ODPOWIEDZ
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
28
Naprawdę nie było im łatwo żyć w taki sposób. Po wyjściu z domu dziecka jakoś im się układało, ale później było tylko gorzej. Wpadł w złe towarzystwo, zaczął chlać i ćpać, a od tego była już tylko równia pochyła do tego, żeby stracić dach nad głową. Wylądowali na ulicy, gdzie było im naprawdę ciężko. Cóż, Monty był tam znacznie dłużej, bo Toto niedługo po tym, jak trafili na bruk, znalazł sobie innego gacha, za którym poleciał, bo ten dał mu dach nad głową. Był z tego powodu naprawdę sfrustrowany. Na szczęście, albo i nie, trafił w towarzystwo, które za dołączenie do gangu zagwarantowało mu własne mieszkanie. Nie były to luksusy i daleko temu było do pięknego apartamentu, ale przynajmniej miał gdzie żyć. Gang dawał mu też pieniądze, których potrzebował na jedzenie, alkohol i narkotyki. W końcu udało mu się przekonać Toto do tego, żeby ten zostawił tego swojego frajera i do niego wrócił. Udało się, ale nie zmieniało to faktu, że nie miał zamiaru odchodzić z gangu i nadal prowadził szemrane interesy. Oczywiście o niczym nie mówił swojemu ukochanemu, bo wiedział, że ten by to potępiał.
Tej nocy również działał na zlecenie gangu. Mieli brać udział w dużej sprzedaży narkotyków, więc obstawa była pokaźna. Okazało się, że kupiec chciał ich wykiwać, więc wywiązała się z tego bójka, a potem strzelanina. Monty trochę oberwał, ale na szczęście udało mu się uniknąć kulki. Tyle dobrego, że razem z kolegami wygrali tę bitwę i odzyskali cały towar. Tamtymi oczywiście odpowiednio się zajęli i upewnili się, że już nigdy taka sytuacja się nie powtórzy. Zabicie dwóch z nich było jasnym przekazem. Pewnie, gdyby nie to, że już od jakiegoś czasu brał udział w różnych akcjach, to ta śmierć zrobiłaby na nim jakieś wrażenie, ale powoli zaczynał się na to znieczulać.
Wrócił do domu późno w nocy. Był w naprawdę kiepskim stanie, bo nieźle oberwał, więc miał nadzieję, że Toto się nie obudzi. Jakoś da sobie radę i się opatrzy, a potem pójdzie spać na kanapie, żeby go nie zbudzić. Niestety, ale okazało się, że chłopak nie spał, tylko czekał na niego w salonie. Cmoknął pod nosem, kiedy go zobaczył, wyraźnie niezadowolony z takiego obrotu zdarzeń. — Powinieneś już dawno spać. Przecież jutro idziesz do pracy — powiedział i skrzywił się delikatnie. Ściągnął buty, a potem ramoneskę, którą zawiesił na wieszaku. Przeszedł do kuchni, gdzie zajrzał do lodówki. Wyciągnął z niej puszkę piwa, otworzył i wypił kilka łyków na raz. Odetchnął i odstawił ją na stół, po czym usiadł przy nim i sięgnął do kieszeni spodni, żeby wyjąć paczkę papierosów, którą rzucił na blat wraz z zapalniczką. — Jakby cię to pocieszyło, to tamci wyglądają gorzej — uśmiechnął się do niego zaczepnie, żeby zaraz syknąć, bo rana na wardze dała o sobie znać. Akurat mówił prawdę, bo jak najbardziej razem z kolegami dali frajerom solidną nauczkę i ci skończyli w opłakanym stanie.

Toto
27 lat/a, 171 cm
kelner w bourbon house
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
Twenty Eight
Życie na własną rękę, w taki sposób jak sobie to zaplanowali, niekoniecznie im wyszło. Nie było tak cudownie, jak Toto sobie to zakładał i dość szybko pojawiły się problemy. Nie z jego winy, a z winy Monty’ego. Starał się to tolerować i znosić, jednocześnie jakoś próbując przemówić chłopakowi do rozsądku, ale kompletnie nic nie działało. Ostatecznie doszło nawet do tego, że skończyli bez dachu nad głową i wylądowali na ulicy. To właśnie wtedy Toto uznał, że ma dość i wszystko między nimi skończył. Od jakiegoś czasu, w barze w którym pracował kręcił się mężczyzna, któremu ewidentnie wpadł oko. Postanowił skorzystać z okazji, bo mimo wszystko potrzebował dachu nad głową, a z Bonneyem nic go już nie łączyło. Nie interesowało go to, co się z nim stanie, bo nie miał dla niego ani krzty współczucia po tym, w jakiej sytuacji się przez niego znalazł. W rezultacie, na ulicy spędził znacznie mniej czasu niż sam Monty.
To nie tak, że był z tym facetem, bo cokolwiek do niego czuł. Można było powiedzieć, że po prostu go wykorzystywał do tego, żeby mieć dach nad głową. Jednocześnie cały czas odkładał pieniądze i starał się znaleźć dla siebie jakiś lokum, bo wiadomo, że nie chciał zostać tutaj w nieskończoność. W końcu jednak Bonney mu o sobie przypomniał. Mógł się spodziewać, że ten tak łatwo nie da za wygraną. Błagał go o kolejną szansę. Powtarzał mu, że wszystko się zmieni, że już taki nie będzie, że znalazł mieszkanie i wszystko będzie dobrze. Toto niestety był na tyle naiwny, że postanowił się z nim spotkać i porozmawiać twarzą w twarz. Nim się obejrzał, wrócił do chłopaka i z powrotem razem zamieszkali, co później okazało się ogromnym błędem.
