Edyta
Nie przypominał sobie, kiedy zapisał się do zostania niańką i szoferem wybranki Teega, ale najwyraźniej tak teraz postrzegał go jego szef i kolega, bo właśnie jemu przydzielił zadanie odebrania Creason z restauracji. W dodatku musiał jeszcze wytłumaczyć Teega, który nie mógł dotrzeć na randkę. Ale to wcale nie było w tym wszystkim najgorsze. Jeszcze bardziej wpieniło Pullmana miejsce, w którym Crea umówiła się ze swoim nowym wybrankiem… Oczywiście, że musiało paść na restaurację, w której to oni kiedyś bywali.
Bo nie wystarczy, że musiał oglądać tę dwójkę razem, musieli jeszcze mieszać w jego miłych wspomnieniach, które przestały być takie miłe, gdy myślał o nich w drodze po Creason. Był zły i to bardzo. Wkurzała go cała ta sytuacja, a także to, że Riffert w ogóle go nie słuchała, gdy powtarzał jej, że ma trzymać się z daleka od Teega, bo ta znajomość jest zbyt niebezpieczna.
Próbował się jej pozbyć także dla siebie. Przebywanie z eks, która złamała mu serce, i przyglądanie się temu, jak spotykała się z jego kumplem, nie było dla niego przyjemnym doświadczeniem. Niestety, ona najwyraźniej w ogóle nie miała serca, skoro to kompletnie jej nie interesowało, ale czy mógł spodziewać się po niej czegoś innego?
Przecież już udowodniła mu, że potrafiła być dla niego o k r u t n a.
Z tą myślą przekraczał próg restauracji. Kierownika sali zbył słowami, że tylko tu po kogoś przyszedł, nie chcąc tracić czasu na dłuższą rozmowę z nim. Chciał jak najszybciej wyjść z tego lokalu i zapomnieć o tym miejscu, skoro Creason udało się spalić wspomnienie o nim, randkując tu z innym… A może też innymi? Pokręcił głową, wyrzucając ze swojego umysłu tę myśl. Nie mógł się nad tym zastanawiać.
Chwilę musiał się rozglądać, ale w końcu namierzył Riffert i jej stolik, do którego podszedł z nietęgą miną. – Zbieraj swoje rzeczy, zwijamy się stąd. Teegowi coś wypadło, przeprasza. Mam cię stąd zabrać – krótkie instrukcje, tylko tyle Pullman miał jej do przekazania. Był tak zirytowany, że nawet długo na nią nie patrzył, jego wzrok uciekał gdzieś indziej, ponieważ obawiał się, że jeśli na dłużej zawiesi na niej spojrzenie, coś w nim pęknie i powie o kilka słów za dużo, a tej satysfakcji nie chciał jej dawać.
Creason Riffert
Bo nie wystarczy, że musiał oglądać tę dwójkę razem, musieli jeszcze mieszać w jego miłych wspomnieniach, które przestały być takie miłe, gdy myślał o nich w drodze po Creason. Był zły i to bardzo. Wkurzała go cała ta sytuacja, a także to, że Riffert w ogóle go nie słuchała, gdy powtarzał jej, że ma trzymać się z daleka od Teega, bo ta znajomość jest zbyt niebezpieczna.
Próbował się jej pozbyć także dla siebie. Przebywanie z eks, która złamała mu serce, i przyglądanie się temu, jak spotykała się z jego kumplem, nie było dla niego przyjemnym doświadczeniem. Niestety, ona najwyraźniej w ogóle nie miała serca, skoro to kompletnie jej nie interesowało, ale czy mógł spodziewać się po niej czegoś innego?
Przecież już udowodniła mu, że potrafiła być dla niego o k r u t n a.
Z tą myślą przekraczał próg restauracji. Kierownika sali zbył słowami, że tylko tu po kogoś przyszedł, nie chcąc tracić czasu na dłuższą rozmowę z nim. Chciał jak najszybciej wyjść z tego lokalu i zapomnieć o tym miejscu, skoro Creason udało się spalić wspomnienie o nim, randkując tu z innym… A może też innymi? Pokręcił głową, wyrzucając ze swojego umysłu tę myśl. Nie mógł się nad tym zastanawiać.
Chwilę musiał się rozglądać, ale w końcu namierzył Riffert i jej stolik, do którego podszedł z nietęgą miną. – Zbieraj swoje rzeczy, zwijamy się stąd. Teegowi coś wypadło, przeprasza. Mam cię stąd zabrać – krótkie instrukcje, tylko tyle Pullman miał jej do przekazania. Był tak zirytowany, że nawet długo na nią nie patrzył, jego wzrok uciekał gdzieś indziej, ponieważ obawiał się, że jeśli na dłużej zawiesi na niej spojrzenie, coś w nim pęknie i powie o kilka słów za dużo, a tej satysfakcji nie chciał jej dawać.
Creason Riffert
policjantka z nieciekawą przeszłością, która niedawno pochowała chorującą na raka matkę ćpunkę; obecnie pracuje pod przykrywką starając się rozpracować jedną z lokalnych organizacji przestępczych
Whispers of life
Magda
Świadomość tego, że do jej z a d a n i a wmieszany był Lars, niesamowicie ją drażniła. Sprawiała też, że pod pewnymi względami Creason czuła się zwyczajnie bezradna, ponieważ ostatnie, czego chciała to swoją pracą wpakować go w kłopoty.
Niezależnie od tego, jak potoczyła się ich wspólna historia, ona wcale nie miała ochoty się na nim odgrywać, a już na pewno nie chciała robić tego w tak bezczelny sposób.
Nie mogła jednak tak po prostu wycofać się z tego zadania. Nie mogła s t c h ó r z y ć i zwiać, ponieważ prawdopodobnie i tak nie posiadała już drogi ucieczki. Gdyby z dnia na dzień zapadła się pod ziemię, w ten sposób obudziłaby czujność Teega, a to mogłoby zakończyć się katastrofą. Co więcej, w policji też byłaby już całkowicie spalona, a bez tego nie udałoby jej się stanąć na nogi.
Plan miała zatem zgoła inny. Zamierzała doprowadzić tę robotę do końca, w międzyczasie dbając o to, aby to Lars okazał się tym, który się wycofa. Liczyła, że w którymś momencie jej obecność zacznie irytować go tak, iż poszuka sobie innego zadania z dala od niej - może znów poza amerykańską granicą?
Gdyby do tego doprowadziła, przynajmniej w jednym aspekcie byłaby wygrana. Kolejnym byłoby już tylko wsadzenie Teega za kratki.
Dziś chciała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Miała spędzić czas ze swoim nowym c h ł o p a k i e m i wyciągnąć z niego jakieś informacje, a przy okazji zjeść posiłek w miejscu, które kiedyś uwielbiała z Larsem. I tak, miała nadzieję, że informacja o tym, gdzie się wybrali, w końcu do niego trafi.
Nie spodziewała się jednak tego, że to właśnie on pojawi się na miejscu zamiast jej p a r t n e r a. Kiedy nagle pojawił się przy stoliku, udało mu się ją zaskoczyć. Jednocześnie doszukała się w tym okazji, aby dokuczyć mu trochę bardziej.
— Nie widzę, żeby przepraszał — stwierdziła, sięgając po paluszek chlebowy znajdujący się w koszyczku. Już teraz dało się zauważyć, że nie miała zamiaru tak po prostu posłuchać jego poleceń. To nie powinno go jednak zaskoczyć, bowiem już w trakcie trwania ich związku miał okazję przekonać się o tym, że prawie w ogóle nie potrafiła ustępować.
— Już zamówiłam — dodała i ze sztucznym uśmiechem skinęła głową w stronę miejsca naprzeciw siebie. Dla niej to również nie był wymarzony scenariusz, ale jeśli w ten sposób miała dopiąć swego, gotowa była taki stan rzeczy zaakceptować.
Lars Pullman
Niezależnie od tego, jak potoczyła się ich wspólna historia, ona wcale nie miała ochoty się na nim odgrywać, a już na pewno nie chciała robić tego w tak bezczelny sposób.
Nie mogła jednak tak po prostu wycofać się z tego zadania. Nie mogła s t c h ó r z y ć i zwiać, ponieważ prawdopodobnie i tak nie posiadała już drogi ucieczki. Gdyby z dnia na dzień zapadła się pod ziemię, w ten sposób obudziłaby czujność Teega, a to mogłoby zakończyć się katastrofą. Co więcej, w policji też byłaby już całkowicie spalona, a bez tego nie udałoby jej się stanąć na nogi.
Plan miała zatem zgoła inny. Zamierzała doprowadzić tę robotę do końca, w międzyczasie dbając o to, aby to Lars okazał się tym, który się wycofa. Liczyła, że w którymś momencie jej obecność zacznie irytować go tak, iż poszuka sobie innego zadania z dala od niej - może znów poza amerykańską granicą?
Gdyby do tego doprowadziła, przynajmniej w jednym aspekcie byłaby wygrana. Kolejnym byłoby już tylko wsadzenie Teega za kratki.
Dziś chciała upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Miała spędzić czas ze swoim nowym c h ł o p a k i e m i wyciągnąć z niego jakieś informacje, a przy okazji zjeść posiłek w miejscu, które kiedyś uwielbiała z Larsem. I tak, miała nadzieję, że informacja o tym, gdzie się wybrali, w końcu do niego trafi.
Nie spodziewała się jednak tego, że to właśnie on pojawi się na miejscu zamiast jej p a r t n e r a. Kiedy nagle pojawił się przy stoliku, udało mu się ją zaskoczyć. Jednocześnie doszukała się w tym okazji, aby dokuczyć mu trochę bardziej.
— Nie widzę, żeby przepraszał — stwierdziła, sięgając po paluszek chlebowy znajdujący się w koszyczku. Już teraz dało się zauważyć, że nie miała zamiaru tak po prostu posłuchać jego poleceń. To nie powinno go jednak zaskoczyć, bowiem już w trakcie trwania ich związku miał okazję przekonać się o tym, że prawie w ogóle nie potrafiła ustępować.
— Już zamówiłam — dodała i ze sztucznym uśmiechem skinęła głową w stronę miejsca naprzeciw siebie. Dla niej to również nie był wymarzony scenariusz, ale jeśli w ten sposób miała dopiąć swego, gotowa była taki stan rzeczy zaakceptować.
