ODPOWIEDZ
34 lat/a, 192 cm
zawodowy tenisista
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
to nie ja byłam asią
Zawsze uważał, że prawdziwa przyjaźń zaczyna się wtedy, kiedy możecie nie widzieć się pół roku, a potem po pięciu minutach rozmowy wracacie do obrażania siebie dokładnie tam, gdzie ostatnio skończyliście. I właśnie dlatego siedział teraz w hotelowym barze w Paryżu, oparty wygodnie o skórzaną kanapę, z drinkiem bezalkoholowym w dłoni i poczuciem, że jego poziom inteligencji właśnie gwałtownie spadł przez samo towarzystwo w jakim zamierzał się obracać. Czyli wszystko było dokładnie tak, jak powinno. Panowie znali się od szkoły średniej, co samo w sobie było imponujące, bo większość męskich przyjaźni z tamtego wieku kończyła się zwykle na musimy się kiedyś zgadać, po czym nikt nigdy się nie zgadywał.

A oni dalej trzymali się razem. Harrington, Grimaldi, Philip Whitmore i Sebastian Montgomery.

Brzmieli trochę jak kancelaria prawna specjalizująca się w unikaniu podatków, ale niestety byli tylko grupą facetów z fatalnym poczuciem humoru i historią decyzji, których żaden rozsądny człowiek nie powinien podejmować po alkoholu. Sebastian był strażakiem i miał ten bardzo irytujący zwyczaj faktycznego ratowania ludzi, przez co cała grupa wyglądała przy nim jak banda bezużytecznych idiotów. Aktualnie kończył jakiś absurdalny konkurs polegający na wbieganiu po schodach w pełnym osprzęcie, co Blake uważał za doskonały przykład tego, że strażacy naprawdę nie umieją odpoczywać normalnie. Philip z kolei najwyraźniej potraktował małżeństwo jak sport wytrzymałościowy, bo miał już trójkę dzieci i czwarte w drodze. Ostatni raz, kiedy rozmawiali przez telefon, Phil brzmiał jak człowiek, który od siedmiu miesięcy nie spał dłużej niż trzy godziny ciągiem. Jego żona odmówiła wypuszczenia go do Paryża, co cała grupa uznała za najbardziej rozsądną decyzję podjętą w ich kręgu od co najmniej dekady. Więc na razie był tylko Arthur.

I szczerze? To już było wystarczająco d u ż o. Blake spojrzał na niego znad szklanki i pokręcił głową z rozbawieniem. To było wręcz niesamowite, jak niewiele się zmienili. Jasne, byli starsi. Bogatsi. Zainteresowani mogli się pochwalić całkiem udaną karierą zawodową i życiem prywatnym które nikogo nie zgorszyło, jeden praktycznie mieszkał w remizie, drugi najwyraźniej budował własną drużynę futbolową metodą naturalną. Ale wystarczyło jedno spotkanie i nagle znowu mieli po siedemnaście lat i energię ludzi, którzy absolutnie nie powinni pozostawać bez nadzoru.
Phil serio powiedział Meghan, że to n i e z o b o w i ą z u j ą c e trzy dni w Paryżu z chłopakami — prychnął Blake. — Czwarte dziecko w drodze, a ten dalej podejmuje decyzje jak student po trzech piwach. D u ż y c h piwach — zaśmiał się pod nosem. To była jedna z rzeczy, które uwielbiał w tych relacjach — zero udawania. Nikt tutaj nie był Blakiem Harringtonem, numerem jeden rankingu. Był po prostu Blakiem. Facetem, którego znali jeszcze z czasów, kiedy miał fatalne fryzury, zerowe pojęcie o kobietach i był święcie przekonany, że instant ramen to pełnoprawny posiłek dla sportowca. Arthur pamiętał go sprzed całego tego cyrku. Przed sponsorami, turniejami i kamerami. Niedorzeczne licealne pseudo też zapewne pamiętał. I to cholernie odświeżające przebywać czasem z ludźmi, których kompletnie nie obchodzi, ile masz tytułów.

