ODPOWIEDZ
27 lat/a, 180 cm
nauczyciel fizyki w john f kennedy senior high school
Awatar użytkownika
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
Thirty
Nie miał pojęcia, w jaki sposób powinien wyjaśnić Sorenowi to, co właśnie odwalił, bo coś czuł, że ten nie będzie zadowolony z tego wszystkiego. Nic jednak nie potrafił poradzić na to, że po prostu nie wytrzymał i pozwolił sobie na to, żeby podjąć dość impulsywną decyzję, której nie skonsultował najpierw ze swoim narzeczonym. Ale może od początku...
Wszystko zaczęło się od tego, że nauczycielka chemii opowiadała w pokoju nauczycielskim o swojej młodszej siostrze. Okazało się, że ta działała w fundacji na rzecz ratowania zwierząt i ostatnio mieli interwencje u jakiegoś pseudohodowcy, a w rezultacie pod jej opiekę trafiła suka oraz cały miot szczeniaków setera szkockiego. Oczywiście Sylvan jak to Sylvan, momentalnie podłapał temat i zaczął wypytywać, co znowu podłapała nauczycielka, która zauważyła, że najwyraźniej mógłby być zainteresowany przyjęciem jednego z takich szczeniaków pod swój dach. Pomimo tego, że nie pytał, zostawiła mu namiary na fundację oraz telefon kontaktowy bezpośrednio do swojej siostry, w razie jakby jednak chciał się dowiedzieć czegoś więcej. Jak nietrudno się domyślić, jak najbardziej chciał, bo przecież od dawna chciał psiaka. Teraz kiedy w końcu mieli swój dom i w nim mieszkali, a Soren sam mówił, że będą mogli o tym pomyśleć jak się już przeprowadzą, tym bardziej go na to cisnęło. Skończyło się więc tak, że właśnie siedział w swoim aucie, na podjeździe domu należącym do siostry jego koleżanki z pracy, a na fotelu obok, na miejscu pasażera siedział szczeniak, wesoło merdając ogonem…
online
Sylvan 🩷
Obiecaj, że mnie nie zamordujesz jak wrócę do domu…
Wiadomość...

Wpatrywał się w ekran swojego telefonu, krótką chwilę czekając jeszcze na odpowiedź i zastanawiając się nad tym, czy dobrze zrobił. Soren jednak nie odpisywał, być może nie widząc jego wiadomości albo po prostu będąc czymś zajętym, więc w końcu odłożył telefon i odpalił samochód, po czym ruszył w kierunku domu licząc na to, że Soren nie wyrzuci go z niego, kiedy w nim zawita z ich nowym członkiem rodziny, który na ten moment wciąż jeszcze nie miał imienia. A właściwie to członkinią, bo to była suczka.
Im bliżej domu był, tym bardziej się stresował, bo mimo wszystko zdawał sobie sprawę z tego, że zrobił głupstwo, podejmując taką poważną decyzję samemu i nie omawiając tego wcześniej z Sorenem. Wiedział jednak, że mężczyzna mógłby chcieć odkładać to w czasie, a prawda była taka, że jak tylko zobaczył zdjęcia tych szczeniaczków, to przepadł bezpowrotnie i nie potrafił się wstrzymać, przez co zrobił takie głupstwo. Dotarł w końcu na miejsce, a po tym jak już zaparkował, wysiadł z samochodu i obszedł auto, by zaraz z miejsca pasażera zabrać szczeniaka i ruszyć z nim w kierunku drzwi wejściowych. Już chciał chwycić klamkę, żeby je otworzyć, ale w ostatniej chwili się rozmyślił. Zamiast tego, zadzwonił dzwonkiem, a potem chwycił szczeniaka pod przednimi łapami i uniósł go nieco, zasłaniając sobie nim twarz, żeby suczka była pierwszą rzeczą, którą Deville zobaczy po otwarciu drzwi.

Soren Deville
39 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
Did I drink too much? Am I losing touch?
Did I build a ship to wreck?
Whispers of life
31
Przy niedzieli miał zamiar zrobić trochę porządków na ogrodzie. Szkoła już się zaczęła, więc pozostawały mu tylko weekendy na to, żeby w nim trochę posiedzieć. Okazało się, że zajmowanie się ogrodem, roślinkami i całą resztą sprawiało mu sporą frajdę, więc chętnie się do tego wyrywał. Było w tym coś takiego, co sprawiało, że mógł się odstresować. Dzisiaj miał zamiar skosić trawnik, bo ten zdążył już trochę zarosnąć, więc to na tym się skupił. Zostawił telefon na stole na tarasie, więc nie słyszał, kiedy przyszła do niego wiadomość. Dopiero, kiedy postanowił się napić wody, która również na nim stała, sięgnął po urządzenie. Ściągnął brwi, kiedy przeczytał to, co Sylvan mu napisał, bo nie miał pojęcia, co to miało niby znaczyć. Zgłupiał, bo nie wiedział, czego miał się spodziewać, ale znając chłopaka, to mógł się spodziewać wszystkiego. Westchnął sobie tylko bezgłośnie i już miał mu odpisać, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi. Nie spodziewał się nikogo, więc był tym zaskoczony. Nie przeszło mu przez myśl, że to mógłby być jego narzeczony, bo przecież ten miał klucze i po prostu wszedłby do domu. Odłożył więc telefon z powrotem na stół i ruszył w stronę drzwi wejściowych.
