Zablokowany
31 lat/a, 184 cm
właściciel lombardu
Awatar użytkownika
can't tell you what it really is
I can only tell you what it feels like
And right now there's a steel knife in my windpipe
I can't breathe but I still fight while I can fight
As long as the wrong feels right it's like I'm in flight
High of a love drunk from my hate
It's like I'm huffing paint and I love it the more that I suffer
Whispers of life
Góry.
Wybrał je z pełną świadomością.

G ó r y.
Bookował wycieczkę z uśmiechem na ustach, bowiem zdawał sobie sprawę z tego, że cel spodoba się również Nelle.
Nieprzypadkowo wybrał pasmo, które rozciągało się niedaleko Las Vegas; wierzył, że połączenie przyjemnego z pożytecznym idealnie odda ich dynamikę, zgodnie z którą raz mogli wybierać piesze wycieczki, by za drugim razem zdecydować się na roztrwonienie niedawno zdobytego majątku w kasynie.
Dodatkowym argumentem za wyjazdem w tamte rejony była wrodzona skłonność Apolla do pakowania się w szambo; brunet wręcz desperacko pragnął przebodźcowania, bo tylko ono zapewniało właściwy poziom życia (to nic, że z czasem takowy robił się mało komfortowy).
Nawet przez chwilę nie myślał, że bezpieczniej byłoby postawić na ustronne miejsce z dala od ludzi. Wypad gdzieś w dzicz, gdzie otaczałaby ich jedynie przyroda byłby dla niego koszmarem (nawet jeśli oznaczałby, że mieliby sto procent czasu tylko dla siebie).
Zresztą, czy nie lepszą kryjówką był zgiełk i miejsce, w którym każdy pilnował własnego interesu?

Pisaniu wiadomości towarzyszył chytry uśmiech widoczny na jego twarzy. Apollo był p o d e k s c y t o w a n y; wręcz z dziecięcą radością wyczekiwał odpowiedzi na krótkiego i wyjątkowo wymownego sms'a: pakuj się, jedziemy na wakacje.
Nie zdradził celu podróży, bo wierzył, że była na tyle domyślna, że szybko rozwikła zagadkę, dzięki czemu oboje będą mogli napawać się niezapomnianą aurą miejsca.

Podróż zajęła im wiele długich godzin (tyle dobrego, że przebiegła w bardzo komfortowych warunkach), a kiedy wreszcie mogli zameldować się w hotelu, Strathmore nie krył swojego poddenerwowania i silnej potrzeby ułożenia się na wygodnym łóżku. Kiedy zaś wreszcie przekroczyli próg apartamentu, na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech.
一 No i? 一 zapytał niecierpliwie, nie dając wystarczająco czasu na rozejrzenie się po nowocześnie urządzonej przestrzeni. Musiało się jej podobać; nie przyjmował do wiadomości innego scenariusza, bo przecież wszystko kosztowało kupę pieniędzy i wyglądało naprawdę f a n t a s t y c z n i e. 一 Podoba ci się? Góry z równoczesną okazją do szybkiego ślubu w przydrożnej kapliczce. Przyznaj, że nie wymyśliłabyś tego lepiej 一 kontynuował, celowo wkraczając w jej przestrzeń osobistą.

nelle leary
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
30 lat/a, 178 cm
kobieta swojego mężczyzny w życiu alexandra costy
Awatar użytkownika
grief is such a solid promise, joy just leaves you in the rain, sadness waits down in the lobby, solace stood you up again
Whispers of life
Dla Nelle wciąż pozostawało czymś niemal rozbrajająco prostym to, jak łatwo było ominąć Alexandra. Mężczyzna funkcjonował w przekonaniu, że kontroluje wszystko — każdy ruch, każdą relację, każdy fragment rzeczywistości, który choćby ocierał się o jego świat. W jego wizji ona również była jednym z tych elementów. Perfekcyjnie uporządkowanym, przewidywalnym, zamkniętym w ramach, które sam wyznaczył. A jednak wystarczyła jedna, drobna luka. Brak zainteresowania. To, że nigdy nie zadawał pytań o jej znajomości, o kobiety, które pojawiały się i znikały w jej życiu, o popołudnia i wieczory, które nie miały dla niego żadnego znaczenia. To właśnie tam znalazła przestrzeń. Cichą, niezauważoną, idealną. Nie musiała się tłumaczyć. Nie musiała się ukrywać. Wystarczyło, że nie wzbudzała podejrzeń. I właśnie dlatego teraz stała tutaj, daleko od wszystkiego, co powinno ją trzymać na miejscu, z tą dziwną lekkością pod skórą, która pojawiała się tylko wtedy, gdy wiedziała, że nikt nie patrzy jej na ręce. Kiedy przekroczyli próg apartamentu, nie zatrzymała się od razu. Przeszła kilka kroków dalej, pozwalając sobie na krótkie, nienachalne rozejrzenie się po przestrzeni. Bez zachwytu. Bez ostentacyjnej oceny. Raczej z tym cichym, wewnętrznym uznaniem dla standardu, który spełniał jej wymagania. Dopiero jego głos wyrwał ją z tej krótkiej, kontrolowanej obserwacji. Spojrzała na niego przez ramię, a potem powoli się odwróciła. Uśmiech, który pojawił się na jej ustach, był subtelny, ale miał w sobie coś zaczepnego, coś wyraźnie nieprzypadkowego.
— A co, jeśli nie? — brzmiało lekko, niemal żartobliwie, ale w jej spojrzeniu było coś więcej. Coś, co zawsze balansowało na granicy prowokacji i obietnicy.

Tutaj była inna. Mniej spięta. Mniej zamknięta w tej perfekcyjnej, chłodnej formie, którą nosiła na co dzień jak drugą skórę. Jej ruchy były swobodniejsze, spojrzenia dłuższe, mniej kontrolowane. Nawet sposób, w jaki stała — jakby pozwalała sobie zajmować więcej przestrzeni — zdradzał, że ten wyjazd nie był tylko kolejnym epizodem w ich skomplikowanej relacji. Był czymś więcej. Albo przynajmniej mógł się takim stać. Kiedy wspomniał o ślubie, uniosła lekko brew, jakby naprawdę rozważała tę absurdalną wizję. Przez ułamek sekundy pozwoliła jej wybrzmieć gdzieś w tle — obraz na tyle niedorzeczny, że aż kuszący. Zrobiła krok w jego stronę, skracając dystans, który jeszcze chwilę temu wydawał się całkowicie naturalny. Jej dłoń przesunęła się po jego ramieniu, nim zatrzymała się wyżej, przyciągając go bliżej, dokładnie tak, jakby robiła to bez najmniejszego wysiłku.
— Oboje dobrze wiemy, że góry to tylko wygodna wymówka. Napaliłeś się na ten ślub, którego udzieli sobowtór Elvisa — jej głos był miękki, podszyty rozbawieniem, a jednak wciąż kontrolowany. Zbliżyła się jeszcze odrobinę, na tyle, by granica między nimi przestała mieć jakiekolwiek znaczenie, i pocałowała go krótko, zaczepnie, jakby to była tylko część gry, którą prowadzili od samego początku. Zatrzymała się jednak blisko, nie odsuwając się od razu. Jej oddech na moment zwolnił, a spojrzenie przesunęło się po jego twarzy z tą charakterystyczną uważnością, której nie okazywała nikomu innemu. — Bo nie powiem, apartament jak na noc poślubną jest całkiem niczego sobie — dodała ciszej, niemal konspiracyjnie, jakby rzeczywiście była to tajemnica przeznaczona wyłącznie dla niego. I może właśnie w tym tkwił problem. W tej łatwości, z jaką pozwalała sobie na więcej. W tym, że tutaj — z dala od wszystkiego — granice przestawały być aż tak oczywiste.

