ODPOWIEDZ
36 lat/a, 180 cm
właściciel i seksuolog w Inner Light Psychotherapy
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
12
Po tym, jak Fawn przyłapał go na tym jego wypadzie na wieczór kawalerski, a raczej na tym, że sam zorganizował go w klubie z tancerkami, chłopak przestał się do niego odzywać. Gdy już wytrzeźwiał, dotarło do niego, jak chujowo się zachował i jak bardzo spierdolił. Oczywiście od razu zaczął do niego wydzwaniać i wypisywać, ale nie dostawał żadnej odpowiedzi. Kiedy chłopak nie pojawił się na terapii, którą mieli następnego dnia, wkurwił się. Miał wrażenie, że ten się w ten sposób na nim mścił i w ogóle mu się to nie podobało. Nie wiedział, co miał robić, ale dalej próbował się do niego dobijać. Zaczęło do niego docierać, że Fawn zerwał z nim kontakt. Pierwsze, o czym pomyślał, to żeby zadzwonić do jego ojca i dać mu do zrozumienia, że terapia jednak nie przynosi rezultatów i że chłopak regularnie pojawia się u niego w damskich ciuchach. No i zrobił to... Dodatkowo naskarżył, że młodszy nie pojawił się na ich spotkaniu i poprosił, żeby jego ojciec następnego dnia przywiózł go do niego i odstawił pod sam gabinet. Tamten stwierdził, że nie będzie takiej potrzeby i się rozłączył. No, nie tego oczekiwał po tej rozmowie. Musiał przyznać, że trochę go to zestresowało i że zaczął się tym martwić. Okazało się, że słusznie, bo dwa dni później do jego gabinetu wparowała siostra Fawn, nie zważając na to, że akurat miał pacjenta. Zaczęła na niego krzyczeć, że był podły i że jak mógł zrobić coś takiego. Gdy dowiedział się szczegółów, aż nogi się pod nim ugięły.
To było dla niego oczywiste, że spierdolił po całości i że przez niego stała się tragedia. Nikt nie wiedział, gdzie chłopak się podziewał. Oczywiście od razu zaczął go szukać po mieście, zaczynając od miejsc, w których bywali. Dalej do niego dzwonił, próbując się dobić, ale nadal nic z tego. Był cholernie zestresowany i wystraszony. Był też zły na siebie, że wpadł na taki idiotyczny pomysł, żeby na niego donieść jego rodzicom. Pluł sobie w brodę, że zachował się jak gówniarz. Gdyby nie ten pieprzony kawalerski, to teraz nie działoby się to wszystko. W końcu pojechał za miasto do hotelu, w którym się ze sobą spotykali, żeby uprawiać seks. Wiedział, że na recepcji nic mu nie powiedzą, ale liczył, że jakoś uda mu się przekonać albo przekupić pracownika hotelu.
Na szczęście to nie było konieczne, bo jak tylko dojechał na miejsce, dostrzegł go, kiedy przechodził przez parking. Zaparkował w pobliżu, wysiadł z samochodu i od razu do niego podbiegł. — Fawn! — rzucił, żeby go zatrzymać. Gdy go dogonił, chwycił go za nadgarstek, żeby odwrócić go przodem do siebie. Momentalnie poczuł, jak serce podeszło mu do gardła, kiedy zobaczył, w jakim ten był stanie. Najgorsza była ta świadomość, że to była jego wina. — Ja... — urwał, bo nawet nie wiedział, co powiedzieć. — Twoja siostra... Ty... — dodał, ponownie urywając. — Przepraszam — wyrzucił z siebie w końcu, wpatrując się w niego spanikowanym wzrokiem. Najchętniej zabrałby go stąd prosto do swojego mieszkania i tam się nim zajął, zwłaszcza że jego żona wyjechała z koleżankami, ale wiedział, że Fawn nie będzie tego chciał. To będzie cud, jeśli w ogóle będzie chciał z nim porozmawiać.

Fawn
23 lat/a, 174 cm
barman w The Rose Noire
Awatar użytkownika
i want to kiss you on the mouth
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
Whispers of life
twelve
To było logiczne, że dla niego to wszystko było skończone. Był tak wściekły i rozgoryczony, że nie chciał znać Cadena. Co więcej, miał żal do samego siebie, że był taki głupi i naiwny, wierząc w to, że mężczyzna traktował go na poważnie i nie był dla niego jedynie tymczasowym romansem, rozrywką na chwilę. Nie był głupi, więc nie rozumiał, jak dał się w to wszystko wciągnąć. Teraz jednak przejrzał na oczy, a co za tym szło, zdecydował się, że nie było sensu tego ciągnąć dalej. Był przekonany, że prędzej czy później Volpe zapewne kopnąłby go w dupę. Pewnie doszłoby do tego w momencie, kiedy Fawn zacząłby mieć wobec niego i tej relacji oczekiwania, których ten nie byłby w stanie spełnić. Dlatego uznał, że lepiej będzie zakończyć to teraz. Zdecydował się całkowicie zerwać z nim kontakt, czy Cadenowi się to podobało, czy też nie. Nic więc dziwnego, że od momentu gdy tylko rozstał się z Volpe w barze, nie odpisywał na żadne jego wiadomości i nie odbierał telefonu. Następnego dnia był u niego umówiony na wizytę, ale jak nietrudno się domyślić, na nią też się nie stawił. W życiu jednak nie pomyślałby, czym takie zachowanie poskutkuje… Przekonał się o tym, w dodatku naprawdę boleśnie, na własnej skórze, niedługo po tym jak zaczął kompletnie ignorować Cadena. Musiał przyznać, że to co zrobił mężczyzna było ciosem poniżej pasa. Poczuł się, jakby ten wbił mu nóż w plecy; zdradził go dwukrotnie. Wszystko wydarzyło się tak szybko, że nim się obejrzał, skończył na ulicy, pobity, bez dachu nad głową.
