współwłaścielka i manager podupadającej restauracji, którą otworzyła z przyjaciółką, całkiem niedawno pakując się w kłopoty przez pożyczkę u szemranego towarzystwa
Whispers of life
Magda
Do niedawna nie miała w zwyczaju obsługiwać klientów, a jednak w momencie, w którym restauracja popadać zaczęła w coraz poważniejsze kłopoty, nawet Navy zmuszona była zaangażować się w fizyczną pracę. Na zatrudnienie kilku kelnerów zwyczajnie nie mogły sobie z Lorą pozwolić.
Nie było zresztą sensu ich tu trzymać, kiedy bywały dnie, gdy klientów było tu zaledwie kilku. Zwykle kończyło się zamknięciem przed czasem, co doprowadzało ją do szału, bo przecież nie tak miało to wyglądać. I przez długi czas rzeczywiście wyglądało inaczej, a Emeril’s żyło swoim najlepszym życiem.
Kompletnie nie rozumiała, w którym momencie i dlaczego coś poszło nie tak.
A jednak stało się tak, a ona zmuszona była jakoś temu zaradzić. Podjęła się pierwszej formy ratunku, jaka przyszła jej do głowy i bardzo szybko tego pożałowała. Zapożyczyła się na sporą kwotę, tym samym uzależniając się od ludzi, których nie sposób było określić mianem p r z y j e m n y c h. O tym przekonała się przed niespełna tygodniem.
Od tamtego czasu usilnie liczyła wieczorami, jak wiele pieniędzy brakowało jej do zwrócenia pierwszej raty. Zegar tykał, a zebrana przez nią kwota wcale szalenie się nie zwiększała. Już w tym momencie miała przeogromne obawy co do tego, że zwyczajnie jej nie uzbiera, a to spotka się z konsekwencjami. Ilekroć uciekała w tamtą stronę myślami, coś ściskało ją w żołądku.
Każdy klient był zatem na wagę złota, choć niekoniecznie miała ochotę robić nadgodziny w pracy. Zwłaszcza wtedy, kiedy sala była już pusta, a przy stoliku w kącie siedziała zaledwie j e d n a osoba. Navy co pewien czas ukradkiem zerkała w tamtą stronę sprawdzając, czy mężczyzna uporał się już z jedzeniem. Kiedy w końcu odstawił talerz, ruszyła do stolika, zabierając z niego to, co niepotrzebne.
— Mogę podać coś jeszcze? — zapytała, bo tego wymagał od niej profesjonalizm, a poza tym, im większy rachunek, tym większy zarobek dla niej, a przecież w tym momencie naprawdę p o t r z e b o w a ł a tych pieniędzy. Wisiało nad nią widmo długu, który czym prędzej należało spłacić. — Kuchnia jest już co prawda zamknięta, ale mamy całkiem spory wybór win — dodała, uśmiechając się przy tym łagodnie.
Nie wyglądał co prawda na kogoś, kto miał zamiar siedzieć samotnie w restauracji z lampką wina, ale przecież Navy zdołała już przekonać się o tym, że co do ludzi, których się nie znało, bardzo łatwo można się pomylić.
Nolan Ackerley
Nie było zresztą sensu ich tu trzymać, kiedy bywały dnie, gdy klientów było tu zaledwie kilku. Zwykle kończyło się zamknięciem przed czasem, co doprowadzało ją do szału, bo przecież nie tak miało to wyglądać. I przez długi czas rzeczywiście wyglądało inaczej, a Emeril’s żyło swoim najlepszym życiem.
Kompletnie nie rozumiała, w którym momencie i dlaczego coś poszło nie tak.
A jednak stało się tak, a ona zmuszona była jakoś temu zaradzić. Podjęła się pierwszej formy ratunku, jaka przyszła jej do głowy i bardzo szybko tego pożałowała. Zapożyczyła się na sporą kwotę, tym samym uzależniając się od ludzi, których nie sposób było określić mianem p r z y j e m n y c h. O tym przekonała się przed niespełna tygodniem.
Od tamtego czasu usilnie liczyła wieczorami, jak wiele pieniędzy brakowało jej do zwrócenia pierwszej raty. Zegar tykał, a zebrana przez nią kwota wcale szalenie się nie zwiększała. Już w tym momencie miała przeogromne obawy co do tego, że zwyczajnie jej nie uzbiera, a to spotka się z konsekwencjami. Ilekroć uciekała w tamtą stronę myślami, coś ściskało ją w żołądku.
Każdy klient był zatem na wagę złota, choć niekoniecznie miała ochotę robić nadgodziny w pracy. Zwłaszcza wtedy, kiedy sala była już pusta, a przy stoliku w kącie siedziała zaledwie j e d n a osoba. Navy co pewien czas ukradkiem zerkała w tamtą stronę sprawdzając, czy mężczyzna uporał się już z jedzeniem. Kiedy w końcu odstawił talerz, ruszyła do stolika, zabierając z niego to, co niepotrzebne.
— Mogę podać coś jeszcze? — zapytała, bo tego wymagał od niej profesjonalizm, a poza tym, im większy rachunek, tym większy zarobek dla niej, a przecież w tym momencie naprawdę p o t r z e b o w a ł a tych pieniędzy. Wisiało nad nią widmo długu, który czym prędzej należało spłacić. — Kuchnia jest już co prawda zamknięta, ale mamy całkiem spory wybór win — dodała, uśmiechając się przy tym łagodnie.
Nie wyglądał co prawda na kogoś, kto miał zamiar siedzieć samotnie w restauracji z lampką wina, ale przecież Navy zdołała już przekonać się o tym, że co do ludzi, których się nie znało, bardzo łatwo można się pomylić.
Nolan Ackerley
Jean Lafitte
Pewien czas temu Nolan trafił na trop grupy, którą rzeczywiście trudno było nazwać p r z y j e m n ą. Dowiedział się o nich z zasłyszanych rozmów i prędko się zainteresował, węsząc w tym temat warty poruszenia. A co więcej, wyzwanie, przed którym on nie zamierzał uciekać. Im trudniejsza była sprawa, tym bardziej chciał ją rozgryźć, cały czas próbując sobie coś udowodnić.
Musiał jednak zachowywać przy tym pewne pozory, w końcu nadal nie przyznał się przed swoim otoczeniem, czym zajmował się w wolnym czasie, a jego oficjalnym stanowiskiem pozostawało to w rodzinnej firmie, w której wypadało się od czasu do czasu pokazać, nawet jeśli nie miał tam nic do roboty. Rodzina oczekiwała jednak od niego, że będzie udawał, aby zasadnym była rozdmuchana pensja, którą mu zapewniła. Dzięki niej mógł robić to, na co miał ochotę, więc godził się na tę drobną niedogodność, nawet jeśli każda wizyta w rodzinnej firmie była dla niego gorzkim przypomnieniem o tym, jak n i e p o t r z e b n y tam był. Przez to nie potrafił wysiedzieć tam zbyt długo. Dziś jednak czas spędzony w biurze wykorzystał na przejrzenie informacji, które dotychczas udało mu się zebrać o sprawie, która ostatnio go zainteresowała. Musiał teraz zaplanować swój następny ruch, który stał się dla niego jasny, gdy jego spojrzenie spoczęło na niedawno zrobionych zdjęciach…
Sekretarce na odchodne rzucił tylko, że dziś już nie wróci, jakby kogokolwiek to interesowało, a później udał się do restauracji, którą ostatnio lekko prześwietlił po tym, jak zainteresowały go kontakty jej właścicielki z ludźmi, którym się przyglądał. W takich sytuacjach bardzo pomocne były znajomości i pieniądze, których nie bał się wykorzystywać, aby pozyskać potrzebne informacje. Tak zdołał dowiedzieć się co nieco o tym miejscu, ale to wciąż było za mało, aby zyskać pełny obraz sytuacji. I mieć to, na czym zależało mu najbardziej – zeznania.
