rybka pipka 🐟
12
Jakiś czas temu zaprosił Otto na wesele swojej kuzynki. Nie był pewien, czy nie spieszył się z proponowaniem takich rzeczy, ale ostatecznie chłopak od razu się zgodził, więc chyba niepotrzebnie się tym zamartwiał. W ogóle nie myślał o tym, jak to wszystko będzie i czy wszyscy polubią jego chłopaka, aż do czasu, kiedy do wylotu zostało naprawdę niewiele czasu. Dopiero wtedy zaczął się tym przejmować. Nie chciał, żeby wyniknęła jakaś nieprzyjemność, bo ktoś będzie krzywo patrzeć na to, że byli dwójką mężczyzn. Niby większość jego rodziny była w porządku pod tym względem, a dalszymi krewnymi nie miał zamiaru się przejmować, ale pozostawała kwestia jego brata homofoba, który jak sobie popił, to głośno wyrażał swoje szkodliwe opinie i rodziny pana młodego, której nie znał. Mimo wszystko miał nadzieję, że będzie dobrze.Tak, jak Otto zasugerował, zarezerwowali hotel na kilka dni, żeby mieć czas pozwiedzać. Mieli być dwa dni przed weselem i zostać dwa dni po nim. Uznali, że to będzie wystarczająco dużo czasu, żeby zwiedzić miasto, w którym Kornel przyszedł na świat. Sama podróż minęła im trochę stresowo, bo mimo że Przybylski leciał samolotem wiele razy, to za każdym razem srał się tak samo. Najzwyczajniej w świecie bał się latać i biedny Otto musiał się nim w tym czasie bardzo mocno zaopiekować. Na szczęście jego obawy się nie spełniły i do Chicago dolecieli w jednym kawałku. Po dotarciu do hotelu trochę odpoczęli, a potem wyruszyli na miasto, żeby przejść się po okolicy i zjeść coś na obiad. Te dwa pierwsze dni spędzili w naprawdę miłej atmosferze i nie mogli narzekać na nudę.
Gdy przyszedł trzeci dzień, zaczął się na poważnie stresować. Starał się tego po sobie nie pokazywać, ale chłopak na pewno to dostrzegał. Z samego rana wstali, zeszli na śniadanie, a potem posiedzieli chwilę w pokoju, zanim zaczęli się szykować. Jak już byli gotowi, pojechali do cioci i wujka Kornela, gdzie spotkali się z jego mamą i rodzeństwem. Jak się okazało, każdy był dla chłopaka miły, choć widział, że jego brat był zdystansowany. Odniósł też wrażenie, że jego mama była zachwycona Otto, bo ciągle go zagadywała, chcąc go lepiej poznać. Jeszcze jak dowiedziała się, że to od niego jej syn kupował dla niej ciągle kwiaty, to tym bardziej zaczęła się ekscytować. Wujek jeszcze przed wyjściem zarządził, że każdy powinien wypić po kieliszku jego bimbru. Nikt oprócz kierowców nie odmówił, bo każdy się bał.
Sam ślub odbył się w kościele. Bardziej dla pokazówki, niż dlatego, że jego rodzina była wierząca. Musiał jednak przyznać, że było naprawdę widowiskowo. Nawet się wzruszył, co nie było niczym dziwnym, skoro był taki wrażliwy. Po samej ceremonii przenieśli się na salę, na której odbywała się impreza. Jak można się było spodziewać, alkohol się lał, jedzenia było mnóstwo i było pyszne, a ludzie bawili się na parkiecie przy znanych i lubianych hitach.
— Coś byś jeszcze zjadł? Przynieść ci jeszcze tortu albo coś innego ze słodkiego? — zapytał, sięgając po butelkę wódki. Nalał osobom, które siedziały w zasięgu jego ręki w tym sobie i Otto. Chwycił swój kieliszek, stuknął się z bratem i wypił jego zawartość na raz, tylko lekko się przy tym krzywiąc. — Jak w ogóle ci się podoba? Wszystko okej? — zadał mu kolejne pytania i posłał mu delikatny uśmiech. Trochę było widać po nim, że miał wypite, ale nie na tyle, żeby można było o nim powiedzieć, że był nawalony.