Lars Pullman
Edyta
Creason udało się zadać Larsowi cios. Nie na tyle mocny, aby z czegokolwiek się wycofał, ale dość bolesny, żeby był na nią zły i miał do niej żal o to, że coś, co kiedyś było i c h zamieniła w element swojego nowego związku. W dodatku jeszcze w taki sposób, że on musiał się temu przyglądać, ponieważ Pullman był pewny tego, że w końcu dotrze do niego informacja, gdzie spędzała czas z Teegiem. W ich organizacji położenie szefa musiało być przez cały czas dobrze znane przynajmniej tym najbardziej zaufanym, żeby nie wydarzyło się nic niespodziewanego.
Tym razem jednak Lars dowiedział się o miejscu jej randki w inny sposób. Został poproszony, żeby ją stamtąd odebrał. A raczej takie otrzymał polecenie, ponieważ nie mógł odmówić. Teeg nie chciałby tego słuchać. Tym bardziej, że już miał obsesję na punkcie Creason i chciał mieć ją na oku przez cały czas, żeby nic jej się nie stało, a przede wszystkim, żeby nie wykorzystano jej przeciwko niemu jako jego słabość, chociaż prawdę powiedziawszy Lars był przekonany, że w takiej sytuacji byłaby zdana na siebie. Nie potrafił uwierzyć w to, że Teeg byłby tak sentymenalny.
Nie był też na tyle miły, żeby przeprosić. Tę część Lars dodał od siebie, tłumacząc z Teegowego na ludzki. Mógł oczywiście nie stawiać go w lepszym świetle, ale powiedzmy, że Lars jest lepszą osobą, niż chciałby to przyznać. – Musisz sobie wyobrazić jak to robi. Piękny widok, płakał, że nie może przyjść. To ci wystarczy? – popatrzył na nią z nieukrywaną irytacją i zmęczeniem, bo nie miał ochoty się z nią tu spierać. Chciał ją czym prędzej stąd zabrać, żeby wspomnienia ich randek dłużej nie atakowały go zewsząd.
– Naprawdę mnie to nie obchodzi, Creason. Wychodzimy stąd – Pullman nie zamierzał wywieszać białej flagi już po pierwszej próbie, dlatego powtórzył się, mając nadzieję, że więcej nie będzie musiał tego robić, ale… rzeczywiście znał ją wystarczająco dobrze, żeby coś mu podpowiedziało, że to wcale nie będzie takie proste. Musiał jednak spróbować, dlatego z jej sugestii nie skorzystał i nie usiadł naprzeciwko niej. – Nie powinnaś złościć swojego nowego ukochanego. To ponoć nie służy miłości – dodał ironicznie i posłał jej wymowne spojrzenie. Ale ostrzeżenie przed nie złoszczeniem Teega było jak najbardziej prawdziwe. Lepiej nie nadepnąć mu na odcisk.
Creason Riffert
Tym razem jednak Lars dowiedział się o miejscu jej randki w inny sposób. Został poproszony, żeby ją stamtąd odebrał. A raczej takie otrzymał polecenie, ponieważ nie mógł odmówić. Teeg nie chciałby tego słuchać. Tym bardziej, że już miał obsesję na punkcie Creason i chciał mieć ją na oku przez cały czas, żeby nic jej się nie stało, a przede wszystkim, żeby nie wykorzystano jej przeciwko niemu jako jego słabość, chociaż prawdę powiedziawszy Lars był przekonany, że w takiej sytuacji byłaby zdana na siebie. Nie potrafił uwierzyć w to, że Teeg byłby tak sentymenalny.
Nie był też na tyle miły, żeby przeprosić. Tę część Lars dodał od siebie, tłumacząc z Teegowego na ludzki. Mógł oczywiście nie stawiać go w lepszym świetle, ale powiedzmy, że Lars jest lepszą osobą, niż chciałby to przyznać. – Musisz sobie wyobrazić jak to robi. Piękny widok, płakał, że nie może przyjść. To ci wystarczy? – popatrzył na nią z nieukrywaną irytacją i zmęczeniem, bo nie miał ochoty się z nią tu spierać. Chciał ją czym prędzej stąd zabrać, żeby wspomnienia ich randek dłużej nie atakowały go zewsząd.
– Naprawdę mnie to nie obchodzi, Creason. Wychodzimy stąd – Pullman nie zamierzał wywieszać białej flagi już po pierwszej próbie, dlatego powtórzył się, mając nadzieję, że więcej nie będzie musiał tego robić, ale… rzeczywiście znał ją wystarczająco dobrze, żeby coś mu podpowiedziało, że to wcale nie będzie takie proste. Musiał jednak spróbować, dlatego z jej sugestii nie skorzystał i nie usiadł naprzeciwko niej. – Nie powinnaś złościć swojego nowego ukochanego. To ponoć nie służy miłości – dodał ironicznie i posłał jej wymowne spojrzenie. Ale ostrzeżenie przed nie złoszczeniem Teega było jak najbardziej prawdziwe. Lepiej nie nadepnąć mu na odcisk.
Creason Riffert
policjantka z nieciekawą przeszłością, która niedawno pochowała chorującą na raka matkę ćpunkę; obecnie pracuje pod przykrywką starając się rozpracować jedną z lokalnych organizacji przestępczych
Whispers of life
Magda
To może nie tak, że zdecydowała się na to z czystego wyrachowania, a jednak nie sposób zaprzeczyć temu, że dzisiejszego wieczora rzeczywiście planowała zadać mu cios. Chciała zrobić to, aby wybić mu z głowy współpracę z człowiekiem, który w ostatnim czasie stał się jej celem.
Tylko w ten sposób mogła zadbać o to, aby dopiąć swego, jednocześnie nie narażając przy tym osoby, którą kiedyś przecież kochała. To zresztą sprawiało, że zadawanie mu kolejnych ciosów nie było tak proste, jak sama by tego chciała.
A jednak musiała wykazać się uporem i nie dopuścić do tego, aby zbyt łatwo ją podszedł. Kiedy się tu pojawił, dał jej przecież jeszcze lepszą okazję ku temu, aby dać mu do zrozumienia, że to nie było jego miejsce. Nie powinien trwać obok Teega, zamiast tego czym prędzej tworząc sobie okazję do wycofania.
Żeby do tego doszło, ona najpierw musiała solidnie go rozzłościć.
A to, że działało, dostrzegała teraz w jego oczach. Widziała to, z jaką wściekłością na nią spoglądał, przed czym zresztą jeszcze przed chwilą się wzbraniał. Ten widok sprawił, że Creason zrobiło się trochę g ł u p i o, jednak prędko zrozumiała, że to właśnie teraz nie mogła się wycofać. Gdyby to zrobiła, od razu by przegrała.
Spojrzała więc na bruneta z politowaniem, w ten sposób próbując przekazać mu, że nie wypadł wiarygodnie. Coś zresztą podpowiadało jej, że to wcale nie było jego zamiarem. Ona natomiast nie planowała go słuchać, co dała mu do zrozumienia już wcześniej, ale najwyraźniej mimo to Lars próbował się stawiać.
Kiedyś była to jedna z tych rzeczy, które ją w nim pociągały.
Prychnęła cicho, a później koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę. — To on mnie wystawił, czemu miałabym się przejmować? — zapytała, wzruszając przy tym niedbale ramionami. A gdyby jeszcze nie dotarło do niego, że nigdzie się nie wybierała, wygodniej oparła się o krzesło. — I możesz iść, jeśli tak się upierasz, ale obawiam się, że wtedy to ty będziesz zmuszony przepraszać — dodała po chwili, odłamując przy tym kawałek paluszka chlebowego, który moment później wetknęła sobie do ust. Wiedziała przecież, że Teeg nie byłby zadowolony z tego, że Lars zostawił ją samą, kiedy najwyraźniej dziś to on miał jej doglądać.
Lars Pullman
Tylko w ten sposób mogła zadbać o to, aby dopiąć swego, jednocześnie nie narażając przy tym osoby, którą kiedyś przecież kochała. To zresztą sprawiało, że zadawanie mu kolejnych ciosów nie było tak proste, jak sama by tego chciała.
A jednak musiała wykazać się uporem i nie dopuścić do tego, aby zbyt łatwo ją podszedł. Kiedy się tu pojawił, dał jej przecież jeszcze lepszą okazję ku temu, aby dać mu do zrozumienia, że to nie było jego miejsce. Nie powinien trwać obok Teega, zamiast tego czym prędzej tworząc sobie okazję do wycofania.
Żeby do tego doszło, ona najpierw musiała solidnie go rozzłościć.
A to, że działało, dostrzegała teraz w jego oczach. Widziała to, z jaką wściekłością na nią spoglądał, przed czym zresztą jeszcze przed chwilą się wzbraniał. Ten widok sprawił, że Creason zrobiło się trochę g ł u p i o, jednak prędko zrozumiała, że to właśnie teraz nie mogła się wycofać. Gdyby to zrobiła, od razu by przegrała.
Spojrzała więc na bruneta z politowaniem, w ten sposób próbując przekazać mu, że nie wypadł wiarygodnie. Coś zresztą podpowiadało jej, że to wcale nie było jego zamiarem. Ona natomiast nie planowała go słuchać, co dała mu do zrozumienia już wcześniej, ale najwyraźniej mimo to Lars próbował się stawiać.
Kiedyś była to jedna z tych rzeczy, które ją w nim pociągały.
Prychnęła cicho, a później koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę. — To on mnie wystawił, czemu miałabym się przejmować? — zapytała, wzruszając przy tym niedbale ramionami. A gdyby jeszcze nie dotarło do niego, że nigdzie się nie wybierała, wygodniej oparła się o krzesło. — I możesz iść, jeśli tak się upierasz, ale obawiam się, że wtedy to ty będziesz zmuszony przepraszać — dodała po chwili, odłamując przy tym kawałek paluszka chlebowego, który moment później wetknęła sobie do ust. Wiedziała przecież, że Teeg nie byłby zadowolony z tego, że Lars zostawił ją samą, kiedy najwyraźniej dziś to on miał jej doglądać.
Lars Pullman
Edyta
Udało jej się uderzyć go tam, gdzie go naprawdę zabolało. Ich wspólne wspomnienia, nawet jeśli lekko splamione jej odejściem, nadal były dla Larsa cenne i pielęgnował je, mimo że się do tego nie przyznawał. Naruszenie ich w taki sposób, jak dziś zrobiła to Creason, było dla niego nieprzyjemne na tyle, że trudno mu było ukryć własną złość.