Na początku nie miał pojęcia, co ze sobą zrobić. Nie miał praktycznie nic, bo wyleciał z domu tak jak stał. Jedyne co zdążył zabrać to plecak, w którym wciąż były jakieś ubrania z jego ostatniego pobytu w hotelu z Cadenem. Na szczęście, była tam też ładowarka do telefonu, chociaż to nie tak, że miał zamiar go używać. Praktycznie całą noc tego dnia kręcił się po mieście, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Gdy rano otworzyli sklepy, udał się do galerii handlowej, żeby kupić sobie chociaż jakąś bieliznę na zmianę i dresy, żeby miał co na siebie włożyć, bo do domu nie mógł wrócić. Potem musiał znaleźć sobie jakieś lokum. Nie mógł pojechać do swojego chłopaka, bo nawet nie wiedziałby jak miałby mu to wytłumaczyć. Poza tym, ten na pewno chciałby interweniować. Nie miał jednak głowy do tego, żeby szukać sobie czegokolwiek, dlatego postanowił pójść po najmniejszej linii oporu i tymczasowo zatrzymać się w hotelu, do którego zawsze jeździli z Volpe. Nie było tam drogo, więc przez kilka dni mógł sobie na to pozwolić. Udał się na przystanek autobusowy, bo hotel był trochę poza miastem.
Jak nietrudno się domyślić, w pracy wziął sobie wolne. Na uczelnie też nie chodził. Nie chciał, żeby ktokolwiek oglądał go w takim stanie. Z hotelu wychodził tylko na zakupy do pobliskiego marketu. Jego telefon wibrował i dzwonił od rana do nocy – na przemian dobijał się do niego Caden oraz jego siostra, ale nie chciał rozmawiać z żadnym z nich. Być może nie powinien ignorować siostry, ale ta na pewno namawiałaby go do tego, żeby wrócił do domu, a tego nie chciał robić. Potrzebował świętego spokoju, bo musiał zastanowić się nad tym co powinien dalej zrobić ze swoim życiem. Nie był na to gotów. Jedyne osoby, których nie obchodził jego los to byli jego rodzice, ale to go akurat nie dziwiło.
Musiał dzisiaj wybrać się na zakupy, więc postanowił to zrobić bardziej pod wieczór, kiedy w okolicy nie kręciło się tak dużo osób. Chciał, żeby jak najmniej osób widziało go, kiedy był w takim opłakanym stanie. Ubrał się w dres, a potem wyszedł z hotelu i na piechotę wybrał się do supermarketu. Szybko uporał się z zakupami i spakował wszystko do reklamówki, po czym ruszył z powrotem w stronę hotelu. W uszach miał słuchawki, a na głowie kaptur, nasunięty bardziej na twarz, jakby chciał się nim zasłonić. Od wejścia do hotelu nie dzieliło go już wiele kroków, bo pokonywał właśnie parking, kiedy nagle ktoś do niego podszedł i go chwycił. Przez słuchawki nie słyszał, że w ogóle ktoś go wołał. Przestraszony od razu szarpnął ręką, kiedy ktoś go odwrócił do siebie przodem, bo w pierwszej chwili pomyślał, że ktoś chce go napaść. Z tego wszystkiego jedna ze słuchawek wypadła mu z ucha, a kiedy zorientował się, że to był Caden, od razu spuścił głowę i ją odwrócił, bardziej naciągając kaptur na twarz. Zaczął panikować, bo nie chciał mieć z nim do czynienia, ale nie chciał też, żeby ktokolwiek go takiego oglądał. Rozejrzał się, przestraszony, a potem bez słowa kucnął, żeby podnieść słuchawkę. — Zostaw mnie w spokoju — powiedział i wyprostował się, a potem odwrócił, po czym pospiesznie ruszył w stronę budynku, chcąc przed nim u c i e c.

Valpo
36 lat/a, 180 cm
właściciel i seksuolog w Inner Light Psychotherapy
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Serce mu się krajało, kiedy widział go w takim stanie. Najgorsza była świadomość, że to on był za to odpowiedzialny i że to on tak namieszał. Nigdy nie chciał dla niego czegoś takiego. Nie chciał, żeby ktokolwiek zrobił mu krzywdę, ale niestety tak się stało. Naprawdę martwiło go to, że Fawn skończył bez dachu nad głową i to w takim stanie. Gdy chłopak tak się szarpnął, od razu go puścił, bo na pewno nie miał zamiaru się z nim szarpać. — Fawn... — rzucił tylko w odpowiedzi, kiedy ten wstał i ruszył w stronę wejścia do hotelu. Oczywiście nie miał zamiaru mu na to pozwolić. Od razu za nim ruszył, żeby zajść mu drogę. — Proszę cię, daj mi szansę się chociaż wytłumaczyć — powiedział błagalnym tonem. Sięgnął do jego kaptura, żeby go z niego zsunąć, a na ten widok się skrzywił. Oczywiście, że nie podobało mu się to, że młodszy był w takim stanie. Bolało go to, bo nikt nie powinien robić drugiej osobie takiej krzywdy. Odetchnął głębiej, chcąc się trochę uspokoić i cofnął rękę. — Nie chciałem, żeby to się tak skończyło. Nie miałem pojęcia, że twój ojciec zrobi ci coś takiego... — zaczął. — Byłem przekonany, że jak powiem mu, że nie przyszedłeś, to sam cię do mnie przywiezie. Nie odbierałeś, nie odpisywałeś, nie chciałeś rozmawiać. Jakoś chciałem cię zmusić do tego, żebyśmy się ze sobą zobaczyli — dodał. — Gdybym tylko wiedział, jak to się na tobie odbije, to nigdy bym... — podsumował. Nie był jakimś potworem, żeby chcieć czyjejś krzywdy, nawet w zemście. Nawet nie miał się za co na nim mścić, bo to nie tak, że Fawn zrobił coś złego. Każdy na jego miejscu zachowałby się w dokładnie taki sam sposób. Zakończyłby tę relację, a potem się odciął.
