywił delikatnie głowę, wbijając w niego świdrujące spojrzenie. W tym samym momencie dotarło do niego, jak urokliwy był Helios. Kiedy miał okazję mu się przyjrzeć, mógł śmiało powiedzieć, że chłopak był naprawdę urodziwy. Nie miałby nic przeciwko, żeby zapoznać się z nim trochę bliżej. — Myślę, że jestem jedynym, który może zapłacić aż tyle, ile jestem w stanie za ciebie dać — powiedział wprost. Skoro nie chciał się od razu zgodzić, to musiał spróbować go podejść trochę inaczej. — Może przejdziemy do mojego biura? — zaproponował. — Tam możemy na spokojnie porozmawiać o warunkach, które mogę ci zaproponować. Może one sprawią, że jednak zmienisz zdanie — dodał. Takie sprawy lepiej było omawiać na osobności i nie miałby nic przeciwko temu, żeby przenieśli się w bardziej ustronne miejsce. Nie chciałby, żeby przypadkowe osoby przysłuchiwały się takim biznesowym rozmowom. Po pierwsze dlatego, że chłopak właśnie mu odmawiał, a po drugie dlatego, że cenił sobie prywatność. — Jako niezrzeszony dżokej masz trochę mniejsze możliwości, niż jakbyś miał za sobą klub. Gdyby ktoś stał nad tobą, miałbyś o wiele większe szanse rozwoju, a na tym chyba ci najbardziej zależy. Nie musiałbyś też wydawać pieniędzy na, chociażby transport konia na wyścigi, bo płaciłbym za to ja — ponownie na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Naprawdę uważał, że jego oferta była nie do odrzucenia i że Helios powinien ją przyjąć bez zastanawiania się nad tym za długo. Niestety, ale wyglądało na to, że to nie będzie takie proste, jak zakładał. Chłopak nie rzucił mu się na szyję z podziękowaniami, jak sobie zakładał.

Helios 🏇
20 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
maybe happiness is really not a place i can get
and when i'm feeling close, i'm probably on the brink of a slip
Whispers of life
galaktyczny jeździec
Zmarszczył lekko czoło na jego słowa. Z której strony to był jego problem, że ludzie nie stawiali pieniędzy na jego konie? Z żadnej. W ogóle go to nie dotyczyło.— To niech pan zainwestuje w lepsze konie i zacznie lepiej trenować swoich dżokejów, żeby byli w stanie mi dorównać — wypalił, całkowicie poważnie. To nie była jego wina, że był tak dobry w tym co robił, że inni nie radzili sobie z tym, żeby go prześcignąć. Widocznie miał lepszego konia, lepszą technikę, możliwości, trenerów, lepsze wszystko… — Jak od lat ciągle słyszy się od każdego jedno i to samo, to nie robi to już na człowieku takiego wrażenia — stwierdził po prostu i wzruszył ramionami. Nie zliczyłby, ile razy w ciągu swojej kariery usłyszał, jaki był świetny i dobry w tym co robił. Na początku rzeczywiście łechtało mu to ego, bo każdy lubił być chwalony i słuchać o sobie w pozytywach, ale z czasem po prostu przestał na to w jakikolwiek sposób reagować.
