if you think I'm pretty, lay your hands on me
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
Whispers of life
nie znacie typiary 🤷🏻♀️
Twenty Five
Tak jak rozmawiali wczoraj, rzeczywiście postanowili wyskoczyć razem na miasto do jakiejś kawiarni. Jako, że do tej pory raczej nie chodzili nigdzie na randki, niekoniecznie tylko wiedzieli gdzie tak właściwie powinni pójść. Byli zdecydowani co do tego, że rzeczywiście chcą skoczyć na kawę i jakoś ciacho, ale nie mieli pojęcia gdzie. W związku z tym, spędzili trochę czasu szukając jakiegoś klimatycznego miejsca, które wpasuje się w ich gust. Większość rankingów polecała raczej te najpopularniejsze miejsca, w których z reguły było też mnóstwo turystów i duży ruch, a nie o to im chodziło. Szukali raczej bardziej kameralnego miejsca, gdzie była cisza i spokój i gdzie w spokoju będą mogli napić się dobrej kawy, zjeść jakieś pyszne ciacho i w spokoju oraz ciszy porozmawiać oraz spędzić ze sobą czas. W końcu natrafił przypadkowo na jakąś rolkę na Instagramie, gdzie ktoś polecał kawiarnię w Mid-City. Co prawda, było to kawałek od nich, ale to nie był przecież problem, żeby podjechali. Wystrój był dość klimatyczny i miejsce rzeczywiście sprawiało wrażenie spokojniejszego. Pokazał rolkę Ichiemu, któremu miejsce również przypadło do gustu, więc ostatecznie to tam zdecydowali się wybrać.Musiał przyznać, że był naprawdę podekscytowany tym wyjściem. Niby nie było to nic wielkiego, ot zwykłe wyjście na kawę, ale biorąc pod uwagę fakt, że to miała być ich pierwsza oficjalna randka, to naprawdę się z tego powodu cieszył. W dodatku, podobno pod wieczór zaczynali tam serwować również drinki i miejsce zamieniało się w bar, więc jak będą chcieli zostać trochę dłużej i napić się czegoś mocniejszego, to będą mogli skorzystać z okazji. Ostatecznie zdecydowali się na to, że wyjdą po obiedzie, bo kto to widział jeść deser przed głównym daniem… Tym razem darowali sobie zamawianie, tylko na szybko ukręcili jakiś makaron z sosem, a gdy zjedli, zaczęli się szykować do wyjścia. Jak nietrudno się domyślić, uporali się z tym dość szybko, bo ileż można było się szykować, kiedy było się młodym chłopakiem? Nie długo. Gdy obaj byli gotowi, wyszli z domu i zamówili Ubera. Na początku rozważali, czy nie podjechać tam tramwajem albo autobusem, ale ostatecznie zrezygnowali z tego pomysłu. Przy takiej pogodzie jednak jazda w klimatyzowanym aucie zdecydowanie bardziej do nich przemawiała. Nie musieli długo czekać na przyjazd kierowcy, a gdy auto podjechało na parking pod blokiem, wsiedli do niego. Mieli kawałek do przejechania, ale że był weekend, to nie było dużych korków, więc na miejsce dotarli dość szybko. Musieli kawałek przejść, ale w sumie nie miał nic przeciwko temu. Nie bywali w tej części miasta, bo nie mieli ku temu żadnych powodów, więc miło było się przespacerować gdzieś, gdzie na co dzień się nie zaszywali. W końcu dotarli pod lokal, który mieli zamiar odwiedzić i weszli do środka. Zaraz podeszła do nich kelnerka z pytaniem dla ilu osób stolika potrzebują. Oznajmili, że dla dwóch. Na pytanie, czy wolą stolik na ogródku czy w lokalu, wybrali opcję pierwszą, bo szkoda było przy takiej pogodzie kisić się w środku. Dziewczyna zaprowadziła ich na ogródek, a potem do stolika, który był wolny. Zostawiła im również dwie karty z menu, po czym się oddaliła.
— Ładnie tu mają — powiedział, spoglądając na Ichiego. — Widziałeś w ogóle gablotkę i ile tego mają? W dodatku nie dość, że mają ciasta, to też pieczywo. Ja nie wiem, jak ja się na cokolwiek zdecyduję… Wszystko wyglądało tak smacznie — powiedział i westchnął ciężko. Stał przed naprawdę trudnym wyborem. W dodatku musiał też wybrać jeszcze kawę.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Eze
26
Wspólnie postanowili, że wybiorą się na randkę, jako że nigdy na żadnej nie byli. Sam nie wiedział, dlaczego, ale tak jakoś wyszło, że zawsze spotykali się u jednego albo u drugiego, a jak już gdzieś wychodzili, to były to jakieś wydarzenia na mieście. W końcu jednak przyszedł czas na to, żeby się odchamić i skoczyć do jakiejś kawiarni. Zdecydowali się na kawę oraz ciastko, ale nie bardzo wiedzieli, gdzie powinni się wybrać, bo nie chadzali do takich miejsc. Oboje zaczęli przeszukiwać internet, aż w końcu Igni pokazał mu miejsce, które mu wyskoczyło. Wspólnie stwierdzili, że to tam powinni się wybrać. Nie pozostawało więc nic innego, jak zjeść obiad, a potem uszykować się i zbierać do wyjścia.Przy tej pogodzie zadecydowali, że przejadą się Uberem. Nie było najmniejszej szansy na to, żeby kisili się w autobusie i tramwaju, kiedy na dworze były takie temperatury. Szybko znaleźli przejazd i już po kilku chwilach byli w drodze do Mid-city. Nie bywał tutaj często, bo nie miał takiej potrzeby. Zwykle poruszał się w obrębie sklepu, w którym pracował i osiedla, na którym mieszkał. Na szczęście po drodze nie było żadnych korków, więc szybko dojechali na miejsce. Musieli jeszcze kawałek przejść na nogach, ale nie miał nic przeciwko temu.
W końcu dotarli na miejscu. Gdy kelnerka zapytała ich, czy wolą miejsce w środku, czy w ogródku, to zgodnie stwierdzili, że wolą miejsce na dworze. Szkoda by było siedzieć w pomieszczeniu, skoro była taka piękna pogoda. Po tym, jak usiedli i kobieta się oddaliła, wbił spojrzenie w swojego chłopaka. — Tak, naprawdę klimatycznie — zgodził się z nim. Nie dało się zaprzeczyć temu, że miejsce było wyjątkowo przytulne i że miło się tutaj siedziało. — Właśnie widziałem. Nie mam pojęcia, jak ja się na coś zdecyduję — zaśmiał się. — Jak mam za duży wybór, to potem żałuję, że nie mogłem spróbować innych rzeczy — dodał i westchnął bezgłośnie. Co prawda, to nie tak, że byli tutaj pierwszy i ostatni raz, bo jak wszystko im posmakuje, to pewnie jeszcze kiedyś tutaj przyjdą, ale to nie zmieniało faktu, że nie miał pojęcia, na co powinien się zdecydować. Sięgnął po kartę, żeby zacząć ją przeglądać. W pierwszej kolejności przewrócił na stronę kawami. Okazało się, że ich wybór też był całkiem spory, co niczego nie ułatwiało. — Wszystkie brzmią dobrze — stwierdził i zerknął na chłopaka znad karty. Zaraz jednak powrócił wzrokiem do menu. — Ta pralinowa brzmi dobrze. Musi być naprawdę mocno czekoladowa — stwierdził. Tylko do tego raczej nie powinien pokusić się na czekoladowy deser, a chodził mu po głowie. Z drugiej strony wszystkie te kawy z pewnością będą mocno słodkie, bo tak to już bywało, jeśli chodziło o smakowe mrożone kawy. — Ale się dzisiaj zasłodzimy — stwierdził i się zaśmiał. Coś czuł, że będę mieć podwyższony poziom cukru, kiedy stąd wyjdą.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
if you think I'm pretty, lay your hands on me
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
Whispers of life
nie znacie typiary 🤷🏻♀️
— No i mam wrażenie, że jest jakoś tak ciszej i spokojniej niż w kawiarniach we French Quarter — stwierdził i rozejrzał się. To nie tak, że było mało ludzi, bo sporo stolików było zajętych, ale nie dało się zaprzeczyć temu, że atmosfera i klimat znacznie różniła się od tych tłocznie odwiedzanych kawiarni w Dzielnicy Francuskiej. Nic jednak dziwnego, skoro było tam tak wielu turystów, więc ruch był praktycznie od rana do nocy. Ignatius nie przepadał za takimi mocno tłocznymi miejscami, więc taka kawiarnia jak ta idealnie wpasowywała się w jego gusta. Cenił sobie, kiedy było cicho, spokojnie i mógł się po prostu zrelaksować. — No ja to samo… Tragedia — skwitował i westchnął cicho, kręcąc głową na boki. No, coś wybrać na pewno będzie musiał, bo przecież nie przyszedł tutaj na darmo. Bał się tylko, że spędzi na tym więcej czasu niż powinien. Już wcześniej w gablotce jego uwagę przykuło kilka wypieków, a na pewno nie mieli wystawionych wszystkich, które mieli w menu. — No ja właśnie tak samo — odparł i zacisnął wargi w wąską linię. Szkoda, że nie mieli jakiejś opcji degustacyjnej, w której mogliby skosztować każdego ciasta po trochu. Z drugiej strony, raczej byłoby to mało opłacalne, bo każdy zdążyłby się najeść takim próbowaniem.
Sam również przekręcił stronę w karcie, żeby zerknąć na menu z kawami, które oferowali. — Tak, każda brzmi smacznie — zgodził się z nim i pokiwał głową. Rzeczywiście wybór był dość spory, w dodatku było kilka ciekawych i niecodziennych połączeń. — Dla mnie to jagodowe latte z bitą śmietaną brzmi smacznie — stwierdził i zerknął na Ichiego. Zaraz jednak z powrotem skupił się na swojej karcie. — Chociaż ta pistacjowa też kusi… — westchnął cicho i pokręcił lekko głową na boki. Jak tak dalej pójdzie, to po prostu chyba będzie musiał zrobić jakąś wyliczankę, żeby w ogóle cokolwiek zdecydować. — Oj tak. Pytanie tylko, czy nie będzie za słodka, zwłaszcza w połączeniu z ciastem? — zaczął się zastanawiać na głos. Dla niego to by było chyba trochę za dużo i zapewne szybko by się zasłodził. Z drugiej strony, pistacjowa kawa też brzmiała jak coś, co było cholernie słodkie, więc sam już nie wiedział. Może lepiej będzie wziąć tę jagodową? — Nooo, to na pewno — pokiwał głową. — Ale od czasu do czasu można. To nie tak, że pozwalamy sobie na takie rzeczy często — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Jak od czasu do czasu zjedzą sobie coś takiego, to chyba żadna krzywda im się nie stanie. Gorzej, że mogą się po czymś takim nie czuć zbyt dobrze.