Nie wyjrzał przez wizjer, bo rzadko kiedy to robił. A pewnie powinien, biorąc pod uwagę fakt, że po tym świecie chodzili różni ludzie. Otworzył drzwi, a gdy niemal przed samą twarzą zobaczył szczeniaka, to go zamurowało. Nie miał pojęcia, co się działo i chwilę zajęło mu przyswojenie sobie tego, co właśnie wiedział i że za psem kryje się nie kto inny, jak jego narzeczony. — Sylvan... — powiedział i przetarł oczy palcami, bo naprawdę zabrakło mu słów. Był pewien, że to był ich nowy domownik i nawet nie musiał o to pytać. — Wejdź — dodał z głośnym westchnięciem i przesunął się, żeby chłopak mógł wejść do środka. Zamknął za nim drzwi i stanął naprzeciwko, krzyżując ramiona na piersi. — Co masz mi do powiedzenia? — zapytał po prostu. Wbił spojrzenie w psiaka i przez chwilę mu się przyglądał, ale zaraz jeszcze raz głęboko odetchnął. — Skąd go masz i dlaczego nie powiedziałeś mi nic o tym, że jedziesz po psa? — zadał mu kolejne pytanie. Trochę nawet był rozczarowany tym, że chłopak podjął taką decyzję samodzielnie, nie konsultując tego z nim. Jasne, jakiś czas temu sam mu powiedział, że wezmą psiaka, kiedy się przeprowadzą i zadomowią, ale to nie znaczyło, że Sylvan mógł o tym sam decydować. Powinien się z nim najpierw skonsultować, bo mimo wszystko żyli razem pod jednym dachem i pies to będzie też obowiązek Sorena. — No po prostu nie mam słów — dodał jeszcze pod nosem i przetarł twarz dłońmi. Nawet nie wiedział, jak miał zareagować i co powiedzieć. To nie tak, że był na niego zły, bo nie był. Trudno mu było określić, jak tak naprawdę czuł się w tej całej sytuacji, bo miał w tym momencie w sobie wiele emocji i myśli.

Sylvan Lafleur
27 lat/a, 180 cm
nauczyciel fizyki w john f kennedy senior high school
Awatar użytkownika
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
Kiedy drzwi do domu się otworzyły, spuścił głowę, w pełni gotów na to, że urok szczeniaka nie załatwi sprawy i zapewne zostanie zrugany przez Sorena od stóp do głów. Wiedział, że zachował się samolubnie i nieodpowiedzialnie. Zdawał sobie sprawę z tego, że taką decyzję powinien omówić ze swoim narzeczonym, z którym mieszkali pod jednym dachem, ale po prostu… Nie. Tak właściwie to nie miał wytłumaczenia. Po prostu obawiał się tego, że jak powie Sorenowi co jest na rzeczy, to ten i tak się nie zgodzi, więc postanowił go postawić przed faktem dokonanym i liczyć na rozgrzeszenie. Zachował się chujowo i bezmyślnie, temu nie można było zaprzeczyć, ale miał nadzieję, że mężczyzna nie będzie się na niego gniewał zbyt długo i szybko mu wybaczy taki wybryk…
Przepraszam. Nie potrafiłem inaczej — powiedział na wstępie, zaraz po tym gdy usłyszał swoje imię z ust mężczyzny. To naprawdę było silniejsze od niego. Nie potrafił się powstrzymać. Gdy zobaczył zdjęcia tych słodkich, pięknych i uroczych szczeniaków, to coś się w nim obudziło. Kiedy mężczyzna kazał mu wejść do środka, mruknął cicho i skinął lekko głową, po czym dokładnie to zrobił. Chwycił pieska już normalnie, obejmując go, żeby suczce było wygodniej, a sam wlepił szczenięce spojrzenie w twarz Sorena, patrząc na niego tymi swoimi wielkimi oczami, z miną zbitego psa. Widać było po nim, że wiedział, że źle zrobił i nie zachował się fair. — Ja… To skomplikowane… Tak jakoś wyszło… — zaczął się motać, nie wiedząc nawet jak powinien się z tego wytłumaczyć. Czuł się teraz jak dziecko, które właśnie było rugane za coś, czego rodzice kazali mu nie robić, a on i tak to zrobił. — Od siostry nauczycielki od chemii. I nie powiedziałem ci, bo bałem się, że się nie zgodzisz, a ja naprawdę bardzo chciałem pieska… — wymamrotał, spuszczając wzrok i zagryzając nerwowo swoją dolną wargę. Pogłaskał też szczeniaka po głowie, jakby to miało mu nieco ulżyć i sprawić, że będzie się mniej stresować. — Przepraszam… — powtórzył ponownie. — Bałem się, że będziesz upierał się