apollo strathmore
31 lat/a, 184 cm
właściciel lombardu
Awatar użytkownika
can't tell you what it really is
I can only tell you what it feels like
And right now there's a steel knife in my windpipe
I can't breathe but I still fight while I can fight
As long as the wrong feels right it's like I'm in flight
High of a love drunk from my hate
It's like I'm huffing paint and I love it the more that I suffer
Whispers of life
Jego uwadze nie umknęło, że ta wersja Nelle była inna; chciał wierzyć, że więcej luzu pozwoli im na robienie większej ilości chorych rzeczy, ale przynajmniej na razie nie chciał wychodzić z inicjatywą, by wyjazd rozwijał się w swoim rytmie. 一 Nie przyjmuję takiej opcji 一 odparł pewnie. Nawet jeśli Leary miałaby prawdziwe zastrzeżenia co do przestrzeni, Strathmore nie zamierzał pośpiesznie zamieniać jej na jakąś inną. Jedyną szansą na zmianę byłby scenariusz, w którym to Nelle próbowałaby na niego wpłynąć, ale to coś zgoła odmiennego, bo miało przynieść mu przyjemność.
Zaśmiał się i pokręcił lekko głową; gdyby się nad tym zastanowić, faktycznie coś mogło być na rzeczy, bowiem Apollo 一 ten sam, który rzekomo nie był stworzony do instytucji małżeństwa 一 wracał do o niej wyjątkowo często. 一 Tak ci się wydaje, bo sama marzysz, żeby mieć tak zajebistego męża, jak ja 一 skwitował zaledwie chwilę przed pocałunkiem. Krótka pieszczota 一 tym bardziej biorąc pod uwagę słowa 一 nie był wystarczający. Apollo, jak to miał w cholernym zwyczaju, niemal natychmiast zapragnął przedłużyć czułość, dlatego nie pozwolił się jej odsunąć. Przytrzymawszy ją blisko siebie 一 jego dłonie sunęły po strategicznych punktach jej ciała 一 połączył ich wargi raz jeszcze; tym razem wszystkiemu nadał namiętności i pożądania, które kumulowało się w nim od naprawdę długiego czasu.
一 W takim razie na co czekamy? 一 spytał. Nawet jeśli poprzednim razem dało się wyczuć, że idealnie rozumiał koncepcję żartu i ironii, tym razem pewność mogła spaść; patrząc na Nelle, chciał pchnąć to wszystko dalej i w pewnym sensie sprawdzić, dokąd zaprowadzi ich ta gadanina, którą uprawiali jeszcze w Nowym Orleanie. I tyle byłoby z nietestowania jej nowej wersji. 一 Jedźmy tam teraz. Na pewno mają jakieś stroje, które będziemy mogli wypożyczyć 一 kontynuował, szepcząc słowa wprost do jej ucha. Kusił ją i prowokował, chcąc przekonać się, do czego będzie zdolna ta Nelle, której możliwości jeszcze nie znał. 一 A potem, jak już zabijemy tego starego skurwysyna, weźmiemy lepszy i bardziej wystawny ślub 一 skwitował.
Wiedział, że wiele elementów nie było jeszcze dopracowanych; że nie mogli tego zrobić tak po prostu, dlatego cierpliwie (zupełnie niepodobnie do siebie) czekał, aby uniknąć jak największej liczby przykrych konsekwencji (choć dobrze wiedział, że owe były nieuniknione).

nelle leary
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
30 lat/a, 178 cm
kobieta swojego mężczyzny w życiu alexandra costy
Awatar użytkownika
grief is such a solid promise, joy just leaves you in the rain, sadness waits down in the lobby, solace stood you up again
Whispers of life
Uśmiech, który pojawił się na jej ustach, był niemal natychmiastowy — lekki, zadziorny, podszyty czymś, co trudno było jednoznacznie nazwać. Nie próbowała go powstrzymać. W jego słowach było coś tak przewidywalnego, a jednocześnie… znajomego. Znała go już na tyle, by wiedzieć, że nie rzucałby jej w miejsce, które uznałby za przeciętne. Nie w jego stylu. Nie wobec niej. Ich orbity przecinały się rzadko, chaotycznie, czasem zupełnie przypadkiem — ale kiedy już to robiły, zostawiały po sobie ślad. I to wystarczało, by rozumieli się lepiej, niż powinni.
— Oczywiście. Od kiedy tylko zobaczyłam cię pierwszy raz nie mogę spać po nocach — powiedziała to z taką lekkością, że trudno było uchwycić, gdzie kończy się ironia, a zaczyna coś bardziej niepokojąco szczerego. Jej spojrzenie zatrzymało się na nim odrobinę dłużej niż zwykle, jakby sama testowała granicę między żartem a prowokacją. Nie cofnęła się, kiedy skrócił dystans. Nie próbowała odzyskać tej chłodnej, zdystansowanej wersji siebie, którą zwykle utrzymywała jak perfekcyjnie wyćwiczoną maskę. Tutaj nie była potrzebna. A może po prostu nie chciała jej zakładać. Czuła to wyraźnie — sposób, w jaki jej ciało reagowało szybciej niż rozsądek, jak napięcie, które nosiła w sobie przez tygodnie, znajdowało wreszcie ujście. Nie analizowała tego. Nie rozkładała na czynniki pierwsze.

Pozwalała sobie.