Za wiele się nie zmieniło. Chłopak znikał na całe noce, a często Toto nie mógł się z nim skontaktować. Dalej pił i ćpał, więc pod tym względem również było tak samo. Powoli docierało do niego, jaki błąd popełnił, jednak decydując się na to, żeby do niego wrócić. W dodatku teraz był w naprawdę chujowej sytuacji, bo nawet nie miał gdzie pójść. Skończyłby z powrotem na ulicy. Tego dnia chłopak również nie wracał długo do domu. Była już naprawdę późna pora, a Bonneya dalej nie było. Tak jak zwykle, Toto się zamartwiał i nie mógł spać, bo nie było z nim w ogóle kontaktu. Siedział więc w salonie, czekając na jego powrót. W końcu chłopak wrócił, a kiedy zobaczył w jakim ten był w stanie, to aż zmroziło mu krew w żyłach.
Może, kurwa, gdybym mógł spać, to bym spał — warknął na niego, co oznaczało tylko jedno – Toto był w naprawdę podłym, bojowym nastroju. Wpatrywał się w niego intensywnie, kiedy ten się rozbierał, by potem przejść za nim do kuchni. Prychnął cicho, widząc jak ten wyjął z lodówki piwo, którego zaraz się napił. Z niedowierzaniem pokręcił głową na boki. — Gówno mnie obchodzi to jak wyglądają tamci — stwierdził. — Mam tego dość. Wyprowadzam się — oznajmił, po czym odwrócił się na pięcie i skierował swoje kroki do sypialni.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
Ściągnął brwi, kiedy chłopak rzucił takim tekstem i to takim tonem. Od razu mógł wyczuć, że ten był na niego zły. Zamiast cokolwiek mu odpowiedzieć, wywrócił tylko oczami. Niewiele robił sobie z tego, że Toto najwyraźniej był na niego wściekły, bo to nie był pierwszy raz, kiedy była taka sytuacja. Wiedział, że ten trochę się na niego pogniewa, ale mu zaraz przejdzie, a przynajmniej w takim żył przekonaniu. — I dobrze, bo to akurat nie twoja sprawa — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Sięgnął z powrotem po piwo, upił jeszcze łyk i właśnie sięgał po papierosa, kiedy Toto oznajmił mu, że się wyprowadzał. — Toto, skarbie — rzucił za nim i cmoknął pod nosem. Odłożył paczkę fajek, po czym wstał z krzesła i ruszył za chłopakiem. Gdy go dogonił, chwycił go za rękę i odwrócił do siebie przodem. — Czemu się na mnie gniewasz, co? Nie moja wina, że się na nas rzucili — powiedział, oczywiście kłamiąc. Toto nie wiedział, że był w gangu i chciał, żeby tak już zostało. Jeśli nie będzie postawiony pod ścianą, to nie miał zamiaru się sprzedawać. Świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że chłopak nie pochwaliłby tego, że dołączył do takiej szemranej organizacji. Nic jednak nie mógł poradzić na to, że to był najłatwiejszy sposób na zarobek. Droga przestępcza to było coś, czego po Montym akurat można się było spodziewać.
Nie gniewaj się na mnie, że wróciłem tak późno — powiedział i wbił w niego maślane oczy. Chwycił go za dłoń i zaczął się cofać, przodem do niego w stronę salonu. Cały czas na jego twarzy malował się ten sam głupawy uśmieszek co zawsze w takich sytuacjach. — Przecież wiesz, że cię kocham. To, że czasami wyjdę gdzieś ze znajomymi i wrócę trochę później, to nie koniec świata. Poza tym wracam często tak późno, bo zarabiam. Robię to dla nas — westchnął bezgłośnie. Przysiadł na kanapie, gdy do niej dotarł, pociągając za sobą Toto, by ten też usiadł. — Przyniosłem dzisiaj do domu pieniądze — powiedział i sięgnął do tylnej kieszeni spodni, z której wyjął plik banknotów. Wcisnął je mu do ręki. Pewnie dobrze zrobił, bo gdyby zostawił je dla siebie, to bardzo szybko by je przećpał. Naprawdę rzadko się zdarzało, że przynosił do domu pieniądze, bo to, co zarobił, niemal od razu przepierdalał na używki. — Nie możesz się wyprowadzić. Nawet nie masz, dokąd pójść — skrzywił się delikatnie. — A ja nie pozwolę na to, żebyś ponownie wylądował na ulicy — dodał. Szkoda tylko, że gdyby nie Toto i jego praca, to na pewno by się nie utrzymali, bo Monty'ego pieniądze się nie trzymały. Co dostał za swoją pracę dla gangu, to zaraz przepierdalał i ostatecznie wyglądało to tak, że żyli na jednej wypłacie, bo te marne grosze, które mu zostawały, to było praktycznie tyle, co nic. — Pomóż mi lepiej doprowadzić się do ładu — uśmiechnął się do niego delikatnie. Nie miałby nic przeciwko temu, żeby Toto rzeczywiście go opatrzył.

