ODPOWIEDZ
Miejscow*
36 lat/a, 196 cm
Połykacz ognia w Bayou Inferno Troupe
Awatar użytkownika
Whispers of life
Every rose has its thorns. Show me yours and I’ll show you hands willing to bleed...
Obrazek
There was a smell of kerosene in the air.
His soul was on fire

𝐺rudzień na bagnach nie miał w sobie nic z białych świąt ani ostrej, skrzypiącej pod butami zimy. Przynosił wilgoć, która wpełzała pod skórę powoli i cierpliwie, przynosił mgły snujące się nisko nad wodą jak milczące duchy i deszcze, które potrafiły kapać przez całe godziny, drobne, uparte, niemal niezauważalne, aż człowiek orientował się, że jest już przemoczony do kości. Powietrze tego wieczoru było chłodne, ciężkie i gęste od zapachu mokrej ziemi, gnijących liści i słodkawej, stojącej wody. Temperatura trzymała się jeszcze gdzieś w okolicach kilkunastu stopni, ale po zmroku wyraźnie spadała, zostawiając na skórze lepki chłód.
Scena została ustawiona na niewielkim, wydeptanym placu między przyczepami trupy a linią drzew, za którą zaczynały się już właściwe bagna. Reflektory wbijały się w białe opary mgły jak w mleczną ścianę, rozszczepiając ją na blade smugi światła. Publiczność stała ciasno, owinięta w kurtki, bluzy, szaliki, z dłońmi wsuniętymi głęboko w kieszenie, z rozgrzaną parą oddechów unoszącą się nad głowami. Było w tym coś pierwotnego — noc, ogień, ludzie skupieni wokół jednego punktu.
Rune stał za kulisami z płomiennym wachlarzem opartym o udo, czując pod palcami chłodny metal i klejącą wilgoć rękojeści. Zbroja sceniczna, lekka, ale usiana metalowymi elementami, oblepiała go jak druga skóra, zimna od powietrza i ciężka od kropli deszczu, które osiadały na niej miękko, odbijając światło w krótkich, migotliwych błyskach. Gardło miał suche, chropowate od dnia i od dymu, który towarzyszył mu jeszcze przed wyjściem na scenę. Gdzieś w tle rytm bębnów przyspieszał powoli, jak narastające tętno.
Kiedy wszedł w światło, mgła rozstąpiła się przed nim na krótką chwilę. Ciepło ognia uderzyło w twarz niemal natychmiast, kontrastując z chłodem powietrza. Pierwszy płomień uniósł się wysoko — jasny, czysty, niemal biały w samym jądrze, pomarańczowy na krawędziach. Ogień zawsze był dla niego czymś więcej niż tylko efektem.
Był językiem, którym rozmawiał z nocą.
Ruchy przyszły same, zapisane w mięśniach i ścięgnach, w pamięci ciała, która działała lepiej niż myśl. Wachlarze zataczały łuki w powietrzu, żar rozcinał mgłę, zostawiając po sobie krótkotrwałe, świetliste ślady. Każdy obrót niósł za sobą falę ciepła, która docierała aż do pierwszych rzędów widzów, rozgrzewając im twarze i dłonie. Słyszał ich oddechy — pojedyncze westchnienia, ciche okrzyki zachwytu, mieszające się z rytmem bębnów i szumem bagien, który nigdy nie cichł całkowicie.
Deszcz nasilał się momentami, drobny i kapryśny, sycząc cicho, gdy krople trafiały w gorący metal. Ogień jednak nie słabł. Rune pochylał się nad płomieniem, wciągał go w płuca, czuł, jak język ognia przesuwa się po wnętrzu gardła, jak żar rozlewa się w nim w kontrolowanym, wyuczonym geście.
Na krótką sekundę świat zawężał się do jednego punktu: gorąca, zapachu paliwa, napięcia mięśni, ciężaru spojrzeń wbitych w niego jak w centrum wszechświata.
Na bagnach ogień zawsze wyglądał inaczej. Jaśniej. Ostrzej. Jakby mrok wokół próbował go połknąć, a on za każdym razem wymykał się z jego szczęk. Płomienie odbijały się w stojącej wodzie setkami niestabilnych refleksów, a sylwetki drzew za sceną tańczyły na granicy światła i cienia, wyginając się w dziwnych, niepokojących kształtach.
Kiedy finałowy płomień poszybował w górę i zgasł w mokrej, grudniowej nocy, na ułamek sekundy zapadła cisza. Potem przyszły brawa — głośne, rozproszone, nieco stłumione przez mgłę i deszcz, ale szczere. Rune skłonił się krótko, czując, jak pot spływa mu po karku pod zimną zbroją, jak serce jeszcze przez chwilę bije za szybko.
Zszedł ze sceny w półmrok między przyczepami, gdzie światła były słabsze, a dźwięki publiczności tłumiła przestrzeń. Członkowie trupy rozchodzili się w różne strony, ktoś rzucił krótkie słowo, ktoś inny śmiał się zmęczonym, charczącym śmiechem. Deszcz znów przybrał na sile, bębniąc o dachy przyczep i metalowe schodki.
Rune zatrzymał się przy swojej przyczepie, jeszcze w pełnym rynsztunku scenicznym, z wilgotnymi włosami przyklejonymi do skroni. Wyciągnął papierosa, wsunął go między popękane wargi i odpalił zapalniczkę. Mały płomień na moment rozdarł półmrok, rzucając ciepły blask na jego twarz. Zaciągnął się głęboko, a dym uniósł się w chłodne, wciąż jesienne powietrze, mieszając się z mgłą i zapachem bagien.

Lennox Fernwood
Przyjezdn*
26 lat/a, 185 cm
Student prawa, praktykant w Irpino Avin & Hawkins.
Awatar użytkownika
Whispers of life
My hands shakes, like they’ve known too much. But I still reach, still crave the touch.
I have a burning question
What did the flame say to his buddies after he fell in love?
I found the perfect match!
outfit

   Początkowo był nastawiony dość sceptycznie, bo rzadko kiedy zapuszczał się na bagna i to w dodatku sam, szczególnie po ostatniej głośnej wyprawie z poszukiwaniem wilkołaka, na której podobno ktoś zginął, a ktoś inny zaginął, no i ten cały atak aligatorów, to naprawdę było szalone. Miał wybrać się na ten cały ognisty spektakl z Travisem, ale w ostatniej chwili typ wymówił się jakąś grypą żołądkową, a Lennoxowi szkoda było nie iść w ogóle, bo jednak kupił już wejściówkę i nie dostałby zwrotu, a chyba nie przeżyłby straty pieniędzy, który nie miał wcale dużo. Dalej spłacał George’owi pożyczkę na podwójną aborcję dla Tilly.