Kiedy jego słowa przesunęły się bliżej, niż powinny, uniosła lekko brodę, jakby przyjmowała wyzwanie, którego jeszcze chwilę temu nie było.
— A czemu bawić się w półśrodki? Zmarnotrawmy masę czasu i jeszcze więcej pieniędzy na odstawienie się w jakieś niedorzecznie drogie rzeczy, które założymy tylko ten jeden raz — jej głos był miękki, ale wyraźnie podszyty rozbawieniem. Przesunęła dłonią po jego ramieniu, powoli, niemal leniwie, jakby ten gest nie miał żadnego znaczenia — a jednak miał. — A jeśli będziesz dobrym chłopcem pozwolę ci wybrać bieliznę, którą będziesz mógł ściągnąć ze mnie w ramach nocy poślubnej — to zdanie zawisło między nimi cięższe niż powinno. Nie dlatego, że było śmiałe — bo było — ale przez to, jak naturalnie przeszło jej przez usta. Jakby to wszystko było tylko kolejnym krokiem w czymś, co rozwijało się zbyt płynnie, zbyt bezwysiłkowo.

Przez ułamek sekundy naprawdę rozważyła tę wizję. Nie ślub. Nie ceremonię. To, co następowało później. I to było znacznie bardziej niebezpieczne. Kiedy temat przesunął się dalej, jej spojrzenie zmieniło się nieznacznie. Nie uciekło, nie zamknęło się — ale stało się odrobinę bardziej kontrolowane. Jakby jakaś część niej przypomniała sobie o granicach, które istniały, nawet jeśli chwilowo przestawały mieć znaczenie.
— Mówisz o skromnym trwającym siedem dni przyjęciu na setki osób? — zabrzmiało lekko, niemal rozbawienie, ale było w tym coś jeszcze. Subtelne przesunięcie. Zgrabna ucieczka od tematu, który zahaczał o rzeczy, o których nie zamierzała myśleć. Nie tutaj. Nie teraz. Alexander nie istniał w tej przestrzeni. Nie dlatego, że nie był zagrożeniem — wręcz przeciwnie. Gdyby cokolwiek z tego dotarło do jego uszu, konsekwencje byłyby… ostateczne. Ale właśnie dlatego. Nie zamierzała pozwolić, by jego cień sięgał aż tutaj. Zamiast tego przesunęła dłoń wyżej, zatrzymując ją na moment przy jego karku. Delikatnie. Prawie niewinnie. Jakby to wszystko naprawdę było tylko grą. I może właśnie to było w tym najbardziej niebezpieczne.

apollo strathmore
31 lat/a, 184 cm
właściciel lombardu
Awatar użytkownika
can't tell you what it really is
I can only tell you what it feels like
And right now there's a steel knife in my windpipe
I can't breathe but I still fight while I can fight
As long as the wrong feels right it's like I'm in flight
High of a love drunk from my hate
It's like I'm huffing paint and I love it the more that I suffer
Whispers of life
Ich dynamika go uzależniła; chwila, w której ta wariatka go porwała, zmieniła wszystko i sprawiła, że w Apollo pojawiły się uczucia, które trzymały go przy niej do tej pory.
一 Zgoda 一 odpowiedział wręcz od razu, podejmując wyzwanie. Podobało mu się stojące za nim szaleństwo; u w i e l b i a ł pomysł roztrwonienia znacznej sumy pieniędzy, dzięki któremu możliwe było wygenerowanie jeszcze większej ilości wspomnień.
Taksował ją wzrokiem, próbując sobie wyobrazić kreację, w której miała wkroczyć do przydrożnej kaplicy. Znali się już chwilę, dlatego był w stanie zwizualizować sobie przykładowe stroje i ciekawiło go, czy trafił z którymkolwiek. 一 Kochanie, ja zawsze jestem dobrym chłopcem 一 zauważył trafnie, posyłając Nelle swój najlepszy uśmiech.
K ł a m a ł, ale nie było to istotne; cóż po słowach, skoro na pierwszy plan wysuwała się tak przyjemna perspektywa?
一 Jedźmy już teraz 一 dodał, dobrze wiedząc, że jeśli tego nie zrobią, nie będzie mógł skoncentrować się na niczym innym, a samo czekanie będzie można przyrównać do tortury z najniższego kręgu piekielnego.

一 Coś takiego 一 odparł w podobnym tonie, unosząc lekko kącik ust. 一 Chociaż nie wiem, czy siedem dni to nie za mało, żeby uczcić nasze szczęście. Wszyscy powinni nim rzygać. 一 Słowa nijak miały się do rzeczywistości, w której żyło niewiele osób, które zaprosiłby na swój ślub. Bo kto miałby się na nim pojawić? Brat? Ojciec? Matka, która najprawdopodobniej od dawna nie żyła, bo nie potrafiła przestać brać?
Potrząsnął głową, nie chcąc o tym myśleć (bo przecież, jeli będzie wymagała tego sytuacja, na ten pierdolony ślub zaprosi połowę Nowego Orleanu) i nie zastanawiając się nad tym, co robi, po prostu wziął Nelle na ręce, a potem odnalazł jej usta swoimi. Całował ją zachłannie; ustaliwszy szczegóły związane ze spontanicznym ślubem, pragnął przypieczętować plan, aby żadne z nich nie mogło się z niego wycofać (w ogóle nie przyjmował do wiadomości, że życie tak nie działało).
Finalnie jednak nie zdecydował się na przekroczenie granicy; choć wciąż trzymał ją na rękach i choć wciąż pozostawali blisko, nie zamierzał pozbywać się jej ubrań, zamierzając zostawić to na potem. 一 Przyjmiesz moje nazwisko, żono? 一 To jego było wymyślone tak samo, jak to jej, ale był ciekawy, jaki miała do tego stosunek.

nelle leary
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
30 lat/a, 178 cm
kobieta swojego mężczyzny w życiu alexandra costy
Awatar użytkownika
grief is such a solid promise, joy just leaves you in the rain, sadness waits down in the lobby, solace stood you up again
Whispers of life
Nelle zaśmiała się cicho, niemal pod nosem, kiedy padło pytanie o nazwisko. Nie dlatego, że sam pomysł był absurdalny — choć był — ale przez to, z jaką łatwością zaczęli traktować tę niedorzeczną wizję jak coś realnego. Jakby wystarczyło kilka godzin w innym stanie, kilka drinków i za mało rozsądku, żeby przesunąć granice o wiele dalej niż powinni. A najgorsze było to, że wcale nie miała ochoty ich zatrzymywać. Wciąż łaknęła bliskości, jeszcze zbyt blisko po pocałunku, który zostawił pod skórą przyjemne, pulsujące ciepło. Jej dłonie nadal spoczywały przy jego karku, jakby odsuniecie się wymagało większego wysiłku, niż chciała teraz wkładać w cokolwiek. Patrzyła na niego przez chwilę w milczeniu, spokojnie, z tym charakterystycznym błyskiem w spojrzeniu, który pojawiał się wyłącznie wtedy, gdy naprawdę dobrze się bawiła.
— To zależy. Dostanę w pakiecie kartę kredytową i toksyczną rodzinę czy muszę załatwić sobie własne? — jej głos był podszyty rozbawieniem, ale pod nim kryło się coś znacznie bardziej niebezpiecznego — z a c h ę t a. Celowe dolewanie benzyny do ognia, który i bez tego wymykał się spod kontroli. I chyba właśnie to najbardziej ją w nim uzależniało. Apollo nigdy nie próbował jej zatrzymywać. Nie próbował jej uspokajać ani sprowadzać na ziemię. Wręcz przeciwnie — przy nim mogła być najgorszą, najbardziej impulsywną wersją siebie, a on zamiast uciekać, tylko coraz bardziej się nakręcał. To było c h o r e. I dokładnie dlatego działało.