Toto
27 lat/a, 171 cm
kelner w bourbon house
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
Nie spodziewał się takiej opryskliwej odpowiedzi, więc kiedy Monty był na tyle bezczelny, żeby odezwać się do niego takim tonem, Toto po prostu uniósł brwi, przyglądając mu się z niedowierzaniem. Takim zachowaniem chłopak zdecydowanie nie poprawiał swojej sytuacji, a wręcz odwrotnie, tylko ją pogarszał. Nie znosił takiego Monty’ego. Za każdym razem kiedy miał do czynienia z tą wersją Bonneya docierało do niego jaki błąd popełnił, decydując się na to, aby mu wybaczyć i dać mu kolejną szansę. Nie inaczej było tym razem. — Wal się — wymamrotał cicho pod nosem do samego siebie, na to jego Toto, skarbie. Monty mógł sobie te czułe słówka wsadzić głęboko w dupę, bo nie chciał ich teraz słuchać. Był na niego wściekły, ale jednocześnie było mu naprawdę przykro. Miał już dość tego wszystkiego. Niezależnie od tego jak bardzo by się starał, jego próby przemówienia chłopakowi do rozsądku spełzały na niczym. Coraz bardziej znowu męczył się w tym związku i docierało do niego, że to po prostu nie wypali. Obaj mieli wobec siebie całkiem inne oczekiwania i wizję tego, jak ich przyszłość powinna wyglądać. Nie wyglądało też na to, żeby mieli się dogadać. Gdy chłopak go dogonił i chwycił, odruchowo od razu szarpnął mocno ręką, chcąc, żeby Monty go puścił. — Przestań. Wiem, że masz mnie za jakiegoś głupiego, ale ja nie jestem idiotą. Nie traktuj mnie tak, bo mnie to wkurwia — warknął na niego. Widać było, że nie żartował i miał już tego po dziurki w nosie. Niesamowicie irytowało go, kiedy Monty zwracał się do niego w taki sposób jak teraz, jakby był jakimś przygłupim i nierozumnym dzieckiem, które bez powodu robi problemy. Byli dorosłymi ludźmi, a Bonney zachowywał się jak niedojrzały, samolubny gówniarz – miał prawo być o to na niego zły. Już od dłuższego czasu coś było na rzeczy, a skoro Monty nawet nie potrafił być z nim szczery i coś przed nim ukrywał, to nie miał zamiaru dłużej z nim być. Nie chciał kontynuować związku z osobą, której nawet nie mógł ufać.
Daruj sobie — powiedział, nie chcąc nawet słuchać jego tłumaczeń. Nie interesowało go, jakie wymówki i kłamstwa tym razem Bonney wymyśli. Przejrzał go już dawno. Nie chciał się z nim siłować ani szarpać, dlatego po prostu ruszył za nim, kiedy ten go pociągnął. Nie robił tego jednak, bo chciał. — Skończ. Mam dość twoich ciągłych wymówek, kłamstw i mydlenia mi oczu. Żałuję, że do ciebie wróciłem i dałem ci szansę. Gdybym wiedział, że tak będzie, nigdy bym się na to nie zdecydował — nie miał najmniejszego zamiaru owijać w bawełnę. Skończyła mu się cierpliwość do chłopaka i widać to było gołym okiem. Poza tym, skoro już raz był w stanie go zostawić, co stało na przeszkodzie, żeby zrobił to znowu? Absolutnie nic. Ściągnął brwi, kiedy chłopak wspomniał o pieniądzach, a potem wyjął plik banknotów z kieszeni i wcisnął mu go do ręki. — Skąd je masz? — zapytał. — Ukradłeś? — dodał. Nie, ani przez chwilę nie pomyślał, że chłopak zdobył te pieniądze w legalny sposób. — Nie chcę ich. Nie mam pojęcia skąd je wziąłeś — powiedział i wcisnął mu banknoty z powrotem do ręki. Nie chciał od niego brudnych pieniędzy. — To już moja sprawa. Poradzę sobie — powiedział po prostu i wzruszył ramionami. Nawet jakby miał trafić na ulicę, to trudno. To nie tak, że już raz na niej nie skończył, w dodatku również z winy Bonneya. — Dlaczego miałbym to zrobić? Sam się w to wpakowałeś, to teraz sam sobie radź. Nie mieszaj mnie w to — powiedział, po czym odwrócił się znowu na pięcie, z powrotem ruszając w kierunku sypialni. Wyglądało na to, że naprawdę się uparł.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
Nie mam cię za głupiego — spojrzał na niego z niedowierzaniem. Nigdy nawet przez moment nie pomyślał o nim, jakby Toto był głupi. Wiedział, że młodszy był bystry. Znacznie bystrzejszy od niego. Cóż, nie zmieniało to jednak faktu, że myślał, że był na tyle naiwny, że będzie mógł mu mydlić oczy jeszcze przez długi czas; że chłopak nie domyśli się, że coś było na rzeczy i że nie będzie chciał wnikać w to, gdzie znikał za każdym razem, kiedy nie wracał na noc do domu.