Blake oparł się wygodniej i rozejrzał po hotelowym barze. Kilka osób zerkało w jego stronę ukradkiem, ale nauczył się ignorować to lata temu. Poza tym przy Arthurze i tak trudno było utrzymać aurę światowej gwiazdy sportu. Zwłaszcza kiedy rozmowa po pięciu minutach zeszła na to, który z nich pierwszy umrze przez własną głupotę. Sebastian był obecnie faworytem.
Dalej twierdzę, że wbieganiem po schodach w płonącym budynku powinien zajmować się ktoś, kto ma mniej pasji do adrenaliny — mruknął Blake, kręcąc głową. — Ten człowiek kiedyś naprawdę zginie, a potem jeszcze będzie za to przepraszał ratowników — pokręcił lodem w szklance i uśmiechnął się pod nosem. Rzadko mieli okazję być wszyscy razem. Każdy żył swoim życiem, w innym tempie, na innym końcu kraju albo świata. Ale chyba właśnie dlatego te spotkania były takie dobre, niezależnie ilu finalnie dobyło. Bez wielkich planów. Bez nadęcia. Po prostu kilku facetów, którzy znali się za długo, żeby robić wokół tego jakikolwiek spektakl. I Blake naprawdę potrzebował czegoś takiego po tygodniach życia w turniejowej bańce. Normalności.

Nawet jeśli ich wersja normalności była kompletnie psychiczna.

Arthur Grimaldi
34 lat/a, 189 cm
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Szalona krewetk
Męskie przyjaźnie rządziły się swoimi prawami. A w szkole, czy na studiach było jednak je najłatwiej nawiązać, bo poniekąd było się zmuszonym do wspólnego spędzania czasu (zupełnie tak, jakby osoby pokroju Arthura i Blake'a nie znały takich wyrażeń jak: wagary czy usprawiedliwiona nieobecność). Grimaldi wciąż, choć był już starym chłopem, posiadał grupki znajomych zarówno ze szkolnych lat, jak i akademickiej przygody. Nie spotykali się regularnie, choć właściwie to wszyscy mieszkali w tym samym mieście. Nie pisali do siebie regularnie, ale jak ktoś rzucił pomysł, to potrafili w trzy dni się ugadać i spotkać. No chyba że Harrington był gdzieś na świecie, a Withmore znów siedział na porodówce. On jako jedyny z całej paczki dorobił się swoich dzieciaków i to od razu w ilości hurtowej, że mógłby nimi obdarować całą swoją paczkę. Ten to był pantofel, ale to temat na inną rozmowę. W każdym razie, jak pojawił się pomysł, to starali się zgadać i spotkać. Nawet jeśli to wiązało się z wycieczką na drugi kontynent. Stać ich było, mogli sobie pozwolić, komu dzieci jeść nie wołały, temu dzieci jeść nie wołały. Pewnie, w przypadku Grimaldiego wiązało się to z tym, że odbywał bolesny celibat, tuż po tym jak był z Tate na wycieczce na St. Barths, gdzie mogli figlować do woli i widać to nie było coś, co można było zrobić na zapas. Na szczęście tym razem, w przeciwieństwie do Chicago miał w telefonie jej niegrzeczne fotki. Choć prawda była taka, że w trakcie tego wyjazdu, nie będzie miał czasu aby tęsknić. Wiedział, że to będzie krótki, ale intensywny wyjazd. Może i mógłby zabrać ze sobą Tate, by ta spędziła sobie te parę dni z Verą, dziewczyną tenisisty i razem chodzić po sklepach i wydawać pieniążki swoich mężczyzn, ale ta nie mogła akurat, głupio się tłumacząc pracą. Albo blefowała, bo ona i Vera... to jednak dwa światy.
-Stary, dziwisz się?-zapytał z rozbawieniem. On też próbowałby się wyrwać z domu wariatów, aka posiadłości, w której straszyły trzy gówniaki a czwarty terroryzował z brzucha swojej matki. -Nie sądzisz chyba, że jak już to najmłodsze się wykluje, to Megan zgodzi się go puścić? To była ostatnia szansa, następna będzie mieć miejsce za pięć lat i to tylko pod warunkiem, że typ sobie zrobi -tutaj wykonał dłonią gest nożyczek, powszechnie rozumiany jako wasektomię. To nie był głupi pomysł, bo ród już przedłużył, jego plemniki mogły iść na emeryturę.  
Nie da się ukryć, że Grimaldi był przystojniejszy od Blake'a i nikt nie wiedział, że ma kogoś. Przyleciał tu z czystą kartą, a czy będzie chcieć znaleźć sobie towarzystwo do łóżka, to już zupełnie inna historia. Co będzie, to będzie. Choć porzucenie kumpla, dla którego przeleciało się pół świata dla jakiejś takiej, jednorazowej panienki... To zdecydowanie nie była klasa. Trzeba mieć swoje priorytety. -Cóż, niech robi co chce, póki kawaler. Później baba będzie mu suszyć głowę, że w ogóle chce wyjść. Znamy taki jeden, idealny przykład.-Do niedawna było ich dwóch - Arthur i Phil, którzy byli singlami. Status Blake'a się z czasem zmieniał, zaręczony, żonaty, rozwiedziony, spotykał się z kimś, singiel, spotykał się z kimś, singiel... Vera go jednak usidliła już jakiś czas temu, więc zostali na placu boju oni. A teraz? Teraz to chyba Arthur zostawił kumpla samego. Chyba. Bo Blake doskonale wiedział  o planie, jaki jego kumpel miał względem Tate. Razem go omawiali jeszcze w poprzednim roku i wybierali panienki z ich otoczenia, które się do tego nadawały. A że wyszło.... lepiej inaczej niż zakładano. Cóż.