did i suffer on? were the nights too long? all the echoes are so miscalculated
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
Whispers of life
przepraszam, coś się kliknęło
Twelve
Musiał przyznać, że im bliżej było ich wyjazdu na ślub kuzynki Kornela, tym bardziej Otto się stresował. Na początku zbytnio się tym nie przejmował, ale z czasem zaczęła w niego uderzać świadomość, że przecież na tym ślubie i weselu pozna praktycznie całą rodzinę Corneliusa, włącznie z jego mamą. Wiadomo, że chciał zrobić dobre pierwsze wrażenie i zależało mu na tym, żeby mama Przybylskiego go polubiła. W dodatku obawiał się trochę tego, jak inni członkowie rodziny Kornela będą zapatrywać się na fakt, że ten zabrał ze sobą mężczyznę, w dodatku takiego sporo młodszego od niego samego. Pozostawał jednak dobrej myśli i starał się zbytnio nad tym nie rozmyślać, żeby tylko się tym wszystkim jeszcze bardziej nie denerwować.W końcu nadszedł dzień ich wyjazdu. Planowali polecieć na trochę dłużej, tak, żeby spędzić w Chicago dwa dni przed weselem oraz dwa dni po nim i mieć trochę czasu na to, żeby połazić po mieście i pozwiedzać. Najpierw jednak czekała ich podróż. Musiał przyznać, że był nieco zaskoczony faktem, że Kornel aż tak bardzo stresował się lotem. Zakładał, że ze względu na te wszystkie swoje ekspedycje i delegacje, mężczyzna był wprawiony w takich podróżach i nie robiły na nim wrażenia, ale najwyraźniej był w błędzie. Przez cały czas starał się go wspierać i uspokajać, ale tak naprawdę starszy zrelaksował się w pełni chyba dopiero po tym, jak już wylądowali. Na szczęście, lot minął im bez żadnych nieprzyjemnych niespodzianek i na miejsce dotarli cali i zdrowi. Po opuszczeniu samolotu i odebraniu bagaży, udali się od razu do hotelu, gdzie chwilę odpoczęli. Kolejne dwa dni spędzili na zwiedzaniu miasta tak jak sobie to zaplanowali.
W końcu nadszedł dzień wesela. Po tym jak rano wstali, udali się na śniadanie, a potem wrócili do pokoju, gdzie spędzili ze sobą trochę czasu. W końcu jednak nadeszła pora, żeby zacząć się szykować. Ponownie uderzył w niego stres, zwłaszcza, że nie jechali prosto do kościoła, tylko zahaczali jeszcze o dom wujka i ciotki Kornela, gdzie mieli spotkać się z rodziną starszego. Gdy obaj w końcu byli gotowi, wyszli z hotelu, po czym udali się na umówione miejsce. Na szczęście, wyglądało na to, że niepotrzebnie się denerwował, bo wszyscy ciepło go przyjęli. Znaczy no, miał wrażenie, że jeden z braci Kornela nie patrzył na nich zbyt przychylnie, więc dość szybko domyślił się, że to był akurat ten, który miał problem z orientacją Corneliusa. Na szczęście, akurat jego zdanie go nie obchodziło, bo najbardziej zależało mu na tym, żeby to mama Przybylskiego go polubiła. Wyglądało na to, że o to również nie musiał się martwić, zwłaszcza, że mama mężczyzny co chwilę go zagadywała i zaczepiała, chcąc go lepiej poznać.
Gdy wszyscy byli gotowi, udali się na ślub do kościoła, w którym ten się odbywał. Musiał przyznać, że jeszcze nigdy nie brał udziału w tego typu ślubie, więc była to dla niego całkowita nowość. Gdy ceremonia dobiegła końca, wszyscy goście przenieśli się do lokalu, w którym odbywała się impreza weselna. Był zaskoczony ilością jedzenia oraz alkoholu, które serwowali, a komuś takiemu jak on, kto w ogóle nie był zaprawiony w piciu nie trzeba było wiele, żeby się upić.
