iza
Mercer mógł to zrozumieć. Sam był zżyty ze swoją siostrą, która robiła mu za matkę, której Ezra w sumie nawet nie pamiętał. Miał ile, ze dwa latka, gdy ich rodzicielka zmarła, a ojciec postanowił, że jeszcze chwilę się z nimi pobawi, a potem wyjdzie po mleko i nigdy nie wróci. Theresa wzięła na siebie ciężar, którym był młodszy brat, wychowanie go, zajmowanie się domem i własna nauka, a potem praca. Młodszy brat natomiast wyrósł na tak leniwego typa, że nie potrafił nawet pójść na studia po szkole, ani znaleźć odpowiedniego zatrudnienia, które sprawiłoby, że mógłby choć trochę pomagać z czynszem.
Zamiast tego siedział, zajmował miejsce na kanapie, oglądał seriale, grał w każdą możliwą grę i dokuczał Alexowi, który chyba i tak już coraz bardziej miał go dość. Przez co i Ezra zaczynał zastanawiać się, czy to nie najwyższy czas i pora, aby coś w sobie zmienić. Młodszy nie będzie, co prawda nie spieszyło mu się do tego, by pójść na jakieś zaoczne studia, czy znaleźć pracę przez którą stanie na nogi, ani tym bardziej nie szukał wielkiej miłości, aby zakładać rodzinę, ale może… małymi krokami powinien się jakoś zacząć ogarniać. O dziwo ogarnianie zaczął najwidoczniej od spraw łóżkowych, które nie zajmowały go już aż tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu.
Starał się nie gapić na młodszego, choć widział, że sprawił mu przykrość. Sam więc odwrócił głowę w drugą stronę, jakby nagle zainteresowała go ściana po drugiej stronie salonu i zaczął szukać na nich plam. I tak nic z tymi plamami nie zrobi, ewentualnie jak Tessa wścieknie się na tyle, żeby zmusić go do kupienia farby i pomalowania ścian. Podniósł dłoń do szyi i podrapał się lekko, zostawiając po sobie czerwone ślady na wrażliwej skórze. Westchnął cicho i wrócił spojrzeniem na Etienne, siląc się na delikatny uśmiech, który tak czy siak przyszedł mu z trudem.
Już miał zaoponować i zatrzymać go, ale chyba zjebał po całości i jedyne, na co na razie było go stać, było sztywne skinienie głową i zagryzienie dolnej wargi. Mógł się nie odzywać, ale sam myślał, że są przyjaciółmi, którzy w tym momencie chcieli porozmawiać od serca. Może źle zinterpretował słowa młodszego, może sam wyskoczył z tym pytaniem jak Filip z konopi i powinien dać sobie na wstrzymanie. A może zwyczajnie tak miało być i nie powinien tego roztrząsać, bo to też nie było w jego stylu. Dziwnie się zachowywał, musiał chyba zdzielić siebie w twarz, albo dla równowagi we wszechświecie dać w mordę Alexowi.
- Nie przeszkadzasz, ale jeśli chcesz iść, to nie będę Cię zatrzymywać, jak coś to wiesz, gdzie mieszkam i możesz wpaść na plotki, ewentualnie, jak będziesz się już lepiej czuć, to może gdzieś wyjdziemy? – spojrzał wymownie na jego nogi, powoli wstając z kanapy i podsuwając mu ręce, które zaraz jednak cofnął niespiesznie. Chciał mu pomóc, ale z drugiej strony już i tak nieźle odwalił, więc nie wiedział, czy kolega chce, aby tak się teraz nad nim rozczulał. Było rzeczywiście głupio i niezręcznie, a atmosferę mógł nawet porównać do tej, która towarzyszyła jemu i Sheenowi od czasu feralnego zdarzenia w klubie.