blake harrington 
34 lat/a, 192 cm
zawodowy tenisista
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
to nie ja byłam asią
Zaśmiał się tak gwałtownie, że aż musiał odstawić szklankę, bo naprawdę brakowało niewiele, żeby wylał drinka na stolik. Phil i jego dzieciaki byli już w ich grupie osobnym gatunkiem zjawiska naturalnego. Nikt nawet nie próbował udawać, że to normalne tempo rozmnażania. Przy czwartym dziecku człowiek przestawał być ojcem rodziny, a zaczynał budować własną małą administrację państwową. Albo przynajmniej niewielkiego osiedla.
Coś ty, jeszcze z drugie tyle dorobią — prychnął, opierając się wygodniej. — A przynajmniej z dwójkę, trójkę, co by opłacało się zamienić osobówkę na minivana — pokręcił głową z rozbawieniem. I mówił to jako facet, który naprawdę kochał bycie ojcem.nMaeve była najlepszą rzeczą, jaka mu się w życiu trafiła, nawet jeśli czasem po jednym weekendzie z nią potrzebował dwóch dni regeneracji i lodu na kolana. Kochał tę małą absolutnie bezwarunkowo, próbował utrzymywać dobre relacje z eks — z naciskiem na próbował — i szczerze chciał mieć kiedyś jeszcze normalny dom z Verą. Ale jednocześnie istniała jakaś granica. A Phil najwyraźniej przejechał ją z prędkością stu kilometrów na godzinę i nawet się nie obejrzał. Zapewne odwracał się zabrać któremuś z dzieci tablet.

Blake czasem patrzył na swoich znajomych-millenialsów i miał wrażenie, że wszyscy kolektywnie próbują udowodnić światu, że potrafią być dorosłymi, tylko nikt do końca nie wie jak.nJedni mieli czwórkę dzieci. Drudzy biegali po płonących budynkach również dla sportu i medalu z niewiadomoczego. Trzeci… Spojrzał znacząco na Arthura znad szklanki. Trzeci wymyślił sobie fałszywą dziewczynę. I to dopiero był temat. Blake do dziś nie wiedział, co było bardziej absurdalne — sam pomysł czy fakt, że Arthur naprawdę doprowadził go do realizacji. Ledwie przed gwiazdką siedzieli razem, przeglądając kandydatki jak pieprzone jury reality show. IQ fistaszka (choć czy do końca było to dyskwalifikujące?). Ta będzie chciała prawdziwego związku. (zgroza, gorzej niż trąd). Ojciec tej jest mistrzem stanu w strzelectwie. (niewarto ryzykować). Naprawdę podeszli do tego z zatrważającym zaangażowaniem. A potem nagle Arthur pojawił się z Tate. I Blake, na własne nieszczęście, widział ich razem już dwa razy. Dwa. To wystarczyło, żeby zrozumieć jedną rzecz. Ten idiota, Grimaldi, nie rozpoznałby że jest w prawdziwym związku nawet gdyby się o niego potknął. Blake pokręcił głową z tym charakterystycznym rozbawieniem człowieka obserwującego katastrofę z bezpiecznej odległości.
O, bo przemówił ten co to teraz nie musi o zgodę pytać — parsknął pod nosem i upił kolejny łyk drinka. Naprawdę uwielbiał tę sytuację. Arthur przez lata był ostatnim wielkim kawalerem w ich grupie. Tym gościem, który zawsze miał plan ucieczki, nigdy się nie angażował i zachowywał się, jakby słowo stabilizacja było zakaźne. A teraz? Blake był prawie pewien, że Arthur dołączył do tego elitarnego grona mężczyzn, których matki chętnie adoptowałyby ich dziewczyny, bo okazywały się bardziej sensowne niż ich własny syn (owszem, sam również był pewien że matka chętnie wymieniłaby go na Verę).

Los bywał piękny.