To pan poznał — stwierdził. — Z całą resztą proszę kontaktować się z moim agentem — dodał, najwyraźniej chcąc go już spławić i niekoniecznie mając ochotę dyskutować dalej o takich sprawach. — Nie. Poradzę sobie z każdym koniem. Po prostu nie chcę jeździć na żadnym innym, taki jest mój wybór. Wiem, że żadnemu innemu nie zaufam tak bardzo jak jemu — powiedział i skinął lekko głową w stronę Idrisa. Po co miał próbować jazdy na jakimkolwiek innym koniu, skoro ten jego spisywał się znakomicie i to temu konkretnemu w pełni ufał? Nie było takiej potrzeby. Co prawda, wiedział, że nie będzie mógł na nim jeździć do końca życia i jeśli rzeczywiście będzie kontynuował swoją karierę, tych koni przewinie się zapewne kilka, ale na razie dopóki miał jego i ten świetnie sobie radził, nie widział najmniejszej potrzeby, aby próbować jeździć na jakimkolwiek innym koniu. — Nie jestem rzeczą, którą można sobie kupić, jak wystarczająco dużo się zapłaci — powiedział i spojrzał na niego z politowaniem. Od samego początku strasznie uwierał go fakt, że takich ludzi jak on można było kupić, jeśli tylko zaproponowało się odpowiednią kwotę. Zupełnie jak jakiś przedmiot; jakby nadawało mu się konkretną wartość. Jeden był wart mniej, drugi więcej. — Nie widzę takiej potrzeby — stwierdził. — Tak jak powiedziałem, nie jestem zainteresowany współpracą — dalej upierał się przy swoim. Nie chciał być z nikim stricte powiązany. Dopóki był niezrzeszony, ścigał się na swoich własnych zasadach, a w innych okolicznościach nie byłoby to możliwe. Cenił sobie tę swobodę.
Jak widać, te mniejsze możliwości o których pan wspomniał niekoniecznie mają znaczenie, patrząc na sukcesy jakie odnoszę, czyż nie? — zapytał. Przecież radził sobie bez nich świetnie. — A jeśli o moim rozwoju mowa… To pod jakim względem miałbym się jeszcze rozwijać? Przecież już i tak zdobywam same pierwsze miejsca — wzruszył ramionami. — Kwestia finansów również nie jest dla mnie zmartwieniem. Pochodzę z zamożnej rodziny, sam niemało zarabiam, w dodatku mam sponsorów… — zacisnął wargi w wąską linię. Sięgnął ręką do głowy konia, żeby pogłaskać go po grzbiecie nosa. — Wybaczy pan, ale trochę nam się spieszy — powiedział i uśmiechnął się delikatnie, chcąc go spławić.

Astor 🏁
38 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
kosmiczny ogier
Mimowolnie zacisnął na moment dłonie w pięści, kiedy chłopak powiedział coś takiego. Zagotowało się w nim. Uważał, że to było aż nader bezczelne, żeby zwracał się do niego w taki sposób. Odetchnął nieco głębiej, chcąc nie wybuchnąć. — Uwierz mi, mam najlepsze konie i najlepszych trenerów. To po prostu ty jesteś ewenementem. Dopóki nie ma cię na liście startowej, to praktycznie zawsze moi dżokeje wygrywają. W kategoriach, w których nie jeździsz, jesteśmy faworytami. Problem tylko polega na tym, że King's Eclipse ściga się z tobą, a to mój najdroższy koń — powiedział i uśmiechnął się do niego łagodnie. Oczywiście był to bardzo wymuszony uśmiech, bo wcale nie było mu do śmiechu. Już teraz mógł stwierdzić, że chłopak był naprawdę pyskaty i bezczelny, a on nie lubił takich ludzi, zwłaszcza kiedy byli młodsi od niego. — Trochę zarozumiałe, nie uważasz? — zapytał wprost. Chłopak brzmiał tak, jakby w dupie miał pochwały innych, a dla Astora świadczyło to tylko o tym, że ten był zadufany w sobie. Nie był pewien, czy chciał kogoś takiego w swoich szeregach, ale z drugiej strony zdawał sobie sprawę z tego, że Helios był po prostu utalentowany.