— O, patrz, mają też mrożone herbaty — odparł, bo rzuciła mu się w oczy lista z tymi napojami. Tutaj smaki były jeszcze bardziej wymyślne. Sam już nie wiedział, co w sumie wolał bardziej. Mrożoną kawę czy herbatę? Ciężki wybór…
Ichi
Sam również przekręcił stronę w karcie, żeby zerknąć na menu z kawami, które oferowali. — Tak, każda brzmi smacznie — zgodził się z nim i pokiwał głową. Rzeczywiście wybór był dość spory, w dodatku było kilka ciekawych i niecodziennych połączeń. — Dla mnie to jagodowe latte z bitą śmietaną brzmi smacznie — stwierdził i zerknął na Ichiego. Zaraz jednak z powrotem skupił się na swojej karcie. — Chociaż ta pistacjowa też kusi… — westchnął cicho i pokręcił lekko głową na boki. Jak tak dalej pójdzie, to po prostu chyba będzie musiał zrobić jakąś wyliczankę, żeby w ogóle cokolwiek zdecydować. — Oj tak. Pytanie tylko, czy nie będzie za słodka, zwłaszcza w połączeniu z ciastem? — zaczął się zastanawiać na głos. Dla niego to by było chyba trochę za dużo i zapewne szybko by się zasłodził. Z drugiej strony, pistacjowa kawa też brzmiała jak coś, co było cholernie słodkie, więc sam już nie wiedział. Może lepiej będzie wziąć tę jagodową? — Nooo, to na pewno — pokiwał głową. — Ale od czasu do czasu można. To nie tak, że pozwalamy sobie na takie rzeczy często — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Jak od czasu do czasu zjedzą sobie coś takiego, to chyba żadna krzywda im się nie stanie. Gorzej, że mogą się po czymś takim nie czuć zbyt dobrze.
— O, patrz, mają też mrożone herbaty — odparł, bo rzuciła mu się w oczy lista z tymi napojami. Tutaj smaki były jeszcze bardziej wymyślne. Sam już nie wiedział, co w sumie wolał bardziej. Mrożoną kawę czy herbatę? Ciężki wybór…
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Eze
— Wszędzie jest spokojniej niż w lokalach we French Quarter — zaśmiał się. Nic dziwnego, że ciężko było się tam dopchać w kawiarniach i restauracjach, skoro to tam ciągnęło najwięcej turystów. To przede wszystkim na nich zarabiali właściciele takich lokali, bo miejscowi wiedzieli, że w większości przypadków tam po prostu przepłacą. Tutaj było o wiele spokojniej i miał wrażenie, że to miejsce było bardziej nastawione na miejscowych. — Robią człowiekowi tylko problem, mając tyle rzeczy w ofercie — westchnął, udając wielce zrezygnowanego. Jakby mieli dwie albo trzy pozycje, to nie byłoby tego problemu, ale z drugiej strony wtedy ludzie by narzekali, że nie ma wyboru. Nie dało się klientowi tak do końca dogodzić. — Jak będzie dobre, to możemy tutaj częściej wpadać i próbować różnych rzeczy — zaproponował. Oczywiście niezbyt często, bo musiał liczyć się z wydatkami, a nie chciał, żeby to Igni płacił za ich obu za każdym razem. Było mu zawsze trochę głupio, że to młodszy mu stawia, mimo że wiedział, że to nie był dla niego żaden problem, bo miał dzianych rodziców.
— Jagoda mówisz? — powtórzył po nim i odszukał tę pozycję w menu. — Tak, w sumie... Ale ta wiśniowa też nie brzmi źle, jeśli mówimy o owocowych — dodał. Może powinien zdecydować się na coś takiego, jeśli chciał wziąć jeszcze jakieś ciasto? — Pistacja to zawsze dobry pomysł — przyznał mu rację. Jemu też mignęła wśród innych kaw, ale niekoniecznie miał dzisiaj na nią ochotę. Zresztą sam już nie wiedział, czego chciał, bo wybór był trochę przytłaczający. — Na pewno będzie za słodka — zaśmiał się. W takim razie chyba sobie ją daruje i zdecyduje się na coś innego. Nie chciałby, żeby go po wszystkim zemdliło, bo nie po to tutaj przyszedł, żeby potem było mu niedobrze. — Mhm, dokładnie — zgodził się z nim. — Jak od czasu do czasu zaszalejemy, to cukrzycy nie dostaniemy — dodał i się zaśmiał. A przynajmniej taką miał nadzieję, że to się na nim negatywnie nie odbije.
— Rzeczywiście — odparł i przerzucił na tę stronę. — To już brzmi bardziej sensownie, jeśli chodzi o jedzenie ciasta — dodał i skinął lekko głową. — Z drugiej strony mają też po prostu cold brew, które też bardzo mnie kusi. Wtedy mógłbym zaszaleć i wziąć najbardziej czekoladowe ciasto, jakie tylko mają w swojej ofercie — zastanowił się nad głos. — Chyba właśnie tak zrobię. To będzie najlepsze wyjście — podsumował, po czym zamknął kartę i odłożył ją na stolik. Nie chciał dłużej jej czytać, bo im bardziej by się w nią zagłębiał, tym bardziej by nie wiedział, co tak właściwie chciał zjeść i czego się napić. — A ty? Wiesz już, na co się zdecydujesz? — zapytał, przyglądając się mu. Widział, że chłopak miał nie lada zagwozdkę i że nie był pewien tego, na co miał ochotę, ale wcale mu się nie dziwił.
Igni
— Jagoda mówisz? — powtórzył po nim i odszukał tę pozycję w menu. — Tak, w sumie... Ale ta wiśniowa też nie brzmi źle, jeśli mówimy o owocowych — dodał. Może powinien zdecydować się na coś takiego, jeśli chciał wziąć jeszcze jakieś ciasto? — Pistacja to zawsze dobry pomysł — przyznał mu rację. Jemu też mignęła wśród innych kaw, ale niekoniecznie miał dzisiaj na nią ochotę. Zresztą sam już nie wiedział, czego chciał, bo wybór był trochę przytłaczający. — Na pewno będzie za słodka — zaśmiał się. W takim razie chyba sobie ją daruje i zdecyduje się na coś innego. Nie chciałby, żeby go po wszystkim zemdliło, bo nie po to tutaj przyszedł, żeby potem było mu niedobrze. — Mhm, dokładnie — zgodził się z nim. — Jak od czasu do czasu zaszalejemy, to cukrzycy nie dostaniemy — dodał i się zaśmiał. A przynajmniej taką miał nadzieję, że to się na nim negatywnie nie odbije.
— Rzeczywiście — odparł i przerzucił na tę stronę. — To już brzmi bardziej sensownie, jeśli chodzi o jedzenie ciasta — dodał i skinął lekko głową. — Z drugiej strony mają też po prostu cold brew, które też bardzo mnie kusi. Wtedy mógłbym zaszaleć i wziąć najbardziej czekoladowe ciasto, jakie tylko mają w swojej ofercie — zastanowił się nad głos. — Chyba właśnie tak zrobię. To będzie najlepsze wyjście — podsumował, po czym zamknął kartę i odłożył ją na stolik. Nie chciał dłużej jej czytać, bo im bardziej by się w nią zagłębiał, tym bardziej by nie wiedział, co tak właściwie chciał zjeść i czego się napić. — A ty? Wiesz już, na co się zdecydujesz? — zapytał, przyglądając się mu. Widział, że chłopak miał nie lada zagwozdkę i że nie był pewien tego, na co miał ochotę, ale wcale mu się nie dziwił.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
if you think I'm pretty, lay your hands on me
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
Whispers of life
nie znacie typiary 🤷🏻♀️
— No w sumie racja. Tam to wiecznie się coś dzieje — stwierdził i pokiwał lekko głową, zgadzając się z chłopakiem. Dlatego nie lubił zbytnio kręcić się w tamtych rejonach, zwłaszcza w okresie wakacyjnym, kiedy miał wrażenie, że było tam dwa razy tyle turystów ile w pozostałych okresach roku. Na szczęście, to nie tak, że musiał tam często bywać. Tak jak już ustalili, na randki w sumie nie chodzili, a jak już gdzieś ruszali tyłek, to na jakieś konkretne wydarzenie. Niektóre z nich rzeczywiście miały miejsce w Dzielnicy Francuskiej i to w sumie był jedyny wyjątek, kiedy się tam wybierał. Wtedy również bywało tam naprawdę tłoczno. — Co nie? Jakby nie mogli mieć raptem dwóch czy trzech rzeczy do wyboru… Wtedy by było znacznie łatwiej — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową na boki. Z drugiej strony, jakby mieli taki okrojone menu i mały wybór, to zaraz pewnie klienci by narzekali, że nie ma z czego wybierać i w sumie to biednie mają, także… Ludziom nigdy nie dało się dochodzić. — No można. Nikt nam nie broni, zwłaszcza, że i tak mamy zamiar trochę częściej gdzieś razem wyskakiwać na randki — odparł i skinął lekko głową. Jeśli rzeczywiście napoje i menu im tutaj podpasują, to tak jak starszy mówił, mogliby tutaj zaglądać nieco częściej.