   Noce były teraz w Nowym Orleanie chłodniejsze, więc wcisnął na ciało sweter i narzucił na siebie skórzaną kurtkę i pojawił się na miejscu o dziwo na czas. Rozejrzał się po polu, przesunął spojrzeniem po porozstawianych w kółku przyczepach, a potem wbił wzrok w ciemną, groźną linię drzew, za którą rozciągały się dzikie bagna. Przeszedł go dreszcz, jak tylko pomyślał na co mógłby się tam natknąć, gdyby zapuścił się za daleko. Lepiej się nie zbliżać do tej części miasta. Chociaż wtedy chyba by był już poza nim. Nie miał pojęcia jak są wyznaczone granice Nowego Orleanu i właściwie wcale go to nie interesowało.
   Ziemię spowijała mgła, która o tej porze roku nie była niczym dziwnym, szczególnie na bagnach. Robiło to jednak trochę upiorne wrażenie, szczególnie na kimś, kto niedawno obejrzał jakiś serial o potworach wychodzących właśnie z mgły. Jeżeli teraz jakieś by się tu pokazały, to pewnie byłby pierwszą osobą, którą by zjadły. Na początku nie był nawet pewien czy na pewno coś go tutaj zainteresuje, to był pomysł Trevora, ale Lex też uznał, że w sumie nigdy podobnego pokazu nie widział, a skoro wszystko działo się tuż pod jego nosem, to trochę żal było nie skorzystać.
   Okazało się jednak, że połykacz ognia zrobił na nim bardzo duże wrażenie i przepchnął się nawet trochę do przodu, żeby lepiej widzieć, ale żeby jednak nie było ryzyka, że mężczyzna spali mu tę jego jasną czuprynę. Patrzył na płomienie, którymi artysta się bawił i które również odbijały się w jego dużych, błyszczących oczach, czego jednak sam dostrzec nie mógł. Wcisnął dłonie w kieszenie kurtki i śledził uważnie każdy ruch i każdy płomień z uwagą godną zafascynowanego czymś pięciolatka.
   Kiedy show dobiegł końca, wcale nie postanowił się stąd zmyć. Zapomniał o niebezpieczeństwach, czających się na bagnach, o mgle i innych strasznych rzeczach, bo w jego głowie pojawił się plan, który musiał koniecznie, niezwłocznie wprowadzić w życie. Wymknął się z tłumu i przeszedł szybkim krokiem pomiędzy przyczepami szukając połykacza ognia, który właśnie zszedł z podestu i na chwilę zniknął mu z oczu. Kiedy w końcu znowu go dostrzegł stał właśnie z papierosem nieopodal jednego z wozów.
   一 Proszę Pana! 一 zawołał Lennox, unosząc jedną z rąk i przyspieszając, zmierzając do połykacza ognia leniwym truchtem. Uśmiechnął się lekko, jak to miał w swoim zwyczaju i odgarnął jasne loki z twarzy, po czym krótko odetchnął i zatrzymał się tuż przy mężczyźnie. Facet był naprawdę wielki, ale to go nie zraziło i chociaż sam był wysoki, to musiał odchylić nieznacznie głowę, żeby spojrzeć mu w twarz.
   一 Bardzo fajny występ. Super było. A mam takie pytanie, tylko proszę tak od razu nie odmawiać 一 zaczął mówić, szukając czegoś jednocześnie po kieszeniach. 一 Nie mam co prawda kasy, może jakieś drobne gdzieś wciśnięte, ale mam trochę szklanych i gumowych kulek, w różnych kolorach i niektóre mają nawet wzorki 一 kontynuował, wciskając dłoń głębiej w kieszeń spodni. Wyciągnął kilka kulek, jedną żółta w pomarańczowe gwiazdki, inną w wielu odcieniach niebieskiego, a kolejną różową i znalazła się nawet czerwona w płomienie, co bardzo pasowało do okazji. 一 Mógłby mnie Pan nauczyć tego całego… Tych sztuczek z ogniem? Oddam wszystkie kulki 一 zadeklarował i wbił spojrzenie pełne nadziei znowu w jego oblicze.


Rune Whitelaw
Miejscow*
36 lat/a, 196 cm
Połykacz ognia w Bayou Inferno Troupe
Awatar użytkownika
Whispers of life
Every rose has its thorns. Show me yours and I’ll show you hands willing to bleed...
𝐶isza po występie miała w sobie coś niemal intymnego. Nie była całkowita — bagna nigdy nie milkły — ale była wystarczająco gęsta, by dać wytchnienie. Mgła sunęła nisko nad ziemią, tłumiąc dźwięki kroków, śmiechu i metalicznych stuknięć dobiegających z oddali, gdzie reszta trupy rozchodziła się do swoich przyczep. Wilgotne powietrze osiadało na skórze chłodno i lepko, powoli wyciągając z ciała resztki adrenaliny.
Opierał się barkiem o bok przyczepy, jeszcze w pełnej scenicznej zbroi, która po zejściu ze światła reflektorów przestawała być kostiumem, a stawała się ciężarem. Metal chłodził przez materiał, a pasy ciągnęły w miejscach, gdzie mięśnie wciąż były napięte po występie. Papieros żarzył się spokojnie między palcami; zaciągał się powoli, metodycznie, jakby każde wdech i wydech miały znaczenie. Dym wypełniał płuca, mieszał się z ostrym smakiem nikotyny, a pod spodem wciąż czaił się posmak paliwa — benzyny i oleju, których nie dało się do końca wypłukać z ust, nieważne, jak bardzo się starał.
Pod skórą czuł napięcie. Znajomy ucisk pod mostkiem, towarzyszący mu zawsze po występach z ogniem — nie euforia, nie strach, lecz coś pomiędzy. Świadomość, że zabawa z płomieniem nigdy nie była tylko zabawą. Ciało pamiętało to aż za dobrze: w chropowatości gardła, w drobnych bliznach przy ustach, w starych oparzeniach, które odzywały się czasem przy zmianie pogody. Każda z nich była przypomnieniem, że ogień nie wybacza błędów.
Bagna działały jednak kojąco. Chłodne powietrze owijało przestrzeń miękko, niemal troskliwie, a zapach mokrej ziemi i stojącej wody uspokajał myśli. Zaciągnął się jeszcze raz i wypuścił dym wolno, niemal teatralnie.
Proszę pana!