przy tym, że to wciąż za wcześnie i musimy jeszcze z tym poczekać… — odparł. — Od dziecka marzyłem o tym, żeby mieć psa, a nigdy nie mogłem, bo ojciec nigdy w życiu by sie nie zgodził — dodał jeszcze. Tak, oczywiście, że miał zamiar wziąć go na litość swoimi ckliwymi opowieściami z dzieciństwa, które jak dobrze już Soren wiedział, nie było kolorowe i usłane różami. — Siostra chemiczki działa w fundacji i ostatnio mieli interwencję w pseudohodowli. Przejęli sukę z całym miotem szczeniaków, które teraz muszą wyadoptować. Dała mi na nią namiary, napisałem, wysłała mi zdjęcia i tak jakoś wyszło, że nim się obejrzałem, to byłem pod jej domem… — odparł. — No spójrz na nią. Czy nie jest przesłodka? Jest taka śliczniusia, malusia i puchata — dodał i wydął dolną wargę, znowu wpatrując się w niego tym swoim szczenięcym spojrzeniem.

Soren Deville
39 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
Did I drink too much? Am I losing touch?
Did I build a ship to wreck?
Whispers of life
Nie potrafiłeś inaczej — powtórzył po nim, unosząc brew do góry. Nie miał pojęcia, jak miał do tego podejść i czy powinien się na niego o to gniewać. Jakby nie było, chłopak podjął bardzo poważną decyzję na całe lata bez konsultowania tego z nim. Jasne, mówił, że jak już się przeprowadzą i zadomowią, to wezmą szczeniaczka, ale nie zmieniało to faktu, że to powinna być ich wspólna decyzja. Trochę poczuł się tak, jakby jego zdanie nic dla Sylvana nie znaczyło. — Na pewno to nie jest tak skomplikowane, żebyś nie potrafił się z tego wytłumaczyć — odparł. Był bardzo ciekaw, co stało za tym, że młodszy przyszedł do domu z psem. Nie wiedział, czy to była spontaniczna decyzja, czy raczej planował to już od dawna i nie był pewien, którą wersję z tych dwóch by wolał. — Ale mimo wszystko powinieneś mi o tym powiedzieć. Nawet jeśli bałeś się, że ci odmówię — skrzywił się delikatnie. — Mieszkamy razem, więc ta decyzja wpływa na nas obu — westchnął ciężko. Nie miał nic przeciwko temu, żeby wzięli psa i to nie tak, że każe mu go oddawać, ale po prostu chciałby wiedzieć wcześniej, na co miał się przygotować. — Już mnie nie przepraszaj — odparł i pokręcił lekko głową na boki. Na nic mu te jego przeprosiny, skoro już się stało i to nie tak, że mogli coś z tym psem zrobić. Przecież nie każe mu go oddać z powrotem, bo Sylvan by mu się tutaj zapłakał na śmierć. Za dobrze go znał, żeby nie wiedzieć, jaki ten był wrażliwy. — Co nie zmienia faktu, że powinieneś mi o tym powiedzieć — spojrzał na niego z politowaniem. Nawet jeśli chłopak się bał, że mu odmówi, to powinien się z nim rozmówić na ten temat. Uważał, że Sylvan postąpił po prostu słabo, stawiając go przed faktem dokonanym. — Tak, ja to rozumiem, ale to nie zmienia faktu, że żyjemy razem i posiadanie psa będzie wpływać na nas obu — powiedział spokojnie. Nie miał zamiaru się unosić, bo to nie miałoby żadnego sensu. No i musiał przyznać, że jak tak patrzył na niego, kiedy robił te swoje minki i trzymał szczeniaczka na rękach, to po prostu miękł i nie potrafił się na niego o to złościć. — Przynajmniej można powiedzieć, że zrobiłeś to w szczytnym celu — westchnął ciężko. Wyglądało na to, że to była decyzja pod wpływem emocji. Jakoś nie dziwiło go to, że na chłopaku taka historia wywarła takie wrażenie, biorąc pod uwagę to, jaki ten był wrażliwy. Pokręcił głową na boki na jego kolejne słowa. — No nie mogę się nie zgodzić, że rzeczywiście jest słodka, ale to nie zmienia faktu, że posiadanie szczeniaka wiąże się z wieloma obowiązkami — powiedział. — No i nie mamy dla niej dosłownie nic. Żadnego posłania, misek, szelek... — zaczął wyliczać. Wyglądało na to, że czekały ich zakupy w sklepie zoologicznym. Z drugiej strony nie byłby zaskoczony, gdyby Sylvan już to wszystko ogarnął i pojechał na zakupy, zanim pojechał po pieska. Nie byłoby w tym niczego dziwnego.