Ale to doświadczenie mogło mu jednocześnie pomóc, choć na razie tego w ten sposób nie widział. Być może dzięki temu łatwiej mu będzie zapomnieć i zostawić za sobą ich przeszłość, która nie mogła dłużej odbijać się na jego teraźniejszości, a to niestety robiła, uniemożliwiając mu pełne otworzenie się na kogoś nowego.
Na razie jednak jedynym efektem gierek Riffert była złość. Ale było jej za mało, żeby chociaż pomyślał o tym, że musi się odciąć i jakoś od niej uciec, więc jeśli rzeczywiście chciała zadbać o to, żeby nie było go w pobliżu, musiała bardziej się postarać. Widać jednak, że obrała dobry kierunek, ale czy liczyła się z tym, że jeśli pozostanie na tej drodze, to zupełnie zrujnuje w oczach Pullmana obraz ich dawnego związku? Już pojawiło się tam pęknięcie, którego wcześniej tam nie było.
– Nie zależy ci? – odbił piłeczkę i zmrużył oczy, przyglądając się jej, jakby ją teraz sprawdzał. Nie była zakochana w Teegu? Nie zależało jej na tym, żeby było między nimi dobrze? A może po prostu nadal nie poznała jego temperamentu i nie przekonała się o tym, jak nerwowy potrafi się stać, gdy sprawy nie układają się po jego myśli? Właściwie to może Lars powinien pozwolić, żeby się o tym przekonała? Może to da jej do myślenia i skłoni ją do odejścia?
– A tego naprawdę nie lubię robić – odparł, siadając w końcu naprzeciwko Creason. Przecież nie wyciągnie jej stąd siłą, nie był barbarzyńcą. Nie mógł jednak ręczyć za innych ludzi ze swojej organizacji, więc lepiej, żeby podobnych numerów nie robiła innym. – Nie zostajemy tu długo – rzucił, odwracając wzrok od Creason. Nie chciał teraz na nią patrzeć. Nie, kiedy siedzieli w miejscu, które kiedyś było dla nich obojga ważne…
Swoją drogą, Lars mógł nie wypaść zbyt wiarygodnie ze swoją deklaracją, skoro właśnie wycofywał się z poprzedniej po krótkiej walce. Rzecz w tym, że wiedział, kiedy odpuścić, a widział, że Riffert uparła się i nie da mu spokoju. Nie wiedział jednak, co próbowała w ten sposób osiągnąć. – Z czym masz problem? – rzucił, nadal na nią nie spoglądając. A nawiązywał do tego, że jakby z premedytacją rzucała mu kłody pod nogi. Czy próbowała mu zaszkodzić i popsuć jego relację z Teegiem?
Creason Riffert
Ale to doświadczenie mogło mu jednocześnie pomóc, choć na razie tego w ten sposób nie widział. Być może dzięki temu łatwiej mu będzie zapomnieć i zostawić za sobą ich przeszłość, która nie mogła dłużej odbijać się na jego teraźniejszości, a to niestety robiła, uniemożliwiając mu pełne otworzenie się na kogoś nowego.
Na razie jednak jedynym efektem gierek Riffert była złość. Ale było jej za mało, żeby chociaż pomyślał o tym, że musi się odciąć i jakoś od niej uciec, więc jeśli rzeczywiście chciała zadbać o to, żeby nie było go w pobliżu, musiała bardziej się postarać. Widać jednak, że obrała dobry kierunek, ale czy liczyła się z tym, że jeśli pozostanie na tej drodze, to zupełnie zrujnuje w oczach Pullmana obraz ich dawnego związku? Już pojawiło się tam pęknięcie, którego wcześniej tam nie było.
– Nie zależy ci? – odbił piłeczkę i zmrużył oczy, przyglądając się jej, jakby ją teraz sprawdzał. Nie była zakochana w Teegu? Nie zależało jej na tym, żeby było między nimi dobrze? A może po prostu nadal nie poznała jego temperamentu i nie przekonała się o tym, jak nerwowy potrafi się stać, gdy sprawy nie układają się po jego myśli? Właściwie to może Lars powinien pozwolić, żeby się o tym przekonała? Może to da jej do myślenia i skłoni ją do odejścia?
– A tego naprawdę nie lubię robić – odparł, siadając w końcu naprzeciwko Creason. Przecież nie wyciągnie jej stąd siłą, nie był barbarzyńcą. Nie mógł jednak ręczyć za innych ludzi ze swojej organizacji, więc lepiej, żeby podobnych numerów nie robiła innym. – Nie zostajemy tu długo – rzucił, odwracając wzrok od Creason. Nie chciał teraz na nią patrzeć. Nie, kiedy siedzieli w miejscu, które kiedyś było dla nich obojga ważne…
Swoją drogą, Lars mógł nie wypaść zbyt wiarygodnie ze swoją deklaracją, skoro właśnie wycofywał się z poprzedniej po krótkiej walce. Rzecz w tym, że wiedział, kiedy odpuścić, a widział, że Riffert uparła się i nie da mu spokoju. Nie wiedział jednak, co próbowała w ten sposób osiągnąć. – Z czym masz problem? – rzucił, nadal na nią nie spoglądając. A nawiązywał do tego, że jakby z premedytacją rzucała mu kłody pod nogi. Czy próbowała mu zaszkodzić i popsuć jego relację z Teegiem?
Creason Riffert
policjantka z nieciekawą przeszłością, która niedawno pochowała chorującą na raka matkę ćpunkę; obecnie pracuje pod przykrywką starając się rozpracować jedną z lokalnych organizacji przestępczych
Whispers of life
Magda
Ale dlaczego miałaby się tym przejmować? Czemu miała martwić się, czy wciąż postrzegał ich związek tak, jak robił to przed kilkoma laty, skoro ten od długiego czasu pozostawał już tylko w s p o m n i e n i e m?
Kiedy odeszła, jeszcze przez pewien czas czekała na to, aż Lars spróbuje o nich zawalczyć. Miała nadzieję, że drastyczne środki, których się podjęła, dadzą mu motywację do tego, aby w końcu się ogarnąć. Tak się jednak nie stało, za sprawą czego Creason w końcu zrozumiała, że nigdy nie była dla niego dostatecznie ważna.
Na pierwszym miejscu bezustannie miało pozostawać życie, które dla siebie wybrał, a o którego porzucenie ona go wtedy prosiła.
Nie zdobył się na to, a ona zmuszona była nauczyć się życia bez niego. W ten sposób złamał jej serce, a choć ona nadal spoglądała na niego z sentymentem, to przecież wiedziała też, że nie mogła wciąż żyć wspomnieniami. On również nie powinien, zatem jakie znaczenie miało to, czy widział ją jako potwora? To przecież i tak niczego nie miało już między nimi zmienić.
Mogło natomiast zagwarantować mu b e z p i e c z e ń s t w o.
Ściągnęła ku sobie brwi i spojrzała na niego tak, jakby powiedział teraz największą głupotę. — A ty naprawdę myślisz, że jego kręci, kiedy ktoś bezgranicznie go słucha? Wtedy prędzej zainteresowałby się tobą — stwierdziła, znów spoglądając na niego z kpiną. Czy rzeczywiście aż tak się zmienił? W wiernego pieska, który nie potrafił się niczemu postawić?
Bez słowa przyglądała się temu, jak Pullman zajmował miejsce naprzeciw niej. Na krótką chwilę jej myśli uciekły w kierunku tego, jak w przeszłości przesiadywali tu w zupełnie innej atmosferze. Nim jednak dała się temu pochłonąć, wyrwał ją z tego transu swoimi kolejnymi słowami. Nie odpowiedziała jednak, tylko wzruszyła niedbale ramionami.
Sięgnęła po własną lampkę z winem, którego zamierzała się napić, ale nim szkło zetknęło się z jej ustami, usłyszała jego pytanie. Zatrzymała się wtedy i niemal natychmiast spiorunowała go spojrzeniem. — Ja mam problem? — wycedziła przez zaciśnięte zęby. Jak to się działo, że nawet wtedy, kiedy wydawało jej się, że miała wszystko pod kontrolą, on potrafił wyprowadzić ją z równowagi z taką łatwością? — To ty od samego początku dajesz mi do zrozumienia, że to nie moje miejsce — wytknęła mu, po czym w końcu się napiła. Pociągnęła jednak kilka większych łyków, niż początkowo planowała.
Wiedziała, że to nie będzie łatwe starcie, ale nie sądziła, że tak szybko pozwoli mu się sprowokować.
Lars Pullman
Kiedy odeszła, jeszcze przez pewien czas czekała na to, aż Lars spróbuje o nich zawalczyć. Miała nadzieję, że drastyczne środki, których się podjęła, dadzą mu motywację do tego, aby w końcu się ogarnąć. Tak się jednak nie stało, za sprawą czego Creason w końcu zrozumiała, że nigdy nie była dla niego dostatecznie ważna.
Na pierwszym miejscu bezustannie miało pozostawać życie, które dla siebie wybrał, a o którego porzucenie ona go wtedy prosiła.
Nie zdobył się na to, a ona zmuszona była nauczyć się życia bez niego. W ten sposób złamał jej serce, a choć ona nadal spoglądała na niego z sentymentem, to przecież wiedziała też, że nie mogła wciąż żyć wspomnieniami. On również nie powinien, zatem jakie znaczenie miało to, czy widział ją jako potwora? To przecież i tak niczego nie miało już między nimi zmienić.
Mogło natomiast zagwarantować mu b e z p i e c z e ń s t w o.
Ściągnęła ku sobie brwi i spojrzała na niego tak, jakby powiedział teraz największą głupotę. — A ty naprawdę myślisz, że jego kręci, kiedy ktoś bezgranicznie go słucha? Wtedy prędzej zainteresowałby się tobą — stwierdziła, znów spoglądając na niego z kpiną. Czy rzeczywiście aż tak się zmienił? W wiernego pieska, który nie potrafił się niczemu postawić?
Bez słowa przyglądała się temu, jak Pullman zajmował miejsce naprzeciw niej. Na krótką chwilę jej myśli uciekły w kierunku tego, jak w przeszłości przesiadywali tu w zupełnie innej atmosferze. Nim jednak dała się temu pochłonąć, wyrwał ją z tego transu swoimi kolejnymi słowami. Nie odpowiedziała jednak, tylko wzruszyła niedbale ramionami.