Powiem wprost — nie mam w zwyczaju kontaktować się przez agentów, dopóki nie usłyszę zgody z ust dżokeja — odparł. Był zdeterminowany i chciał chłopaka w swoich szeregach. Nie odpuści tak łatwo i nawet jeśli dzisiaj go do tego nie przekona, to mógł być pewien, że będzie mu dłużej truł dupę. — Możesz jeździć i na nim i na innych. W jednej kategorii dosiadasz jego, w innej drugiego. Mam nieźle zapowiadającą się angielską kasztankę w trzylatkach. Potrzebuję kogoś, kto nad nią zapanuje i kto wykrzesa z niej to, czego aktualnie moi dżokeje nie potrafią. Twój koń to ogier, więc nie ma żadnych przeszkód, żebyś podczas derby przesiadł się na klacz i to w innej kategorii wiekowej — powiedział, starając się brzmieć zachęcająco. Nie podobało mu się to, że najwyraźniej chłopak był jeźdźcem jednego konia. Uważał, że to był zmarnowany potencjał. Jeździł w jednym wyścigu i tyle, a tak w różnych kategoriach mógłby odnosić dalsze zwycięstwa. Kilka podium w ciągu dnia dla niego brzmiałoby atrakcyjnie. Co prawda, chciał, żeby jeździł na koniu, z którym się ścigał, ale najpierw musiał go przekonać do tego, żeby w ogóle chciał jeździć dla niego. Potem będzie kombinował. Na jego kolejne słowa roześmiał się serdecznie. — Nikt tu nie mówi, że jesteś rzeczą — powiedział rozbawiony i pokręcił lekko głową na boki. Owszem, trochę to wyglądało jak kupowanie towaru, ale sport tak działał. Piłkarzy też się kupowało i sprzedawało i jakoś nikt nie robił z tego wielkiego halo. Skrzywił się delikatnie, kiedy Helios powiedział, że nie pójdzie z nim do jego biura. — Mimo wszystko byłbym wdzięczny, gdybyś to sobie przemyślał — powiedział, raz jeszcze uśmiechając się do niego serdecznie.
Wypuścił głośno powietrze nosem, gdy Helios powiedział coś takiego, bo nie mógł się z nim nie zgodzić. — To, że zdobywasz same pierwsze miejsca, nie znaczy, że nie możesz się rozwijać. Mam jednych z najlepszych trenerów w tym stanie, jeśli nie w całych Stanach. Na pewno jest coś, czego mogliby się nauczyć. Nigdy nie jest tak, że człowiek wie i umie wszystko — powiedział spokojnie. — Sponsorzy mogą przenieść się z tobą — stwierdził. — A bycie z zamożnej rodziny nie ma nic do rzeczy — dodał jeszcze pod nosem i odetchnął bezgłośnie. Dla niego to trochę komplikowało, bo jednak pieniądze były jego największą kartą przetargową. Zerknął na zegarek na nadgarstku, kiedy młodszy powiedział, że się spieszył. — Jesteś pewien, że nie znajdziesz dla mnie jeszcze chwili? — zapytał i przeniósł spojrzenie z powrotem na Heliosa. — Chętnie pokazałbym ci tę trzylatkę, o której mówiłem — dodał.

Helios 🏇
20 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
maybe happiness is really not a place i can get
and when i'm feeling close, i'm probably on the brink of a slip
Whispers of life
galaktyczny jeździec
Domyślał się, że jego słowa mogły wyprowadzić mężczyznę z równowagi, ale Helios taki już był. Nigdy nie gryzł się w język, był szczery do bólu i zawsze mówił to, co uważał, nawet jeśli jego słowa mogłyby rozmówcy niekoniecznie przypaść do gustu, tak jak mialo to miejsce teraz. — No… Chyba nie takich najlepszych, skoro pańskie konie i pańscy jeźdźcy nie potrafią wygrać ze mną i Idrisem — stwierdził w pierwszej kolejności, przechylając nieco głowę na bok i unosząc kąciki ust w niewinnym uśmiechu, tym z serii co złego to nie ja. — To wciąż pański problem, nie mój. Najwidoczniej niepotrzebnie zainwestował pan tyle w konia, który nie spisuje się na torze. Jak koń jest nieodpowiedni, to nawet najlepszy dżokej na świecie za dużo nie ugra. Po prostu mój jest szybszy — wzruszył ramionami jak gdyby nigdy nic. Nawet na logikę, dlaczego miałby rezygnować z konia, na którym odnosił sukcesy i na którym wygrywał wyścigi na rzecz takiego, który nie był w stanie prześcignąć Idrisa? Nie było w tym kompletnie żadnego sensu. — Wydaje mi się, że w moim położeniu, jak najbardziej mam prawo być zarozumiały — stwierdził i wzruszył ramionami. Może gdyby pojawił się ktoś, kto rzeczywiście radziłby sobie lepiej od niego albo chociaż mniej więcej mu dorównywał, to nie byłby takie pewny siebie, ale cóż… Obaj wiedzieli, jak sytuacja wyglądała.
