cadosky
Eighteen
Stało się nieuniknione. Coś, czego każdy się spodziewał i na co Baron liczył, że nigdy się nie wydarzy. Do samego końca starał się wypierać rzeczywistość i łudzić się, że wydarzy się jakiś cud, a jego ojciec ozdrowieje. Nic takiego jednak nie miało miejsca, a kiedy którejś nocy dostał w środku nocy telefon z hospicjum, wiedział doskonale, co on oznaczał. Nie miał odwagi odebrać go samemu, dlatego poprosił o to Perrina. Liczył na jego wsparcie w tej kwestii, bo wiedział, że nie byłby w stanie przeprowadzić tej rozmowy, nie wpadając od razu w histerię. Zupełnie jakby fakt, że mężczyzna odbierze ten telefon za niego miał sprawić, że jednak dzwonili w innej sprawie. Nie dzwonili.Nietrudno domyślić się, że świat Barona momentalnie runął. Wydawać się mogło ostatnimi czasy, że radził sobie nieco lepiej z tą całą sytuacją i poniekąd się z nią pogodził, ale w momencie otrzymania telefonu, wrócił do punktu wyjścia i się załamał. Tymczasowo zarządzaniem firmą zajął się zastępca jego ojca, a Peregrine miał wszystkiego pilnować i trzymać rękę na pulsie, żeby ten nie próbował robić żadnych przekrętów czy działać na niekorzyść Barona. Sam, jak nietrudno się domyślić, nie był w stanie zarówno psychicznym, jak i fizycznym, na objęcie roli swojego zmarłego ojca i przejęcie zarządzania nad firmą. Właściwie, nie zapowiadało się na to, żeby w najbliższym czasie miało się tak stać, bo Chamberlain – dosłownie – nie był w stanie wywlec się z łóżka. Po tym jak odbył się pogrzeb, a wszelkie formalności związane ze śmiercią jego ojca zostały załatwione i dopięte na ostatni guzik; gdy Baron w końcu miał chwilę na to, żeby odetchnąć i przetrawić fakt, że jego ojciec zmarł, uderzyło to wszystko w niego ze zdwojoną siłą i dopadła go głęboka depresja.
Nie potrafił pogodzić się z faktem, że został sam. Został sierotą – nie miał ani matki, ani ojca. Nie mógł ufać swojej rodzinie, a jedyną osobą, którą miał i na której mógł polegać był jego mąż, a przynajmniej był przekonany, że tak było. Całe dnie spędzał w sypialni, pod kołdrą, wychodząc z łóżka tylko po to, aby skorzystać z toalety. Na początku Peregrine jeszcze dotrzymywał mu towarzystwa i starał się go jakoś wspierać, ale w końcu mężczyzna musiał wrócić do pracy i doglądać firmy oraz tego jak działała.
Dzisiejszy dzień niczym nie różnił się od poprzednich. Tak właściwie, Baron zapewne nie był świadom tego, jaki był miesiąc, dzień tygodnia oraz ile dni minęło odkąd jego ojciec odszedł. Był praktycznie pod ciągłą obserwacją, oczywiście na polecenie Peregrine’a, który sam nie mógł go dłużej pilnować. Przez jego pokój co chwilę ktoś się przewalał – jak nie gosposia, to ktoś z rodziny, fałszywie udając, że się o niego martwi i troszczy (zapewne jedynie chcąc potwierdzić, jak źle z nim rzeczywiście było). Odwiedzał go również psychiatra, którzy przepisywał mu leki oraz terapeuta, ale jak nietrudno się domyślić, współpraca z nim nie przebiegała zbyt pomyślnie. Peregrine zlecił również zamontowanie w domu, włącznie z sypialnią, monitoringu. Baron nawet nie miał siły protestować, chociaż uważał takie posunięcie za zbędne. Tak jak zwykle, od rana praktycznie nie ruszał się z łóżka, tyle co kilka razy wstał do toalety. Większość dnia spędził na leżeniu i gapieniu się w sufit, ewentualnie w ścianę albo po prostu spał. Praktycznie nic też przez cały dzień nie zjadł, jedynie pijąc wodę, którą co chwilę uzupełniała i przynosiła mu gosposia. Gdy Perrin wrócił dzisiaj do domu, zapewne zastał go dokładnie ten sam widok, co ostatnimi czasy za każdym razem, a gosposia tak jak zawsze oznajmiła mu, że nic się nie zmieniło w kwestii jego samopoczucia.
ezezaur 🦖
18
W końcu przyszedł czas na nieuniknione. Jego teść zmarł. Było to oczywiste, że dojdzie do tego w najbliższym czasie, bo informacje z hospicjum były coraz gorsze. Nie można się było łudzić, że jeszcze z tego wyjdzie, choć Baron dokładnie to robił. Próbował mu delikatnie sugerować, że nie było sensu robić sobie nadziei, ale chłopak zdawał się nie do końca rozumieć powagę sytuacji. Nie był więc zaskoczony, że kiedy zadzwonili do niego z hospicjum, to jemu kazał odebrać telefon. Tak, jak miał przeczucie, poinformowali go o najgorszym. Wiedział, że jak już przyjdzie co do czego, to chłopak wpadnie w głęboką depresję i w ogóle się co do tego nie pomylił. Było nawet gorzej, niż sobie wcześniej zakładał i nie miał pojęcia, co powinien zrobić z tym fantem. Na początku starał się być przy nim przez cały czas, pilnować go, żeby nic sobie nie zrobił i wspierać go w tym, przez co przechodził, ale w końcu musiał wrócić do pracy. Ktoś musiał doglądać firmy i pilnować, czy zastępca jego teścia nie robi niczego na szkodę firmie. Miał teraz wiele obowiązków, dlatego prosił gosposię i członków rodziny o to, żeby czasami doglądali chłopaka. Nie chciałby, żeby doszło do jakiejś tragedii. Zadbał też o to, żeby przychodził do niego psychiatra i terapeuta. O ile ten pierwszy jakoś sobie radził, a Perrin pilnował, żeby brał leki, to z tym drugim nie było już tak kolorowo. Jak tak dalej pójdzie, to ostatecznie zdecyduje się na to, żeby zamknąć go w jakimś ośrodku, bo sam powoli przestawał sobie z tym wszystkim radzić. Nie wiedział, co miał zrobić, żeby było dobrze i żeby ten przestał się nad tą całą sytuacją użalać. Był zdania, że skoro to było do przewidzenia, że jego ojciec niedługo umrze, to powinien się z tym pogodzić zawczasu, ale wyglądało na to, że to tak nie działało. Sam tylko udawał, że przechodził przez żałobę. Jasne, trochę było mu przykro, bo znał mężczyznę, odkąd jeszcze był dzieckiem, ale nie zmieniało to faktu, że teraz o wiele łatwiej będzie mu się dobrać do majątku.
Po powrocie do domu od razu zapytał gosposię, jak się trzymał Baron. Powiedziała mu, że nie było żadnych zmian. Cóż, o tym sam wiedział, bo podglądał go kilka razy w ciągu dnia na monitoringu, który kazał zamontować w całym domu, ale liczył na to, że kiedy nie patrzył, to coś pozytywnego się wydarzyło. Mimo że był zmęczony i głodny, w pierwszej kolejności zaszedł do sypialni, w której w łóżku leżał Baron. — Hej — powiedział na przywitanie, po czym podszedł do łóżka, na którym przysiadł. Sięgnął do jego głowy, żeby czule go po niej pogłaskać, a potem ułożył dłoń na jego policzku. — Podobno nic dzisiaj nie jadłeś — zaczął. — Zjesz ze mną obiad? Chociaż trochę. Musisz jeść — dodał i odetchnął bezgłośnie. Martwiło go to, jak się zachowywał i że naprawdę ciężko było go przekonać go takich prostych czynności jak jedzenie. Rozumiał, że chłopak nie miał apetytu, ale jeśli nie chciał pójść w ślady ojca, to musiał się do tego zmuszać. — W firmie wszystko w porządku — powiedział jeszcze, chcąc go zapewnić, że o to nie musiał się martwić.
cadosky
Na takie rzeczy po prostu nie można było być gotowym. Nawet jeśli człowiek był świadom tego co się zbliżało i nastawiał się na nieuniknione, gdy już do tego dochodziło, ciężko było po prostu się z tym pogodzić i zaakceptować to wszystko. Baron śmierci matki nie przeżył aż tak bardzo, bo wciąż był jeszcze małym dzieckiem, kiedy kobieta odeszła. Nie było mu łatwo, tęsknił za nią nawet teraz, ale wtedy wciąż nie do końca rozumiał co się stało; nie przyswajał tego, że mamy zabrakło. Potem po prostu przywykł do tego, że dłużej jej z nimi nie było. Teraz jednak sprawy miały się o wiele inaczej i tragicznie przechodził żałobę. W dodatku, Baron był naprawdę zżyty ze swoim ojcem, łączyła ich silna i bliska relacja, dlatego przeżywał to wszystko tak bardzo. Dochodziła jeszcze świadomość, że pomimo tego, że dopiero co ledwo skończył dwadzieścia lat, został sierotą, bo oboje jego rodziców nie żyło. Na rodzinę nie mógł liczyć, bo przecież każdy tylko czekał na jego potknięcie, żeby sprzątnąć mu firmę sprzed nosa. Miał tylko Peregrine’a. Podświadomie wiedział, że musiał się pozbierać, ale po prostu nie potrafił. Czuł się tak, jakby coś po prostu przyszpiliło go do łóżka, a każdy najmniejszy ruch był ogromnym wyzwaniem, któremu nie potrafił sprostać.
