ech, cado
Eighteen
Nigdy w życiu nie przypuszczał, że zwykły relaksujący spacer (bo taki miał w zamyśle) może skończyć się w taki nieprzyjemny sposób. Coś, co miało trwać maksymalnie godzinę znacznie się przedłużyło, bo chciał jeszcze udać się na komendę i złożyć zeznania. W międzyczasie oczywiście znalazł chwilę, żeby napisać do Cielo i dać mu znać, że może być w domu później niż zamierzał, bo wypadło mu coś nagłego. Co prawda, mężczyzna był w pracy, ale istniało prawdopodobieństwo, że przy takim obrocie spraw wróci do pustego mieszkania, więc wolał go uprzedzić. Obiecał mu też, że wszystko mu wyjaśni po powrocie, bo teraz nie miał za bardzo czasu wdawać się w szczegóły. Ostatecznie, wszystko zajęło kilka godzin, ale w końcu mógł wrócić do domu.Pod wyjściu z komisariatu zaszedł do pobliskiego kiosku, gdzie kupił paczkę papierosów. Potem zamówił Ubera, a korzystając z tego, że miał kilka minut czekania do jego przyjazdu, postanowił od razu zapalić. Wciąż był mocno zdenerwowany całym zajściem i czuł, że musiał spuścić trochę pary. Na szczęście, na miejscu zdarzenia pojawiła się policja, bo inaczej nie wiedział co jeszcze mogłoby się tam wydarzyć. Po powrocie miał zamiar opowiedzieć o wszystkim Amorettiemu. Zastanawiał się też, czy nie powinien podjechać do lekarza, tak na zaś, bo wciąż był dość obolały. Został zaatakowany znienacka, gdy się tego nie spodziewał, więc nawet nie miał okazji się bronić. Do tego został potraktowany dość brutalnie. Gdy kierowca w końcu przyjechał, wsiadł do auta. Kiedy ruszyli napisał jeszcze do Cielo, że już wraca do domu, przepraszając też za to, że zajęło to tyle czasu. Na szczęście, o tej porze nie było już korków, więc dość szybko dotarł pod apartamentowiec w którym mieszkał.
Po tym jak wysiadł, od razu udał się do budynku, a następnie do windy, którą wjechał na odpowiednie piętro. Ruszył korytarzem w kierunku swojego mieszkania, a potem kluczem otworzył drzwi i wszedł do środka. Odetchnął z ulgą, gdy tylko przekroczył próg, bo cieszył się, że w końcu był w domu, gdzie mógł czuć się bezpiecznie. Zdjął buty i wszedł w głąb mieszkania, gdzie w salonie na kanapie zastał Amorettiego.
— Chodź tu i mnie przytul — powiedział, stając niedaleko kanapy i wyciągając ramiona w stronę mężczyzny. Widać było po nim, że nie trzymał się najlepiej, a to musiało świadczyć o tym, że raczej nie wydarzyło się nic dobrego. Czuł się niewiarygodnie zmęczony dzisiejszym dniem. W dodatku był wkurwiony, bo miał urlop i chciał spędzić ten dzień na odpoczynku, a wydarzyło się wiele rzeczy, które mu to skutecznie uniemożliwiły. W dodatku był głodny, bo od lunchu nic nie jadł. Miał też plany na to, żeby spędzić wieczór w miły sposób ze swoim partnerem, a teraz był po prostu za bardzo zmęczony na cokolwiek. Jedyne o czym marzył, to żeby się umyć, a potem zakopać w łóżku.
ezeludek 👽
17
Odkąd zaczęły się wakacje i do miasta zaczęło zjeżdżać się multum turystów, to w Irene's był zapierdol. Rzadko mógł znaleźć chwilę dla siebie i bywał w lokalu od rana do wieczora. Czuł się trochę winny, bo przez to miał mniej czasu dla Aurelio, ale chyba ten rozumiał sytuację, bo nie robił mu z tego powodu problemów. Dzisiaj jednak miał zamiar urwać się wcześniej i udało mu się to zrobić. Gdy był w drodze do domu, dostał od swojego partnera wiadomość, że temu trochę się przedłuży. Nie miał pojęcia, o co chodziło i co się stało, ale zmartwiło go to. Napisał jednak, że okej i że czekał na niego w domu. Nie chciał się wypytywać, bo był pewien, że wszystkiego dowie się, kiedy starszy wróci do domu.Po powrocie do domu wyszedł z suczką na spacer, a gdy wrócił ze spaceru, zabrał się za przygotowywanie kolacji. Chciał zrobić prosty makaron, bo po całym dniu w pracy nie miał siły na nic ambitnego. Liczył na to, że jak akurat skończy, to starszy wróci, ale tak się nie stało. Nie chciał jeść sam, więc tylko przykrył patelnię pokrywką i przeszedł na kanapę. Próbował się nie denerwować, ale martwił się tym, co się działo, bo starszy przestał mu odpisywać. W końcu jednak dostał wiadomość, że ten już wracał. Przeszedł więc z powrotem do kuchni, żeby wstawić patelnię na mały gaz, żeby jedzenie powoli się podgrzewało. Tyle, co zdążył usiąść z powrotem na kanapie, kiedy do mieszkania wszedł w końcu Aurelio. Od razu odwrócił się w jego stronę, ale nim zdążył się z nim przywitać, tamten odezwał się jako pierwszy. Momentalnie wyczuł, że coś było nie tak i że stało się coś złego. Cóż, pewnie, gdyby nie zatrzymało go nic złego, to nie wyglądałby w taki sposób. To było oczywiste, że bardzo się tym zmartwił.