Arthur Grimaldi
34 lat/a, 189 cm
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Szalona krewetk
Arthur nawet nie żartował. Po prostu... Jeśli mógłby zrozumieć chęć posiadania dziecka, tak jak jego dwaj najlepsi kumple - choć jego samego nie ciągnęło do tego jeszcze, tak produkcja hurtowa, masowa, na światową skalę? Nie, tego nie mógł sobie wyobrazić. Bo to przecież nie tak, że Phil nie wiedział jak się zabezpieczyć. Nie wiedział co to prezerwatywa, a jego żona nie wiedziała czym jest wkładka, implant, zastrzyk, tabletki czy co tam jeszcze istnieją. Nie da się tyle razy wpaść. To wszystko bez sensu, naprawdę mały móżdżek Grimaldiego tego nie ogarniał. Już znacznie bardziej potrafił sobie zracjonalizować jedno dziecko Blake'a. Ten to chociaż miał rozum - niby obaj jego kumple zaczęli w podobnym czasie, ale ten potrafił powiedzieć pas. I nieważne, że ten pas to się pojawił trochę przez rozwód.
-I po co to komu? Typ pomylił stany i myślał, że w Utah mieszka, a jak nie będzie mieć 10 dzieciaków, to sąsiedzi będą krzywo na niego patrzyli?-prychnął. On może kiedyś, jak znajdzie tą jedyną panią dla siebie, to zdecyduje się na dziecko. Na razie nie decydował się jednak na prawdziwy związek. Przynajmniej w jego mniemaniu.
W pewnym wieku trzeba wybrać sobie coś, wokół czego życie się będzie kręciło: rodzina, siłownia, ogródek czy pieczenie chleba na zakwasie który trzeba dokarmiać regularnie, by rósł i się rozmnażał. No tak bywa, co zrobić. Phil wybrał rodzinę, Sebastian powiedzmy że sport, Blake ewidentnie sport, a Arthur... cóż, udawanie, że jest kawalerem i z Tate łączy go tylko i wyłącznie niezobowiązujący seks. Też pasuje do tej listy, interesowanie się młodszymi i wyszczekanymi panienkami.
-Oczywiście, że nie muszę pytać o zgodę-prychnął aż. Bo nie musiał. A nawet jakby Tate tego od niego wymagała to i tak by tego nie robił - tak rozwijała się relacja między nimi. Mogli robić wszystko co chcieli, tylko rzecz w tym, że nie wszystko chcieli. -Nawet nie wiesz, jaka Tate jest w łóżku. Gdyby nie to, to widywalibyśmy się tylko na rodzinnych obiadkach u moich rodziców-wzruszył ramionami. Po części to była prawda, bo seks zdecydowanie ich zbliżył. Nie chęć posiadania drugiej osoby w łóżku, aby mieć do kogo gębę otworzyć, z kim pójść do kina (bo na film to można samemu!) i takie tam. Czy ją kochał? Zaprzeczyłby nawet jakby go torturowano - ale pewnie nie długo bo on do takich zabaw to się totalnie nie nadawał. A matka Arthura mogła lubić Tate tylko ze względu na to, że ta udawała przed nią. Jakby poznała taką, jaka jest sam na sam z Arthurkiem, to ta miłość zdecydowanie by nie miała racji bytu. Dziewucha była tak dwulicowa, że trudno było bardziej. Verka i jej miłość do Blake'a i jego karty kredytowej była podobna. Może i wierzył w ich prawdziwą miłość, zwłaszcza ze strony Harringtona, ale nie oszukujmy się. Widać było, że jego karta kredytowa była jej najlepszym przyjacielem, żeby nie powiedzieć, że kochankiem.

blake harrington
34 lat/a, 192 cm
zawodowy tenisista
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
to nie ja byłam asią
Blake aż prychnął śmiechem na porównanie do Utah i przez chwilę naprawdę nie był w stanie odpowiedzieć, tylko pokręcił głową nad własną szklanką. Bo dokładnie tak to wyglądało. Phil Withmore żył, jakby próbował wygrać jakiś bardzo niszowy konkurs na najbardziej rodzinnego faceta w południowych Stanach. Jeszcze chwila i zacznie rozdawać sąsiadom domowe dżemy i budować altany własnymi rękami. A przecież jeszcze w liceum ten człowiek odpalał fajerwerki z okna szkolnego parkingu.
Słuchaj, może nie nam oceniać co chłopak, a szczególnie już j a k, musi udowadniać swoim sąsiadom — rzucił Blake z rozbawieniem. — Takim moim wystarczy że inni wiedzą, że są z tego reality show. Prości ludzie — Nowy Orlean był specyficzny. Bogaci ludzie udawali tam jeszcze bogatszych, biedni mieli najlepsze historie, a połowa sąsiadów Harringtonów od lat żyła plotkami o tym, kto z kim śpi, kto się rozwodzi i kto znowu kupił łódź większą od rozsądku. Blake nauczył się ignorować większość tego szumu jeszcze jako dzieciak. Może dlatego dziś tak dobrze funkcjonował bez internetu i całej tej medialnej gorączki. Ludzie myśleli, że to kwestia prywatności albo wielkiej filozofii życiowej. Prawda była dużo prostsza. On po prostu uważał większość internetu za śmiertelnie męczącą. Wystarczająco dużo chaosu miał na żywo.