Gdy w drzwiach sypialni pojawił się Perrin, uśmiechnął się niemrawo na jego widok. Pomimo tego w jakim był stanie, obecność mężczyzny zawsze bardzo go cieszyła. Odkąd starszy wrócił do pracy, nie mógł doczekać się, aż ten w końcu będzie z powrotem w domu i będą mogli spędzić ze sobą czas. Poza tym potrzebował jego towarzystwa i obecności, bo przechodził bardzo ciężkie chwile, a jego mąż był dla niego jedynym wsparciem w tym trudnym czasie. Powiódł za nim wzrokiem, gdy ten skierował swoje kroki do jego łóżka, po czym podsunął się nieco do góry, podkładając sobie poduszkę za plecy, gdy mężczyzna przysiadł na brzegu materaca. — W ogóle nie byłem głodny — powiedział. Kompletnie nie miał apetytu. Gdyby nie fakt, że mężczyzna starał się w niego wciskać wręcz na siłę, to zapewne żyłby o samej wodzie. Sporo schudł, praktycznie nie sypiał, a fakt, że był w takim tragicznym stanie psychicznym tylko pogarszał sytuację. Jakby ktoś na niego tak z boku spojrzał, zapewne pomyślałby, że był jakiś umierający. — Ale mogę spróbować coś z tobą zjeść… — dodał. Może w towarzystwie Perrina łatwiej mu będzie cokolwiek przełknąć. Biedna gosposia zapewne zamartwiała się od rana do nocy, kiedy przychodziła do niego do sypialni i widziała, że nic z tego co mu przynosiła nie było ruszone. Nic jednak nie potrafił w siebie wmusić, bo od razu robiło mu się niedobrze, tak bardzo miał ściśnięty żołądek. — To dobrze — powiedział. — Byłem przekonany, że jak tylko tata umrze, to od razu zaczną się jakieś ruchy, ale jak widać, chyba nie chcą się na razie zbytnio wychylać — powiedział. Fakt, że Baron nie był w stanie jeszcze przejąć obowiązków swojego ojca, bo był w tak opłakanym stanie, nieco komplikował sprawy zarządzania firmą. Na razie odpowiedzialność za doglądanie wszystkiego spadła na głowę Perrina i był mężczyźnie wdzięczny za to, że trzymał rękę na pulsie. — To wszystko przyprawia mnie o ból głowy — skrzywił się. W ogóle nie był gotów na to, co go czekało.
Perrin
Gdy w drzwiach sypialni pojawił się Perrin, uśmiechnął się niemrawo na jego widok. Pomimo tego w jakim był stanie, obecność mężczyzny zawsze bardzo go cieszyła. Odkąd starszy wrócił do pracy, nie mógł doczekać się, aż ten w końcu będzie z powrotem w domu i będą mogli spędzić ze sobą czas. Poza tym potrzebował jego towarzystwa i obecności, bo przechodził bardzo ciężkie chwile, a jego mąż był dla niego jedynym wsparciem w tym trudnym czasie. Powiódł za nim wzrokiem, gdy ten skierował swoje kroki do jego łóżka, po czym podsunął się nieco do góry, podkładając sobie poduszkę za plecy, gdy mężczyzna przysiadł na brzegu materaca. — W ogóle nie byłem głodny — powiedział. Kompletnie nie miał apetytu. Gdyby nie fakt, że mężczyzna starał się w niego wciskać wręcz na siłę, to zapewne żyłby o samej wodzie. Sporo schudł, praktycznie nie sypiał, a fakt, że był w takim tragicznym stanie psychicznym tylko pogarszał sytuację. Jakby ktoś na niego tak z boku spojrzał, zapewne pomyślałby, że był jakiś umierający. — Ale mogę spróbować coś z tobą zjeść… — dodał. Może w towarzystwie Perrina łatwiej mu będzie cokolwiek przełknąć. Biedna gosposia zapewne zamartwiała się od rana do nocy, kiedy przychodziła do niego do sypialni i widziała, że nic z tego co mu przynosiła nie było ruszone. Nic jednak nie potrafił w siebie wmusić, bo od razu robiło mu się niedobrze, tak bardzo miał ściśnięty żołądek. — To dobrze — powiedział. — Byłem przekonany, że jak tylko tata umrze, to od razu zaczną się jakieś ruchy, ale jak widać, chyba nie chcą się na razie zbytnio wychylać — powiedział. Fakt, że Baron nie był w stanie jeszcze przejąć obowiązków swojego ojca, bo był w tak opłakanym stanie, nieco komplikował sprawy zarządzania firmą. Na razie odpowiedzialność za doglądanie wszystkiego spadła na głowę Perrina i był mężczyźnie wdzięczny za to, że trzymał rękę na pulsie. — To wszystko przyprawia mnie o ból głowy — skrzywił się. W ogóle nie był gotów na to, co go czekało.
ezezaur 🦖
— Wiem, domyślam się, ale musisz coś jeść — powiedział z głośnym westchnięciem. Widział, że chłopak mocno schudł i że nie było z nim dobrze. Nawet jeśli obiecywał sobie, że nie będzie się tym przejmował i brał tego do siebie, to i tak czuł wobec niego współczucie. Szkoda mu go było, ale z drugiej strony widział w tym nadzieję na to, żeby wprowadzić swój plan w życie. Łatwo nim będzie manipulować, kiedy był w takim stanie. Najlepiej by było jeszcze, jakby dostał jakieś silne leki, dzięki którym będzie w stanie łatwiej na niego wpłynąć i ten będzie bardziej podatny na sugestie. — Byłoby mi bardzo miło, gdybyś mi przy tym towarzyszył — uśmiechnął się do niego delikatnie. Może jak usiądą razem do stołu, to młodszy będzie chciał coś zjeść. Miał nadzieję, że tak, bo męczyło go to, że musiał przymuszać go do jedzenia. To było naprawdę denerwujące, że trzeba było pilnować dorosłego faceta, żeby jadł. — Myślę, że to wszystko dopiero się zacznie — powiedział. Sam nie dowierzał w to, że już teraz ludzie nie zaczęli kombinować, ale to dobrze, bo nie miałby ochoty na użeranie się z bandą kombinatorów. — Na razie każdy się słucha — dodał i zaśmiał się krótko. Musiał przyznać, że to, że na razie Baron oddał mu władzę w firmie, było dla niego naprawdę przyjemne. Czuł, że miał władzę i nikt nie mógł się mu postawić. Niestety, ale to będzie tylko tymczasowe, dopóki chłopak nie stanie na nogi i nie będzie w stanie objąć fotela po swoim tacie. — Wiem, domyślam się. Znalazłeś się w naprawdę trudnej sytuacji, ale wierzę, że dasz sobie w tym wszystkim radę — powiedział, żeby go pokrzepić. Przysunął się nieco do niego, żeby móc złożyć czuły pocałunek na jego wargach. Uśmiechnął się do niego delikatnie, kiedy oderwał się od jego ust. — Chodźmy do jadalni — zarządził, po czym wstał i wyciągnął rękę w jego stronę.
Gdy młodszy chwycił go za dłoń, pociągnął go lekko za sobą w stronę schodów, a gdy z nich zeszli, skierowali się do jadalni. Posadził chłopaka przy stole, a sam usiadł naprzeciwko niego. Nie minęła chwila, a gosposia przyszła podać im talerze z jedzeniem i życzyć smacznego. — Im dłużej tutaj mieszkam, tym bardziej zastanawiam się nad tym, jak ja dawałem sobie radę sam — rzucił żartobliwie dla rozluźnienia atmosfery. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie podobało mu się to, że miał wszystko podstawione pod nos i posprzątane. Było to bardzo wygodne. — Jedz, póki ciepłe — zarządził i sam sięgnął po sztućce, po czym zabrał się do jedzenia. Był naprawdę głodny po całym dniu w pracy, więc nie trzeba było go do tego namawiać. — Ludzie zastanawiają się, kiedy wrócisz do pracy. Nikt nie pyta o to wprost, ale niektórzy plotkują — zaczął. — Wiem, że to jest dla ciebie trudny moment i że potrzebujesz czasu, ale dobrze by było, gdybyś się tam pojawił, chociaż na chwilę. Pokazał, że jesteś cały i zdrowy — dodał i uśmiechnął się do niego niemrawo. Zdawał sobie sprawę z tego, że chłopak nijak nie miał na to ochoty, ale nie zmieniało to faktu, że ludzie plotkowali.
Baron
Gdy młodszy chwycił go za dłoń, pociągnął go lekko za sobą w stronę schodów, a gdy z nich zeszli, skierowali się do jadalni. Posadził chłopaka przy stole, a sam usiadł naprzeciwko niego. Nie minęła chwila, a gosposia przyszła podać im talerze z jedzeniem i życzyć smacznego. — Im dłużej tutaj mieszkam, tym bardziej zastanawiam się nad tym, jak ja dawałem sobie radę sam — rzucił żartobliwie dla rozluźnienia atmosfery. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie podobało mu się to, że miał wszystko podstawione pod nos i posprzątane. Było to bardzo wygodne. — Jedz, póki ciepłe — zarządził i sam sięgnął po sztućce, po czym zabrał się do jedzenia. Był naprawdę głodny po całym dniu w pracy, więc nie trzeba było go do tego namawiać. — Ludzie zastanawiają się, kiedy wrócisz do pracy. Nikt nie pyta o to wprost, ale niektórzy plotkują — zaczął. — Wiem, że to jest dla ciebie trudny moment i że potrzebujesz czasu, ale dobrze by było, gdybyś się tam pojawił, chociaż na chwilę. Pokazał, że jesteś cały i zdrowy — dodał i uśmiechnął się do niego niemrawo. Zdawał sobie sprawę z tego, że chłopak nijak nie miał na to ochoty, ale nie zmieniało to faktu, że ludzie plotkowali.
cadosky
— Wiem — odparł. To nie tak, że nie zdawał sobie z tego sprawy; że nie był świadom tego, że powinien to robić. Przecież nie robił tego specjalnie. Nie głodził się, bo miał takie widzimisię. Po prostu nic mu nie chciało przejść przez gardło, bo ciągle było mu niedobrze. Nie miał w ogóle apetytu, a wiedział, że jak zmusi się do tego, żeby jeść na siłę, to skończy się tak, że się porzyga i tyle z tego będzie. — Okej — odparł. Nie miał z tym problemu, nawet jakby ostatecznie miał nic nie zjeść. Peregrine był jego jedyną motywacją do tego, żeby w ogóle wstać z łóżka. Gdy mężczyzny nie było w domu, praktycznie z niego nie wychodził. Dopiero kiedy ten wracał z firmy, Baron praktycznie nie chciał odstępować go na krok i spędzał z nim każdą możliwą chwilę. Zapewne gdyby nie jego mąż, to kto wie, jakby to wszystko przetrwał. Równie dobrze mogłoby go też już nie być na tym świecie… — Też mam takie wrażenie. Teraz pewnie próbują wyczuć sytuację — westchnął ciężko. Samo myślenie o tym, że będzie musiał użerać się jeszcze z tymi wszystkimi hienami sprawiała, że bolała go głowa. Najchętniej wypierdoliłby ich wszystkich na zbity pysk, ale nie mógł. To nie było takie łatwe. — Tyle dobrego… — odparł. Tylko, że to na razie nie będzie trwało w nieskończoność i w końcu zacznie się co dziać. Muszą być na to przygotowani i nie pozwolić, aby cokolwiek wymknęło się spod kontroli. Miał nadzieję, że do tego czasu będzie w stanie już nieco wydobrzeć i bardziej się zaangażować, bo mimo wszystko nie chciał zostawiać wszystkiego na głowie swojego męża. — Mhm — wymruczał jedynie w odpowiedzi. Baron na ten moment w ogóle nie czuł się na siłach, żeby temu podołać. Nawet nie chciał myśleć co by zrobił i jak by sobie poradził, gdyby nie miał przy swoim boku kogoś takiego jak Peregrine. Odwzajemnił jego pocałunek i uniósł kąciki ust w delikatnym uśmiechu. — Chodźmy — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową.
