czerwiec
Czerwiec wita nas wilgotnym, ciężkim powietrzem, które leniwie gęstnieje nad tętniącym jazzem miastem. W dzień temperatury sięgają nawet
31°C, ale przez wysoką wilgotność, która dobija do 90%, poczujesz się, jakby z nieba lało się okrągłe czterdzieści. Powietrze jest lepkie jak syrop trzcinowy pozostawiony na słońcu, dosłownie przykleja się do skóry przy każdym kroku, a koszulka natychmiast staje się Twoją drugą, mokrą warstwą.
W nocy termometry pokazują niby 25 stopni, ale zapomnij o rześkim powiewie — to raczej ciepły, gęsty kompres.
Słońce też nie bierze jeńców, a
wskaźnik UV bije rekordy. Jeśli nie chcesz zamienić się w gotowanego raka w gulaszu, krem z filtrem SPF 50, i to w ilościach hurtowych, powinien być Twoim najlepszym przyjacielem. Kapelusz, czapka czy cokolwiek, co osłoni głowę, to absolutny must-have, jeśli nie planujesz bliższego poznania z udarem słonecznym.
Pierwszy czerwca to nie tylko start upałów, ale też
oficjalne otwarcie sezonu huraganowego. Pogoda lubi tu strzelić focha, więc przygotuj się na gwałtowne, popołudniowe ulewy i widowiskowe burze, które potrafią zmienić ulicę w rwący potok w kilka minut. Zamiast panikować, zaakceptuj fakt, że natura zamieniła Luizjanę w największy air fryer w kraju. Żeby nie spłynąć z asfaltu, pij wodę litrami, wskocz w luźne ciuchy z lnu lub bawełny i koniecznie wrzuć do torby kieszonkowy wiatraczek — uratuje Ci życie w najmniej oczekiwanym momencie. Klimatyzacja w domu stanie się Twoją prywatną świątynią. Starszych i maluchów w najgorszy upał lepiej zostawić w domowym chłodzie, a wszelkie wyjścia i aktywności planuj rano lub wieczorem. Wtedy przynajmniej da się oddychać bez pomocy butli tlenowej! Jak mówią starzy mieszkańcy Nowego Orleanu:
“It’s not the heat, it’s the humidity” — więc nie bądźmy niemądrzy, szukajmy cienia, cieszmy się jazzem ze szklanką mrożonej herbaty i dajmy się ponieść czerwcowemu chilloutowi!