34 lat/a, 180 cm
właściciel i szef kuchni w Irene's
Awatar użytkownika
I can hear your heartbeat
I tried to find the sound
But then it stopped
Whispers of life
Mam zamiar zatrzymać go przy sobie jak najdłużej, ale też nie mogę go na siłę zatrzymywać, jeśli będzie chciał się rozwijać. Szkoda by było, gdyby z takim talentem zatrzymał się na takiej małej knajpie — wzruszył lekko ramionami. — Ale fakt, nie mogę zaprzeczyć temu, że jesteśmy zgraną ekipą — dodał jeszcze i uśmiechnął się do siebie pod nosem. Cieszył się, że pomimo wszystkich przeciwności losu nikt nie odszedł. Najpierw te problemy z wypłacalnością, potem huragan, który zniszczył prawie całą restaurację... Nie ma co, Irene's musiało przejść naprawdę długą drogę, żeby znów stanąć na nogi. Tak naprawdę, to gdyby nie Aurelio, to nic by z tego nie było.
Za często jak na mój gust — nadął na moment policzki jak obrażone dziecko. — Ja nie wiem... To wszystko przez to, że jesteś więcej w domu i że czasami pracujesz zdalnie. Ciebie widuje częściej — wzruszył lekko ramionami. Jasne, to było dobre, że pies nie siedział już tak długo sam, zwłaszcza że teraz Cielo nie za bardzo mógł zrobić sobie przerwę po to, żeby wyjść z nią na spacer, bo mieszkał za daleko, ale nie zmieniało to faktu, że był zazdrosny o to, że Aurelio spędzał z suczką więcej czasu od niego. — Widzisz? To nie jest wcale taki głupi plan — skinął głową, potwierdzając swoje słowa. Jak dla niego, to było naprawdę dobre rozwiązanie, biorąc pod uwagę fakt, że zależało mu na tym, żeby Orietta znów była skupiona przede wszystkim na nim, a nie na Aurelio. — To byłoby trochę jak tortura dla tego psa. Do tego ciśnięcie się z nim w windzie też nie byłoby zbyt przyjemne — stwierdził. Do takich miejsc bardziej nadawały się średniej wielkości i małe psy. Uśmiechnął się pod nosem na jego kolejne słowa. Miał wrażenie, że jak go odpowiednio podejdzie, to będzie w stanie namówić go na drugiego psa i w ten sposób pokazać suczce, że to od niego dostanie więcej uwagi. Był to dość pokrętny plan, ale zawsze jakiś. Podobno lepszy jakikolwiek niż żaden. Bolała go dupa przez to wszystko, nie mógł powiedzieć, że nie. — Mhm, golden — powtórzył i uśmiechnął się do niego delikatnie. Może powinien powiedzieć, że pasowała do niego jakaś bardziej wytworna rasa, ale nie mógł się pozbyć wrażenia, że starszy miał w sobie coś z takiego retrievera. — No wiem, że to odpowiedzialność, przecież mam psa i wychowywałem go całkiem sam. Wziąłem przecież Oriettę po śmierci żony — zaczął. — Weeeeź, na pewno sobie damy radę — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Przyda ci się taki pies tylko dla ciebie. Wiadomo, ja ci będę w tym pomagał, ale głównie to będzie twój pies. Nigdy nie myślałeś, żeby mieć jakiegoś zwierzaka tylko dla siebie? — dodał. — Nawet jak mieszkałeś sam po śmierci męża? Nie było ci jakoś tak pusto i cicho? — wzruszył lekko ramionami. Teraz to już przestała być kwestia Orietty, a zaczęła to być kwestia tego, że po prostu chciałby mieć drugiego psa.