Sięgnęła po własną lampkę z winem, którego zamierzała się napić, ale nim szkło zetknęło się z jej ustami, usłyszała jego pytanie. Zatrzymała się wtedy i niemal natychmiast spiorunowała go spojrzeniem. — Ja mam problem? — wycedziła przez zaciśnięte zęby. Jak to się działo, że nawet wtedy, kiedy wydawało jej się, że miała wszystko pod kontrolą, on potrafił wyprowadzić ją z równowagi z taką łatwością? — To ty od samego początku dajesz mi do zrozumienia, że to nie moje miejsce — wytknęła mu, po czym w końcu się napiła. Pociągnęła jednak kilka większych łyków, niż początkowo planowała.
Wiedziała, że to nie będzie łatwe starcie, ale nie sądziła, że tak szybko pozwoli mu się sprowokować.
Lars Pullman
Edyta
Mogłaby się tym przejąć z wielu powodów… Chociażby z szacunku do ich wspólnej przeszłości i do Larsa, ale to widocznie przekraczało jej możliwości. Podobnie jak uszanowanie jego potrzeb i wzięcie pod uwagę jego lęków, co też przerosło ją, gdy przed laty po prostu go porzuciła. W związku z tym Pullman pewnie powinien być już do tego przyzwyczajony i zbyt wiele od Riffert nie oczekiwać, ale najwyraźniej nadal przemawiała przez niego pewna naiwność, która skłaniała go do uwierzenia, że miał dla niej choć maleńkie znaczenie.
Niestety, ona nieustannie udowadniała mu coś innego, więc może to najwyższa pora jej uwierzyć? Taka myśl przemknęła mu przez głowę, kiedy teraz na nią spoglądał, ponieważ niemal w ogóle nie dostrzegał w niej kobiety, którą kiedyś pokochał do szaleństwa.
– Nie obchodzi mnie co go kręci – zapewnił ją beznamiętnie, mimo uszu puszczając jej zarzut. – Ale widzę, że ty masz spore pojęcie… Długo to studiowałaś? – uniósł brew ku górze, próbując pociągnąć ją za język albo chociaż wywołać lekki niepokój sugestią, że mógł dalej podejrzewać ją o to, że Teeg był dla niej tylko zadaniem, do którego najwyraźniej dobrze się przygotowała.
Lars odpowiadał jej atakiem na atak, bo zabolała go sugestia, że dał się wcisnąć Teegowi pod buta. Ale Crea mogła mieć racja. Kiedy wydawało mu się, że wspiął się wyżej i zyskał pewną niezależność, nadal dawał się kontrolować innym, jeszcze ważniejszym od niego… Może nawet bardziej niż w przeszłości przez to, z jaką osobą zaczął współpracować kilka lat temu.
Lars w końcu zdecydował się spojrzeć na Creason i kiedy spostrzegł jej reakcję, uśmiechnął się z satysfakcją. Czyżby role w końcu się odwróciły? – Bo to nie twoje miejsce. Nie powinno cię tu być i nie powinnaś zadawać się z Teegiem. To nie facet dla ciebie – krótko wyjaśnił jej własny punkt widzenia, po czym popatrzył na nią chłodno, aby jego słowa lepiej wybrzmiały. Chciał dać jej do zrozumienia, że nie należała tutaj i nie było tu nikogo dla niej. Musiał przyjąć taką rolę, aby jak najszybciej ją spłoszyć, ponieważ tak długo, jak była z Teegiem, znajdowała się w poważnym niebezpieczeństwie, a Lars nie chciał, żeby cokolwiek złego jej się stało. Mimo że ostatnio była wobec niego paskudna.
Creason Riffert
Niestety, ona nieustannie udowadniała mu coś innego, więc może to najwyższa pora jej uwierzyć? Taka myśl przemknęła mu przez głowę, kiedy teraz na nią spoglądał, ponieważ niemal w ogóle nie dostrzegał w niej kobiety, którą kiedyś pokochał do szaleństwa.
– Nie obchodzi mnie co go kręci – zapewnił ją beznamiętnie, mimo uszu puszczając jej zarzut. – Ale widzę, że ty masz spore pojęcie… Długo to studiowałaś? – uniósł brew ku górze, próbując pociągnąć ją za język albo chociaż wywołać lekki niepokój sugestią, że mógł dalej podejrzewać ją o to, że Teeg był dla niej tylko zadaniem, do którego najwyraźniej dobrze się przygotowała.
Lars odpowiadał jej atakiem na atak, bo zabolała go sugestia, że dał się wcisnąć Teegowi pod buta. Ale Crea mogła mieć racja. Kiedy wydawało mu się, że wspiął się wyżej i zyskał pewną niezależność, nadal dawał się kontrolować innym, jeszcze ważniejszym od niego… Może nawet bardziej niż w przeszłości przez to, z jaką osobą zaczął współpracować kilka lat temu.
Lars w końcu zdecydował się spojrzeć na Creason i kiedy spostrzegł jej reakcję, uśmiechnął się z satysfakcją. Czyżby role w końcu się odwróciły? – Bo to nie twoje miejsce. Nie powinno cię tu być i nie powinnaś zadawać się z Teegiem. To nie facet dla ciebie – krótko wyjaśnił jej własny punkt widzenia, po czym popatrzył na nią chłodno, aby jego słowa lepiej wybrzmiały. Chciał dać jej do zrozumienia, że nie należała tutaj i nie było tu nikogo dla niej. Musiał przyjąć taką rolę, aby jak najszybciej ją spłoszyć, ponieważ tak długo, jak była z Teegiem, znajdowała się w poważnym niebezpieczeństwie, a Lars nie chciał, żeby cokolwiek złego jej się stało. Mimo że ostatnio była wobec niego paskudna.
Creason Riffert
policjantka z nieciekawą przeszłością, która niedawno pochowała chorującą na raka matkę ćpunkę; obecnie pracuje pod przykrywką starając się rozpracować jedną z lokalnych organizacji przestępczych
Whispers of life
Magda
Od samego początku najważniejsze dla niej było jego b e z p i e c z e ń s t w o. To właśnie z myślą o nim przez tak długi czas prosiła go o to, aby rozważył odejście z ówczesnej organizacji. Z tego samego powodu chciała, by teraz zniknął z najbliższego otoczenia Teega.
Wbrew temu, co mu pokazywała, to wcale nie tak, że w ogóle nie był dla niej w a ż n y.
Nie mogła jednak osiągnąć własnego celu bez udowodnienia mu czegoś przeciwnego. Próbowała już przecież próśb i w przeszłości przekonała się o tym, jak bardzo były one nieskuteczne. Lars wcale nie chciał zrezygnować z takiego życia - na pewno nie chciał zrobić tego dla niej, kiedy byli jeszcze razem, więc czemu nagle miałby zmienić zdanie?
Skoro więc nie mogła osiągnąć nic po dobroci, musiała zrobić coś, aby przepędzić go stąd w inny sposób. Sukcesu upatrywała się w uderzaniu tam, gdzie mogło zaboleć najbardziej, a tym w jej ocenie pozostawała ich wspólna przeszłość, która przecież dla niej także nie była pozbawiona znaczenia.
Wypuściła głośniej powietrze, starając się zachowywać tak, jakby niczego nie robiła sobie z jego zarzutów. W rzeczywistości ani trochę nie podobało jej się to, że wciąż nie zarzucił tematu, od którego ona przez długi czas starała się go odwieść. — To może być dla ciebie nowością, Lars, ale tak właśnie postępuje się z osobami, na których nam zależy. Poznaje się je — wyjaśniła beznamiętnie, sprowadzając jej wiedzę o Teegu do tego, w jaki sposób on sam dał się jej poznać. Kłamstwem nie było jednak to, że jego prawdziwy obraz w dużej mierze pokrywał się z tym, co sama wcześniej na jego temat przeczytała w policyjnych aktach.
A choć w tej jednej kwestii udało jej się utrzymać fason, Pullman i tak sprawił, że prędko go straciła. Prawdopodobnie nie powinna, bo przecież wciąż znajdowali się w miejscu, w którym ktoś mógł ich obserwować - nie tylko współpracownicy Teega, ale również policja. Pozwalanie na to, aby przy nim na wierzch wydostawały się jej prawdziwe uczucia, było cholernie nierozsądne.
Ale też niemożliwe do uniknięcia.
Prychnęła więc, kiedy po raz kolejny usłyszała tę samą śpiewkę. — Bo ty rzeczywiście wiesz cokolwiek na temat tego, kto jest dla mnie odpowiedni… Daruj sobie, Lars. To naprawdę nie jest już twoja sprawa — wywróciła oczami, po raz kolejny sięgając po wino. W jego obecności mogła wypić go więcej, niż początkowo planowała.
Lars Pullman
Wbrew temu, co mu pokazywała, to wcale nie tak, że w ogóle nie był dla niej w a ż n y.
Nie mogła jednak osiągnąć własnego celu bez udowodnienia mu czegoś przeciwnego. Próbowała już przecież próśb i w przeszłości przekonała się o tym, jak bardzo były one nieskuteczne. Lars wcale nie chciał zrezygnować z takiego życia - na pewno nie chciał zrobić tego dla niej, kiedy byli jeszcze razem, więc czemu nagle miałby zmienić zdanie?
Skoro więc nie mogła osiągnąć nic po dobroci, musiała zrobić coś, aby przepędzić go stąd w inny sposób. Sukcesu upatrywała się w uderzaniu tam, gdzie mogło zaboleć najbardziej, a tym w jej ocenie pozostawała ich wspólna przeszłość, która przecież dla niej także nie była pozbawiona znaczenia.
Wypuściła głośniej powietrze, starając się zachowywać tak, jakby niczego nie robiła sobie z jego zarzutów. W rzeczywistości ani trochę nie podobało jej się to, że wciąż nie zarzucił tematu, od którego ona przez długi czas starała się go odwieść. — To może być dla ciebie nowością, Lars, ale tak właśnie postępuje się z osobami, na których nam zależy. Poznaje się je — wyjaśniła beznamiętnie, sprowadzając jej wiedzę o Teegu do tego, w jaki sposób on sam dał się jej poznać. Kłamstwem nie było jednak to, że jego prawdziwy obraz w dużej mierze pokrywał się z tym, co sama wcześniej na jego temat przeczytała w policyjnych aktach.
A choć w tej jednej kwestii udało jej się utrzymać fason, Pullman i tak sprawił, że prędko go straciła. Prawdopodobnie nie powinna, bo przecież wciąż znajdowali się w miejscu, w którym ktoś mógł ich obserwować - nie tylko współpracownicy Teega, ale również policja. Pozwalanie na to, aby przy nim na wierzch wydostawały się jej prawdziwe uczucia, było cholernie nierozsądne.