— Nie, na razie mi wystarczy. Jestem pełny — wymamrotał i westchnął ciężko. Zdecydowanie musiał spasować z jedzeniem i piciem, bo jak tak dalej pójdzie, to po prostu skończy z głową nad kiblem i tyle będzie z jego imprezowania. Nie miał pojęcia, jakim cudem wróci stąd do hotelu. Impreza dopiero co się zaczęła, a on już ledwo trzymał się na nogach. Widząc, że Kornel sięgnął po butelkę wódki, a następnie zaczął ją rozlewać do kieliszków, westchnął ciężko, bo nie był pewien, czy da radę wcisnąć w siebie więcej alkoholu na tę chwilę. Postanowił tę kolejkę spasować, bo inaczej naprawdę zezgonuje, a nie chciał sobie narobić wstydu przed rodziną Kornela. — Tak, wszystko jest okej. Dobrze się bawię — powiedział i odetchnął głęboko. Rozsiadł się nieco wygodniej na krześle i sięgnął do krawata, który poluzował, bo było mu jakoś tak duszno. — Ale na razie chyba spasuję z piciem, bo mocno kręci mi się w głowie — przyznał, bo nie widział powodu, dla którego miałby nie mówić o tym Kornelowi. Poza tym, widać po nim było, że był wypity.
rybka pipka 🐟
— W razie, gdybyś na coś miał ochotę, to daj znać — powiedział. Sam na razie czuł się objedzony, więc nie miał zamiaru nic jeść, ale gdyby jednak Otto miał na to ochotę, to nie byłoby to dla niego problemem, żeby go obsłużyć. — To dobrze, bo nie chciałbym, żebyś czuł się tutaj źle — uśmiechnął się do niego delikatnie. Zależało mu na tym, żeby Otto czuł się swobodnie w towarzystwie jego rodziny. Na szczęście siedzieli obok osób, które zdawały się nie mieć żadnego problemu z tym, że przyprowadził ze sobą młodszego od siebie chłopaka i obok takich, które płynnie mówiły po angielsku. Trochę się bał tego, że posadzą ich koło tej części rodziny, która była tutaj pierwszym pokoleniem albo w ogóle, która mieszkała w Polsce i Otto będzie czuł się wykluczony, bo ci rozmawialiby po polsku, ale złożyło się tak, że siedzieli obok jego siostry, tego tolerancyjnego brata i kuzynów, którzy urodzili się już w Stanach. — Spasujesz? — zerknął na niego i posłał mu zaczepny uśmiech. — Ja nie będę cię do tego zmuszał, ale niektórzy tutaj mogą mieć inne zdanie na ten temat — zaśmiał się.
Przysunął się ze swoim krzesłem bliżej Otto, przerzucił ramię przez jego plecy i sprzedał mu krótkiego buziaka, bo nie mógł sobie darować takich czułości, zwłaszcza kiedy był wypity. — Cieszę się, że zdecydowałeś się na to, żeby tutaj ze mną przylecieć. Z tobą na pewno bawię się lepiej, niż bawiłbym się sam — powiedział i wsunął dłoń w jego włosy, żeby czule pogłaskać go po głowie. Już miał powiedzieć coś jeszcze, kiedy w ich stronę skierował się jego brat. Skorzystał z okazji, że krzesło naprzeciwko nich było wolne i usiadł na nim. Kornel tylko spojrzał na niego z politowaniem, jakby chciał mu dać w ten sposób do zrozumienia, że nie był tutaj mile widziany i że nie chciał mieć z nim do czynienia dłużej, niż było to konieczne, kiedy ten był pijany. A widać po nim było, że miał już dobrze.
— Kornel wspominał, że masz swoją kwiaciarnię — rzucił do Otto, sięgając po butelkę wódki. Znalazł jakiś kieliszek, do którego sobie nalał, po czym nalał Corneliusowi.
— Czy to naprawdę jest konieczne? — zapytał, zanim młodszy zdążył odpowiedzieć. Nie chciał, żeby wdawali się w takie przyjazne rozmówki, bo wiedział, że donikąd ich to nie zaprowadzi. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego brat nie był zadowolony z tego, że był tutaj ze swoim partnerem i domyślał się, po co do nich zagadał. Mimo wszystko, kiedy tamten uniósł kieliszek w geście toastu, Przybylski poszedł w jego ślady, po czym go opróżnił. Jeśli miał znosić jego towarzystwo to na pewno nie na trzeźwo.
— Braciszku, ja tylko chcę się zakolegować z twoim chłoptasiem — cmoknął sobie pod nosem.
