27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
— No niestety, prowadzenie swojego biznesu wiąże się z tym, że ma się sporo na głowie. Ale tak jak mówisz, przynajmniej są z tego spoko pieniądze i masz co robić — pokiwał lekko głową. — No i najważniejsze, taka praca jest w pełni legalna — dodał jeszcze. Kiedy byli w gangu, jak nietrudno się domyślić, Monty raczej nie wykonywał legalnej roboty i jakikolwiek hajs jaki zarobił pochodził z nielegalnych źródeł i był pozyskiwany w szemrany sposób. Teraz przynajmniej chłopak legalnie prowadził sobie swój bar, w dodatku pracowali razem i chyba wyglądało na to, że obaj byli zadowoleni z tego jak to wyglądało. — No nie będziesz miał wyjścia, jeśli rzeczywiście będziemy chcieli polecieć na te wczasy — stwierdził i uśmiechnął się nikle. Wiadomo, to nie tak, że koniecznie musieli się na nie wybrać, ale coś czuł, że oboje jednak woleliby gdzieś wyjechać na wczasy i odsapnąć.
W odpowiedzi na jego słowa uśmiechnął się delikatnie, najwyraźniej zadowolony z tego, że chłopak i tym razem mu uległ i się z nim zgodził. No, ale zawsze uważał, że Monty był znacznie atrakcyjniejszy od niego i nie zmieniło się to do tej pory. Akurat pod tym względem, inni mogli mu pozazdrościć takiego przystojnego chłopaka. Co prawda, może nie zawsze był idealny i miał swoje za uszami, ale bardzo zmienił się od tamtej pory. — O, no tak, na pewno. Taaaaki jesteś skromny, że hoho — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie na boki głową. Niekoniecznie opisałby w ten sposób Bonneya, bo nie można było zaprzeczyć temu, że od czasu do czasu chłopak lubił się przechwalać.
— No tak, niby wiem, ale jednak pies to jest dość spora odpowiedzialność — stwierdził. Jakby nie było, to było żywe stworzenie, które będzie od nich zależne i o które będą musieli odpowiednio zadbać, więc nic dziwnego, że trochę obawiał się tego, że Bonney może się nie zgodzić. Na szczęście, okazało się, że nawet nie musiał go na to namawiać, bo ten od razu przytaknął i nie miał nic przeciwko temu, żeby rzeczywiście sprawili sobie pieska. Również sięgnął po kieliszek z winem, żeby upić dość spory łyk, po czym odetchnął sobie cicho. — Tak też myślałem. Poza tym bałbym się w tej okolicy, że takiego małego coś by dopadło i rozszarpało. Ogrodzenie ogrodzeniem, ale wiadomo, że to też nie tak, że nie byłoby do sforsowania — stwierdził. — Ja też bym chciał jakiegoś dużego, ale chyba też takiego bardziej puchatego. Takiego miśka do przytulania — stwierdził. Nie miało dla niego znaczenia to, czy będzie rasowy, czy też nie. Na pewno jednak teraz bardziej zainteresuje się tematem i zacznie szukać informacji w internecie. — I chyba wolałbym, żebyśmy wzięli szczeniaka — stwierdził. Chciał psiaka, którego będzie mógł wychować, poza tym uwielbiał szczeniaczki, więc nie potrafiłby sobie darować, jeśli już rzeczywiście decydowaliby się na tego psa.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
— No i nie mam czasu na to, żeby wpadać na jakieś durne pomysły. Głupoty nie mają, kiedy przyjść mi do głowy — zaśmiał się i pokręcił lekko głową na boki. Nie dało się zaprzeczyć temu, że kiedyś rzeczywiście bardzo często zdarzało mu się wpadać na naprawdę durne pomysły. Samo to, że uwikłał się w gang, było po prostu głupie. Na szczęście już od dawna nie wpadł na coś, co by im zaszkodziło. Co prawda, na samym początku Toto uważał, że kupowanie swojego własnego baru było idiotycznym pomysłem, ale ostatecznie wyszło na Bonneya i wszystko świetnie hulało. — Tak, to zdecydowanie o wiele lepsze niż szemrane interesy. Nie muszę się codziennie bać o to, że nie wrócę do domu w jednym kawałku albo że zgarnie mnie policja... Jak tak o tym czasami myślę, to miałem w tym wszystkim więcej szczęścia niż rozumu, bo nie dość, że nigdy mnie nawet nie spisali, to jeszcze nawet podczas większych akcji wychodziłem tylko trochę poobijany. Niektórzy kończyli znacznie gorzej — powiedział. Na przykład pod ziemią. Kilka razy był świadkiem sytuacji, kiedy jakiś jego kolega z gangu umierał. Teraz jak o tym myślał, to wydawało mu się to przerażające, ale wtedy był tak przećpany i przepity, że nie miał w związku z tym żadnych refleksji. — Wypiję sobie coś na odwagę na lotnisku — posłał mu zaczepny uśmiech. Wiedział, że ludzie lubili sobie coś wypić podczas takich wypraw, więc z całą pewnością nie byłby pierwszym ani ostatnim, który chlapnął sobie na odwagę.
