29 lat/a, 170 cm
sexy przyszla pani doktor w NOLA
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Baifern nawet po roku małżeństwa miała głupie przekonanie, że Sura i tak za dużo robi w domu. Starsza Thawan czasami chyba za bardzo skupiała się na szpitalu, a nie chciała popełnić błędów rodziców. Nie chciała by jej związek równie szybko się posypał co ich. Powinna zacząć mniej czasu spędzać w szpitalu i odciążyć Su z wielu obowiązków. Nawet jeśli tej faktycznie to nie przeszkadzało. Dla Bai było to bardzo nie w porządku jeśli tylko jej partnerka zajmuje się domem, gotowaniem i wszystkim innym!
-Możemy sobie po prostu chwycić coś do jedzenia w drodze do domu już po zakupach. Przynajmniej nie będziesz musiała jeszcze dodatkowo stać przy garach.- uśmiechnęła się lekko. Wspólne wyjście na zakupy brzmiało dobrze. Potem mogą sobie zrobić wieczór lenia i spędzić czas oglądając seriale. Ba nawet mogą wyskoczyć w drodze do domu na kawę.
Kiedy jej uszu dotarła wiadomość, że zaraz podadzą danie główne to aż się szeroko uśmiechnęła. Chociaż całe wyjście było miłe to jednak Bai najchętniej wróciłaby już do domu i spędziła wieczór inaczej. Poza tym miała jeszcze do wręczenia żonie prezent!
-Bo nie jestem! - fuknęła pod nosem. Dobra, może wiedziała, że jest ładna ale już nie przesadzajmy. -U mnie w pracy też wiedzą. - po to nie tak, że chowa fakt bycia w związku małżeńskim. Wręcz przeciwnie lubi rozmawiać o swojej żonie i chwalić się jaka to Su jest fantastyczna. Jednak są ludzie, do których takie rzeczy niestety nie docierają. -Nie masz o czym rozmawiać tylko o nudnej mnie? - uniosła brew i uśmiechnęła się delikatnie. -Może jak zobaczy Cię na żywo to coś do tego mózgu dotrze - przewróciła teatralnie oczami. Nie lubiła takich akcji. Była w cholerę wierna i świata poza Surą nie widziała, więc dlaczego niektórzy nie potrafią zrozumieć by się nie wpierdalać w życie innych z brudnymi buciorami i przekonaniem, że mają jakiekolwiek szanse. A już szczególnie drażniła Bai jej własna matka. Jednak na nią to już nic nie podziała. -Mi naprawdę nikt inny nie jest potrzebny do szczęścia poza Tobą - przyznała szczerze i upiła kilka łyków wina, które już powoli się kończyło w kieliszku. Nie zamierzała sobie więcej dolewać. Nie chciała się upierdolić w tak ważny dzień.

Sura Hiransi-Thawan
25 lat/a, 161 cm
Tłumaczka w Reptilia Books
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
- Nie musisz się przejmować, że będę stała w kuchni przy garach, chociaż to miłe, ze się o mnie tak troszczysz - wyciągnęła nad stołem swoją rękę, aby ująć tę należącą do małżonki. - Mamy dużą zamrażarkę w spiżarni, gdzie przechowuję dania na takie okazje. Chociaż ciekawie będzie zjeść coś na mieście - wypuściła dłoń Bai, chociaż mogłaby ją trzymać cały dzień.
Wypad na miasto naprawdę ją uciszył, bo rzadko miały taką okazję. Su nie marudziła żonę, że chętnie częściej wybierała by się gdzieś poza domostwo. Powtarzała sobie, że gdy w końcu Bai zrobi specjalizację, będą mogły sobie pozwolić na takie wypady dużo częściej.
- Wiesz mi, że jesteś najciekawszy tematem, na jaki mogę rozmawiać - zapewniła z pełnym przekonaniem. Nie wspomniała, że miała zdjęcie Bai na służbowym komputerze. Nigdy dość patrzenia na swoją wybrankę. - Widocznie do niektórych nie dociera, że jest się zajętą i wszelkie próby podrywu spełzną na niczym.
Kew ją zalewała na takie zachowanie. Szczególnie mężczyźni święcie wierzący, że kobieta będąca w związku z inną kobietą nie ma potrzeby szukania przygód z facetami. Była zdania, że ani ona, ani Bai nie narzekały na pożycie małżeńskie.
- Sprezentuję ci w takiej sytuacji gorące powitanie - zapowiedziała z pełnym przekonaniem Sura, nikt nie ma prawa bezkarnie startować do jej żony. W końcu złoty krążek na ich dłoniach coś znaczył. - Jesteśmy sobie przeznaczone i nic tego nie zmieni, a otoczenie może się wypchać.
Nie dodała, że z teściową na czele mogli się wypchać trocinami, sianem czy czym zechcą. Nie wiadomo jakby się starała, to niestety matka Bai nie zaakceptuje jej w roli żony swojej córki. Wszystko przez to, że była kobietą, a starsza pani miała zupełnie inne wyobrażenie tego, jak powinno wyglądać życie Bai.