Rozumiem. Mojej pan nie usłyszał, więc mam rozumieć, że nie będzie pan zawracał głowy mojemu agentowi? — zapytał jak gdyby nigdy nic. Heli musiał być teraz dla mężczyzny niesamowicie irytujący. Domyślał się, że zapewne w mężczyźnie w środku aż się gotowało, ale czyż nie mówił po prostu prawdy? Stwierdzał fakty, jeden za drugim. Nie można było mieć o to do niego pretensji. — Której części nie chcę jeździć na żadnym innym koniu pan nie zrozumiał? — zapytał. Wydawało mu się, że w dość jasny i klarowny sposób przekazał mężczyźnie, że nie miał żadnych zamiarów przesiadać się na innego konia. Niezależnie od tego co Astor będzie mu obiecywał i jak bardzo będzie go namawiał, nie zmieni zdania. — Ale jestem traktowany jak towar — powiedział. Tak się czuł i wiedział, że to było całkowicie normalne w świecie sportu, ale to nie oznaczało, że musiał to akceptować czy musiało mu się to podobać. Najwyraźniej też, nie chciał brać w czymś takim udziału. — Mhm — wymruczał w odpowiedzi, co mogło jedynie oznaczać tyle, że na pewno sobie tego nie przemyśli.
Jeśli pana konie i dżokeje pokazują poziom, jaki reprezentują ci pańscy najlepsi trenerzy, to chyba jednak wolę pozostać przy tym moim — powiedział, kolejny raz posyłając mu ten sam niewinny, sympatyczny uśmiech. Na jego kolejne słowa po prostu westchnął sobie cicho. No mogliby, mogli. — Czy ja wiem — skwitował kwestię zamożnej rodziny. Jak dla niego, miała dość spore, bo to oznaczało, że pieniędzmi raczej nie można było mu zaimponować. — Wydaje mi się, że dowiedział się pan już ode mnie wszystkiego, czego chciał się pan dowiedzieć — stwierdził w odpowiedzi i wzruszył ramionami. To miało oznaczać, że nie było potrzeby, żeby znajdował dla niego jeszcze chwilę. — Tak jak mówiłem, nie jestem zainteresowany innymi końmi — powiedział i westchnął cicho. W końcu dało się już wyczuć nieco jego irytację tym, że mężczyzna tak na niego naciskał.

Astor 🏁
38 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
kosmiczny ogier
Oczywiście, że na ten przytyk aż się w nim zagotowało. Już teraz mógł stwierdzić, że Helios był niesamowicie irytujący, co mogło ludzi do niego zniechęcać. No, chyba że był taki tylko dla tych, którzy truli mu dupę tak, jak robił to Astor. — Nie zapominaj o tym, że przegrywają tylko w kategorii, w której startujesz. W innych radzą sobie wyśmienicie — sam się do niego niewinnie uśmiechnął. — Sugerujesz, że mój ogier, gwiazda tej stajni, jest do niczego? — zapytał, bo nie dowierzał w to, co właśnie usłyszał. Odetchnął nieco głębiej, co na pewno dało się spostrzec, by się uspokoić. — Chyba nie zdajesz sobie sprawy z tego, ile ten koń jest wart, z jakiej linii pochodzi, jaki jest piękny i ile spłodził źrebiąt, nie wspominając o cenie za jego stanówkę. Ten koń jest ubezpieczony na tak dużą kwotę, jak niejeden dom w tym mieście — powiedział. Tak, King's Eclipse to była jego duma i między innym dlatego tak bardzo irytował się na myśl o tym, że nie mógł wygrać z Heliosem i jego koniem. Zamrugał kilkukrotnie, kiedy chłopak powiedział coś takiego. Był cholernie pewny swoich umiejętności i nie można mu się było dziwić, ale uważał, że trochę ogłady by mu nie zaszkodziło, zwłaszcza kiedy rozmawiał z kimś od siebie starszym. Nie skomentował nawet tych słów, bo nawet nie wiedział, co powiedzieć, żeby go nie urazić.