Głos za plecami wyrwał go z tego stanu wyciszenia gwałtowniej, niż by się spodziewał. Drgnął i podskoczył lekko, obracając się instynktownie, zanim zdążył to przemyśleć. Przez ułamek sekundy ciało było gotowe na wszystko — nieproszonych gości, pijanego widza, kogoś z obsługi.
Zamiast tego zobaczył młodego mężczyznę z jasnymi lokami i spojrzeniem pełnym ekscytacji, stojącego o krok za blisko, jakby nie do końca wyczuwał granice. Ten typ wzroku znał aż za dobrze. Fascynacja, ciekawość, naiwny zachwyt. Ten sam, który widział już dziesiątki razy.
Słuchał, milcząc. Papieros zbliżył do ust po raz ostatni, zaciągając się głęboko, kiedy chłopak mówił — szybko, trochę chaotycznie, jakby bał się, że jeśli się zatrzyma, straci odwagę. Komplement, pytanie, zastrzeżenie, że proszę od razu nie odmawiać. Rune wypuścił dym nosem, mierząc go spokojnym spojrzeniem, w którym nie było ani agresji, ani entuzjazmu.
A potem pojawiły się kulki.
Kolorowe, szklane, gumowe. Leżały na dłoni przybysza jak dziecięce skarby: żółta w gwiazdki, niebieska w kilku odcieniach, różowa, czerwona w płomienie. Whitelaw spojrzał na nie, potem na twarz chłopaka, a następnie znów na kulki, jakby próbował odnaleźć w tym wszystkim sens. Uśmiechnął się słabo, krzywo — odruchowo.
Zdusił niedopałek o metalowy rant przyczepy, aż żar zgasł z cichym sykiem, i przez chwilę patrzył w miejsce, gdzie przed sekundą był ogień. Potem uniósł głowę ku niebu, choć mgła skutecznie zasłaniała wszystko, co mogłoby tam być. Wyglądało to tak, jakby szukał cierpliwości. Albo znaku.
Mężczyzna nie był pierwszym. I na pewno nie ostatnim.
Opuścił spojrzenie i przyjrzał się nieznajomemu uważniej, już nie tym przelotnym, scenicznym wzrokiem, którym obdarzał publiczność, lecz spojrzeniem kogoś, kto zbyt wiele razy widział podobne błyski w oczach. Fascynacja była łatwa do rozpoznania — świeża, nieprzefiltrowana przez strach ani świadomość konsekwencji. Przez moment oceniał go w ciszy, ważąc w myślach nie tylko jego słowa, ale i to, co za nimi stało. Kiedy w końcu się odezwał, jego głos był niski i zachrypnięty, wciąż podszyty dymem i zmęczeniem po występie, pozbawiony jednak scenicznej emfazy.
— Sztuczek z ogniem? — powtórzył powoli, pozwalając, by te słowa wybrzmiały między nimi dłużej, niż było to konieczne. — Co masz dokładnie na myśli?
Przesunął dłonią po metalowej klamrze zbroi odruchowo, szukając pod palcami czegoś stałego, co pozwoliłoby mu na chwilę zebrać myśli.
— Bo jeśli chodzi ci o połykanie... — urwał, zerkając na kolorowe kulki spoczywające na dłoni chłopaka, a potem unosząc wzrok na jego twarz, wciąż próbując rozgryźć, czy ma przed sobą żart, czy autentyczną propozycję. — ...to nie jest ani proste, ani bezpieczne.
Wzruszył lekko ramieniem, tym samym, którym jeszcze chwilę wcześniej opierał się o przyczepę, próbując strząsnąć z siebie resztki scenicznego napięcia. W jego spojrzeniu nie było złości ani irytacji — raczej coś pomiędzy rozbawieniem a doświadczeniem, które kazało mu podchodzić do takich rozmów z ostrożnością.
— To nie trik — dodał już spokojniej, bez nacisku. — I nie coś, czego nauczysz się w pięć minut.
Kącik ust drgnął mu minimalnie, niemal niezauważalnie.
— A już na pewno nie za kulki. Choć... — zerknął na nie jeszcze raz — Muszę przyznać, że to najbardziej kreatywna waluta, jaką mi kiedykolwiek zaproponowano.

Lennox Fernwood
Przyjezdn*
26 lat/a, 185 cm
Student prawa, praktykant w Irpino Avin & Hawkins.
Awatar użytkownika
Whispers of life
My hands shakes, like they’ve known too much. But I still reach, still crave the touch.
   Przyglądał się mu z uwagą, rejestrując każdy grymas i gest i słuchając każdego słowa bardzo wnikliwie. Nagle poczuł się trochę tak, jakby znalazł się na sali sądowej i miał wygrać jakąś bardzo skomplikowaną sprawę, od której co najmniej zależy czyjeś życie. Przypominał sobie wszystko, czego uczył go na przestrzeni ostatnich miesięcy Georg, bardzo dobry prawnik, u którego miał praktyki i co wtłaczali w nich na salach wykładowych, bo chłopak studiował prawo.
   Zauważył, że ten jakby wzdycha zniecierpliwiony, albo po prostu głęboko oddycha i wznosi oczy ku niebu, jakby miał pytać za jakie grzechy albo prosić o cud. To nie działało na jego korzyść, zdecydowanie nie. Spojrzał jeszcze raz na swoje kulki, a potem znowu na Rune, żałując że nie wziął ze sobą tych najlepszy, a najlepiej w ogóle większej ich liczby, bo to faktycznie wyglądało trochę biednie.
   Odchrząknął cicho i zmarszczył lekko brwi, wyglądając jakby intensywnie się nad czymś zastanawiał. Może coś obliczał. Przesuwał kulki po swojej dłoni, między palcami i faktycznie coś liczył. Poza tym jeszcze raz zastanawiał się nad sztuczkami z ogniem. Oni robili tam różne inne, jak jakieś pokazy z zapalonymi łańcuchami czy plucie ogniem, on chciał się nauczyć tego wszystkiego i najlepiej jeszcze więcej. W ten sposób mógłby zaimponować Tilly. To by było coś nowego, spektakularnego i mógłby jej powiedzieć, że to właśnie ogień miłości do niej, na pewno by doceniła porównanie.
   一 Mam na myśli, że wszystko, co umiesz robić z ogniem 一 odpowiedział najprościej, jak potrafił. Potem Rune powiedział coś o połykaniu i Lennox na chwilę zawiesił się, zastanawiając się gorączkowo o czym on myśli. Jakoś nie połączył tego z ogniem, bo nie widział nigdy, żeby ktoś go połykał, zawsze mu się wydawało, że jak już, to gasili po prostu w ustach. Dlatego jakimś cudem doszedł do wniosku, że może jednak mówi o czymś innym. Może taką zapłatę preferował? Czyli żeby Lennox połknął, to wtedy go nauczy.
