nie powiem, bo wstyd
— No nie, nie rozmawialiśmy… — przyznał mu rację i kiwnął głową. Rzeczywiście, nie zdarzyło się jeszcze, żeby kiedykolwiek poruszali ten temat. Nigdy nie było takiej potrzeby. Wcześniej, gdy byli razem, byli naprawdę młodzi, więc nawet nie myśleli o takich rzeczach. Potem się rozeszli i przez lata nie mieli ze sobą żadnego kontaktu. Teraz też wcale nie minęło tak wiele czasu odkąd się z powrotem zeszli, więc nic dziwnego, że Monty się obawiał tego, że jednak może odrzucić jego zaręczyny. Nawet jeśli nie było tak naprawdę żadnego powodu dla którego miałby to zrobić, bo przecież układało im się naprawdę dobrze i można było śmiało stwierdzić, że byli ze sobą szczęśliwi. Toto naprawdę był przekonany o tym, że nic się już nie spierdoli, bo przecież Bonney miał porządną nauczkę i nie było szans, że popełni błędy z przeszłości. — Jeśli chcesz, to będę — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. — A co, ty wolisz zmienić swoje? Czy może ja mam po prostu nie zmieniać swojego? Tylko wtedy mało kto będzie wiedział, że jesteśmy małżeństwem — odparł i posłał mu zaczepny uśmiech. Nie miał najmniejszego problemu z tym, żeby kolejny raz zmienić swoje nazwisko, tym razem po mężu. Poza tym to nie tak, że był przywiązany do tego swojego. I tak nie było prawdziwe, właściwie wymyślone na prędce. — No to świetnie — odparł. Dobrze, że w tej kwestii się zgadzali, bo domyślał się, że dla niektórych zapewne coś takiego mogłoby prowadzić do konfliktu, bo każdy miał inną wizję tego jak to powinno wyglądać.
— No tak. Nigdy nie wiadomo, czego tak naprawdę można się spodziewać — przyznał. Równie dobrze mogło dojść do sytuacji, w której Toto wciąż nie byłby w stu procentach pewien Monty’ego i nie chciałby podejmować decyzji o wykonaniu tak ważnego dla nich kroku. Na szczęście, tak nie było, więc wyglądało na to, że od teraz mogli się cieszyć narzeczeństwem i nie byli już dłużej jedynie swoimi chłopakami. — Ach. Okej — odparł i skinął lekko głową. Jakoś tak z góry założył, że to musiało być coś, co Monty planował już od dłuższego czasu i tylko szukał odpowiedniego momentu. Wyglądało jednak na to, że decyzję podjął dość spontanicznie – i w sumie, nawet go to nie dziwiło, bo przecież za dobrze go znał. To było całkowicie w jego stylu. — Tak, masz rację. To rzeczywiście ważne. Możemy liczyć tylko na siebie nawzajem — powiedział i pokiwał lekko głową. Musiał przyznać, że sam nie myślał o tym od tej strony. Wyglądało na to, że czasami jednak Bonney potrafił być dość bystry, jeśli chciał.
— Chyba tak — odparł i skinął lekko głową. Chociaż, teraz po głowie chodził mu ten drugi, a nie ciasto. — Tak, racja — zgodził się z nim. No, ale mogli też je po prostu zjeść później, prawda…? — Wiesz, w sumie… W sumie to tak. Mam ochotę — powiedział bez ogródek i odchylił głowę, żeby spojrzeć na niego z dołu. — Możemy zacząć pod prysznicem i skończyć w sypialni — dodał jeszcze, unosząc kąciki ust w figlarnym uśmiechu.
Monty
— No tak. Nigdy nie wiadomo, czego tak naprawdę można się spodziewać — przyznał. Równie dobrze mogło dojść do sytuacji, w której Toto wciąż nie byłby w stu procentach pewien Monty’ego i nie chciałby podejmować decyzji o wykonaniu tak ważnego dla nich kroku. Na szczęście, tak nie było, więc wyglądało na to, że od teraz mogli się cieszyć narzeczeństwem i nie byli już dłużej jedynie swoimi chłopakami. — Ach. Okej — odparł i skinął lekko głową. Jakoś tak z góry założył, że to musiało być coś, co Monty planował już od dłuższego czasu i tylko szukał odpowiedniego momentu. Wyglądało jednak na to, że decyzję podjął dość spontanicznie – i w sumie, nawet go to nie dziwiło, bo przecież za dobrze go znał. To było całkowicie w jego stylu. — Tak, masz rację. To rzeczywiście ważne. Możemy liczyć tylko na siebie nawzajem — powiedział i pokiwał lekko głową. Musiał przyznać, że sam nie myślał o tym od tej strony. Wyglądało na to, że czasami jednak Bonney potrafił być dość bystry, jeśli chciał.