Przesunęła opuszkami palców po jego skórze powoli, niemal leniwie, obserwując reakcję, której wcale nie musiał ukrywać. Sama też nie była już szczególnie dobra w ukrywaniu własnych. Czuła przyjemne napięcie zbierające się nisko w brzuchu, pulsujące coraz wyraźniej z każdą kolejną minutą tego ich a b s u r d a l n e g o przedstawienia. Bo przecież to nadal miało być tylko przedstawienie. Tylko żart. Tylko gra.

A jednak im dalej w to wchodzili, tym trudniej było jej oddzielić p r o w o k a c j ę od realnej c i e k a w o ś c i, jak daleko naprawdę mogliby się posunąć.
— Myślisz, że Elvis zgodzi się na przysięgę pisaną pod nas? — mruknęła ciszej, nachylając się odrobinę bliżej. — Ślubuję ci chaos, problemy natury prawnej i ogromne ryzyko utraty życia — jej usta wygięły się lekko, zadziornie, zanim pocałowała go jeszcze raz — tym razem wolniej, bardziej świadomie, jakby specjalnie chciała sprawdzić, ile dokładnie cierpliwości mu zostało. Niewiele, jak podejrzewała. To wszystko miało w sobie coś dziwnie intymnego. Nie sam pomysł ślubu — ten był groteskowy — ale sposób, w jaki funkcjonowali tutaj, odcięci od własnych światów. Bez ludzi. Bez obowiązków. Bez konieczności pilnowania każdego spojrzenia i każdego słowa. Tutaj mogła być po prostu kobietą siedzącą z mężczyzną w apartamencie gdzieś pośrodku Nevady. Nie Nelle. Nie idealnie chłodnym posągiem, którego wszyscy bali się dotknąć. I może właśnie dlatego pozwalała sobie na więcej niż zwykle. — Wiesz, że teraz już nie mamy wyjścia? — zapytała cicho, przesuwając dłonią po jego ramieniu. — Jeśli przez pół roku będziesz opowiadał wszystkim, że prawie miałeś żonę, a finalnie nic z tego nie wyszło, czyjeś ego może tego nie przeżyć — rozbawienie mieszało się w jej głosie z czymś cieplejszym, bardziej ludzkim. Rzadkim. Niebezpiecznie rzadkim. Przez moment po prostu mu się przyglądała.

I cholera, może naprawdę podobała jej się ta wizja bardziej, niż powinna.

apollo strathmore
31 lat/a, 184 cm
właściciel lombardu
Awatar użytkownika
can't tell you what it really is
I can only tell you what it feels like
And right now there's a steel knife in my windpipe
I can't breathe but I still fight while I can fight
As long as the wrong feels right it's like I'm in flight
High of a love drunk from my hate
It's like I'm huffing paint and I love it the more that I suffer
Whispers of life
Absurd gonił absurd; Apollo pozwolił sobie jednak na podtrzymywanie tego stanu, bo gdyby teraz którekolwiek z nich poszło po rozum do głowy byłoby mu naprawdę przykro.
Negocjacje dotyczące przyjęcia nazwiska sprawiły, że prychnął głośno, decydując się uchylić rąbka tajemnicy. 一 Kto wie, jak byłaś jeszcze policjantką, może miałaś okazję potknąć się w jakiejś melinie o moją naćpaną matkę, dziwkę 一 Nie miał za grosz szacunku do kobiety, która go urodziła. Czasami wciąż 一 w zupełnie innym wymiarze niż kiedyś 一 zastanawiał się, jakby to było, gdyby się spotkali; czy potrafiłby się zachować, czy już w pierwszej sekundzie powiedziałby jej, jak bardzo jej nienawidził? 一 A może spotkałaś teścia, który ma się za najlepszego glinę na świecie? Założę się, że skurwiel nadal marzy o tym, żeby wsadzić mnie do pierdla一 Prawdę powiedziawszy, Strathmore nie wiedział, którego z nich brzydził się bardziej. Oboje byli dla niego skreśleni; oboje sprawili, że w przeszłości jego życie wyglądało tragicznie, dlatego teraz nie chciał mieć z nimi do czynienia już nigdy. 一 Zostańmy przy tej karcie, z nią będzie łatwiej 一 dodał, aby rozładować atmosferę.
Na krótki moment przymknął powieki, tak po prostu rozkoszując się przyjemnym dotykiem. Po chwili zaś 一 tuż po tym, gdy wypowiedziała propozycję przysięgi 一 znów wpatrywał się w Nelle, będąc gotowym do robienia nowych idiotyzmów. 一 Powiedz to jeszcze raz 一 zażądał tuż przed tym, jak ponownie połączył ich usta.
Nawet jeśli oszalał, to był gotowy siłą zmusić kapelana do zaakceptowania ich wersji ślubowania.
Skinął twierdząco głową i zagryzł dolną wargę. 一 Wiem. Jedziemy 一 postanowił. 一 Odpoczniemy później. 一 Pewność w jego głosie osiągnęła monstrualny rozmiar; na tym etapie nie dało się już wycofać. Na tym etapie, jedyną opcją było dalsze brnięcie w ślub, który w ich sytuacji był najprawdopodobniej błędem.
A jednak Apollo chwytał Nelle za rękę, chował do kieszeni kartę będącą kluczem do pokoju i ciągnął kobietę do wyjścia. 一 Wcześniej wypożyczyłem auto, więc nie musimy czekać na jakiegoś pierdolonego frajera, który nie będzie potrafił sprostać naszym wymaganiom 一 wyjaśnił, stając tuż przy drzwiach pokoju. 一 Zanim dojedziemy do kaplicy, wymyśl najbardziej ckliwą historię zaręczyn 一 polecił. On sam nie nadawał się do tego zadania, ale wierzył, że kreatywność Nelle znacznie przewyższała tę jego, dzięki czemu urzekną nią Elvisa.