   To w sumie nie byłoby niczym dziwnym, takie praktyki były częste i za połykanie można było naprawdę wiele zyskać. Nigdy wcześniej tego nie robił, ale jeżeli taka była cena za uszczęśliwienie Tilly, a on desperacko chciał odzyskać jej względy, to właściwie nie miał zamiaru odmawiać.
   一 Potrafię połykać 一 powiedział w końcu zdecydowanym tonem, chowając kilku do kieszeni i opierając dłonie na biodrach. 一 Zrobię to, nawet kilka razy, o ile nauczysz mnie wszystkiego, co potrafisz 一 dodał, łapiąc się wszystkiego, żeby to wytargować tu i teraz. Kiedy Rune mimo wszystko pochwalił kulki, Lennox uznał, że postawi wszystko na jedną kartę, dwie konkretnie.
   一 Połknę ile razy chcesz i dorzucę wszystkie kulki, które mam przy sobie w zamian za to, że nauczysz mnie chociaż jednej sztuczki z ogniem. Tego takiego… zionięcia ogniem. To wyglądało bardzo ekstrawagancko 一 pochwalił w zamyśleniu, a potem uśmiechnął się i przestąpił z nogi na nogę, mając nadzieję, że mężczyzna szybko się zgodzi i przejdą do nauki… albo połykania. Zależy w jakiej kolejności będzie chciał.

Rune Whitelaw
Miejscow*
36 lat/a, 196 cm
Połykacz ognia w Bayou Inferno Troupe
Awatar użytkownika
Whispers of life
Every rose has its thorns. Show me yours and I’ll show you hands willing to bleed...
𝑇o nie był pierwszy raz, kiedy ktoś po występie podchodził do niego z tym specyficznym błyskiem w oczach, w którym mieszały się adrenalina, zachwyt i przekonanie, że właśnie zobaczył coś, co musi stać się jego własnym doświadczeniem. Amatorzy mocnych wrażeń pojawiali się regularnie — jedni chcieli spróbować ognia, inni pytali o sztuczki, jeszcze inni po prostu stali blisko, jakby sama obecność przy nim mogła im dodać odwagi albo znaczenia. Zawsze jednak chodziło o to samo: o pragnienie dotknięcia czegoś niebezpiecznego i wyjścia z tego bez konsekwencji.
A to nigdy nie były byle sztuczki.
Ogień nie był rekwizytem ani scenicznym efektem, który można było wyłączyć jednym ruchem dłoni. Był żywiołem, z którym wszedł w relację wiele lat temu — zbyt wcześnie, zbyt impulsywnie, z głową pełną chaosu i ciałem łaknącym bodźców. Zamiłowanie do adrenaliny przyszło naturalnie, niemal niezauważalnie, i dopiero z czasem dotarło do niego, że nie była to zwykła potrzeba wrażeń. Raczej głód. Ten sam, który pchał go w młodości do granic, których nie powinien przekraczać, do ryzyka, które chwilowo zagłuszało wspomnienia z dzieciństwa, w którym brakowało bezpieczeństwa, stałości i kogoś, kto powiedziałby wprost: uważaj.
Pamiętał swoje początki aż za dobrze. Pierwsze próby odbywały się w półmroku, bez publiczności, z dłońmi drżącymi nie tyle że strachu, co z ekscytacji. Smak paliwa palący język i gardło, kaszel, łzy cisnące się do oczu, zbyt szybkie ruchy. Blizny, które wtedy wydawały się trofeami, a dopiero po latach zaczęły przypominać o cenie. Nikt go nie ostrzegał — albo nie chciał słuchać.
Dlatego teraz, stojąc przy przyczepie, patrzył na Lennoxa już nie jak na fana, lecz jak na kolejną wersję dawnego siebie, tylko ubraną w jaśniejsze loki i znacznie bardziej chaotyczne myśli.
Słuchał go uważnie, rejestrując każde słowo, każdy gest, każdy nerwowy ruch dłoni. Kiedy padło wszystko, co umiesz zrobić z ogniem, uniósł brwi wyraźnie, nie kryjąc rozbawienia, które tym razem było szczere, choć podszyte ostrożnością.
— Wszystko? — powtórzył, przeciągając to jedno słowo, jakby chciał sprawdzić, czy Lennox naprawdę je przemyślał. — Odważne założenie.
Przez krótką chwilę zastanawiał się, czy chłopak przed nim jest pijany, zjarany, czy po prostu działa na czystym entuzjazmie, który jeszcze nie zdążył zderzyć się z rzeczywistością. Spojrzenie Lennoxa było jednak zbyt skupione, zbyt zdeterminowane, by dało się to zbyć jednym z tych wyjaśnień.
A potem padło to jedno zdanie.
Potrafię połykać.
Skrzywił się mimowolnie, a zaraz potem parsknął krótkim, zduszonym śmiechem, zanim zdążył się powstrzymać. Absurd sytuacji dotarł do niego z opóźnieniem, mieszając się z rozbawieniem i niedowierzaniem.
— Dobra — odezwał się w końcu, unosząc dłoń w uspokajającym geście. — Zatrzymajmy się tu na moment, bo mam wrażenie, że kompletnie się rozmijamy.
Oparł się wygodniej o przyczepę, skrzyżował ramiona na piersi i spojrzał na Lennoxa z czymś, co można było nazwać pobłażliwością, choć nie pozbawioną uwagi.
— To, co słyszysz jako połykanie zaakcentował słowo wyraźnie — W rzeczywistości nazywa się połykaniem ognia. I nie ma nic wspólnego z tym, co właśnie próbowałeś mi zaproponować.
Kącik ust uniósł mu się lekko, ale w spojrzeniu pojawiła się rzeczowość, której nie dało się pomylić z żartem.
— To technika kontroli płomienia. Ułamek sekundy, precyzja, odpowiednie ustawienie ust i języka, odcięcie tlenu. Ogień nie znika dlatego, że go połknąłeś, tylko dlatego, że odebrałeś mu warunki do istnienia. Jeden błąd, zły kąt, za dużo paliwa i kończy się to poparzeniem albo czymś znacznie gorszym.