Baifern Thawan
29 lat/a, 170 cm
sexy przyszla pani doktor w NOLA
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
-Muszę się przejmować, bo ja osobiście nie chcę byś tyle stała przy garach - wzruszyła ramionami i ścisnęła lekko dłoń ukochanej.-Ostatnio rzadko jadamy na mieście i trzeba to odrobinę zmienić. Nie będziesz mi siedziała w domu tyle czasu - uśmiechnęła się szeroko chociaż wiedziała, że czasami może być ciężko z czasem, ale też naprawdę chciała więcej czasu spędzać z żoną. Miała serdecznie dość tego wiecznego siedzenia w szpitalu. Nawet na własne przyjemności nie miała zbytnio czasu, bo godziny były mordercze, a zmęczenie często widoczne na twarzy Thawan.
-Jestem ciekawszym tematem niż środki czystości? Kurde awansowałam! - zaśmiała się, ale widząc tą naburmuszoną buźkę szybko się zreflektowała i posłała lubej buziaka w ramach przeprosin. Zdecydowanie lubiła się z Su droczyć i wiedziała, że potrafi jej ładnie zaleźć za skórę. -Nawet nie wiesz jak to denerwuje kiedy rozmawiasz z kimś a ten ktoś Ci nie wierzy, że możesz być w szczęśliwym związku- przewróciła teatralnie oczami. A już szczególnie wkurzała ją matka, która chyba za cel życiowy znalazła sobie uprzykrzanie życia Bai. Początkowo przyszła pani doktor podpinała to pod bycie nadopiekuńczą mamą, ale z czasem to wyglądała na kontrolowanie życia swojej pociechy. Miała nadzieję, że chociaż skupi się na najmłodszej latorośli, ale nie to Baifern stała się wiecznym targetem.
-Jak bardzo gorące? - uniosła brew skupiając całą swoją uwagę na Su. Jej własne myśli już się galopowały tam nie powinny w chwili obecnej. Musiała szybko je ostudzić, bo jeszcze zrezygnuje kompletnie z jedzenia i zabierze Surę teraz do domu! -Ja się po prostu zastanawiam dlaczego ludzie się nie zainteresują własnymi życiami tylko wpierdalają tam gdzie ich się nie chce - skwitowała ostatecznie. Ona nie zamierzała niczego w swoim życiu zmieniać. Była szczęśliwa z Surą i to było najważniejsze. Niektórzy to niech się uczą od nich, a nie próbują zniszczyć coś co tego nie potrzebuje. Na szczęście nie musiały o tym zbyt długo rozmawiać, bo kelner pojawił się z głównym daniem i oczka Bai zaświeciły się na widok jedzenia. Zdecydowanie była okropnie głodna. -Smacznego - rzuciła upijając jeszcze odrobinę wina i z zadowoleniem zabrała się za pałaszowanie.

Sura Hiransi-Thawan
25 lat/a, 161 cm
Tłumaczka w Reptilia Books
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
- Naprawdę nie musisz się przejmować, bo mam taki zapas, że stanie przy Garach jak jesteś w domu, ograniczam do minimum - doceniała troskę żony. - ale bardzo chętnie biorę się z tobą, żeby zjeść coś na mieście. Samej nie jest tak przyjemnie gustować jedzenie w lokalu.
Będąc samej w domu, kiedy wszystko już było wysprzątane na Błysk, nie miała nic innego do roboty. Dlatego spędzała w kuchni wtedy dużo więcej czasu przygotowując potrawy, które potem zamroziła. Albo robiła półprodukty, które potem łączyło się z innymi i miała szybki, ale jednocześnie dobry obiad. Co prawda nic nie zastępowało takiego ugotowanego spożytego w ten sam dzień, ale przez różne godziny pracy małżonki, musiała być kreatywna.
- Lubię się tobą chwalić w pracy, w końcu nie każdy ma taką piękną i mądrą żonę jak ja - zaznaczyła, chociaż lekko się oburzyła słysząc przytyk do środków czystości. Bez nich wszędzie byłby syf! A tak się żyć nie da. - Doskonale cie rozumiem. Był kiedyś taki praktykant, do którego nie docierało, że wtedy byłam zaręczona. Musiałam mu przywalić słownikiem w łeb, żeby dał sobie spokój.
Nie miały wpływu na to, że niektórzy ludzie nie potrafili przyjąć pierwszego odrzucenia. I tylko niepotrzebnie dostarczali nerwów zakochanym ludziom.Su najchętniej tępiła by takich, jak karaluchy we własnym domu gdy tylko jakiegoś zobaczy. Poniekąd w jej oczach ci ludzie byli jak insekty.
- Nie takie, jak to, co czeka nas po powrocie do domu - zapewniła uśmiechając się sugestywnie. - Ale będzie tak gorące na ile się da w miejscu publicznym.
Kelner taktycznie pojawił się po ostatniej wypowiedzi, przynosząc zamówień potrawy. Wszystko wyglądało apetycznie, więc również życząc żonę smacznego zabrała się za konsumpcje. Danie smakowało również dobrze, tak jak wyglądało. Mogli się spodziewać od niej pozytywnej opinii w Internecie.

Baifern Thawan
ODPOWIEDZ

Wróć do „MaMou”