Nie powinienem organizować tego kawalerskiego w takim miejscu — powiedział po chwili. — Wiem, że spierdoliłem po całości, robiąc to. Nie tylko jeśli chodzi o bycie fair wobec ciebie, ale wobec jego narzeczonej i ich partnerek... Nigdy nie powinienem wpaść na taki durny pomysł — przyznał. — Ale to nie znaczy, że to cokolwiek dla mnie znaczyło, bo tak nie było. Jasne, czasami na nie spojrzałem, kiedy tak się kręciły na scenie, ale ja... — uciął na moment. — Nie było warto — dodał, bo dokładnie to chciał mu przekazać. Oczywiście, że nie było warto, ale nie zmieniało to faktu, że to zrobił. — Jeszcze do tego wszystkiego byłem taki pijany i zachowałem się wobec ciebie jak ostatni dupek — kontynuował, nie bacząc na to, czy młodszy w ogóle miał ochotę na takie rozmowy. Zapewne nie miał, bo gdyby miał, to już dawno by odpisał na jego wiadomości, w których pisał mu niemal dokładnie to samo, co teraz mówił. Że żałuje, że przeprasza i że nigdy więcej nie zrobiłby mu czegoś takiego. Brakowało tylko jeszcze do zestawu obietnicy, że rozwiedzie się ze swoją żoną, ale tego nie chciał obiecywać, bo wiedział, że to byłoby bez pokrycia, a przynajmniej na razie.

Fawn
23 lat/a, 174 cm
barman w The Rose Noire
Awatar użytkownika
i want to kiss you on the mouth
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
Whispers of life
Nie chciał go znać. Był przekonany, że dosadnie dał mu o tym do zrozumienia, nie odpisując na żadną z jego wiadomości, nie odbierając telefonów i nie stawiając się na ich umówioną wizytę. Najwyraźniej jednak, to do mężczyzny nie docierało. Nie docierało do tego stopnia, że ten w zemście postanowił – dosłownie – zrujnować mu życie i wyjawić całą prawdę o tym, że terapia nic nie dawała. Szkoda tylko, że nie wspomniał przy okazji jego ojcu o tym, że od dłuższego czasu płacili Cadenowi za to, że posuwał ich syna w swoim gabinecie, zamiast go leczyć. Wielka szkoda, że tym drobnym szczegółem już nie omieszkał się podzielić, tylko jemu robiąc problem, a samemu pozostając czystym. Uważał, że to jak zachował się Volpe było poniżej poziomu. Właściwie, to zachował się jak rozwydrzony gówniarz, który nie mógł dostać tego co chciał, więc postanowił sobie to odbić w inny sposób.
Nie był zaskoczony tym, że mężczyzna za nim poszedł i zaszedł mu drogę. Domyślał się, że ten tak po prostu go nie zostawi, skoro już miał okazję do konfrontacji z nim. Tyle tylko, że Fawn nie miał najmniejszego zamiaru z nim dyskutować i rozmawiać. Zatrzymał się jednak, cały czas wpatrując się w ziemię ze spuszczoną głową. — Na to co zrobiłeś nie ma żadnego wytłumaczenia — powiedział. Nie było absolutnie niczego, co ten mógłby powiedzieć, aby Lin spojrzał na niego bardziej przychylnie. Zaufał mężczyźnie, że ten będzie mu krył tyłek, a ten zdradził go w najgorszy z możliwych sposobów. Nie spodziewał się, że Caden mógłby mu coś takiego zrobić, nawet pomimo tego, że ich drogi się rozeszły. Kolejny raz przekonał się, że Volpe był po prostu ludzką szują, nikim więcej. Kiedy mężczyzna zsunął mu z głowy kaptur, sam zaraz nasunął go z powrotem. — Nie dotykaj mnie — powiedział ostrzegawczym tonem. Nie życzył sobie, żeby ten śmieć jeszcze kiedykolwiek tknął go chociażby palcem. Samo przebywanie w jego towarzystwie sprawiało, że robiło mu się niedobrze, taką niechęcią do niego pałał. — Nie obchodzi mnie co sobie myślałeś. Zaufałem ci, a ty wbiłeś mi nóż w plecy. Jak już jesteś taki mądry, to czemu nie pójdziesz i nie pochwalisz się tym, za co tak właściwie moi starzy ci od dawna płacili, co? Bo na pewno nie za terapię — powiedział. — A może ja mam im powiedzieć? I przy okazji twojej żonie też? — kontynuował. O tak, to byłby idealny sposób na to, żeby się na mężczyźnie zemścić. Szczerze powiedziawszy, na początku nawet to rozważał, ale potem uznał, że nie chciał po prostu zniżać się do jego poziomu.
Daruj sobie. Nie interesuje mnie to co masz do powiedzenia — uciął temat, najwyraźniej nie mając najmniejszego zamiaru o tym z nim dyskutować. Dlaczego miałby chcieć z nim w ogóle rozmawiać i słuchać jego tłumaczeń? To nie cofnie czasu i krzywd, których przez niego doświadczył. — Tak jak powiedziałem wcześniej, po prostu zostaw mnie w świętym spokoju. Nie chcę cię znać — powiedział, zaciskając palce mocniej na uszach od reklamówki. Ponownie odwrócił się do niego tyłem, ruszając w kierunku budynku i licząc na to, że tym razem Caden już sobie odpuści. Jasno pokazał, że nie chciał mieć z nim do czynienia.