— Mhhhm. Brzmi smacznie — pokiwał lekko głową. — Do mnie z owocowych właśnie najbardziej przemawia ta jagodowa. Chociaż nie potrafię sobie wyobrazić smaku — zaśmiał się. Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić jak taka kawa by smakowała. W zamyśle coś takiego mu do siebie po prostu nie pasowało, ale z drugiej strony, skoro mieli taką pozycję w menu, to coś musiało w tym być… — Niby tak, ale te wszystkie pistacjowe desery i napoje zawsze są też mega słodkie — odparł. Czasami to aż go wykręcało z tego, ile cukru musiało w nich być, dlatego nie był pewien, czy rzeczywiście chciałby tak ryzykować. — No właśnie — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową. Taką kawę mógłby sobie Ichi zamówić, jakby nie planował zamawiać żadnego deseru, a wątpił w to że ten nie miał takiego zamiaru. — No właśnie. Poza tym, coś nam się czasami od życia należy — stwierdził rozbawiony i uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
— No właśnie… Hmmm, teraz to już sam nie wiem — stwierdził i westchnął sobie ciężko, wielce zbolały. Nie lubił decydować o takich rzeczach, bo potem nie chciał żałować, że nie wybrał czegoś innego. Nie mógł też mieć pewności, że to na co się zdecydował mu posmakuje. — No, w sumie to nie jest taki głupi pomysł — stwierdził i zacisnął wargi w wąską linię. Sam jeszcze przez chwilę analizował menu, dopóki Joichiro ponownie się do niego nie odezwał. — Wiesz co? Chyba też nie będę kombinował i po prostu wezmę mrożone americano z jakimś mlekiem roślinnym — odparł. Uważał, że takie gorzkie i mało wymyślne kawy najlepiej pasowały do deserów i idealnie je dopełniały.
Ichi
— Mhhhm. Brzmi smacznie — pokiwał lekko głową. — Do mnie z owocowych właśnie najbardziej przemawia ta jagodowa. Chociaż nie potrafię sobie wyobrazić smaku — zaśmiał się. Jakoś nie potrafił sobie wyobrazić jak taka kawa by smakowała. W zamyśle coś takiego mu do siebie po prostu nie pasowało, ale z drugiej strony, skoro mieli taką pozycję w menu, to coś musiało w tym być… — Niby tak, ale te wszystkie pistacjowe desery i napoje zawsze są też mega słodkie — odparł. Czasami to aż go wykręcało z tego, ile cukru musiało w nich być, dlatego nie był pewien, czy rzeczywiście chciałby tak ryzykować. — No właśnie — zgodził się z nim i kiwnął lekko głową. Taką kawę mógłby sobie Ichi zamówić, jakby nie planował zamawiać żadnego deseru, a wątpił w to że ten nie miał takiego zamiaru. — No właśnie. Poza tym, coś nam się czasami od życia należy — stwierdził rozbawiony i uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
— No właśnie… Hmmm, teraz to już sam nie wiem — stwierdził i westchnął sobie ciężko, wielce zbolały. Nie lubił decydować o takich rzeczach, bo potem nie chciał żałować, że nie wybrał czegoś innego. Nie mógł też mieć pewności, że to na co się zdecydował mu posmakuje. — No, w sumie to nie jest taki głupi pomysł — stwierdził i zacisnął wargi w wąską linię. Sam jeszcze przez chwilę analizował menu, dopóki Joichiro ponownie się do niego nie odezwał. — Wiesz co? Chyba też nie będę kombinował i po prostu wezmę mrożone americano z jakimś mlekiem roślinnym — odparł. Uważał, że takie gorzkie i mało wymyślne kawy najlepiej pasowały do deserów i idealnie je dopełniały.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Eze
— Nie wyobrażam sobie tam mieszkać. To musi być strasznie upierdliwe. Przecież tam wiecznie jest hałas, niezależnie od pory dnia i nocy — powiedział. — Z drugiej strony wolałbym mieszkać tam niż w Uptown — dodał i westchnął. Ani trochę nie czuł się bezpiecznie w swojej okolicy. Zawsze jak gdzieś wychodził po zmroku, to strasznie się tym stresował. Wiedział, że to była bardzo nieciekawa okolica, więc nic dziwnego, że na wieczorny spacer z Misą Misą wychodził tylko na siku i kupę, a potem prędko wracał do domu. — Ja nie wiem, kto uznał, że takie długie menu będzie fair w stosunku do niezdecydowanych klientów — zażartował. Skoro mieli tyle pozycji, to musiało to znaczyć tylko tyle, że ludzie to wszystko zamawiali. Nie sądził, żeby trzymali w karcie jakąś pozycję, która się nie sprzedawała, bo mijałoby się to z celem. — Tak, trzeba nadrobić ten cały czas, kiedy tego nie robiliśmy — zaśmiał się. Sam nie potrafił powiedzieć, dlaczego nigdy wcześniej nie byli na pełnoprawnej randce. Zupełnie jakby ten etap związku ich ominął przez te perturbacje, przez które musieli przejść, zanim zaczęli na poważnie być razem.
— Też mam z tym mały problem, ale skoro takie kawy są w menu, to znaczy to tylko tyle, że muszą być smaczne. Raczej nie dawaliby jakiegoś gówna — stwierdził. Był pewien, że wszystko tutaj było pyszne, bo jak sprawdzali opinie, to ludzie byli zachwycani zarówno atmosferą, jak i samym jedzeniem i piciem. Nie ma co, poprzeczka była postawiona wysoko i miał nadzieję, że się nie rozczaruje. — Fakt, nie da się ukryć, że człowiek może się od nich przekręcić na drugą stronę — przyznał mu rację. Co jak co, ale pistacjowe smaki miały to do siebie, że były bardzo słodkie. Nic dziwnego, że ludzie tak bardzo je lubili i że jakiś czas temu był na nie szał. — Mhm, dokładnie. Nie wiem czym, ale zdecydowanie sobie zasłużyliśmy na takie dobroci — skinął lekko głową. To nie tak, że rzeczywiście musieli sobie zasłużyć na to, żeby przejść się do kawiarni na jakieś ciacho, ale jakoś trzeba było się usprawiedliwić, dlaczego człowiek miał zamiar zjeść taką bombę kaloryczną.
— Ciężko wybrać — zaśmiał się i pokręcił głową na boki. — Co nie? — odparł. Uważał, że taka zwykła kawa będzie lepsza od mrożonej, jeśli jeszcze mieli zjeść deser. — Oki — podsumował. Chwilę później podeszła do nich kelnerka, u której złożyli swoje zamówienie. Odprowadził ją wzrokiem, a gdy odeszła, przeniósł swoje spojrzenie z powrotem na Igniego. — Ciekawe, czy rzeczywiście będzie tak dobre, jak ludzie pisali w opiniach, ale raczej nie ma się co martwić, skoro wszyscy byli w nich tacy zgodni — powiedział. Już nie mógł się doczekać, aż przyniosą im do stolika kawy i ciasta. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był w kawiarni, ale to było dawno temu, kiedy jeszcze mógł sobie pozwalać na takie wyjścia, bo brał hajs od ojca.
Igni
— Też mam z tym mały problem, ale skoro takie kawy są w menu, to znaczy to tylko tyle, że muszą być smaczne. Raczej nie dawaliby jakiegoś gówna — stwierdził. Był pewien, że wszystko tutaj było pyszne, bo jak sprawdzali opinie, to ludzie byli zachwycani zarówno atmosferą, jak i samym jedzeniem i piciem. Nie ma co, poprzeczka była postawiona wysoko i miał nadzieję, że się nie rozczaruje. — Fakt, nie da się ukryć, że człowiek może się od nich przekręcić na drugą stronę — przyznał mu rację. Co jak co, ale pistacjowe smaki miały to do siebie, że były bardzo słodkie. Nic dziwnego, że ludzie tak bardzo je lubili i że jakiś czas temu był na nie szał. — Mhm, dokładnie. Nie wiem czym, ale zdecydowanie sobie zasłużyliśmy na takie dobroci — skinął lekko głową. To nie tak, że rzeczywiście musieli sobie zasłużyć na to, żeby przejść się do kawiarni na jakieś ciacho, ale jakoś trzeba było się usprawiedliwić, dlaczego człowiek miał zamiar zjeść taką bombę kaloryczną.
— Ciężko wybrać — zaśmiał się i pokręcił głową na boki. — Co nie? — odparł. Uważał, że taka zwykła kawa będzie lepsza od mrożonej, jeśli jeszcze mieli zjeść deser. — Oki — podsumował. Chwilę później podeszła do nich kelnerka, u której złożyli swoje zamówienie. Odprowadził ją wzrokiem, a gdy odeszła, przeniósł swoje spojrzenie z powrotem na Igniego. — Ciekawe, czy rzeczywiście będzie tak dobre, jak ludzie pisali w opiniach, ale raczej nie ma się co martwić, skoro wszyscy byli w nich tacy zgodni — powiedział. Już nie mógł się doczekać, aż przyniosą im do stolika kawy i ciasta. Nie pamiętał, kiedy ostatnio był w kawiarni, ale to było dawno temu, kiedy jeszcze mógł sobie pozwalać na takie wyjścia, bo brał hajs od ojca.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
if you think I'm pretty, lay your hands on me
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
Whispers of life
nie znacie typiary 🤷🏻♀️
— No dokładnie. Pewnie jak się pomieszka już jakiś czas to człowiek się przyzwyczaja, ale i tak… Nie wyobrażam sobie tam mieszkać, zwłaszcza w lecie, kiedy są te wszystkie wydarzenia, festiwale i zjeżdża się od cholery turystów — stwierdził. — Nie no… To akurat racja. Wszędzie chyba byłoby lepiej niż tutaj — skrzywił się. Prawda była taka, że coraz intensywniej rozważał wyprowadzkę, aby obaj mogli wynająć większe mieszkanie w nieco lepszej dzielnicy niż ta, w której aktualnie mieszkał Joichiro. Na pewno byłoby łatwiej, gdyby koszty były podzielone na pół i chłopak nie musiałby na wszystko wykładać z własnej kieszeni. Poza tym, spotykali się już od dłuższego czasu, obaj byli dorośli, więc też nic tak naprawdę nie stało na przeszkodzie, żeby razem zamieszkali. No, może poza mamą Ignatiusa, która zapewne będzie zdruzgotana na wieść, że jej dorosły syn chciał wyprowadzić się z domu. Wątpił jednak, żeby rodzice robili mu pod górkę pod tym względem. — Ja też nie wiem. Z drugiej strony, wszystko musi się sprzedawać, bo w innym wypadku nie mieliby aż tylu pozycji — stwierdził. Nie zmieniało to jednak faktu, że wybór był naprawdę spory i trudny, zwłaszcza kiedy wszystko brzmiało naprawdę smacznie i człowiek miał ochotę spróbować dosłownie każdej pozycji. — Zdecydowanie — przyznał mu rację i kiwnął lekko głową. Definitywnie musieli nadrobić i zacząć gdzieś częściej razem wychodzić. Nie można było zaprzeczyć temu, że zaniedbali ten aspekt swojego związku.