Sylvan Lafleur
27 lat/a, 180 cm
nauczyciel fizyki w john f kennedy senior high school
Awatar użytkownika
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
Nie potrafiłem… — wymamrotał. Co prawda, mógł się wstrzymać, bo to nie tak, że ktoś mu przyłożył pistolet do głowy i kazał adoptować tego psa, ale nie potrafił się powstrzymać. Kiedy zobaczył zdjęcia tych szczeniaczków, to momentalnie się zakochał i nie potrafił tak po prostu olać tematu i nie wziąć jednego pod swój dach… Wiedział, że zachował się bardzo nie fair i nie byłby zaskoczony jakby po czymś takim Soren stracił do niego zaufanie, ale teraz już i tak było po ptakach. Zrobił to, a przecież nie pojedzie i nie odda szczeniaka. Poza tym, serce by mu pękło gdyby musiał to zrobić… — No trochę jest… — odparł. Podjął decyzję całkowicie pod wpływem emocji. Jeszcze dzisiaj rano nawet nie wiedział, że będzie miał w swoich rękach szczeniaka i wróci z nim do domu, oznajmiając Sorenowi, że najwyraźniej od tej pory byli dumnymi właścicielami psa. — Tak, wiem. Zachowałem się chujowo. Jestem najgorszym narzeczonym na świecie — powiedział i spuścił głowę, wyraźnie zasmucony. Oczywiście, że postanowił teraz stosować te swoje zagrywki, gdzie próbował wziąć go na litość, a nie było na to lepszego sposobu, jak mówienie o sobie w negatywny sposób. Wiedział, że Soren nie przepadał kiedy mówił o sobie taki rzeczy, więc dokładnie to postanowił zrobić. — Mhm… — wymruczał. Był świadom tego, że przeprosiny teraz rzeczywiście na nic się zdadzą, bo mleko się rozlało. Nawet jeśli Soren był na niego zły o to jak się zachował, to musiał mieć świadomość tego, że gdyby kazał mu odwieźć tego szczeniaka z powrotem, to sprawiłby, że pękłoby mu serce i by się załamał. Już zdążył się do niego przywiązać i nie wyobrażał sobie, że jednak miałby go zwrócić… — Tak, wiem… — pokiwał głową. Popełnił głupstwo, ale wiedział, że gdyby poruszył ten temat z Sorenem, to ten na pewno by się nie zgodził i kazałby im jeszcze trochę poczekać. Zanim podjąłby decyzję, to tych psiaków już dawno mogłoby nie być, bo wszystkie byłyby wyadoptowane do nowych domów. — Mhm… Przepraszam… — odparł ponownie, bo nie miał nawet nic na swoją obronę. Wiedział doskonale, że powinien powiedzieć o tym Sorenowi. Nawet kiedy jechał po tego psa, to cały czas o tym myślał i się tym stresował, bo nie miał pojęcia jak mężczyzna zareaguje i czy nie wykopie go z domu razem z tym psem.
No właśnie. Wyobraź sobie, jak te szczeniaki musiały mieć źle w tych okropnych warunkach i przez co musiały tam przechodzić… Ona zasługuje na kochający dom — powiedział i sięgnął ręką do głowy psiaka, który aktualnie po prostu przysypiał w jego ramionach i pogłaskał po niej delikatnie suczkę. — Poradzimy sobie. Obiecuję, że będę się nią zajmował, karmił ją, chodził z nią na spacery, jeździł do weterynarza… Będę robił wszystko co trzeba, to nie jest dla mnie problem — powiedział. Tak, jak najbardziej był w stanie przejąć na siebie wszystkie obowiązki, które będą wiązały się z opieką nad psem, jeśli to miałoby sprawić, że Soren nie będzie kazał mu go oddać. — Tak właściwie… Zanim pojechałem po nią, to zahaczyłem jeszcze o sklep zoologiczny, więc wszystkie takie podstawowe rzeczy kupiłem… Karmę, miski, szelki i smycz, i tak dalej… — powiedział i zagryzł nerwowo swoją dolną wargę.