O nie postanowił zawalczyć tego wieczora, który do samego końca wysiedział w restauracji. Postanowił poczekać do zamknięcia, aby zostać na sali sam na sam z kobietą, która go dziś interesowała i która na szczęście dziś była na miejscu. – Dziękuję, to będzie wszystko – uśmiechnął się do niej łagodnie. – Już i tak zasiedziałem się… trochę za długo – przyznał, zerkając wymownie na panujące tu pustki. – Poproszę tylko rachunek – oznajmił, w głowie nadal układając sobie to, co powinien jej powiedzieć. Miał tylko jedną szansę i musiał wykorzystać ją jak najlepiej, dlatego kupił sobie jeszcze chwilę, zanim przejdzie do rzeczy.
Navy Belford
Musiał jednak zachowywać przy tym pewne pozory, w końcu nadal nie przyznał się przed swoim otoczeniem, czym zajmował się w wolnym czasie, a jego oficjalnym stanowiskiem pozostawało to w rodzinnej firmie, w której wypadało się od czasu do czasu pokazać, nawet jeśli nie miał tam nic do roboty. Rodzina oczekiwała jednak od niego, że będzie udawał, aby zasadnym była rozdmuchana pensja, którą mu zapewniła. Dzięki niej mógł robić to, na co miał ochotę, więc godził się na tę drobną niedogodność, nawet jeśli każda wizyta w rodzinnej firmie była dla niego gorzkim przypomnieniem o tym, jak n i e p o t r z e b n y tam był. Przez to nie potrafił wysiedzieć tam zbyt długo. Dziś jednak czas spędzony w biurze wykorzystał na przejrzenie informacji, które dotychczas udało mu się zebrać o sprawie, która ostatnio go zainteresowała. Musiał teraz zaplanować swój następny ruch, który stał się dla niego jasny, gdy jego spojrzenie spoczęło na niedawno zrobionych zdjęciach…
Sekretarce na odchodne rzucił tylko, że dziś już nie wróci, jakby kogokolwiek to interesowało, a później udał się do restauracji, którą ostatnio lekko prześwietlił po tym, jak zainteresowały go kontakty jej właścicielki z ludźmi, którym się przyglądał. W takich sytuacjach bardzo pomocne były znajomości i pieniądze, których nie bał się wykorzystywać, aby pozyskać potrzebne informacje. Tak zdołał dowiedzieć się co nieco o tym miejscu, ale to wciąż było za mało, aby zyskać pełny obraz sytuacji. I mieć to, na czym zależało mu najbardziej – zeznania.
O nie postanowił zawalczyć tego wieczora, który do samego końca wysiedział w restauracji. Postanowił poczekać do zamknięcia, aby zostać na sali sam na sam z kobietą, która go dziś interesowała i która na szczęście dziś była na miejscu. – Dziękuję, to będzie wszystko – uśmiechnął się do niej łagodnie. – Już i tak zasiedziałem się… trochę za długo – przyznał, zerkając wymownie na panujące tu pustki. – Poproszę tylko rachunek – oznajmił, w głowie nadal układając sobie to, co powinien jej powiedzieć. Miał tylko jedną szansę i musiał wykorzystać ją jak najlepiej, dlatego kupił sobie jeszcze chwilę, zanim przejdzie do rzeczy.
Navy Belford
współwłaścielka i manager podupadającej restauracji, którą otworzyła z przyjaciółką, całkiem niedawno pakując się w kłopoty przez pożyczkę u szemranego towarzystwa
Whispers of life
Magda
Okazała się wybitnie g ł u p i a, kiedy podjęła się próby ratunku restauracji, za sprawą której wpędziła w jeszcze większe kłopoty nie tylko siebie, ale i swoją wspólniczkę. Bo to, że Lora miała w końcu dowiedzieć się o jej wyskoku, było prawdopodobnie wyłącznie kwestią czasu.
Ilekroć o tym myślała, robiło jej się słabo. Na własne życzenie znalazła się w miejscu, w którym ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała, były jeszcze konflikty z osobą, która jakiś czas temu postawiła wszystko na nią. W końcu to Navy wpadła na ten szalony pomysł, jakim było otworzenie własnej restauracji, co początkowo nie było błędem. Kuchnia jej przyjaciółki prędko zyskała sprzymierzeńców, dlatego zupełnie nie rozumiała, dlaczego w którymś momencie wszystko poszło w zupełnie innym kierunku.
Miała jednak wrażenie, że gdzieś musiała zawieść o n a. Może biznesplan, który im opracowała, nie był aż tak dobry, jak początkowo przypuszczała. Może też nie postarała się dostatecznie, jeśli chodzi o reklamę? Było wiele obszarów, na których próbowała doszukać się błędów, a jednak żaden z nich nie krzyczał, że to właśnie tam całkowicie zawaliła sprawę.
Może więc zepsuła więcej, a to, w jakim położeniu znalazła się restauracja, było efektem tego wszystkiego.
Przestała jednak myśleć o tym na chwilę, kiedy zmuszona była zająć się ostatnim klientem. Ten rzeczywiście o d r o b i n ę się zasiedział, jednak na to nie planowała się uskarżać. Koniec końców dla niej to lepiej, że ktoś jeszcze do tego miejsca zaglądał.
Pokiwała lekko głową, przyjmując do wiadomości jego słowa. — Zaraz przyniosę — obiecała, siląc się przy tym na łagodny uśmiech. Zebrała ze stołu resztę niepotrzebnych rzeczy, ale zanim się wycofała, raz jeszcze zerknęła w stronę mężczyzny. — Kartą czy gotówką? — dopytała, bo nawet jeżeli nie musiałaby pokonać dużego dystansu, aby w razie czego cofnąć się później po terminal, to jednak była na tyle skrupulatna, że wolała dopilnować tego od razu.
A kiedy uzyskała odpowiedź, wyniosła naczynia na zmywak, a później zajęła się przygotowaniem rachunku, z którym dość szybko wróciła do bruneta. Zostając w restauracji do samego końca zagwarantował sobie to, że Navy nie musiała dzielić uwagi między niego a kogoś innego, dzięki czemu obsługa szła jej całkiem sprawnie.Przynajmniej w tej kwestii nie zawodziła.
Nolan Ackerley
Ilekroć o tym myślała, robiło jej się słabo. Na własne życzenie znalazła się w miejscu, w którym ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowała, były jeszcze konflikty z osobą, która jakiś czas temu postawiła wszystko na nią. W końcu to Navy wpadła na ten szalony pomysł, jakim było otworzenie własnej restauracji, co początkowo nie było błędem. Kuchnia jej przyjaciółki prędko zyskała sprzymierzeńców, dlatego zupełnie nie rozumiała, dlaczego w którymś momencie wszystko poszło w zupełnie innym kierunku.
Miała jednak wrażenie, że gdzieś musiała zawieść o n a. Może biznesplan, który im opracowała, nie był aż tak dobry, jak początkowo przypuszczała. Może też nie postarała się dostatecznie, jeśli chodzi o reklamę? Było wiele obszarów, na których próbowała doszukać się błędów, a jednak żaden z nich nie krzyczał, że to właśnie tam całkowicie zawaliła sprawę.
Może więc zepsuła więcej, a to, w jakim położeniu znalazła się restauracja, było efektem tego wszystkiego.
Przestała jednak myśleć o tym na chwilę, kiedy zmuszona była zająć się ostatnim klientem. Ten rzeczywiście o d r o b i n ę się zasiedział, jednak na to nie planowała się uskarżać. Koniec końców dla niej to lepiej, że ktoś jeszcze do tego miejsca zaglądał.
Pokiwała lekko głową, przyjmując do wiadomości jego słowa. — Zaraz przyniosę — obiecała, siląc się przy tym na łagodny uśmiech. Zebrała ze stołu resztę niepotrzebnych rzeczy, ale zanim się wycofała, raz jeszcze zerknęła w stronę mężczyzny. — Kartą czy gotówką? — dopytała, bo nawet jeżeli nie musiałaby pokonać dużego dystansu, aby w razie czego cofnąć się później po terminal, to jednak była na tyle skrupulatna, że wolała dopilnować tego od razu.
A kiedy uzyskała odpowiedź, wyniosła naczynia na zmywak, a później zajęła się przygotowaniem rachunku, z którym dość szybko wróciła do bruneta. Zostając w restauracji do samego końca zagwarantował sobie to, że Navy nie musiała dzielić uwagi między niego a kogoś innego, dzięki czemu obsługa szła jej całkiem sprawnie.
Nolan Ackerley
Jean Lafitte
Choć był bardzo uprzywilejowany, wywodząc się z majętnej rodziny, która od pierwszych dni dbała o to, żeby wiódł w y g o d n e życie, to wcale nie znaczy, że Nolan nie rozumiał tego, iż świat potrafi być dla niektórych bezwzględny. Wielokrotnie przyglądał się temu z boku, jeszcze z bliższej perspektywy odkąd zainteresowało go pisanie o sprawach ważnych.
Silni wykorzystywali słabych. Nawet jego bliscy się tym kierowali. Ale Ackerley chciał coś z tym zrobić. Nie był w stanie zbawić całego świata i nawet nie próbował, nie był tak naiwny. Chciał jednak pomóc choć niewielkiej grupie ludzi, a przede wszystkim utrzeć nosa tym, którzy czuli się bezkarni. Był to jego sposób na to, aby zaspokoić własne ego i zrobić coś znaczącego, ponieważ był to jedyny sposób na zdobycie jakiegoś uznania, a potrzebował tego przez to, jak niewidoczny był we własnej rodzinie czy rodzinnej firmie.
Udowadniał swoją wartość, a przy okazji miał nadzieję, że robił coś dobrego, wyciągając na światło dzienne paskudne sprawy, które starał się, żeby dotarły także do władz. Bo kiedy już w coś się angażował, chciał doprowadzić to do końca, a nie tylko do publikacji własnego artykułu.
Niestety, w tej sprawie nadal był na wczesnym etapie i nie miał nic, co mógłby uznać za konkretny dowód, dlatego postanowił dotrzeć do Navy. Podejrzewał, że była jedną z ofiar, wszystko na to wskazywało, dlatego wierzył w to, że mogli sobie nawzajem pomóc, jeśli tylko będzie z nim rozmawiać. A z doświadczenia wiedział, że to potrafiło być najtrudniejszą częścią, dlatego wiedział, że miał teraz jedną szansę i nie mógł jej spieprzyć. Nie zdołał jednak wyczuć, jak najlepiej będzie podejść do rozmowy z nią, co utrudniło mu zadanie.
Czekając na to, aż brunetka wróci z rachunkiem, który postanowił opłacić gotówką, aby nie pozostawić po sobie zbyt wielu śladów, zastanawiał się nad tym, co jej powiedzieć. Przeliczał właśnie gotówkę, którą miał jej wręczyć, gdy postanowił w końcu ponownie się do niej odezwać. – Jedzenie było doskonałe, ale jeśli w przyszłym tygodniu ci ludzie wrócą po ratę, nie zostawią ci wystarczająco dużo całych stolików, żebyście mogły przyjąć chociaż jednego gościa – powiedział chłodno, nie podnosząc na nią spojrzenia. Postanowił zacząć ostro, od razu stawiając sprawę jasno, by pokazać jej, że w i e d z i a ł o wszystkim. A przynajmniej takie wrażenie chciał sprawdzić, bo oczywiście nie wiedział wszystkiego. Wiele to były tylko jego przypuszczenia wysnute na podstawie wcześniejszych obserwacji i informacji, które później udało mu się pozyskać. – Ile dali wam czasu na zebranie pieniędzy? – dodał po chwili i w końcu spojrzał w oczy Navy, podając jej przeliczoną gotówką za kolację i napiwek.
Grał nieczysto, ale chciał od razu przejąć kontrolę nad sytuacją i uniknąć niepotrzebnych gierek czy zabawy w kotka i myszkę. Chciał też od początku zbudować przed nią obraz osoby silnej, która niczego się nie bała i której w związku z tym można zaufać, gdy po drugiej stronie znajdują się niebezpieczni ludzie.
Navy Belford
Silni wykorzystywali słabych. Nawet jego bliscy się tym kierowali. Ale Ackerley chciał coś z tym zrobić. Nie był w stanie zbawić całego świata i nawet nie próbował, nie był tak naiwny. Chciał jednak pomóc choć niewielkiej grupie ludzi, a przede wszystkim utrzeć nosa tym, którzy czuli się bezkarni. Był to jego sposób na to, aby zaspokoić własne ego i zrobić coś znaczącego, ponieważ był to jedyny sposób na zdobycie jakiegoś uznania, a potrzebował tego przez to, jak niewidoczny był we własnej rodzinie czy rodzinnej firmie.
Udowadniał swoją wartość, a przy okazji miał nadzieję, że robił coś dobrego, wyciągając na światło dzienne paskudne sprawy, które starał się, żeby dotarły także do władz. Bo kiedy już w coś się angażował, chciał doprowadzić to do końca, a nie tylko do publikacji własnego artykułu.
Niestety, w tej sprawie nadal był na wczesnym etapie i nie miał nic, co mógłby uznać za konkretny dowód, dlatego postanowił dotrzeć do Navy. Podejrzewał, że była jedną z ofiar, wszystko na to wskazywało, dlatego wierzył w to, że mogli sobie nawzajem pomóc, jeśli tylko będzie z nim rozmawiać. A z doświadczenia wiedział, że to potrafiło być najtrudniejszą częścią, dlatego wiedział, że miał teraz jedną szansę i nie mógł jej spieprzyć. Nie zdołał jednak wyczuć, jak najlepiej będzie podejść do rozmowy z nią, co utrudniło mu zadanie.
Czekając na to, aż brunetka wróci z rachunkiem, który postanowił opłacić gotówką, aby nie pozostawić po sobie zbyt wielu śladów, zastanawiał się nad tym, co jej powiedzieć. Przeliczał właśnie gotówkę, którą miał jej wręczyć, gdy postanowił w końcu ponownie się do niej odezwać. – Jedzenie było doskonałe, ale jeśli w przyszłym tygodniu ci ludzie wrócą po ratę, nie zostawią ci wystarczająco dużo całych stolików, żebyście mogły przyjąć chociaż jednego gościa – powiedział chłodno, nie podnosząc na nią spojrzenia. Postanowił zacząć ostro, od razu stawiając sprawę jasno, by pokazać jej, że w i e d z i a ł o wszystkim. A przynajmniej takie wrażenie chciał sprawdzić, bo oczywiście nie wiedział wszystkiego. Wiele to były tylko jego przypuszczenia wysnute na podstawie wcześniejszych obserwacji i informacji, które później udało mu się pozyskać. – Ile dali wam czasu na zebranie pieniędzy? – dodał po chwili i w końcu spojrzał w oczy Navy, podając jej przeliczoną gotówką za kolację i napiwek.
Grał nieczysto, ale chciał od razu przejąć kontrolę nad sytuacją i uniknąć niepotrzebnych gierek czy zabawy w kotka i myszkę. Chciał też od początku zbudować przed nią obraz osoby silnej, która niczego się nie bała i której w związku z tym można zaufać, gdy po drugiej stronie znajdują się niebezpieczni ludzie.
Navy Belford
współwłaścielka i manager podupadającej restauracji, którą otworzyła z przyjaciółką, całkiem niedawno pakując się w kłopoty przez pożyczkę u szemranego towarzystwa
Whispers of life
Magda
To miał być n o r m a l n y dzień w pracy. Jeden z tych, podczas których nie miało wydarzyć się nic szczególnego, co mogło okazać się zbawienne w obliczu tego, z jaką łatwością ściągała ostatnio na siebie kłopoty. Tych miała w ostatnim czasie pod dostatkiem, dlatego na pewno nie dążyła do tego, by ściągnąć na siebie kolejne.
Nie przypuszczała jednak, że dziś mogłaby czegoś takiego doświadczyć, a mężczyzna, który jako jedyny pozostał w restauracji, nie sprawiał wrażenia kogoś, kto mógłby realnie jej zagrozić. Właśnie dlatego szczególnie nie przejęła się jego obecnością, a może nawet pozwoliła sobie poczuć się w restauracji ciut bezpieczniej, bo dopóki był tu ktoś z zewnątrz, raczej nie groziło jej to, że dołączyć mógłby do niej któryś z oprychów, którzy planowali ściągnąć z niej pieniądze.
Tym większe było jej zaskoczenie, kiedy usłyszała słowa, które chwilę później padły z jego ust.
Właśnie przyniosła do stolika rachunek i położyła go na blacie, zaraz też planując odejść, aby nie sprawiać wrażenia, jakby chciała patrzeć swoim klientom na ręce, kiedy ci odliczali kwotę do zapłaty. Zdołała jednak zrobić wyłącznie krok, zanim dosłownie ją z m r o z i ł o. Zatrzymała się i najpewniej też pobladła, w okamgnieniu zdradzając, że wiedziała, do czego pił. Momentalnie też wbiła w niego spojrzenie.
Nie było też nawet cienia wątpliwości co do tego, że jedno udało mu się osiągnąć - przestraszył ją. Sprawił, że w jej umyśle zapaliła się czerwona lampka, a ona sama przypomniała sobie, że n i k o m u nowemu nie powinna teraz ufać.
Czegokolwiek od niej chciał, na pewno nie miał tego dostać.
Zacisnęła mocno szczękę, starając się ze wszystkich sił odzyskać spokój. Nie podziałało, ponieważ jej serce i tak biło już w zawrotnym tempie, a oddech nie chciał się unormować. Jeśli dalej wyglądać to będzie w ten sposób, czeka ją terapia z powodu ataków paniki. Zakładając oczywiście, że do niej dożyje.
— Chyba nie rozumiem — odparła, mając zamiar grać głupią. Nie wiedziała kim był, ani czego tak właściwie chciał, co skłoniło ją do tego, aby nie być zbyt oczywistą w kwestii swoich problemów. Nie była głupia i zwyczajnie obawiała się, że jeśli sypnie to przed kimś n i e w ł a ś c i w y m, ściągnie sobie na głowę jeszcze większy kłopot. — Ale cieszę się, że jedzenie smakowało. Przekażę szefowej kuchni — dodała, posyłając mu jedno z tych spojrzeń, które miały sugerować, że nie powinien ponownie przekraczać granicy.
Jak na kogoś, kto teoretycznie mógł być w to zamieszany, zadawał szalenie dziwne pytania.
Nolan Ackerley
Nie przypuszczała jednak, że dziś mogłaby czegoś takiego doświadczyć, a mężczyzna, który jako jedyny pozostał w restauracji, nie sprawiał wrażenia kogoś, kto mógłby realnie jej zagrozić. Właśnie dlatego szczególnie nie przejęła się jego obecnością, a może nawet pozwoliła sobie poczuć się w restauracji ciut bezpieczniej, bo dopóki był tu ktoś z zewnątrz, raczej nie groziło jej to, że dołączyć mógłby do niej któryś z oprychów, którzy planowali ściągnąć z niej pieniądze.
Tym większe było jej zaskoczenie, kiedy usłyszała słowa, które chwilę później padły z jego ust.
Właśnie przyniosła do stolika rachunek i położyła go na blacie, zaraz też planując odejść, aby nie sprawiać wrażenia, jakby chciała patrzeć swoim klientom na ręce, kiedy ci odliczali kwotę do zapłaty. Zdołała jednak zrobić wyłącznie krok, zanim dosłownie ją z m r o z i ł o. Zatrzymała się i najpewniej też pobladła, w okamgnieniu zdradzając, że wiedziała, do czego pił. Momentalnie też wbiła w niego spojrzenie.
Nie było też nawet cienia wątpliwości co do tego, że jedno udało mu się osiągnąć - przestraszył ją. Sprawił, że w jej umyśle zapaliła się czerwona lampka, a ona sama przypomniała sobie, że n i k o m u nowemu nie powinna teraz ufać.
Czegokolwiek od niej chciał, na pewno nie miał tego dostać.
Zacisnęła mocno szczękę, starając się ze wszystkich sił odzyskać spokój. Nie podziałało, ponieważ jej serce i tak biło już w zawrotnym tempie, a oddech nie chciał się unormować. Jeśli dalej wyglądać to będzie w ten sposób, czeka ją terapia z powodu ataków paniki. Zakładając oczywiście, że do niej dożyje.
— Chyba nie rozumiem — odparła, mając zamiar grać głupią. Nie wiedziała kim był, ani czego tak właściwie chciał, co skłoniło ją do tego, aby nie być zbyt oczywistą w kwestii swoich problemów. Nie była głupia i zwyczajnie obawiała się, że jeśli sypnie to przed kimś n i e w ł a ś c i w y m, ściągnie sobie na głowę jeszcze większy kłopot. — Ale cieszę się, że jedzenie smakowało. Przekażę szefowej kuchni — dodała, posyłając mu jedno z tych spojrzeń, które miały sugerować, że nie powinien ponownie przekraczać granicy.
Jak na kogoś, kto teoretycznie mógł być w to zamieszany, zadawał szalenie dziwne pytania.
Nolan Ackerley
Jean Lafitte
Nolan nie lubił być dupkiem wobec osób, które na to nie zasługiwały, ale w życiu nauczył się już, że czasami trzeba nim być, żeby osiągnąć najlepsze rezultaty. A on ich w swojej pracy potrzebował, ponieważ wierzył, że robił coś w a ż n e g o. Ujawniając prawdę o prawdziwych szumowinach, często też dostarczając dość dużo materiałów policji, aby ta mogła rozpocząć swoją pracę, pomagał ludziom, którzy byli ich ofiarami.
Czasem jednak wobec tych ofiar musiał zagrać nie fair, aby móc do nich dotrzeć. I dziś musiał tak zachować się wobec Navy, która, jak wierzył, mogła być kolejną ofiarą. Mogła też być powiązana z ludźmi, których obserwował, w inny sposób, ale z rzeczy, których udało mu się dowiedzieć, wywnioskował, że nie mogła z nimi współpracować.
Założył więc, że musiała być ofiarą. I prawdopodobnie jak wiele innych osób była im dłużna pieniądze. To historia, którą ułożył sobie na podstawie zdobytych informacji o niej i o tych ludzi. Nie był jednak w stanie poprzeć jej żadnymi faktami, ponieważ nie miał na to ż a d n y c h dowodów. Jedynym sposobem na zdobycie ich, mogło być wyciągnięcie ich właśnie od niej, dlatego postanowił ją dziś przycisnąć i sprawdzić, na ile jego teoria się potwierdzi.
I tak, był w pełni świadomy tego, że jeśli się mylił, sporo ryzykował. Bo mógł wyciągnąć błędne wnioski, a ona mogła jednak z tamtymi ludźmi współpracować, przez co teraz by się o nim dowiedzieli i mógłby znaleźć się na ich celowniku. Wiedział o tym i nazywał to ryzykiem zawodowym, dlatego nie dawał się zniechęcić strachowi do działań.
Dlatego postawił dziś na jedną kartę i wystarczyła chwila obserwacji, żeby zrozumiał, że trafił w dziesiątkę. Był bardzo uważny, a teraz bacznie przyglądał się Navy, nie chcąc, żeby cokolwiek mu umknęło, bo spodziewał się tego, że będzie chciała go zwieść. – Myślę, że doskonale rozumiesz, o czym mówię – odparł wyciągając z wizytówkę. Wykorzystywał ją, aby uwiarygodnić kim był, ponieważ wierzył, że posiadając ją przy sobie udowadniał, że nie wymyślił swojej tożsamości na poczekaniu. Na wizytówce znajdowała się zaś informacja, że był dziennikarzem, a poza tym jego dane… A raczej pseudonim, którym posługiwał się w tej pracy. I teraz podał ją brunetce. – Nazywam się Nolan Langston i zanim wyprosisz mnie z lokalu, proszę, wysłuchaj mnie – podał jej swoją wizytówkę, po czym uniesioną dłonią wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie, zachęcając ją do tego, żeby usiadła naprzeciwko niego. – Widziałem to samo spojrzenie w oczach właściciela piekarni na French Quarter dwa tygodnie temu. Tydzień później jego lokal spłonął. Nie jestem z policji i nie przychodzę od ludzi, którzy ostatnio cię odwiedzają. Powiedzmy, że prowadzę własne śledztwo, a ty jesteś osobą, która może mi pomóc. Daj mi szansę sprawić, że twój problem zniknie i porozmawiaj ze mną – poprosił ją, starając się pokrótce nakreślić sytuację. Nie chciał wyrządzić jej krzywdy, ani zaszkodzić. Jego zamiarem było zaszkodzenie ludziom, którzy stanowili dla niej zagrożenie, ponieważ jak już jej nakreślił, oni wcale się nie patyczkowali.
Navy Belford
Czasem jednak wobec tych ofiar musiał zagrać nie fair, aby móc do nich dotrzeć. I dziś musiał tak zachować się wobec Navy, która, jak wierzył, mogła być kolejną ofiarą. Mogła też być powiązana z ludźmi, których obserwował, w inny sposób, ale z rzeczy, których udało mu się dowiedzieć, wywnioskował, że nie mogła z nimi współpracować.
Założył więc, że musiała być ofiarą. I prawdopodobnie jak wiele innych osób była im dłużna pieniądze. To historia, którą ułożył sobie na podstawie zdobytych informacji o niej i o tych ludzi. Nie był jednak w stanie poprzeć jej żadnymi faktami, ponieważ nie miał na to ż a d n y c h dowodów. Jedynym sposobem na zdobycie ich, mogło być wyciągnięcie ich właśnie od niej, dlatego postanowił ją dziś przycisnąć i sprawdzić, na ile jego teoria się potwierdzi.
I tak, był w pełni świadomy tego, że jeśli się mylił, sporo ryzykował. Bo mógł wyciągnąć błędne wnioski, a ona mogła jednak z tamtymi ludźmi współpracować, przez co teraz by się o nim dowiedzieli i mógłby znaleźć się na ich celowniku. Wiedział o tym i nazywał to ryzykiem zawodowym, dlatego nie dawał się zniechęcić strachowi do działań.
Dlatego postawił dziś na jedną kartę i wystarczyła chwila obserwacji, żeby zrozumiał, że trafił w dziesiątkę. Był bardzo uważny, a teraz bacznie przyglądał się Navy, nie chcąc, żeby cokolwiek mu umknęło, bo spodziewał się tego, że będzie chciała go zwieść. – Myślę, że doskonale rozumiesz, o czym mówię – odparł wyciągając z wizytówkę. Wykorzystywał ją, aby uwiarygodnić kim był, ponieważ wierzył, że posiadając ją przy sobie udowadniał, że nie wymyślił swojej tożsamości na poczekaniu. Na wizytówce znajdowała się zaś informacja, że był dziennikarzem, a poza tym jego dane… A raczej pseudonim, którym posługiwał się w tej pracy. I teraz podał ją brunetce. – Nazywam się Nolan Langston i zanim wyprosisz mnie z lokalu, proszę, wysłuchaj mnie – podał jej swoją wizytówkę, po czym uniesioną dłonią wskazał jej miejsce naprzeciwko siebie, zachęcając ją do tego, żeby usiadła naprzeciwko niego. – Widziałem to samo spojrzenie w oczach właściciela piekarni na French Quarter dwa tygodnie temu. Tydzień później jego lokal spłonął. Nie jestem z policji i nie przychodzę od ludzi, którzy ostatnio cię odwiedzają. Powiedzmy, że prowadzę własne śledztwo, a ty jesteś osobą, która może mi pomóc. Daj mi szansę sprawić, że twój problem zniknie i porozmawiaj ze mną – poprosił ją, starając się pokrótce nakreślić sytuację. Nie chciał wyrządzić jej krzywdy, ani zaszkodzić. Jego zamiarem było zaszkodzenie ludziom, którzy stanowili dla niej zagrożenie, ponieważ jak już jej nakreślił, oni wcale się nie patyczkowali.
Navy Belford
współwłaścielka i manager podupadającej restauracji, którą otworzyła z przyjaciółką, całkiem niedawno pakując się w kłopoty przez pożyczkę u szemranego towarzystwa
Whispers of life
Magda
Nie zasłużyła sobie na to.
Naprawdę nie zrobiła nic, aby zapracować sobie na znalezienie się w takim miejscu, przez co towarzyszyło jej przeogromne poczucie niesprawiedliwości. Nie zrobiła przecież nic złego poza tym, że chciała uratować własny biznes nie tylko dla siebie, ale również dla osoby, która razem z nią w niego zainwestowała.
Teraz jednak nie dość, że tonęła w długach, to jeszcze musiała znosić wizyty, które ogromnym echem odbijały się na jej stanie psychicznym. Była już bardzo bliska tego, aby się rozsypać, a przecież to był zaledwie p o c z ą t e k.
A gdyby mało było jej wizyt ze strony grupy, u której zaciągnęła pożyczkę, teraz najwyraźniej węszył przy tym ktoś jeszcze. Ktoś, kto mógł wpakować ją w jeszcze większe kłopoty, niezależnie od tego, czym się zajmował. Wystarczył sam fakt, że grzebał w czymś, w czym grzebać nie powinien, aby tamci ludzie zapragnęli się zemścić. A jeśli ją będą widywać z nim, najpewniej oberwie rykoszetem. Nie chciało jej się bowiem wierzyć, żeby ktokolwiek z tamtej grupy czekał na wyjaśnienia.
Wciągnęła głęboko powietrze, czując jak wzbierało w niej zdenerwowanie. Nie była przygotowana na taki a t a k, ale wiedziała, jak powinna postąpić. Musiała czym prędzej go stąd wyprosić i najlepiej też przekonać do tego, aby nigdy więcej jej nie nachodził.
Jeśli szukał źródła informacji, powinien iść z tym gdzieś indziej.
Nie sięgnęła po wizytówkę. Nie dlatego, że w ogóle jej nie interesowała, a raczej przez to, iż w ten sposób chciała zademonstrować mu, iż niczego nie zamierzała mu powiedzieć. — Mówiłam już, naprawdę nie wiem, o co panu chodzi — odparła stosunkowo spokojnie, zadzierając przy tym nieco wyżej brodę. Cokolwiek by się nie działo, zamierzała utrzymywać, że sama sobie z tym poradzi.
— To brzmi okropnie i bardzo chciałabym pomóc, ale nic na ten temat nie wiem. Zresztą, może należałoby się zastanowić czy takie nachodzenie ludzi w kłopotach i wściubianie nosa w nieswoje sprawy to dobre posunięcie? Podpalenia przecież nie są dziełem przypadku — dodała, dość d e l i k a t n i e starając się dać mu do zrozumienia, że grzebaniem tam, gdzie nie powinien, mógł tylko dodatkowo zaszkodzić. Właśnie dlatego nie chciała z nim rozmawiać - nie miała ochoty wpaść w jeszcze większe tarapaty, niż te, w których znajdowała się obecnie.
— Jeśli to wszystko, powinnam wracać do pracy — odezwała się po chwili, nie zamierzając wypraszać go wprost, co nie znaczy, że nie zdecydowałaby się na to, gdyby ją do tego zmusił. Na razie po prostu próbowała być kulturalna, bo nawet jeżeli był dziennikarzem, był też po prostu klientem, a nie mogła pozwolić sobie na to, aby tych nagle wszystkich stracić.
Nolan Ackerley
Naprawdę nie zrobiła nic, aby zapracować sobie na znalezienie się w takim miejscu, przez co towarzyszyło jej przeogromne poczucie niesprawiedliwości. Nie zrobiła przecież nic złego poza tym, że chciała uratować własny biznes nie tylko dla siebie, ale również dla osoby, która razem z nią w niego zainwestowała.
Teraz jednak nie dość, że tonęła w długach, to jeszcze musiała znosić wizyty, które ogromnym echem odbijały się na jej stanie psychicznym. Była już bardzo bliska tego, aby się rozsypać, a przecież to był zaledwie p o c z ą t e k.
A gdyby mało było jej wizyt ze strony grupy, u której zaciągnęła pożyczkę, teraz najwyraźniej węszył przy tym ktoś jeszcze. Ktoś, kto mógł wpakować ją w jeszcze większe kłopoty, niezależnie od tego, czym się zajmował. Wystarczył sam fakt, że grzebał w czymś, w czym grzebać nie powinien, aby tamci ludzie zapragnęli się zemścić. A jeśli ją będą widywać z nim, najpewniej oberwie rykoszetem. Nie chciało jej się bowiem wierzyć, żeby ktokolwiek z tamtej grupy czekał na wyjaśnienia.
Wciągnęła głęboko powietrze, czując jak wzbierało w niej zdenerwowanie. Nie była przygotowana na taki a t a k, ale wiedziała, jak powinna postąpić. Musiała czym prędzej go stąd wyprosić i najlepiej też przekonać do tego, aby nigdy więcej jej nie nachodził.
Jeśli szukał źródła informacji, powinien iść z tym gdzieś indziej.
Nie sięgnęła po wizytówkę. Nie dlatego, że w ogóle jej nie interesowała, a raczej przez to, iż w ten sposób chciała zademonstrować mu, iż niczego nie zamierzała mu powiedzieć. — Mówiłam już, naprawdę nie wiem, o co panu chodzi — odparła stosunkowo spokojnie, zadzierając przy tym nieco wyżej brodę. Cokolwiek by się nie działo, zamierzała utrzymywać, że sama sobie z tym poradzi.
— To brzmi okropnie i bardzo chciałabym pomóc, ale nic na ten temat nie wiem. Zresztą, może należałoby się zastanowić czy takie nachodzenie ludzi w kłopotach i wściubianie nosa w nieswoje sprawy to dobre posunięcie? Podpalenia przecież nie są dziełem przypadku — dodała, dość d e l i k a t n i e starając się dać mu do zrozumienia, że grzebaniem tam, gdzie nie powinien, mógł tylko dodatkowo zaszkodzić. Właśnie dlatego nie chciała z nim rozmawiać - nie miała ochoty wpaść w jeszcze większe tarapaty, niż te, w których znajdowała się obecnie.
— Jeśli to wszystko, powinnam wracać do pracy — odezwała się po chwili, nie zamierzając wypraszać go wprost, co nie znaczy, że nie zdecydowałaby się na to, gdyby ją do tego zmusił. Na razie po prostu próbowała być kulturalna, bo nawet jeżeli był dziennikarzem, był też po prostu klientem, a nie mogła pozwolić sobie na to, aby tych nagle wszystkich stracić.
Nolan Ackerley
Jean Lafitte
Problemy, w których się znalazła, były wynikiem jej własnych decyzji. A jednak nie zmienia to faktu, że Nolan współczuł jej sytuacji, w której się znalazła, ponieważ wiedział, że ludzie, z którymi związała się, żerują na desperacji osób w potrzebie. Wykorzystują chwile słabości i przywiązują do siebie długiem bardzo często niemożliwym do spłacenia. I kiedy to się nie udaje, konsekwencje potrafią być tragiczne.
Ackerley nie wymyślił historii, którą przed chwilą jej opowiedział. Była to sytuacja, która naprawdę miała miejsce. Pożar lokalu pozwolił opryszkom odzyskać pieniądze dzięki ubezpieczeniu właściciela, ale ten został ostatecznie z niczym. Pozornie niewinna pożyczka kosztowała go wszystko, co miał, prawdopodobnie także ze zdrowiem, ponieważ przed pożarem miały miejsca zastraszenia i inne przykre sytuacje, które teraz mogły spotkać Navy.
Szatyn nie potrafił jeszcze ocenić, czy w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, w co się wkopała, ale jeśli nie miała pieniędzy dla tych ludzi, to mogła skończyć naprawdę kiepsko. Nie sądził, że będą przejmowali się tym, iż była kobietą…
Współpraca z Nolanem mogłaby jej pomóc. Gdyby dała mu potrzebne informacje i umożliwiła dopaść tych ludzi, miałaby problem z głowy. Jednocześnie on by ją chronił, nie tylko ukrywając jej współpracę z nim, ale też na inne sposoby, ponieważ nie zostawiał na lodzie ludzi, którzy mu pomagali. Nauczył się w życiu, że o takie osoby należy dbać i właśnie to robił.
Najpierw jednak musieli zechcieć pomóc jemu, a brunetka niestety nie wyglądała, jakby się do tego rwała. Kiedy szła w zaparte, że nie miała pojęcia, o czym mówił, wypuścił głośno powietrze, rozczarowany tym wyborem. – Kiedy ktoś tonie, nie pytasz, czy to twoja sprawa. Wyciągasz go z wody – odparł, odnośnie nie wściubiania nosa w nieswoje sprawy. Nolan nie uznawał takiego podejścia, ponieważ kto wtedy pomoże ludziom w potrzebie, którzy z desperacji wpadli w straszliwe bagno?
Ackerley nigdzie się nie wybierał. Nie mógł poddać się tak szybko, dlatego wyciągnął z kieszeni telefon i wyświetlił na jego ekranie zdjęcie, które zrobił niedawno. Znajdowała się na nim Navy z człowiekiem z grupy, o której mówił szatyn. – Może to zdoła odświeżyć twoją pamięć. Możesz śmiało przybliżyć – zaproponował po wyciągnięciu w jej stronę swojego telefonu tak, aby mogła spojrzeć na ekran. Nolan przygotował się do tego spotkania, dlatego nie miał dać się tak łatwo spławić. Słowa nic o tym nie wiem to na niego za mało, gdy miał pewność, że było inaczej.
– Coś się przypomniało? – zapytał po chwili i lekko uniósł brwi.
Navy Belford
Ackerley nie wymyślił historii, którą przed chwilą jej opowiedział. Była to sytuacja, która naprawdę miała miejsce. Pożar lokalu pozwolił opryszkom odzyskać pieniądze dzięki ubezpieczeniu właściciela, ale ten został ostatecznie z niczym. Pozornie niewinna pożyczka kosztowała go wszystko, co miał, prawdopodobnie także ze zdrowiem, ponieważ przed pożarem miały miejsca zastraszenia i inne przykre sytuacje, które teraz mogły spotkać Navy.
Szatyn nie potrafił jeszcze ocenić, czy w ogóle zdawała sobie sprawę z tego, w co się wkopała, ale jeśli nie miała pieniędzy dla tych ludzi, to mogła skończyć naprawdę kiepsko. Nie sądził, że będą przejmowali się tym, iż była kobietą…
Współpraca z Nolanem mogłaby jej pomóc. Gdyby dała mu potrzebne informacje i umożliwiła dopaść tych ludzi, miałaby problem z głowy. Jednocześnie on by ją chronił, nie tylko ukrywając jej współpracę z nim, ale też na inne sposoby, ponieważ nie zostawiał na lodzie ludzi, którzy mu pomagali. Nauczył się w życiu, że o takie osoby należy dbać i właśnie to robił.
Najpierw jednak musieli zechcieć pomóc jemu, a brunetka niestety nie wyglądała, jakby się do tego rwała. Kiedy szła w zaparte, że nie miała pojęcia, o czym mówił, wypuścił głośno powietrze, rozczarowany tym wyborem. – Kiedy ktoś tonie, nie pytasz, czy to twoja sprawa. Wyciągasz go z wody – odparł, odnośnie nie wściubiania nosa w nieswoje sprawy. Nolan nie uznawał takiego podejścia, ponieważ kto wtedy pomoże ludziom w potrzebie, którzy z desperacji wpadli w straszliwe bagno?
Ackerley nigdzie się nie wybierał. Nie mógł poddać się tak szybko, dlatego wyciągnął z kieszeni telefon i wyświetlił na jego ekranie zdjęcie, które zrobił niedawno. Znajdowała się na nim Navy z człowiekiem z grupy, o której mówił szatyn. – Może to zdoła odświeżyć twoją pamięć. Możesz śmiało przybliżyć – zaproponował po wyciągnięciu w jej stronę swojego telefonu tak, aby mogła spojrzeć na ekran. Nolan przygotował się do tego spotkania, dlatego nie miał dać się tak łatwo spławić. Słowa nic o tym nie wiem to na niego za mało, gdy miał pewność, że było inaczej.
– Coś się przypomniało? – zapytał po chwili i lekko uniósł brwi.
Navy Belford
współwłaścielka i manager podupadającej restauracji, którą otworzyła z przyjaciółką, całkiem niedawno pakując się w kłopoty przez pożyczkę u szemranego towarzystwa
Whispers of life
Magda
Popełniła w życiu kilka błędów i miała tego pełną świadomość. Wiedziała już, że wzięcie tej pożyczki nie było najrozsądniejszym posunięciem, na jakie mogła się zdecydować, a jednak w tamtym momencie wydawało jej się, że była w podbramkowej sytuacji. Próbowała ratować coś, co było niesamowicie ważne nie tylko dla niej, ale również dla bliskiej jej osoby.
Nie przewidziała jednak, że w ten sposób ściągnie na nie ryzyko, że to wszystko się zrujnuje.
Wiedziała już natomiast, że nie chciała pakować się w kolejne kłopoty. Zamierzała zrobić wszystko, aby wyrwać się z układu, w którym obecnie tkwiła, jednocześnie mając świadomość tego, że to wcale nie będzie proste. Potrzebowała bowiem w dość szybkim tempie zgromadzić sporą ilość gotówki, a tej nie posiadała. Nawet po tym, jak zainwestowała pożyczone pieniądze, restauracja nie zaczęła cudownie na siebie zarabiać, a dopóki nie miała realnego zysku, nie była w stanie wyrwać się z sideł tamtej grupy.
Nie znaczy to jednak, że zamierzała wpaść w sidła kogoś innego, dlatego nie planowała potraktować propozycji Nolana poważnie. Miała przecież świadomość tego, że była obserwowana, a jeśli jej p o ż y c z k o d a w c a wiedział, że szatyn próbował węszyć na jego temat, w ten sposób mógł tylko ściągnąć na nią jeszcze większe kłopoty.
Z wpadaniem w nie przecież doskonale radziła sobie sama.
Oblizała wargi, nie odzywając się już, choć zauważyła, że nie zrozumiał tego, co próbowała mu zasugerować. Doszła jednak do wniosku, że na zakończeniu tej rozmowy zależało jej bardziej niż na tym, by Nolan zrozumiał, co chodziło jej po głowie.
A jednak nie spodziewała się karty, którą zagrał już moment później.
Kiedy wyciągnął telefon, początkowo tylko ściągnęła ku sobie brwi. Chciała też potraktować go jak wizytówkę i w ogóle na niego nie spoglądać, a jednak tym razem ciekawość wzięła górę. I kiedy dostrzegła zdjęcie na ekranie, coś dosłownie się w niej z a g o t o w a ł o.
Podniosła spojrzenie na bruneta, tym razem nie próbując już ukrywać złości, która w niej buzowała. — Co pan sobie tak właściwie wyobraża? — warknęła, a jej brwi powędrowały ku górze, jakby oczekiwała realnej odpowiedzi. — Robi mi pan zdjęcia bez mojej zgody, a później jeszcze organizuje przesłuchanie? Proszę wyjść — uniosła jedną rękę wyżej, aby nią wskazać mu właściwy kierunek.
Była w ś c i e k ł a, ale wbrew temu, co próbowała pokazać, tę złość kierowała przede wszystkim do siebie, bo to ona okazała się tak wielką idiotką, aby się w coś takiego wpakować.
Nolan Ackerley
Nie przewidziała jednak, że w ten sposób ściągnie na nie ryzyko, że to wszystko się zrujnuje.
Wiedziała już natomiast, że nie chciała pakować się w kolejne kłopoty. Zamierzała zrobić wszystko, aby wyrwać się z układu, w którym obecnie tkwiła, jednocześnie mając świadomość tego, że to wcale nie będzie proste. Potrzebowała bowiem w dość szybkim tempie zgromadzić sporą ilość gotówki, a tej nie posiadała. Nawet po tym, jak zainwestowała pożyczone pieniądze, restauracja nie zaczęła cudownie na siebie zarabiać, a dopóki nie miała realnego zysku, nie była w stanie wyrwać się z sideł tamtej grupy.