Usiadł na brzegu łóżka i chwycił dłoń mężczyzny, po czym wstał. Praktycznie od razu się zachwiał, bo mocno zakręciło mu się w głowie. W rezultacie bardziej zacisnął palce na jego dłoni, przytrzymując się go, żeby złapać równowagę. Wyszedł za nim z sypialni i ruszył razem z mężczyzną do jadalni, uważając, kiedy schodzili po schodach. Gdy już dotarli do stołu, zajął jedno z wolnych krzeseł i poczekał, aż Peregrine usiądzie naprzeciwko niego. Po chwili pojawiła się gosposia z talerzami. — Szybko się przyzwyczaiłeś — stwierdził i posłał mu zaczepny uśmiech, chociaż w jego aktualnym stanie, to wyszło to dość koślawo. — Mhm — wymruczał i skinął głową. Chwycił za widelec, wzdychając sobie przy tym głośno, po czym nabrał na niego nieco jedzenia. Chwilę się wahał, ale niechętnie wsunął je sobie do ust i skrzywił się, kiedy zaczął przeżuwać, bo momentalnie zrobiło mu się tylko jeszcze bardziej niedobrze. — Niech się zajmą pracą, a nie obgadywaniem ludzi — stwierdził po prostu. Gówno ich to obchodziło, kiedy wróci do pracy. To była jego sprawa, j e g o firma i mógł sobie robić co chciał. Nikogo nie powinno to interesować, dopóki wszystko działało tak jak powinno i nic złego się nie działo. — Pomyślę — odparł po prostu, nie chcąc na ten temat teraz dyskutować. — A ci, którzy są tacy chętni do plotek niech się nie zdziwią, jak nie będą już dłużej u nas pracować, gdy rzeczywiście postanowię pojawić się w firmie — dodał jeszcze. Niech lepiej ludzie zajmą się swoimi obowiązkami, a nie pogaduszkami i ploteczkami przy kawce. Jeszcze pomyśli, że nie wywiązują się dobrze ze swojej pracy i skończy się tak, że zastaną na swoich biurkach wypowiedzenie umowy.
Perrin
Usiadł na brzegu łóżka i chwycił dłoń mężczyzny, po czym wstał. Praktycznie od razu się zachwiał, bo mocno zakręciło mu się w głowie. W rezultacie bardziej zacisnął palce na jego dłoni, przytrzymując się go, żeby złapać równowagę. Wyszedł za nim z sypialni i ruszył razem z mężczyzną do jadalni, uważając, kiedy schodzili po schodach. Gdy już dotarli do stołu, zajął jedno z wolnych krzeseł i poczekał, aż Peregrine usiądzie naprzeciwko niego. Po chwili pojawiła się gosposia z talerzami. — Szybko się przyzwyczaiłeś — stwierdził i posłał mu zaczepny uśmiech, chociaż w jego aktualnym stanie, to wyszło to dość koślawo. — Mhm — wymruczał i skinął głową. Chwycił za widelec, wzdychając sobie przy tym głośno, po czym nabrał na niego nieco jedzenia. Chwilę się wahał, ale niechętnie wsunął je sobie do ust i skrzywił się, kiedy zaczął przeżuwać, bo momentalnie zrobiło mu się tylko jeszcze bardziej niedobrze. — Niech się zajmą pracą, a nie obgadywaniem ludzi — stwierdził po prostu. Gówno ich to obchodziło, kiedy wróci do pracy. To była jego sprawa, j e g o firma i mógł sobie robić co chciał. Nikogo nie powinno to interesować, dopóki wszystko działało tak jak powinno i nic złego się nie działo. — Pomyślę — odparł po prostu, nie chcąc na ten temat teraz dyskutować. — A ci, którzy są tacy chętni do plotek niech się nie zdziwią, jak nie będą już dłużej u nas pracować, gdy rzeczywiście postanowię pojawić się w firmie — dodał jeszcze. Niech lepiej ludzie zajmą się swoimi obowiązkami, a nie pogaduszkami i ploteczkami przy kawce. Jeszcze pomyśli, że nie wywiązują się dobrze ze swojej pracy i skończy się tak, że zastaną na swoich biurkach wypowiedzenie umowy.
ezezaur 🦖
— Ciężko się nie przyzwyczaić do takiego luksusu — zaśmiał się krótko i pokręcił głową na boki. To było aż nader oczywiste, że szybko przywyknie do tego, że miał wszystko podstawione pod nos i zrobione w domu. Tak to można było żyć. Niczym się nie przejmować po powrocie do domu i nie wystawać w kuchni, żeby przygotować sobie coś do jedzenia. Wbił w niego wzrok, kiedy Baron zabrał się za jedzenie, mając nadzieję, że jakoś mu to pójdzie. Wyglądało jednak na to, że z tym było trochę średnio. — Owszem, powinni — zgodził się z nim i skinął głową. — Ale wiesz, jacy są ludzie. Kiedy mają okazję do plotkowania, to po prostu to robią. Pewnie to jest główny temat ich rozmów, ale niestety nie mogę nic z tym zrobić, dopóki nie przyłapie ich na gorącym uczynku. Wiem to tylko od kolegi… — skrzywił się. Naprawdę wkurwiało go to, że pojawiły się takie plotki, bo domyślał się, że po części jego też dotyczyły. Niestety, ale ludzie mieli to do siebie, że lubili sensacje, a to, co teraz działo się z Baronem po śmierci jego ojca, zdecydowanie nią było. — Okej — odparł po prostu. Nie miał zamiaru go na to jakoś bardzo namawiać, bo podobało mu się to, że teraz to on go zastępował, ale nie zmieniało to faktu, że chciałby, żeby ludzie się ogarnęli, a zrobią to, dopiero kiedy młodszy wróci do firmy. — Chcesz podjąć aż tak radykalne kroki? Nie poznaję cię — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Miał nadzieję, że jak trochę pożartuje, to rozluźni nieco atmosferę, ale chyba nie miał na co liczyć, bo w obecnym stanie chłopak zapewne w ogóle nie miał ochoty na żarciki. Nie można mu się było dziwić, bo w końcu stracił ojca, z którym był naprawdę blisko. Perrin pewnie też by się na jego miejscu załamał, choć był o wiele silniejszy psychicznie od chłopaka.
— Brałeś dzisiaj swoje leki? — podpytał. Wiedział o tym, że chłopak dostał je od psychiatry. Dziwne by było, gdyby ich nie dostał, kiedy był w takim stanie. Zapewne będzie je brał jeszcze przez jakiś czas, zanim nie dojdzie do siebie. — Wiem, że na razie nie czujesz się po nich jakoś wybitnie lepiej, ale trzeba czasu, żeby zaczęły działać tak, jak powinny — powiedział. — Jak tam w ogóle ten terapeuta? Jest w porządku? Pomaga ci chociaż trochę? — zapytał i ponownie skupił się na swoim jedzeniu. Oczywiście sam go znalazł, bo młodszy nie byłby w stanie tego zrobić, kiedy był w takiej depresji. To było pewnie ostatnie, do czego miał głowę. Gdyby nie on, to nie wiedział, jak ten by sobie poradził. Trochę drażniło go to, że teraz kompletnie wszystko było na jego barkach, ale z drugiej strony... Czy miał lepszą okazję do tego, żeby pokazać mu, jak bardzo mu na nim zależało? Teraz był idealny moment na to, żeby jeszcze bardziej okręcić go sobie wokół palca i żeby ten zrobił się w niego jeszcze bardziej zapatrzony, o ile było to jeszcze możliwe. Chciał, żeby całkiem na nim polegał i żeby nie myślał samodzielnie, kiedy podejmował jakieś ważne decyzje albo kiedy był właśnie w takim stanie jak teraz.