Valpo
36 lat/a, 180 cm
właściciel i seksuolog w Inner Light Psychotherapy
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Nie, nie ma. Masz rację. Zachowałem się chujowo — przyznał. Mimo wszystko chciał spróbować się jakoś z tego wybronić. Chciał, żeby wszystko między nimi znowu było dobrze. Nie wiedział, jak miał to zrobić i jakim cudem mógłby sprawić, że młodszy chciałby mieć z nim jeszcze w ogóle do czynienia, ale coś musiał wymyślić. Brakowało mu go jak cholera i nie mógł się pogodzić z tym, że zabrakło go w jego życiu. Cóż, słabo to okazał, posuwając się do takiej chamówy. Skrzywił się, kiedy młodszy powiedział, że miał go nie dotykać. — Jasne — powiedział tylko, cofając ręce jeszcze bardziej. Nie chciał robić nic wbrew jemu. No, to w takim razie nie powinien się nawet do niego odzywać, bo chłopak ewidentnie nie chciał mieć z nim do czynienia. Powinien odwrócić się na pięcie, wrócić do auta i odjechać, bo tego zapewne Fawn by chciał. Nie mógł go jednak zostawić samego w takim stanie. — Tego byś chciał? Żeby wszyscy dowiedzieli się o tym, co nas łączy... łączyło — powiedział. — Proszę bardzo. Zrób to. Należy mi się za to, co zrobiłem — dodał, nerwowo przeczesując włosy dłonią. Bał się, że Fawn naprawdę to zrobi. On na jego miejscu od razu by się tak zachował, ale najwyraźniej mieli trochę inny kompas moralny. — Chcę cię odzyskać, nawet jeśli to znaczy, że miałbym wszystkim o nas powiedzieć — dodał, choć nie było to z jego strony zbyt pewne. Nie chciał nikomu mówić o tej relacji, bo nie dość, że żona by go chyba zabiła, to jeszcze ludzie w kościele by gadali, a to akurat bardzo go obchodziło.
Ale mnie interesujesz ty i twój los — odparł i pokręcił lekko głową na boki. — Nie — powiedział od razu i sięgnął do jego ręki, żeby go zatrzymać. Przytrzymał go za nadgarstek, żeby ten nie mógł odejść. — Co zrobisz, kiedy skończą ci się pieniądze? Wylądujesz na ulicy, a tam zaraz ktoś zrobi ci krzywdę, zwłaszcza że nie wyglądasz na kogoś, kto sobie poradzi. Do swojego chłopaka też nie pójdziesz, bo gdybyś mógł i chciał, to siedziałbyś teraz u niego — powiedział. — Zaraz nie będziesz miał się gdzie podziać i co jeść. Chcesz skończyć w ten sposób? — zapytał. — Zabierz swoje rzeczy i pojedziemy do mnie. Zostaniesz u mnie na kilka dni, a potem pomyślimy, co zrobić dalej. Wynajmę ci coś, jakiś pokój. Jeśli będzie trzeba, to wyprowadzę się od żony i zamieszkam z tobą, tylko proszę... — urwał, wpatrując się w niego błagalnym wzrokiem. — Proszę, wybacz mi i do mnie wróć. Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Tak cholernie mi przykro — dodał znacznie ciszej i odruchowo zacisnął mocniej dłoń na jego nadgarstku. Nie byłoby niczym dziwnym, gdyby jego słowa nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Nic dziwnego, bo Fawn musiał być na niego niemiłosiernie wkurwiony. Sam by był na jego miejscu. Nie chciałby siebie samego znać. Zrobił coś tak okropnego, że powinien za to rozpędzić się i walnąć głową w ścianę, a potem poprawić.

Fawn
23 lat/a, 174 cm
barman w The Rose Noire
Awatar użytkownika
i want to kiss you on the mouth
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
Whispers of life
Jakie to ma teraz znaczenie? Zwłaszcza dla mnie? — zapytał. Rodzice i tak wyrzucili go z domu, do którego już nie mógł wrócić, a zdanie innych go nie obchodziło. Nie miał już nic do stracenia, w przeciwieństwie do Cadena, więc czemu miałby nie chcieć wykrzyczeć całemu światu co ich swojego czasu łączyło? — Nie będę zniżał się do twojego poziomu. Nie jestem mściwą szują jak co niektórzy — powiedział. Nie miał zamiaru przebierać w słowach i chciał nazywać rzeczy po imieniu. Jeśli uważał Cadena za szuję, dokładnie w ten sposób miał zamiar się do niego zwracać. Jakby nie było, nie zależało mu dłużej na tym, żeby ten darzył go sympatią. Sam nie chciał mieć z nim do czynienia po tym wszystkim, a trzeba było przyznać, że to był naprawdę spory wyczyn ze strony Cadena, patrząc na to, jak od samego początku Fawn był w niego ślepo zapatrzony. — Naprawdę myślisz, że po tym jak zawiodłeś moje zaufanie, zdradziłeś mnie i przez ciebie zostałem pobity oraz wyrzucony z domu, będę skłonny dać ci drugą szansę? — zapytał z niedowierzaniem. Nie miał pojęcia, w jakim świecie żył Caden, ale na pewno w innym niż on, bo nie wierzył w to, że mężczyzna naprawdę myślał, że będzie w stanie cokolwiek ugrać.