Agentowi nie, ale tobie jak najbardziej. Nie jestem z tych, którzy łatwo odpuszczają — powiedział wprost. — Jeśli będzie trzeba, to będę cię nękał — zaśmiał się, choć ten żart mógł zabrzmieć trochę przerażająco. Wydał z siebie krótkie mruknięcie i zagryzł na moment policzek od środka na jego kolejne słowa. W ogóle nie podobała mu się jego postawa. — Okej, nie jeździsz na innym koniu, przyjąłem to do wiadomości — mruknął pod nosem i przetarł oczy palcami. Szlag go trafiał na tego chłopaka. Na to, jaki był bezczelny i pyskaty. Powiedziałby, że gdyby jego syn taki był, to by go udusił, ale jego syn taki był i jakoś go nie udusił. — W mojej stajni żaden dżokej nie jest traktowany jak towar — powiedział, choć nie do końca to była prawda. Potrafił kogoś bardzo szybko sprzedać, jeśli mu się to opłacało. — Mhm? — mruknął za nim tylko, ale w bardziej pytającym tonie.
Uniósł wyżej brwi i wbił w niego zszokowane spojrzenie, bo tego to się nie spodziewał. Miał ochotę chwycić go za te kudły i przywołać do porządku. — To, że ciągle wygrywasz, nie znaczy, że coś jest nie tak z moimi końmi i ludźmi — powiedział, starając się brzmieć spokojnie. — Doceniłbyś zalety jeżdżenia pod moimi barwami, gdybyś tylko dał temu szansę. Możemy się umówić na sezon próbny. Jeśli ci się spodoba, zostaniesz, jeśli nie, każdy z nas pójdzie w swoją stronę — zaproponował i rozłożył ręce na boki. Zacisnął szczękę, kiedy ten tak jawnie chciał go zbyć, bo to on był z tych, którzy kończyli rozmowę, a nie na odwrót. — Tak, chyba tak — powiedział. — W porządku — dodał i skrzywił się delikatnie.
Spojrzał na konia, stojącego w boksie i przez chwilę po prostu mu się przyglądał, ale zaraz sięgnął do kieszeni marynarki, żeby wyciągnąć z niej wizytownik, z którego wyjął wizytówkę, którą wręczył chłopakowi. — Gdybyś jednak zmienił zdanie albo chociaż chciał spróbować mi pomóc z tą klaczą. Nie w wyścigu. Tak po prostu — powiedział, jakby nadal nie przyswoił sobie tego, że Helios jeździł t y l k o na swoim koniu. — I jeszcze jedno... — zaczął i wbił w jego twarz świdrujące spojrzenie, by po chwili uśmiechnąć się do niego ciepło. — Chciałbym zaprosić cię do restauracji. Chciałbym bliżej poznać... konkurencję — dodał.

Helios 🏇
20 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
maybe happiness is really not a place i can get
and when i'm feeling close, i'm probably on the brink of a slip
Whispers of life
galaktyczny jeździec
Tak, radzą. Dlatego, że ja w nich nie startuję — powiedział prosto z mostu. To był po prostu kolejny fakt. Gdyby startował w tych kategoriach, zapewne wtedy konie Astora również by przegrywały i przestałyby odnosić sukcesy. Właściwie, mężczyzna powinien być mu wdzięczny, że nie brał w nich udziału, bo przynajmniej dzięki temu mógł pokazać, że jego konie i dżokeje jednak byli coś warci. — Nie no, może nie do niczego… Ale w starciu z Idrisem wciąż nie ma żadnych szans, a to o czymś świadczy, prawda? — zapytał i wzruszył ramionami. Zapewne o tym, że jego koń był po prostu lepszy od tej jego gwiazdy. Wyniki mówiły same za siebie, nie dało się z tym kłócić. — Wow… — powiedział i pokiwał głową z uznaniem. — To niech teraz pan sobie wyobrazi ile wart musi być mój Idris — stwierdził z uśmiechem i spojrzał na konia. Zapewne więcej niż ten jego King’s Eclipse. Nie rozumiał więc, po co mężczyzna mówił mu to wszystko i tak się przed nim przechwalał, skoro Helios sam był właścicielem konia, który zapewne był wart drugie tyle co ten o którym wspominał Astor.