— Nie mów w ten sposób o nim. Wiesz, jak ma na imię. Przedstawiliście się sobie — rzucił oschle, posyłając mu przy tym mordercze spojrzenie. W ogóle nie podobał mu się ton, w jakim to powiedział ani wydźwięk tego, jak go nazwał.
— Wiem, wiem, ale jak inaczej go nazwać. Jest młodszy od ciebie, słodki i uroczy, do tego zajmuje się kwiatami... — zaczął wyliczać, po czym ponownie sięgnął po butelkę i znów nalał wódki do kieliszków. Kornel przez chwilę przyglądał mu się bez słowa, ale ostatecznie się napił i odsunął od siebie kieliszek, uznając, że na razie spasuje, bo te trzy szybkie kolejki dały mu się mocno we znaki. Nie chciał się porobić do końca.
— Czy możesz... — zaczął i przeczesał włosy dłonią. Mimowolnie przyciągnął młodszego bliżej siebie. — Po prostu sobie idź, dobrze? — dodał i wypuścił głośno powietrze nosem.
— Taa... — mruknął pod nosem. — Tak czy siak... — rzucił i przeniósł spojrzenie na Otto. — Lubisz starszych? — wypalił i uśmiechnął się do niego pogodnie, choć dało się wyczuć, że ten uśmiech w ogóle nie był szczery.
Otto Marceau
Przysunął się ze swoim krzesłem bliżej Otto, przerzucił ramię przez jego plecy i sprzedał mu krótkiego buziaka, bo nie mógł sobie darować takich czułości, zwłaszcza kiedy był wypity. — Cieszę się, że zdecydowałeś się na to, żeby tutaj ze mną przylecieć. Z tobą na pewno bawię się lepiej, niż bawiłbym się sam — powiedział i wsunął dłoń w jego włosy, żeby czule pogłaskać go po głowie. Już miał powiedzieć coś jeszcze, kiedy w ich stronę skierował się jego brat. Skorzystał z okazji, że krzesło naprzeciwko nich było wolne i usiadł na nim. Kornel tylko spojrzał na niego z politowaniem, jakby chciał mu dać w ten sposób do zrozumienia, że nie był tutaj mile widziany i że nie chciał mieć z nim do czynienia dłużej, niż było to konieczne, kiedy ten był pijany. A widać po nim było, że miał już dobrze.
— Kornel wspominał, że masz swoją kwiaciarnię — rzucił do Otto, sięgając po butelkę wódki. Znalazł jakiś kieliszek, do którego sobie nalał, po czym nalał Corneliusowi.
— Czy to naprawdę jest konieczne? — zapytał, zanim młodszy zdążył odpowiedzieć. Nie chciał, żeby wdawali się w takie przyjazne rozmówki, bo wiedział, że donikąd ich to nie zaprowadzi. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego brat nie był zadowolony z tego, że był tutaj ze swoim partnerem i domyślał się, po co do nich zagadał. Mimo wszystko, kiedy tamten uniósł kieliszek w geście toastu, Przybylski poszedł w jego ślady, po czym go opróżnił. Jeśli miał znosić jego towarzystwo to na pewno nie na trzeźwo.
— Braciszku, ja tylko chcę się zakolegować z twoim chłoptasiem — cmoknął sobie pod nosem.
— Nie mów w ten sposób o nim. Wiesz, jak ma na imię. Przedstawiliście się sobie — rzucił oschle, posyłając mu przy tym mordercze spojrzenie. W ogóle nie podobał mu się ton, w jakim to powiedział ani wydźwięk tego, jak go nazwał.
— Wiem, wiem, ale jak inaczej go nazwać. Jest młodszy od ciebie, słodki i uroczy, do tego zajmuje się kwiatami... — zaczął wyliczać, po czym ponownie sięgnął po butelkę i znów nalał wódki do kieliszków. Kornel przez chwilę przyglądał mu się bez słowa, ale ostatecznie się napił i odsunął od siebie kieliszek, uznając, że na razie spasuje, bo te trzy szybkie kolejki dały mu się mocno we znaki. Nie chciał się porobić do końca.
— Czy możesz... — zaczął i przeczesał włosy dłonią. Mimowolnie przyciągnął młodszego bliżej siebie. — Po prostu sobie idź, dobrze? — dodał i wypuścił głośno powietrze nosem.