Spojrzał z rozbawieniem na Arthura, kiedy temat znowu zjechał na Tate, bo oczywiście, że zjechał. To było wręcz nieuniknione. Blake znał tego idiotę za długo. I właśnie dlatego cały ten teatrzyk robił się coraz zabawniejszy. Bo Arthur mógł opowiadać o niezobowiązującym seksie do końca życia, ale Blake widział wystarczająco dużo, żeby wiedzieć swoje. Dziewczyn od niezobowiązującego seksu nie przedstawiało się matce. Nie zabierało się ich na wakacje kosztujące tyle co roczna pensja przeciętnego Amerykanina. I przede wszystkim — nie próbowało się ich ściągać do Paryża przy pierwszej lepszej okazji. To nie było skomplikowane. Przynajmniej dla każdego poza Arthurem. Blake był wręcz przekonany, że Grimaldi któregoś dnia obudzi się z obrączką na palcu i dalej będzie próbował tłumaczyć wszystkim, że to dla beki. Upił kolejny łyk drinka i uśmiechnął się pod nosem.
Oczywiście, że nie wiem, bo gdybym wiedział to nie wiedziałbyś tego ty bo wtedy nie zakwalifikowałaby się do konkursu — powiedział to z miną człowieka święcie przekonanego o własnej racji. I trochę był. Bo znał Arthura wystarczająco długo, żeby wiedzieć jedno — facet miał emocjonalną orientację w terenie mniej więcej tak dobrą jak pijany turysta bez GPS-a. Potrafił rozgryźć kontrakt, interes albo człowieka po pięciu minutach rozmowy. Ale własne uczucia? Katastrofa naturalna. Blake nie zamierzał jednak niczego mu tłumaczyć. Po pierwsze dlatego, że było to cholernie zabawne. Po drugie — Arthur był dokładnie tym typem człowieka, który w przypadku zbyt celnej uwagi mógłby autentycznie rzucić czymś ciężkim. A Blake lubił swoją twarz dokładnie taką, jaka była.

Arthur Grimaldi
34 lat/a, 189 cm
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Szalona krewetk
Każdy czasem upadnie na głowę i to jest okej, ale... Co wstąpiło w Phila, to tego nawet najstarsi górale (rdzenni, amerykańscy zmutowani gmo oczywiście) nie wiedzieli. On sam też nie wiedział. Nie miał pojęcia w jaki sposób Megan go opętała i jaką magiczną cipkę miała, że jej się to udało. Arthur był prostym facetem, dla niego seks był walutą w związku i mógł wiele załatwić. Pospuć pewnie też, choć to bardziej jego brak. -Krzyż na drogę-rzucił. Przecież nie będą na siłę przyjacielowi wbijać do głowy, że marnuje sobie życie, że mógł w tym momencie woli podgrzewać butelkę z mlekiem modyfikowanym, czy tam zmieniać pampersa, zamiast siedzieć z nimi w hotelowym barze i obgadywać innych. Przynajmniej tyle, że typ na pewno ma czkawkę teraz, niezależnie od tego, która była teraz w domu godzina. Albo chociaż piekły do uszy!
No dobra, może to nie był NIEZOBOWIĄZUJĄCY ale wciąż chodziło o to, że ta relacja była budowana na seksie. Nie na patrzeniu sobie w oczy, nie trzymaniu się za rączkę. Nie spotykali się również poza wymaganymi sytuacjami socjalnymi dlatego, że mają podobne podejście do czegoś tak przyziemnego jak czy Rory Gilmore powinna być z Jesse, Loganem czy Deanem. Nie, to tak nie działało. A przedstawianie matce? Przecież ona była przede wszystkim od tego była, aby odwalać jakieś chore szopki przed matką, a szczególnie przed ojcem. -Masz rację. Choć jakby tak filozoficznie do tego podchodzić-aż ochrząknął i poprawił się w fotelu, aby to jakoś tak bardziej... dorośle i profesjonalniej zabrzmiało-Wolałbym w sumie, aby posuwać laskę, której z tobą nie wyszło, niż mojemu bratu, ale powiedzmy, że tutaj były okoliczności łagodzące-i tą okolicznością łagodzącą zdecydowanie było to, że mógł dosrać Louisowi w sposób wyjątkowo go satysfakcjonującym i robił to. Nie ukrywał tego przed Tate i oboje urządzali sobie prywatne igrzyska pod tytułem jak bardzo dojebać młodszemu Grimaldiemu, co było niesamowicie wspaniałą rozrywką dla nich obojga. Ten trzeci chyba tak dobrze się nie bawił, ale to już nie było ważne.