Przełknął cicho ślinę, czekając, aż chłopak podniesie się z kanapy, by pomóc mu, asekurując każdy jego krok, przejść na korytarz i przypilnować, gdy ten zbierał się do wyjścia. Wziął głęboki oddech i spojrzał na niego ze skruchą w spojrzeniu. – Przepraszam, nie chciałem naciskać i jeśli Cię uraziłem, to serio przepraszam. Mam nadzieję, że jeśli nie ja… nie, dobra, nieważne. Daj znać, jak dotrzesz do siebie, dobra? Żebym się nie martwił – podrapał się nawet po karku, bo nie dość, że było mu głupio jak cholera, to jeszcze miał wrażenie, że nagle w pomieszczeniu zrobiło się okropnie gorąco.
Etienne Martel
Zamiast tego siedział, zajmował miejsce na kanapie, oglądał seriale, grał w każdą możliwą grę i dokuczał Alexowi, który chyba i tak już coraz bardziej miał go dość. Przez co i Ezra zaczynał zastanawiać się, czy to nie najwyższy czas i pora, aby coś w sobie zmienić. Młodszy nie będzie, co prawda nie spieszyło mu się do tego, by pójść na jakieś zaoczne studia, czy znaleźć pracę przez którą stanie na nogi, ani tym bardziej nie szukał wielkiej miłości, aby zakładać rodzinę, ale może… małymi krokami powinien się jakoś zacząć ogarniać. O dziwo ogarnianie zaczął najwidoczniej od spraw łóżkowych, które nie zajmowały go już aż tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu.
Starał się nie gapić na młodszego, choć widział, że sprawił mu przykrość. Sam więc odwrócił głowę w drugą stronę, jakby nagle zainteresowała go ściana po drugiej stronie salonu i zaczął szukać na nich plam. I tak nic z tymi plamami nie zrobi, ewentualnie jak Tessa wścieknie się na tyle, żeby zmusić go do kupienia farby i pomalowania ścian. Podniósł dłoń do szyi i podrapał się lekko, zostawiając po sobie czerwone ślady na wrażliwej skórze. Westchnął cicho i wrócił spojrzeniem na Etienne, siląc się na delikatny uśmiech, który tak czy siak przyszedł mu z trudem.
Już miał zaoponować i zatrzymać go, ale chyba zjebał po całości i jedyne, na co na razie było go stać, było sztywne skinienie głową i zagryzienie dolnej wargi. Mógł się nie odzywać, ale sam myślał, że są przyjaciółmi, którzy w tym momencie chcieli porozmawiać od serca. Może źle zinterpretował słowa młodszego, może sam wyskoczył z tym pytaniem jak Filip z konopi i powinien dać sobie na wstrzymanie. A może zwyczajnie tak miało być i nie powinien tego roztrząsać, bo to też nie było w jego stylu. Dziwnie się zachowywał, musiał chyba zdzielić siebie w twarz, albo dla równowagi we wszechświecie dać w mordę Alexowi.
- Nie przeszkadzasz, ale jeśli chcesz iść, to nie będę Cię zatrzymywać, jak coś to wiesz, gdzie mieszkam i możesz wpaść na plotki, ewentualnie, jak będziesz się już lepiej czuć, to może gdzieś wyjdziemy? – spojrzał wymownie na jego nogi, powoli wstając z kanapy i podsuwając mu ręce, które zaraz jednak cofnął niespiesznie. Chciał mu pomóc, ale z drugiej strony już i tak nieźle odwalił, więc nie wiedział, czy kolega chce, aby tak się teraz nad nim rozczulał. Było rzeczywiście głupio i niezręcznie, a atmosferę mógł nawet porównać do tej, która towarzyszyła jemu i Sheenowi od czasu feralnego zdarzenia w klubie.
Przełknął cicho ślinę, czekając, aż chłopak podniesie się z kanapy, by pomóc mu, asekurując każdy jego krok, przejść na korytarz i przypilnować, gdy ten zbierał się do wyjścia. Wziął głęboki oddech i spojrzał na niego ze skruchą w spojrzeniu. – Przepraszam, nie chciałem naciskać i jeśli Cię uraziłem, to serio przepraszam. Mam nadzieję, że jeśli nie ja… nie, dobra, nieważne. Daj znać, jak dotrzesz do siebie, dobra? Żebym się nie martwił – podrapał się nawet po karku, bo nie dość, że było mu głupio jak cholera, to jeszcze miał wrażenie, że nagle w pomieszczeniu zrobiło się okropnie gorąco.