Szkoda, że cię nie interesował, kiedy zdecydowałeś się powiedzieć mojemu ojcu jak jest naprawdę — powiedział. Jakoś wtedy najwyraźniej zbytnio nie obchodził Cadena jego los i to jakie może ponieść konsekwencje. Nawet jeśli starszy nie zakładał takiego scenariusza, to nietrudno było się domyślić, że jego ojciec na pewno się wścieknie i może się to skończyć źle dla Fawn. Caden doskonale wiedział, jaki był jego ojciec, bo go znał, poza tym sam nieraz mówił mu, jak go traktował. Kiedy mężczyzna chwycił go za nadgarstek, nie pozwalając mu odejść, szarpnął lekko ręką. Chyba wyraźnie wcześniej powiedział, że miał go nie dotykać. — To nie jest twoja sprawa. Było o tym myśleć wcześniej, zanim na mnie doniosłeś, a nie teraz nagle zgrywasz wielce zatroskanego i zmartwionego — prychnął. Dobre sobie. Znalazł się w takim chujowym położeniu tylko i wyłącznie z winy Cadena. To mężczyzna do tego doprowadził, więc teraz, kiedy Volpe mówił mu takie rzeczy i musiał tego wysłuchiwać, to uważał, że było to ze strony starszego cholernie bezczelne. W ogóle, samo pokazywanie mu się na oczy takie było. — Nie chcę, ale czyja to jest zasługa, że znalazłem się w takiej sytuacji? — zapytał. Odpowiedź na to pytanie było dość oczywista. — Już wolę zdechnąć z głodu na ulicy, niż gdziekolwiek z tobą jechać albo jeszcze gorzej, z tobą mieszkać. Poza tym, czy ty siebie słyszysz? Jak sobie to wyobrażasz? — zaśmiał się i pokręcił na boki głową z niedowierzaniem. Rozumiał, że Caden był zdesperowany, ale lepiej, żeby nie mówił mu i nie obiecywał rzeczy, z których ostatecznie i tak nie miał zamiaru się wywiązać. — Jakie wróć? Nigdy nie byliśmy razem. Mieliśmy romans, to wszystko. Ty masz żonę, a ja mam chłopaka — przypomniał mu, bo najwyraźniej Caden chyba zapomniał jak tak właściwie wyglądała ich relacja.

Valpo
36 lat/a, 180 cm
właściciel i seksuolog w Inner Light Psychotherapy
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Pewnie żadne — mruknął pod nosem i skrzywił się lekko. Zrobiło mu się przykro, kiedy Fawn powiedział, że był szują. Wiedział jednak, że zasługiwał na to, żeby nazywał go w taki sposób. — Jasne, jestem szują, wiem o tym, ale to nie zmienia faktu, że mi na tobie zależy — powiedział od razu. Zapewne nieważne ile razy będzie mu to powtarzał, to chłopak i tak nie przyjmie tego do wiadomości. Nie robiło się takich rzeczy osobie, na której komuś zależało. Powinien był przewidzieć to, że to się w ten sposób skończy, bo przecież znał jego sytuację. Wiedział, jaki był jego ojciec. — Nie wiem, pewnie nie, ale i tak... — spojrzał na niego jak zbity pies. — Muszę chociaż spróbować cię odzyskać. Nie chcę, żebyś tak zniknął z mojego życia. Zdaję sobie sprawę z tego, że postąpiłem bardzo źle, ale to nie znaczy, że mi na tobie nie zależy — dodał nieco ciszej. Naprawdę chciał go w swoim życiu i nie wyobrażał sobie, że to wszystko miałoby się zakończyć. Co prawda, w najbliższym czasie nie planował rozstać się z żoną i nie planował, żeby byli oficjalnie razem, ale nie zmieniało to faktu, że chłopak był dla niego bardzo ważny. Cóż, najwyraźniej nie tak ważny, skoro postąpił w taki sposób.
Powiedziałem to tylko dlatego, że myślałem, że zacznie cię wozić na terapię osobiście; że będzie odstawiał cię pod samą poradnię i że nie będziesz miał innego wyjścia, jak przyjść na spotkanie. Nie sądziłem, że stanie się coś takiego — powiedział. A powinien wiedzieć, że coś złego się odjebie. Swoją drogą był ciekaw, czy jakby ojciec nie wyrzucił go z domu, to jego plan by się sprawdził i czy ten by go do niego w końcu przywiózł. Nie puścił go, kiedy chłopak się szarpnął, ale też nie chwycił go mocniej. — Wiem, że moja. Dlatego właśnie chcę to naprawić i ci pomóc. Nie chcę nic w zamian. Po prostu chcę cię wyciągnąć z tej sytuacji — wyjaśnił spokojnie. Poczuł nieprzyjemne ukłucie w żołądku, kiedy młodszy powiedział coś takiego. Zrobiło mu się cholernie przykro, zwłaszcza że nie tak dawno temu byli ze sobą naprawdę szczęśliwi. — Jak co sobie wyobrażam? Mojej żony teraz nie ma. Wyjechała na dłużej. Przez ten czas znajdziemy ci jakieś mieszkanie, za które będę ci płacił, do czasu, aż wszystkiego nie uporządkujemy — odparł. Sam nie wiedział, co to niby miało znaczyć i jak to miało wyglądać, ale nie zmieniało to faktu, że był cholernie zdesperowany. — Tak, ja wiem, że to był romans, ale... — urwał, bo nawet nie wiedział, co powinien powiedzieć. — Jesteś dla mnie ważny. Ważniejszy od mojej żony. Nie chcę, żeby to się tak skończyło — dodał i go w końcu puścił. — Gdyby nie to, że rozwód jest taki problematyczny, to już dawno bym to zrobił. Myślisz, że dla mnie to było wygodne? Prowadzić takie podwójne życie? — zapytał. Chciał mu trochę namieszać w głowie i robił to jak najbardziej świadomie. Liczył na to, że Fawn się na to złapie.