blake harrington
34 lat/a, 192 cm
zawodowy tenisista
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
to nie ja byłam asią
Parsknął śmiechem pod nosem i pokręcił głową nad własną szklanką. Ich paczka naprawdę zaczynała wyglądać jak kiepsko napisany serial o kryzysie wieku średniego. Blake odchylił się wygodniej na kanapie i westchnął teatralnie.
Brakuje jeszcze, żeby teraz Sebastian zjechał tutaj z jakąś babą i oświadczył że oto czas się ustatkować — i to nawet nie był przytyk konkretnie w Arthura. Bardziej zwykłe stwierdzenie faktu. Przez większość życia ich układ był prosty i całkiem logiczny — on z Philem pakowali się w długie związki, wspólne domy, rodzinne dramy i inne atrakcje dla ludzi, którzy dobrowolnie wybierają współdzielenie łazienki z drugą osobą. A Arthur z Sebastianem? Tam panowała wolna amerykanka. Jeden uciekał w adrenalinkę i pożary, drugi w kobiety i udawanie, że absolutnie żadna go nie obchodzi bardziej niż przez dwa tygodnie. Deadline prawie jak u DiCaprio, zachowanie jakby stabilizacja była jednostką chorobową. A teraz? Świat najwyraźniej postanowił się trochę popsuć. Albo oni wszyscy po prostu się starzeli. Ta druga opcja była niestety bardziej prawdopodobna.

Na wspomnienie młodszego Grimaldiego Blake lekko się zaśmiał pod nosem, obracając powoli szklankę między palcami. Sam do Louisa właściwie nic nie miał. Znał go bardziej z rykoszetu przez Arthura niż z jakiejś realnej znajomości — młodszy brat kumpla, tyle. Nawet go lubił, na tyle na ile można lubić człowieka, którego widziało się głównie przy okazji rodzinnych obiadów, świąt i paru przypadkowych spotkań. Poza tym chłopak miał jeszcze komfort życia przed trzydziestką. Mógł spokojnie pozwolić sobie na ostatnie lata kompletnego siana w głowie bez większych konsekwencji. A cała dramka sprzed lat? Cholera wie nawet, na ile wyszła wtedy poza towarzystwo zainteresowanych. Ale niezależnie od skali, temat był po prostu zbyt wdzięczny, żeby nie wypominać go Louisowi praktycznie do końca życia.
Umówmy się, że związki w których po randkach wracasz grzecznie do domu by odrabiać matmę, nie piszą się w rejestr — Blake nigdy nie był typem plotkarza. Kompletnie go nie interesowało analizowanie cudzych relacji przy drinkach jak jakaś internetowa ekspertka od red flagów. Problem polegał wyłącznie na tym, że podczas ich niepisanego konkursu na kandydatkę idealną pod przyszłe miłości życia musiał przerobić tyle informacji mimochodem, że część rzeczy zwyczajnie została mu w głowie. I tak, uważał — choć raczej nigdy nie powiedziałby tego na głos — że wydarzenia sprzed lat były dla młodszego Grimaldiego przysługą od losu. Arthur robił co mógł (ni mom czasu bo orom) i w swojej wielkiej relacji z Tate jakoś funkcjonował. Miał grubą skórę, cięty język i naturalny talent do robienia z problemów jeszcze większych problemów. Louis? Louis wyglądał na typa, którego Tate zjadłaby żywcem, wypluła i jeszcze poprawiła dla pewności. Blake był tego prawie pewny. Upił spokojnie drinka, opierając się wygodniej w fotelu. — Młody pewnie odstawiłby indiański taniec deszczu jakby Tate została na tej swojej Florydzie z jakimś chirurdżyną co dorobił się na połowie tamtejszych twarzy — może nie było to szczególnie miłe. I może odrobinę za szybko osadzał Arthura w roli faceta, którego życie zaraz oficjalnie wywróci się do góry nogami. Ale sama perspektywa kolejnego konkursu wydawała się Blake’owi wyjątkowo zabawna. Szczególnie że poprzedni, teoretycznie kompletnie idiotyczny, skończył się dokładnie tak, jak zwykle kończą się rzeczy, które na pewno nic nie znaczą.