Ale też niemożliwe do uniknięcia.
Prychnęła więc, kiedy po raz kolejny usłyszała tę samą śpiewkę. — Bo ty rzeczywiście wiesz cokolwiek na temat tego, kto jest dla mnie odpowiedni… Daruj sobie, Lars. To naprawdę nie jest już twoja sprawa — wywróciła oczami, po raz kolejny sięgając po wino. W jego obecności mogła wypić go więcej, niż początkowo planowała.
Lars Pullman
Edyta
Lars na pewno nie kupiłby tego, że próbowała teraz zadbać o jego bezpieczeństwo. Byłby przekonany o tym, że chciała mu zaszkodzić tak samo, jak innym, bo nie uwierzyłby w to, że biorąc tę robotę nie wiedziała, iż był częścią tej organizacji. Dlatego jej obecne zachowanie powiązałby wyłącznie z jej perfidią, o którą kiedyś by jej nie posądził, ale po jej ostatnich popisach nie miałby przed tym żadnych oporów.
Miał wrażenie, że zmieniła się nie do poznania, ponieważ kiedyś nie bał się o to, że mogłaby mu zaszkodzić, a przecież nigdy nie ukrywał przed nią tego, czym się zajmował. Nawet wtedy, gdy dołączyła do policji, był przed nią całkiem otwarty, bo jej ufał. Teraz nie byłby w stanie pokładać w niej takiej samej wiary. Za bardzo bałby się tego, że zaraz wbije mu nóż w plecy.
Ostatnio stała się w tym bardzo dobra, a dzisiejsza sytuacja była tego idealnym przykładem.
– I już tak dobrze go poznałaś? – rzucił nonszalancko, ale jego spojrzenie zdradzało go z tym, że mogło go to interesować bardziej niż dawał to po sobie poznać. Ta znajomość wciąż była dla niego sporą enigmą, ponieważ Creason za wiele mu nie powiedziała, a Teega przecież nie mógł zapytać, jeśli nie chciał zdradzić się z tym, że interesował się Riffert bardziej niż powinien. Cały czas musiał grać obojętnego, jakby zupełnie go nie obchodziła i nie znali się. Nie mógł pozwolić na to, żeby ktoś się o nich dowiedział, bo przez to mogłyby pojawić się pytania, które byłyby dla nich niewygodne i które mogłyby doprowadzić do ich zguby.
Dystansując się od Creason chronił siebie oraz ją.
Nie tylko ona się denerwowała. Lars również był wyprowadzony z równowagi i odpowiadała za to ona. Wkurzało go to, jak odpychała i jak upierała się przy zostaniu przy Teegu. I chociaż nie powinien dać się złapać na tak oczywistą przynętę, to musiało za każdym razem powodować, że tracił kontrolę nad nerwami.
Nie inaczej było teraz, co już było po nim widać, gdy prychnął po wysłuchaniu jej do końca. – A jest odpowiedni? Daj spokój, Creason. Odeszłaś, bo nie chciałaś mieć nic z tym wspólnego i nie chciałaś ryzykować. Co się zmieniło? Dlaczego on jest tego warty? – prawdopodobnie wystawiał się teraz na oczywisty atak, ale… Nie zastanawiał się teraz nad tym, co mówił, ani o co pytał. A być może jakaś jego część, ta głęboko zakopana, której ostatnio nie dawał dojść do głosu, chciała usłyszeć, że jednak nie stawiała Teega ponad niego i wcale nie zmieniła zdania ze względu na swojego nowego partnera. I to właśnie ona teraz przez niego przemówiła.
Na szczęście zachował dość trzeźwości, by nie zapędzić się jeszcze bardziej i nie podłożyć z rzeczami, za które później mógłby zostać oskarżony. Odkąd Creason ponownie pojawiła się w jego życiu, przypominał sobie o tym, że nie może mówić jej za dużo, ponieważ nie wiedział, kto jeszcze mógł słuchać.
Creason Riffert
Miał wrażenie, że zmieniła się nie do poznania, ponieważ kiedyś nie bał się o to, że mogłaby mu zaszkodzić, a przecież nigdy nie ukrywał przed nią tego, czym się zajmował. Nawet wtedy, gdy dołączyła do policji, był przed nią całkiem otwarty, bo jej ufał. Teraz nie byłby w stanie pokładać w niej takiej samej wiary. Za bardzo bałby się tego, że zaraz wbije mu nóż w plecy.
Ostatnio stała się w tym bardzo dobra, a dzisiejsza sytuacja była tego idealnym przykładem.
– I już tak dobrze go poznałaś? – rzucił nonszalancko, ale jego spojrzenie zdradzało go z tym, że mogło go to interesować bardziej niż dawał to po sobie poznać. Ta znajomość wciąż była dla niego sporą enigmą, ponieważ Creason za wiele mu nie powiedziała, a Teega przecież nie mógł zapytać, jeśli nie chciał zdradzić się z tym, że interesował się Riffert bardziej niż powinien. Cały czas musiał grać obojętnego, jakby zupełnie go nie obchodziła i nie znali się. Nie mógł pozwolić na to, żeby ktoś się o nich dowiedział, bo przez to mogłyby pojawić się pytania, które byłyby dla nich niewygodne i które mogłyby doprowadzić do ich zguby.
Dystansując się od Creason chronił siebie oraz ją.
Nie tylko ona się denerwowała. Lars również był wyprowadzony z równowagi i odpowiadała za to ona. Wkurzało go to, jak odpychała i jak upierała się przy zostaniu przy Teegu. I chociaż nie powinien dać się złapać na tak oczywistą przynętę, to musiało za każdym razem powodować, że tracił kontrolę nad nerwami.
Nie inaczej było teraz, co już było po nim widać, gdy prychnął po wysłuchaniu jej do końca. – A jest odpowiedni? Daj spokój, Creason. Odeszłaś, bo nie chciałaś mieć nic z tym wspólnego i nie chciałaś ryzykować. Co się zmieniło? Dlaczego on jest tego warty? – prawdopodobnie wystawiał się teraz na oczywisty atak, ale… Nie zastanawiał się teraz nad tym, co mówił, ani o co pytał. A być może jakaś jego część, ta głęboko zakopana, której ostatnio nie dawał dojść do głosu, chciała usłyszeć, że jednak nie stawiała Teega ponad niego i wcale nie zmieniła zdania ze względu na swojego nowego partnera. I to właśnie ona teraz przez niego przemówiła.
Na szczęście zachował dość trzeźwości, by nie zapędzić się jeszcze bardziej i nie podłożyć z rzeczami, za które później mógłby zostać oskarżony. Odkąd Creason ponownie pojawiła się w jego życiu, przypominał sobie o tym, że nie może mówić jej za dużo, ponieważ nie wiedział, kto jeszcze mógł słuchać.
Creason Riffert
policjantka z nieciekawą przeszłością, która niedawno pochowała chorującą na raka matkę ćpunkę; obecnie pracuje pod przykrywką starając się rozpracować jedną z lokalnych organizacji przestępczych
Whispers of life
Magda
Nie była taka. Nie mogłaby celowo wyrządzić mu krzywdy, dlatego mając świadomość tego, że godząc się na to zadanie zmuszona była polować również na niego, prawdopodobnie by się tego nie podjęła.
Nawet pomimo tego, że finansowo miała nóż na gardle, nie potrafiłaby postawić własnej stabilności ponad jego bezpieczeństwo.
Z tego samego powodu zmuszona była zachowywać się względem niego jak skończona zołza. Nie chciała, ponieważ nawet w obliczu tego, jak bardzo była na niego zła o to, że nie potrafił postawić jej na pierwszym miejscu, Creason naprawdę miło wspominała początki ich związku. Lars przez bardzo długi czas był jedną z nielicznych osób, które troszczyły się o nią, i którym ona ufała bezgranicznie. Zepsuł to jednak w momencie, w którym zaczął ją zwodzić, zamiast wprost powiedzieć, że nigdy nie będzie umiał zdobyć się dla niej na to, o co go prosiła.
Nie spodziewała się tylko, że za sprawą tego dylematu znajdą się w końcu w takim położeniu.
Wzruszyła niedbale ramionami, nie czując się ani trochę komfortowo z myślą o tym, aby opowiadać mu o swoim z w i ą z k u. Kolejną kwestią było to, że z nikim innym też nie chciała poruszać tego tematu, ponieważ ta relacja była zwykłą bujdą. Człowieka, z którym się spotykała, znała głównie za sprawą akt, które wcześniej przeczytała. On sam odsłaniał przed nią tylko jedną stronę.
A choć te pytania była jeszcze w stanie zrozumieć, naprawdę nie przypuszczała, że Lars okaże się na tyle b e z c z e l n y, aby nagle zacząć przesłuchiwać ją w kwestiach, które dotyczyły bezpośrednio ich dwójki. O tym nigdy już nie powinni rozmawiać, jeśli nie chcieli ściągnąć na siebie niepotrzebnych kłopotów. Nie mogli przecież ręczyć za to, że nikt ich teraz nie słuchał.
Zacisnęła mocniej palce na kieliszku, a już moment później wbiła w bruneta złowrogie spojrzenie. Nie próbowała kryć się z tym, że ją d e n e r w o w a ł. Rozdrapywał rany, które i bez jego dociekań nie zdołały się jeszcze zabliźnić. — Co chcesz usłyszeć, Lars? Że jest inny? L e p s z y? — zapytała, nawet przez sekundę nie odrywając spojrzenia od jego oczu. Z każdym kolejnym słowem jakaś niewidzialna dłoń, która zaciskała się na jej żołądku, robiła to coraz mocniej.
Starając się zapanować nad emocjami, wypuściła głośniej powietrze. — Wiem, że się nie zmieni, ale on ma przynajmniej odwagę, żeby mówić o tym wprost — jego jednak nigdy by przecież o to nie poprosiła. Nie tylko dlatego, że był dla niej wyłącznie z a d a n i e m, a raczej przez to, iż doskonale wiedziała, jak to by się skończyło.
Pożałowałaby tej prośby prędzej, niż by się na nią zdecydowała, a wszystko przez to, że w przeciwieństwie do Larsa Teeg mógł okazać się niebezpieczny nawet dla niej.
Lars Pullman
Nawet pomimo tego, że finansowo miała nóż na gardle, nie potrafiłaby postawić własnej stabilności ponad jego bezpieczeństwo.