Fawn
23 lat/a, 174 cm
barman w The Rose Noire
Awatar użytkownika
i want to kiss you on the mouth
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
Whispers of life
Gówno mnie to obchodzi — powiedział. Naprawdę, to czy Cadenowi na nim zależało, czy też nie, koło chuja mu latało, bo nie miało to dla niego żadnego znaczenia. Nie obchodziło go to jak mężczyzna się czuł względem niego i względem całej tej sytuacji. Miał tylko nadzieję, że wyrzuty sumienia będą go wyżerać do usranej śmierci, bo to PRZEZ NIEGO skończył w takiej chujowej sytuacji, bez dachu nad głową i w dodatku pobity. Równie dobrze mogło mu się stać coś poważniejszego, a on nawet nie zdawał sobie z tego sprawy, bo nie był u lekarza – nie było go na tym stać. Ale może to i lepiej? Może lepiej by było, gdyby przekręcił się na drugą stronę? Jego ojciec zostałby oskarżony o spowodowanie jego śmierci i poszedłby siedzieć, więc karma by go w końcu dopadła, a Caden zapewne nie byłby w stanie się po tym wszystkim pozbierać, bo wiedziałby, że to z jego winy. Może wtedy w końcu by sobie uświadomili, jakimi ludzkimi śmieciami byli, traktując go w taki okropny sposób. — Mam szacunek do siebie samego — powiedział po prostu, co miało być jednoznaczne z tym, że nie upadnie tak nisko, żeby dawać mu kolejną szansę po tym, co Caden mu zafundował. Przekonał się o tym jaki mężczyzna był naprawdę, przejrzał w końcu na oczy i uświadomił sobie, że Caden był najgorszą możliwą osobą, z którą można było wdać się w tego typu relację. Z tego powodu nie miał zamiaru drugi raz pakować się w to samo gówno. Teraz miał więcej oleju w głowie.
Na jego słowa zaśmiał się, kręcąc głową z niedowierzaniem. Szczerze powiedziawszy, wcześniej miał Cadena za dość inteligentnego i bystrego, ale teraz mężczyzna udowodnił mu, że był głupi i tępy, bo inaczej nie można było go opisać. Volpe doskonale wiedział, że jedynym ultimatum tego, że nie wyjebali go z domu na zbity pysk był fakt, że chodził na terapię i ta przynosiła efekty. Jakim więc cudem ten pomyślał, że jak wyzna prawdę jego rodzicom, to ci się nie wściekną i nie wyrzucą go na ulicę? To był jedyny możliwy scenariusz, który mógł wyniknąć z tej sytuacji. I jak widać, jak najbardziej stał się rzeczywistością, a Fawn miał wrażenie jakby żył w jakimś koszmarze. — Nie chcę twojej pomocy. Nie chcę, żebyś potem tego znowu użył przeciwko mnie. Nie chcę mieć z tobą więcej do czynienia — powiedział. Sprawiał wrażenie naprawdę zdecydowanego, więc wyglądało na to, że naprawdę chciał wyrzucić Cadena ze swojego życia raz i na zawsze. Nie potrzebował i nie chciał w swoim życiu kogoś, przez kogo skończył w takiej opłakanej sytuacji. — Jesteś popierdolony — powiedział. — Nie chcę od ciebie ani grosza, rozumiesz? Tak samo jak nie chcę, żebyś cokolwiek dla mnie robił. Między nami wszystko skończone, a ja nie potrzebuję twojej litości. Jedyne czego chcę, to żebyś zniknął z mojego życia i nigdy więcej się w nim nie pojawiał — powiedział. Czego innego Caden oczekiwał? Że się zgodzi i z radością przystanie na jego obie propozycje? Dobre sobie. — Skończ pierdolić — odparł po prostu, bo był zmęczony słuchaniem tych farmazonów. W dupie miał jego żonę, to co Caden uważał i to jak mężczyzna się czuł. — Nie obchodzi mnie. Gdybyś chciał, to byś się rozwiódł, proste. Zresztą, to nie ma teraz już żadnego znaczenia, bo nie masz powodu do tego, żeby się rozwodzić — powiedział i wzruszył ramionami. No, chyba że znajdzie sobie nowego kochanka.

Valpo
36 lat/a, 180 cm
właściciel i seksuolog w Inner Light Psychotherapy
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Skrzywił się, kiedy Fawn powiedział coś takiego. Oczywiście, że było mu chujowo z myślą, że młodszy teraz go nienawidził i że wyglądało na to, że nie miał zamiaru spuścić z tonu. Z drugiej strony czy on na jego miejscu by spuścił? Byłby tak samo wściekły i tak samo nie miałby ochoty na siebie patrzeć. — Tak, masz, ale to nie ma nic do rzeczy — powiedział. Nie uważał, żeby dawanie mu drugiej szansy miałoby być brakiem szacunku do siebie. Wybaczenie drugiej osobie to była trudna sprawa, ale tak powinno się robić, a przynajmniej w jego wierze. Zapominał tylko o tym, że Fawn nie żył tak, jak kazała Biblia, bo nie był wierzący. Z jednej strony szkoda, bo to by wiele teraz ułatwiło, ale z drugiej strony to dobrze, bo gdyby chłopak był posłuszny Bogu, to nigdy nie doszłoby między nimi do czegoś więcej. Teraz trochę żałował, że się zbliżyli, bo naprawdę cierpiał przez to, co się odjebało, a właściwie co sam odjebał, bo to przecież z jego winy wszystko się posypało.