— Chyba tak — odparł i skinął lekko głową. Chociaż, teraz po głowie chodził mu ten drugi, a nie ciasto. — Tak, racja — zgodził się z nim. No, ale mogli też je po prostu zjeść później, prawda…? — Wiesz, w sumie… W sumie to tak. Mam ochotę — powiedział bez ogródek i odchylił głowę, żeby spojrzeć na niego z dołu. — Możemy zacząć pod prysznicem i skończyć w sypialni — dodał jeszcze, unosząc kąciki ust w figlarnym uśmiechu.
bez przesady
— Chociaż po jednej sztuce musisz mi kupić — powiedział i się zaśmiał. Jakby dostał od niego taki breloczek, to nosiłby go przy kluczach do baru, a jakby dostał kubek, to codziennie piłby z niego dumnie kawę w pracy. Nie wstydziłby się takich sztampowych prezentów, ale tego można się było akurat po nim spodziewać. — Nie no, zmieniaj — wyszczerzył się do niego. — Toto Bonney brzmi naprawdę ładniej. O wiele ładniej niż Solace — dodał i przekrzywił delikatnie głowę. Podobała mu się wizja tego, że będą mieli takie samo nazwisko. Im dłużej o tym rozmawiali, tym bardziej uderzało w niego to, że rzeczywiście mu się oświadczył i że rzeczywiście będą planować ślub.
— Mhm, dokładnie — skinął lekko głową. Wolał przerobić w głowie wszelkie scenariusze. Jakby był pewien tego, że Toto się zgodzi, a chłopak z jakiegoś powodu by mu odmówił, to chyba by się załamał, nie wspominając o tym, że ich relacja zapewne by na tym mocno ucierpiała. Nie wyobrażał sobie, jakby miał być dalej z kimś, kto nie zgodził się na jego oświadczyny. Na szczęście nie musiał się tym zadręczać. — Ale przynajmniej wiemy, że mamy siebie nawzajem na dobre i na złe — uśmiechnął się do niego delikatnie. Nie mógł się doczekać, aż złoży mu przysięgę przed ołtarzem. Był tym naprawdę podekscytowany.
Gdy usłyszał jego odpowiedź, na jego twarzy od razu pojawił się triumfalny uśmiech. Oczywiście, że się ucieszył, że jednak Toto chciał najpierw zabrać się za ten deser, a dopiero potem za ciasto. Gdy wspomniał o prysznicu, poczuł przyjemny ucisk w podbrzuszu, bo dobrze wiedział, co takiego w ten sposób sugerował. — W takim razie chodźmy — powiedział i wyciągnął rękę w jego stronę, a gdy chłopak ją chwycił, pociągnął go za sobą w stronę łazienki. Gdy się tam znaleźli, od razu go do siebie przyciągnął i pocałował zachłannie, napierając na niego całym swoim ciałem, przytrzymując go jednocześnie ramieniem w talii. Po dłuższej chwili oderwał się od jego ust, ale tylko po to, żeby pozbawić jego i siebie górnych części garderoby. Zaraz ponownie połączył ich usta w pocałunku, wydając przy tym z siebie krótki pomruk.
Toto
— Mhm, dokładnie — skinął lekko głową. Wolał przerobić w głowie wszelkie scenariusze. Jakby był pewien tego, że Toto się zgodzi, a chłopak z jakiegoś powodu by mu odmówił, to chyba by się załamał, nie wspominając o tym, że ich relacja zapewne by na tym mocno ucierpiała. Nie wyobrażał sobie, jakby miał być dalej z kimś, kto nie zgodził się na jego oświadczyny. Na szczęście nie musiał się tym zadręczać. — Ale przynajmniej wiemy, że mamy siebie nawzajem na dobre i na złe — uśmiechnął się do niego delikatnie. Nie mógł się doczekać, aż złoży mu przysięgę przed ołtarzem. Był tym naprawdę podekscytowany.