Soren Deville
39 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
Did I drink too much? Am I losing touch?
Did I build a ship to wreck?
Whispers of life
Spojrzał na niego z politowaniem, kiedy chłopak uparł się, że to było skomplikowane. Był pewien, że to była historia typu, że zobaczył gdzieś fotki tego szczeniaka i sam zdecydował o tym, że go przygarnie, nie racząc zapytać go o zdanie. Zdziwiłby się, gdyby to rzeczywiście była jakaś skomplikowana historia. Ściągnął brwi, kiedy Sylvan powiedział o sobie w taki sposób, bo naprawdę nienawidził, kiedy to robił. Szlag go trafiał za każdym razem, kiedy ten miał do siebie takie podejście, więc jeśli chciał go wziąć na łaskę, to był na to najlepszy sposób. — Owszem, zachowałeś się chujowo, ale nie jesteś najgorszym narzeczonym — przetarł oczy palcami. — Nie wiem, co musiałbyś odwalić, żebym zmienił tak o tobie zdanie — pokręcił lekko głową na boki. Zdawał sobie sprawę z tego, że młodszy celowo mówił w ten sposób. Mimo wszystko nie miał zamiaru się uginać i łapać się na jego gierki. Chciał wiedzieć, co chłopak miał w głowie, kiedy sam podejmował decyzję o adopcji psa. Westchnął tylko na jego kolejne słowa. Miał ochotę zapytać, że skoro wiedział, że to było głupie, to po co to w takim razie zrobił, ale sobie darował, bo nie chciał, żeby Sylvan poczuł się tak, jakby go ganił. Ostatecznie to nie była jakaś wielka tragedia, że przyszedł do domu z psem. — Naprawdę nie musisz mnie przepraszać na każdym kroku. Przeprosinami nie cofniesz czasu i nie sprawisz, że zaakceptowanie tej decyzji będzie dla mnie łatwiejsze — powiedział i westchnął bezgłośnie. Wyglądało na to, że nie miał innego wyjścia jak tylko zaakceptować to, że teraz mieli nowego domownika.
Wiesz, ile jest takich szczeniąt? Jakbyś miał adoptować każdego psa z pseudohodowli, to nie starczyłoby ci miejsca w domu. Wiem, że szkoda takich biednych zwierzaków, ale to nie zmienia faktu, że nie trzeba każdego ratować — stwierdził. Wierzył, że było wiele chętnych na takie słodkie szczeniaczki i że te prędzej czy później znalazłyby kochający dom. No, ten znalazł, sądząc po tym, że był teraz w ramionach chłopaka. — Nie chodzi o to, że masz teraz brać na siebie wszystkie obowiązki. Chodzi o to, że są pewne decyzje, które trzeba podejmować wspólnie. Nie mam zamiaru zostawiać wszystkiego na twojej głowie, ale to nie zmienia faktu, że większość rzeczy rzeczywiście ty będziesz robił — powiedział. Skoro młodszy sam podjął decyzję odnośnie adopcji psa, to musiał przygotować się na to, że będzie się nim zajmował i wszystkiego go uczył. Nie dowierzał w to, co właśnie usłyszał. Pokręcił tylko powoli głową na boki, posyłając mu karcące spojrzenie. — Jesteś beznadziejnym przypadkiem, wiesz o tym? — westchnął ciężko. Przez chwilę jeszcze mu się przyglądał, ale w końcu podszedł do niego i sięgnął do pieska, żeby go pogłaskać po głowie. — Jak w ogóle ma na imię? — zapytał. Wyglądało na to, że jednak pogodził się z tym, że mieli nowego członka rodziny, ale co innego miał zrobić, skoro Sylvan postawił go przed faktem dokonanym.

Sylvan Lafleur
27 lat/a, 180 cm
nauczyciel fizyki w john f kennedy senior high school
Awatar użytkownika
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
Na jego słowa po prostu pokręcił głową na boki, jakby nie zgadzał się z tym co Soren powiedział i rzeczywiście tym najgorszym narzeczonym był. Gdyby nim nie był, to nie podjąłby takiej decyzji samemu, tylko jednak skonsultowałby to z mężczyzną. Zamiast tego, po prostu po pracy pojechał po szczeniaka, a potem wrócił z nim jak gdyby nigdy nic do domu, stawiając Sorena przed faktem dokonanym. Nic więc dziwnego, że ten był na niego zły i teraz tak go karcił. Jak najbardziej sobie na to zasłużył, ale nie zmieniało to faktu, że było mu też trochę przykro. Mężczyzna wiedział jak bardzo chciał psa i jak bardzo mu na tym zależało, a im dłużej odwlekał to w czasie, tym bardziej był rozczarowany, że to jeszcze nie był odpowiedni czas. Najwyraźniej uznał w końcu, że weźmie sprawy w swoje ręce, co też zrobił. — Tak, wiem… Zjebałem… — odparł. — Nie ma dla mnie usprawiedliwienia — powiedział i pociągnął nosem, bo z nadmiaru tych emocji i nerwów zebrało mu się na płacz. Jakby ktoś tak na niego z boku popatrzył i zobaczył jak się zachowuje, to pomyślałby, że właśnie informuje Sorena o tym, że go zdradził albo coś podobnego. Nic jednak nie mógł poradzić na to, że bardzo nie lubił, gdy mężczyzna się na niego gniewał albo był nim rozczarowany. Nawet jeśli poniekąd się tego spodziewał, to nie zmieniało to faktu, że było mu smutno i czuł się z tym wszystkim chujowo.
Tak, wiem… Ale chciałem zrobić coś dobrego… Poza tym to od siostry nauczycielki o chemii… — powiedział. Wychodził więc z założenia, że jeśli psami tymczasowo zajmował się ktoś z rodziny osoby, którą sam znał, to można było jej zaufać i wiedział, że go nie oszuka czy nie wyda mu szczeniaka, który zdecydowanie nie był jeszcze gotów na to, aby trafić do nowego domu albo będzie jakiś chory. Z tego co się dowiedział, wszystkie psiaki zostały przebadane, były zdrowe i zostały zaszczepione. — Ale ja tak bardzo chciałem psa… — powiedział po prostu i wzruszył ramionami. — Gdybym poruszył z tobą ten temat, to znowu byś odkładał to w czasie i mówił, że jest za wcześnie i musimy jeszcze poczekać. A ja już tyle czekałem… — powiedział. Tak na dobrą sprawę, to czekał na to odkąd był dzieckiem. Dla lepszego efektu jeszcze pociągnął nosem i wygiął usta w podkówkę, wpatrując się w niego zaszklonym, szczenięcym wzrokiem. Zupełnie, jakby to miało magicznie sprawić, że Soren nie będzie się na niego dłużej gniewał i nie będzie do niego dłużej mówił takim tonem, jak do dziecka, które się nie słuchało. — Przepraszam… — odpowiedział na jego pytanie i tylko jeszcze bardziej spuścił głowę. Jeszcze tego brakowało, żeby teraz się tutaj popłakał. Na pewno bardzo by to pomogło w tej sytuacji, która i tak już bez tego była dość napięta i niekomfortowa. — Maisie, ale jak chcemy, to możemy je zmienić… Jeszcze się do niego nie przyzwyczaiła — powiedział i uniósł nieco głowę, żeby na niego spojrzeć. — Jak dla mnie to może zostać, bo jej pasuje. Jest tak urocze jak ona sama — stwierdził i uniósł kąciki ust w niepewnym uśmiechu.

Soren Deville
39 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
Did I drink too much? Am I losing touch?
Did I build a ship to wreck?
Whispers of life
Westchnął głośno i wyraźnie na jego słowa. Nie chciał, żeby teraz Sylvan się samobiczował, bo nie o to w tym wszystkim chodziło. To nie tak, że jakoś bardzo się na niego gniewał. Był nim po prostu trochę rozczarowany, bo zakładałby, że porozmawia z nim na temat tego, że chciał tego konkretnego psa. Zapewne by się na to zgodził, skoro już zdążyli zadomowić się w nowym miejscu. Nie miałby żadnego argumentu na to, żeby mu odmówić. Jak widać jednak Sylvan postanowił nie informować go o tym, co zamierzał zrobić. — No nie ma, to akurat prawda — przyznał mu rację. Nie dało się zaprzeczyć temu, że nie powinien się zachowywać w taki sposób, skoro byli narzeczeństwem i mieszkali razem, ale to też nie tak, że stała się jakaś tragedia i miał zamiar się nad nim z tego powodu wytrząsać.