Arthur Grimaldi
34 lat/a, 189 cm
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Cóż, wizja tego, że Sebastian miałby się ustatkować i mówić o tym otwarcie i z zadowoleniem, wydawała się być... komiczna. To nie tak, że Arthur i jego kumpel nigdy nie mieli dziewczyn, nawet przez dłuższe okresy czasu, bo tak naprawdę nic im nie brakowało, byli przystojni, bogaci i lekkomyślni - czego chcieć więcej. Tylko te związki, nawet najdłuższe nawet nie zbliżały się do czegoś więcej niż obiadek z rodzicami czy wspólne wakacje. Następny krok to był a) wspólny pies, b) dziecko c) oświadczyny. To pierwsze Arthur już miał (i wolał Amber od Tate, hehe). Do dzieci mu się nie spieszyło, ani do oświadczyn. Wiedział, że spokojnie może pociągnąć jeszcze z rok, albo półtora jeśli nie dwa, zanim zacznie się gadka, że może czas na zaręczyny? I zamierzał z tego pożyczonego czasu korzystać. A może kiedyś stwierdzi, że dobry seks jest ważniejszy niż prawdziwa miłość i jednak da Tate ten pierścionek rodowy, który matka mu proponowała już jakiś czas temu. -Nie zapowiedział się, ale nie zdziwiłoby mnie to, gdyby poznał kogoś w samolocie i ją tutaj zabrał-zaśmiał się. A potem zapomniał o dziewczynie i za dwa tygodnei nie mógłby sobie przypomnieć jej imienia, choć kolor bielizny by pamiętał.
-Owszem, ale wolałbym aby jego łapska nie dotykały nigdy mojej dziewczyny-zaznaczył, a ton jego głosu mówił co sądzi na temat tego określenia. Nie, że w to wierzył, no ale nie bardzo miał inną możliwość jak ją nazwać.
Może gdyby następnym razem musiał przeprowadzać taki casting, to Arthur powinien umówić spotkanie z Verą, a nie jej chłopakiem, mogła być lepszym ekspertem od kobiet, niż Blake, który z jednego kwiatka, gdzie się trochę zasiedział, wskoczył na drugi i trzymał się. Do jego wybranki nic szczególnie nie miał, ale... No, tak to zostawmy i nie pogrążajmy się.
-Cóż, znając jego możliwości to w trakcie tego tańca by się potknął i skręcił kostkę-gardził swoim bratem i nie zamierzał tego ukrywać, nie przed Blake'm, z którym znali się doskonale i o pewnych rzeczach absolutnie nie musieli nic mówić, bo wiedzieli co i jak. -Przynajmniej jakby Tate postanowiła ubierać się w Lacoste'a to miałbym spokój od oczekiwań rodziców przynajmniej na pół roku, więc nie ma tego złego-wzruszył ramionami, nieco za bardzo starajac się być tak nieruszonym tą wizją, jak tylko się dało.

blake harrington
34 lat/a, 192 cm
zawodowy tenisista
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
to nie ja byłam asią
Przez chwilę siedział z rozbawionym uśmiechem, obracając szklankę między palcami. Temat kobiet był w ich paczce niewyczerpywalnym źródłem materiału do żartów, głównie dlatego, że każdy z nich miał na koncie przynajmniej jedną historię, której rozsądny człowiek nie powinien był przeżyć bez trwałego uszczerbku na psychice. A skoro już zeszli na Sebastiana, to jedno wspomnienie wróciło do niego natychmiast.
Pamiętasz dziewczynę, którą Sebastian przytachał na wesele swojej siostry? — zaśmiał się jeszcze zanim dokończył. — Nie miała choćby jednej szarej komórki do podziału między półkule, ale przez jeden wieczór zdążyła zaplanować ich ślub, miesiąc miodowy, dwa psy, trójkę dzieci i chyba nawet miejsce na wspólny grób — pokręcił głową z niedowierzaniem. Naprawdę nie wiedział, co bardziej go wtedy zszokowało. Tempo działania tej kobiety czy fakt, że Sebastian nie uciekł przez najbliższe okno. — Chłop może mieć uraz — może nie był to jeszcze temat dla terapeuty, ale Blake był gotów uwierzyć, że od tamtego dnia Montgomery instynktownie skracał rozmowy z kobietami do bezpiecznych trzech minut.