Etienne Martel
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Myre
Sam nie wiedział czemu reagował tak intensywnie, ale to wcale nie chodziło o Ezrę ani o sam seks, a głównie o jego chaotyczne uczucia, których nie potrafił zrozumieć i których sam się wstydził albo których się zwyczajnie obawiał. Wszystko, co kręciło się wokół Vincenta było bardzo niepewne. Nie miał pojęcia co ten do niego czuje i czy coś w ogóle. Nie miał pojęcia jak to będzie wyglądało, kiedy będzie musiał się od niego wyprowadzić, a ich umowa przestanie już obowiązywać. To w końcu był dom ojca Vincenta, a terapia, na którą byli zapisani nie będzie trwała wiecznie i wcześniej czy później skończy się potrzeba wpisywania Vinniego na listę obecności. Wtedy Etienne będzie musiał odejść i nie tylko nie wiedział co czuje, ale i nie miał pojęcie co wtedy ze sobą zrobi.
Patrzył przez chwilę na przyjaciela, czując się jak skończony debil i chociaż zdawał sobie sprawę z tego, jak wyglądała sytuacja, to nie potrafił zapanować nad własnymi uczuciami. Może w ogóle nie powinien był przychodzić? Miał wrażenie, że zrobiło się bardzo niezręcznie, do tego stopnia, że nie będzie już można tego naprawić i po prostu zaczną się w przyszłości unikać.
一 Pewnie, wtedy coś zaplanujemy 一 odparł starając się brzmieć jak osoba z entuzjazmem. I być może za jakiś czas naprawdę go nabierze, a przynajmniej miał taką nadzieję, W końcu Ezra tutaj nie zawinił i nie powinien czuć się źle z odmową, miał do niej pełne prawo i Etie to szanował, nawet jeżeli czuł się teraz źle.
Sięgnął po plecak, opróżniony już z fantów, które przyniósł chłopakowi, po czym zarzucił sobie na plecy, kiedy już powoli wstał. Znowu przeklinał Dereka w myślach, bo gdyby nie on, to obecnie chód do drzwi nie byłby przez niego odczuwany jak spacer wstydu, powolny i niezręczny. Zdecydowanie wolałby dojść do drzwi szybciej i pewniej. Kątem oka widział, że Ezra jest blisko, jakby go asekurował i z całych sił starał się nie robić z tego wielkiej sprawy, chociaż wstrzymywał powietrze w skupieniu, żeby się nie zachwiać.
W międzyczasie zdał sobie też sprawę, że oprócz tych pierwszych, silniejszych negatywnych odczuć po odmowie, które chyba były jakoś w nim zakodowane, odczuł też coś nowego 一 ulgę. Czy to mogła być odpowiedź na jego pytanie? Na wątpliwości, które coraz bardziej się w nim rozrastały? Nie wiedział i pewnie jeszcze przez jakiś czas się nie dowie. Zawsze był to jednak mały krok do przodu w tym, żeby dowiedzieć się w przyszłości. Tak czy siak pewnie za bardzo się wszystkim przejmował.
Obrócił się, kiedy przystanął przy drzwiach i uniósł spojrzenie na Mercera, po czym krótko pokręcił głową.