— Co jest? Wyglądasz jak siedem nieszczęść — powiedział, ściągając lekko brwi. Wstał z kanapy i podszedł do mężczyzny, żeby od razu się do niego przytulić. Nie miał zamiaru mu tego odmawiać. — Co się stało? Ktoś cię napadł? — zapytał zatroskanym tonem. — Zrobiłem dobry makaron, jeśli to cię pocieszy. Przywiozłem też wino z piwniczki, bo myślałem, że posiedzimy razem — dodał niepewnie. — Ale zakładam, że stało się coś złego, skoro zatrzymało cię na tak długo i skoro wyglądasz w taki sposób — powiedział jeszcze nieco ciszej i odsunął się od niego, żeby móc na niego spojrzeć. Chwycił jego twarz w dłonie i skrzywił się delikatnie. — Byłeś z tym na policji? Wezwałeś kogoś? Nie jest ci nic poważnego? Może chcesz pojechać do lekarza? — zalał go pytaniami. Widać po nim było, że trochę panikował, ale nie można mu się było dziwić, bo każdy na jego miejscu by się przestraszył. Naprawdę miał nadzieję, że nie stało się nic poważnego i że Aurelio zaraz opowie mu jakąś anegdotkę. Może nie zabawną, bo widział, że był przetyrany tym dniem, ale taką, przez która włosy na karku nie staną mu dęba.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainDante RamosFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
ech, cado
— Nawet nie wiem od czego zacząć — odpowiedział zgodnie z prawdą i westchnął cicho. Objął go mocno, wtulając się w niego. Najlepiej by chyba było od samego początku. Było mu głupio, że tak późno wrócił, bo naprawdę chciał dzisiaj posiedzieć z Cielo i spędzić z nim wieczór, a teraz była już taka pora, że zapewne mężczyzna również był padnięty po całym dniu pracy. Co prawda, nie miał wpływu na to, że coś takiego mu się przytrafiło, ale z drugiej strony pluł sobie w brodę, że w ogóle zdecydował się na ten spacer. Gdyby wrócił do domu po tym co miał do załatwienia i nie zachciało mu się przechadzek po parku, to nie byłoby żadnego problemu. — Można tak powiedzieć. To trochę bardziej skomplikowane — powiedział. Jak najbardziej można to było nazwać napadnięciem, tyle tylko, że takim legalnym, co było w tym wszystkim chyba najbardziej popierdolone. — Zajebiście. Jestem naprawdę głodny, nie jadłem nic od południa. Chętnie też się napiję, bo zdecydowanie tego potrzebuję — odparł i pokręcił delikatnie głową na boki. Na pewno wypicie czegoś mocniejszego pozwoli mu się nieco zrelaksować i ukoić nerwy. Co prawda, nie mógł przesadzać, bo jutro pracował. Z drugiej strony, zawsze mógł zostać w domu i popracować zdalnie. W sumie, to wcale nie był taki głupi pomysł, jak tak teraz o tym myślał. — No na pewno nie stało się nic dobrego. Nie chciałem cię wcześniej martwić, bo jak widzisz, jestem cały i zdrowy. Trochę tylko ucierpiała moja duma. No i bark — skrzywił się. — Wolałem opowiedzieć ci o wszystkim prosto w twarz — dodał jeszcze, jakby musiał się tłumaczyć z tego, dlaczego wcześniej nie wdał się w szczegóły. Wiedział jednak, że jakby mu napisał o co chodziło, to ten zaraz odchodziłby od zmysłów, że stało się coś poważnego. Skrzywił się lekko, kiedy Cielo chwycił jego twarz i zaczął ją oglądać z każdej strony. — Whoa, nie tyle pytań naraz — zaśmiał się cicho. — Tak, byłem z tym na policji. Nie, nie stało mi się nic poważnego. I nie wiem, zastanawiam się, czy jest taka potrzeba — stwierdził i westchnął bezgłośnie. Widział, że mężczyzna był zestresowany, więc chyba musiał mu opowiedzieć co takiego miało miejsce.