Baron
— Brałeś dzisiaj swoje leki? — podpytał. Wiedział o tym, że chłopak dostał je od psychiatry. Dziwne by było, gdyby ich nie dostał, kiedy był w takim stanie. Zapewne będzie je brał jeszcze przez jakiś czas, zanim nie dojdzie do siebie. — Wiem, że na razie nie czujesz się po nich jakoś wybitnie lepiej, ale trzeba czasu, żeby zaczęły działać tak, jak powinny — powiedział. — Jak tam w ogóle ten terapeuta? Jest w porządku? Pomaga ci chociaż trochę? — zapytał i ponownie skupił się na swoim jedzeniu. Oczywiście sam go znalazł, bo młodszy nie byłby w stanie tego zrobić, kiedy był w takiej depresji. To było pewnie ostatnie, do czego miał głowę. Gdyby nie on, to nie wiedział, jak ten by sobie poradził. Trochę drażniło go to, że teraz kompletnie wszystko było na jego barkach, ale z drugiej strony... Czy miał lepszą okazję do tego, żeby pokazać mu, jak bardzo mu na nim zależało? Teraz był idealny moment na to, żeby jeszcze bardziej okręcić go sobie wokół palca i żeby ten zrobił się w niego jeszcze bardziej zapatrzony, o ile było to jeszcze możliwe. Chciał, żeby całkiem na nim polegał i żeby nie myślał samodzielnie, kiedy podejmował jakieś ważne decyzje albo kiedy był właśnie w takim stanie jak teraz.
cadosky
— A potem weź przeżyj, jak z jakiegoś powodu trzeba się odzwyczaić — stwierdził i uśmiechnął się niemrawo, niby rozbawiony. No, ale to nie było coś, czym Peregrine w ogóle powinien zaprzątać sobie głowę, tak? W końcu byli małżeństwem, mieszkali razem w wielkiej posiadłości rodziny Barona, gdzie takie rzeczy były na porządku dziennym. Nie było żadnych powodów, dla których te przywileje miałyby być mężczyźnie odebrane, czyż nie? — I wiesz, co jest w tym najśmieszniejsze? — zapytał i spojrzał na niego. — Że jak już wrócę do pracy, to będą robić wszystko, byle jak najgłębiej wejść mi w dupę i cokolwiek dla siebie ugrać — powiedział. Domyślał się, że skoro zmieniła się osoba zarządzająca firmą, to większość osób tam zatrudniona mogła uznać, że może się nieco pozmieniać w strukturach. Część pewnie liczyła na jakiś awans albo podwyżkę, ale Baron na ten moment nawet tego nie rozważał, bo aktualnie miał na głowie całkiem inne problemy związane z firmą. Westchnął cicho na to jego okej. Prawda była taka, że dopóki Peregrine dobrze sobie radził ze wszystkim pod jego nieobecność, to poniekąd nie czuł potrzeby, żeby rzeczywiście już teraz wracać do firmy i część obowiązków przejąć samemu. Miał kogoś, kto dbał o jego interes i szło mu to dobrze, więc uznał, że potrzebuje jeszcze trochę czasu na to, żeby dojść do siebie. Teraz jednak nie był już tego taki pewien i nie wiedział, czy rzeczywiście postępował słusznie. Chyba rzeczywiście będzie musiał się nad tym zastanowić. — Po prostu nie mam zamiaru tolerować takiego zachowania u siebie w firmie. To wszystko — wzruszył lekko ramionami. Wiedział, że ludzie na pewno mieli go za niedoświadczonego; byli przekonani, że nie poradzi sobie na tym stanowisku i będzie można mu wejść na głowę. Nic bardziej mylnego, bo miał zamiar pokazać, że lepiej było go nie lekceważyć tylko i wyłącznie ze względu na młody wiek czy brak doświadczenia.
— Tak, brałem — odpowiedział. Ciężko było, żeby nie brał, jak na każdym kroku gosposia tego pilnowała. Poza tym wiedział, że Peregrine w każdej chwili mógł to sprawdzić, więc nie było sensu w tym, żeby się od tego migać, a później mężczyznę okłamywać. — Wiem. Mam nadzieję, że rzeczywiście będzie tak jak mówisz i cokolwiek pomogą — powiedział. Aktualnie czuł się tragicznie. Tak, jakby już nigdy nie miało być lepiej. Na pytanie o terapeutę westchnął ciężko. Odłożył sztućce i spojrzał na Peregrine’a. — Mam być szczery? — zapytał, co już samo w sobie nie zwiastowało niczego dobrego. — Nie rozumiem, o czym niby mam z nim rozmawiać. Mój ojciec umarł. Jest świadom tego faktu. Nie wiem jak miałby mi z tym pomóc — powiedział. Nie pojmował, po co mu był potrzebny ten terapeuta. Wiedział, z jakiego powodu do niego przychodził. Jego samopoczucie i stan były spowodowane głównie tym, że jego ojciec umarł. Nie chciał o tym rozmawiać, rozgrzebywać tego tematu i go drążyć, bo był przekonany, że przez to poczułby się tylko jeszcze gorzej. Za każdym razem kiedy ta świadomość w niego uderzała, załamywał się tylko jeszcze bardziej.
Perrin
— Tak, brałem — odpowiedział. Ciężko było, żeby nie brał, jak na każdym kroku gosposia tego pilnowała. Poza tym wiedział, że Peregrine w każdej chwili mógł to sprawdzić, więc nie było sensu w tym, żeby się od tego migać, a później mężczyznę okłamywać. — Wiem. Mam nadzieję, że rzeczywiście będzie tak jak mówisz i cokolwiek pomogą — powiedział. Aktualnie czuł się tragicznie. Tak, jakby już nigdy nie miało być lepiej. Na pytanie o terapeutę westchnął ciężko. Odłożył sztućce i spojrzał na Peregrine’a. — Mam być szczery? — zapytał, co już samo w sobie nie zwiastowało niczego dobrego. — Nie rozumiem, o czym niby mam z nim rozmawiać. Mój ojciec umarł. Jest świadom tego faktu. Nie wiem jak miałby mi z tym pomóc — powiedział. Nie pojmował, po co mu był potrzebny ten terapeuta. Wiedział, z jakiego powodu do niego przychodził. Jego samopoczucie i stan były spowodowane głównie tym, że jego ojciec umarł. Nie chciał o tym rozmawiać, rozgrzebywać tego tematu i go drążyć, bo był przekonany, że przez to poczułby się tylko jeszcze gorzej. Za każdym razem kiedy ta świadomość w niego uderzała, załamywał się tylko jeszcze bardziej.
ezezaur 🦖
— Na szczęście takiej konieczności nie będzie — stwierdził. Oczywiście, że zakładał, że już zawsze będzie mieszkał w tym pięknym domu z gosposią, która wszystkiego będzie pilnowała. Jego plan nie miał nawet najmniejszego marginesu błędu. Był wręcz przekonany, że wszystko uda się tak, jak sobie zakładał i że to była tylko kwestia czasu, aż majątek Barona będzie tylko i wyłącznie jego. — Z całą pewnością tak będzie — zgodził się z nim. — Będą zabiegać o twoje względy jak powaleni, zwłaszcza w tym pierwszym okresie, kiedy wrócisz do pracy — dodał. Mógł się założyć, że teraz każdy, kto obgadywał Barona, będzie właził mu do tyłka przy każdej okazji, kiedy ten już wróci do biura. Już widział, jak bardzo to będzie irytujące i jak bardzo sztucznie mili wszyscy będą. Czasami miał wrażenie, że pracował w gnieździe węży, a nie wśród dorosłych, odpowiedzialny osób. Trochę się bał, że może nie zauważyć, kiedy ktoś będzie chciał podłożyć Baronowi świnię. Będzie musiał mieć oczy dookoła głowy i pilnować chłopaka na każdym kroku. Szczerze wątpił w to, czy ten sam dałby sobie radę i ogarnął, kiedy ktoś chciałby zrobić mu jakąś krzywdę. Nie uważał go za specjalnie mądrego. Mógłby nawet powiedzieć, że momentami Baron był tak głupi i naiwny, że to aż bolało. — Słusznie, bo nie powinieneś — przytaknął głową. — Musisz trzymać ich krótko za pysk. Tak, jak robił to twój ojciec — dodał jeszcze. Dobrze wiedział, że jego teść był postrachem w firmie i że ludzie mieli do niego ogromny szacunek. Problem tylko polegał na tym, że z kolei jego syna nikt nie brał na poważnie.
— Dobrze — skwitował. Wiedział, że gosposia go pilnowała, ale nie zmieniało to faktu, że sam chciał mieć pewność, że młodszy brał leki. — Na pewno. Potrzeba tylko trochę czasu. Sam przecież dobrze wiem, jak to jest. Wiesz przecież, że brałem takie leki po naszym zerwaniu — uśmiechnął się do niego niemrawo. Na szczęście dość szybko udało mu się je odstawić, bo nie chciał się niepotrzebnie truć. Tak naprawdę to za chuja nie były potrzebne mu wtedy te tabletki, ale gdyby ich nie dostał, to nie mógłby odjebać numeru z próbą samobójczą, a ten poskutkował lepiej, niż by zakładał. Nie dało się zaprzeczyć temu, że był zwykłą szują. — Mhm — mruknął w odpowiedzi. Po tym, co młodszy powiedział, wydał z siebie krótki pomruk, który miał znaczyć tylko tyle, że jego słowa nie przypadły mu do gustu. — On nie ma ci pomóc z faktem, że twój tata zmarł. On ma pomóc ci się z tym pogodzić, przejść z tym do porządku dziennego i stanąć na nogi — uśmiechnął się do niego łagodnie. Odłożył sztućce, sięgnął przez stół i chwycił jego dłoń w swoją. Pogłaskał go kciukiem po jej wierzchu i przez chwilę po prostu mu się przyglądał. — Oboje dobrze wiemy, że w ogóle nie radzisz sobie z tym, że twój tata odszedł. Psycholog jest po to, żebyś był w stanie znów normalnie funkcjonować. Żeby żałoba niebezpiecznie się nie przedłużyła — dodał. Miał nadzieję, że chłopak w końcu zacznie czerpać z tej terapii korzyści, bo sam nie miał pojęcia, jak mógłby mu pomóc.