— Taa... — mruknął pod nosem. — Tak czy siak... — rzucił i przeniósł spojrzenie na Otto. — Lubisz starszych? — wypalił i uśmiechnął się do niego pogodnie, choć dało się wyczuć, że ten uśmiech w ogóle nie był szczery.
did i suffer on? were the nights too long? all the echoes are so miscalculated
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
when i'm dead and gone, and the race is won, will everything be less complicated?
Whispers of life
przepraszam, coś się kliknęło
— Jasne — powiedział. Był w szoku, że goście z taką łatwością pochłaniali jedzenie i te hektolitry wódki, która magicznie co chwilę pojawiała się na stołach. Miał wrażenie, że mieli tutaj jakiś niekończący się jej zapas. Miał nadzieję, że w najbliższym czasie nie szykowało się kolejne wesele w rodzinie Kornela. I to nie tak, że jej nie polubił, tylko nie dałby rady na kolejny taki maraton żarcia i chlania, jak dzisiaj. Chyba przy następnym razie by po prostu zszedł. W ogóle nie był przyzwyczajony do takich imprez. — Jest okej, naprawdę — powiedział i uśmiechnął się do niego delikatnie. Na początku rzeczywiście się stresował i był bardzo spięty, ale z czasem udało mu się rozluźnić, zwłaszcza kiedy przekonał się, że poza tym jednym nieszczęsnym bratem Kornela, nikt inny najwyraźniej nie miał z nim, ani z ich związkiem żadnego problemu. Nawet od strony pana młodego wszyscy zdawali się być tolerancyjni i nikt nie patrzył na nich krzywo. — Mhm, spasuję. To tempo jest dla mnie zabójcze, a nawet nie jesteśmy jeszcze w połowie imprezy… — powiedział zrezygnowany i spojrzał na niego z miną zbitego psa. Było mu trochę głupio i wstyd, że tak kiepsko było u niego z wytrzymałością. — Może jednak się nade mną zlitują… — stwierdził i wypuścił głośno powietrze ustami.
Kiedy mężczyzna tak się do niego przysunął, by zaraz go objąć i uraczyć szybkim buziakiem, Otto uśmiechnął się nikle pod nosem, bo wyjątkowo spodobały mu się te czułe gesty. Po alkoholu sam zwykle robił się bardziej pieszczotliwy i łaknął bliskości swojego partnera. — Nie mogłem odmówić, jakby to wyglądało, skoro jesteśmy parą? — przewrócił oczami. Pewnie zaraz by było gadanie, że wcale nie układa się im dobrze, bo jak to tak, że jego chłopak nie przyleciał z nim na wesele. Gdy nagle do ich stolika podszedł brat Corneliusa i usiadł naprzeciwko nich, miał przeczucie, że nie zwiastowało to niczego dobrego. Zerknął jeszcze kątem oka na swojego chłopaka i sądząc po wyrazie jego twarzy, ten również nie był zadowolony z obecności swojego nietolerancyjnego brata.
Nawet nie zdążył otworzyć ust, żeby odpowiedzieć na pytanie, bo Kornel się wciął i odezwał się pierwszy. Wypuścił głośno powietrze nosem, bo może to i lepiej. Otto bardzo nie lubił, kiedy ktoś go w taki sposób zaczepiał, zwłaszcza gdy wiedział, że wcale nie miał dobrych zamiarów, a każde jego słowo i intencje podszyte były czystą złośliwością. Nie spodobało mu się to, w jaki sposób brat Kornela go nazwał, ale wiadomo, wolał tego nie komentować w żaden sposób, żeby nie zaogniać sytuacji. Zwłaszcza, że w ogóle typa nie znał i nie wiedział, czy nie powie czegoś, co go nie odpali. Ściągnął brwi, kiedy facet go tak podsumował, bo nawet jeśli nie zabrzmiało to jak coś obraźliwego, to w ustach akurat jego zapewne właśnie takie było. Prawdopodobnie pił do tego, że Otto nie był męski czy coś w tym stylu. Niestety, ale trafił pod zły adres. Przez to, jak często słyszał takie rzeczy od swoich rodziców, zwłaszcza ojca, takie słowa i przytyki nie robiły na nim już żadnego wrażenia. Był na nie znieczulony. Na pytanie o to, jakich mężczyzn preferował, uniósł lekko brwi i spojrzał w końcu na brata Kornela.