— Chodź, opowiem ci wszystko przy jedzeniu — powiedział, bo naprawdę musiał coś zjeść. Chwycił jego dłoń i pociągnął go za sobą w kierunku aneksu, gdzie usiadł przy stole na jednym z krzeseł, obserwując młodszego i czekając, aż ten nałoży im jedzenie. — Miałem dzisiaj wolne, więc uznałem, że podjadę do miasta załatwić parę spraw i przy okazji skoczę do City Parku na spacer — zaczął od początku, nie chcąc mu kazać dłużej czekać. — No i w sumie było spoko, pogoda ładna, idę sobie i nagle nieopodal widzę jakieś zamieszanie. Chciałem to ominąć, ale ktoś się nagle na mnie rzucił, powalił mnie na ziemię i przyszpilił do chodnika — skrzywił się na samo wspomnienie tego nieprzyjemnego doświadczenia. — Okazało się, że to agenci ICE. Wiesz, co się dzieje ostatnio w kraju… Wygląda na to, że u nas też zaczęli się panoszyć — westchnął ciężko. — Dobrze, że zawsze noszę ze sobą dokumenty. Nic na mnie nie mieli i mnie wypuścili, chociaż nie byli z tego powodu zadowoleni. W międzyczasie pojawiła się policja, co też trochę chyba uratowało mi dupę. Innym spacerowiczom zresztą też — pokręcił głową na boki. — Potem pojechałem z zastępcą komendanta na komisariat, żeby złożyć zeznania, chociaż nie wiem czy to cokolwiek da. Wątpię — wzruszył ramionami. Potarł dłońmi twarz wzdychając ciężko. — Trochę jestem poobijany, ale najbardziej doskwiera mi bark, bo tak mi jebaniec wykręcił rękę, że myślałem, że się tam posram z bólu — skrzywił się.
Cielo Amoretti
— Chodź, opowiem ci wszystko przy jedzeniu — powiedział, bo naprawdę musiał coś zjeść. Chwycił jego dłoń i pociągnął go za sobą w kierunku aneksu, gdzie usiadł przy stole na jednym z krzeseł, obserwując młodszego i czekając, aż ten nałoży im jedzenie. — Miałem dzisiaj wolne, więc uznałem, że podjadę do miasta załatwić parę spraw i przy okazji skoczę do City Parku na spacer — zaczął od początku, nie chcąc mu kazać dłużej czekać. — No i w sumie było spoko, pogoda ładna, idę sobie i nagle nieopodal widzę jakieś zamieszanie. Chciałem to ominąć, ale ktoś się nagle na mnie rzucił, powalił mnie na ziemię i przyszpilił do chodnika — skrzywił się na samo wspomnienie tego nieprzyjemnego doświadczenia. — Okazało się, że to agenci ICE. Wiesz, co się dzieje ostatnio w kraju… Wygląda na to, że u nas też zaczęli się panoszyć — westchnął ciężko. — Dobrze, że zawsze noszę ze sobą dokumenty. Nic na mnie nie mieli i mnie wypuścili, chociaż nie byli z tego powodu zadowoleni. W międzyczasie pojawiła się policja, co też trochę chyba uratowało mi dupę. Innym spacerowiczom zresztą też — pokręcił głową na boki. — Potem pojechałem z zastępcą komendanta na komisariat, żeby złożyć zeznania, chociaż nie wiem czy to cokolwiek da. Wątpię — wzruszył ramionami. Potarł dłońmi twarz wzdychając ciężko. — Trochę jestem poobijany, ale najbardziej doskwiera mi bark, bo tak mi jebaniec wykręcił rękę, że myślałem, że się tam posram z bólu — skrzywił się.