Baron
— Dobrze — skwitował. Wiedział, że gosposia go pilnowała, ale nie zmieniało to faktu, że sam chciał mieć pewność, że młodszy brał leki. — Na pewno. Potrzeba tylko trochę czasu. Sam przecież dobrze wiem, jak to jest. Wiesz przecież, że brałem takie leki po naszym zerwaniu — uśmiechnął się do niego niemrawo. Na szczęście dość szybko udało mu się je odstawić, bo nie chciał się niepotrzebnie truć. Tak naprawdę to za chuja nie były potrzebne mu wtedy te tabletki, ale gdyby ich nie dostał, to nie mógłby odjebać numeru z próbą samobójczą, a ten poskutkował lepiej, niż by zakładał. Nie dało się zaprzeczyć temu, że był zwykłą szują. — Mhm — mruknął w odpowiedzi. Po tym, co młodszy powiedział, wydał z siebie krótki pomruk, który miał znaczyć tylko tyle, że jego słowa nie przypadły mu do gustu. — On nie ma ci pomóc z faktem, że twój tata zmarł. On ma pomóc ci się z tym pogodzić, przejść z tym do porządku dziennego i stanąć na nogi — uśmiechnął się do niego łagodnie. Odłożył sztućce, sięgnął przez stół i chwycił jego dłoń w swoją. Pogłaskał go kciukiem po jej wierzchu i przez chwilę po prostu mu się przyglądał. — Oboje dobrze wiemy, że w ogóle nie radzisz sobie z tym, że twój tata odszedł. Psycholog jest po to, żebyś był w stanie znów normalnie funkcjonować. Żeby żałoba niebezpiecznie się nie przedłużyła — dodał. Miał nadzieję, że chłopak w końcu zacznie czerpać z tej terapii korzyści, bo sam nie miał pojęcia, jak mógłby mu pomóc.
cadosky
— To się rozczarują — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Cóż, jeśli myśleli, że będą w stanie cokolwiek ugrać, to bardzo szybko uświadomią sobie, że nie mieli na co liczyć. Przez to, że każdy go tak lekceważył, tym bardziej miał zamiar udowodnić, że popełniali błąd, nie biorąc go na poważnie. Jeszcze się doigrają i Baron o to osobiście zadba. W pierwszej kolejności planował jak najdalej odsunąć od siebie te wszystkie hieny, które były członkami jego rodziny i tylko czyhały na jego potknięcie. Wokół siebie chciał mieć osoby, którym sam ufał, a nie kogoś, kto cały czas tylko czekał na to, aż powinie mu się noga i będzie mógł zabrać mu stołek. — Taki mam zamiar. Zwłaszcza, że każdy zapewne myśli, że będę bardziej pobłażliwy od niego — stwierdził i westchnął cicho, po czym pokręcił głową na boki. Na pewno będą zaskoczeni, jak okaże się, że jest tak samo albo nawet i gorzej niż było.
— Tak, wiem — powiedział i skrzywił się. Nie lubił do tego wracać, bo nie był to przyjemny okres jego życia i coś, co lubił wspominać. Nie uważał też, żeby wracanie do tego i nawiązywanie do tamtej sytuacji, kiedy Baron i tak był już w takim opłakanym stanie, było dobrym pomysłem. Nie skomentował tego jednak w żaden sposób, a jedynie miał nadzieję, że mężczyzna sam wpadnie na to, aby nie poruszać tego tematu w takich chwilach. Tak czy siak, na razie leki niewiele dawały, ale Baron też nie brał ich jakoś wyjątkowo długo. Zapewne będzie tak jak powiedział Peregrine, że pobierze je jakiś czas i mu się nieco polepszy. Na ten moment nie miał jednak motywacji kompletnie do niczego. Tylko leżał w łóżku, niż więcej. Jedyny czas, kiedy rzeczywiście się z niego ruszał i wykazywał jakąś chęć do życia to wtedy, jak Peregrine wracał do domu i mógł w końcu spędzić z nim czas. Mężczyzna był jedynym pozytywem w jego życiu. — To najwyraźniej kiepski z niego terapeuta, skoro nawet nie jest w stanie namówić mnie na to, żebym z nim porozmawiał — wzruszył ramionami. Ach tak, najłatwiej było obwiniać kogoś innego. Prawda była taka, że Baron nie miał ochoty otwierać się przed kimś kompletnie obcym. Psycholog nie znał ani jego, ani jego ojca. Jak niby miałby zrozumieć co przeżywał? Nie wiedział jak silna więź ich łączyła i jak bardzo polegał na swoim tacie. Odkąd stracił mamę, mężczyzna był jedyną bliską mu osobą, którą miał. Nic więc dziwnego, że jego strata tak bardzo go bolała i tak mocno się na nim odbijała. Spojrzał na swoją dłoń, którą Peregrine chwycił i uśmiechnął się niemrawo, kiedy starszy zaczął gładzić kciukiem jej wierzch. — Nie wiem. Zobaczę. Spróbuję z nim porozmawiać — powiedział zrezygnowany i westchnął ciężko. W ogóle nie miał na to ochoty, ale wyglądało na to, że poniekąd nie miał wyjścia. Jeśli chciał dojść do siebie, to musiał w końcu zacząć współpracować i dać sobie pomóc.
Perrin
— Tak, wiem — powiedział i skrzywił się. Nie lubił do tego wracać, bo nie był to przyjemny okres jego życia i coś, co lubił wspominać. Nie uważał też, żeby wracanie do tego i nawiązywanie do tamtej sytuacji, kiedy Baron i tak był już w takim opłakanym stanie, było dobrym pomysłem. Nie skomentował tego jednak w żaden sposób, a jedynie miał nadzieję, że mężczyzna sam wpadnie na to, aby nie poruszać tego tematu w takich chwilach. Tak czy siak, na razie leki niewiele dawały, ale Baron też nie brał ich jakoś wyjątkowo długo. Zapewne będzie tak jak powiedział Peregrine, że pobierze je jakiś czas i mu się nieco polepszy. Na ten moment nie miał jednak motywacji kompletnie do niczego. Tylko leżał w łóżku, niż więcej. Jedyny czas, kiedy rzeczywiście się z niego ruszał i wykazywał jakąś chęć do życia to wtedy, jak Peregrine wracał do domu i mógł w końcu spędzić z nim czas. Mężczyzna był jedynym pozytywem w jego życiu. — To najwyraźniej kiepski z niego terapeuta, skoro nawet nie jest w stanie namówić mnie na to, żebym z nim porozmawiał — wzruszył ramionami. Ach tak, najłatwiej było obwiniać kogoś innego. Prawda była taka, że Baron nie miał ochoty otwierać się przed kimś kompletnie obcym. Psycholog nie znał ani jego, ani jego ojca. Jak niby miałby zrozumieć co przeżywał? Nie wiedział jak silna więź ich łączyła i jak bardzo polegał na swoim tacie. Odkąd stracił mamę, mężczyzna był jedyną bliską mu osobą, którą miał. Nic więc dziwnego, że jego strata tak bardzo go bolała i tak mocno się na nim odbijała. Spojrzał na swoją dłoń, którą Peregrine chwycił i uśmiechnął się niemrawo, kiedy starszy zaczął gładzić kciukiem jej wierzch. — Nie wiem. Zobaczę. Spróbuję z nim porozmawiać — powiedział zrezygnowany i westchnął ciężko. W ogóle nie miał na to ochoty, ale wyglądało na to, że poniekąd nie miał wyjścia. Jeśli chciał dojść do siebie, to musiał w końcu zacząć współpracować i dać sobie pomóc.
ezezaur 🦖
Uśmiechnął się tylko pod nosem na jego odpowiedź. Sam uważał, że Baron nijak nie nadawał się do tego, żeby rządzić firmą i był zdania, że łatwo będzie mu wejść na głowę. Nic dziwnego, skoro miał go za mięczaka i naiwniaka. Będzie w szoku, jeśli chłopak będzie w stanie się postawić i jeśli pokaże wszystkim, że to on tutaj rządził. Cóż, nic dziwnego, że go tak nie doceniał, skoro nigdy w życiu nie widział go w sytuacji, w której ten był postawiony jako jakiś szef albo przywódca. Znał go tylko od tej miękkiej strony, która polegała na innych, zwłaszcza na nim, odkąd ze sobą zaczęli być. — Nie możesz być — powiedział. — Musisz im już pierwszego dnia pokazać, że nie ma z tobą żartów i że nie będziesz tolerował pewnych zachowań — dodał. — Ale o tym zapewne sam wiesz — podsumował. Wolał jednak mu przypomnieć o tym, że będzie musiał prowadzić firmę twardą ręką, jeśli nie chciał, żeby ktokolwiek wchodził mu na głowę. Trochę się bał, że młodszy rzeczywiście nie da rady i że odbije się to negatywnie na działaniu firmy, ale to nie tak, że było jakieś inne wyjście. Baron obejmie stanowisko po swoim ojcu, a on będzie mu tylko doradzał. Na szczęście był w niego tak zapatrzony, że Perrinowi nietrudno będzie nim manipulować.
Westchnął bezgłośnie, bo widział, że młodszy nijak nie był zadowolony, że o tym wspomniał. Nie miał na myśli niczego złego. Chciał mu tylko powiedzieć, że dobrze wiedział, jak działały takie tabletki. Nic więcej. Czasami zapominał o tym, jak bardzo ta cała sytuacja odbiła się na młodszym i na całym ich związku. — To nie jest wina terapeuty. Nie może zmusić cię do mówienia ani do tego namawiać. To ty powinieneś inicjować rozmowę i to po twojej stronie leży, żebyś zaczął mu się zwierzać — powiedział spokojnie. Nie chciał mu wytykać, że to jego wina, że nie chciał współpracować z psychologiem, ale taka jego zdaniem była prawda. To był jeden z najlepszych terapeutów w mieście z jednej z najlepszych poradni, więc wątpił, żeby wina leżała w nim. — Byłbym wdzięczny, gdybyś to zrobił — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Jestem pewien, że jak już się na niego otworzysz i zaczniesz z nim współpracować, to pójdzie gładko — dodał dla zachęty. Jeszcze przez chwilę gładził jego dłoń, ale w końcu zabrał tą swoją i wrócił do jedzenia.
Nie trwało to długo, zanim uporał się ze swoim obiadem, a gdy tak się stało, odsunął od siebie talerz. Poczekał, aż Baron też uzna, że skończył, po czym wstał od stołu i zarządził, że przejdą do salonu. Gdy się tam znaleźli, rozsiedli się na kanapie, a Perrin włączył jakieś pierdoły w telewizji. Objął chłopaka ramieniem i przyciągnął go do siebie, żeby ciasno go przytulić. — Na dworze robi się coraz cieplej — powiedział nagle. — Może chciałbyś się gdzieś wybrać w weekend? Na jakiś spacer albo rower? — zaproponował. Chciał, żeby ten ruszył gdzieś tyłek z domu, bo dobrze wiedział, że siedzenie na nim i zamartwianie się nic mu nie pomoże, a tylko pewnie pogarszało sprawę. Baron musiał na nowo nauczyć się żyć bez swojego ojca, a nie zrobi tego zamknięty w czterech ścianach swojego pokoju.