Aurelio Visconti
42 lat/a, 192 cm
ceo i doradca finansowy w amherst loans
Awatar użytkownika
it's hard to think that I'd be so afraid
to show a piece of me I can't erase
Whispers of life
Nie no, wiadomo. Nie zatrzymasz go przecież siłą jak będzie chciał odejść. Mimo wszystko mam nadzieję, że zostanie jak najdłużej, skoro tak dobrze sobie radzi — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. — Hmmm… Powinienem zacząć być zazdrosny? — zapytał i spojrzał na niego podejrzliwie, mrużąc nieco powieki. Co prawda żartował, ale nie dało się zaprzeczyć temu, że Cielo i jego nowy kucharz dogadywali się naprawdę dobrze i szybko złapali wspólny język. Bał się, że Amoretti w końcu się zaharuje, zwłaszcza, że dość długo trwało znalezienie drugiego kucharza. Na szczęście, w końcu się udało.
To do niej miej pretensje, a nie do mnie — powiedział i przewrócił oczami. Nie rozumiał, czemu teraz obrywało mu się za to, że suczka preferowała jego towarzystwo. To nie tak, że miał wpływ na to jak bardzo Orietta go lubiła. Gdyby ją ignorował i nie poświęcał jej uwagi, to zaraz pewnie Cielo by to przeszkadzało i mógłby mu zacząć zarzucać, że nie lubi suczki i ją olewa. Takiemu to zawsze ciężko było dogodzić. Na jego kolejne słowa wydał z siebie cichy pomruk, po czym westchnął bezgłośnie. Miał wrażenie, że Amoretti chyba trochę za bardzo nakręcił się na ten pomysł z drugim psem. Widać było, że Aurelio podchodził do niego dość sceptycznie i nie był aż tak otwarty na to, żeby sprawić sobie drugiego zwierzaka. Niedawno nie rozważał nawet posiadania jednego zwierzaka, a teraz nagle rozmawiali o drugim psie. — Tak, zdecydowanie — powiedział i kiwnął delikatnie głową. O takich psach można było myśleć gdy miało się dom i duży ogród, a nie mieszkało się w apartamentowcu, w dodatku na wyższym piętrze, na które codziennie trzeba było wjeżdżać windą.
No tak, ale dwa psy to wciąż większa odpowiedzialność niż jeden — stwierdził. Wiedział, że to nie tak, że by sobie z tym nie poradzili, bo w końcu byli dwójką dorosłych mężczyzn, ale nie był pewien, czy teraz to był odpowiedni czas na to, aby decydować się na drugie zwierzę. — Sam nie wiem… — powiedział i zacisnął wargi w wąską linię. Z jednej strony nie chciał odmawiać Cielo, zwłaszcza kiedy mężczyzna prosił go o to w taki uroczy sposób, ale z drugiej musiał też myśleć realistycznie. — No coś tam kiedyś myślałem, ale nie na tyle, żeby się na to ostatecznie zdecydować — powiedział. Bardziej rozważał takie rzeczy ze swoim mężem, ale zanim podjęli jakąkolwiek decyzję, ten zachorował i zmarł. — Niby się zastanawiałem, ale potem jakoś tak… Ledwo dawałem radę z tym, żeby zadbać o siebie samego, więc branie zwierzaka pod swój dach nie wydało mi się rozsądnym pomysłem — wzruszył ramionami. Amoretti na pewno zdawał sobie z tego sprawę, zwłaszcza, że sam widział w jakim stanie było jego mieszkanie, gdy do niego pierwszy raz przyjechał. — Nie wiem. Zastanowię się nad tym trochę poważniej i zobaczymy — stwierdził w końcu. Nie chciał zamykać się na tę opcję, ale nie chciał też podejmować decyzji pochopnie. Było to coś, co wymagało dokładniejszego przemyślenia.