一 Przestań, nie przepraszaj. Nic się nie stało, to tylko seks 一 mruknął, wzruszając ramionami, jakby to naprawdę nie było nic wielkiego. To w końcu nie z Ezrą było coś nie tak, tylko z Etienne. Chłopa nie powinien za to przepraszać. 一 Jasne, napiszę. Trzymaj się i powodzenia z… technikiem informatykiem 一 dodał jeszcze na odchodne, unosząc lekko kącik ust w delikatnym uśmiechu. Miał nadzieję, że pożegnanie nie wyszło (znowu) niezręcznie, bo to już by była przesada i że nie miał rumieńców na policzkach przez palącą falę wstydu. Nie miał zamiaru tego jednak na wszelki wypadek sprawdzać. Do domu pojechał Uberem, żeby dla bezpieczeństwa już tylko tam spędzić kilka kolejnych dni zwolnienia lekarskiego. Potem wróci do pracy i być może do tego czasu uda mu się wyprzeć niezręczne zdarzenie z pamięci. Po przyjeździe do willi Vincenta, tak jak obiecał, dał znać Mercerowi smsem, że jest już na chacie.
Patrzył przez chwilę na przyjaciela, czując się jak skończony debil i chociaż zdawał sobie sprawę z tego, jak wyglądała sytuacja, to nie potrafił zapanować nad własnymi uczuciami. Może w ogóle nie powinien był przychodzić? Miał wrażenie, że zrobiło się bardzo niezręcznie, do tego stopnia, że nie będzie już można tego naprawić i po prostu zaczną się w przyszłości unikać.
一 Pewnie, wtedy coś zaplanujemy 一 odparł starając się brzmieć jak osoba z entuzjazmem. I być może za jakiś czas naprawdę go nabierze, a przynajmniej miał taką nadzieję, W końcu Ezra tutaj nie zawinił i nie powinien czuć się źle z odmową, miał do niej pełne prawo i Etie to szanował, nawet jeżeli czuł się teraz źle.
Sięgnął po plecak, opróżniony już z fantów, które przyniósł chłopakowi, po czym zarzucił sobie na plecy, kiedy już powoli wstał. Znowu przeklinał Dereka w myślach, bo gdyby nie on, to obecnie chód do drzwi nie byłby przez niego odczuwany jak spacer wstydu, powolny i niezręczny. Zdecydowanie wolałby dojść do drzwi szybciej i pewniej. Kątem oka widział, że Ezra jest blisko, jakby go asekurował i z całych sił starał się nie robić z tego wielkiej sprawy, chociaż wstrzymywał powietrze w skupieniu, żeby się nie zachwiać.
W międzyczasie zdał sobie też sprawę, że oprócz tych pierwszych, silniejszych negatywnych odczuć po odmowie, które chyba były jakoś w nim zakodowane, odczuł też coś nowego 一 ulgę. Czy to mogła być odpowiedź na jego pytanie? Na wątpliwości, które coraz bardziej się w nim rozrastały? Nie wiedział i pewnie jeszcze przez jakiś czas się nie dowie. Zawsze był to jednak mały krok do przodu w tym, żeby dowiedzieć się w przyszłości. Tak czy siak pewnie za bardzo się wszystkim przejmował.
Obrócił się, kiedy przystanął przy drzwiach i uniósł spojrzenie na Mercera, po czym krótko pokręcił głową.
一 Przestań, nie przepraszaj. Nic się nie stało, to tylko seks 一 mruknął, wzruszając ramionami, jakby to naprawdę nie było nic wielkiego. To w końcu nie z Ezrą było coś nie tak, tylko z Etienne. Chłopa nie powinien za to przepraszać. 一 Jasne, napiszę. Trzymaj się i powodzenia z… technikiem informatykiem 一 dodał jeszcze na odchodne, unosząc lekko kącik ust w delikatnym uśmiechu. Miał nadzieję, że pożegnanie nie wyszło (znowu) niezręcznie, bo to już by była przesada i że nie miał rumieńców na policzkach przez palącą falę wstydu. Nie miał zamiaru tego jednak na wszelki wypadek sprawdzać. Do domu pojechał Uberem, żeby dla bezpieczeństwa już tylko tam spędzić kilka kolejnych dni zwolnienia lekarskiego. Potem wróci do pracy i być może do tego czasu uda mu się wyprzeć niezręczne zdarzenie z pamięci. Po przyjeździe do willi Vincenta, tak jak obiecał, dał znać Mercerowi smsem, że jest już na chacie.
koniec♡