Baron
Westchnął bezgłośnie, bo widział, że młodszy nijak nie był zadowolony, że o tym wspomniał. Nie miał na myśli niczego złego. Chciał mu tylko powiedzieć, że dobrze wiedział, jak działały takie tabletki. Nic więcej. Czasami zapominał o tym, jak bardzo ta cała sytuacja odbiła się na młodszym i na całym ich związku. — To nie jest wina terapeuty. Nie może zmusić cię do mówienia ani do tego namawiać. To ty powinieneś inicjować rozmowę i to po twojej stronie leży, żebyś zaczął mu się zwierzać — powiedział spokojnie. Nie chciał mu wytykać, że to jego wina, że nie chciał współpracować z psychologiem, ale taka jego zdaniem była prawda. To był jeden z najlepszych terapeutów w mieście z jednej z najlepszych poradni, więc wątpił, żeby wina leżała w nim. — Byłbym wdzięczny, gdybyś to zrobił — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Jestem pewien, że jak już się na niego otworzysz i zaczniesz z nim współpracować, to pójdzie gładko — dodał dla zachęty. Jeszcze przez chwilę gładził jego dłoń, ale w końcu zabrał tą swoją i wrócił do jedzenia.
Nie trwało to długo, zanim uporał się ze swoim obiadem, a gdy tak się stało, odsunął od siebie talerz. Poczekał, aż Baron też uzna, że skończył, po czym wstał od stołu i zarządził, że przejdą do salonu. Gdy się tam znaleźli, rozsiedli się na kanapie, a Perrin włączył jakieś pierdoły w telewizji. Objął chłopaka ramieniem i przyciągnął go do siebie, żeby ciasno go przytulić. — Na dworze robi się coraz cieplej — powiedział nagle. — Może chciałbyś się gdzieś wybrać w weekend? Na jakiś spacer albo rower? — zaproponował. Chciał, żeby ten ruszył gdzieś tyłek z domu, bo dobrze wiedział, że siedzenie na nim i zamartwianie się nic mu nie pomoże, a tylko pewnie pogarszało sprawę. Baron musiał na nowo nauczyć się żyć bez swojego ojca, a nie zrobi tego zamknięty w czterech ścianach swojego pokoju.
cadosky
— Wiem — powiedział. Nie był głupi, zdawał sobie sprawę z tego, że wszyscy pewnie tylko czekali na to, żeby wejść mu na głowę i mieli go za takiego, którego łatwo będzie urobić. Cóż, miał nadzieję, że będzie w stanie być tak samo twardy i stanowczy jak jego ojciec, tak jak to planował od samego początku. Chciał od razu pokazać, że nie będzie u niego taryfy ulgowej, żeby nikt nawet nie próbował swoich sztuczek. Co prawda, nie miał pojęcia jak poradzi sobie z prowadzeniem firmy i naprawdę go to przytłaczało, ale wiedział, że musiał jasno postawić granice.
Logiczne, że w takich przykrych chwilach nie chciał wracać myślami do czegoś, co było dla niego równie przykre. Już bez tego był w niezbyt ciekawej sytuacji, a rozpamiętywanie czegoś, przez co wcale nie tak dawno bardzo cierpiał na pewno mu nie pomoże w tym wszystkim… — I z czego niby mam mu się zwierzać. Przecież widać, że jest chujowo i wiadomo jaki jest tego powód — burknął. Jak dla niego to było oczywiste, dlaczego był w takim stanie w jakim był, więc co mu da mówienie komuś o tym na głos? Cóż, wyglądało na to, że pod względem takiego leczenia Baron był dość oporny. Naprawdę jednak nie uważał, żeby było coś, o czym rzeczywiście realnie mógłby porozmawiać na takiej terapii, skoro lekarz na pewno był świadom z jakiego powodu do niego przychodzić i dlaczego tak właściwie potrzebował tej pomocy. — Postaram się — burknął w odpowiedzi i westchnął zrezygnowany. Przynajmniej dla świętego spokoju powinien spróbować chociaż trochę otworzyć się na terapeutę. Kto wie, może mile się zaskoczy i okaże się, że jednak przynosi mu to jakąś ulgę i mu pomoże. Wiadome było i tak, że sam sobie nie poradzi z tak dużym problemem, więc prędzej czy później i tak profesjonalna pomoc oraz terapia będą konieczne. Lepiej, żeby się temu poddał z własnej woli niż jakby ktoś miał go przymuszać.
Jeszcze chwilę przesuwał widelcem po talerzu, coś tam trochę podziubał, ale w końcu uznał, że więcej już naprawdę w siebie nie wciśnie. W związku z tym, również odsunął od siebie swój talerz dając starszemu do zrozumienia, że już się najadł. Kiedy Perrin uznał, że przeniosą się do salonu nie oponował, chociaż wolałby, aby wrócili do sypialni i po prostu razem poleżeli. Czuł się naprawdę zmęczony, pomimo tego, że tak naprawdę przez cały dzień nie ruszył się z łóżka. Usiadł obok mężczyzny, a kiedy Peregrine tak go do siebie przyciągnął i objął, uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Odetchnął cicho, bo zdecydowanie potrzebował jego bliskości. Usadowił się nieco wygodniej, opierając głowę na jego ramieniu i przymykając na krótką chwilę powieki. Na jego słowa ściągnął delikatnie brwi. — Nie powiem, że mam ochotę na jedno albo drugie, ale z dwojga złego możemy się gdzieś przejechać na spacer — stwierdził. Wiedział, dlaczego Peregrine to zaproponował. Logiczne, że nie mógł wiecznie siedzieć zamknięty w swojej sypialni. Nie miał zamiaru z nim walczyć czy się wykręcać. Mimo wszystko uznał, że może trochę odpuścić.
Perrin
Logiczne, że w takich przykrych chwilach nie chciał wracać myślami do czegoś, co było dla niego równie przykre. Już bez tego był w niezbyt ciekawej sytuacji, a rozpamiętywanie czegoś, przez co wcale nie tak dawno bardzo cierpiał na pewno mu nie pomoże w tym wszystkim… — I z czego niby mam mu się zwierzać. Przecież widać, że jest chujowo i wiadomo jaki jest tego powód — burknął. Jak dla niego to było oczywiste, dlaczego był w takim stanie w jakim był, więc co mu da mówienie komuś o tym na głos? Cóż, wyglądało na to, że pod względem takiego leczenia Baron był dość oporny. Naprawdę jednak nie uważał, żeby było coś, o czym rzeczywiście realnie mógłby porozmawiać na takiej terapii, skoro lekarz na pewno był świadom z jakiego powodu do niego przychodzić i dlaczego tak właściwie potrzebował tej pomocy. — Postaram się — burknął w odpowiedzi i westchnął zrezygnowany. Przynajmniej dla świętego spokoju powinien spróbować chociaż trochę otworzyć się na terapeutę. Kto wie, może mile się zaskoczy i okaże się, że jednak przynosi mu to jakąś ulgę i mu pomoże. Wiadome było i tak, że sam sobie nie poradzi z tak dużym problemem, więc prędzej czy później i tak profesjonalna pomoc oraz terapia będą konieczne. Lepiej, żeby się temu poddał z własnej woli niż jakby ktoś miał go przymuszać.
Jeszcze chwilę przesuwał widelcem po talerzu, coś tam trochę podziubał, ale w końcu uznał, że więcej już naprawdę w siebie nie wciśnie. W związku z tym, również odsunął od siebie swój talerz dając starszemu do zrozumienia, że już się najadł. Kiedy Perrin uznał, że przeniosą się do salonu nie oponował, chociaż wolałby, aby wrócili do sypialni i po prostu razem poleżeli. Czuł się naprawdę zmęczony, pomimo tego, że tak naprawdę przez cały dzień nie ruszył się z łóżka. Usiadł obok mężczyzny, a kiedy Peregrine tak go do siebie przyciągnął i objął, uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Odetchnął cicho, bo zdecydowanie potrzebował jego bliskości. Usadowił się nieco wygodniej, opierając głowę na jego ramieniu i przymykając na krótką chwilę powieki. Na jego słowa ściągnął delikatnie brwi. — Nie powiem, że mam ochotę na jedno albo drugie, ale z dwojga złego możemy się gdzieś przejechać na spacer — stwierdził. Wiedział, dlaczego Peregrine to zaproponował. Logiczne, że nie mógł wiecznie siedzieć zamknięty w swojej sypialni. Nie miał zamiaru z nim walczyć czy się wykręcać. Mimo wszystko uznał, że może trochę odpuścić.
ezezaur 🦖
— Ale może jak się wygadasz komuś obcemu z tego, co leży ci na sercu, to będzie ci lepiej. Wiesz, co innego rozmawiać z kimś bliskim, a co innego z obcą osobą, która do tego wie, co powinna mówić w takiej sytuacji — powiedział. Chciałby, żeby Baron w końcu otworzył się na terapeutę, bo najzwyczajniej w świecie miał dość tego, że chłopak był taki. Działała mu na nerwy ta jego d e p r e s j a. Szlag go trafiał, że młodszy nie potrafił się pozbierać po śmierci ojca. Starał się być wobec niego wyrozumiały, jak tylko mógł, ale mimo wszystko jego cierpliwość też miała swoje granice i też miał limity tego, ile mógł znieść. — Dzięki — uśmiechnął się do niego delikatnie.
Nie był zaskoczony tym, że Baron powiedział coś takiego. Zdążył zauważyć, że nie miał ochoty na nic więcej poza leżeniem w łóżku. Był jednak zdania, że jak tak dalej pójdzie, to nie stanie na nogi, a musiał to zrobić, choćby dlatego, żeby ludzie w firmie nie gadali. Już i tak uważali, że młodszy powinien wrócić do pracy. — W takim razie pojedziemy na spacer połączony z randką, co ty na to? — zaproponował. — Pojedziemy do jakiejś miłej kawiarni na kawę i ciasto — dodał, żeby go zachęcić. Bardzo dawno nigdzie razem nie byli, a chętnie się gdzieś wybierze. Nawet jeśli jego małżeństwo miało być tylko taką grą i przedstawieniem, to mimo wszystko lubił spędzać czas w taki sposób. Może nie powiedziałby, że jakoś wybitnie przepadał za towarzystwem swojego męża, ale takie wyjście na dobre ciasto i kawę były po prostu miłe.