Wydał z siebie krótki pomruk, kiedy ten kazał mu sobie darować. Nie podobało mu się to, że najwyraźniej chłopak miał dość tego, co się działo ostatnimi czasy i że nawet nie chciał o tym dyskutować. Trochę zaczynał panikować, bo dobrze wiedział, że jak wchodził w ten swój tryb bycia pogniewanym, to nie będzie łatwo go ugłaskać. Jego następne słowo po prostu sprawiły mu przykrość. Nikt nie chciał słuchać tego, że ktoś żałował, że do niego wrócił. Myślał, że mimo wszystko byli ze sobą szczęśliwi, ale wyglądało na to, że tak nie było. — Toto... — zaczął. — Nie mów takich rzeczy. Łamiesz mi serce — powiedział i dramatycznie ułożył dłoń po lewej stronie. Naprawdę było mu chujowo z myślą, że chłopak wolał się od niego wynieść i jakoś sobie sam radzić, niż być z nim. Wiedział, że ostatnio trochę broił, ale nie zmieniało to faktu, że szalenie go kochał i chciał z nim być. Ściągnął brwi, kiedy Toto zarzucił mu, że ukradł pieniądze. Nie ukradł, ale zdobył je w mało legalny sposób. — Nie jestem złodziejem. Za kogo ty mnie ma masz? — prychnął. — To uczciwe pieniądze za uczciwy dzień pracy — dodał. Prawda była taka, że nijak nie były uczciwe, bo były okupione handlem narkotykami i wpierdolem. Mimo wszystko nie ukradł ich, a to chyba była dość istotne, prawda? Zarobił, a to była różnica, niezależnie od tego, na czym jego praca polegała. — Mówię ci, że zarobiłem — skrzywił się delikatnie, kiedy ten wcisnął mu z powrotem banknoty w dłoń. Wypuścił głośno powietrze nosem i odłożył plik na stolik. Skoro ich nie chciał, to wyda je tak, jak uzna to za stosowne. — Nie poradzisz. Znowu będziesz dawał komuś dupy za mieszkanie? — warknął na niego. Oj tak, bolało go to, że znalazł sobie kogoś, u kogo pomieszkiwał i w jego oczach wyglądało to właśnie tak — Toto dawał dupy za to, żeby mieć gdzie mieszkać i co jeść. Wkurwiało go to i najchętniej dorwałby tego typa i go z n i s z c z y ł za to, że w ogóle śmiał dotykać jego ukochanego. Jego własność.
Bo się kochamy i powinieneś się choć trochę przejąć tym, że mnie napadli — powiedział. Wbił mordercze spojrzenie w jego plecy, kiedy Toto ruszył w stronę sypialni. Oczywiście, że nie miał zamiaru mu pozwolić na to, żeby się wyniósł, więc wstał z kanapy i ruszył za nim żwawym krokiem, by zajść mu drogę. Chwycił go za nadgarstek, na którym mocno zacisnął swoje palce. — Nigdzie stąd nie wyjdziesz — powiedział. — Nie ma szans, że pozwolę ci odejść. Nie zostawisz mnie po raz kolejny — wycedził, wpatrując się w jego twarz.

Toto
27 lat/a, 171 cm
kelner w bourbon house
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
Zachowujesz się tak, jakbyś mnie za takiego miał — stwierdził i wzruszył ramionami. Skoro Monty myślał, że był na tyle naiwny, żeby uwierzyć w te wszystkie jego historyjki i wymówki, to równie dobrze miał go również za wystarczająco głupiego, żeby dać się na to nabrać. Zdecydowanie nie był idiotą i dobrze wiedział w co Bonney sobie z nim pogrywał. Nie miał zamiaru iść mu na rękę, to na pewno.
Nie rozumiał jakim cudem Monty nie był w stanie pojąć tego, że jak będzie zachowywał się chujowo, to prędzej czy później wrócą do punktu wyjścia. Wrócił do niego i dał mu szansę, bo miało być lepiej; bo Bonney miał się zmienić. Tak jednak się nie stało. Może przez chwilę rzeczywiście było dobrze, ale potem wszystko się spierdoliło i chłopak znowu zachowywał się tak samo jak wcześniej. Gdyby tylko wiedział, że tak będzie i mu nie zaufał… Odkąd wszystko znowu zaczęło się sypać, uświadomił sobie jak bardzo wielki błąd popełnił, decydując się do niego wrócić. Nie mógł zaprzeczyć temu, że dał mu się omamić. Kochał go, więc nic dziwnego, że chciał mu dać szansę, kiedy Bonney zaczął mu obiecywać to i owo. Szkoda tylko, że koniec końców żadna z tych obietnic nie miała pokrycia. — A myślisz, że ty mi nie łamiesz serca? — zapytał wprost. — Tym jak się zachowujesz i jak mnie traktujesz? Obiecałeś mi coś i co? Myślisz, że nie boli mnie to, że mnie okłamujesz i nie dotrzymujesz słowa? Że wodzisz mnie za nos? — wygarnął mu. Zaczęło mu się ulewać, a to świadczyło tylko o jednym – robiło się naprawdę poważnie, a Toto zdecydowanie nie żartował. Naprawdę był skłonny spakować się, tu i teraz, a potem się stąd wynieść i nawet się nie oglądać za siebie. — Gdyby to wszystko było uczciwe, to nie wracałbyś do domu o tej porze z obitą mordą — powiedział i spojrzał na niego z politowaniem. Już od dawna miał podejrzenia co do tego, że czymkolwiek chłopak by się nie zajmował, to dalekie to było od legalnego. Za każdym razem kiedy ten wracał w takim stanie jak dzisiaj do domu, tylko jeszcze bardziej utwierdzał się w tym przekonaniu. — Jak? — zapytał. — Albo mi powiesz, albo między nami wszystko skończone — powiedział i wzruszył obojętnie ramionami. Skoro Monty miał zamiar zachowywać się w taki sposób, to Toto miał zamiar go szantażować i stawiać mu ultimatum. Miał dość bycia oszukiwanym na każdym kroku. — Jak będzie trzeba, to tak — wycedził. — I nie zapominaj, że gdyby nie ty, to nigdy by do tego wszystkiego nie doszło. To przez ciebie skończyłem bez dachu nad głową. Sam jesteś sobie winien — warknął, po czym posłał mu złośliwy uśmiech.