Z tego samego powodu zmuszona była zachowywać się względem niego jak skończona zołza. Nie chciała, ponieważ nawet w obliczu tego, jak bardzo była na niego zła o to, że nie potrafił postawić jej na pierwszym miejscu, Creason naprawdę miło wspominała początki ich związku. Lars przez bardzo długi czas był jedną z nielicznych osób, które troszczyły się o nią, i którym ona ufała bezgranicznie. Zepsuł to jednak w momencie, w którym zaczął ją zwodzić, zamiast wprost powiedzieć, że nigdy nie będzie umiał zdobyć się dla niej na to, o co go prosiła.
Nie spodziewała się tylko, że za sprawą tego dylematu znajdą się w końcu w takim położeniu.
Wzruszyła niedbale ramionami, nie czując się ani trochę komfortowo z myślą o tym, aby opowiadać mu o swoim z w i ą z k u. Kolejną kwestią było to, że z nikim innym też nie chciała poruszać tego tematu, ponieważ ta relacja była zwykłą bujdą. Człowieka, z którym się spotykała, znała głównie za sprawą akt, które wcześniej przeczytała. On sam odsłaniał przed nią tylko jedną stronę.
A choć te pytania była jeszcze w stanie zrozumieć, naprawdę nie przypuszczała, że Lars okaże się na tyle b e z c z e l n y, aby nagle zacząć przesłuchiwać ją w kwestiach, które dotyczyły bezpośrednio ich dwójki. O tym nigdy już nie powinni rozmawiać, jeśli nie chcieli ściągnąć na siebie niepotrzebnych kłopotów. Nie mogli przecież ręczyć za to, że nikt ich teraz nie słuchał.
Zacisnęła mocniej palce na kieliszku, a już moment później wbiła w bruneta złowrogie spojrzenie. Nie próbowała kryć się z tym, że ją d e n e r w o w a ł. Rozdrapywał rany, które i bez jego dociekań nie zdołały się jeszcze zabliźnić. — Co chcesz usłyszeć, Lars? Że jest inny? L e p s z y? — zapytała, nawet przez sekundę nie odrywając spojrzenia od jego oczu. Z każdym kolejnym słowem jakaś niewidzialna dłoń, która zaciskała się na jej żołądku, robiła to coraz mocniej.
Starając się zapanować nad emocjami, wypuściła głośniej powietrze. — Wiem, że się nie zmieni, ale on ma przynajmniej odwagę, żeby mówić o tym wprost — jego jednak nigdy by przecież o to nie poprosiła. Nie tylko dlatego, że był dla niej wyłącznie z a d a n i e m, a raczej przez to, iż doskonale wiedziała, jak to by się skończyło.
Pożałowałaby tej prośby prędzej, niż by się na nią zdecydowała, a wszystko przez to, że w przeciwieństwie do Larsa Teeg mógł okazać się niebezpieczny nawet dla niej.
Lars Pullman
Edyta
A jednak wyrządzała mu krzywdę. Być może nawet gorszą od więzienia, w którym mógł skończyć przez jej zadanie, ponieważ odbierała mu cenne wspomnienia, niszcząc je swoimi gierkami. Pomimo tego, że ich związek skończył się nagle, zostawiając go ze złamanym sercem, to co przeżyli razem było dla niego ważne, bo nadal było najlepszym, co go w życiu spotkało. I Creason go teraz z premedytacją tego pozbawiała.
Na więzienie był przygotowany, wiedział z czym wiązała się jego praca, ale na to, co zrobiła ona, nie był gotowy w ogóle.
Także jeśli chciała zrobić z siebie jego wroga, to wychodziło jej wręcz wyśmienicie. Na razie jednak nie zachęciło go to do ucieczki, a jedynie do tego, że być może rzeczywiście powinien zacząć trzymać ją na dystans, ponieważ kontakty z nią nie wychodziły mu na dobre, tylko jak miał to osiągnąć bez wzbudzania podejrzeń? Znalazł się w cholernie niewygodnym położeniu i jeszcze nie wiedział jak ma sobie z tym poradzić, ale coś musiał wymyślić, ponieważ Riffert zbyt skutecznie wychodziło zadawanie mu bolesnych ciosów.
I czy naprawdę miała czelność nazywać go bezczelnym po tym, co wyprawiała? Larsa nie obchodziło to, czy słuchali ich jej przełożeni, jeśli to oni ją tu wysłali. Miał za to pewność, że nikt z jego organizacji ich teraz nie słuchał, dlatego pozwolił sobie na tę otwartość i postanowił zadać jej trudne pytanie, które go w tej chwili męczyło. Bo jeśli tak jak twierdziła wybrała Teega z własnej woli, czy naprawdę była gotowa nagiąć dla niego własne zasady?
Jeśli tak, to byłoby przykre z wielu powodów, choć dla Larsa teraz liczyłby się tylko jeden – okazałoby się, że nigdy nie znaczył dla niej tyle, co ona dla niego.
– Chcę usłyszeć prawdę – odparł i wzruszył ramionami. Dla niego to było tak proste – chciał tylko dowiedzieć się o niej, jak było naprawdę. Nie miał pojęcia, czy rzeczywiście mógł liczyć na to, że będzie z nim szczera, bo ostatnio miał wrażenie, jakby w ogóle nie potrafiła się na to przy nim zdobyć, ale postanowił przycisnąć ją jeszcze ten jeden raz dla własnego spokoju. Czuł, że musi zadać jej to pytanie, dlatego zrobił to, mimo że jednocześnie odsłaniał się z tym, iż wcale nie miał jej tak zupełnie gdzieś…
Kiedy wreszcie mu odpowiedziała, brunet otworzył usta jakby miał coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął i wyraźnie poirytowany zacisnął usta w wąską linię, po czym przewrócił oczami i odwrócił głowę w bok. Zdenerwowała go. Przewidział, że może to wykorzystać na wbicie mu kolejnej szpilki, ale i tak udało jej się go rozdrażnić jeszcze bardziej. – W takim razie gratuluję, że znalazłaś swojego wymarzonego faceta. Obyś tylko nie pożałowała tego wyboru – wycedził niemal przez zęby po tym, jak ponownie na nią spojrzał. Gotowało się w nim i nie potrafił już tego ukrywać. Nikt tak skutecznie nie potrafił go zranić i rozzłościć, jak robiła to Creason, która dbała o to, żeby wątpił w to, co kiedyś ich łączyło oraz w siebie.
Creason Riffert
Na więzienie był przygotowany, wiedział z czym wiązała się jego praca, ale na to, co zrobiła ona, nie był gotowy w ogóle.
Także jeśli chciała zrobić z siebie jego wroga, to wychodziło jej wręcz wyśmienicie. Na razie jednak nie zachęciło go to do ucieczki, a jedynie do tego, że być może rzeczywiście powinien zacząć trzymać ją na dystans, ponieważ kontakty z nią nie wychodziły mu na dobre, tylko jak miał to osiągnąć bez wzbudzania podejrzeń? Znalazł się w cholernie niewygodnym położeniu i jeszcze nie wiedział jak ma sobie z tym poradzić, ale coś musiał wymyślić, ponieważ Riffert zbyt skutecznie wychodziło zadawanie mu bolesnych ciosów.
I czy naprawdę miała czelność nazywać go bezczelnym po tym, co wyprawiała? Larsa nie obchodziło to, czy słuchali ich jej przełożeni, jeśli to oni ją tu wysłali. Miał za to pewność, że nikt z jego organizacji ich teraz nie słuchał, dlatego pozwolił sobie na tę otwartość i postanowił zadać jej trudne pytanie, które go w tej chwili męczyło. Bo jeśli tak jak twierdziła wybrała Teega z własnej woli, czy naprawdę była gotowa nagiąć dla niego własne zasady?
Jeśli tak, to byłoby przykre z wielu powodów, choć dla Larsa teraz liczyłby się tylko jeden – okazałoby się, że nigdy nie znaczył dla niej tyle, co ona dla niego.
– Chcę usłyszeć prawdę – odparł i wzruszył ramionami. Dla niego to było tak proste – chciał tylko dowiedzieć się o niej, jak było naprawdę. Nie miał pojęcia, czy rzeczywiście mógł liczyć na to, że będzie z nim szczera, bo ostatnio miał wrażenie, jakby w ogóle nie potrafiła się na to przy nim zdobyć, ale postanowił przycisnąć ją jeszcze ten jeden raz dla własnego spokoju. Czuł, że musi zadać jej to pytanie, dlatego zrobił to, mimo że jednocześnie odsłaniał się z tym, iż wcale nie miał jej tak zupełnie gdzieś…
Kiedy wreszcie mu odpowiedziała, brunet otworzył usta jakby miał coś powiedzieć, ale zaraz je zamknął i wyraźnie poirytowany zacisnął usta w wąską linię, po czym przewrócił oczami i odwrócił głowę w bok. Zdenerwowała go. Przewidział, że może to wykorzystać na wbicie mu kolejnej szpilki, ale i tak udało jej się go rozdrażnić jeszcze bardziej. – W takim razie gratuluję, że znalazłaś swojego wymarzonego faceta. Obyś tylko nie pożałowała tego wyboru – wycedził niemal przez zęby po tym, jak ponownie na nią spojrzał. Gotowało się w nim i nie potrafił już tego ukrywać. Nikt tak skutecznie nie potrafił go zranić i rozzłościć, jak robiła to Creason, która dbała o to, żeby wątpił w to, co kiedyś ich łączyło oraz w siebie.
Creason Riffert
policjantka z nieciekawą przeszłością, która niedawno pochowała chorującą na raka matkę ćpunkę; obecnie pracuje pod przykrywką starając się rozpracować jedną z lokalnych organizacji przestępczych
Whispers of life
Magda
Oczywistym wydawało się to, że znaleźli się na wojnie, a przez to oboje mieli szansę ucierpieć.
Creason celowo zadawała mu ból, a jednak tłumaczyła sobie to tym, że miało to służyć większemu celowi. I nie chodziło już wyłącznie o realizację zadania, które przypadło jej w związku z pracą. Chodziło przede wszystkim o to, że dopóki był tutaj, znajdował się w sporym niebezpieczeństwie, ponieważ policja nie miała zamiaru przestać na nich polować.
I to niezależnie od tego, czy ona przetrwałaby, jako element tej operacji.