Skupił się na tym, co leciało w telewizji, co jakiś czas gładząc go delikatnie dłonią po ramieniu albo głowie, ale w końcu postanowił przerwać ciszę, bo nie sądził, żeby Baron miał to sam zrobić. Widział przecież, że ten nie był w nastroju na pogaduszki. Owszem, mógł to tak zostawić, ale wkurwiało go takie siedzenie na dupie, z którego nic nie wynikało. — Zawsze jak oglądam te programy o metamorfozach, to mam wrażenie, że ci ludzie wyglądają po wszystkim o wiele starzej niż wcześniej — powiedział, nawiązując do tego, co właśnie leciało w telewizji. Oczywiście, że skoro sam włączył telewizję, to postawił na kanał lifestyle'owy. — Poza tym, co z tego, że teraz je tak wymalują i uczeszą, jak same w domu nie zrobią tego samego? — dodał jeszcze. Akurat to naprawdę zawsze go zastanawiało. — Rozumiem dać ciuchy i w ogóle, ale też potem ta kobieta nie wie, co sobie kupować bez pomocy specjalisty — stwierdził. — Tak, wiem, że to tylko tak pod publikę, ale mimo wszystko zawsze mnie to zastanawia. Jaki finalnie jest tego sens? — zastanowił się na głos. Dla niego to naprawdę była zagadka. No bo tak, taka kobieta na chwilę poczuje się lepiej, dostanie jakiś hajs za to, że wzięła udział w takim programie, a potem mógł się założyć, że wszystko wracało do normy i nie było wcale tak kolorowo.
Baron
Nie był zaskoczony tym, że Baron powiedział coś takiego. Zdążył zauważyć, że nie miał ochoty na nic więcej poza leżeniem w łóżku. Był jednak zdania, że jak tak dalej pójdzie, to nie stanie na nogi, a musiał to zrobić, choćby dlatego, żeby ludzie w firmie nie gadali. Już i tak uważali, że młodszy powinien wrócić do pracy. — W takim razie pojedziemy na spacer połączony z randką, co ty na to? — zaproponował. — Pojedziemy do jakiejś miłej kawiarni na kawę i ciasto — dodał, żeby go zachęcić. Bardzo dawno nigdzie razem nie byli, a chętnie się gdzieś wybierze. Nawet jeśli jego małżeństwo miało być tylko taką grą i przedstawieniem, to mimo wszystko lubił spędzać czas w taki sposób. Może nie powiedziałby, że jakoś wybitnie przepadał za towarzystwem swojego męża, ale takie wyjście na dobre ciasto i kawę były po prostu miłe.
Skupił się na tym, co leciało w telewizji, co jakiś czas gładząc go delikatnie dłonią po ramieniu albo głowie, ale w końcu postanowił przerwać ciszę, bo nie sądził, żeby Baron miał to sam zrobić. Widział przecież, że ten nie był w nastroju na pogaduszki. Owszem, mógł to tak zostawić, ale wkurwiało go takie siedzenie na dupie, z którego nic nie wynikało. — Zawsze jak oglądam te programy o metamorfozach, to mam wrażenie, że ci ludzie wyglądają po wszystkim o wiele starzej niż wcześniej — powiedział, nawiązując do tego, co właśnie leciało w telewizji. Oczywiście, że skoro sam włączył telewizję, to postawił na kanał lifestyle'owy. — Poza tym, co z tego, że teraz je tak wymalują i uczeszą, jak same w domu nie zrobią tego samego? — dodał jeszcze. Akurat to naprawdę zawsze go zastanawiało. — Rozumiem dać ciuchy i w ogóle, ale też potem ta kobieta nie wie, co sobie kupować bez pomocy specjalisty — stwierdził. — Tak, wiem, że to tylko tak pod publikę, ale mimo wszystko zawsze mnie to zastanawia. Jaki finalnie jest tego sens? — zastanowił się na głos. Dla niego to naprawdę była zagadka. No bo tak, taka kobieta na chwilę poczuje się lepiej, dostanie jakiś hajs za to, że wzięła udział w takim programie, a potem mógł się założyć, że wszystko wracało do normy i nie było wcale tak kolorowo.
cadosky
— Zobaczymy — skwitował. Tak jak powiedział, miał zamiar spróbować i zobaczyć co z tego wyjdzie. Nie miał jednak zamiaru niczego obiecać, bo naprawdę, nie wiedział jak niby miał komuś obcemu mówić o tym jak się czuł i było mu źle? Nie potrafił sobie tego wyobrazić, ale wyglądało na to, że teraz poniekąd nie miał wyjścia. W końcu zależało mu na tym, żeby poczuć się lepiej i jeśli coś takiego było potrzebne, żeby to osiągnąć, to musiał się przemóc. — Mhm — wymruczał i westchnął sobie jeszcze cicho.
— Możemy tak zrobić, czemu nie — odpowiedział. Obojętne mu było jak to będzie wyglądać, bo to nie tak, że w ogóle miał ochotę gdziekolwiek wychodzić. No, ale z drugiej strony, na pewno będzie milej i przyjemniej, jeśli będzie miał towarzystwo Peregrine’a, Nie dało się zaprzeczyć temu, że minęło bardzo dużo czasu od ostatniego razu, kiedy gdziekolwiek się razem wybrali. Nic jednak dziwnego, skoro okoliczności były takie, a nie inne. Nie dało się zaprzeczyć temu, że ich małżeństwo praktycznie od powrotu z podróży poślubnej było dość zaniedbane. Czasami dopadały go z tego powodu spore wyrzuty sumienia, bo dobrze wiedział, że to z jego winy. W ogóle to nie pomagało, a wręcz na odwrót, poczucie winy, że zaniedbywał swojego męża tylko sprawiało, że czuł się gorzej.
Zawiesił spojrzenie na ekranie telewizora i po prostu oglądał to, co akurat leciało. Co prawda, nie był na tym tak do końca skupiony, bo myślami co chwilę gdzieś odpływał. Kiedy Peregrine tak nagle się odezwał po dłuższej chwili ciszy, wzdrygnął się, bo akurat był zamyślony. Ściągnął brwi, bo chwilę mu zajęło zrozumienie tego, o czym teraz mówił jego mąż. — Jak dla mnie to po tych metamorfozach i tak nie wyglądają jakoś spektakularnie lepiej — stwierdził, najwyraźniej podejmując temat. Już lepiej było rozmawiać o czymkolwiek, niż po prostu siedzieć w milczeniu i gapić się w ekran. — To kolejna sprawa. To nie tak, że będą w stanie to odwzorować, skoro nie potrafią się malować czy układać włosów i zrobili to za nich profesjonaliści — pokiwał delikatnie głową. No, ale z jakiegoś powodu robili takie programy. Ludzie musieli je oglądać i był na nie popyt, bo inaczej nie puszczaliby w telewizji czegoś, co się nie opłacało i nie miało oglądalności. — Poza tym w większości przypadków, te ciuchy które im kupują nawet nie są jakieś tanie — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. — Też nie wiem. Jakby nie było, to nie tak, że taką jedną metamorfozą odmienią komuś całe życie — odparł. — To chyba trochę też takie programy dla ludzi, którzy po prostu chcą się pojawić w telewizji i mieć swoje pięć minut sławy — stwierdził jeszcze. — Ja nigdy nie potrafiłbym wziąć w czymś takim udziału. Chyba zapadłbym się ze wstydu pod ziemię — dodał.
Perrin
— Możemy tak zrobić, czemu nie — odpowiedział. Obojętne mu było jak to będzie wyglądać, bo to nie tak, że w ogóle miał ochotę gdziekolwiek wychodzić. No, ale z drugiej strony, na pewno będzie milej i przyjemniej, jeśli będzie miał towarzystwo Peregrine’a, Nie dało się zaprzeczyć temu, że minęło bardzo dużo czasu od ostatniego razu, kiedy gdziekolwiek się razem wybrali. Nic jednak dziwnego, skoro okoliczności były takie, a nie inne. Nie dało się zaprzeczyć temu, że ich małżeństwo praktycznie od powrotu z podróży poślubnej było dość zaniedbane. Czasami dopadały go z tego powodu spore wyrzuty sumienia, bo dobrze wiedział, że to z jego winy. W ogóle to nie pomagało, a wręcz na odwrót, poczucie winy, że zaniedbywał swojego męża tylko sprawiało, że czuł się gorzej.