No jak widzisz, niezbyt się przejąłem — stwierdził i wzruszył ponownie ramionami. Nie miał zamiaru się zamartwiać, skoro chłopak sam wpakował się w jakiś syf. Był dorosły, niech sam o siebie zadba. Nie spodziewał się niczego innego jak tego, że Monty znowu będzie chciał go zatrzymać. Gdy zaszedł mu drogę i tak go chwycił, skrzywił się i syknął cicho, bo ten ścisnął jego rękę na tyle mocno, że odczuł ból. — Żebyś się, kurwa, nie zdziwił — powiedział. — Nie mam zamiaru dłużej grać w twoje gierki i dawać się oszukiwać. Nie chcę być z kłamcą i przestępcą, który nie ma do mnie za grosz szacunku i bierze mnie za pierdolony pewnik! — wrzasnął na niego, bo miał tego serdecznie dość. — Radzę ci, lepiej mnie puść, zanim zrobi się naprawdę nieprzyjemnie i dojdzie do czegoś, czego obaj będziemy żałować — powiedział. Mieli okazję rozejść się we względnym spokoju i zgodzie. Lepiej, żeby Bonney mu tego nie utrudniał.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
Skrzywił się, kiedy chłopak zalał go tymi pytaniami. No tak, mógł się spodziewać tego, że odpowie mu w taki sposób, bo to było bardziej niż oczywiste, że Toto czuł się w taki chujowy sposób. Nawet nie wiedział, co powinien mu na to odpowiedzieć, więc tylko odwrócił głowę w bok i zagryzł policzek od środka. — Nie robię tego celowo — wymamrotał pod nosem. Nie chciał go ranić. Nie robił tego specjalnie. Kochał go i chciał zapewnić im dobrobyt, a to, że robił to w nielegalny sposób, to już była zupełnie inna śpiewka. — Wracam o tej porze, bo do późna pracuje. Przecież praca na nocki to żadna nowość. A wracam z obitą mordą, bo to mnie ktoś zaatakował. Myślisz, że chodzę i napierdalam się z ludźmi dla przyjemności? — powiedział. No, trochę przyjemności w tym miał, bo naprawdę miło było się na kimś wyżyć, kiedy miało się spierdolony humor. Nie zmieniało to jednak faktu, że samemu dostawać po mordzie nie lubił i chętnie by zrezygnował z tej części swojej pracy. Niestety, ale tak się nie dało. — Skarbie... — zaczął, co znaczyło tylko tyle, że miał zamiar się migać od odpowiedzi. — To nie jest takie proste — posłał mu przepraszające spojrzenie. Naprawdę nie chciał mu mówić prawdy. Nie uważał, żeby Toto musiał ją też znać, bo to nie tak, że wiedza o tym, że był w gangu, była mu do czegokolwiek potrzebna. Uniósł wyżej brew, gdy powiedział coś takiego. — Aha — odpowiedział jedynie. Dobrze było wiedzieć, że dla niego to nie byłoby żadnym problemem, żeby zachować się w taki sposób. — Myślisz, że o tym nie wiem? Że nie wyrzucam sobie tego? — zapytał, podnosząc nieco swój głos. Dobrze wiedział, że to przez niego wylądowali na ulicy i nijak nie potrafił sobie tego wybaczyć. To był okropny okres w jego życiu i nigdy nie chciałby tego powtarzać. Miał nadzieję, że fucha w gangu zapewni mu dach nad głową i że tak długo, jak będzie pracował dla tych ludzi, tak długo będzie mu dobrze. Musiał jeszcze tylko przekonać Toto do tego, żeby był w tym z nim.
No właśnie widzę i nie jest to za miłe, wiesz? — mruknął pod nosem. Jakby role się odwróciły, to od razu leciałby z apteczką, żeby go opatrzyć, ale jak widać, mieli do tego różne podejście. Nie zwrócił uwagi na to, że złapał go tak mocno i że chłopak aż syknął z bólu, bo był naćpany i nadal pod wpływem adrenaliny. — Nie biorę cię za pewnik! Już raz cię straciłem. Wiem, że jesteś w stanie odejść — rzucił podniesiony tonem. — Myślisz, że nie spędza mi to snu z powiek?! — dodał, wpatrując się w jego twarz. — Nie gróź mi — powiedział spokojniej. Przez dłuższą chwilę się wahał, ale w końcu puścił go i uniósł ręce w obronnym geście. — Chcesz wiedzieć, skąd mam pieniądze, w porządku, powiem ci, ale masz mi pomóc się ogarnąć i przede wszystkim się na mnie tak nie wkurwiać — dodał spokojniej. Coś jednak czuł, że chłopak i tak będzie się na niego wkurwiał, co nie było wcale dziwne.