Cielo Amoretti
34 lat/a, 180 cm
właściciel i szef kuchni w Irene's
Awatar użytkownika
I can hear your heartbeat
I tried to find the sound
But then it stopped
Whispers of life
Też mam taką nadzieję. Ciężko by mi było się znów przestawić na to, że sam gotuję. Teraz jest mi o wiele lżej i przynajmniej mogę sobie brać dni wolne. Nie, to co wcześniej — westchnął bezgłośnie. Naprawdę nie chciałby, żeby chłopak pewnego dnia przyszedł i mu oznajmił, że dostał pracę gdzieś indziej. Zależało mu na nim jako na pracowniku, bo świetnie wywiązywał się ze swoich obowiązków, a do tego sam miał włoskie korzenie. Zamrugał kilkukrotnie, kiedy Aurelio powiedział coś takiego, bo nawet nie wiedział, jak miał zareagować. — Mam nadzieję, że tylko żartujesz — powiedział w końcu. — Po pierwsze, kocham cię, a po drugie, to on ma narzeczonego — dodał i wzruszył lekko ramionami. Nawet przez myśl by mu nie przeszło, żeby zainteresować się kimś innym i miał nadzieję, że starszy o tym wiedział i że zdawał sobie sprawę z tego, jak bardzo był w niego zapatrzony.
Już sobie z nią ostatnio porozmawiałem. Powiedziałem jej, że powinna pamiętać, kto ją wziął z hodowli, kto w środku nocy wychodził z nią na siku, kiedy była mała i kto nauczył ją żebrać i spać w łóżku — powiedział. — I wiesz co ona na to? Zaczęła na mnie szczekać — skrzywił się delikatnie. Ta rozmowa z Oriettą nic nie dała, bo ta nadal była zapatrzona w Aurelio. Może poszła w ślady swojego pana i też się w nim zakochała? Nie byłoby to wcale zaskakujące, patrząc na to, jak się zachowywała względem mężczyzny.
No to jest prawda i nie da się temu zaprzeczyć, ale to nie tak, że nie dalibyśmy sobie z tym rady — stwierdził. Zdawał sobie sprawę z tego, że drugi pies to byłaby kolejna odpowiedzialność i że ściągnęliby sobie na głowę kolejny obowiązek, ale nie zmieniało to faktu, że zdążył się na ten pomysł napalić. — No weeeź — spojrzał na niego z miną szczeniaka. — A teraz widzisz, jak fajnie jest mieć psa. Ja już sobie nie wyobrażam go nie mieć — powiedział. Jak kiedyś zabraknie suczki, to na pewno nie minie dużo czasu i przyjmie pod swój dach kolejnego szczeniaczka. — Jasne, to zrozumiałe — uśmiechnął się do niego niemrawo. — Ja z kolei czułem się cholernie samotny i potrzebowałem mieć kim się zająć, więc kupno psa wydało mi się najbardziej naturalną decyzją — dodał. Nie minęło wiele od śmierci jego żony, a Orietta pojawiła się w jego życia. W ten sposób łatwiej było mu przejść żałobę. — Ale nie mówisz nie? — uśmiechnął się do niego szeroko. Miał nadzieję, że starszy się zgodzi na tego drugiego psa. Jak tylko sobie pomyślał o szczeniaczku, to aż mu się ciepło na sercu robiło.
To co? Chcesz się przejść na stoisko z winami? — zapytał, po czym wstał od stolika. Zgarnął swój papierowy talerzyk i plastikowy kubek po piwie, żeby podejść do pobliskiego śmietnika i wyrzucić do niego wszystko. Poczekał, aż Aurelio do niego dołączy, a gdy tak się stało, to chwycił jego dłoń w swoją i ruszył przed siebie, pociągając go za sobą.

Aurelio Visconti
42 lat/a, 192 cm
ceo i doradca finansowy w amherst loans
Awatar użytkownika
it's hard to think that I'd be so afraid
to show a piece of me I can't erase
Whispers of life
No. I szukanie nowego kucharza to znowu byłoby sporo zachodu — stwierdził i westchnął cicho. Nie mógł zaprzeczyć temu, że cieszył się z obecności drugiego kucharza w Irene’s. Dzięki temu Cielo miał trochę więcej wolnego czasu, częściej mógł brać sobie wolne, a to znowu oznaczało, że miał więcej czasu dla niego. Nie miał na co narzekać. — Nie wieeeeem. Może żartuję, a może mówię serio — odparł i uniósł kąciki ust w nieodgadnionym uśmiechu. Ufał Cielo, więc to nie tak, że podejrzewałby go o oglądanie się za innymi, ale to nie tak, że nie miał się na baczności i nie był bardziej czujny, kiedy wiedział, że młodszy pracował w towarzystwie atrakcyjnego, nowego kucharza. — Po pierwsze, ja ciebie też, a po drugie, to o niczym nie świadczy — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. Dzisiejszego dnia, Amoretti wyjątkowo często rozczulał go swoim zachowaniem. Jak miał w takim razie nie twierdzić, że ten był uroczy? Nie dało się.