Poświęcenie wspomnień o ich związku nie wydawało się zatem aż tak straszne w obliczu tego, że przy okazji mogła zapewnić mu bezpieczeństwo. Wiedziała jednak, że musiała rozegrać to z głową, bo wyprowadzenie go z równowagi wcale nie musiało przynieść zamierzonego efektu. Zresztą, z tyłu jej głowy pojawiała się również myśl o tym, że nawet gdyby wyjechał, to wcale nie musiałoby uchronić go przed ewentualną odsiadką.
A jednak zagwarantowałoby, że to przynajmniej nie ona odpowiadałaby za wciśnięcie na jego nadgarstki kajdanek.
Utrzymanie go na wolności nie było jednak jedynym wyzwaniem, przed którym Creason stała. Istniał cały szereg innych, znacznie trudniejszych rzeczy, którym musiała stawić czoła, a jedną z nich było przekonanie bruneta do tego, że zapałała do Teega szczerą sympatią. Po ich wspólnych doświadczeniach oczywistym jest, że nie wypadała w tej kwestii wiarygodnie. Nic dziwnego, skoro Lars doskonale wiedział, jak wyglądała z a k o c h a n a. Teraz nie przypominała tej wersji siebie w ogóle.
I na pewno nie mówiła prawdy. Nie takiej, którą powiedziałaby mu, gdyby ich relacja nadal wyglądała tak, jak przed kilkoma laty. Ich związek już dawno był jednak zakończony, a ona miała do odegrania rolę, którą nawet jemu musiała sprzedać wiarygodnie. A może przede wszystkim jemu?
Szkoda tylko, że w tym wszystkim tak łatwo puszczały jej nerwy. Koniec końców nie pokazywała mu tego, co tak usilnie pragnęła mu udowodnić. Odsłaniała się natomiast z tym, że on również nie był jej aż tak obojętny, jak sama mogłaby sobie tego życzyć. Wściekała się, bo pomimo tego, co próbowała pokazać, nadal jej na nim zależało.
Prychnęła pod nosem, kiedy dotarły do niej jego słowa. Uśmiechnęła się sztucznie, a później wbiła w niego pełne chłodu spojrzenie. — Tak jak ty nie żałujesz własnych? — zapytała, nie zwlekając dłużej z ponownym sięgnięciem po kieliszek, który zaraz też opróżniła. Machnęła też dłonią na kelnera, aby ten czym prędzej zadbał o jego ponowne napełnienie.
Jeśli miała dalej znosić Pullmana, nie była w stanie udźwignąć tego na trzeźwo.
Lars Pullman
Creason celowo zadawała mu ból, a jednak tłumaczyła sobie to tym, że miało to służyć większemu celowi. I nie chodziło już wyłącznie o realizację zadania, które przypadło jej w związku z pracą. Chodziło przede wszystkim o to, że dopóki był tutaj, znajdował się w sporym niebezpieczeństwie, ponieważ policja nie miała zamiaru przestać na nich polować.
I to niezależnie od tego, czy ona przetrwałaby, jako element tej operacji.
Poświęcenie wspomnień o ich związku nie wydawało się zatem aż tak straszne w obliczu tego, że przy okazji mogła zapewnić mu bezpieczeństwo. Wiedziała jednak, że musiała rozegrać to z głową, bo wyprowadzenie go z równowagi wcale nie musiało przynieść zamierzonego efektu. Zresztą, z tyłu jej głowy pojawiała się również myśl o tym, że nawet gdyby wyjechał, to wcale nie musiałoby uchronić go przed ewentualną odsiadką.
A jednak zagwarantowałoby, że to przynajmniej nie ona odpowiadałaby za wciśnięcie na jego nadgarstki kajdanek.
Utrzymanie go na wolności nie było jednak jedynym wyzwaniem, przed którym Creason stała. Istniał cały szereg innych, znacznie trudniejszych rzeczy, którym musiała stawić czoła, a jedną z nich było przekonanie bruneta do tego, że zapałała do Teega szczerą sympatią. Po ich wspólnych doświadczeniach oczywistym jest, że nie wypadała w tej kwestii wiarygodnie. Nic dziwnego, skoro Lars doskonale wiedział, jak wyglądała z a k o c h a n a. Teraz nie przypominała tej wersji siebie w ogóle.
I na pewno nie mówiła prawdy. Nie takiej, którą powiedziałaby mu, gdyby ich relacja nadal wyglądała tak, jak przed kilkoma laty. Ich związek już dawno był jednak zakończony, a ona miała do odegrania rolę, którą nawet jemu musiała sprzedać wiarygodnie. A może przede wszystkim jemu?
Szkoda tylko, że w tym wszystkim tak łatwo puszczały jej nerwy. Koniec końców nie pokazywała mu tego, co tak usilnie pragnęła mu udowodnić. Odsłaniała się natomiast z tym, że on również nie był jej aż tak obojętny, jak sama mogłaby sobie tego życzyć. Wściekała się, bo pomimo tego, co próbowała pokazać, nadal jej na nim zależało.
Prychnęła pod nosem, kiedy dotarły do niej jego słowa. Uśmiechnęła się sztucznie, a później wbiła w niego pełne chłodu spojrzenie. — Tak jak ty nie żałujesz własnych? — zapytała, nie zwlekając dłużej z ponownym sięgnięciem po kieliszek, który zaraz też opróżniła. Machnęła też dłonią na kelnera, aby ten czym prędzej zadbał o jego ponowne napełnienie.
Jeśli miała dalej znosić Pullmana, nie była w stanie udźwignąć tego na trzeźwo.
Lars Pullman
Edyta
Lars nie chciał, żeby przed czymkolwiek go chroniła. Sam potrafił o siebie zadbać i sam chciał decydować o swoim życiu, dlatego gdyby poznał jej plan, wcale nie stałby się jego fanem i nie pochwaliłby jej za to, jak o niego dbała.
To robiło z niego sporego hipokrytę, bo jednocześnie sam robił d o k ł a d n i e to samo, próbując ją chronić. Starał się jej pozbyć, żeby nie ryzykowała i nie znalazła się na czarnej liście Teega. Ale robił to, ponieważ wiedział, że jej ewentualna kara byłaby zdecydowanie gorsza od wszystkiego, co jego mogłoby spotkać ze strony wymiaru sprawiedliwości za wszystkie jego zbrodnie. Teega nie ograniczało prawo. Był bezwzględną osobą, która nie powstrzymywała się przed niczym. Będąc tego świadomym, Pullman starał się uratować Riffert przed konsekwencjami jej decyzji.
Ale robił dla niej też więcej, bo poza tym, że starał się jej pozbyć dla jej dobra, to przy okazji krył ją. Nikomu nie zdradził, kim była. I zadbał o to, aby jego wieloletni przyjaciel, z którym Crea się znała, również jej nie wydał po swoim powrocie, który miał niedługo nastąpić. Wyjaśnił mu wszystko i poprosił go o dyskrecję, będąc pewnym, że może mu zaufać, ponieważ razem dorastali i byli dla siebie jak bracia.
To znaczy, że już dwie osoby miały dla niej ryzykować, bo uparła się, że musi być przy Teegu.
I na razie tylko to ukrywanie sekretu Larsowi wychodziło. Tego samego nie można było powiedzieć o próbach pozbycia się Creason, do której nie docierało to, co jej mówił. Za to skutecznie wychodziło jej denerwowanie go. Teraz był na nią do tego stopnia zły, że nawet nie dostrzegał pewnych rzeczy, jak na przykład to, że złość po jej stronie mogła oznaczać, iż zależało jej tak samo, jak jemu… Nie miał teraz głowy do tego, żeby zastanawiać się nad takimi rzeczami.
– Nie wiesz czego żałuję lub nie – wycedził, wkurzony teraz faktem, że grała wszechwiedzącą, chociaż nic już o nim nie wiedziała i wyglądało to w ten sposób na jej własne życzenie. Zostawiła go, więc nie miała teraz prawa udawać, że rozumiała go i cokolwiek o nim wiedziała.
Kiedy przy ich stoliku pojawił się kelner, Pullman odwrócił głowę i nerwowo oblizał wargi. Nie chciał za bardzo zwracać uwagi na siebie i napiętą atmosferę między nimi.
Creason Riffert
To robiło z niego sporego hipokrytę, bo jednocześnie sam robił d o k ł a d n i e to samo, próbując ją chronić. Starał się jej pozbyć, żeby nie ryzykowała i nie znalazła się na czarnej liście Teega. Ale robił to, ponieważ wiedział, że jej ewentualna kara byłaby zdecydowanie gorsza od wszystkiego, co jego mogłoby spotkać ze strony wymiaru sprawiedliwości za wszystkie jego zbrodnie. Teega nie ograniczało prawo. Był bezwzględną osobą, która nie powstrzymywała się przed niczym. Będąc tego świadomym, Pullman starał się uratować Riffert przed konsekwencjami jej decyzji.
Ale robił dla niej też więcej, bo poza tym, że starał się jej pozbyć dla jej dobra, to przy okazji krył ją. Nikomu nie zdradził, kim była. I zadbał o to, aby jego wieloletni przyjaciel, z którym Crea się znała, również jej nie wydał po swoim powrocie, który miał niedługo nastąpić. Wyjaśnił mu wszystko i poprosił go o dyskrecję, będąc pewnym, że może mu zaufać, ponieważ razem dorastali i byli dla siebie jak bracia.
To znaczy, że już dwie osoby miały dla niej ryzykować, bo uparła się, że musi być przy Teegu.
I na razie tylko to ukrywanie sekretu Larsowi wychodziło. Tego samego nie można było powiedzieć o próbach pozbycia się Creason, do której nie docierało to, co jej mówił. Za to skutecznie wychodziło jej denerwowanie go. Teraz był na nią do tego stopnia zły, że nawet nie dostrzegał pewnych rzeczy, jak na przykład to, że złość po jej stronie mogła oznaczać, iż zależało jej tak samo, jak jemu… Nie miał teraz głowy do tego, żeby zastanawiać się nad takimi rzeczami.
– Nie wiesz czego żałuję lub nie – wycedził, wkurzony teraz faktem, że grała wszechwiedzącą, chociaż nic już o nim nie wiedziała i wyglądało to w ten sposób na jej własne życzenie. Zostawiła go, więc nie miała teraz prawa udawać, że rozumiała go i cokolwiek o nim wiedziała.
Kiedy przy ich stoliku pojawił się kelner, Pullman odwrócił głowę i nerwowo oblizał wargi. Nie chciał za bardzo zwracać uwagi na siebie i napiętą atmosferę między nimi.