nelle leary
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
30 lat/a, 178 cm
kobieta swojego mężczyzny w życiu alexandra costy
Awatar użytkownika
grief is such a solid promise, joy just leaves you in the rain, sadness waits down in the lobby, solace stood you up again
Whispers of life
Nelle naprawdę nie powinna była bawić się tym dalej. Powinna przewrócić oczami, rzucić coś o tym, że odbiło mu od pustynnego powietrza i wrócić do rzeczywistości, w której oboje funkcjonowali najlepiej — tej pełnej niedopowiedzeń, brudnych interesów i spotkań urywanych chwilę przed tym, nim robiły się zbyt niebezpieczne. Zamiast tego pozwalała, by ciągnął ją za rękę przez korytarz hotelu z tym swoim absurdalnym entuzjazmem, a gdzieś pod skórą rozlewało jej się coś niepokojąco przypominającego ekscytację. To było chore. I właśnie dlatego tak cholernie dobrze do nich pasowało. Jej palce zacisnęły się mocniej na jego dłoni, kiedy wspomniał o swoich rodzicach. Nie dlatego, że było jej go żal — Apollo chyba udusiłby każdego, kto próbowałby patrzeć na niego w ten sposób — ale dlatego, że rozumiała ten rodzaj pustki aż za dobrze. Ludzi, którzy biologicznie powinni być rodziną, a finalnie pozostawali jedynie czymś w rodzaju źle zagojonej blizny. Nelle nigdy nie mówiła o własnej przeszłości prawie nic. Nie dlatego, że bolała bardziej niż innych, tylko dlatego, że dawno temu nauczyła się zakopywać rzeczy tak głęboko, by nikt nie miał szans ich odkopać. Apollo był pierwszą osobą od lat, przy której czasem zapominała pilnować łopaty.

Uśmiechnęła się jednak lekko, prawie bezczelnie, kiedy wspomniał o ckliwej historii zaręczyn. Oczywiście że chciał tego wszystkiego. Całej tej groteskowej otoczki z kapliczką, Elvisem i historią miłosną godną tandetnego filmu klasy B. A ona — zamiast go zatrzymać — dokładała kolejne cegły do tej katastrofy.
— Och, to proste — mruknęła w końcu, odwracając ku niemu głowę. — Poznaliśmy się przypadkiem. Ty byłeś tragicznie bogatym wdowcem z problemami emocjonalnymi, ja tajemniczą kobietą o smutnych oczach, która nauczyła cię znowu kochać — w jej głosie drgało rozbawienie, ale pod nim kryło się coś bardziej miękkiego. Coś, czego zwykle nie wypuszczała na powierzchnię. Bawiła się tym świadomie; widziała przecież od dawna, jak łatwo potrafiła go nakręcić. Jak szybko ten charakterystyczny błysk pojawiał się w jego spojrzeniu, gdy tylko dawała mu kolejne powody do brnięcia w ich wspólne szaleństwo. A ona chciała dziś, żeby brnął. Nawet jeśli jutro mieli tego żałować. — Potem oświadczyłeś mi się przy automacie do kawy na stacji benzynowej, bo zrozumiałeś, że życie jest za krótkie na rozsądek — dodała już ciszej, przesuwając opuszkami palców po jego nadgarstku. Powolnie. Prawie leniwie. — I oczywiście rozpłakałam się ze wzruszenia — parsknęła pod nosem, jakby sama nie wytrzymywała własnych bzdur, ale nie puściła jego dłoni ani na sekundę. To było zadziwiające, jak naturalnie przychodziło jej bycie inną przy nim. Lżejszą.

Nie tą kobietą, którą Alexander próbował zamknąć w złotej klatce i ustawić dokładnie tam, gdzie chciał ją widzieć. Nie chłodnym, perfekcyjnie wykutym posągiem, którego nauczyła się odgrywać przez lata. Tutaj mogła być bardziej żywa. Nadal ostrożna, nadal niebezpieczna, ale mniej martwa w środku. Zatrzymała się przy windzie tylko po to, by przyciągnąć go bliżej za materiał koszulki.
— A najlepsze jest to — powiedziała ciszej, niemal tuż przy jego ustach — że ten biedny Elvis nawet przez chwilę nie będzie podejrzewał, że udziela ślub dwójce ludzi, który jest prawdopodobnie najgorszym możliwym pomysłem.

I może właśnie dlatego chemia między nimi była tak uzależniająca. Bo każde z nich doskonale wiedziało, że to wszystko zmierzało prosto w katastrofę.

apollo strathmore
31 lat/a, 184 cm
właściciel lombardu
Awatar użytkownika
can't tell you what it really is
I can only tell you what it feels like
And right now there's a steel knife in my windpipe
I can't breathe but I still fight while I can fight
As long as the wrong feels right it's like I'm in flight
High of a love drunk from my hate
It's like I'm huffing paint and I love it the more that I suffer
Whispers of life
Istotnie rozszarpałby na kawałki każdego, kto spróbowałby okazać mu szczątkową ilość współczucia; Apollo go nienawidził, bo nigdy nie chciał być postrzegany jako chłopiec, który nie potrafił podnieść się z problemów wynikających z braku miłości rodzicielskiej. O wiele wygodniejszą narracją była ta, w której był popierdolony, a ludzie, zamiast współczucia odczuwali r e s p e k t.
Nie byłby sobą, gdyby nie zakpił z instytucji małżeństwa; czułby się źle, gdyby do ostatniej chwili nie próbował wmówić wszystkim dookoła, że brzydził się rzeczy, które inne 一 normalne 一 osoby napawały radością i optymizmem.
Taki już był; od pierwszego spotkania prezentował dokładnie takie podejście, dlatego wiedział, że musiało to odpowiadać Nelle (bo gdyby nie, to raczej nie chciałaby spędzać z nim aż tyle czasu). Słuchał uważnie historii, starając się wyobrazić sobie jej poszczególne elementy. Jeśli mieliby być perfekcyjni, na pewno dałoby się ją dopracować, ale Apollo nawet przez chwilę o tym nie myślał, bo lubił to, że ich życia były pogmatwane. 一 Jeśli to nie najpiękniejsza historia, która musi zakończyć się happy endem, już nigdy nie uwierzę w miłość 一 ironizował, jednocześnie akceptując skondensowaną opowieść o ich miłości.
Zatrzymawszy się przy windzie, nacisnął guzik przyzywający dźwig i niecierpliwie (do momentu, w którym Leary odwróciła jego uwagę i przyciągnęła do siebie) wpatrywał się w panel. 一 Odszczekaj to 一 przytrzymał ją mocniej, przez krótką chwilę pozostając blisko. Finalnie jednak nie zdecydował się połączyć ich ust; na jego twarzy pojawił się za to cwaniacki uśmiech, który nie znikał do momentu otworzenia się drzwi windy.