Och. To widzę, że macie za sobą bardzo poważną rozmowę — powiedział, starając się brzmieć przy tym poważnie i się nie roześmiać. Kiedy jednak młodszy oznajmił mu, że suczka w odpowiedzi zaczęła na niego szczekać, zaśmiał się krótko, bo jakoś nie był tym zaskoczony. Zdążył przekonać się o tym, że Orietta czasami lubiła pokazać swój charakterek. Bawiła go też wizja Cielo, który na poważnie prowadził taką rozmowę z psem licząc na to, że ta rozumiała co takiego do niej mówił.
Nie mówię, że nie dalibyśmy sobie rady, ale to wciąż dodatkowy obowiązek, który mielibyśmy na głowie — stwierdził. Wyglądało na to, że Cielo naprawdę uparł się na tego psa i chciał mieć drugiego. Coś czuł, że teraz to nie była jedynie kwestia tego, żeby miał swojego własnego, tylko tego, że młodszy po prostu chciał szczeniaczka i tyle. — Cielo — przywołał go do porządku i cmoknął na niego. Nawet jeśli nie tak łatwo było mu odmówić młodszemu, to wiedział, że musiał być stanowczy i myśleć racjonalnie. Amoretti gdyby mógł, to nawet by się nie zastanawiał, tylko nawet już jutro wróciłby do domu z drugim psem. Aurelio za to musiał to na spokojnie przemyśleć i rozważyć wszelkie za i przeciw. — No jest fajnie, ale to wciąż jest obowiązek i odpowiedzialność — odparł. Akurat wydatkami się nie martwił, bo to był najmniejszy problem, ale wszystko inne już wymagało od nich jakiegoś większego zaangażowania. — No właśnie — odparł i westchnął cicho. Jak teraz wracał do tamtych czasów myślami, to ciężko było mu uwierzyć w to, że naprawdę był w aż tak opłakanym stanie. — No widzisz. Każdy ma inne podejście i sposób na to, żeby poradzić sobie z taką sytuacją — stwierdził. Dla Aurelio na przykład było to ciągłe użalanie się nad sobą i rozpaczanie nad tym co się wydarzyło. — Nie, nie mówię nie — odpowiedział i pokręcił głową na boki.
Tak, chętnie. Chcę zobaczyć co dobrego tam mają — odparł. Sam również wstał od stołu i zgarnął swoje naczynia, po czym podszedł za młodszym do śmietnika, gdzie wszystko wyrzucił. — W takim razie prowadź. Mam nadzieję, że się nie rozczaruję — stwierdził i uśmiechnął się nikle.

Cielo Amoretti
34 lat/a, 180 cm
właściciel i szef kuchni w Irene's
Awatar użytkownika
I can hear your heartbeat
I tried to find the sound
But then it stopped
Whispers of life
Nic mi nie mów. Jak tylko sobie przypomnę, ile było zachodu z szukaniem tego kucharza, to aż mi się coś robi w środku — westchnął ciężko. Minęło naprawdę sporo czasu, zanim znalazł kogoś odpowiedniego na to stanowisko. Nic dziwnego, że teraz chciał go trzymać przy sobie, jak najdłużej się dało. — No mam nadzieję, że żartujesz — teraz to on przyjrzał mu się podejrzliwie. Uśmiechnął się do siebie pod nosem, kiedy Aurelio powiedział, że też go kochał, a na jego następne słowa po prostu wywrócił oczami. — Daj spokój. Wolę starszych. On jest dla mnie za młody — zaśmiał się i pokręcił lekko głową na boki. Mężczyzna zdecydowanie nie miał się czym przejmować, bo nigdy by go nie zdradził. Nie był typem, który potrafiłby zrobić komuś takie świństwo.