Myśl o Sebastianie naturalnie przypomniała mu o jeszcze jednym człowieku, który regularnie przewijał się w opowieściach Arthura. A właściwie głównie w opowieściach. Bo prawda była taka, że Louisa znał raczej z drugiej ręki. Kilka razy gdzieś się minęli, kilka razy siedzieli przy jednym stole, ale większość wiedzy Blake'a o młodszym Grimaldim pochodziła od jego starszego brata. A wiadomo było, ile warte są relacje starszego brata o młodszym bracie. Mniej więcej tyle samo, co obiektywna recenzja byłej dziewczyny.
A młody coś w końcu robi czy nadal zawodowo udaje, że robi dobre wrażenie? — uniósł brew z rozbawieniem. Nie miał nic do chłopaka. Szczerze mówiąc nawet nie wiedział, czy miałby za co. Przez lata Louis urósł w jego głowie bardziej do rangi miejskiej legendy niż realnego człowieka. Takiego bohatera licznych anegdot, który prawdopodobnie był znacznie normalniejszy, niż przedstawiał go Arthur. Przynajmniej Blake miał taką nadzieję.

Na wspomnienie Lacoste prychnął pod nosem.
Daj spokój. Nie ma się co oszukiwać. Wśród dziewczyn z Washington Avenue nie istnieje choćby jedna, która zniżyłaby swoje oczekiwania do gogusia ubranego w sieciówce z krokodylkiem — brzmiało brutalnie, ale tylko dlatego, że obaj wiedzieli, jak działał tamten świat. Blake sam ostatecznie zakochał się w dziewczynie spoza całego tego środowiska, więc patrzył na podobne rzeczy z większym dystansem niż większość ludzi, z którymi dorastał. Ale nawet on wiedział, że pewne zasady pozostają niezmienne.

Arthur Grimaldi
34 lat/a, 189 cm
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Szalona krewetk
Każdy, nie tylko każdy z ich paczki, ale dosłownie każdy miał jakieś wstydliwe przygody, bo zbłądził, był naiwny lub totalnie zignorował wszystkie czerwone flagi dla miłości/zasady/fabuły. Nawet Phil, choć gdyby było inaczej, to zostałby wykorzystany jako ten wyjątek, który potwierdza regułę. -Cóż, kobiety podobno tak mają na ślubach i przy dzieciach, że im się udziela i chcą tak samo. Dlatego dobrze Ci radzę, swoją Verkę trzymaj z daleka, bo nie wiesz kiedy i jak, ale będziesz ponownie bawić się na swoim kawalerskim -zaśmiał się. Spodziewał się, że znowu Blake jest stracony i w pewnym momencie wpadnie na genialny pomysł ożenienia się z kobietą, z którą się prowadzał już od pewnego czasu. Nie było w tym nic złego, ale po co się spieszyć z formalizowaniem, mając to już za sobą raz, tak samo jak rozwód. -Tak, teraz nie bawi się w randki tylko od razu bierze do łóżka-zaśmiał się. Cóż, Seba był przystojny i czarujący, nic dziwnego że potrafił sobie załatwić to, po co w ogóle zagadywał do panny. Obaj z Arthurem to mieli, choć ten drugi w ostatnim czasie, miał ułatwione zadanie, bo Tate zdecydowanie leciała na niego i zaciągnąć ją do łóżka było tak łatwo, że to żaden wyczyn.
No jeszcze by tego brakowało, żeby Blake chciał być kumplami z Louisem. Kojarzył go, czasem widywał w przeszłości, ale zarówno on jak i Tate byli dość znacznie młodsi od nich, więc nic dziwnego że nie bawili się razem, zarówno w piaskownicy jak i na imprezach. Jednak jedno było pewne i była to przykra wiadomość - on naprawdę istniał. Tak samo jak jego siostra bliźniaczka. -On nawet dobrego wrażenia nie potrafi zrobić, choćby chciał. Jak byliśmy na St. Barths, dostał pchlarza Tate pod opiekę i cóż... Tym razem nie. -powiedział. Już nie wnikał, komu Amber sprzedała psa, ale wiedział że Louis drugi raz na to nie da się złapać. Amber to naprawdę była psiapsi Arcziego i mogli sobie zbijać piątki.
-Bardziej miałem na myśli samego krokodyla-przewrócił oczami. Każdy zna kawał o śpiworku z lacoste. A na Florydzie populacja takich śpiworków była znacznie większa niż w Luizjanie, wiec no. Musiał pić do tego, aby jakoś zamaskować, że w sumie przyzwyczaił się do brunetki i udawanie udawaniem, ale trochę by jej mu brakowało. Ruchanka z nią i docinania sobie, nie jakiś głębokich spraw.

blake harrington
ODPOWIEDZ

Wróć do „Podróże”