Zrobił krótką pauzę, pozwalając, by te słowa wybrzmiały, po czym dodał spokojniej:
— A to, co widziałeś na scenie, to zionienie ogniem, to smoczy oddech. Paliwo rozpylone w odpowiedni sposób, iskra, kontrolowany wydech. Efektowne, jasne. Ale też cholernie niebezpieczne. I zdecydowanie nie coś, co robi się na próbę.
Przyjrzał się chłopakowi uważnie, jakby sprawdzał, czy tym razem rzeczywiście słucha.
— Więc zanim zaczniemy targować się o połykaniu czegokolwiek — rzucił już lżej — Dobrze byłoby ustalić, czy wiesz, z czym naprawdę chcesz się mierzyć.
Mgła przesunęła się między nimi powoli, a bagna wydały z siebie cichy, wilgotny szmer.
— Bo ogień — dodał na koniec, spokojnie, bez patosu — Nie lubi improwizacji...

Lennox Fernwood
Przyjezdn*
26 lat/a, 185 cm
Student prawa, praktykant w Irpino Avin & Hawkins.
Awatar użytkownika
Whispers of life
My hands shakes, like they’ve known too much. But I still reach, still crave the touch.
   Prawda była taka, że Lennox nie był ani pijany, ani naćpany. Naprawdę czuł entuzjazm, ale kryło się za tym coś jeszcze. Lex był po prostu zakochany, a to chyba robiło z niego jeszcze większego debila, niż już był. Nawet nie wiedział czy to zaimponuje Tilly. Ten pomysł z ogniem wyszedł spontanicznie, bo pewnie zrobiło to na nim po prostu duże wrażenie. Założył, że na dziewczynie też zrobi. Chyba powinien ją przeprosić (nie wiedział w sumie za co, ale tak się chyba robi, żeby było dobrze?), a przeprosiny nie powinny być zwykłe. Musiał się upewnić, że mu wybaczy, a im więcej włoży w to inwencji twórczej, tym lepiej.
   Przedstawi to jako ogień miłości albo płomienną miłość. Jeszcze do końca nie wiedział, ale na pewno wpadnie jeszcze na coś chwytliwego. Byle najpierw się w ogóle czegoś nauczyć. Patrzył na mężczyznę z uwagą, o którą niektórzy pewnie by go nawet nie podejrzewali (chyba, że widzieli już jego determinacją na sali rozpraw, kiedy wcielał się w rolę prawnika, którym jeszcze w sumie nawet nie był).
   一 Znaczy… cokolwiek spośród tego, co umiesz? 一 zapytał i nawet nie zauważył, kiedy przeszedł z nim na ty, ale to już nie było ważne. Najważniejsze było, że był zdeterminowany i mógłby spędzić nawet całą godzinę na uczeniu się. Absolutnie nie zdawał sobie sprawy ile czasu wymaga nauczenie się takich sztuczek. Robiło się w sumie późno. Miał nadzieję, że pójdzie szybko i nie będzie musiał wcale jakoś dużo płacić, połykać i w ogóle, bo to też zajmowało czas.
   Wtedy mężczyzna się roześmiał, a Lennox absolutnie nie miał pojęcia o co mu właściwie chodziło. Przecież sam mu sugerował to wszystko, a teraz wyśmiewał? Może wcale nie miał dobrych zamiarów? A może to było tylko udawane i nie potrafił zionąć ogniem, jak prawdziwy smok? Przez chwilę nie rozumiał o co mu chodziło z tym wyjaśnieniem, czym się różni połykanie ognia od normalnego połykania.
   一 Ale ja naprawdę wiem jak się połyka. Mogę zademonstrować 一 powiedział szybko, żeby się obronić. To wcale nie było takie trudne, przynajmniej jak już się raz spróbowało, a on próbował nie raz. Sporo eksperymentował na tych swoich studiach, przynajmniej dopóki nie poznał Tilly, bo wtedy zdradzał swoją dziewczynę Ashley już tylko z nią. No, a teraz, kiedy Ashley z nim zerwała i kochał tylko Tilly, to nawet nie myślał o zbliżeniach z innymi osobami. No, zdobyłby się w tej sytuacji na wyjątek, ale z połykaczem ognia to byłaby transakcja w słusznej sprawie, w ogóle coś innego.
   一 Smoczy oddech! Właśnie o to mi chodzi. Tego chcę się nauczyć, na pewno. Oddech, ogień, super efekt i zero improwizacji. Wszystko rozumiem 一 podjął szybko i uśmiechnął się lekko, marząc już tylko o tym, żeby zaimponować dziewczynie, na której bardzo mu zależało. 一 Swoją drogą te dwa połykania mają trochę wspólnego, z tego co mówisz. To odpowiednie ustawienie ust i języka… 一 mruknął w zastanowieniu i ułożył dłonie na biodrach, po czym kiwnął głową, pewny tego, że się dogadali.
   一 To przyjmujesz zapłatę teraz czy po wszystkim? Chyba, że i tak i tak, to też nie ma problemu 一 powiedział w końcu, żeby już na pewno wszystko było jasne. Żeby udowodnić powagę sytuacji, zdecydowanie zmniejszył dzielący ich dystans, po czym bez wahania sięgnął do paska mężczyzny, aby go rozpiąć, zerkając krótko na jego twarz. Kilkoro kumpli, którzy mieszkali w tym samym budynku, co on, mówiło że jest w te klocki zajebisty, więc założył, że Rune też na pewno bardzo się spodoba.

Rune Whitelaw
Miejscow*
36 lat/a, 196 cm
Połykacz ognia w Bayou Inferno Troupe
Awatar użytkownika
Whispers of life
Every rose has its thorns. Show me yours and I’ll show you hands willing to bleed...
𝑅ozmowa zaczęła go wciągać bardziej, niż byłby skłonny przyznać, nawet sam przed sobą. Było w tym chłopaku coś bezczelnie prostego, coś, co nie wycofywało się przy pierwszym oporze, tylko napierało dalej, z determinacją podszytą chaosem. Widział to już wcześniej — u ludzi, którzy chcieli adrenaliny, wrażeń, historii do opowiadania. A jednak tym razem łapał się na tym, że zamiast odruchowej irytacji czuł rozbawienie i pewien rodzaj uznania. Trzeba było mieć jaja, żeby po takim wykładzie nie tylko nie odpuścić, ale jeszcze próbować targować się dalej, jakby stawka była oczywista i warta wszystkiego. Najpierw kulki, teraz upór. Z jakiegoś powodu musiało mu na tym kurewsko zalezeć.