— No właśnie. Ludzie w końcu muszą chcieć to kupować i muszą dobrze smakować — zgodził się z nim i pokiwał lekko głową. Kawiarnia miała naprawdę dobre opinie, więc wątpił w to, że podawaliby niedobre kawy i ciasta. — Dobrze czasami zjeść coś słodkiego, ale mimo wszystko wolę jednak takie desery, które nie mulą już po jednym kęsie — stwierdził i pokręcił głową na boki. Niestety, w przypadku tych pistacjowych nie musiał zjeść dużo, żeby mieć dość. — Czymś na pewno — odparł rozbawiony i zaśmiał się krótko.
— Tak — przyznał mu rację i kiwnął lekko głową. Na jego kolejne słowa wydał z siebie cichy pomruk. Ostatecznie, zdecydował się na zwykłą kawę zamiast takiej wymyślnej, bo taki wybór był po prostu najłatwiejszy. Zerknął na kelnerkę, która podeszła do ich stolika, po czym złożyli swoje zamówienie. Po chwili dziewczyna się oddaliła, a Igni z powrotem przeniósł spojrzenie na swojego chłopaka. — No raczej nie mieli powodów do tego, żeby kłamać, także mam duże nadzieje — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Nie mógł się już doczekać, aż dostaną swój kawałek ciacha oraz kawę i będą mogli zjeść oraz wypić coś dobrego.
— Niedługo kończą mi się wakacje — westchnął ciężko. To oznaczało, że nie będzie miał już tak dużo czasu dla Ichiego jak do tej pory, a co za tym szło, znowu będą się rzadziej widywać…
Ichi
— No właśnie. Ludzie w końcu muszą chcieć to kupować i muszą dobrze smakować — zgodził się z nim i pokiwał lekko głową. Kawiarnia miała naprawdę dobre opinie, więc wątpił w to, że podawaliby niedobre kawy i ciasta. — Dobrze czasami zjeść coś słodkiego, ale mimo wszystko wolę jednak takie desery, które nie mulą już po jednym kęsie — stwierdził i pokręcił głową na boki. Niestety, w przypadku tych pistacjowych nie musiał zjeść dużo, żeby mieć dość. — Czymś na pewno — odparł rozbawiony i zaśmiał się krótko.
— Tak — przyznał mu rację i kiwnął lekko głową. Na jego kolejne słowa wydał z siebie cichy pomruk. Ostatecznie, zdecydował się na zwykłą kawę zamiast takiej wymyślnej, bo taki wybór był po prostu najłatwiejszy. Zerknął na kelnerkę, która podeszła do ich stolika, po czym złożyli swoje zamówienie. Po chwili dziewczyna się oddaliła, a Igni z powrotem przeniósł spojrzenie na swojego chłopaka. — No raczej nie mieli powodów do tego, żeby kłamać, także mam duże nadzieje — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Nie mógł się już doczekać, aż dostaną swój kawałek ciacha oraz kawę i będą mogli zjeść oraz wypić coś dobrego.
— Niedługo kończą mi się wakacje — westchnął ciężko. To oznaczało, że nie będzie miał już tak dużo czasu dla Ichiego jak do tej pory, a co za tym szło, znowu będą się rzadziej widywać…
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Eze
— Pewnie rzeczywiście idzie się przyzwyczaić, ale przez pierwszy okres to musi być udręka, żeby zasnąć — stwierdził. Nie wyobrażał sobie, jak ludzie mogli decydować się na to, żeby się tam przeprowadzać. Z drugiej strony jak znalazło się jakieś fajne mieszkanie w dobrej cenie albo było się kimś, kto kochał imprezować, to taka lokalizacja była wręcz pożądana. — Daj spokój. Czasami za oknem słyszę takie rzeczy, że zastanawiam się, czy mieszkam jeszcze w cywilizowanym mieście, czy w jakichś slumsach — pokręcił lekko głową na boki. Nie dało się zaprzeczyć temu, że mieszkanie w Uptown niosło za sobą pewne ryzyko. Niestety, ale nie mógł sobie pozwolić na to, żeby wynająć coś w bezpieczniejsze dzielnicy, bo po prostu nie było go na to stać. Co prawda, zawsze mógł się nie wyprowadzać od Igniego i jego rodziców i dalej z nimi mieszkać, ale nie chciał siedzieć im na głowie. Poza tym chciał zacząć życie na własną rękę. — To samo pomyślałem — skinął lekko głową. Pewnie było kilka pozycji, które sprzedawały się wybitnie dobrze, ale stawiał, że inne też dobrze schodziły. No i biorąc pod uwagę to, że była prawie pełna sala, to chyba nie musieli się bać, że coś pójdzie nie tak.
— To prawda — przyznał mu rację. — A ja właśnie lubię takie, że od pierwszego kęsa aż mnie mdli, bo takie jest słodkie — zaśmiał się. Uwielbiał słodycze, ale nie pozwalał sobie na nie za często, bo nie chciał się spaść. Musiał przecież dbać o linię, żeby dobrze wyglądać, skoro miał takiego atrakcyjnego chłopaka. Nie mógł przecież od niego odstawać w żaden sposób.
— No tak, ludzie raczej nie kłamią w opiniach, bo nie mają w tym żadnego interesu — powiedział. — Nie mogę się doczekać, aż dostaniemy nasze zamówienie, bo naprawdę mam ochotę na tę kawę i ciacho — dodał zaraz wyraźnie podekscytowany. Nic jednak dziwnego, skoro ostatnim razem w kawiarni był dawno temu. Miał zamiar sobie to teraz porządnie nadrobić i opchać się ciastem oraz opić kawą. Kto wie, kiedy znowu będą mieli okazję do tego, żeby wyskoczyć gdzieś na randkę, skoro z tą pierwszą zeszło im tyle czasu?
— Wiem — westchnął ciężko. — To znaczy, że znowu będziesz miał dużo nauki i mniej czasu dla mnie? — zapytał i wbił w niego szczenięce spojrzenie. — Jakbyśmy razem mieszkali, to byłoby nam łatwiej się zgrać. Przynajmniej poranki i wieczory byśmy spędzali razem, a tak musimy się gimnastykować, żeby jakoś się do siebie dopasować — dodał. Oczywiście, że nie miał nic przeciwko temu, że jego chłopak studiował, bo bardzo go w tym wspierał, ale to nie zmieniało faktu, że te jego studia i nauka sporo im utrudniały. Nie mógł się doczekać, aż w końcu przyjdzie moment, kiedy rzeczywiście zamieszkają razem i będą mogli mieć dla siebie więcej czasu. Może powinni zacząć to powoli rozważać? Jakby nie było, to byli już ze sobą trochę czasu.
Igni
— To prawda — przyznał mu rację. — A ja właśnie lubię takie, że od pierwszego kęsa aż mnie mdli, bo takie jest słodkie — zaśmiał się. Uwielbiał słodycze, ale nie pozwalał sobie na nie za często, bo nie chciał się spaść. Musiał przecież dbać o linię, żeby dobrze wyglądać, skoro miał takiego atrakcyjnego chłopaka. Nie mógł przecież od niego odstawać w żaden sposób.
— No tak, ludzie raczej nie kłamią w opiniach, bo nie mają w tym żadnego interesu — powiedział. — Nie mogę się doczekać, aż dostaniemy nasze zamówienie, bo naprawdę mam ochotę na tę kawę i ciacho — dodał zaraz wyraźnie podekscytowany. Nic jednak dziwnego, skoro ostatnim razem w kawiarni był dawno temu. Miał zamiar sobie to teraz porządnie nadrobić i opchać się ciastem oraz opić kawą. Kto wie, kiedy znowu będą mieli okazję do tego, żeby wyskoczyć gdzieś na randkę, skoro z tą pierwszą zeszło im tyle czasu?
— Wiem — westchnął ciężko. — To znaczy, że znowu będziesz miał dużo nauki i mniej czasu dla mnie? — zapytał i wbił w niego szczenięce spojrzenie. — Jakbyśmy razem mieszkali, to byłoby nam łatwiej się zgrać. Przynajmniej poranki i wieczory byśmy spędzali razem, a tak musimy się gimnastykować, żeby jakoś się do siebie dopasować — dodał. Oczywiście, że nie miał nic przeciwko temu, że jego chłopak studiował, bo bardzo go w tym wspierał, ale to nie zmieniało faktu, że te jego studia i nauka sporo im utrudniały. Nie mógł się doczekać, aż w końcu przyjdzie moment, kiedy rzeczywiście zamieszkają razem i będą mogli mieć dla siebie więcej czasu. Może powinni zacząć to powoli rozważać? Jakby nie było, to byli już ze sobą trochę czasu.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
if you think I'm pretty, lay your hands on me
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
Whispers of life
nie znacie typiary 🤷🏻♀️
— Oj tak, to na pewno. Ja na pewno miałbym ogromny problem z przywyknięciem, bo cenię sobie ciszę i spokój, zwłaszcza w nocy, kiedy chcę spać — odparł rozbawiony. We French Quarter miało miejsce sporo wydarzeń, festiwali i w dodatku co roku zjeżdżało się tam mnóstwo turystów, zwłaszcza w okresie wakacyjnym. Życie tętniło tam dwadzieścia cztery godziny na dobę, dlatego podziwiał wszystkich, którzy mieszkali w okolicy, bo on by chyba na łeb dostał od tego ciągłego hałasu i braku chwili spokoju. — Wiem i martwi mnie to. Nie chcę, żebyś mieszkał w takim miejscu, w dodatku sam… — powiedział. Codziennie jak tylko Ichi wracał z pracy, to zamartwiał się, czy nie stanie mu się jakaś krzywda i bezpiecznie dotrze do domu. Wystarczyło, że dłużej musiał czekać na jego odpowiedź, a zaraz zaczynał go zjadać stres, przy czym w jego głowie od razu pojawiały się mroczne, nieprzyjemne myśli, że stało się chłopakowi coś złego. To był jeden z głównych powodów, dla których rozważał wyprowadzkę z domu i zamieszkanie wspólnie z Ichim. Wtedy mogliby sobie pozwolić na poszukanie czegoś w innej, lepszej i bezpieczniejszej dzielnicy niż ta, w której chłopak mieszkał obecnie.
— O nie, to ja zdecydowanie nie. Jak jem deser, to chcę go móc zjeść w całości i w połowie nie czuć się tak, jakbym lada moment miał zwymiotować, bo tak mnie zmuliło — pokręcił lekko głową na boki. Lubił słodycze, tak jak chyba zresztą każdy i nie był psychopatą, ale trzeba było przyznać, że preferował zdecydowanie te mniej słodkie, które po kilku kęsach nie wpędzały człowieka w jakąś śpiączkę.
— No właśnie. A raczej mało kto ma czas na to, żeby zakładać sobie nowe konta i samemu wystawiać sobie pozytywne opinie — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową na boki, zaraz uśmiechając się delikatnie pod nosem. Poza tym, nie bez powodu większość osób kierowała się opiniami przy wyborze lokalu, do którego chcieliby się wybrać coś zjeść. — Ja tak samo. Zwłaszcza po tym jak widziałem te wszystkie wypieki za gablotką. Wyglądały przepysznie — stwierdził i westchnął sobie cicho. Miał nadzieję, że nie będą musieli zbyt długo czekać, ale z drugiej strony ile można było przyrządzać kawę i kroić kawałek ciasta? Raczej niedługo.
— Zapewne tak — kiwnął lekko głową i uśmiechnął się do niego smutno. W wakacje miał znacznie więcej wolnego czasu, który oczywiście poświęcał na spędzanie go z Joichiro. Niestety, lada moment zaczynał się rok akademicki, a to oznaczało, że będzie musiał wrócić na uczelnię i znowu ślęczeć nad nauką. — Tak, wiem… Myślałem właściwie o tym, żeby porozmawiać na ten temat z rodzicami. Jestem już dorosły, więc nie muszę z nimi mieszkać, a jakbyśmy mieli mieszkać razem, to moglibyśmy poszukać czegoś większego w lepszej dzielnicy… — powiedział. — Tylko tata to jeszcze pół biedy, ale mama… Wiesz jaka jest. Zaraz zacznie histeryzować, że jej jedyny syn chce się wyprowadzić — przewrócił oczami. — Co z tego, że i tak całymi dniami siedzę sam w domu i nawet nie spędza ze mną czasu, bo wiecznie ani jej, ani ojca nie ma — skrzywił się. Nie widział więc sensu, żeby dalej wciąż siedział sam w tym wielkiej willi całymi dniami, jak mógł przenieść się do mniejszego mieszkania i zamieszkać ze swoim chłopakiem. Wiadomo, rodzice wspieraliby go finansowo, żeby skupił się na studiach i na nauce, więc tym bardziej nic nie stało na przeszkodzie.
Ichi
— O nie, to ja zdecydowanie nie. Jak jem deser, to chcę go móc zjeść w całości i w połowie nie czuć się tak, jakbym lada moment miał zwymiotować, bo tak mnie zmuliło — pokręcił lekko głową na boki. Lubił słodycze, tak jak chyba zresztą każdy i nie był psychopatą, ale trzeba było przyznać, że preferował zdecydowanie te mniej słodkie, które po kilku kęsach nie wpędzały człowieka w jakąś śpiączkę.
— No właśnie. A raczej mało kto ma czas na to, żeby zakładać sobie nowe konta i samemu wystawiać sobie pozytywne opinie — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową na boki, zaraz uśmiechając się delikatnie pod nosem. Poza tym, nie bez powodu większość osób kierowała się opiniami przy wyborze lokalu, do którego chcieliby się wybrać coś zjeść. — Ja tak samo. Zwłaszcza po tym jak widziałem te wszystkie wypieki za gablotką. Wyglądały przepysznie — stwierdził i westchnął sobie cicho. Miał nadzieję, że nie będą musieli zbyt długo czekać, ale z drugiej strony ile można było przyrządzać kawę i kroić kawałek ciasta? Raczej niedługo.
— Zapewne tak — kiwnął lekko głową i uśmiechnął się do niego smutno. W wakacje miał znacznie więcej wolnego czasu, który oczywiście poświęcał na spędzanie go z Joichiro. Niestety, lada moment zaczynał się rok akademicki, a to oznaczało, że będzie musiał wrócić na uczelnię i znowu ślęczeć nad nauką. — Tak, wiem… Myślałem właściwie o tym, żeby porozmawiać na ten temat z rodzicami. Jestem już dorosły, więc nie muszę z nimi mieszkać, a jakbyśmy mieli mieszkać razem, to moglibyśmy poszukać czegoś większego w lepszej dzielnicy… — powiedział. — Tylko tata to jeszcze pół biedy, ale mama… Wiesz jaka jest. Zaraz zacznie histeryzować, że jej jedyny syn chce się wyprowadzić — przewrócił oczami. — Co z tego, że i tak całymi dniami siedzę sam w domu i nawet nie spędza ze mną czasu, bo wiecznie ani jej, ani ojca nie ma — skrzywił się. Nie widział więc sensu, żeby dalej wciąż siedział sam w tym wielkiej willi całymi dniami, jak mógł przenieść się do mniejszego mieszkania i zamieszkać ze swoim chłopakiem. Wiadomo, rodzice wspieraliby go finansowo, żeby skupił się na studiach i na nauce, więc tym bardziej nic nie stało na przeszkodzie.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Eze
— Z drugiej strony, jak ktoś się wychował w takim miejscu albo mieszka tam już od jakiegoś czasu, to pewnie nawet nie zwraca uwagi na te hałasy — wzruszył lekko ramionami. Jakby znalazł coś w tamtym rejonach w takiej samej cenie jak to, co miał teraz, to nawet by się dwa razy nad tym nie zastanawiał, bo wszystko było lepsze od mieszkania w Uptown. Chciałby móc sobie pozwolić na zamieszkanie w nieco lepszej dzielnicy, bo jak na razie, to musiał się mieć bardzo na baczności, kiedy gdzieś wychodził, zwłaszcza po zmroku. — Wiesz, że nie mam wyjścia. Nie stać mnie na nic innego z moją pensją — posłał mu przepraszające spojrzenie. Zdawał sobie sprawę z tego, że Igni się o niego martwił, bo nie raz dawał mu o tym do zrozumienia, ale nie zmieniało to faktu, że nie mógł sobie pozwolić na to, żeby cokolwiek w tej kwestii zmienić.
— To słaby zawodnik jesteś — zażartował i się zaśmiał. — Takie słodkie desery to trzeba umieć zjeść. To jest wyrobiona odporność przez lata — dodał rozbawiony. Sam jak wybierał jakieś słodkości, to zazwyczaj decydował się na najbardziej słodką opcję, jaką tylko można było dostać. Najwyraźniej mieli trochę inne podejście do słodyczy.
— Nie no, to w ogóle byłoby trochę słabe. Takie oszukiwanie klientów świadczyłoby tylko o tym, że właściciel ma coś do ukrycia — stwierdził. Z całą pewnością coś takiego w końcu wyszłoby na jaw, gdyby tak naprawdę lokal nie był dobry. Ludzie potrafili się dokopać do tego, czy jakieś opinie były podstawione. — Oj tak. Człowiek jak widzi tyle dobroci, to potem nie wie, na co powinien się zdecydować, żeby nie żałować, że wybrało się coś innego — skinął lekko głową. Jak był w takich miejscach i widział te wszystkie dobrocie, to nigdy nie wiedział, na co patrzeć i na co miałby ochotę. Na szczęście dzisiaj zdecydowanie się na coś poszło mu dość sprawnie.
— No tak — westchnął bezgłośnie. Przecież to nie tak, że będzie mógł poświęcać mu nadal tyle czasu, skoro zaraz zacznie się rok akademicki. Miał świadomość tego, że Igni będzie musiał poświęcić się nauce. Oczywiście nie miał nic przeciwko temu, że jego chłopak chciał studiować, ale miał trochę ból dupy o to, że miał przez to dla niego mniej czasu. — To na pewno. Byłoby na to nas wtedy stać, zwłaszcza że pewnie twoi rodzice by nie poskąpili — powiedział. Z drugiej strony nie był pewien, czy chciałby, żeby jego rodzice płacili większość czynszu, bo czułby się wtedy nie fair. Nawet jeśli mogliby z palcem w nosie płacić całość, to Ichi chciał się dokładać i to po równo. — No tak, przecież ona umrze, jak się wyniesiesz. Będzie odchodziła do zmysłów, nie wiedząc, co się z tobą dzieje — wywrócił oczami. Dobrze wiedział, że mama młodszego była nad wyraz opiekuńcza i że zapewne będzie dostawała na głowę, kiedy nie będzie mogła kontrolować każdego aspektu jego życia. — Właśnie, przecież przez większość czasu nawet nie ma ich w domu, więc co to dla nich za różnica, czy mieszkasz u nich czy sam. Poza tym w końcu musi nadejść ten moment, kiedy się wyniesiesz, zwłaszcza że przecież masz chłopaka, z którym jesteś już od dłuższego czasu — powiedział.
Igni
— To słaby zawodnik jesteś — zażartował i się zaśmiał. — Takie słodkie desery to trzeba umieć zjeść. To jest wyrobiona odporność przez lata — dodał rozbawiony. Sam jak wybierał jakieś słodkości, to zazwyczaj decydował się na najbardziej słodką opcję, jaką tylko można było dostać. Najwyraźniej mieli trochę inne podejście do słodyczy.
— Nie no, to w ogóle byłoby trochę słabe. Takie oszukiwanie klientów świadczyłoby tylko o tym, że właściciel ma coś do ukrycia — stwierdził. Z całą pewnością coś takiego w końcu wyszłoby na jaw, gdyby tak naprawdę lokal nie był dobry. Ludzie potrafili się dokopać do tego, czy jakieś opinie były podstawione. — Oj tak. Człowiek jak widzi tyle dobroci, to potem nie wie, na co powinien się zdecydować, żeby nie żałować, że wybrało się coś innego — skinął lekko głową. Jak był w takich miejscach i widział te wszystkie dobrocie, to nigdy nie wiedział, na co patrzeć i na co miałby ochotę. Na szczęście dzisiaj zdecydowanie się na coś poszło mu dość sprawnie.
— No tak — westchnął bezgłośnie. Przecież to nie tak, że będzie mógł poświęcać mu nadal tyle czasu, skoro zaraz zacznie się rok akademicki. Miał świadomość tego, że Igni będzie musiał poświęcić się nauce. Oczywiście nie miał nic przeciwko temu, że jego chłopak chciał studiować, ale miał trochę ból dupy o to, że miał przez to dla niego mniej czasu. — To na pewno. Byłoby na to nas wtedy stać, zwłaszcza że pewnie twoi rodzice by nie poskąpili — powiedział. Z drugiej strony nie był pewien, czy chciałby, żeby jego rodzice płacili większość czynszu, bo czułby się wtedy nie fair. Nawet jeśli mogliby z palcem w nosie płacić całość, to Ichi chciał się dokładać i to po równo. — No tak, przecież ona umrze, jak się wyniesiesz. Będzie odchodziła do zmysłów, nie wiedząc, co się z tobą dzieje — wywrócił oczami. Dobrze wiedział, że mama młodszego była nad wyraz opiekuńcza i że zapewne będzie dostawała na głowę, kiedy nie będzie mogła kontrolować każdego aspektu jego życia. — Właśnie, przecież przez większość czasu nawet nie ma ich w domu, więc co to dla nich za różnica, czy mieszkasz u nich czy sam. Poza tym w końcu musi nadejść ten moment, kiedy się wyniesiesz, zwłaszcza że przecież masz chłopaka, z którym jesteś już od dłuższego czasu — powiedział.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
if you think I'm pretty, lay your hands on me
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
Whispers of life
nie znacie typiary 🤷🏻♀️
— Pewnie tak. Najtrudniej jest się przestawić, jak się wcześniej mieszkało w cichej okolicy — odparł. No, czyli w takiej jak on, bo całe swoje dotychczasowe życie spędził na Washington Avenue. Dzielnica była cicha, spokojna i bezpieczna, a co za tym szło, znacznie różniła się od tych tętniących życiem jak French Quarter. Jakby miał zmieniać miejsce zamieszkania, zapewne szukałby czegoś w podobnym klimacie. — Tak, wiem. Ale nikt też nie kazał ci się wyprowdzać — burknął i wzruszył ramionami, zagryzając jeden z policzków od środka. To Ichiemu zależało na tym, żeby wyprowadzić się od niego i jego rodziców. Oni nigdy nie mieli z tym problemu, a to starszy twierdził, że nie chciał siedzieć im na głowie. Gdyby jednak z nimi został, nie musiałby się zamartwiać, że chłopak mieszka w takiej nieciekawej dzielnicy. Zresztą, dobrze wiedział, że samemu Ichiemu też niekoniecznie to odpowiadało.
— No na to wygląda — stwierdził i westchnął sobie ciężko, jakby to było coś złego. — Chyba tak. Dobrze, że żaden z nas nie bierze się za pieczenie, bo bylibyśmy wtedy trochę w dupie — odparł rozbawiony i pokręcił głową na boki. On robiłby za mało słodkie, a Ichi znowu za bardzo, więc nie potrafiliby się wstrzelić w gust tego drugiego. Był ciekaw tego, jakie były desery w tej kawiarnii. Czy należały do tych bardzo słodkich, czy jednak nieco mniej? Zapewne niedługo się przekonają.
— Oj tak, to na pewno — przyznał mu rację i pokiwał lekko głową. Na szczęście, ludzie nie byli idiotami, więc nawet jak ktoś próbował takich sztuczek, to niekoniecznie dawali się na to złapać i od razu byli w stanie wywnioskować sobie, że ktoś specjalnie wypisuje sobie sam pozytywne opinie, aby podbić sobie ocenę. — Zdecydowanie powinni oferować jakieś menu degustacyjne albo coś — odparł i pokręcił głową na boki, wzdychając cicho. Wtedy człowiek mógłby spróbować wszystkiego po trochu i przynajmniej wiedziałby, co mu smakowało, a co mniej podeszło mu do gustu.
— No nie. Moglibyśmy sobie pozwolić wtedy na coś porządnego — przyznał i skinął lekko głową. Na pewno jego rodzice nie wynajęliby mu mieszkania gdzieś, gdzie nie uważaliby, że będzie wystarczająco bezpiecznie. Jak nietrudno się domyślić, nie pozwoliliby mu również mieszkać w byle jakich warunkach, więc standard musiałby również być odpowiedni. Pod tym względem na pewno nie mieliby na co z Ichim narzekać. — Totalnie. Nie to, że czasami jak jest w trakcie rejsu i rzeczywiście czegoś od niej potrzebuję, to nie idzie się z nią skontaktować — przewrócił oczami. Uważał, że jego mama wyolbrzymiała, zwłaszcza kiedy sama nigdy nie miała dla niego czasu. — No dla mnie to brzmi sensownie i logicznie, ale ona pewnie i tak będzie dramatyzować. Z drugiej strony, to nie tak, że mogą mnie siłą zatrzymać w domu. I tak będą musieli się zgodzić, jeśli nie będą chcieli, żebym się wyniósł, a oni nawet nie wiedzieliby co się ze mną dzieje — stwierdził. — Chyba pogadam o tym z nimi przy najbliższej okazji, jak już oboje będą w domu — dodał. No, zapewne trochę będą musieli na to poczekać, ale wiedział, że w końcu się nadarzy okazja.
Ichi
— No na to wygląda — stwierdził i westchnął sobie ciężko, jakby to było coś złego. — Chyba tak. Dobrze, że żaden z nas nie bierze się za pieczenie, bo bylibyśmy wtedy trochę w dupie — odparł rozbawiony i pokręcił głową na boki. On robiłby za mało słodkie, a Ichi znowu za bardzo, więc nie potrafiliby się wstrzelić w gust tego drugiego. Był ciekaw tego, jakie były desery w tej kawiarnii. Czy należały do tych bardzo słodkich, czy jednak nieco mniej? Zapewne niedługo się przekonają.
— Oj tak, to na pewno — przyznał mu rację i pokiwał lekko głową. Na szczęście, ludzie nie byli idiotami, więc nawet jak ktoś próbował takich sztuczek, to niekoniecznie dawali się na to złapać i od razu byli w stanie wywnioskować sobie, że ktoś specjalnie wypisuje sobie sam pozytywne opinie, aby podbić sobie ocenę. — Zdecydowanie powinni oferować jakieś menu degustacyjne albo coś — odparł i pokręcił głową na boki, wzdychając cicho. Wtedy człowiek mógłby spróbować wszystkiego po trochu i przynajmniej wiedziałby, co mu smakowało, a co mniej podeszło mu do gustu.
— No nie. Moglibyśmy sobie pozwolić wtedy na coś porządnego — przyznał i skinął lekko głową. Na pewno jego rodzice nie wynajęliby mu mieszkania gdzieś, gdzie nie uważaliby, że będzie wystarczająco bezpiecznie. Jak nietrudno się domyślić, nie pozwoliliby mu również mieszkać w byle jakich warunkach, więc standard musiałby również być odpowiedni. Pod tym względem na pewno nie mieliby na co z Ichim narzekać. — Totalnie. Nie to, że czasami jak jest w trakcie rejsu i rzeczywiście czegoś od niej potrzebuję, to nie idzie się z nią skontaktować — przewrócił oczami. Uważał, że jego mama wyolbrzymiała, zwłaszcza kiedy sama nigdy nie miała dla niego czasu. — No dla mnie to brzmi sensownie i logicznie, ale ona pewnie i tak będzie dramatyzować. Z drugiej strony, to nie tak, że mogą mnie siłą zatrzymać w domu. I tak będą musieli się zgodzić, jeśli nie będą chcieli, żebym się wyniósł, a oni nawet nie wiedzieliby co się ze mną dzieje — stwierdził. — Chyba pogadam o tym z nimi przy najbliższej okazji, jak już oboje będą w domu — dodał. No, zapewne trochę będą musieli na to poczekać, ale wiedział, że w końcu się nadarzy okazja.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Eze
— Weź mi nic nie mów o przestawianiu się. Całe życie spędziłem w willi, a teraz mieszkam w takiej klitce. To jest jakaś masakra — westchnął. — Przynajmniej nie muszę mieszkać pod tym samym dachem z moim pojebanym ojcem i jego pizdą — skrzywił się delikatnie. To było dla niego najważniejsze, że nie musiał ich już oglądać. Nadal jednak jego ojciec próbował się z nim skontaktować i przekonać do tego, że może mu pomagać finansowo. Nawet jeśli to było kuszące, to nic od niego nie chciał. Nie miał zamiaru pozwolić na to, żeby facet poczuł się rozgrzeszony przez to, że dawał mu pieniądze. — No nie, ale nie chciałem siedzieć wam na głowie. Sam pewnie na moim miejscu czułbyś się trochę tak, jakbyś wykorzystywał okazję — wzruszył lekko ramionami. Nie chciał wykorzystywać tego, że rodzice Igniego nie mieli nic przeciwko temu, że u nich mieszkał. Niezależnie od tego, czy go lubili, to Ichi nie czuł się tam jak u siebie. Uważał na każdy swój ruch i każde słowo, byle tylko nie zrobić czegoś, co byłoby nietaktowane. No i mimo wszystko czuł się po prostu skrępowany w ich towarzystwie.
— Ej, kiedyś myślałem o tym, żeby spróbować coś upiec i nawet przeglądałem sobie różne przepisy i tak dalej, ale ostatecznie uznałem, że to zbyt skomplikowane i że pewnie nie dam sobie rady — powiedział. Czasami nadal wracał myślami do tego pomysłu, ale nie miał tyle odwagi, żeby rzeczywiście spróbować. Może kiedyś zbierze się w sobie i rzeczywiście upiecze coś dla siebie i dla Igniego?
— Z drugiej strony, jakby oferowali degustację, to człowiek byłby w stanie się zapchać tymi próbkami i nie musiałby wtedy nic zamawiać — zaśmiał się. — To nie byłoby dobre dla ich biznesu — rozbawiony pokręcił głową na boki. Mogli jedynie liczyć na to, że dobrze wybiorą i że nie będą żałować tego, na co się zdecydowali. Z drugiej strony, kiedy lubiło się słodycze, to raczej nie miało się takich, które bardzo by nie podeszły, a przynajmniej Ichi tak miał.
— Dokładnie — przyznał i skinął delikatnie głową. Nie musieliby się gnieździć w jakiejś kawalerce w marnej dzielnicy, a mogliby sobie pozwolić na coś lepszego. — Lubię twoją mamę, ale czasami ma naprawdę dziwne podejście do pewnych rzeczy — stwierdził. Z jednej strony kobieta miała obsesję na punkcie swojego syna i chciała wiedzieć kompletnie wszystko o tym, co porabiał i jak się czuł, a z drugiej znikała na długi czas, bo obsługiwała akurat jakiś rejs. Cóż, przynajmniej Igni nie mógł powiedzieć, że rodzice źle go traktowali, bo nawet jak ich nie było na miejscu, to się nim interesowali. Nawet jeśli to było w pewnym stopniu upierdliwe, to zazdrościł mu tego, że miał taki kontakt z rodzicami i że ci tak bardzo o niego dbali. — Jakby nie było, jesteś dorosły. Poza tym większość osób, które idą na studia, chcą się wynieść z domu rodzinnego, żeby mieć w końcu trochę więcej swobody — powiedział. Sam jakby szedł na studia, to chciałby się wynieść, żeby zacząć uczyć się dorosłego życia. — Jakbyś chciał, to możemy z nimi pogadać razem — zaproponował.
Igni
— Ej, kiedyś myślałem o tym, żeby spróbować coś upiec i nawet przeglądałem sobie różne przepisy i tak dalej, ale ostatecznie uznałem, że to zbyt skomplikowane i że pewnie nie dam sobie rady — powiedział. Czasami nadal wracał myślami do tego pomysłu, ale nie miał tyle odwagi, żeby rzeczywiście spróbować. Może kiedyś zbierze się w sobie i rzeczywiście upiecze coś dla siebie i dla Igniego?
— Z drugiej strony, jakby oferowali degustację, to człowiek byłby w stanie się zapchać tymi próbkami i nie musiałby wtedy nic zamawiać — zaśmiał się. — To nie byłoby dobre dla ich biznesu — rozbawiony pokręcił głową na boki. Mogli jedynie liczyć na to, że dobrze wybiorą i że nie będą żałować tego, na co się zdecydowali. Z drugiej strony, kiedy lubiło się słodycze, to raczej nie miało się takich, które bardzo by nie podeszły, a przynajmniej Ichi tak miał.
— Dokładnie — przyznał i skinął delikatnie głową. Nie musieliby się gnieździć w jakiejś kawalerce w marnej dzielnicy, a mogliby sobie pozwolić na coś lepszego. — Lubię twoją mamę, ale czasami ma naprawdę dziwne podejście do pewnych rzeczy — stwierdził. Z jednej strony kobieta miała obsesję na punkcie swojego syna i chciała wiedzieć kompletnie wszystko o tym, co porabiał i jak się czuł, a z drugiej znikała na długi czas, bo obsługiwała akurat jakiś rejs. Cóż, przynajmniej Igni nie mógł powiedzieć, że rodzice źle go traktowali, bo nawet jak ich nie było na miejscu, to się nim interesowali. Nawet jeśli to było w pewnym stopniu upierdliwe, to zazdrościł mu tego, że miał taki kontakt z rodzicami i że ci tak bardzo o niego dbali. — Jakby nie było, jesteś dorosły. Poza tym większość osób, które idą na studia, chcą się wynieść z domu rodzinnego, żeby mieć w końcu trochę więcej swobody — powiedział. Sam jakby szedł na studia, to chciałby się wynieść, żeby zacząć uczyć się dorosłego życia. — Jakbyś chciał, to możemy z nimi pogadać razem — zaproponował.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
if you think I'm pretty, lay your hands on me
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
Whispers of life
nie znacie typiary 🤷🏻♀️
— No tak, to poniekąd może być dla człowieka szok kulturowy — przyznał i kiwnął lekko głową. — Z drugiej strony, mieszkanie w willi jest spoko, dopóki nie siedzi się praktycznie cały czas samemu w pustym domu — wzruszył ramionami. Dokładnie tak było w przypadku Igniego. Najczęściej towarzystwa dotrzymywała mu gosposia oraz psy, bo jego rodzice rzadko kiedy bywali w domu. Miało to miejsce praktycznie od kiedy był dzieckiem i tak właściwie do tej pory niewiele się zmieniło pod tym względem. — No tak, to na pewno jest spory plus — przyznał mu rację i kiwnął lekko głową. Z dwojga złego, lepsze dla Ichiego było mieszkanie samemu w takiej klitce, niż użeranie się dalej ze swoim przemocowym ojcem i tą jego wstrętną, podłą żoną. — No ale mimo wszystko… — burknął. Jakby nie było, to nie tak, że chłopak nie miał alternatywy, bo rzeczywiście mógł zostać u nich tak długo, jak tylko by potrzebował. Igni doskonale wiedział, że jego rodzice nie wyrzuciliby chłopaka. Poza tym, przez większość czasu to i tak było tak, jakby mieszkali z Ichim sami, bo ich wiecznie nie było. No, ale też nie mógł go przecież do tego zmusić, jeśli ten nie czuł się w tej sytuacji komfortowo.
— Hmmm… Czy ja wiem? Jakby chcieć zrobić jakieś zwykłe ciasteczka z kawałkami czekolady, to nie brzmi to jak coś bardzo wymagającego — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Może rzeczywiście któregoś razu powinni spróbować coś takiego upiec? Każdy z nich upiekłby swoje, a potem oceniliby, które są smaczniejsze i któremu z nich poszło lepiej.
— No tak, racja. Przy takim wyborze deserów rzeczywiście tak mogłoby być — zgodził się z nim i pokiwał lekko głową. Dlatego też, niestety nie mieli wyjścia i musieli zdecydować się na jeden deser, co nie było łatwe przy takim obszernym menu. Miał nadzieję, że później tylko nie pożałują swoich wyborów, bo byłoby trochę słabo. Chciał jednak być dobrej myśli, skoro kawiarnia miała takie dobre opinie w internecie.
— Noooo… Jest dość specyficzna — przyznał mu rację i skrzywił się lekko. Jego zdaniem, po prostu przesadzała. Jednocześnie traktowała go jak malutkie dziecko i była nadopiekuńcza, ale kiedy rzeczywiście potrzebował jej troski i obecności, to kobiety nie było przy nim, bo tak akurat była w trakcie jakiegoś kilkutygodniowego rejsu. Nawet jeśli jego relacja z rodzicami sprawiała wrażenie dobrej, to mimo wszystko Ignatius miał wobec swoich rodziców sporo żalu, bo jakby nie było, po co decydowali się na dziecko, skoro nie mieli nawet czasu na jego wychowanie. — No właśnie. Poza tym, ileż można z nimi mieszkać. Też chcę w końcu trochę pokorzystać z życia — stwierdził rozbawiony. Nie można było zaprzeczyć temu, że Ashcroft był dość wyniuniany. — Jasne, możemy. Wiadomo, że na pewno będzie mi raźniej — stwierdził i posłał mu delikatny uśmiech. — Mam nadzieję, że nie będą robili mi z tym zbytnio pod górkę — dodał jeszcze i westchnął cicho.
Ichi
— Hmmm… Czy ja wiem? Jakby chcieć zrobić jakieś zwykłe ciasteczka z kawałkami czekolady, to nie brzmi to jak coś bardzo wymagającego — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Może rzeczywiście któregoś razu powinni spróbować coś takiego upiec? Każdy z nich upiekłby swoje, a potem oceniliby, które są smaczniejsze i któremu z nich poszło lepiej.
— No tak, racja. Przy takim wyborze deserów rzeczywiście tak mogłoby być — zgodził się z nim i pokiwał lekko głową. Dlatego też, niestety nie mieli wyjścia i musieli zdecydować się na jeden deser, co nie było łatwe przy takim obszernym menu. Miał nadzieję, że później tylko nie pożałują swoich wyborów, bo byłoby trochę słabo. Chciał jednak być dobrej myśli, skoro kawiarnia miała takie dobre opinie w internecie.
— Noooo… Jest dość specyficzna — przyznał mu rację i skrzywił się lekko. Jego zdaniem, po prostu przesadzała. Jednocześnie traktowała go jak malutkie dziecko i była nadopiekuńcza, ale kiedy rzeczywiście potrzebował jej troski i obecności, to kobiety nie było przy nim, bo tak akurat była w trakcie jakiegoś kilkutygodniowego rejsu. Nawet jeśli jego relacja z rodzicami sprawiała wrażenie dobrej, to mimo wszystko Ignatius miał wobec swoich rodziców sporo żalu, bo jakby nie było, po co decydowali się na dziecko, skoro nie mieli nawet czasu na jego wychowanie. — No właśnie. Poza tym, ileż można z nimi mieszkać. Też chcę w końcu trochę pokorzystać z życia — stwierdził rozbawiony. Nie można było zaprzeczyć temu, że Ashcroft był dość wyniuniany. — Jasne, możemy. Wiadomo, że na pewno będzie mi raźniej — stwierdził i posłał mu delikatny uśmiech. — Mam nadzieję, że nie będą robili mi z tym zbytnio pod górkę — dodał jeszcze i westchnął cicho.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Eze
— Zdecydowanie bym to tak określił — odparł. — No tak, to też prawda. Raczej człowiekowi nie jest miło samemu siedzieć w takim wielkim domu. Z drugiej strony ja się bardzo cieszyłem, kiedy gdzieś wyjeżdżali i mogłem zostać całkiem sam, ale w moim przypadku to nic dziwnego — wzruszył lekko ramionami. Sam naprawdę się cieszył za każdym razem, kiedy zostawał sam i nie musiał się bać o każde swoje słowo i krok. Życie z takim przemocowym ojcem było naprawdę paskudne. Cieszył się, że miał to już za sobą i że nic nie wskazywało na to, żeby miał do tego wrócić. Co prawda, jego ojciec próbował się czasami do niego odezwać i próbował go namawiać na powrót albo chociaż na to, żeby Ichi brał od niego pieniądze na życie, ale był na to za dumny i zbyt bystry. Nie miał zamiaru dać się złapać w taką pułapkę. — W końcu czuję, że mogę żyć. Bez bycia tłamszonym i uważania na każdym kroku — skrzywił się delikatnie. Jak sobie przypominał, w jakim lęku żył, kiedy mieszkał ze swoim ojcem, to aż mu się coś robiło w środku. Żadne dziecko nie powinno się bać przebywać w swoim domu. — No ja wiem, że nie możesz mi wybaczyć tego, że się wyniosłem — westchnął ciężko i pokręcił delikatnie głową na boki. Przecież Igni nie raz mu powtarzał, że mógł u niego zostać. Pamiętał też dobrze, jaki ten był na niego obrażony, kiedy pomagał mu się pakować. Rozumiał, że młodszy wolałby, żeby u niego został, ale siedzenie jego rodzicom na głowie nie było dla niego komfortowe, niezależnie od tego, jak się dogadywali.
— W sumie tak. To nie może być aż tak skomplikowane — przyznał. — Może faktycznie powinniśmy spróbować swoich sił? — zastanowił się na głos. A nuż by się okazało, że ciasteczka wyszłyby im naprawdę smaczne. Poza tym to był jakiś sposób na wspólne spędzanie czasu, które nie było siedzeniem przed telewizorem.
— Dlatego nie ma innego wyjścia i trzeba tutaj wpadać częściej, jeśli będziemy chcieli spróbować innych ciast — stwierdził. — No, o ile posmakuje nam wszystko, co dostaniemy — dodał. Oczywiście to nie tak, że mogli chodzić na randki tylko tutaj, bo jak szukali odpowiedniego miejsca, to pokazało im się naprawdę sporo ciekawych lokali w Nowym Orleanie. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wiele było fajny i klimatycznych kawiarni i restauracji. Zdecydowanie powinni częściej korzystać z tego, co oferowało miasto.
— Przynajmniej nie w złym tego słowa znaczeniu, bo na pewno nie dałaby nikomu zrobić ci krzywdy — powiedział. Widział, jak bardzo zależało jej na synu. Czasami był pod wrażeniem tego, że można było tak na kogoś chuchać i dmuchać. Nawet go to czasami bawiło, bo widział, jaki Igni bywał zirytowany, kiedy jego mama próbowała go zaczepiać. — To zdecydowanie musisz się od nich wyprowadzić — podsumował. Na samą myśl o tym, że mogliby razem zamieszkać, czuł niemałą ekscytację. — W takim razie wpadnę do ciebie, kiedy oboje będą na miejscu — uśmiechnął się do niego delikatnie. Zapewne nie stanie się to za szybko, bo wiecznie byli w rozjazdach. — Wiesz, jesteś dorosły, chodzisz na studia, więc jak najbardziej masz prawo do tego, żeby chcieć się wyprowadzić z domu. Taka jest kolej rzeczy — stwierdził.
Igni
— W sumie tak. To nie może być aż tak skomplikowane — przyznał. — Może faktycznie powinniśmy spróbować swoich sił? — zastanowił się na głos. A nuż by się okazało, że ciasteczka wyszłyby im naprawdę smaczne. Poza tym to był jakiś sposób na wspólne spędzanie czasu, które nie było siedzeniem przed telewizorem.
— Dlatego nie ma innego wyjścia i trzeba tutaj wpadać częściej, jeśli będziemy chcieli spróbować innych ciast — stwierdził. — No, o ile posmakuje nam wszystko, co dostaniemy — dodał. Oczywiście to nie tak, że mogli chodzić na randki tylko tutaj, bo jak szukali odpowiedniego miejsca, to pokazało im się naprawdę sporo ciekawych lokali w Nowym Orleanie. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wiele było fajny i klimatycznych kawiarni i restauracji. Zdecydowanie powinni częściej korzystać z tego, co oferowało miasto.
— Przynajmniej nie w złym tego słowa znaczeniu, bo na pewno nie dałaby nikomu zrobić ci krzywdy — powiedział. Widział, jak bardzo zależało jej na synu. Czasami był pod wrażeniem tego, że można było tak na kogoś chuchać i dmuchać. Nawet go to czasami bawiło, bo widział, jaki Igni bywał zirytowany, kiedy jego mama próbowała go zaczepiać. — To zdecydowanie musisz się od nich wyprowadzić — podsumował. Na samą myśl o tym, że mogliby razem zamieszkać, czuł niemałą ekscytację. — W takim razie wpadnę do ciebie, kiedy oboje będą na miejscu — uśmiechnął się do niego delikatnie. Zapewne nie stanie się to za szybko, bo wiecznie byli w rozjazdach. — Wiesz, jesteś dorosły, chodzisz na studia, więc jak najbardziej masz prawo do tego, żeby chcieć się wyprowadzić z domu. Taka jest kolej rzeczy — stwierdził.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
if you think I'm pretty, lay your hands on me
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
know you can't stop thinking 'bout it
i know that you're shitty and you're bad for me
but i can't stop thinking 'bout it
Whispers of life
nie znacie typiary 🤷🏻♀️
— No u mnie więcej ich nie ma niż są, więc ja znowu cieszyłem się, kiedy w końcu wracali do domu i mogłem z nimi spędzić trochę czasu. Chociaż teraz, kiedy jestem już dorosły jest to męczące, bo matka jest strasznie upierdliwa i chyba zapomina czasami, że już nie jestem nastolatkiem czy dzieckiem — przewrócił oczami. No, ale z dwojga złego i tak wolał, jak jego rodzice nie mieli na niego wyjebane, bo wiadomo, że z dwojga złego lepiej było mieć takich nadopiekuńczych, niż takich co to w ogóle się nie interesują, mają swoje dzieci w głębokim poważaniu albo stosują przemoc. Naprawdę mógł mieć o wiele gorzej, ale nie zmieniało to jednak faktu, że pod względem poświęcania mu czasu i wychowania go samemu, jego rodzice zawiedli na całej linii. — To najważniejsze — odparł. Nawet jeśli nie przelewało się u chłopaka i musiał teraz kisić się w małej kawalerce, to mimo wszystko i tak uważał, że miał lepiej niż w willi, w której mieszkał ze swoim przemocowym ojcem. Teraz przynajmniej Ichi nie musiał bać się przebywać we własnym domu, bo nigdy nie mógł przewidzieć, co akurat jego ojcu odwali. — Żebyś wiedział, że nie mogę — burknął i posłał mu nieprzychylne spojrzenie. Logiczne, że zdecydowanie bardziej wolał, kiedy mieszkali razem u niego. Częściej się widywali i mogli ze sobą spędzać znacznie więcej czasu. Wiadomo więc, że było mu to na rękę.
— No właśnie — odparł i pokiwał lekko głową. — Możemy, czemu nie. To nie tak, że ktoś nam broni. Wyjdzie to wyjdzie, a jak nie to też nie koniec świata. To tylko ciastka — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Równie dobrze mogą się też mile zaskoczyć i okaże się, że te jednak wyjdą im smaczne. Okaże się, jak już rzeczywiście się za to wezmą.
— Na to by wyglądało — zgodził się z nim. — No właśnie. Jeszcze nawet nie spróbowaliśmy, a już planujemy — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. Coś jednak czuł, że jak już dostaną swoje ciasto i kawę, to na pewno im posmakują, a to sprawi, że rzeczywiście będą chcieli tutaj jeszcze wracać. Nie miał ogólnie nic przeciwko temu, żeby częściej gdzieś wychodzili. Niekoniecznie akurat tutaj, ale w Nowym Orleanie było mnóstwo restauracji, kawiarni czy nawet barów, do których mogliby się wybrać i spędzić razem czas nieco inaczej, niż zalegając na kanapie w mieszkaniu Ichiego.
— No tak, to akurat racja — przyznał i pokiwał głową. Rzeczywiście, w tej kwestii chłopak miał rację, bo jego mama rzeczywiście nie pozwoliłaby na to, żeby znowu stała mu się jakaś krzywda. Na szczęście, teraz chyba nie było już żadnych powodów do obaw. — Mhm — wymruczał i kiwnął lekko głową. — Jasne. Dam ci znać, kiedy teraz w najbliższym czasie oboje będą w domu — powiedział i westchnął cicho. — No niby tak, ale mimo wszystko, wciąż jestem od nich zależny finansowo, a skądś jednak potrzebuję mieć pieniądze na mieszkanie i życie — stwierdził i zacisnął wargi w wąską linię. Co za tym szło, nie mógł tak po prostu mieć wyjebane na ich zdanie.
Ichi
— No właśnie — odparł i pokiwał lekko głową. — Możemy, czemu nie. To nie tak, że ktoś nam broni. Wyjdzie to wyjdzie, a jak nie to też nie koniec świata. To tylko ciastka — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Równie dobrze mogą się też mile zaskoczyć i okaże się, że te jednak wyjdą im smaczne. Okaże się, jak już rzeczywiście się za to wezmą.
— Na to by wyglądało — zgodził się z nim. — No właśnie. Jeszcze nawet nie spróbowaliśmy, a już planujemy — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. Coś jednak czuł, że jak już dostaną swoje ciasto i kawę, to na pewno im posmakują, a to sprawi, że rzeczywiście będą chcieli tutaj jeszcze wracać. Nie miał ogólnie nic przeciwko temu, żeby częściej gdzieś wychodzili. Niekoniecznie akurat tutaj, ale w Nowym Orleanie było mnóstwo restauracji, kawiarni czy nawet barów, do których mogliby się wybrać i spędzić razem czas nieco inaczej, niż zalegając na kanapie w mieszkaniu Ichiego.
— No tak, to akurat racja — przyznał i pokiwał głową. Rzeczywiście, w tej kwestii chłopak miał rację, bo jego mama rzeczywiście nie pozwoliłaby na to, żeby znowu stała mu się jakaś krzywda. Na szczęście, teraz chyba nie było już żadnych powodów do obaw. — Mhm — wymruczał i kiwnął lekko głową. — Jasne. Dam ci znać, kiedy teraz w najbliższym czasie oboje będą w domu — powiedział i westchnął cicho. — No niby tak, ale mimo wszystko, wciąż jestem od nich zależny finansowo, a skądś jednak potrzebuję mieć pieniądze na mieszkanie i życie — stwierdził i zacisnął wargi w wąską linię. Co za tym szło, nie mógł tak po prostu mieć wyjebane na ich zdanie.
po mieście błąka się tylko jedna dusza