— A co? Pytasz, bo wpadłem ci w oko i sprawdzasz, czy masz u mnie jakieś szanse? — wypalił, najwyraźniej wybierając przemoc. Miał wypite, a co za tym szło, był też w nieco bardziej odważnym i bojowym nastroju niż zwykle. Nie miał zamiaru pozostawać mu dłużnym, skoro ten przyszedł tutaj być dla nich złośliwym. — Jeśli tak, to niestety, ale muszę dać ci kosza. Już pomijając fakt, że jestem zajęty, to poza starszymi mężczyznami lubię również inteligentnych i atrakcyjnych. Ty niestety spełniasz tylko jeden z tych wymogów, w dodatku ten, który jest dla mnie najmniej istotny — powiedział spokojnie, po czym sięgnął po kieliszek, do którego Kornel wcześniej polał mu wódki i jednym haustem opróżnił jego zawartość.
Cornelius Przybylski
Kiedy mężczyzna tak się do niego przysunął, by zaraz go objąć i uraczyć szybkim buziakiem, Otto uśmiechnął się nikle pod nosem, bo wyjątkowo spodobały mu się te czułe gesty. Po alkoholu sam zwykle robił się bardziej pieszczotliwy i łaknął bliskości swojego partnera. — Nie mogłem odmówić, jakby to wyglądało, skoro jesteśmy parą? — przewrócił oczami. Pewnie zaraz by było gadanie, że wcale nie układa się im dobrze, bo jak to tak, że jego chłopak nie przyleciał z nim na wesele. Gdy nagle do ich stolika podszedł brat Corneliusa i usiadł naprzeciwko nich, miał przeczucie, że nie zwiastowało to niczego dobrego. Zerknął jeszcze kątem oka na swojego chłopaka i sądząc po wyrazie jego twarzy, ten również nie był zadowolony z obecności swojego nietolerancyjnego brata.
Nawet nie zdążył otworzyć ust, żeby odpowiedzieć na pytanie, bo Kornel się wciął i odezwał się pierwszy. Wypuścił głośno powietrze nosem, bo może to i lepiej. Otto bardzo nie lubił, kiedy ktoś go w taki sposób zaczepiał, zwłaszcza gdy wiedział, że wcale nie miał dobrych zamiarów, a każde jego słowo i intencje podszyte były czystą złośliwością. Nie spodobało mu się to, w jaki sposób brat Kornela go nazwał, ale wiadomo, wolał tego nie komentować w żaden sposób, żeby nie zaogniać sytuacji. Zwłaszcza, że w ogóle typa nie znał i nie wiedział, czy nie powie czegoś, co go nie odpali. Ściągnął brwi, kiedy facet go tak podsumował, bo nawet jeśli nie zabrzmiało to jak coś obraźliwego, to w ustach akurat jego zapewne właśnie takie było. Prawdopodobnie pił do tego, że Otto nie był męski czy coś w tym stylu. Niestety, ale trafił pod zły adres. Przez to, jak często słyszał takie rzeczy od swoich rodziców, zwłaszcza ojca, takie słowa i przytyki nie robiły na nim już żadnego wrażenia. Był na nie znieczulony. Na pytanie o to, jakich mężczyzn preferował, uniósł lekko brwi i spojrzał w końcu na brata Kornela.
— A co? Pytasz, bo wpadłem ci w oko i sprawdzasz, czy masz u mnie jakieś szanse? — wypalił, najwyraźniej wybierając przemoc. Miał wypite, a co za tym szło, był też w nieco bardziej odważnym i bojowym nastroju niż zwykle. Nie miał zamiaru pozostawać mu dłużnym, skoro ten przyszedł tutaj być dla nich złośliwym. — Jeśli tak, to niestety, ale muszę dać ci kosza. Już pomijając fakt, że jestem zajęty, to poza starszymi mężczyznami lubię również inteligentnych i atrakcyjnych. Ty niestety spełniasz tylko jeden z tych wymogów, w dodatku ten, który jest dla mnie najmniej istotny — powiedział spokojnie, po czym sięgnął po kieliszek, do którego Kornel wcześniej polał mu wódki i jednym haustem opróżnił jego zawartość.