Toto
27 lat/a, 171 cm
kelner w bourbon house
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
Prychnął cicho słysząc jego odpowiedź i pokręcił głową na boki. — Gówno mnie obchodzi czy robisz to celowo, czy nie. To nie zmienia tego, jak się przez to czuję — powiedział i pokręcił z niedowierzaniem głową. Jakie to miało znaczenie, czy Monty zachowywał się w ten sposób specjalnie, czy też nie? Dla Toto liczyło się jedynie to, że niezależnie od tego i tak czuł się traktowany przez chłopaka jak gówno i sposób w jaki Bonney się zachowywał sprawiał, że czuł się przez niego zraniony. Poza tym, czuł się też oszukany, bo co innego chłopak mu obiecał, a nijak się to pokrywało z rzeczywistością i tym jakie życie aktualnie prowadzili. Jeśli tak to miało wyglądać, to naprawdę nie chciał w tym dłużej tkwić. — No patrz, to musisz mieć zajebistego pecha, skoro tak często zdarza się, że ktoś cię atakuje — powiedział i uśmiechnął się do niego złośliwe. Zrozumiałby, gdyby taka sytuacja zdarzyła się raz czy dwa, ale tak nie było. Monty notorycznie wracał do domu poobijany, więc wersja, że akurat ktoś go zaatakował po prostu nie trzymała się kupy, bo jakie było prawdopodobieństwo, że akurat jemu przytrafiało się coś takiego tak często? — Nie obchodzi mnie to, czy jest proste czy skomplikowane. Chyba jasno dałem do zrozumienia, że chcę poznać prawdę — powiedział po prostu. Tyle tylko, że ta prawda magicznie nie sprawi, że zechce zostać u boku chłopaka. Jeśli będzie to coś, czego nie będzie w stanie zaakceptować to i tak nie będzie chciał dalej z nim być. — Nie podnoś na mnie głosu, kiedy to ty spierdoliłeś, a nie ja — warknął na niego. Nie miał zamiaru tolerować takiego zachowania względem swojej osoby.
Sam jesteś sobie winien, że wpakowałeś się w jakieś gówno — wzruszył ramionami. Może gdyby rzeczywiście była to kwestia tego, że ktoś przypadkowo i bez powodu zaatakował Monty’ego i zrobił mu krzywdę, to by się tym przejął. Prawda jednak była inna, a Toto nie był głupi i wiedział, że cokolwiek mu się stało, to chłopak sam do tego doprowadził. Dlaczego więc miałby się tym martwić i się nad nim litować? — Jakoś nie widać, żebyś tego żałował albo miał jakiekolwiek refleksje! — odpowiedział, również podnosząc swój głos. Skoro chłopak się nie zmienił i dalej był taki jak kiedyś, to najwyraźniej nie nauczył się niczego na swoich błędach. Chyba powinien z nim jeszcze raz zerwać i rzeczywiście się wynieść, skoro temu było za dobrze i za pewnie się czuł tylko dlatego, że już raz do niego wrócił. — Bo co, hm? Co mi zrobisz? — spojrzał na niego z politowaniem. Pomimo tego, jaki Monty był, wierzył w to, że chłopak nigdy nie wyrządziłby mi fizycznej krzywdy. Cóż, po czasie okaże się, w jakim błędzie był, ale teraz żył w przeświadczeniu, że Bonney nigdy nie podniósłby na niego ręki. Kiedy go puścił, od razu sięgnął do swojego nadgarstka, żeby go rozmasować, krzywiąc się przy tym z bólu. Widać było, że po uścisku chłopaka na jego ręce pozostał wyraźny ślad. — Nie mów mi co mam robić i nie rozstawiaj mnie po kątach. Nie jestem na twoje każde zawołanie. Co najwyżej mogę ci pomóc, jak sam będę tego c h c i a ł — wycedził, bo uznał, że Monty trochę za dużo sobie pozwalał, próbując mu coś kazać zrobić. — A teraz mów co jest na rzeczy, bo inaczej zabieram swoje rzeczy i stąd wypierdalam — ostrzegł go.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
No i nie chcę, żebyś się tak przeze mnie czuł. Przecież mi na tym nie zależy — powiedział, jakby to miało być wytłumaczenie jego zachowania. Prawda była taka, że naprawdę nie chciał sprawiać mu przykrości i że naprawdę nie lubił, kiedy Toto czuł się w taki sposób. Nie zmieniało to jednak faktu, że zachowywał się wobec niego jak dupek i to nierzadko. Ostatnimi czasy nawet zdarzało mu się to bardzo często, przez co dochodziło między nimi do spięć. — Prawda? — rzucił tylko. Nie miał zamiaru się przyznawać do tego, że sam sobie zasłużył na ten wpierdol, a przynajmniej nie tak od razu. Widział, że chłopak niekoniecznie wierzył mu w to, że został napadnięty i w ogóle go to nie urządzało. Wolałby, żeby to łyknął, opatrzył go, a potem ojojał. — Mhm — mruknął tylko i się skrzywił. Jak tak dalej pójdzie, to rzeczywiście nie będzie miał innego wyjścia i będzie musiał mu powiedzieć, w czym była rzecz. Problem tylko polegał na tym, że razem z tym, zapewne będzie mógł pożegnać się z tym związkiem, bo szczerze wątpił w to, że Toto będzie chciał być z kimś, kto był w gangu, niezależnie od tego, jak bardzo by go nie kochał. — Przepraszam, nie powinienem — odparł i odetchnął głęboko. Rzeczywiście krzyczenie na niego nie było dobrym pomysłem, ale nie zmieniało to faktu, że był zdenerwowany i nabuzowany przez narkotyki i tę bójkę. Jakoś musiał dać upust temu, jak się czuł i niestety Solace był pod ręką.