Gdy usłyszał jego odpowiedź, na jego twarzy od razu pojawił się triumfalny uśmiech. Oczywiście, że się ucieszył, że jednak Toto chciał najpierw zabrać się za ten deser, a dopiero potem za ciasto. Gdy wspomniał o prysznicu, poczuł przyjemny ucisk w podbrzuszu, bo dobrze wiedział, co takiego w ten sposób sugerował. — W takim razie chodźmy — powiedział i wyciągnął rękę w jego stronę, a gdy chłopak ją chwycił, pociągnął go za sobą w stronę łazienki. Gdy się tam znaleźli, od razu go do siebie przyciągnął i pocałował zachłannie, napierając na niego całym swoim ciałem, przytrzymując go jednocześnie ramieniem w talii. Po dłuższej chwili oderwał się od jego ust, ale tylko po to, żeby pozbawić jego i siebie górnych części garderoby. Zaraz ponownie połączył ich usta w pocałunku, wydając przy tym z siebie krótki pomruk.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
— Dobrze, zapamiętam. Tylko będziesz musiał poczekać, aż rzeczywiście tym mężem będziesz — odparł rozbawiony i pokręcił głową na boki. Na ten moment Monty i on nie byli jeszcze po ślubie, więc nie miał co liczyć na jakiekolwiek fanty. — Tak. Brzmi przyjemnie — zgodził się z nim i pokiwał głową. Musiał przyznać, że nawet pomimo tego, że teraz tak o tym rozmawiali, to koncept poślubienia Monty’ego wydawał mu się wciąż naprawdę abstrakcyjny. Zapewne minie trochę czasu, zanim tak w pełni to przyswoi.
— Tak, to na pewno — przyznał mu rację i kiwnął głową. Gdyby nie Bonney, to nie miałby nikogo. Kiedy zdecydował się z nim rozstać, sfingować swoją śmierć i uciec na drugi koniec kraju, nie przyszło mu to łatwo. Był kompletnie sam, w całkiem obcym miejscu, gdzie nie znał kompletnie nikogo. Wiadomo, z czasem zdobył nowych znajomych, ale nigdy z nikim nie łączyła go taka silna więź jak z Monty’m, z którym trzymali się razem praktycznie od małego.
Nie był głupi i doskonale wiedział, że zapewne Bonney miał ochotę na to i owo. Nie miał zamiaru przeciągać tego dłużej w czasie, bo ciasto zawsze mogli przecież zjeść później. No i skłamałby, gdyby powiedział, że sam nie chciał należycie świętować tych zaręczyn, a był tylko jeden słuszny sposób, aby odpowiednio to zrobić. Co prawda, był zmęczony po pracy, ale na przyjemności zawsze znajdzie siły. — Mhm — mruknął i chwycił jego dłoń, po czym wstał z krzesła i ruszył za chłopakiem w stronę łazienki. Gdy tylko przekroczyli jej próg i Monty przyciągnął go do siebie, zarzucił mu ramiona na szyję i chętnie odwzajemnił jego pocałunek. Gdy chłopak się od niego oderwał, by zaraz pozbawić ich koszulek, nie protestował i pomógł mu zdjąć z siebie tą swoją. Zarzucił ramiona z powrotem na jego szyję i przylgnął do niego, ponownie odwzajemniając jego pocałunek.
Monty
— Tak, to na pewno — przyznał mu rację i kiwnął głową. Gdyby nie Bonney, to nie miałby nikogo. Kiedy zdecydował się z nim rozstać, sfingować swoją śmierć i uciec na drugi koniec kraju, nie przyszło mu to łatwo. Był kompletnie sam, w całkiem obcym miejscu, gdzie nie znał kompletnie nikogo. Wiadomo, z czasem zdobył nowych znajomych, ale nigdy z nikim nie łączyła go taka silna więź jak z Monty’m, z którym trzymali się razem praktycznie od małego.