ezeludek 👽
— Najlepiej byłoby od początku — odparł i odetchnął bezgłośnie. Nie wiedział, czego powinien się spodziewać, ale najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, który założył sobie w głowie, było to, że ktoś go napadł i chciał okraść albo zrobić mu jakąś krzywdę. Na samą myśl, że tak mogło być, czuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Nie chciał, żeby jego partnerowi stała się krzywda, co nie było wcale takie dziwne. — Skomplikowane — powtórzył po nim i ściągnął brwi. Zaraz się pewnie okaże, co miał przez to rozumieć i co Aurelio miał na myśli, mówiąc, że to było bardziej skomplikowane. — Jedzenie już się grzeje, więc nawet nie będziesz musiał na nie czekać — powiedział zgodnie z prawdą. Nie chciał, żeby po powrocie Aurelio musiał jeszcze czekać na obiad, więc wolał go zacząć podgrzewać już wcześniej. Jak się okazało, dobrze, że to zrobił. — Ale i tak mnie zmartwiłeś — skrzywił się delikatnie. To, że nie wiedział, co się działo, wcale mu nie pomagało. Zachodził tylko w głowę, czy działo się coś poważnego albo, czy wszystko z nim było okej. Teraz widział, że tak nie do końca, skoro był w takim stanie. — Jasne, rozumiem — odparł i skinął lekko głową. Rozumiał, że chciał mu to powiedzieć osobiście, ale nie zmieniało to faktu, że Cielo zachodził w głowę i miał w niej mnóstwo różnych scenariuszy, dlaczego Aurelio nie wracał do domu. Zakładał nawet te najgorsze. Nic dziwnego, że był taki lękliwy pod tym względem, skoro jego żona wyszła kiedyś do piekarni i już z niej nie wróciła. — Dobrze — westchnął krótko. — Jeśli się chociaż zastanawiasz, to jest taka potrzeba — stwierdził. Co prawda, nie miał pojęcia, co mu się stało i dlaczego musiałby do tego lekarza pójść, ale nie zmieniało to faktu, że skoro coś mu dolegało, to powinien obejrzeć go lekarz.
— Okej — odparł. Poszedł za nim, kiedy Aurelio pociągnął w stronę aneksu. Gdy go puścił, podszedł do kuchenki, żeby wyłączyć gaz. Wyciągnął z szafki dwa talerze i przełożył na nie jedzenie, z którym zaraz podszedł do stołu. Odłożył jeden przed starszym, a drugi postawił obok. Wrócił do kuchni, żeby otworzyć wino i przelać je do kieliszków. Z nimi również podszedł do stołu i je równiez odstawił na blat, po czym sam usiadł na krześle. Cały czas słuchał tego, co tamten miał do powiedzenia i z każdym słowem podobało mu się to coraz mniej. Aż się w nim zagotowało, bo uważał, że takie atakowanie ludzi było po prostu bezczelne i zwierzęce. — Co za dupki... — powiedział w pierwszej kolejności. Widać po nim było, że wkurwiło go to, co usłyszał. — Nie sądziłem, że kiedyś przytrafi się to któremuś z nas — skrzywił się delikatnie. — Przecież jesteśmy tu legalnie. Boże... — dodał jeszcze zrezygnowanym tonem. — Znając życie, policja pewnie nic z tym nie zrobi — mruknął pod nosem. — Może jednak rzeczywiście by trzeba pojechać do lekarza? Może zrobili ci krzywdę, skoro tak cię boli? — powiedział zatroskanym tonem. Jeszcze tego by brakowało, żeby stała mu się jakaś poważna krzywda.
Aurelio Visconti
— Okej — odparł. Poszedł za nim, kiedy Aurelio pociągnął w stronę aneksu. Gdy go puścił, podszedł do kuchenki, żeby wyłączyć gaz. Wyciągnął z szafki dwa talerze i przełożył na nie jedzenie, z którym zaraz podszedł do stołu. Odłożył jeden przed starszym, a drugi postawił obok. Wrócił do kuchni, żeby otworzyć wino i przelać je do kieliszków. Z nimi również podszedł do stołu i je równiez odstawił na blat, po czym sam usiadł na krześle. Cały czas słuchał tego, co tamten miał do powiedzenia i z każdym słowem podobało mu się to coraz mniej. Aż się w nim zagotowało, bo uważał, że takie atakowanie ludzi było po prostu bezczelne i zwierzęce. — Co za dupki... — powiedział w pierwszej kolejności. Widać po nim było, że wkurwiło go to, co usłyszał. — Nie sądziłem, że kiedyś przytrafi się to któremuś z nas — skrzywił się delikatnie. — Przecież jesteśmy tu legalnie. Boże... — dodał jeszcze zrezygnowanym tonem. — Znając życie, policja pewnie nic z tym nie zrobi — mruknął pod nosem. — Może jednak rzeczywiście by trzeba pojechać do lekarza? Może zrobili ci krzywdę, skoro tak cię boli? — powiedział zatroskanym tonem. Jeszcze tego by brakowało, żeby stała mu się jakaś poważna krzywda.
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeMonty BonneyCedar MoseleyPeregrine ChamberlainDante RamosFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire