stelka
#15
W dzieciństwie wielu chłopców marzyło o byciu strażakiem czy policjantem. Zawody niosące pomoc kojarzyły się przyjemnie, wziązały się z władzą i poczuciem bezpieczeństwa. Zawsze ustępował kolegom i pozwalał im być policjantem, gdy sam przyjmował rolę złodzieja, mordercy czy rabusia, bo Zachary Larkin nigdy niemiał takich marzeń. Widział siebie raczej jako karierowicza czy dorobkiewicza, człowieka, który ma pieniądze, ale nikt nie wie skąd. I miał szansę kimś takim zostać, dopóki jego matka nie zaczęła wierzyć ludziom, którzy finalnie sprawili, że zamieszkał z nią w Goodridge Apt. Wyszło mu to na dobre, bo znalazł miłość swojego życia i podjął decyzję, których sam nigdy by nie podjął. Nagłe rzucenie pracy było w jego stylu. Spontaniczne wstąpienie do akademii policyjnej - również, ale dotrwanie do końca szkolenia i ukończenie go z jednym z najlepszych wyników, wydawało się tak abstrakcyjne, że Zach, wiążąc krawat od swojego galowego munduru, miał wrażenie, że śni.Nie przywykł do tego, że coś mu wychodzi. Porzucał rzeczy w połowie, szybko się zniechęcał i nawet wiedźmina przechodził na cztery podejścia, bo za jednym okazał się zbyt nudny. A teraz nie tylko stał wśród kolegów, z którymi w ostatnich tygodniach zawiązał prawdziwą więź, ale naprawdę odbierał swoją odznakę z numerem, który miał mu towarzyszyć przez najbliższych kilkanaście lat. Była to abstrakcja, ale był szczęśliwy i miał nadzieję, że Noelle jest z niego dumna.
Noelle, bo ojciec nie chciał słyszeć o synu policjancie, a matka powiedziała, że prędzej sobie oczy wydrapie, niż będzie to oglądać. Z jednej strony było mu przykro. Ale z drugiej... chciał chyba służyć i chronić niezależnie od ich opinii.
Znalezienie Han w tłumie gratulujących, pośród rodzin dumnych ze swoich synów i ludzi wspierających swoich bliskich nie było łatwe, ale Zachary - zaopatrzony w determinację młodego człowieka i wiedze młokosa, który w końcu coś osiągnął - wypatrzył czubek jej głowy, dopadając do niej zaledwie chwilę po tym, jak faktycznie złożył przysięgę i rzeczywiście stał się częścią nowoorleańskiej policji. Podszedł do niej od tyłu, zasłaniając jej oczy i nachylając się do jej ucha z przyciszonym, ale wciąż rozpoznawalnym - Zgadnij kto - zupełnie jakby miała spodziewać się tutaj kogoś innego, a nie swojego przygłupiego chłopaka, który nie umiał trzymać rak przy sobie.
noelle han
iza
15
Noelle była dumna ze swojego chłopaka. Miała wrażenie, że tym poczuciem dumy zastępuje mu dosłownie całą resztę rodziny, za wyjątkiem dziadka, który jako jedyny był zadowolony ze swojego wnuka i z tego, że wychodził na ludzi. Z wiadomych jednak przyczyn dziadek Larkin nie mógł brać udziału w uroczystości, a o mało co i Han nie wzięłaby w gali udziału, bo przecież trafiła na chłopaka, który nie lubił świętować. Już w zeszłym roku wręcz zmusiła go do tego, by na jego urodziny zamówić tort i zrobić coś innego, niż oglądanie bajek, zwłaszcza że zdążyli już zdjąć mu gips z ręki i pomimo późnego listopada wciąż mogli coś zrobić. Młodsza z tej dwójki miała w tym dniu ochotę na lenistwo, ale była zaskoczona, że jej partner nie leży z nią na kanapie, tylko krząta się po mieszkaniu. A przez fakt, że mieszkanie było małe i zagracone po tym, jak matka wręcz wyrzuciła Zacha z domu i ten przeprowadził się już oficjalnie do Han, to dziewczyna mogła się jedynie podnieść na łokciu i zobaczyć wszystko. Akurat starszy wychodził z łazienki w mundurze galowym, którego krawat nieudolnie wiązał, a jej w głowie zapaliła się czerwona lampka. I gdyby nie była ciekawska i nie dopytała, gdzie się tak stroi, to nawet by o tym oficjalnym zakończeniu szkolenia nie wiedziała.
Musiał być na miejscu wcześniej, więc miał szczęście, że kopnęła go tylko lekko w tyłek na szczęście (którego i tak już nie potrzebował, bo przecież szkolenie skończył i to z dobrym wynikiem), a potem sama zniknęła najpierw w szafie, a potem w łazience, aby przeobrazić się z leniwej poczwarki w pięknego motyla. Przy Zachu zaczynała czuć się pewniej siebie, więc mogła założyć sukienkę, włosy ułożyć w luźne fale i nałożyć makijaż, który wychodził jej zawsze dobrze w lekkim wydaniu. Nie lubiła i nie potrafiła malować się zbyt mocno.
Wyciągnęła ze starszego wszystkie najważniejsze informacje i po ogarnięciu się mogła ruszyć na miejsce, gdzie usiadła koło miłej kobiety, której syn również kończył szkolenie. Ucięły sobie przyjemną, krótką ale jakże rzeczową pogawędkę w trakcie nudnych przemówień, bo choć Noelle chciała się skupić, to wiedziała, że i Larkin w tym momencie liczył głowy gości albo plamy na przeciwległej ścianie. Oboje nie byli przyzwyczajeni do takiej nudy, ale po wszystkim oczywiście gromko zaklaskała, a gdy rekruci otrzymali odznaki i najbliżsi mogli się z nimi przywitać, przytulić i pogratulować, Han postanowiła lekko odsunąć się w kąt, wiedząc, że zginie w gąszczu głów, ciał i uścisków.
Założyła nawet buty na obcasie, żeby Zach nie miał aż takiego wielkiego problemu z jej znalezieniem, a kiedy poczuła na swojej twarzy czyjeś dłonie i usłyszała przy uchu znajomy głos wiedziała, że dał sobie radę. Uśmiechnęła się szeroko, łapiąc za jego nadgarstki, by zwinnym ruchem ściągnąć jego dłonie ze swoich oczu i odwrócić się do niego. Mimo obcasów i tak dzieliło im kilka(naście) centymetrów więc stanęła na palcach i cmoknęła go przeciągle w usta. – Mój chłopak policjant – mruknęła w odpowiedzi na jego pytanie, zagryzając wargę by nie uśmiechnąć się jeszcze szerzej.
zachary larkin
stelka
Zawsze umykały mu święta. Jasne, lubił Boże Narodzenie, ale gdy był dzieciakiem nigdy nie czekał dnia, kiedy dostanie jakiś wymyślny prezent, bo miał gwiazdę codziennie. Jego urodziny były dla niego dniem jak każdy inny, chociaż doskonale pamiętał, że nie było tak zawsze, a dopiero po tym, jak jego matka wcale nie naszykowała mu imprezy niespodzianki gdy miał siedem lat. Wcześniejszych pewnie też nie miał, ale to były pierwsze urodziny, które spędził z pełną świadomością tego, że nie ma czego świętować. Nie robił imprezy na ukończenie szkoły, a walentynki traktował jedynie jako okazję do poderwania szukających miłości dziewczyn. A później poznał Noelle. Dziewczynę, która zrobiła wielką aferę z jego urodzin. Tę, dla której czwarty lipca nie był tylko datą w kalendarzu i taką, która naprawdę spędziła długie godziny na wybieraniu z nim prezentów dla ludzi, którzy byli im bliscy.
Czasami jednak wciąż zapominał, że rzeczy, które dla niego są mało istotne, dla niej mogą być ważne. W końcu nie świętowało się pierwszego dnia w nowej pracy czy ukończenia kursu kucharskiego, a właśnie takie święto miał dzisiaj przed sobą. Musiał chyba pogodzić się z tym, że dla Noelle to, co ma związek z nim, zawsze będzie ważne. Rozumiał to, bo przecież sam miał podobnie i nie był w stanie sobie wyobrazić, że nie poświęca uwagi temu, co jest dla Han istotne.
Objął więc Noe, układając dłonie na jej biodrach z najpiękniejszym uśmiechem, jaki miał w repertuarze. - Wyszkolony kadet - poprawił ją. Do bycia policjantem miał jeszcze kawałek drogi, bo przecież przez najbliższych kilka tygodni będzie pupilem oficera prowadzącego, który będzie go oceniał za każdą, nawet najmniejszą drobnostkę. - Pięknie wyglądasz. Chyba dobrze, że nie wychodziliśmy z domu razem, bo nigdy byśmy nie wyszli - nie przesadzał. Noelle była na samym szczycie listy jego priorytetów i gdyby nie jej upór ominąłby wiele zajęć, spędzając ten czas na kanapie ze swoją dziewczyną w otoczeniu (nie)romantycznych kartonów, w których wciąż znajdowały się te jego rzeczy, których nie rozdał po znajomych, gdy znalazł je na korytarzu pod drzwiami własnej matki (tymi, w których wymieniła też zamki).
noelle han
Czasami jednak wciąż zapominał, że rzeczy, które dla niego są mało istotne, dla niej mogą być ważne. W końcu nie świętowało się pierwszego dnia w nowej pracy czy ukończenia kursu kucharskiego, a właśnie takie święto miał dzisiaj przed sobą. Musiał chyba pogodzić się z tym, że dla Noelle to, co ma związek z nim, zawsze będzie ważne. Rozumiał to, bo przecież sam miał podobnie i nie był w stanie sobie wyobrazić, że nie poświęca uwagi temu, co jest dla Han istotne.
Objął więc Noe, układając dłonie na jej biodrach z najpiękniejszym uśmiechem, jaki miał w repertuarze. - Wyszkolony kadet - poprawił ją. Do bycia policjantem miał jeszcze kawałek drogi, bo przecież przez najbliższych kilka tygodni będzie pupilem oficera prowadzącego, który będzie go oceniał za każdą, nawet najmniejszą drobnostkę. - Pięknie wyglądasz. Chyba dobrze, że nie wychodziliśmy z domu razem, bo nigdy byśmy nie wyszli - nie przesadzał. Noelle była na samym szczycie listy jego priorytetów i gdyby nie jej upór ominąłby wiele zajęć, spędzając ten czas na kanapie ze swoją dziewczyną w otoczeniu (nie)romantycznych kartonów, w których wciąż znajdowały się te jego rzeczy, których nie rozdał po znajomych, gdy znalazł je na korytarzu pod drzwiami własnej matki (tymi, w których wymieniła też zamki).
noelle han
iza
Dla Han wszystko, co związane z jej chłopakiem, było ważne, o ile nawet nie najważniejsze. Jednak nie tylko on był dla niej osobą, do której przykładała wielką wagę i pamiętała o niej. Noelle pamiętała o wszystkich świętach, o każdej rocznicy i urodzinach każdego członka rodziny oraz najbliższych znajomych. Nieważne czy robiła dla kogoś zmyślny prezent, czy jedynie wysyłała krótką wiadomość z życzeniami – dla niej liczyła się pamięć i sam fakt, że życzenia zostały wysłane. Wiedziała w sumie od początku ich znajomości, że ona i Larkin się różnią, ale gotowa była nie tyle go zmienić, co pokazać, że można też trochę inaczej.
I tak, rzeczy które dla niego nie miały większego znaczenia, mogły być niesamowicie ważne dla samej Han. Jak ten dzień, w którym kończył szkolenie, odbierał odznakę i mógł jej zapozować do zdjęcia, które zatrzyma na telefonie albo kiedyś wrzuci na Instagram z podsumowaniem miesiąca, czy roku. Ewentualnie na rocznicę związku, bo mogłoby się przecież wydawać, że jeszcze szmat czasu, ale czerwiec niedługo dobiegnie końca, a od lipca do października już tylko trzy miesiące. Zachary wytrzymał więc z nią już dziewięć miesięcy, czyli praktycznie okres ciąży, czyli mogła mówić, że ich związek jest jak ich dziecko. I przez to też powinni świętować.
Przystąpiła bliżej niego, stykając się czubkami swoich szpilek z czubkami jego butów. Miała wrażenie, że jeszcze wczoraj mu je pastowała, nawet do końca nie wiedząc, że na dzisiaj się przydadzą. Jakoś dbanie o Zacha weszło jej w nawyk. Zawsze po powrocie z akademii dostawał obiad, jego ubrania były wyprane, wyprasowane i poodkładane na odpowiednie miejsca w szafie, buty nie walały się po podłodze, a z rana wstawała przed nim, aby zrobić mu śniadanie, po czym położyć się jeszcze na chwilę spać, dopóki nie zadzwonił jej budzik. Podobało jej się to, a przecież tak bała się, bo aktualnie dziewczyny często odradzają taki tryb życia.
Chrząknęła cicho i przewróciła oczami. – Dla mnie to samo. Policjantem prędzej czy później zostaniesz – a teraz już zdecydowanie prędzej. Uśmiechnęła się nawet do niego szeroko, aż poczuła, że zaczynają ją boleć policzki, ale nie mogła nic poradzić na to, że była szczęśliwa i dumna. Chyba za całą jego rodzinę. Jej ojciec był zadowolony z tego, że Noelle znalazła sobie nie tylko pracowitego, w miarę ogarniętego chłopaka, ale jeszcze takiego, który chciał zgarnąć stałą pracę. Jej matka kręciła nosem na wszystko, co robiła jej córka, więc jej nawet nie pytała o zdanie. – Przesadzasz – mruknęła, poprawiając materiał sukienki, który, jak miała wrażenie, niebezpiecznie zaczął się podwijać. Choć wiedziała, że nie przesadza z tym, że nie byłby w stanie jej wypuścić. Często prawie spóźniali się, bo nie potrafili trzymać rąk przy sobie. I nie tyczyło to jedynie starszego, jego dziewczyna również nie mogła zostać w tyle.
zachary larkin
I tak, rzeczy które dla niego nie miały większego znaczenia, mogły być niesamowicie ważne dla samej Han. Jak ten dzień, w którym kończył szkolenie, odbierał odznakę i mógł jej zapozować do zdjęcia, które zatrzyma na telefonie albo kiedyś wrzuci na Instagram z podsumowaniem miesiąca, czy roku. Ewentualnie na rocznicę związku, bo mogłoby się przecież wydawać, że jeszcze szmat czasu, ale czerwiec niedługo dobiegnie końca, a od lipca do października już tylko trzy miesiące. Zachary wytrzymał więc z nią już dziewięć miesięcy, czyli praktycznie okres ciąży, czyli mogła mówić, że ich związek jest jak ich dziecko. I przez to też powinni świętować.
Przystąpiła bliżej niego, stykając się czubkami swoich szpilek z czubkami jego butów. Miała wrażenie, że jeszcze wczoraj mu je pastowała, nawet do końca nie wiedząc, że na dzisiaj się przydadzą. Jakoś dbanie o Zacha weszło jej w nawyk. Zawsze po powrocie z akademii dostawał obiad, jego ubrania były wyprane, wyprasowane i poodkładane na odpowiednie miejsca w szafie, buty nie walały się po podłodze, a z rana wstawała przed nim, aby zrobić mu śniadanie, po czym położyć się jeszcze na chwilę spać, dopóki nie zadzwonił jej budzik. Podobało jej się to, a przecież tak bała się, bo aktualnie dziewczyny często odradzają taki tryb życia.
Chrząknęła cicho i przewróciła oczami. – Dla mnie to samo. Policjantem prędzej czy później zostaniesz – a teraz już zdecydowanie prędzej. Uśmiechnęła się nawet do niego szeroko, aż poczuła, że zaczynają ją boleć policzki, ale nie mogła nic poradzić na to, że była szczęśliwa i dumna. Chyba za całą jego rodzinę. Jej ojciec był zadowolony z tego, że Noelle znalazła sobie nie tylko pracowitego, w miarę ogarniętego chłopaka, ale jeszcze takiego, który chciał zgarnąć stałą pracę. Jej matka kręciła nosem na wszystko, co robiła jej córka, więc jej nawet nie pytała o zdanie. – Przesadzasz – mruknęła, poprawiając materiał sukienki, który, jak miała wrażenie, niebezpiecznie zaczął się podwijać. Choć wiedziała, że nie przesadza z tym, że nie byłby w stanie jej wypuścić. Często prawie spóźniali się, bo nie potrafili trzymać rąk przy sobie. I nie tyczyło to jedynie starszego, jego dziewczyna również nie mogła zostać w tyle.
zachary larkin
stelka
Gdy Zach był jeszcze stałym lokatorem domu w Magnolia Ave każdy dzień był dla niego jak urodziny. Lubił imprezy, najczęściej te szalone, w których ludzie robią głupoty, a o których opowiada się potomnym. Nie miał więc powodu do tego, by szczególnie świętować urodziny. Ot, dzień jak każdy inny. Podobnie jak rocznica, dzień skończenie szkoły czy - tak jak dzisiaj - ukończenie szkolenia policyjnego. Nauczył się, że cieszyć go muszą inne rzeczy, że źródło radości płynie w innych miejscach. Nie dziwił się Noe. Nie miał jej niczego za złe. Ale tak długo wszystkie swoje (bardzo nieliczne) sukcesy sprowadzał do stwierdzenia, że stało się, że nie umiał dzisiaj patrzeć na nie poważnie, czyli tak, jak robiła to ona.
A mimo tego był jej wdzięczny, bo dostrzegając jej sylwetkę w tłumie nie mógł się nie uśmiechnąć. Był szczęśliwy. Nie umiał powiedzieć, czy dumny, ale zdecydowanie był szczęśliwy i cieszył się, że w takim dniu jednak ktoś przy nim jest. - No nie wiem. W wyborach na przewodniczącego szkoły też zawsze rezygnowałem w przeddzień wyborów - nie musiał dużo robić. Był popularny, ludzie popierali go dzięki sympatii albo gotowi byli oddać na niego swoje głosy w formie żartu. A on jednak na chwilę przed końcem kampanii wycofywał swoją kandydaturę. Wiedział więc, że dotrwanie do tego momentu niczego nie znaczyło. Że równie dobrze mógł jutro nie ubrać munduru i odpalić GTA na konsoli, którą upchnął na szafce obok telewizora, gdy matka wyrzuciła go z domu. Zawsze łudził się, że będzie inaczej. Zawsze chciał, by tak było, ale szybko się zniechęcał i nigdy nie dowoził niczego do końca. Ciekaw był tylko, jak bardzo Noe się na nim zawiedzie, gdy zrozumie, z kim się tak naprawdę związała.
Mimo stosu tych wątpliwości uśmiechał się do niej szeroko, zataczając kciukiem koła na jej biodrze. Lubił ją dotykać. Jeśli dla Han językiem miłości było dbanie o niego, to on okazywał swoje uczucia właśnie przez dotyk. Nawet gdy na zewnątrz był skwar on musiał dotykać jej chociaż małym palcem. - Oboje wiemy, że nie przesadzam - prychnął, nachylając się, by pospiesznie musnąć jej usta. - Cieszę się, że jesteś. Idziemy do domu? Czy masz ochotę zgarnąć tort i później iść do domu? Pewnie to taki zwykły, śmietanowy. I pewnie już się rozpływa od temperatury. Ale jeśli chcesz to możemy wziąć po kawałku, usiąść przy jednym z tych okrągłych stolików i zjeść - od kilku dni wszyscy powtarzali coś o jakimś poczęstunku i luźnych rozmowach w kuluarach, ale Zach się na tym nie skupiał. W końcu od samego początku miał w planach odebrać odznakę, wrócić do domu i zalec ze swoją dziewczyną na kanapie. O słuszności swojego planu był przekonany do tego stopnia, że nawet oddał jedno swoje miejsce koledze, który nie mógł zdecydować, czy nie zapraszać babci ze strony ojca czy dziadka ze strony matki.
noelle han
A mimo tego był jej wdzięczny, bo dostrzegając jej sylwetkę w tłumie nie mógł się nie uśmiechnąć. Był szczęśliwy. Nie umiał powiedzieć, czy dumny, ale zdecydowanie był szczęśliwy i cieszył się, że w takim dniu jednak ktoś przy nim jest. - No nie wiem. W wyborach na przewodniczącego szkoły też zawsze rezygnowałem w przeddzień wyborów - nie musiał dużo robić. Był popularny, ludzie popierali go dzięki sympatii albo gotowi byli oddać na niego swoje głosy w formie żartu. A on jednak na chwilę przed końcem kampanii wycofywał swoją kandydaturę. Wiedział więc, że dotrwanie do tego momentu niczego nie znaczyło. Że równie dobrze mógł jutro nie ubrać munduru i odpalić GTA na konsoli, którą upchnął na szafce obok telewizora, gdy matka wyrzuciła go z domu. Zawsze łudził się, że będzie inaczej. Zawsze chciał, by tak było, ale szybko się zniechęcał i nigdy nie dowoził niczego do końca. Ciekaw był tylko, jak bardzo Noe się na nim zawiedzie, gdy zrozumie, z kim się tak naprawdę związała.
Mimo stosu tych wątpliwości uśmiechał się do niej szeroko, zataczając kciukiem koła na jej biodrze. Lubił ją dotykać. Jeśli dla Han językiem miłości było dbanie o niego, to on okazywał swoje uczucia właśnie przez dotyk. Nawet gdy na zewnątrz był skwar on musiał dotykać jej chociaż małym palcem. - Oboje wiemy, że nie przesadzam - prychnął, nachylając się, by pospiesznie musnąć jej usta. - Cieszę się, że jesteś. Idziemy do domu? Czy masz ochotę zgarnąć tort i później iść do domu? Pewnie to taki zwykły, śmietanowy. I pewnie już się rozpływa od temperatury. Ale jeśli chcesz to możemy wziąć po kawałku, usiąść przy jednym z tych okrągłych stolików i zjeść - od kilku dni wszyscy powtarzali coś o jakimś poczęstunku i luźnych rozmowach w kuluarach, ale Zach się na tym nie skupiał. W końcu od samego początku miał w planach odebrać odznakę, wrócić do domu i zalec ze swoją dziewczyną na kanapie. O słuszności swojego planu był przekonany do tego stopnia, że nawet oddał jedno swoje miejsce koledze, który nie mógł zdecydować, czy nie zapraszać babci ze strony ojca czy dziadka ze strony matki.
noelle han
iza
Noelle starała się zrozumieć Zacha. Często zapominała o tym, że wcześniej chłopak wcale nie mieszkał na dziesięciu metrach kwadratowych ze swoimi rodzicami, a raczej miał pokój do gier wielkości jej całego domu rodzinnego. Zapominała, że wychowywali się w inny sposób i w sumie Larkin stracił to wszystko stosunkowo niedawno, sprowadzony agresywnie na ziemię przez durne pomysły jego matki, których sama była świadkiem, gdy po telefonie od starszego taszczyła do swojego mieszkania pudła, w których znajdował się komputer. Teraz musieli jakoś żyć między kartonami na i tak już małym metrażu, bo pani Larkin stwierdziła, że skoro Zach u niej nie mieszka, to jego pokój zostanie wynajęty.
Han wiedziała, że coś jest z nią nie tak już w momencie, w którym chciała ją swatać z synem, którego wtedy jeszcze nie lubiła. Nie wiedziała, czy jego matka wywróżyła ich związek w kościach czy spaliła jakieś zioła w ofierze dla przodków, którzy mieli sprawić, że jej kran się zepsuje i pójdzie do łóżka z Zachem. Starała się szanować ją na tyle, na ile powinna szanować matkę swojego chłopaka. Początkowo nawet próbowała z nią rozmawiać i pomimo widocznego niezadowolenia Zacha – próbować nawiązać z nią jakikolwiek kontakt, choćby ze względu na niego. A zostali potraktowani w taki sposób, że Han coraz bardziej myślała o wyprowadzeniu się z Goodridge.
Westchnęła cicho, przymykając na moment oczy, gdy wyższy gładził jej biodro. Nie lubiła wcześniej dotyku ani bliskości. Była pewna, że pozwala na przytulanie jedynie ojcu, skoro nawet jej matka nie była aż taka wylewna. A potem spotkała chłopaka, z którym musi trzymać się choćby małymi palcami, aby nie zwariować. I chyba zrozumiała, że dotyk może być językiem miłości, o ile dzielisz go z kimś, kogo rzeczywiście kochasz. I rozumiała, że dotyk Zacha pomaga jej w rozluźnieniu lepiej, niż nikotyna, od której powoli odchodziła. Rzucanie nałogu było ciężkie, ale starała się, jak mogła, aby starszy był z niej dumny.
- Zjedzmy tort – mruknęła po chwili, uśmiechając się w jego stronę i stając na palcach, aby cmoknąć go w brodę. – Nawet jeśli to zwykły śmietankowy i w połowie roztopiony, chcę zjeść z Tobą tort i pójść do domu. Może jeszcze pójdziemy na jakiś spacer? – Zatrzepotała rzęsami, jakby musiała go jakoś specjalnie namawiać na takie wypady. – Może pójdziemy na lody. O, albo na jakiś obiad. Zjemy coś innego, nie tylko tort. Taki obiad, ale na odwrót. Najpierw deser – skinęła głową, wsuwając dłoń w jego, by skinąć jeszcze głową w kierunku starszego, aby ten ją prowadził w odpowiednim kierunku. – Musisz mi powiedzieć o swoim kampaniach wyborczych, chcę wiedzieć, jak bardzo przesadzałeś i co obiecywałeś ludziom. Piątki bez bielizny? Fontannę z Coca-Colą w szkolnej stołówce? Zmianę babki od literatury? – Uniosła zaczepnie brwi, choć była ciekawa jakimi błyskotliwymi pomysłami mógł pochwalić się jej ukochany.
zachary larkin
Han wiedziała, że coś jest z nią nie tak już w momencie, w którym chciała ją swatać z synem, którego wtedy jeszcze nie lubiła. Nie wiedziała, czy jego matka wywróżyła ich związek w kościach czy spaliła jakieś zioła w ofierze dla przodków, którzy mieli sprawić, że jej kran się zepsuje i pójdzie do łóżka z Zachem. Starała się szanować ją na tyle, na ile powinna szanować matkę swojego chłopaka. Początkowo nawet próbowała z nią rozmawiać i pomimo widocznego niezadowolenia Zacha – próbować nawiązać z nią jakikolwiek kontakt, choćby ze względu na niego. A zostali potraktowani w taki sposób, że Han coraz bardziej myślała o wyprowadzeniu się z Goodridge.
Westchnęła cicho, przymykając na moment oczy, gdy wyższy gładził jej biodro. Nie lubiła wcześniej dotyku ani bliskości. Była pewna, że pozwala na przytulanie jedynie ojcu, skoro nawet jej matka nie była aż taka wylewna. A potem spotkała chłopaka, z którym musi trzymać się choćby małymi palcami, aby nie zwariować. I chyba zrozumiała, że dotyk może być językiem miłości, o ile dzielisz go z kimś, kogo rzeczywiście kochasz. I rozumiała, że dotyk Zacha pomaga jej w rozluźnieniu lepiej, niż nikotyna, od której powoli odchodziła. Rzucanie nałogu było ciężkie, ale starała się, jak mogła, aby starszy był z niej dumny.
- Zjedzmy tort – mruknęła po chwili, uśmiechając się w jego stronę i stając na palcach, aby cmoknąć go w brodę. – Nawet jeśli to zwykły śmietankowy i w połowie roztopiony, chcę zjeść z Tobą tort i pójść do domu. Może jeszcze pójdziemy na jakiś spacer? – Zatrzepotała rzęsami, jakby musiała go jakoś specjalnie namawiać na takie wypady. – Może pójdziemy na lody. O, albo na jakiś obiad. Zjemy coś innego, nie tylko tort. Taki obiad, ale na odwrót. Najpierw deser – skinęła głową, wsuwając dłoń w jego, by skinąć jeszcze głową w kierunku starszego, aby ten ją prowadził w odpowiednim kierunku. – Musisz mi powiedzieć o swoim kampaniach wyborczych, chcę wiedzieć, jak bardzo przesadzałeś i co obiecywałeś ludziom. Piątki bez bielizny? Fontannę z Coca-Colą w szkolnej stołówce? Zmianę babki od literatury? – Uniosła zaczepnie brwi, choć była ciekawa jakimi błyskotliwymi pomysłami mógł pochwalić się jej ukochany.
zachary larkin
stelka
Gdy Zachary analizował swoje życie, dochodził do kilku sprzecznych ze sobą wniosków, wśród których nie umiał znaleźć tego, którego mógł być właściwym tropem. Bo z jednej strony jego matka zawsze była rozrzutna i doskonale pamiętał, jak jednego dnia wracała ze spotkania ze znajomymi z radosną nowiną, że jutro zaczyna lekcje pianina, do której oczywiście kupiła już pianino i wynajęła najdroższego nauczyciela, by tydzień później, po lekcji salsy, stwierdzić, że od teraz Zach ma porzucić marzenia o muzycznej karierze i zająć się nauką hiszpańskiego ze stosu książek, który przyniosła mu z mijanej po drodze księgarni. Pani Larkin od zawsze źle zarządzała pieniędzmi, a remontowanie popadającego w ruinę domu nie znajdowało się w polu jej zainteresowania. Jednak niemal przez dwadzieścia lat dawała radę i opłacać rachunki, i wysyłać swojego jedynaka do szkoły i znajdować sposoby na realizację swoich nowych pasji, wśród których na czoło od wielu lat wysuwał się znienawidzony przez Zacha spirytyzm. i Zach nie umiał zgadnąć, czy jego mama podjęła jakaś złą decyzję, czy dziadek odciął kranik z pieniędzmi gdy jego wnuk-nie-wnuk skończył szkołę, czy może stało się coś innego, o czym nie wiedział. Po swojej matce mógł się spodziewać wszystkiego, a jej reakcja na jego zawodowe plany i wystawione na korytarz Goodridge Apt (bez żadnego ostrzeżenia) kartony jedynie go w tym wszystkim utwierdziły.
Dzisiaj jakoś nie umiał się cieszyć. Nie wiedział czemu. Był z siebie dumny, odczuwał coś na wzór radości i był szczęśliwy, że ma przy sobie Noe, ale jednak gdzieś z tyłu głowy były natrętne myśli, które przez cały czas szkolenia wkładał mu do głowy ojciec, a które tak pieczołowicie wyciągała z niej jego Ellie. Ojca jednak przy nim nie było, a Han trwała przy jego boku i chyba nie pozostało mu nic ponad to, by cieszyć się razem z nią i cieszyć się jej szczęściem. - Wiesz ile dramatów się o ten tort rozegrało? Niby banda dorosłych, poważnych. Już w sumie policjantów. A pokłócili się o smark... frużeliny? Chyba tak to się nazywa. I smak kremu też - był biernym obserwatorem, dlatego tak go to wszystko bawiło. Miał jednak na szkoleniu towarzystwo, które miało za sobą czasami wielopokoleniową, policyjną tradycję. - I obiad po deserze? Jeszcze uznam, że ktoś mi podmienił dziewczynę. Gdzie retoryka nie możesz zjeść paczki czipsów przed obiadem? Myli się pani w zeznaniach, panno Han - przewrócił oczami, ale mimo tego uniósł jej dłoń do swoich ust, by musnąć jej wierzch. Chwilę później puszczał już jej rękę, by odsunąć jej krzesło przy jednym z pustych stolików. Gdy Noe usiadła on zniknął po ciasto, którego oba kawałki postawił przy niej, przysuwając sobie krzesło tak, by usiąść przy jej boku. - Czemu od razu masz mnie za nierozsądnego? - spojrzał na nią z niby oburzeniem, ale w kącikach jego ust czaił się cień uśmiechu. - Ale obiecywałem darmową colę w wodopojach szkolnych. I wprowadzenie szkolnego zakazu pisania testów jeśli ma się na sobie coś czarnego. I nie piątki bez bielizny a bikiody. Środy w bikini. Dla wszystkich dziewczyn - był jednak tylko dzieciakiem i nie pozostawało mu nic innego jak wcisnąć sobie kawałek tortu do ust. - Ty na pewno byłaś przewodniczącą samorządu. Albo obiecywałaś takie rzeczy jak pomoc koleżeńska w ramach wolontariatu i częstsze autobusy szkolne - nie miał jej tego za złe. Wręcz przeciwnie, z perspektywy czasu wiedział, że Noe byłaby lepszą przewodniczącą niż on obiecywał być.
noelle han
Dzisiaj jakoś nie umiał się cieszyć. Nie wiedział czemu. Był z siebie dumny, odczuwał coś na wzór radości i był szczęśliwy, że ma przy sobie Noe, ale jednak gdzieś z tyłu głowy były natrętne myśli, które przez cały czas szkolenia wkładał mu do głowy ojciec, a które tak pieczołowicie wyciągała z niej jego Ellie. Ojca jednak przy nim nie było, a Han trwała przy jego boku i chyba nie pozostało mu nic ponad to, by cieszyć się razem z nią i cieszyć się jej szczęściem. - Wiesz ile dramatów się o ten tort rozegrało? Niby banda dorosłych, poważnych. Już w sumie policjantów. A pokłócili się o smark... frużeliny? Chyba tak to się nazywa. I smak kremu też - był biernym obserwatorem, dlatego tak go to wszystko bawiło. Miał jednak na szkoleniu towarzystwo, które miało za sobą czasami wielopokoleniową, policyjną tradycję. - I obiad po deserze? Jeszcze uznam, że ktoś mi podmienił dziewczynę. Gdzie retoryka nie możesz zjeść paczki czipsów przed obiadem? Myli się pani w zeznaniach, panno Han - przewrócił oczami, ale mimo tego uniósł jej dłoń do swoich ust, by musnąć jej wierzch. Chwilę później puszczał już jej rękę, by odsunąć jej krzesło przy jednym z pustych stolików. Gdy Noe usiadła on zniknął po ciasto, którego oba kawałki postawił przy niej, przysuwając sobie krzesło tak, by usiąść przy jej boku. - Czemu od razu masz mnie za nierozsądnego? - spojrzał na nią z niby oburzeniem, ale w kącikach jego ust czaił się cień uśmiechu. - Ale obiecywałem darmową colę w wodopojach szkolnych. I wprowadzenie szkolnego zakazu pisania testów jeśli ma się na sobie coś czarnego. I nie piątki bez bielizny a bikiody. Środy w bikini. Dla wszystkich dziewczyn - był jednak tylko dzieciakiem i nie pozostawało mu nic innego jak wcisnąć sobie kawałek tortu do ust. - Ty na pewno byłaś przewodniczącą samorządu. Albo obiecywałaś takie rzeczy jak pomoc koleżeńska w ramach wolontariatu i częstsze autobusy szkolne - nie miał jej tego za złe. Wręcz przeciwnie, z perspektywy czasu wiedział, że Noe byłaby lepszą przewodniczącą niż on obiecywał być.
noelle han
iza
Han początkowo starała się zaprzyjaźnić z panią Larkin. Nie wiedziała co prawda do końca czy robiła to przez fakt, że rzeczywiście chciała ją poznać i nauczyć się czegoś o spirytyzmie, którym również przez chwilę była zainteresowana, czy spowodowane to było faktem, że średnio wtedy przepadała za Zachem i chciała mu utrzeć nosa. Ignorowała to, że jego matka chce ich wyswatać, bo jej syna nie potrafiła znieść. A gdy już jej syn wdarł się do jej serca, jego matka zaczynała ją drażnić tak, jak wcześniej drażnił ją on. Może to było jakoś dziwnie w ten sposób skonstruowane. Może właśnie tak miało być.
Nie potrafiła zrozumieć jej zachowania, a już zwłaszcza wyrzucenia swojego jedynaka z domu tylko dlatego, że zechciał pójść do policji. Nie rozumiała dlaczego jego rodzina była aż tak przeciwna jego przyszłości funkcjonariusza. Ona była z niego dumna i starała się zastąpić mu wsparciem wszystkich, ale nie zawsze potrafiła. Była przecież ona jedna, a i tak wciąż była jedynie obcą dziewczyną, która pewnego dnia postanowiła rozłożyć przed nim nogi, a kilka miesięcy później zgodzić się na chodzenie. Nie łączyły ich więzy krwi i nie wiedziała, jak Larkin podchodzi do tego całego bycia rodziną. Może byli dla niego ważni, ważniejsi od niej kiedykolwiek.
A mimo wszystko trwała przy jego boku, zakładając nogę na nogę, gdy podsunął jej kawałek tortu pod nos i pochylając się, aby nie ubrudzić siebie, stolika ani nie nakruszyć. Spojrzała na niego znad łyżeczki, napychając sobie buzię ciastem i skinęła lekko głową. – Dorośli są gorsi od dzieci, a jeszcze jak idzie o coś głupiego, to nie można im przemówić do rozsądku – miała wrażenie, że kto jak kto, ale on powinien doskonale o tym wiedzieć, bo gdy czasem słuchała jego kłótni z kolegami podczas gier, albo najnormalniejszej rozmowy z Vernonem to zastanawiała się jakim cudem jest od niej starszy.
Spojrzała na niego pytająco, unosząc jeszcze wysoko brwi. – Środy w bikini. Pewnie wszyscy chłopcy byli gotowi głosować na Ciebie nawet dwa razy. Podrabiać głosy i tak dalej – pokręciła delikatnie głową, nachylając się w jego stronę by cmoknąć go krótko w usta na znak tego, że nie jest zła za przeszłość, której nawet nie dzielili. – Jak dobrze, że nie chodziliśmy do jednej szkoły, bo chyba bym Cię wygryzła, a nawet nie chciałam nigdy startować do samorządu. Więc nie miałam żadnego programu. Byłam raczej odludkiem, na którego nikt nie zwracał uwagi i już zdecydowanie nie głosowałby w wyborach. Ale z Tobą bym chętnie konkurowała. Dla zasady, aby te Twoje bikini w środę nie wygrało – uśmiechnęła się uroczo, wkładając sobie do buzi kolejny kawałek tortu.
zachary larkin
Nie potrafiła zrozumieć jej zachowania, a już zwłaszcza wyrzucenia swojego jedynaka z domu tylko dlatego, że zechciał pójść do policji. Nie rozumiała dlaczego jego rodzina była aż tak przeciwna jego przyszłości funkcjonariusza. Ona była z niego dumna i starała się zastąpić mu wsparciem wszystkich, ale nie zawsze potrafiła. Była przecież ona jedna, a i tak wciąż była jedynie obcą dziewczyną, która pewnego dnia postanowiła rozłożyć przed nim nogi, a kilka miesięcy później zgodzić się na chodzenie. Nie łączyły ich więzy krwi i nie wiedziała, jak Larkin podchodzi do tego całego bycia rodziną. Może byli dla niego ważni, ważniejsi od niej kiedykolwiek.
A mimo wszystko trwała przy jego boku, zakładając nogę na nogę, gdy podsunął jej kawałek tortu pod nos i pochylając się, aby nie ubrudzić siebie, stolika ani nie nakruszyć. Spojrzała na niego znad łyżeczki, napychając sobie buzię ciastem i skinęła lekko głową. – Dorośli są gorsi od dzieci, a jeszcze jak idzie o coś głupiego, to nie można im przemówić do rozsądku – miała wrażenie, że kto jak kto, ale on powinien doskonale o tym wiedzieć, bo gdy czasem słuchała jego kłótni z kolegami podczas gier, albo najnormalniejszej rozmowy z Vernonem to zastanawiała się jakim cudem jest od niej starszy.
Spojrzała na niego pytająco, unosząc jeszcze wysoko brwi. – Środy w bikini. Pewnie wszyscy chłopcy byli gotowi głosować na Ciebie nawet dwa razy. Podrabiać głosy i tak dalej – pokręciła delikatnie głową, nachylając się w jego stronę by cmoknąć go krótko w usta na znak tego, że nie jest zła za przeszłość, której nawet nie dzielili. – Jak dobrze, że nie chodziliśmy do jednej szkoły, bo chyba bym Cię wygryzła, a nawet nie chciałam nigdy startować do samorządu. Więc nie miałam żadnego programu. Byłam raczej odludkiem, na którego nikt nie zwracał uwagi i już zdecydowanie nie głosowałby w wyborach. Ale z Tobą bym chętnie konkurowała. Dla zasady, aby te Twoje bikini w środę nie wygrało – uśmiechnęła się uroczo, wkładając sobie do buzi kolejny kawałek tortu.
zachary larkin