Bardzo poważną — powiedział, starając się brzmieć jak najbardziej serio. Kiedy jednak starszy się zaśmiał, sam mu zawtórował, bo dobrze wiedział, jak absurdalnie to brzmiało. Nie zmieniało to jednak faktu, że traktował tę rozmowę poważnie i miał nadzieję, że mimo wszystko Orietta wzięła sobie do serca to, co jej wtedy powiedział.
No tak, ale czy taki duży? Przecież nie chodzilibyśmy dwa razy więcej na spacery. Dawanie kolacji i śniadania też nie wymagałoby wiele więcej zaangażowania. Tyle tylko, że ze szczeniaczkiem jest trochę więcej roboty, bo trzeba nauczyć go czystości i tak dalej, ale jak już będzie dorosły, to nie odczujemy tego aż tak — powiedział. Tylko, że trzeba będzie najpierw przetrwać ten pierwszy etap, a on trochę potrwa, bo mimo wszystko, zanim pies nauczy się czystości, to trochę minie. Cóż, zapewne i tak skończyłoby się na tym, że byłby tak rozpieszczony, jak Orietta. Ściągnął brwi, kiedy Aurelio zwrócił się do niego po imieniu, bo nie bardzo wiedział, co ten miał na myśli. — No wiem, wiem — westchnął ciężko. — Mhm, to prawda — przyznał. Jak sobie przypomniał, jak wyglądało mieszkanie Aurelio za pierwszym razem, kiedy do niego przyszedł, to docierało do niego, jak bardzo ten musiał rozpaczać po śmierci swojego męża. I wcale się nie dziwił, bo sam dobrze wiedział, jak to było stracić ukochaną osobę. On nawet stracił dwie, bo przecież jego żona była w ciąży. Wyszczerzył się do niego pięknie, kiedy powiedział, że nie mówił nie. No, to dawało jakąś nadzieję.
Gwarantuję, że będzie ci smakować — obiecał. Nie musieli długo iść, bo Cielo doskonale wiedział, gdzie było stoisko z winami. Kupili najpierw po kieliszku, potem kolejny i jeszcze następny. Okazało się, że właściciel dobrze kojarzył Cielo, bo nieraz robili interesy, więc sugerował, żeby próbował kolejnych win. W rezultacie Amoretti wypił znacznie więcej od Aurelio. Widać po nim było, że był pijany, ale nic dziwnego po takiej ilości alkoholu. W końcu odeszli od stoiska. Uwiesił się na starszym, bo miał mały problem, żeby utrzymać równowagę. — Mówiłem ci już dzisiaj, jak bardzo cię kocham? — zapytał, choć lekko plątał mu się język i uśmiechnął się do niego pięknie. — Chyba wolałbym gdzieś na razie przysiąść — dodał i wypuścił głośno powietrze ustami.

Aurelio Visconti
42 lat/a, 192 cm
ceo i doradca finansowy w amherst loans
Awatar użytkownika
it's hard to think that I'd be so afraid
to show a piece of me I can't erase
Whispers of life
Naprawdę zacząłem tracić nadzieję na to, że uda się kogokolwiek znaleźć — powiedział zrezygnowany i pokręcił delikatnie głową na boki. Na szczęście, gdy już praktycznie spisali rekrutację na straty, nagle pojawił się ten młody chłopak. Co prawda, doświadczenie miał niewielkie, ale zaskoczył ich tym jak dobrze radził sobie w kuchni i jak pyszne były jego potrawy. Cielo nawet dwa razy się nie zastanawiał, żeby go zatrudnić, bo jakie było prawdopodobieństwo, że napatoczy się ktoś jeszcze lepszy kiedy szukanie nowego pracownika trwało tak długo? Na jego kolejne słowa pokręcił delikatnie głową na boki, uśmiechając się pod nosem. Rzeczywiście, nie podejrzewałby Cielo o to, że ten oglądałby się za innymi mężczyznami (bądź kobietami), a tym bardziej by go zdradził. — Hmmm… Czyli mam rozumieć, że jakby był starszy, to może byś się pokusił? — zapytał i spojrzał na niego podejrzliwie spod przymrużonych powiek. Oczywiście, tylko się z nim tak droczył.