Kiedy dźwig zatrzymał się na parterze, Apollo pociągnął Nelle za sobą. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że był upojony uczuciem; że w jego zachowaniu nie było ani grama gry aktorskiej, ale prawdę znał tylko sam Apollo.
一 Kurwa, kocham ten samochód 一 jęknął, gdy jego oczom ukazało się sportowe auto, którym mieli pojechać do ślubu. To właśnie w tym momencie Strathmore na krótką chwilę puścił rękę Nelle; jego dziecięca ekscytacja furą, o której niedawno mógł tylko pomarzyć okazała się silniejsza, dlatego podziwiał ją uważnie, nie kryjąc radości, że wreszcie miał kasę na to i jeszcze więcej. 一 Widzisz go? 一 spytał. Dopiero po zadaniu pytania dotarło do niego, że zapomniał o swojej przyszłej żonie, dlatego bez zastanowienia się, wypalił: 一 To mój prezent ślubny dla ciebie 一 Wiedział, że Costa mógł dać jej więcej, ale czy jego podarkom towarzyszyły emocje wynikające z uprowadzenia auta? Strathmore szczerze w to wątpił.

nelle leary
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
30 lat/a, 178 cm
kobieta swojego mężczyzny w życiu alexandra costy
Awatar użytkownika
grief is such a solid promise, joy just leaves you in the rain, sadness waits down in the lobby, solace stood you up again
Whispers of life
Obserwowała go z tym swoim ledwie widocznym uśmiechem, który nigdy nie był do końca uprzejmy. Raczej niebezpieczny. Taki, który pojawiał się wyłącznie wtedy, gdy coś naprawdę ją bawiło — albo gdy świadomie dolewała benzyny do ognia, ciekawa jak wysoko tym razem pójdą płomienie. A Apollo palił się wręcz koncertowo.

To było w nim chyba najbardziej fascynujące. Nie chaos sam w sobie, bo chaos znała aż za dobrze. Chodziło o sposób, w jaki rzucał się w niego bez zawahania, jakby rozsądek był jedynie drobną niedogodnością dla ludzi pozbawionych wyobraźni. Nelle od lat otaczały osoby ostrożne, wyrachowane, obsesyjnie kontrolujące każdy ruch. Przy nim mogła na moment odpuścić własną kontrolę i patrzeć, jak świat robi się odrobinę bardziej absurdalny.

A potem jeszcze bardziej.

Kiedy ekscytacja samochodem praktycznie odciągnęła go od niej, uniosła lekko brew, opierając się biodrem o chłodną powierzchnię auta. Przez krótką chwilę po prostu mu się przyglądała. Temu błyskowi w oczach. Temu dziecięcemu zachwytowi, którego normalnie nigdy nikomu by nie pokazał. Większość ludzi w jego świecie uznałaby to za słabość. Ona uważała to za cholernie ludzkie.
— Nie podejrzewałam, że taki z ciebie romantyk — rzuciła zainteresowana, przesuwając opuszkami palców po lakierze, zanim znów przeniosła spojrzenie na niego. W jej głosie jak zwykle mieszała się kpina z czymś o wiele bardziej niebezpiecznym. Bo problem z Nelle polegał na tym, że nigdy do końca nie było wiadomo, kiedy żartowała. A kiedy mówiła absolutnie serio. Na jego polecenie tylko zacmokała cicho w powietrzu, przeciągle, niemal teatralnie, jakby właśnie rzucała jakieś wyjątkowo potężne zaklęcie mające odwrócić los świata. Gest był absurdalny. Celowo przesadzony. I właśnie dlatego idealnie pasował do tej groteskowej wersji rzeczywistości, którą wspólnie budowali od momentu wejścia do windy. Bo przecież żadne z nich nie powinno tu być. Nie powinni planować ślubu w Las Vegas. Nie powinni całować się w hotelowych korytarzach.

Nie powinni tworzyć czegoś przypominającego relację, skoro każde z nich od dawna funkcjonowało jak osobna katastrofa naturalna.

A mimo to ciało Nelle reagowało na niego z tą samą zdradziecką łatwością co zawsze. Czuła to nawet teraz — w sposobie, w jaki mięśnie karku rozluźniały się przy jego głosie. W tym, jak instynktownie przesuwała się bliżej. Jak coraz mniej przypominała chłodny, idealnie wyrzeźbiony posąg, którym była dla reszty świata. Przy Apollo robiła się bardziej żywa. I to chyba powinno ją przerażać bardziej niż sam romans. Powinna była myśleć o Alexandrze. O konsekwencjach. O tym, że jeśli ktokolwiek połączy fakty, skończy się to katastrofą tak widowiskową, że Nevada mogłaby spokojnie urządzać wycieczki krajoznawcze po zgliszczach. Tylko że teraz nic z tego nie wydawało się istotne. Nie przy nim. Nie wtedy, gdy stał obok z miną człowieka gotowego naprawdę zawieźć ją do przydrożnej kaplicy i zrobić z tego najbardziej idiotyczną decyzję ich życia. I może właśnie dlatego podeszła bliżej, układając dłoń na materiale jego ubrania, powoli, celowo, pozwalając by dotyk trwał o sekundę za długo.
— Dziękuję za prezent, m ę ż u — wymruczała nisko. — Chyba naprawdę będę musiała się teraz bardzo postarać ze swoim — jej spojrzenie przesunęło się po nim niespiesznie, zbyt świadomie, by pozostawić jakiekolwiek wątpliwości co dokładnie miała na myśli. A potem uśmiechnęła się znowu. Powoli. Nieprzyzwoicie. Tak, jakby noc poślubna była już przesądzona.