Ściągnął brwi, kiedy Fawn tak się zaśmiał, bo ta reakcja nijak mu się nie spodobała. Czy można mu się było jednak dziwić, że reagował w taki sposób? Zdecydowanie nie, bo Caden zachował się jak dureń, myśląc, że w ten sposób sprawi, że do siebie wrócą. — Nie będę niczego używał przeciwko tobie. Dlaczego miałbym to robić? Chcę ci pomóc, bo mi na tobie zależy i bo jesteś dla mnie ważny — powiedział. Na pewno nie byłoby sytuacji, w której by mu to wytykał albo wyliczał. Chciał mu pomóc, bo czuł się odpowiedzialny za to, co go spotkało. Nic dziwnego, że zjadały go wyrzuty sumienia, skoro zafundował komuś, na kim mu tak zależało, piekło. — Może i jestem — odparł, bo nie było sensu, żeby temu zaprzeczać i się z nim wykłócać. — To nie jest żadna litość. Ja naprawdę chcę ci pomóc. Uważam, że powinienem to zrobić, bo to moja wina. Chcę wziąć za to odpowiedzialność, a zrobię to, zajmując się tobą — powiedział, wpatrując się w jego twarz. Coś jednak czuł, że nie przekona go do tego, żeby chłopak wrócił z nim do jego mieszkania i żeby tam został na jakiś czas. Czy mu się dziwił? Ani trochę, bo musiałby schować dumę do kieszeni, a to wcale nie było proste. — Nie mówiłeś mi, że mam się rozwieść. Tak samo, jak ja nie mówiłem, że masz się rozstać z chłopakiem. Skąd miałem wiedzieć, że tego ode mnie oczekujesz? — odparł. Oczywiście, że zdawał sobie sprawę z tego, że Fawn chciał, żeby rozstał się z żoną, bo nie musiał tego mówić. Widział, jak ten na niego patrzył i jak do niego lgnął. Byłby ślepym idiotą, gdybym nie dostrzegł tego, że chciałby go mieć tylko dla siebie. — Nie o rozwód teraz chodzi — powiedział. — Teraz chodzi o to, że potrzebujesz dachu nad głową — dodał. — I zapewne lekarza, bo wątpię w to, że gdziekolwiek z tym byłeś — wypuścił głośno powietrze nosem. Nie wyglądało to dobrze i nie byłby zaskoczony, gdyby było coś na rzeczy. Ojciec nieźle go załatwił, nie można było temu zaprzeczyć. Nóż mu się w kieszeni otwierał, jak tylko sobie o tym myślał.

Fawn
23 lat/a, 174 cm
barman w The Rose Noire
Awatar użytkownika
i want to kiss you on the mouth
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
Whispers of life
Ma bardzo dużo do rzeczy. Przez to, że mam szacunek do siebie, nie mam zamiaru upaść tak nisko, żeby dać ci szansę — powiedział prosto z mostu, bo najwyraźniej Caden nie do końca zdawał sobie sprawę z tego co tak właściwie chciał przekazać, mówiąc coś takiego. Gdyby postanowił dać mu szansę po tym, jak starszy go potraktował i się względem niego zachował, świadczyłoby to jedynie o tym, że nie miał godności ani szacunku do siebie samego. Nawet to, że był teraz w opłakanej sytuacji w żaden sposób nie sprawiało, że w ogóle rozważałby to, aby z powrotem zejść się z Cadenem. Nie był aż tak zdesperowany. Nawet jeśli potrzebował pomocy, to i tak wolałby chyba już skończyć na ulicy.
Tak samo jak teraz mi pomogłeś? Miałeś mnie kryć, to był, kurwa, twój pomysł, a poleciałeś i wszystko wypaplałeś mojemu ojcu. Bardzo dziękuję za taką pomoc, poradzę sobie sam — odparł. Nie miał pojęcia, na co tak właściwie Volpe liczył. Że mu zaufa i uwierzy w to, że chciał dla niego dobrze? Że naprawdę chciał mu pomóc? Już raz uwierzył mu w to, że chciał to zrobić, co ostatecznie teraz skończyło się dla niego tym, że nie miał dachu nad głową i gdzie się podziać, bo został wyrzucony z domu, w ogóle się tego nie spodziewając. — Spierdalaj. Nie chcę twojej pomocy, rozumiesz? Niczego od ciebie nie chcę. Już wystarczająco namieszałeś w moim życiu, nie chcę, żebyś dłużej był jego częścią — powiedział. Nie miał pojęcia ile razy miał się jeszcze powtarzać, zanim to do mężczyzny dotrze. Chyba musiałby się stać jakiś cud, jeśli mężczyzna liczył na to, że rzeczywiście przystanie na to, co mu zaproponował. Fakt, że wolał już skończyć na ulicy, niż wrócić z nim do jego mieszkania i tam się tymczasowo zatrzymać, mógł świadczyć jedynie o tym, jak bardzo go obwiniał za sytuację w której się teraz znalazł i jak bardzo miał to mężczyźnie za złe. Jak w ogóle Caden mógł liczyć na to, że po czymś takim mu wybaczy? Czuł się przez niego zdradzony, jakby mężczyzna wbił mu nóż w plecy. Niczym nie różnił się od jego rodziców. Był dokładnie taki sam jak oni. — A jakbym powiedział, to co, rozwiódłbyś się? Dobrze obaj wiemy, że nie. Poza tym, nie wiem czemu w ogóle o tym rozmawiamy. To i tak dłużej nie ma żadnego znaczenia — wzruszył ramionami. Caden nie musiał dłużej się stresować tym, że ich romans wyjdzie na jaw i wodzić go za nos, szukając kolejnych wymówek dlaczego nie mógł rozejść się z żoną. — Powiedziałem ci już, że to czego ja potrzebuję i to co się ze mną stanie to nie jest twoja sprawa — powiedział. — Nie masz prawa ingerować w moje życie i zgrywać wielce zatroskanego, kiedy to z twojej winy znalazłem się w takiej sytuacji. Gdybyś trzymał mordę na kłódkę, to nic z tego nigdy by się nie wydarzyło — odparł. — Jesteś najgorszym, co mnie w życiu spotkało — kontynuował, najwyraźniej coraz bardziej się nakręcając. Jednocześnie czuł, jak robi mu się coraz bardziej przykro i zbiera mu się na płacz. — Żałuję, że kiedykolwiek do czegoś między nami doszło. Zrobiłbym wszystko, żeby tylko nie zacząć chodzić na tę twoją pojebaną terapię — kontynuował drżącym głosem. — Nienawidzę cię, rozumiesz? Zniszczyłeś mi życie! — wygarnął mu i po prostu wybuchnął płaczem. Nie rozumiał, jak dosadniej miał mu jeszcze dać do zrozumienia, że to co zrobił nie było czymś, co byłby w stanie mu wybaczyć.