Biedna Orietta — westchnął sobie ciężko, wielce zbolały. Miał tylko nadzieję, że suczka nie wzięło sobie słów Amorettiego zbytnio do serca, bo jednak trochę byłoby mu przykro, gdyby przestała tak zabiegać o jego uwagę i względy. Polubił jej towarzystwo, zwłaszcza gdy pracował z domu i ta była obok. Co więcej, jak jego i Cielo miało długo nie być w domu, to nawet zabierał suczkę ze sobą do firmy. Okazało się, że Orietta zrobiła tam furorę i poniekąd stała się gwiazdą ich biura. Teraz za każdym razem jak ktoś miał okazję porozmawiać chwilę z Aurelio to pytał, kiedy znowu ją przyprowadzi.
Ale najpierw zanim będzie dorosły, będzie szczeniakiem i będzie trzeba go uczyć wszystkiego od zera — powiedział. Na samą myśl o tym, że pies miałby mu sikać na te drogie płytki czy dywany aż mu się robiło słabo. No i kto by się tym zajął? On był zapracowany, Cielo też, a z takim małym psiakiem trzeba było spędzać dużo czasu. Będzie musiał to poważnie i dokładnie przemyśleć, żeby nie podjąć decyzji, której potem może żałować. Całą tę dyskusję o psie przypieczętował jeszcze głośnym westchnieniem. Wyglądało na to, że miał teraz kolejną rzecz na głowie, nad którą musiał się zastanowić. Coś też czuł, że Cielo tak łatwo nie odpuści tematu i zapewne będzie do niego co jakiś czas wracał, żeby się przypomnieć i wywrzeć na nim presję.
W takim razie tym bardziej chcę spróbować — stwierdził i westchnął cicho. Jeśli sam Amoretti twierdził, że mieli takie dobre wino to nie mogło być inaczej. W końcu dobrze wiedział, jak świetnie mężczyzna się na nim znał. Sam przecież miał własną piwniczkę. Dość szybko dotarli na odpowiednie stoisko. Wybór win był ogromny, a że każdego z nich mogli spróbować, nie odmawiali sobie degustacji. Gdy jeszcze okazało się, że Cielo i właściciel się znają, ten zaczął im polewać bardziej od serca. Nawet Aurelio się wstawił, więc co dopiero mówić o biednym Amorettim. Widział, że mężczyźnie alkohol uderzył do głowy. Uznał, że wystarczy tego próbowania, wzięli kilka butelek, a potem odeszli od stoiska. Kiedy młodszy tak się na nim uwiesił, uśmiechnął się pod nosem, bo było to naprawdę rozczulające. — Tak, mówiłeś. Ja ciebie też — powiedział rozbawiony. — Nigdzie nie będziemy przysiadać, tylko wracamy do domu. Nie ma szans, że będę tutaj z tobą dalej łaził gdy jesteś w takim stanie — oznajmił i pokręcił głową na boki. — Daj mi chwilę — dodał. Wyjął z kieszeni telefon i zamówił Ubera, który miał ich odebrać z parkingu. — Chodź, kierowca będzie za pięć minut — chwycił dłoń młodszego, żeby pociągnąć go za sobą. Gdy Amoretti robił się taki przymilny, zdecydowanie wolał, żeby byli w domu sam na sam, bo wiadomo, można to była wykorzystać na wiele różnych sposób.
KONIEC
Cielo Amoretti
ODPOWIEDZ

Wróć do „Bourbon St”