Nie wpakowałem się w żadne gówno. Zaatakowali mnie — dalej upierał się przy swoim. Wolał trzymać się tej wersji, choć widział, że Toto nijak mu w to nie wierzył. Wkurwiało go to, że ten nie chciał tego łykać. — Bo żałuję w środku, a refleksje to inna kwestia — rzucił w odpowiedzi, co było bardzo głupie, ale już naprawdę nie wiedział, jak się z tego wybronić. Drażniło go to, że Toto tak się na niego wkurwiał, zamiast przejąć się jego losem i tym, w jakim skończył stanie, nawet jeśli zasługiwał na to, żeby ten był na niego taki zły. Ściągnął brwi, kiedy tamten powiedział coś takiego. Nic mu nie zrobi, bo nie był aż tak jebnięty, a przynajmniej tak myślał w tamtym momencie, bo jak się później okazało, jak najbardziej był w stanie go uderzyć. — Nic ci nie zrobię — powiedział wprost i lekko się skrzywił. Zerknął na jego nadgarstek, na którym teraz widniał wyraźny ślad, ale zaraz odwrócił głowę w drugą stronę, żeby na to nie patrzeć. — Nie rozstawiam cię po kątach — oburzył się. — Po prostu jesteś moim chłopakiem i jak widzisz, że coś mi dolega, to sam powinieneś chcieć mi pomóc — dodał. Dla niego to było oczywiste, że tak to powinno działać, ale jak widać, Solace miał inne zdanie. Wypuścił głośno powietrze nosem na ten jego szantaż. Przez dłuższą chwilę się wahał, wpatrując się w chłopaka, ale w końcu postanowił powiedzieć prawdę. Czy miał inne wyjście? Mógł dalej próbować go bujać, ale nie sądził, żeby miał w to dalej wierzyć. O ile kiedykolwiek to robił. — A możemy usiąść i normalnie pogadać? Musimy to robić na stojąco w korytarzu? — zapytał, po czym znów go chwycił i pociągnął za sobą z powrotem w stronę kanapy, na której usiadł, pociągając go za sobą.
Przetarł twarz dłońmi, wydał z siebie głośne westchnięcie i ponownie spojrzał na Toto. — Możliwe, że zacząłem zadawać się z szemranymi typami — zaczął, bo nie miał pojęcia, jak powinien to ubrać w słowa, żeby nie powiedzieć wprost, że był w gangu. — I całkiem możliwe, że robię dla nich niezbyt legalne rzeczy — dodał.

Toto
27 lat/a, 171 cm
kelner w bourbon house
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
Ale ciągle robisz rzeczy, przez które się tak czuję — powiedział i wzruszył lekko ramionami. Celowo czy nie, Monty go krzywdził i nie dało się temu zaprzeczyć. Irytowało go to o tyle bardziej, że chłopak był tego świadom, a mimo wszystko nie robił absolutnie nic, żeby się zreflektować i zmienić swoje zachowanie. Jakby oczekiwał, że w końcu Toto do tego przywyknie i ustąpi. Cóż, jeśli właśnie na to liczył, to jak widać, przeliczył się i uzyskał efekt odwrotny od zamierzonego, bo chciał się z nim rozstać. Spojrzał na niego z politowaniem i z niedowierzaniem pokręcił głową na boki. Czasami na poważnie zastanawiał się nad tym, czy Monty miał go za jakiegoś skończonego idiotę, myśląc, że łyknie te wszystkie farmazony, które próbował mu wcisnąć. Szczerze powiedziawszy, nawet było mu przykro, że Bonney miał o nim takie zdanie i miał go za aż naiwnego. — Nie, nie powinieneś — potwierdził. Ostatnimi czasy Monty naprawdę za dużo sobie pozwalał, a to była kolejna kwestia, która z dnia na dzień coraz bardziej działała mu na nerwy i go drażniła. Tak na dobrą sprawę, chłopak nie robił kompletnie nic, przez co chciałby z nim dalej być.