apollo strathmore
31 lat/a, 184 cm
właściciel lombardu
Awatar użytkownika
can't tell you what it really is
I can only tell you what it feels like
And right now there's a steel knife in my windpipe
I can't breathe but I still fight while I can fight
As long as the wrong feels right it's like I'm in flight
High of a love drunk from my hate
It's like I'm huffing paint and I love it the more that I suffer
Whispers of life
一 Takie cechy odblokowują się dopiero po ślubie 一 odparł głupio i parsknął śmiechem, nie chcąc psuć sobie dziecięcej radości powodowanej pięknym autem, które miało wrócić z nimi do Nowego Orleanu. Przynajmniej na razie nie wymyślił sposobu, który by im to umożliwił, ale obiecał sobie, że zastanowi się nad tym później (a w najgorszym wypadku skonsultuje kwestię z Nelle, która na pewno będzie wiedziała, co zrobić).
Wiedział, że Leary igrała z nim celowo. Widział to w spojrzeniu; widział to w całej n i e j, co dodatkowo powodowało, że robiło mu się gorąco. Pobudzenie i wzrost pożądania przybrały na sile, kiedy wymówiła słowo m ą ż; i choć stara wersja Apollo dałaby sobie uciąć głowę, że coś takiego nie spodoba mu się nigdy, teraźniejsza chciała w i ę c e j.
Patrzył na nią, zagryzając dolną wargę. 一 Moim prezentem ma być seks? 一 Celowo podkreślił ostatnie słowo, nie mając w sobie ani grama wstydu. Nie krępował się tym, że ktoś mógłby go usłyszeć; miał gdzieś innych ludzi, bo przecież liczyło się tylko to, co pomiędzy nimi, a jeśli ktoś spróbowałby mu zwrócić uwagę, spotkałyby go przykre konsekwencje.
Zaledwie chwilę później przysunął się i bezczelnie przesunął dłonią po jej biodrze. 一 Już nie mogę się doczekać 一 zapewnił, ostatni raz muskając jej usta, po czym odsunął się i obszedł samochód, aby zająć miejsce po stronie kierowcy. Brał pod uwagę to, że podarował jej go w prezencie ślubnym, ale tym razem za nic na świecie nie chciał odpuścić okazji poprowadzenia auta (zupełnie jakby jazda sportowym samochodem miała zrekompensować mu brak wieczoru kawalerskiego). 一 No już, wsiadaj. 一 Odsunąwszy szybę od strony pasażera, pogonił swoją przyszłą żonę.
Będąc wiernym wyznawcą określenia a teraz prędko, zanim dotrze do nas że to bez sensu!, chciał jak najszybciej ruszyć spod hotelu i pojechać w pierwsze miejsce.
Wszak wszystko zdawało się być dopięte na ostatni guzik, więc teraz musieli już płynąć z nurtem; wszak teraz nie mogli się wycofać, bo oboje narobili sobie za dużej ochoty (Apollo nie potrafił odnaleźć hamulca, który mógłby to powstrzymać).
Parszywe uczucie.
Niebezpieczne.
Zbyt u z a l e ż n i a j ą c e.
Nawet jak na niego.

nelle leary
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
30 lat/a, 178 cm
kobieta swojego mężczyzny w życiu alexandra costy
Awatar użytkownika
grief is such a solid promise, joy just leaves you in the rain, sadness waits down in the lobby, solace stood you up again
Whispers of life
Obserwowała przesuwający się za szybą krajobraz ze spokojem, który pojawiał się u niej wyłącznie wtedy, gdy niczego nie musiała udowadniać. Nie była kobietą skłonną do spontaniczności. Wbrew temu, co wielu ludzi mogło o niej myśleć, większość jej decyzji była chłodno przemyślana, starannie zaplanowana i pozbawiona miejsca na przypadek. A jednak siedziała teraz w sportowym samochodzie pędzącym przez Nevadę obok mężczyzny, z którym właśnie planowała fikcyjny ślub w przydrożnej kaplicy. I co gorsza, bawiła się przy tym wyśmienicie. To właśnie było najbardziej niepokojące. Nie sam wyjazd. Nie ryzyko. Nawet nie Apollo. Tylko to, że od dłuższego czasu przestawała traktować tę całą historię jak żart. W normalnych okolicznościach już dawno powinna była sprowadzić ich oboje na ziemię. Przypomnieć o rzeczywistości. O konsekwencjach. O wszystkich powodach, dla których żadne z nich nie powinno nawet rozważać podobnych pomysłów. Zamiast tego coraz częściej łapała się na tym, że dokładała kolejne elementy do tej absurdalnej układanki. Jak teraz. Jej spojrzenie przesunęło się po wnętrzu samochodu, po własnej dłoni spoczywającej na udzie, a potem zatrzymało się na pustym serdecznym palcu. I nagle coś przyszło jej do głowy. Coś tak oczywistego, że aż nie mogła uwierzyć, że wcześniej o tym nie pomyślała. Na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. Ten niebezpieczny. Ten, który zwykle zwiastował kłopoty.
— Obrączki — wypowiedziała to spokojnie, jakby właśnie przypomniała sobie o czymś wyjątkowo ważnym podczas organizacji prawdziwej ceremonii. Przez krótką chwilę przyglądała się własnej dłoni, a potem pokręciła głową z rozbawieniem. Bo przecież naprawdę ich nie mieli. A jeśli już zamierzali zrobić coś tak niedorzecznego, powinni przynajmniej zadbać o szczegóły. Nelle nigdy nie należała do osób, które robiły coś połowicznie. Dotyczyło to zarówno interesów, jak i katastrofalnych pomysłów. Kącik jej ust uniósł się odrobinę wyżej. Z jakiegoś powodu świadomość, że właśnie analizuje logistykę fikcyjnego małżeństwa, wydawała się zabawna. I niepokojąco przyjemna. Odwróciła głowę w jego stronę, pozwalając by rozbawienie było doskonale widoczne w jej spojrzeniu. — Musimy mieć jakieś obrączki — brzmiała przy tym niemal rozsądnie. Niemal. Bo coś w jej oczach mówiło wyraźnie, że nie chodziło wyłącznie o biżuterię. Ona po prostu doskonale wiedziała, co robi. Wiedziała, jak działał Apollo. Wiedziała, że wystarczyło rzucić podobny temat, a jego wyobraźnia natychmiast zaczynała pracować na pełnych obrotach. I właśnie dlatego nie odwróciła wzroku od razu. Pozwoliła, by między nimi zawisła ta myśl. By nabrała ciężaru. By zaczęła żyć własnym życiem. Bo prawda była taka, że coraz bardziej podobała jej się ta wersja rzeczywistości. Nie dlatego, że marzyła o ślubie. Nigdy nie należała do kobiet, które fantazjowały o białych sukniach i romantycznych ceremoniach. Podobało jej się coś zupełnie innego. To, jak łatwo było przy nim odsunąć od siebie cały świat.