Co nie zmienia faktu, że mogłeś mi chociaż napisać, że jest taka sytuacja. Przecież jakbym zobaczył, że tak bardzo zależy ci na tym konkretnym psie, to bym się zgodził. Nawet nie miałbym już żadnego argumentu, żeby ci tego odmówić — pokręcił lekko głową na boki. Widać po nim było, że był nim trochę rozczarowany, ale nie można mu się było dziwić, bo spodziewałby się po nim trochę więcej odpowiedzialności. Uważał, że młodszy zachował się trochę jak nastolatek i prędzej to swojego syna posądzałby o takie zachowanie. — Nie wiesz, co bym powiedział — spojrzał na niego z politowaniem. — A nie pomyślałeś o tym, że mogę się o to naprawdę wściec i że się o to bardzo pokłócimy? — zapytał. — I nie, nie jestem zły, więc nie musisz płakać i patrzeć na mnie w taki sposób, w jaki to teraz robisz — dodał zaraz, żeby Sylvan sobie nie pomyślał, że się na niego gniewał. Był od tego daleki, bo nie uważał, żeby to był powód do tego, żeby wszczynać awanturę. I tak obiecał mu tego psa, więc równie dobrze mogli to załatwić w taki sposób. Mimo wszystko spodziewałby się po nim trochę bardziej odpowiedzialnego zachowania. — Sylvan... proszę cię, przestań mnie w końcu przepraszać — powiedział zrezygnowany. Nie chodziło mu o to, żeby chłopak tak się przed nim kajał, bo jego przeprosiny nie były mu po nic potrzebne. Bardziej martwiło go to, jak sobie poradzą ze szczeniakiem, kiedy kompletnie nic nie ustalili w tej kwestii, a młodszy biorąc psa, działał pod wpływem impulsu i zapewne w ogóle tego nie przemyślał. Choćby tego, że oboje chodzili do pracy, a taki szczeniak wymagał dużo uwagi. — Maisie — powtórzył po nim, po czym po prostu wziął od niego szczeniaka, żeby wziąć go na ręce i pogłaskać. — Może być. Rzeczywiście do niej pasuje — dodał. Zaraz się skrzywił, bo suczka postanowiła polizać go po policzku. — Caleb też będzie przeszczęśliwy — rzucił mimochodem i pochylił się, żeby odstawić suczkę na podłogę. Jakby nie było, miała cztery łapy, na których mogła chodzić. Uśmiechnął się do siebie pod nosem, bo rzeczywiście nie mógł zaprzeczyć temu, że była naprawdę urocza.

Sylvan Lafleur
27 lat/a, 180 cm
nauczyciel fizyki w john f kennedy senior high school
Awatar użytkownika
leave me in the dark, leave me with these things
tell me that you love me, i know all your talk is cheap
baby, i’m a code mistake, i was never meant to be
Whispers of life
Skąd miałem wiedzieć… Do tej pory jak zawsze poruszałem ten temat, to słyszałem w odpowiedzi, że nie teraz, później, potem… — wzruszył ramionami. Równie dobrze, tym razem Soren mógłby dalej przeciągać to w czasie, niezależnie od tego, że mieszkali w nowym domu. Argumentem mogłoby być chociażby to, że dopiero co się przeprowadzili i jeszcze się nie zaaklimatyzowali albo cokolwiek innego. Jakby chciał, to coś by się na pewno znalazło, żeby mu odmówić. Dlatego w obawie przed tym, po prostu podjął taką a nie inną decyzję. Teraz ponosił tego konsekwencje, będąc ruganym przez starszego. Nie chciał nawet sobie wyobrażać, jak bardzo Deville musiał być nim rozczarowany. — Ale mogę przypuszczać… — stwierdził i wzruszył ramionami. Tak samo, jak nie mógł mieć pewności, że Soren się zgodzi, tak samo nie mógł mieć pewności, że się nie zgodzi. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że już mu odmówił, to nic dziwnego, że bardziej skłaniał się ku temu, że tym razem zapewne będzie tak samo i dlatego zachował się w taki samolubny i nieodpowiedzialny sposób. Gdyby jednak tylko zapytał Sorena i rzeczywiście powiedział mu jak sprawy się miały, to przekonałby się, że mężczyzna zapewne zgodziłby się na tego szczeniaka i byłaby to decyzja podjęta wspólnie, a nie tylko przez samego Sylvana. — Myślałem… — powiedział. Wiedział, że starszy może się na niego bardzo zdenerwować, ale z drugiej strony, jakoś nie potrafił sobie wyobrazić, że ten wściekłby się aż tak bardzo, że doszłoby do poważnej awantury. Już zdążył się przekonać o tym, że mężczyzna raczej nie potrafił się na niego bardzo gniewać, co w sumie było na jego korzyść. Pewnie gdyby naprawdę bardzo wybuchł, to byłby zaskoczony i naprawdę by się przestraszył, że zjebał na całej linii.