Valpo
36 lat/a, 180 cm
właściciel i seksuolog w Inner Light Psychotherapy
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
Wypuścił tylko głośno powietrze nosem na jego słowa. Wyglądało na to, że nie przekona go, że to wcale nie było tak, że jak da mu szansę, to będzie jednoznaczne z tym, że nie miał do siebie szacunku. Mimo wszystko miał nadzieję, że jakimś cudem namówi go do tego, żeby Fawn dał mu jednak szansę, której tym razem nie spierdoli. Nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że to był koniec.
To był mój pomysł i cały czas cię kryłem. Nie wiem, co strzeliło mi do łba i dlaczego uznałem, że to będzie dobry pomysł, żeby powiedzieć im, że nie robimy postępów. Myślałem, że dzięki temu... Zresztą, to już i tak nieważne — skrzywił się delikatnie. To wszystko, czego chciał, nie zmieniało tego, co się stało. Było źle i to naprawdę źle. Można by rzec, że fatalnie. — Właśnie dlatego, że namieszałem, to chcę to wszystko teraz naprawić — powiedział, wpatrując się w niego. Miał ogromne poczucie winy, że odwalił coś takiego i chciał mu jakoś pokazać, że chciał wziąć to na klatę i go jakoś z tego wyciągnąć. Niestety, ale chłopak nie chciał mu na to pozwolić. No i nie można mu się było dziwić, bo każdy na jego miejscu czułby się tak samo w stosunku do Cadena. — Skąd to możesz wiedzieć? A może właśnie bym ją zostawił, co? Nawet jej nie kocham — odparł. To akurat była prawda, bo już od dawna nie kochał swojej żony. Nie rozwiódł się z nią tylko i wyłącznie dlatego, że bał się, jak zareagują jego rodzice, a potem kościelna społeczność. Tkwił w takim związku bez uczuć i się w nim coraz bardziej dusił. Nic dziwnego, że znalazł sobie odskocznię w postaci młodego chłopaczka, który dawał mu, co tylko chciał, na zawołanie. — To jest moja sprawa, bo jestem za to odpowiedzialny — powiedział twardo. Uważał, że skoro go w to wpakował, to powinien go z tego jakoś wyciągnąć i na razie nie chciał się zastanawiać nad tym, jak to zrobi. Będzie miał czas, kiedy już weźmie go do siebie. Najpierw jednak musiał go jakoś przekonać do tego, żeby pojechał razem z nim albo zabrać go do siebie siłą. Druga opcja wydawała się mieć na ten moment więcej sensu. Już miał coś odpowiedzieć, ale wtedy Fawn powiedział, że był najgorszym, co go w życiu spotkało. Momentalnie ponownie zrobiło mu się przykro. Odchylił na moment głowę do tyłu i odetchnął głębiej, próbując zachować zimną krew, ale w końcu przeniósł spojrzenie na młodszego. A potem po prostu ten wykrzyczał mu, że go nienawidził, co sprawiło mu jeszcze więcej przykrość. Gdy tak się rozpłakał, od razu chciał go do siebie przytulić, ale zamiast tego, po prostu chwycił go za nadgarstek i bez słowa zaczął ciągnąć go w stronę swojego samochodu. — Nie pozwolę ci na to, żebyś został bez domu. W dupie mam to, jak bardzo mnie nienawidzisz, słyszysz? — rzucił, zerkając na niego przez ramię.
Zaraz po tym, jak znaleźli się przy jego samochodzie, otworzył drzwi od strony pasażera i po prostu wepchnął go do środka. Korzystając z tego, że ten pewnie był zaskoczony takim obrotem spraw, szybkim krokiem przeszedł na drugą stronę auta i wsiadł za kierownicę. Od razu zamknął drzwi od środka i ruszył z piskiem z opon. — Nie chcesz po dobroci? W porządku — zaczął, przejeżdżając przez skrzyżowanie zdecydowanie za szybko i bez większej uwagi, wymuszając pierwszeństwo. — Zanim cokolwiek powiesz — dodał. — To jest porwanie, a potem dopuszczę się przetrzymania — zerknął na niego. — I tak mnie nienawidzisz, gorzej być nie może, więc równie dobrze mogę ci zapewnić bezpieczeństwo siłą, czy nie tak? — zaśmiał się nerwowo i przeczesał włosy dłonią.

Fawn
ODPOWIEDZ

Wróć do „Podróże”