I co ciekawe — to mu nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Przejście na ty przyszło naturalnie, niemal niezauważalnie, i zamiast ukłuć go w ego czy przypomnieć o różnicy wieku, sprawiło, że rozmowa stała się lżejsza. Przynajmniej nie będzie czuł się jak stary piernik pouczający studenta. To było odświeżające.
Dwuznaczność połykania wciąż go bawiła. Traktował ją jak żart, słowną zabawę, która miała się na tym skończyć — na śmiechu, na nieporozumieniu, na sprostowaniu. Nie przyszło mu nawet do głowy, że chłopak może pójść dalej, że potraktuje to serio, dosłownie, że przekroczy granicę nie dlatego, że nie rozumie, tylko dlatego, że nie ma zamiaru się cofnąć.
— Wiesz, jak się połyka? — rzucił lekko, unosząc brwi. — Brzmi ambitnie. I cholernie optymistycznie.
Uśmiechnął się pod nosem, słuchając dalszego wywodu o smoczym oddechu, o braku improwizacji, o zrozumieniu zasad. Kiwnął głową raz, drugi, bardziej z przyzwyczajenia niż z faktycznego potwierdzenia. To, że ktoś twierdził, iż wszystko rozumie, zwykle było pierwszym sygnałem ostrzegawczym. Ogień lubił takich sprawdzać najszybciej.
— Posłuchaj mnie — zaczął, tonem spokojnym, trochę rozbawionym — To, że potrafisz coś połknąć, w żadnym wypadku nie oznacza, że powinieneś próbować tego z ogniem.
Parsknął cicho, bo nie dało się tego zdania wypowiedzieć zupełnie serio. Dwuznaczność znów zrobiła swoje. Wzruszył ramieniem, oparł się ciężej o przyczepę, czując pod palcami chłód metalu i wilgoć osiadającą na skórze. Bagna oddychały wokół nich miarowo; gdzieś w trzcinach coś zaszeleściło, w oddali zamrugało światło przyczepy, a mgła znów przesunęła się bliżej, zawężając przestrzeń.
I wtedy dystans między nimi zniknął.
Najpierw zarejestrował ruch, dopiero potem sens. Ciepło cudzego ciała za blisko. Dłoń, która zamiast kolejnej kulki sięgnęła do jego paska. Krótkie, zbyt bezpośrednie spojrzenie prosto w oczy. Zaskoczenie przyszło ułamek sekundy później, razem z nagłym przypływem gorąca, które nie miało nic wspólnego z ogniem ani paliwem.
Zamarł. Nie cofnął się od razu — raczej zastygł, jakby sprawdzał, czy to naprawdę się dzieje, czy to kolejny absurd tej rozmowy. Ego zareagowało pierwsze, podlane rozbawieniem i nieprzyzwoicie przyjemnym poczuciem bycia pożądanym. Może ten rozwód faktycznie był dobrą decyzją, skoro ludzie znów lgnęli do niego w tak bezpośredni sposób.
Dopiero potem przyszła kontrola. Odruch wypracowany latami — ten sam, który trzymał ogień na dystans.
Przesunął dłoń i zatrzymał ruch przy pasku, nie brutalnie, bez szarpnięcia, raczej stanowczo. Palce miał ciepłe, a serce biło odrobinę szybciej, niż by sobie życzył. Spojrzał na chłopaka uważnie, z tym charakterystycznym półuśmiechem, który pojawiał się u niego zawsze, gdy sytuacja skręcała w nieoczekiwanym kierunku.
— Hej — odezwał się nisko, spokojnie, bez podnoszenia głosu. — Zwolnijmy.
Nie było w tym oburzenia ani moralizowania. Raczej rozbawienie podszyte ciekawością i świadomością, że właśnie przekroczyli próg, zza którego nie da się już wrócić do rozmowy o kulkach i technikaliach.
Puścił pasek dopiero wtedy, gdy był pewien, że gest został zrozumiany, i cofnął się o pół kroku, akurat tyle, by odzyskać przestrzeń, nie psując napięcia. Mgła zawisła między nimi ciężko, a bagna znów odezwały się cichym, mokrym szmerem.
— Wydaje mi się — dodał po chwili, przeciągając słowa i patrząc mu prosto w oczy — Że takie transakcje powinny się odbywać za zamkniętymi drzwiami mojej przyczepy...

Lennox Fernwood
Przyjezdn*
26 lat/a, 185 cm
Student prawa, praktykant w Irpino Avin & Hawkins.
Awatar użytkownika
Whispers of life
My hands shakes, like they’ve known too much. But I still reach, still crave the touch.
Widział, że mężczyzna kiwa głową, co wziął za dobry znak i sugestię, że Lennox ma rację i wszystko dobrze zrozumiał i przede wszystkim, że pracownik tego cyrku doskonale go rozumie i że zdecydowanie stoją po tej samej stronie. To go ucieszyło, bo naprawdę zależało mu na nauczeniu się czegoś pożytecznego, ciekawego, co będzie mógł pokazać i zrobić na innych wrażenie. Szczególnie na jednej osobie. Nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, że to też niebezpieczne. Oczywiście o ile ktoś tego nie umie robić. A przecież jak nauczy go tego profesjonalista, no to nie będzie ryzyka, że coś może pójść nie tak.
Jak uczył się jeździć autem, to było podobnie. Brat mówił mu, że to wcale nie jest takie proste i że jak zrobi coś źle, to może to kosztować zdrowie i życie innych, dlatego Lennox przykładał się bardzo na kursie. Nikt nie mówił mu wprost, ale jego kuzyni i niektórzy znajomi chyba wątpili, że w ogóle da radę zdać egzamin, nie mówiąc już o jeżdżeniu po ulicach (pewnie żartowali, że strach będzie przez ulicę przechodzić). A on co? Zdał i wcale nie jest złym kierowcą. Więc wierzył, że jeżeli ktoś odpowiednio nim pokieruje, to mógłby się stać i całkiem niezłym połykaczem ognia.
Czemu nie powinienem? Skoro tobie się udaje, to mi też może, jeżeli się do tego przyłożę 一 zauważył logicznie, dalej nie wyłapując dwuznaczności. Jego tok myślenia był bardzo prosty i rzadko kiedy skupiał się na więcej, niż jednej rzeczy naraz. 一 A ty dobrze sobie z tym radzisz, więc wystarczy, że mnie nauczysz 一 dodał jeszcze, bo przecież to chyba nie było takie trudne do wydedukowania. Przynajmniej on tak myślał, a ten, kto znał go już trochę lepiej wiedział, że jego tok myślenia był często wyjątkowy.