Okej… — wymamrotał. Nic nie mógł poradzić na to, że było mu głupio. Poza tym, skoro wiedział, że źle zrobił, to najbardziej logiczne było dla niego to, aby po prostu przepraszać. Wyglądało jednak na to, że Soren miał dość tego, że tak w kółko to powtarzał. Tak czy siak, decyzja którą podjął był nieprzemyślana i impulsywna, a teraz skończyli ze szczeniakiem, więc jakoś będą musieli to ogarnąć. Wychodził z założenia, że skoro Soren nie kazał mu od razu odwieźć suczki skąd ją wziął, to oznaczało to jedynie tyle, że może u nich zostać. — Mhm — skinął głową, gdy mężczyzna powtórzył po nim jej imię. Oddał mu psiaka, uśmiechając się delikatnie pod nosem. Musiał przyznać, że mężczyzna ze szczeniaczkiem na rękach wyglądał naprawdę uroczo i rozczulająco. — No właśnie. Pewnie będzie wniebowzięty. Nie dość, że dostał gekona, to w dodatku jeszcze szczeniaka. Ja byłbym najszczęśliwszym dzieciakiem na świecie w takiej sytuacji — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Powiódł wzrokiem za suczką, która teraz zaczęła zwiedzać zaciekawiona swój nowy dom. — Tylko urośnie dość spora. To seter szkocki — powiedział jeszcze. Wychodził jednak z założenia, że Soren raczej nie chciałby jakiegoś małego wypierdka, tylko nawet jakby mieli decydować się na psa r a z e m, to stawiałby na jakiegoś większego. Przynajmniej tak jakoś mu to do niego pasowało.

Soren Deville
39 lat/a, 185 cm
Awatar użytkownika
Did I drink too much? Am I losing touch?
Did I build a ship to wreck?
Whispers of life
Przeprowadziliśmy się do nowego domu, mieszkamy tutaj już jakiś czas, więc nawet nie miałbym za bardzo argumentu, żeby ci odmówić — powiedział. Z drugiej strony Sylvan miał trochę racji, bo równie dobrze mógłby znaleźć jakąś inną wymówkę, żeby odwlekać to w czasie. Sam nie wiedział, jakby się zachował w takiej sytuacji. Zwlekał tyle z tym psem, bo wiedział, że to spora odpowiedzialność i że trochę im to skomplikuje życie. Sam nie był na to gotowy. No, teraz nie miał wyjścia jak tylko zrobić się gotowy, skoro Sylvan postawił go przed faktem dokonanym i nie dał mu wyboru. Musiał to po prostu zaakceptować, czy mu się to podobało, czy też nie. Westchnął ciężko na jego słowa. Nie mógł mu się dziwić, bo rzeczywiście tyle razy mu odmawiał, że większa szansa istniała na to, że znowu to zrobi. — Masz szczęście, że mam do ciebie taką słabość. Większość osób na moim miejscu naprawdę by się na ciebie wkurzyło — pokręcił głową na boki. Nawet jeśli był na niego trochę zły, to nie potrafił tej złości pokazać. To nie tak, że chciał go zjebać od stóp do głów za to, że młodszy przyszedł z tym psiakiem do domu. Nie uważał, że kłótnia cokolwiek by rozwiązała. W sumie to nic tego nie rozwiąże, bo wyjście było jedno — pogodzić się z tym, że teraz mieli w domu szczeniaczka.
Pewnie masz rację — odparł. — Jak wróci od kolegi, to będzie miał sporą niespodziankę. Na pewno nie spodziewa się tego, że w końcu wzięliśmy psa. A raczej, że ty go wziąłeś — posłał mu nieprzychylne spojrzenie, by zaraz odetchnąć krótko. Nie chciał się na niego złościć, bo wiedział, że wtedy Sylvan wpadnie w histerię, ale nie mógł sobie darować, żeby nie wbić mu choć małej szpilki. Przyglądał się suczce, kiedy ta zaczęła się rozglądać po domu, ale zaraz przeniósł spojrzenie na chłopaka, kiedy ten oznajmił, że pies będzie spory. — To nawet lepiej, bo nie chciałbym jakiegoś szczura — odparł. — Poza tym mamy taki duży dom i ogród, że możemy sobie pozwolić na coś większego — dodał. — Zapiszesz się z nią na jakieś psie przedszkole — zastrzegł od razu. — Nie chcę, żeby wyrosła na nieposłusznego psa. Skoro zdecydowałeś o tym za moimi plecami, to będziesz odpowiedzialny za wychowanie jej — wzruszył lekko ramionami. Uważał, że skoro młodszy sam podjął decyzję o tym, żeby wziąć psa, to powinien teraz zasuwać z nim na szkolenie.
Poszedł za suczką, która przeszła teraz do salonu i zaczęła obwąchiwać meble. — Mam nadzieję, że jej się tu podoba — rzucił mimochodem. — Skoro jest z interwencji, to pewnie ma teraz milion razy lepsze warunki, niż miała — stwierdził. Widział czasami fotki i filmiki z takich akcji i zawsze w głowie mu się nie mieściło to, że tak można traktować żywe zwierzęta. Jak dla niego, to powinni takich psychopatów od razu oddzielić od społeczeństwa, bo równie dobrze ludziom też mogli wyrządzić jakąś krzywdę.

Sylvan Lafleur
ODPOWIEDZ

Wróć do „303”