Skończ w końcu kłamać. Myślisz, że oszukiwaniem mnie poprawisz swoją sytuację? Tylko kopiesz sobie jeszcze większy dół — powiedział, żeby Monty nie miał co do tego żadnych wątpliwości. To było mało prawdopodobne, że tak często chłopaka ktoś atakował, przez co co chwilę chodził poobijany. Nikt by w to nie uwierzył, nawet największy naiwniak na świecie. Toto na pewno mu nie wierzył. — To powodzenia, skoro nie masz zamiaru się zreflektować. Właściwie, to możesz sobie już szukać nowego chłopaka — odparł i wzruszył obojętnie ramionami. I tak wystarczająco długo go znosił i tolerował to wszystko, co ten odwalał. W końcu jego cierpliwość się skończyła, więc Monty albo zrobi coś, co sprawi, że Toto przy nim zostanie, albo po prostu każdy z nich znowu pójdzie w swoją stronę. Tyle tylko, że tym razem powrotów nie będzie. — No ja myślę — stwierdził. Tylko by spróbował, a to byłby ostatni raz, kiedy widziałby go na oczy. Tego mógł być pewien. — Nie, w ogóle — prychnął. — Ale jak widać nie mam na to ochoty. Ty też jesteś moim chłopakiem i powinieneś mnie dobrze traktować, a niespecjalnie się do tego kwapisz — odbił piłeczkę. W takim wypadku wychodziło na to, że byli kwita. Swoją drogą, zabawne, że Bonney zarzucał mu coś takiego, kiedy jemu samemu baaaardzo daleko było do idealnego partnera. No, ale najłatwiej było mieć oczekiwania wobec drugiej osoby, jednocześnie nie dając i wnosząc nic od siebie. — Możemy — burknął w odpowiedzi. Nie protestował, kiedy chłopak go chwycił i pociągnął za sobą do salonu, gdzie posadził go na kanapie.
Ściągnął brwi na to, co Monty mu powiedział. — Z jakimi szemranymi typami i jakie nielegalne rzeczy? — zapytał. Bonney chyba nie myślał, że powie mu jedynie coś takiego i będzie koniec tematu. Logiczne, że Toto będzie drążył, chcąc poznać wszystkie szczegóły. W ogóle nie podobało mu się to, w jakim kierunku zmierzała ta rozmowa.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
Nie kłamię — uparł się dalej przy swoim. Oczywiście, że kłamał, ale nie było szans, że powie mu prawdę. Nie chciał mu się przyznawać do tego, że był po stronie, która tę bójkę wywołała, a nie po tej, na którą się rzucono. Przecież nie powie mu wprost, że był agresorem i że chętnie spuszczał wpierdol innym ludziom. Bo tak, sprawiało mu to przyjemność i pozwalało odreagować pewne problemy. Zamrugał kilkukrotnie na jego kolejne słowa, bo tego się nie spodziewał. Nie podobało mu się to, że chłopak w ten sposób się do niego odzywał. — Nie chcę szukać sobie nowego chłopaka — oburzył się. — Kocham cię i nie chcę nikogo innego — skrzywił się pod nosem. Nie wyobrażał sobie, że Toto miałby go ponownie zostawić, bo wtedy przeżył to rozstanie naprawdę podle. Niestety, ale nie robił nic, żeby go przy sobie zatrzymać. Zachowywał się wobec niego naprawdę okropnie. — Nie jestem jakimś potworem — dodał jeszcze pod nosem. Niestety, ale w końcu przyjdzie taki moment, kiedy okaże się, że jednak nim był. Spojrzał tylko na niego z politowaniem, bo naprawdę nie uważał, żeby tak było. — Jezu, Toto... Nie przesadzasz trochę? Przecież nic takiego nie robię. Kocham cię, dbam o ciebie... — powiedział. No, tak niekoniecznie dbał, skoro nie potrafił legalnie pracować i przynosić do domu pieniędzy, bo wszystko, co zarobił, wydawał zaraz na narkotyki i chlanie. Był okropnym materiałem na chłopaka i temu nie dało się zaprzeczyć. Aż dziw brał, że Solace aż tyle z nim wytrzymał. Skinął lekko głową, kiedy chłopak powiedział, że mogli przenieść się do salonu.
No tak, mógł się spodziewać tego, że Toto będzie chciał dokładnie wiedzieć, co takiego miał na myśli, co nie zmieniało faktu, że nie kwapił się do tego, żeby mu o tym powiedzieć. — Toto... — zaczął i przetarł oczy palcami. Chyba będzie musiał powiedzieć mu o tym wprost, ale w ogóle nie miał na to ochoty. Spojrzał na niego i przez dłuższą chwilę po prostu się na niego patrzył. — Chodzi o gang — powiedział w końcu, przenosząc spojrzenie na swoje dłonie. — Dołączyłem do gangu — dodał gwoli wyjaśnienia. — Zajmuję się tam przede wszystkim dragami i haraczami — dodał i odetchnął głębiej. — Myślisz, że skąd dostałem mieszkanie, kiedy nie miałem grosza przy duszy? Pojawili się znikąd, zaproponowali, że jeśli do nich dołączę, to dadzą mi dach nad głową, a potem pieniądze. To łatwy zarobek — powiedział, chcąc jakoś się usprawiedliwić. — Wiem, że to, co robię, jest złe, ale naprawdę nie miałem innego wyjścia jak tylko do nich dołączyć. Miałem do wyboru dalej mieszkać na ulicy albo dostać mieszkanie i przekonać cię do tego, żebyś do mnie wrócił — ponownie na niego spojrzał błagalnym wzrokiem. Jasne, podobało mu się to, że był w gangu, bo najzwyczajniej w świecie pasowało to do jego stylu bycia, ale nie zmieniało to faktu, że zdawał sobie sprawę z tego, że robił źle i że wiele ryzykował.

Toto
ODPOWIEDZ

Wróć do „Czasoprzestrzeń”