No i przechodzili do kwestii zapłaty, a skoro Lennox nie miał nic wartościowego, poza kulkami, bo czekał na wypłatę, a poprzednią wydał na nowy ząb, to musiał poradzić sobie inaczej. Cyrkowiec chciał, żeby Lex zrobił mu dobrze, no to uznał, że właściwie nic nie straci, a za to wiele może zyskać. Przecież wielu ludzi zarabiało swoim ciałem, nawet aktorzy, czy modele… Może nie dokładnie seksem, ale używali ciała do zarabiania pieniędzy. Ponadto wcale nie uważał, żeby prawdziwe prostytutki robiły coś złego, o ile nikomu nie wyrządzały krzywdy, tylko wykorzystywały do pracy swoją własność (ciało), to przecież wszystko było ok. Sam nie widział w tym niczego złego i podchodził bardzo konkretnie, oddzielając uczucia od czynności, dzięki którym dostanie to, czego chce.
Brak reakcji wziął za aprobatę, więc nie zatrzymywał się i spokojnie, powoli dobierał się do spodni mężczyzny, jakby wykonywał skomplikowaną operację dostania się do zawartości sejfu, zamkniętego na skomplikowany szyfr. Nie myślał o tym, że chce się uporać wolno lub szybko, raczej po prostu zrobić to dobrze. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli mężczyźnie się nie spodoba, to może wcale nie mieć ochoty go uczyć, a co wtedy? Wróci z tego strasznego bagna bez niczego i będzie musiał dalej myśleć nad tym, co zrobić, żeby zaimponować Tilly.
Podniósł spojrzenie, kiedy połykacz ognia się odezwał i go zastopował. Zamrugał zdziwiony i zmarszczył lekko brwi, przyglądając mu się coraz uważniej, ale posłusznie opuścił ręce i zaczął się zastanawiać o co tym razem chodziło. Wolał jednak coś innego, niż połykanie? Rozmyślił się? To by był prawdziwy niefart. Patrzył jak ten się odsuwa i czekał bezczynnie na to, co będzie dalej. Przesunął językiem po swoich wargach, nasłuchując przez chwilę odgłosów natury i niektóre szelesty brzmiały naprawdę złowrogo, jakby w krzakach kryło się coś, co właśnie ich obserwuje i myśli o nich w kategorii sytej kolacji.
Oh, tak. To dobry pomysł. Na tych bagnach to nie jest bezpiecznie 一 przyznał mu rację, kiwając przy tym głową. 一 A gdzie jest twoja przyczepa? 一 zapytał, rozglądając się, dłonie opierając na swoich biodrach. Kilka chwil później wchodził do środka, rozglądając się po przyczepie z umiarkowanym zainteresowaniem. Wystrój pasował mu do ekspresji właściciela, czy też mieszkańca, tego miejsca. Ważne, że było wystarczająco wolnej przestrzeni, osłoniętej przed zagrożeniami z zewnątrz. Bo przecież o co innego mogło chodzić?
Wolisz stać czy usiąść? 一 zapytał, skoro teraz cyrkowiec miał już wybór. Kiedy już mężczyzna się zdecydował, to dopiero potem Lennox znowu zaczął dobierać mu się do spodni. Nawet mu się tu bardziej podobało, bo było trochę cieplej i zdecydowanie jaśniej, więc wszystko mógł dokładniej widzieć. Było też względnie wygodniej, bo przynajmniej kolana mu się nie będą zapadać w błocie, jak już klęknie.

Rune Whitelaw
Miejscow*
36 lat/a, 196 cm
Połykacz ognia w Bayou Inferno Troupe
Awatar użytkownika
Whispers of life
Every rose has its thorns. Show me yours and I’ll show you hands willing to bleed...
𝑅uchem dłoni wskazał za siebie, w stronę jednej z przyczep stojących nieco dalej od głównego skupiska świateł, częściowo schowanej za pasem rozmokłej trawy i cieniem niskich drzew, których gałęzie uginały się od wilgoci. Nie musiał niczego dopowiadać; sam gest wystarczył, prosty, oszczędny, podszyty tą samą pewnością, z jaką chwilę wcześniej operował ogniem. Potem odsunął się lekko, robiąc mu miejsce, i puścił go przodem, bo skoro już sam rzucił tę propozycję w nocne powietrze, nie widział sensu, by teraz odgrywać człowieka niezdecydowanego.
Przeszli tylko kilka kroków, ale nawet ten krótki odcinek wystarczył, by w głowie zdążyło mu przemknąć kilka niewygodnie trzeźwych myśli. Wpakował się w coś absurdalnego, i to z własnej woli. Jeszcze parę minut wcześniej palił papierosa przy ścianie przyczepy, próbując wyrzucić z ciała resztki napięcia po występie, a teraz prowadził do środka chłopaka, który najpierw próbował kupić lekcję ognia kulkami, a potem zaproponował mu własne usta z tą powagą, z jaką inni podpisują umowy. Było w tym coś tak niedorzecznego, że aż zabawnego, a jednocześnie wystarczająco bezpośredniego, by poczuł znajome ukłucie pod skórą — nie to związane z adrenaliną po pokazie, lecz to drugie, bardziej próżne, ciepłe, łechtające ego. Miło było być pożądanym. Jeszcze milej było wierzyć przez moment, że chodzi właśnie o niego.
Wnętrze przyczepy przywitało ich ciepłem z małego elektrycznego grzejnika, zapachem dymu, metalu, starego drewna i słodkawej nuty paliwa, która weszła mu już chyba na stałe w ściany, ubrania i skórę. Nie było tu wiele miejsca, ale nie panował też bałagan, którego można by się spodziewać po kimś takim jak on. Wąskie łóżko przy jednej ścianie, stolik zawalony drobiazgami, dwa krzesła, półki z porozrzucanymi książkami, taśmami, zapalniczkami i kilkoma rzeczami, które dla postronnego człowieka wyglądałyby pewnie jak rupiecie, a dla niego były po prostu częścią codzienności. Na oparciu jednego z krzeseł wisiała koszula, obok stały ciężkie buty ubłocone od bagiennej ziemi. Wszystko miało w sobie ślad życia prowadzonego w ruchu, trochę prowizorycznego, a jednak swojego.
Zamknął za nimi drzwi i przez chwilę tylko patrzył, jak jasnowłosy rozgląda się po wnętrzu, a potem słyszy to jedno pytanie.
Wolisz stać czy usiąść?
I właśnie wtedy cały ten żar lekko przygasł.