Creason Riffert
policjantka z nieciekawą przeszłością, która niedawno pochowała chorującą na raka matkę ćpunkę; obecnie pracuje pod przykrywką starając się rozpracować jedną z lokalnych organizacji przestępczych
Whispers of life
Magda
Ich pragnienia najwyraźniej niewiele miały do rzeczy, skoro raz po raz udowadniali, że bynajmniej nie mieli ochoty się słuchać. Mogli nawet sprawiać wrażenie, że z wielkim umiłowaniem robili sobie nawzajem na przekór, może dlatego, że wcale nie mieli ochoty wyłącznie się chronić?
Częściowo może musieli odreagować rozstanie, z którym nadal w pełni sobie nie poradzili.
Mimo to Creason chciała mieć pewność, że nic temu głupkowi nie będzie. Już w przeszłości niepotrzebnie ryzykował, angażując się w taki sposób na życie. A choć naprawdę chciała, przed tym nie była w stanie go uchronić, ponieważ on podjął już swoją decyzję. Pomimo jej wielokrotnych próśb, nadal był tutaj i głupio się narażał, wcale nie przejmując się tym, jak w pewnym momencie mógł za to zapłacić.
Nie była w stanie powstrzymać go przed tym, by ryzykował własnym życiem, ale może była w stanie doprowadzić do sytuacji, w której przynajmniej by nie wpadł. Z drugiej jednak strony, siedząc za kratkami przynajmniej niepotrzebnie by się nie narażał.
Może więc jednak powinna raz jeszcze się nad tym zastanowić?
Teraz jednak nie myślała racjonalnie, koncentrując się głównie na tym, z jaką łatwością Pullman doprowadzał ją do szału. Zachowywał się tak, jakby miał prawo decydować o czymkolwiek, co dotyczyło jej życia, a przecież prawo do tego stracił w przeszłości. Mało tego, zdaniem Creason sam się go pozbawił, bo przecież to on podjął decyzję o tym, co było dla niego ważniejsze.
I tym czymś zdecydowanie nie była ona.
Przerywnik w postaci kelnera nie ukoił jej nerwów, ale sprawił, że na moment się zamknęła. Uśmiechnęła się i podziękowała za dolewkę wina, a już chwilę później umoczyła w nim usta. Miała wrażenie, że nawet po powrocie do domu będzie potrzebowała alkoholu, ponieważ dziś Lars wybitnie wyprowadził ją z równowagi.
— Słyszałam, że zajmowałeś się czymś za granicą — odezwała się po chwili, tym razem stosunkowo spokojnie. — Czemu po prostu do tego nie wrócisz? — zasugerowała już chwilę później. Nie zamierzała mówić mu, co naprawdę na ten temat myślała. Wolała przedstawić to jako wyjście, dzięki któremu im obojgu żyłoby się spokojniej.
Czy dla niego nie byłoby to równie korzystne?
Lars Pullman
Częściowo może musieli odreagować rozstanie, z którym nadal w pełni sobie nie poradzili.
Mimo to Creason chciała mieć pewność, że nic temu głupkowi nie będzie. Już w przeszłości niepotrzebnie ryzykował, angażując się w taki sposób na życie. A choć naprawdę chciała, przed tym nie była w stanie go uchronić, ponieważ on podjął już swoją decyzję. Pomimo jej wielokrotnych próśb, nadal był tutaj i głupio się narażał, wcale nie przejmując się tym, jak w pewnym momencie mógł za to zapłacić.
Nie była w stanie powstrzymać go przed tym, by ryzykował własnym życiem, ale może była w stanie doprowadzić do sytuacji, w której przynajmniej by nie wpadł. Z drugiej jednak strony, siedząc za kratkami przynajmniej niepotrzebnie by się nie narażał.
Może więc jednak powinna raz jeszcze się nad tym zastanowić?
Teraz jednak nie myślała racjonalnie, koncentrując się głównie na tym, z jaką łatwością Pullman doprowadzał ją do szału. Zachowywał się tak, jakby miał prawo decydować o czymkolwiek, co dotyczyło jej życia, a przecież prawo do tego stracił w przeszłości. Mało tego, zdaniem Creason sam się go pozbawił, bo przecież to on podjął decyzję o tym, co było dla niego ważniejsze.
I tym czymś zdecydowanie nie była ona.
Przerywnik w postaci kelnera nie ukoił jej nerwów, ale sprawił, że na moment się zamknęła. Uśmiechnęła się i podziękowała za dolewkę wina, a już chwilę później umoczyła w nim usta. Miała wrażenie, że nawet po powrocie do domu będzie potrzebowała alkoholu, ponieważ dziś Lars wybitnie wyprowadził ją z równowagi.
— Słyszałam, że zajmowałeś się czymś za granicą — odezwała się po chwili, tym razem stosunkowo spokojnie. — Czemu po prostu do tego nie wrócisz? — zasugerowała już chwilę później. Nie zamierzała mówić mu, co naprawdę na ten temat myślała. Wolała przedstawić to jako wyjście, dzięki któremu im obojgu żyłoby się spokojniej.
Czy dla niego nie byłoby to równie korzystne?
Lars Pullman
Edyta
Lars również chciał upewnić się, że nic się jej nie stanie, ale najwyraźniej byli równie uparci i ryzykanccy. W końcu nie tylko on miał niebezpieczne zajęcie, z nią było tak samo. I wcale różnicy nie robi to, po której stronie prawa się znajdowali. Oboje narażali się na duże niebezpieczeństwo, może nawet ona na większe, biorąc pod uwagę to, jak pakowała się prosto do paszczy lwa. Tak szalony Pullman nie był nigdy.
Ale tego Creason nigdy nie dostrzegała, problemu upatrując się wyłącznie w nim. Niemożliwie go tym wkurzała, jak zresztą teraz. Dawno tak się nie zdenerwował, jak w tej chwili przez nią. I to wszystko przez Teega, który akurat jego musiał tu przysłać. Lars musiał powiedzieć mu, że następnym razem jego rozkapryszoną panną niech zajmuje się ktoś inny, bo tym razem będzie miał amunicję, żeby się wykręcić. Sama mu jej dostarczyła, nie chcąc mu wracać i upierając się, że zostanie w restauracji, skoro już tu przyszła.
Chociaż zależało mu na jej bezpieczeństwie, to wcale nie znaczy, że chciał cały czas być obok. To zbyt wiele go kosztowało, aby mógł sobie na to pozwolić, dlatego wolałby jej unikać. A jeszcze bardziej by mu odpowiadało, gdyby po prostu odeszła. Wtedy przynajmniej nie musiałby tyle się złościć, a przy okazji martwić… Z tego powodu też odchodził od zmysłów.
– Bo tylko dogadywałem umowę, nie ma do czego wracać – odparł dziwnie spokojnie, zerkając na Creason wyłącznie kątem oka. Oczywiście mówił dość okrężnie i nie wszystko, bo robił znacznie więcej niż tylko dogadywał umowę, ale Riffert nie była już zaufaną osobą, której mógłby powiedzieć całą prawdę. Nie skłamał jednak twierdząc, że nie było do czego wracać, bo dla niego nie było tam nic do roboty na stałe. Tutaj miał swoje obowiązki i swoje życie, nie zamierzał nigdzie się przenosić. Teeg zresztą by mu na to nie pozwolił. – Zresztą, co cię to obchodzi? Jeśli ci przeszkadzam, możesz po prostu odejść, w tym przecież jesteś bardzo dobra – dodając ostatni komentarz, w końcu spojrzał wprost na Creason i posłał jej spojrzenie przepełnione satysfakcją po wbiciu jej szpili. Co prawda w ten sposób również sobie przypomniał o przykrych chwilach, ale rozgrywał to tak, jakby to go zupełnie nie ruszało, chociaż prawda jest inna… Nadal nie potrafił tego przeboleć, co zresztą wyraźnie było podkreślone przez to, jak złościł się przez nią.
Gdyby rzeczywiście miał to gdzieś, nie byłaby w stanie tak podnieść mu ciśnienia.
Creason Riffert
Ale tego Creason nigdy nie dostrzegała, problemu upatrując się wyłącznie w nim. Niemożliwie go tym wkurzała, jak zresztą teraz. Dawno tak się nie zdenerwował, jak w tej chwili przez nią. I to wszystko przez Teega, który akurat jego musiał tu przysłać. Lars musiał powiedzieć mu, że następnym razem jego rozkapryszoną panną niech zajmuje się ktoś inny, bo tym razem będzie miał amunicję, żeby się wykręcić. Sama mu jej dostarczyła, nie chcąc mu wracać i upierając się, że zostanie w restauracji, skoro już tu przyszła.
Chociaż zależało mu na jej bezpieczeństwie, to wcale nie znaczy, że chciał cały czas być obok. To zbyt wiele go kosztowało, aby mógł sobie na to pozwolić, dlatego wolałby jej unikać. A jeszcze bardziej by mu odpowiadało, gdyby po prostu odeszła. Wtedy przynajmniej nie musiałby tyle się złościć, a przy okazji martwić… Z tego powodu też odchodził od zmysłów.
– Bo tylko dogadywałem umowę, nie ma do czego wracać – odparł dziwnie spokojnie, zerkając na Creason wyłącznie kątem oka. Oczywiście mówił dość okrężnie i nie wszystko, bo robił znacznie więcej niż tylko dogadywał umowę, ale Riffert nie była już zaufaną osobą, której mógłby powiedzieć całą prawdę. Nie skłamał jednak twierdząc, że nie było do czego wracać, bo dla niego nie było tam nic do roboty na stałe. Tutaj miał swoje obowiązki i swoje życie, nie zamierzał nigdzie się przenosić. Teeg zresztą by mu na to nie pozwolił. – Zresztą, co cię to obchodzi? Jeśli ci przeszkadzam, możesz po prostu odejść, w tym przecież jesteś bardzo dobra – dodając ostatni komentarz, w końcu spojrzał wprost na Creason i posłał jej spojrzenie przepełnione satysfakcją po wbiciu jej szpili. Co prawda w ten sposób również sobie przypomniał o przykrych chwilach, ale rozgrywał to tak, jakby to go zupełnie nie ruszało, chociaż prawda jest inna… Nadal nie potrafił tego przeboleć, co zresztą wyraźnie było podkreślone przez to, jak złościł się przez nią.
Gdyby rzeczywiście miał to gdzieś, nie byłaby w stanie tak podnieść mu ciśnienia.
Creason Riffert