Nie był głupi i doskonale wiedział, że zapewne Bonney miał ochotę na to i owo. Nie miał zamiaru przeciągać tego dłużej w czasie, bo ciasto zawsze mogli przecież zjeść później. No i skłamałby, gdyby powiedział, że sam nie chciał należycie świętować tych zaręczyn, a był tylko jeden słuszny sposób, aby odpowiednio to zrobić. Co prawda, był zmęczony po pracy, ale na przyjemności zawsze znajdzie siły. — Mhm — mruknął i chwycił jego dłoń, po czym wstał z krzesła i ruszył za chłopakiem w stronę łazienki. Gdy tylko przekroczyli jej próg i Monty przyciągnął go do siebie, zarzucił mu ramiona na szyję i chętnie odwzajemnił jego pocałunek. Gdy chłopak się od niego oderwał, by zaraz pozbawić ich koszulek, nie protestował i pomógł mu zdjąć z siebie tą swoją. Zarzucił ramiona z powrotem na jego szyję i przylgnął do niego, ponownie odwzajemniając jego pocałunek.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
bez przesady
— To w takim razie musimy szybko brać ślub, bo nie mogę się tych fantów doczekać — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Nie wiedział, kiedy będą go brać, ale miał nadzieję, że szybko wezmą się za planowanie imprezy. Jak tak sobie o tym pomyślał, ile będą mieli rzeczy do obgadania, to trochę go wykręcało w środku. Sam najchętniej postawiłby na uroczystość z nimi i świadkami i to tyle, ale domyślał się, że Toto chciałby czegoś więcej. Wiedział przecież, jaki ten był sentymentalny. Nie miał zamiaru mu tego odbierać.
— Cieszę się, że w końcu dojrzałem na tyle, żebyś czuł się przy mnie tak stabilnie — powiedział. Dawniej mógłby zapomnieć o tym, że Toto mu powie, że na nim polegał. A teraz? Teraz było całkiem inaczej. Ogarnął się, zachowywał się tak, jak na dorosłego człowieka przystało i traktował swojego ukochanego tak, jak powinien od samego początku. Niestety, ale musiał przejść długą drogę, żeby w końcu zrozumieć pewne rzeczy.
Toto
— Cieszę się, że w końcu dojrzałem na tyle, żebyś czuł się przy mnie tak stabilnie — powiedział. Dawniej mógłby zapomnieć o tym, że Toto mu powie, że na nim polegał. A teraz? Teraz było całkiem inaczej. Ogarnął się, zachowywał się tak, jak na dorosłego człowieka przystało i traktował swojego ukochanego tak, jak powinien od samego początku. Niestety, ale musiał przejść długą drogę, żeby w końcu zrozumieć pewne rzeczy.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
— Tak, musimy — pokiwał głową. Nie widział powodów, dla których musieliby z tym zwlekać. Co prawda, będą mieli trochę rzeczy do zaplanowania i zorganizowania z tego powodu, ale jeśli zabiorą się za to już teraz, to kto wie, może będą w stanie to ogarnąć jeszcze w tym roku? Na pewno byłoby miło, gdyby im się udało. To nie tak, że była cała masa ludzi, których mogli zaprosić i musieli organizować dużą imprezę. Na pewno będzie to coś kameralnego. Mimo to, nie chciał rezygnować z uroczystości i zabawy, bo był z niego dość sentymentalny gość. Poza tym wychodził z założenia, że ślub będzie brał tylko raz w życiu, więc chciał tego doświadczyć tak jak należy. Wiedział jednak, że Bonney mógłby nawet jutro pójść do urzędu i podpisać wszystkie odpowiednie świstki, aby zostali oficjalnie małżeństwem.
Monty
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
bez przesady
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
bez przesady
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
bez przesady
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire
nie powiem, bo wstyd
bez przesady
Deimos MunSoren DevilleAlaric ThierryJoichiro PembrokeDante RamosCedar MoseleyPeregrine ChamberlainCielo AmorettiFloris VandermeerAlistair MallowanEamon ValloisCornelius PrzybylskiCobalt ChauvinCaden VolpeDaire O’FionnainEphrem VigneronMarigold JardinJace KwonEmmeline MartelDeshawn LavigneAstor Saint-Vire