Pytanie było proste, praktyczne, może nawet uprzejme, ale w jego głowie zabrzmiało zbyt technicznie, zbyt rzeczowo, z tą chłodną użytkowością, która potrafi zabić napięcie skuteczniej niż kubeł zimnej wody. Nie było w tym zachłanności, nie było niecierpliwego pragnienia, nie było tej iskry, którą rozpoznałby od razu i na którą odpowiedziałby bez wahania. Brzmiało to tak, jakby chłopak przystępował do zadania. Do czegoś, co należało wykonać poprawnie, bo od tego zależała nagroda. Nagle cała ta scena odsłoniła drugie dno, znacznie mniej przyjemne.
Nie chodziło o niego.
Chodziło o to, co mógł dać w zamian.
Ten drobny zgrzyt wystarczył, by rozbawienie ustąpiło miejsca ostrożności. Nie odsunął się gwałtownie, nie zrobił też żadnej sceny, ale kiedy tamten znowu sięgnął do jego spodni, złapał go za nadgarstek i zatrzymał ruch, stanowczo, choć bez szarpnięcia. Ciepło cudzego ciała wciąż było blisko, lecz teraz nie niosło już tej samej satysfakcji. Bardziej przypominało źle odczytany sygnał.
— Poczekaj — powiedział cicho, trochę niżej niż wcześniej, patrząc mu prosto w twarz. — Zanim pójdziemy dalej, chcę wiedzieć jedną rzecz.
Nie puścił od razu jego ręki. Stał blisko, ale już bez tamtej lekkości, z wyraźniejszym napięciem rysującym się w barkach.
— Ty serio tego chcesz? — zapytał wprost. — Nie pytam, czy jesteś gotów coś zrobić, żeby dostać lekcję. Pytam, czy naprawdę masz na to ochotę.
Przesunął językiem po wewnętrznej stronie policzka, przez chwilę przyglądając mu się uważnie, aż nazbyt uważnie, jakby próbował wyłapać odpowiedź nie tylko ze słów, ale z całej reszty.
— Bo jeśli robisz to tylko po to, żeby coś ugrać, to mnie to nie interesuje — dodał już spokojniej. — Nie potrzebuję łaski ani układów, w których ktoś zaciska zęby i odhacza punkt po punkcie, żeby dojść do nagrody.
Puścił jego nadgarstek dopiero wtedy, ale nie cofnął się daleko. Oparł biodro o skraj stolika, skrzyżował ręce na piersi i uniósł lekko brew.
— Więc? — rzucił ciszej, zostawiając między nimi wystarczająco dużo przestrzeni, żeby tym razem odpowiedź naprawdę mogła wybrzmieć.

Lennox Fernwood
Przyjezdn*
26 lat/a, 185 cm
Student prawa, praktykant w Irpino Avin & Hawkins.
Awatar użytkownika
Whispers of life
My hands shakes, like they’ve known too much. But I still reach, still crave the touch.
Był naprawdę zadowolony, kiedy dobili targu i pozostało tylko dopełnić formalności. Pełen entuzjazmu sięgał do rozporka spodni mężczyzny, żeby sprawić mu kilka chwil przyjemności, co doprowadzi również do jego przyjemności, a potem do przyjemności każdego, komu zaprezentuje sztuczki z ogniem, których się dzisiaj nauczy. Kiedy nieoczekiwanie poczuł mocny uścisk na nadgarstku, wniósł powoli spojrzenie na twarz cyrkowca i przez chwilę blask w jego oczach jakby przygasł. W zasadzie nie był pewien czego się spodziewać i poczuł się nagle bardzo zdezorientowany.
No taak 一 wymruczał, chociaż jakby trochę mniej pewnie. Czemu on w ogóle o to pytał? Oczywiście, że tego chciał, inaczej by tu w ogóle nie przyszedł. Czy to było jakieś podchwytliwe pytanie? Czy miało drugie dno? Nigdy nie był pewien, szkoda że tak często miał problem w odczytywaniu znaków, może inaczej byłby jeszcze lepszy w swojej pracy.
Im więcej mężczyzna mówił, tym bardziej zdezorientowany wydawał się Lennox. Raz chciał, a teraz nie chciał. Jeszcze wspomniał coś o robieniu łaski. A może się przejęzyczył. Czy mogło chodzić o laskę? Potem padło coś o zębach i wtedy w końcu Lennox zrozumiał. Trochę mu nawet ulżyło, bo może nie wszystko stracone i chodzi po prostu o dogadanie szczegółów. Czy może wyrażenie swoich obaw i wypowiedzenie na głos odpowiednich zapewnień. Lennox w końcu by nie powiedział, że może połknąć, gdyby nie umiał tego robić. Już wcześniej mu się zdarzyło, więc zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji. Poza tym sam był facetem, nie zrobiłby nic, co jemu samemu by nie sprawiło przyjemności.
Nie no, oczywiście, że nie zaciskam zębów, to by było na pewno bolesne 一 mruknął i aż sam się wzdrygnął na tę myśl. Jego samego nikt nigdy nie ugryzł w penisa i nie chciał wiedzieć jakie to jest uczucie, bo na pewno okropne, co do tego nie miał wątpliwości. Westchnął ciężko i pokręcił głową, ponownie lokując dłonie na spodniach mężczyzny, kiedy ten już puścił jego nadgarstek. Tym razem udało mu się odpiąć guzik i rozpiąć zamek. Uznał, że skoro Rune oparł się o stolik, to woli stać, więc jak gdyby nigdy nic, uśmiechnął się do niego sympatycznie, po czym uklęknął i zaczął zsuwać mu spodnie wraz z bielizną z bioder.
Tak czy siak musiałby przecież klęczeć, niezależnie od tego czy Rune by stał, czy siedział, więc jemu było wszystko jedno. Nawet trochę się zaciekawił jakich rozmiarów jest męskość cyrkowca i z zaciekawieniem obserwował wędrówkę jego dolnej części odzieży, czekając aż będzie mógł obejrzeć z czym zaraz będzie miał do czynienia. Widział już chyba głównie takie przeciętne przyrodzenia, chociaż też ich nie mierzył, bez przesady. Jakoś wtedy o tym nie myślał, a teraz był ciekawy tylko dlatego, że Rune różnił się znacząco od jego rówieśników i wiekiem i profesją. Ciekawość więc wzięła górę.
Szklane kulki w kieszeni brzęczały, kiedy się poruszał, co trochę go rozpraszało, więc jedną z dłoni sięgnął do kieszeni i wyjął wszystkie, po czym ułożył obok nogi od stołu, żeby nikomu nie przeszkadzały.

Rune Whitelaw
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mossy Alligator”