apollo strathmore
31 lat/a, 184 cm
właściciel lombardu
Awatar użytkownika
can't tell you what it really is
I can only tell you what it feels like
And right now there's a steel knife in my windpipe
I can't breathe but I still fight while I can fight
As long as the wrong feels right it's like I'm in flight
High of a love drunk from my hate
It's like I'm huffing paint and I love it the more that I suffer
Whispers of life
W pierwszej chwili nie przyłożył uwagi do słowa i zachowania Nelle; ot, po prostu nadal koncentrował się na sobie, czekając na moment, w którym kobieta rozwinie myśl i dobitniej wyrazi, co chodziło jej po głowie. Nie ponaglał jej, bo choć cierpliwość nie należała do jego największych zalet (w ogóle jej nie miał!), zdążył już nauczyć się, że w przypadku Leary wymuszanie odpowiedzi rzadko przynosiło cokolwiek dobrego.
Apollo powoli rozumiał charakterystyczny rytm i nie zawsze nalegał na uzyskanie odpowiedzi tu i teraz (chyba przekonał się już, że w relacji z Leary warto było poczekać, bo niekiedy pośpiech sprawiał, że musieli mierzyć się przykrymi konsekwencjami szybciej). Zresztą, sam także nie był człowiekiem, który mówił wprost; miał w zwyczaju zasłaniać się żartem, przesadą lub bezczelnością, dlatego trudno byłoby mu wymagać od niej absolutnej przejrzystości.
Usłyszawszy wyjaśnienie, uśmiechnął się zaczepnie, po czym, nie zwracając uwagi na innych uczestników ruchu drogowego, zahamował gwałtownie i spojrzał uważnie na Nelle. Obrączki nie miały dla niego aż takiego znaczenia, ale w chwili, w której uświadomił sobie, że Leary patrzyła na kwestię inaczej, istotnie kliknęło i zmienił sposób myślenia.
Bo jeśli o tym wspominała, powinien wziąć to pod uwagę.
Milczał przez chwilę, procesując informacje, ale ze stanu wybiło go bycie poganianym przez kierowców z tyłu. W odpowiedzi na liczne klaksony, wystawił przez szybę rękę i pokazał im środkowy palec. 一 Złoto? Białe złoto? Wybór należy do Ciebie, kochanie 一 szepnął miękko 一 w bardzo przerysowany sposób 一 bo jako właściciel lombardu miał niemałą wiedzę o biżuterii ślubnej (mógłby godzinami opowiadać historię o najbardziej kreatywnych pomysłach na zastawienie swoich własności). Do tej pory wiedza wydawała się być bezużyteczna, ale teraz, patrząc przez pryzmat ślubu, mógł przynajmniej zadbać o to, żeby nie kupili byle czego.
Chwyciwszy za telefon, odpalił mapę i odnalazł najbliższy 一 w miarę sensowny 一 punkt, w którym mogli nabyć obrączki. Ruszył z piskiem opon dopiero kiedy nawigacja wskazała mu najkrótszą trasę. 一 Chcesz też pierścionek zaręczynowy? 一 rzucił mimochodem.
Bo przecież, skoro mieli możliwość, to dlaczego nie?
Bo przecież nie brakowało im pieniędzy, to czemu mieliby się ograniczać?
Kolejność i tak zdążyła się już posypać, więc cóż za różnica?

Dojechawszy na miejsce, niedbale zaparkował samochód; wysiadłszy z auta, automatycznie sięgnął do kieszeni, z której wyciągnął paczkę papierosów. Przynajmniej na razie jednak nie odpalał fajki; chwyciwszy swoją kobietę za rękę, ruszył do sklepu, a przekroczywszy jego próg, ogłosił: 一 Chcemy kupić obrączki i pierścionek zaręczynowy. Cena nie gra roli.

nelle leary
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
30 lat/a, 178 cm
kobieta swojego mężczyzny w życiu alexandra costy
Awatar użytkownika
grief is such a solid promise, joy just leaves you in the rain, sadness waits down in the lobby, solace stood you up again
Whispers of life
Nie była pewna, w którym dokładnie momencie ten pomysł przestał być zwyczajnie głupi, a zaczął być głupi w sposób niebezpiecznie kuszący. Prawdopodobnie gdzieś pomiędzy obrączkami a pierścionkiem. Albo wtedy, kiedy Apollo bez cienia zawahania oznajmił obcej kobiecie za ladą, że chcą kupić jedno i drugie. Tak po prostu. Jakby to była najbardziej naturalna rzecz pod słońcem. Jakby ludzie codziennie wpadali do Nevady na kilka dni, a potem spontanicznie decydowali się wziąć ślub. Kącik jej ust drgnął lekko. Musiała przyznać jedno — imponował jej. Nie rozsądkiem, bo tego nigdy mu nie przypisywała. Nie odpowiedzialnością. Nawet nie odwagą. Skalą bezczelności. Bo tylko ktoś obdarzony naprawdę wyjątkową bezczelnością był w stanie patrzeć na całe to szaleństwo i dojść do wniosku, że warto pójść jeszcze krok dalej. A Nelle, ku własnemu rozbawieniu, coraz bardziej chciała zobaczyć dokąd dokładnie ich to zaprowadzi. Powoli przesuwała się między gablotami, pozwalając by sprzedawczyni prezentowała kolejne modele. Słuchała jej tylko połowicznie. Znacznie ciekawsze było wsłuchiwanie się we własne myśli. Bo przecież to było idiotyczne. Oficjalnie nadal funkcjonowała u boku Alexandra. Oficjalnie nadal była jego kobietą. Oficjalnie całe miasto uważało ich za idealną parę. A mimo to stała właśnie tutaj i wybierała pierścionek zaręczynowy od zupełnie innego mężczyzny. I najgorsze było to, że bawiło ją to bardziej niż powinno. Alexander był zresztą dla niej i tak, tak spektakularnie ślepy i głupi, że prawdopodobnie nie zauważyłby nawet jej męża, nawet gdyby potknął się o niego w środku własnego salonu. Czym więc przy tym były ledwie dwa pierścionki, na które nigdy nie zwracał uwagi? Ta myśl była tak absurdalna, że omal nie parsknęła śmiechem.

Zatrzymała się przy jednej z gablot. Kamień był duży. Bezczelnie duży. Przesadnie duży. Idealny. Przez chwilę przyglądała mu się w milczeniu, po czym uniosła spojrzenie.
— Oczywiście, że chcę pierścionek — stwierdziła, jakby właśnie rozmawiali o pogodzie. — Skoro już zamierzasz podejmować katastrofalne decyzje, to przynajmniej rób to z rozmachem — uśmiechnęła się niewinnie. Ta niewinność była oczywiście kłamstwem. Wielkim, bezczelnym kłamstwem. Bo doskonale wiedziała co robi. Nakręcała go. Od samego początku. Każdym kolejnym słowem. Każdym kolejnym półuśmiechem. Każdym momentem, w którym zamiast wylać mu na głowę kubeł zimnej wody, dorzucała następny powód, by brnął dalej. I chyba właśnie to podobało jej się najbardziej. Nie obrączki. Nie ślub. Nie nawet sam pomysł. To, że oboje byli już wystarczająco daleko, by żadne z nich nie próbowało udawać rozsądniejszego niż było w rzeczywistości. — Ten — wskazała w końcu na jeden z pierścionków. — Jeśli ktoś ma kiedyś zrujnować sobie życie dla mnie, oczekuję odpowiedniej oprawy — powiedziała to z absolutną powagą. A potem uśmiechnęła się tak, jakby właśnie wręczyła mu najpiękniejszy komplement świata.

apollo strathmore
Zablokowany

Wróć do „Rozgrywki”