Na jego słowa po prostu westchnął ciężko. Naprawdę nie miał chęci na to, żeby użerać się z jakimś natrętnym typem, który za wszelką cenę chciał go do siebie ściągnąć. Postawił sprawę jasno i widać było, że nie zapowiadało się na to, aby zmienił zdanie, więc naprawdę wolałby, żeby mężczyzna sobie odpuścił i zajął się czymś innym – na przykład szukaniem lepszych trenerów albo koni, które mogłyby zacząć wygrywać z nim wyścigi. — Och. To nie jest dobry pomysł — stwierdził po prostu. Miał ochroniarza. Co prawda, nie było go tutaj teraz, ale na pewno był w pobliżu. A z nim… Cóż, na miejscu Astora na pewno nie chciałby mieć z nim do czynienia. Lepiej więc dla mężczyzny, jeśli zostawi go w spokoju. Jeszcze sobie ktoś pomyśli, że miał wobec niego złe zamiary i co wtedy? Niepotrzebnie na tym ucierpi. — Dokładnie tak — pokiwał głową. No, wyglądało na to, że mężczyzna w końcu wbił to sobie do tego swojego łba. Miał nadzieję, że teraz rzeczywiście zostawi go w spokoju i nie będzie mu więcej zawracał tyłka. W końcu to nie tak, że będzie w stanie cokolwiek ugrać. — Pan teraz traktuje mnie jak towar, chcąc mnie kupić — stwierdził. Jak inaczej można było to nazwać? Jeszcze się chwalił, ile to nie byłby w stanie mu zaproponować. — Mhm — ponownie wymruczał, tyle że głośniej i kiwnął głową, w razie jakby mężczyzna nie rozumiał co chciał mu przekazać.
No nie, nie oznacza. Po prostu mój koń, moi ludzie i ja jesteśmy lepsi — stwierdził. Na to nie miał wpływu, tak? Tak już po prostu było i tyle. Nic nie mógł poradzić na to, że tak świetnie sobie radził i miał naprawdę dobry zespół, zarówno trenerów, jak i agenta. — Nie — odpowiedział po prostu. Nie interesował go nawet sezon próbny. Jasno się wyraził i byłby wdzięczny, gdyby Astor był w stanie to zaakceptować.
Wpatrywał się w mężczyznę, czekając, aż ten sobie pójdzie, żeby rzeczywiście móc zacząć szykować konia do wyjazdu. Widząc, że ten sięga do kieszeni, a potem wyjmuje wizytówkę, westchnął cicho. Mimo wszystko, dla świętego spokoju wziął ją od mężczyzny. — Jasne — powiedział zrezygnowany, bo już nawet nie chciało mu się powtarzać, czy dalej z nim dyskutować. — Hm? — uniósł brwi, kiedy mężczyzna tak urwał. Nie spodziewał się tego, co ten powiedział jako następne i aż go wykręciło od jego słów z zażenowania. — Zabrzmiał pan teraz jak jakiś creep — stwierdził i skrzywił się. Przez chwilę wpatrywał się w wizytówkę, którą trzymał w dłoni. W normalnych okolicznościach by odmówił, ale w sumie ostatnimi czasy jego życie było naprawdę nudne i monotonne, więc przydałoby się w nim trochę rozrywki. I tak, uznał, że wyjście z Astorem dokładnie tym by dla niego było – rozerwaniem się. W końcu będzie to naprawdę dobra okazja do tego, żeby mu jeszcze bardziej podokuczać. — Może byłbym skłonny się zgodzić, ale pod warunkiem, że pójdzie z nami mój ochroniarz — powiedział.

Astor 🏁
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fair Grounds Race Course & Slots”