Nie znaczy to jednak, że zamierzała wpaść w sidła kogoś innego, dlatego nie planowała potraktować propozycji Nolana poważnie. Miała przecież świadomość tego, że była obserwowana, a jeśli jej p o ż y c z k o d a w c a wiedział, że szatyn próbował węszyć na jego temat, w ten sposób mógł tylko ściągnąć na nią jeszcze większe kłopoty.
Z wpadaniem w nie przecież doskonale radziła sobie sama.
Oblizała wargi, nie odzywając się już, choć zauważyła, że nie zrozumiał tego, co próbowała mu zasugerować. Doszła jednak do wniosku, że na zakończeniu tej rozmowy zależało jej bardziej niż na tym, by Nolan zrozumiał, co chodziło jej po głowie.
A jednak nie spodziewała się karty, którą zagrał już moment później.
Kiedy wyciągnął telefon, początkowo tylko ściągnęła ku sobie brwi. Chciała też potraktować go jak wizytówkę i w ogóle na niego nie spoglądać, a jednak tym razem ciekawość wzięła górę. I kiedy dostrzegła zdjęcie na ekranie, coś dosłownie się w niej z a g o t o w a ł o.
Podniosła spojrzenie na bruneta, tym razem nie próbując już ukrywać złości, która w niej buzowała. — Co pan sobie tak właściwie wyobraża? — warknęła, a jej brwi powędrowały ku górze, jakby oczekiwała realnej odpowiedzi. — Robi mi pan zdjęcia bez mojej zgody, a później jeszcze organizuje przesłuchanie? Proszę wyjść — uniosła jedną rękę wyżej, aby nią wskazać mu właściwy kierunek.
Była w ś c i e k ł a, ale wbrew temu, co próbowała pokazać, tę złość kierowała przede wszystkim do siebie, bo to ona okazała się tak wielką idiotką, aby się w coś takiego wpakować.
Nolan Ackerley
Jean Lafitte
Nolan nie sądził, że była w stanie sama poradzić sobie z problemami, które na siebie ściągnęła. Nie dlatego, że miał ją za nieporadną czy traktował kobiety jak panny w opałach. Po prostu zdawał sobie sprawę z tego, u jak niebezpiecznych ludzi zaciągnęła dług. Oni nie mieli jej tak po prostu odpuścić, trzymali ją na smyczy, która z każdym dniem miała stawać się coraz krótsza. Mieli też się nią bawić i wykorzystywać ją, skoro była ich dłużniczką. Wpakowała się w paskudną sytuację, z której nie da się tak po prostu wykręcić. Nawet spłata pożyczonych pieniędzy nie gwarantowała jej tego, że się od nich uwolni…
Dlatego Nolan chciał jej pomóc. Nie oferował tego bezinteresownie. Dla niego to była dobra historia do opisania, a sukces miał też miło połechtać jego ego. Lubił zgrywać bohatera, dlatego podejmował się spraw beznadziejnych, dokładnie jak ta. I w przeszłości miał już do czynienia z takimi osobami jak Navy, które nie chciały współpracować. Ostatecznie z większością z nich zdołał się dogadać, gdy robiło się naprawdę nieciekawie, dlatego obecna postawa właścicielki restauracji go nie zniechęcała. I nie krył się ze swoim s p o k o j e m, który go nie opuszczał. W przeciwieństwie do niej, jego nerwy były pod kontrolą.
Ackerley nie miał jej odpuścić. Musiał ją sprowokować i sprawić, że zacznie traktować go poważnie, dlatego wyciągnął kartę, którą domyślał się, że może się narazić. Ale z jej pomocą mógł też pokazać kobiecie, że wiedział dość, by nie mogła spławić go kiepskimi kłamstwami, dlatego postanowił pokazać jej zrobione przez siebie zdjęcie.
Udało mu się tym wywołać jakąś reakcję, co dla niego było sukcesem, bo nagle z jej twarzy została zdarta maska i na jaw wyszła cała p r a w d a. Aż chciał uśmiechnąć się z satysfakcją, ale przed tym się powstrzymał. To nie był dobry czas na triumfowanie. – Chcę tylko pomóc. Proszę, przemyśl jeszcze raz moją propozycję – zwrócił się do niej bezpośrednio, w całej tej rozmowie skracając dystans i nie posługując się panią. W końcu też zdecydował się podnieść z krzesła, ale zanim odszedł od stolika, jeszcze raz wyciągnął z kieszeni wizytówkę, którą położył na blacie. – Masz tam zapisany mój numer. Gdy zmienisz zdanie, możesz w każdej chwili zadzwonić – i znów ta jego pewność siebie i gierki. Celowo powiedział “gdy”, a nie “jeśli”, jakby chciał w jej podświadomości umieścić myśl, że na pewno w końcu zmieni zdanie.
– Jeszcze raz dziękuję za kolację i do zobaczenia – powiedział na odchodne przed wyjściem z restauracji, mając nadzieję, że ta rozmowa rzeczywiście da jej do myślenia i uda mu się do niej dotrzeć. Mogła być dla niego cenną informatorką i szkoda byłoby ją stracić.
Dlatego Nolan chciał jej pomóc. Nie oferował tego bezinteresownie. Dla niego to była dobra historia do opisania, a sukces miał też miło połechtać jego ego. Lubił zgrywać bohatera, dlatego podejmował się spraw beznadziejnych, dokładnie jak ta. I w przeszłości miał już do czynienia z takimi osobami jak Navy, które nie chciały współpracować. Ostatecznie z większością z nich zdołał się dogadać, gdy robiło się naprawdę nieciekawie, dlatego obecna postawa właścicielki restauracji go nie zniechęcała. I nie krył się ze swoim s p o k o j e m, który go nie opuszczał. W przeciwieństwie do niej, jego nerwy były pod kontrolą.
Ackerley nie miał jej odpuścić. Musiał ją sprowokować i sprawić, że zacznie traktować go poważnie, dlatego wyciągnął kartę, którą domyślał się, że może się narazić. Ale z jej pomocą mógł też pokazać kobiecie, że wiedział dość, by nie mogła spławić go kiepskimi kłamstwami, dlatego postanowił pokazać jej zrobione przez siebie zdjęcie.
Udało mu się tym wywołać jakąś reakcję, co dla niego było sukcesem, bo nagle z jej twarzy została zdarta maska i na jaw wyszła cała p r a w d a. Aż chciał uśmiechnąć się z satysfakcją, ale przed tym się powstrzymał. To nie był dobry czas na triumfowanie. – Chcę tylko pomóc. Proszę, przemyśl jeszcze raz moją propozycję – zwrócił się do niej bezpośrednio, w całej tej rozmowie skracając dystans i nie posługując się panią. W końcu też zdecydował się podnieść z krzesła, ale zanim odszedł od stolika, jeszcze raz wyciągnął z kieszeni wizytówkę, którą położył na blacie. – Masz tam zapisany mój numer. Gdy zmienisz zdanie, możesz w każdej chwili zadzwonić – i znów ta jego pewność siebie i gierki. Celowo powiedział “gdy”, a nie “jeśli”, jakby chciał w jej podświadomości umieścić myśl, że na pewno w końcu zmieni zdanie.
– Jeszcze raz dziękuję za kolację i do zobaczenia – powiedział na odchodne przed wyjściem z restauracji, mając nadzieję, że ta rozmowa rzeczywiście da jej do myślenia i uda mu się do niej dotrzeć. Mogła być dla niego cenną informatorką i szkoda byłoby ją stracić.
koniec
Navy Belford