Zawiesił spojrzenie na ekranie telewizora i po prostu oglądał to, co akurat leciało. Co prawda, nie był na tym tak do końca skupiony, bo myślami co chwilę gdzieś odpływał. Kiedy Peregrine tak nagle się odezwał po dłuższej chwili ciszy, wzdrygnął się, bo akurat był zamyślony. Ściągnął brwi, bo chwilę mu zajęło zrozumienie tego, o czym teraz mówił jego mąż. — Jak dla mnie to po tych metamorfozach i tak nie wyglądają jakoś spektakularnie lepiej — stwierdził, najwyraźniej podejmując temat. Już lepiej było rozmawiać o czymkolwiek, niż po prostu siedzieć w milczeniu i gapić się w ekran. — To kolejna sprawa. To nie tak, że będą w stanie to odwzorować, skoro nie potrafią się malować czy układać włosów i zrobili to za nich profesjonaliści — pokiwał delikatnie głową. No, ale z jakiegoś powodu robili takie programy. Ludzie musieli je oglądać i był na nie popyt, bo inaczej nie puszczaliby w telewizji czegoś, co się nie opłacało i nie miało oglądalności. — Poza tym w większości przypadków, te ciuchy które im kupują nawet nie są jakieś tanie — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. — Też nie wiem. Jakby nie było, to nie tak, że taką jedną metamorfozą odmienią komuś całe życie — odparł. — To chyba trochę też takie programy dla ludzi, którzy po prostu chcą się pojawić w telewizji i mieć swoje pięć minut sławy — stwierdził jeszcze. — Ja nigdy nie potrafiłbym wziąć w czymś takim udziału. Chyba zapadłbym się ze wstydu pod ziemię — dodał.
ezezaur 🦖
— Prawda? Zazwyczaj robią z nich jakieś ciotki klotki — zaśmiał się. Nie widział jeszcze takiej metamorfozy, która rzeczywiście byłaby jakaś mocno spektakularna. Zazwyczaj wyglądały lepiej, ale czy aż tak, żeby opadała szczęka, to by się z tym kłócił. — Pewnie potem niejedna z nich czuje się słabo z tym, że same nie są w stanie osiągnąć takiego efektu — stwierdził. Zapewne dokładnie tak było. Na szczęście sam nie musiał się przejmować takimi rzeczami jak makijaż, ale pewnie jakby był kobietą, to chciałby opanować tę sztukę do perfekcji, żeby się świetnie prezentować. Byłby tak samo bogaty, więc mógłby sobie zrobić jakiś kurs. — Tak, dokładnie. Zabierają taką biedną kobietę do jakiegoś drogiego butiku zamiast do jakiejś sieciówki, a potem oczekują, że sama będzie w stanie sobie skompletować całą garderobę — powiedział. Powinni im dawać chociaż kilka stylizacji, a nie jedną, żeby chodziły w niej w kółko. — No a zachowują się tak, jakby dosłownie całe ich życie od tego zależało i jakby to miało sprawić, że nagle staną się bogate i sławne — skinął delikatnie głową. Jak dla niego, to oprócz tego, że taka kobieta poczuła się przez chwilę lepiej sama ze sobą, to ten program nic nie wnosił w ich życie. Takie programy o remontach przynajmniej były przydatne, bo komuś robili nową kuchnię albo w ogóle remontowali całe mieszkanie za darmo. — Pewnie tak. Liczą na to, że ktoś je dostrzeże — zgodził się z nim. — A ja bym poszedł — rzucił. — Ciekawe, w co by mnie ubrali. Czy stać by ich było na to, żeby kupić mi takie ciuchy, jakie sam sobie kupuję? — zastanowił się nad tym na moment. Pewnie nie, bo mimo wszystko nie chcieli wydawać fortuny na te metamorfozy. Jakoś musiało im się to zwrócić.
— Swoją drogą, jak już mówimy o metamorfozach, to musiałbym pojechać na jakieś zakupy. Potrzebuję nowych ciuchów. Dawno sobie nic nie kupowałem — powiedział. Lubił ubrania, lubił się stroić i lubił drogie dodatki. Jak tylko przychodziła zmiana sezonu, to robił porządki w szafie, a potem twierdził, że nie miał co ubrać i jechał na zakupy. — Ale samemu nie chcę mi się jechać. Poza tym, ktoś musiałby mi doradzić, czy dobrze w czymś wyglądam — westchnął sobie ciężko. Tak, chciał zasugerować, żeby Baron pojechał z nim i ruszył trochę tyłek z domu. Nie, wcale nie dlatego, że liczył na to, że to mąż zafunduje mu te wszystkie jego zachcianki. Nie pogniewałby się na jakiś nowy wypasiony zegarek. Nowy samochód też by mu się przydał, bo tym już jeździł piąty rok, ale nie chciał być aż tak bezczelny. Niemniej jednak jak już wszystko się ustabilizuje, to chciał mu zasugerować, że może pomyśleliby o kupnie czegoś nowego. — Może tobie zakupy też by poprawiły nastrój, co? — zerknął na niego. Pewnie nie, ale próbował, jak tylko mógł, żeby przekonać go do zrobienia czegokolwiek, co nie było leżeniem w łóżku i zamulaniem.
Baron
— Swoją drogą, jak już mówimy o metamorfozach, to musiałbym pojechać na jakieś zakupy. Potrzebuję nowych ciuchów. Dawno sobie nic nie kupowałem — powiedział. Lubił ubrania, lubił się stroić i lubił drogie dodatki. Jak tylko przychodziła zmiana sezonu, to robił porządki w szafie, a potem twierdził, że nie miał co ubrać i jechał na zakupy. — Ale samemu nie chcę mi się jechać. Poza tym, ktoś musiałby mi doradzić, czy dobrze w czymś wyglądam — westchnął sobie ciężko. Tak, chciał zasugerować, żeby Baron pojechał z nim i ruszył trochę tyłek z domu. Nie, wcale nie dlatego, że liczył na to, że to mąż zafunduje mu te wszystkie jego zachcianki. Nie pogniewałby się na jakiś nowy wypasiony zegarek. Nowy samochód też by mu się przydał, bo tym już jeździł piąty rok, ale nie chciał być aż tak bezczelny. Niemniej jednak jak już wszystko się ustabilizuje, to chciał mu zasugerować, że może pomyśleliby o kupnie czegoś nowego. — Może tobie zakupy też by poprawiły nastrój, co? — zerknął na niego. Pewnie nie, ale próbował, jak tylko mógł, żeby przekonać go do zrobienia czegokolwiek, co nie było leżeniem w łóżku i zamulaniem.
cadosky
— Mhm— wymruczał, zgadzając się z nim i kiwając lekko głową. — Zapewne tak jest — zgodził się z nim. Dziwne, żeby umiały, jak w trakcie metamorfozy nawet nie kiwały palcem, tylko wszystko robili za nie specjaliści. Logiczne, że potem nie miały pojęcia jak same powinny to odtworzyć, skoro nie posiadały potrzebnych do tego umiejętności. — Dlatego te programy są po prostu bez sensu — podsumował i wzruszył ramionami. Jak dla niego nie miały żadnego celu, bo koniec końców ci wszyscy uczestnicy wracali do domu i wracali do swojego starego życia oraz starych nawyków. Zapewne nic się w ich życiu nie zmieniało poza tym, że przez jakiś czas byli rozpoznawalni, ale to potem z czasem również mijało.— No, ale mimo wszystko ludzie i tak zgłaszają się do takich programów, a inni to oglądają, więc coś w tym musi być — stwierdził. Uważał jednak, że były ciekawsze programy, które realnie wpływały na życie uczestników i były w stanie w pozytywny sposób je odmienić. Ten zdecydowanie do takich nie należał. — No właśnie — skinął delikatnie głową. — Tylko że ty nie potrzebujesz żadnej metamorfozy, bo wyglądasz i ubierasz się dobrze — odparł, nieco rozbawiony i uśmiechnął się delikatnie, kręcąc głową na boki. — Oj, wątpię, że byłoby ich stać na aż tak drogie ubrania. Na pewno mają jakiś określony budżet i sponsorów, których ciuchy oraz dodatki muszą uwzględnić w takiej metamorfozie — stwierdził.
— No to przecież nikt ci nie broni. Możesz podjechać w każdej chwili — odparł i wzruszył lekko ramionami. Nie, w ogóle nie podłapał aluzji i tego, że Peregrine właśnie mu insynuował, aby wybrali się na takie zakupy razem. Nic jednak dziwnego, bo jak nietrudno było się domyślić, nie był teraz w nastroju na to, żeby latać po sklepach i się stroić. — Ty we wszystkim dobrze wyglądasz — sypnął mu komplementem. No, ale taka była prawda. Peregrine był atrakcyjnym mężczyzną, więc nawet w worku na ziemniaki prezentowałby się świetnie. Teraz już jednak chyba podłapał, że Perrin powiedział coś takiego, bo chciałby, aby Baron wybrał się na te zakupy razem z nim. Sam nie wiedział co miał o tym myśleć. Zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzna szukał sposobów na to, żeby wyciągnąć go z domu i czasami naprawdę go to irytowało. Dlaczego nie mógł tak po prostu zaakceptować faktu, że nie czuł się dobrze i wolał siedzieć w domu? — Nie wiem — odpowiedział zgodnie z prawdą. — Już nawet nie chodzi o same chęci, ale nie wiem czy mam wystarczająco dużo siły, żeby łazić kilka godzin po sklepach… — powiedział i westchnął bezgłośnie. — Z drugiej strony, mi chyba też przydałoby się coś kupić, żebym miał co założyć do pracy jak już wrócę do firmy — stwierdził. Jakby nie było, kiedy zajmował takie stanowisko, musiał ubierać się w adekwatny sposób. Nie był już asystentem, który nie musiał przywiązywać aż takiej wagi do tego jak wyglądał w pracy.
Perrin
— No to przecież nikt ci nie broni. Możesz podjechać w każdej chwili — odparł i wzruszył lekko ramionami. Nie, w ogóle nie podłapał aluzji i tego, że Peregrine właśnie mu insynuował, aby wybrali się na takie zakupy razem. Nic jednak dziwnego, bo jak nietrudno było się domyślić, nie był teraz w nastroju na to, żeby latać po sklepach i się stroić. — Ty we wszystkim dobrze wyglądasz — sypnął mu komplementem. No, ale taka była prawda. Peregrine był atrakcyjnym mężczyzną, więc nawet w worku na ziemniaki prezentowałby się świetnie. Teraz już jednak chyba podłapał, że Perrin powiedział coś takiego, bo chciałby, aby Baron wybrał się na te zakupy razem z nim. Sam nie wiedział co miał o tym myśleć. Zdawał sobie sprawę z tego, że mężczyzna szukał sposobów na to, żeby wyciągnąć go z domu i czasami naprawdę go to irytowało. Dlaczego nie mógł tak po prostu zaakceptować faktu, że nie czuł się dobrze i wolał siedzieć w domu? — Nie wiem — odpowiedział zgodnie z prawdą. — Już nawet nie chodzi o same chęci, ale nie wiem czy mam wystarczająco dużo siły, żeby łazić kilka godzin po sklepach… — powiedział i westchnął bezgłośnie. — Z drugiej strony, mi chyba też przydałoby się coś kupić, żebym miał co założyć do pracy jak już wrócę do firmy — stwierdził. Jakby nie było, kiedy zajmował takie stanowisko, musiał ubierać się w adekwatny sposób. Nie był już asystentem, który nie musiał przywiązywać aż takiej wagi do tego jak wyglądał w pracy.