Ściągnął brwi na jego słowa, bo nie do końca rozumiał, co Toto miał na myśli. — Ej, naprawdę jestem skromny. Przecież to nie tak, że chodzę i się obnoszę z tym, jaki jestem przystojny — wywrócił oczami, by po chwili uśmiechnąć się do siebie pod nosem. — A to, że czasami się czymś pochwalę albo puszczę sobie oczko do lustra, o niczym nie świadczy — dodał jeszcze. Na szczęście nie był nieznośnie pewny siebie. Takie osoby strasznie go irytowały i jak widział takich typów, którzy w kółko się sobą zachwycali, to coś mu się robiło w środku.
— Spora, ale czy większa niż kupowanie baru bez przemyślenia tego na chłodno? — rzucił żartobliwie. — Myślę, że damy sobie z tym radę i to nie będzie jakiś wielki problem — dodał. Wiele ludzi miało psy, więc to też nie tak, że to tak gigantyczna odpowiedzialność, że trzeba było teraz się do tego przygotowywać latami. — Mówisz, że jakiś aligator by wyczaił pieska na ogródku i postanowiłby sforsować ogrodzenie? — zapytał i uśmiechnął się do niego zaczepnie. Raczej nie byłoby to niemożliwe, bo aligatory były ogromne i pewnie taki płot to nie był dla nich wielki problem. Nawet nie chciał myśleć, w jaką Toto wpadłby histerię, gdyby coś zjadło mu psa. — O tak, zdecydowanie musi być puchaty. Taki, żeby dało się do niego przytulać — odparł. Najwyraźniej wyglądało na to, że pod tym względem dobrze się dogadają. — Szczeniaczka, jasne — skinął lekko głową. — W takim razie musisz się rozejrzeć w internecie co i jak. Ogarniemy to zaraz, jak wrócimy z podróży poślubnej — uśmiechnął się do niego delikatnie.

Toto
27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
— Tak, to też — odparł i pokiwał głową. Rzeczywiście, głowę chłopaka zaprzątały inne rzeczy, dzięki czemu ten nie myślał o żadnych głupotach, a Toto mógł spać spokojnie. Skłamałby, gdyby powiedział, że czasami nie nachodziła go wciąż obawa, że Monty wróci do swoich złych nawyków z przeszłości i to wszystko trafi szlag, nawet jeśli już byli ze sobą od dłuższego czasu. Nic jednak nie mógł na to poradzić, to było silniejsze od niego. Kilkukrotnie miał okazję przekonać się o tym, jaki Bonney potrafił być naprawdę i nigdy więcej nie chciał już przez to przechodzić. Zapewne nigdy tak do końca nie przestanie się bać tego, że coś jednak pójdzie nie tak i ostatecznie ich drogi znowu się rozejdą, tyle tylko, że tym razem rzeczywiście już tak na zawsze. — Tak. To jakiś cud, że nigdy nie stała ci się żadna poważna krzywda albo nie trafiłeś za kratki. Rzeczywiście miałeś w tym wszystkim więcej szczęścia niż rozumu. Szkoda tylko, że się w to wszystko wpakowałeś, bo gdyby nie to… — urwał na moment. — Zapewne wszystko między nami wyglądałoby całkiem inaczej i inaczej się potoczyło — westchnął cicho. No, ale nie mogli cofnąć czasu i zmienić tego, co się wydarzyło. Najważniejsze, że ostatecznie wszystko skończyło się dobrze, a przynajmniej taką miał nadzieję Toto. Teraz z powrotem byli sobą, Monty zachowywał się jak całkiem inny człowiek i widać było, że zmienił się i tym razem nie miał zamiaru zachowywać się jak nieodpowiedzialny, rozpieszczony gówniarz, który widział jedynie czubek swojego własnego nosa. Wyglądało na to, że chłopak w końcu dorósł i dojrzał. Szkoda tylko, że tak późno i po drodze musiało wydarzyć się tyle nieprzyjemnych rzeczy, która ostatecznie sprawiły, że ten uświadomił sobie jak bardzo zjebał. — Tylko nie za dużo, żeby cię wpuścili na pokład — odparł rozbawiony i pokręcił lekko głową na boki.
— No nie, nie obnosisz się, ale czasami lubisz się trochę poprzechwalać, co? Nie tylko w kwestii swojego wyglądu — powiedział i posłał mu zaczepny uśmiech. — Też mi się tak wydaje — zgodził się z nim i pokiwał lekko głową. Musiał przyznać, że teraz już naprawdę nie mógł doczekać się tego, aż rzeczywiście ten psiak pojawi się w ich życiu. Zawsze chciał mieć jakiegoś zwierzaka, ale jakoś nigdy nie było odpowiedniego momentu, żeby się na niego zdecydować. Najwyraźniej uznał, że teraz ich sytuacja była na tyle dobra i stabilna, że w końcu mogliby sobie na to pozwolić. — No, może nie aligator, ale masz tu też inne dzikie zwierzęta… — odparł i wzruszył lekko ramionami. Nie chciał pieska, którego musiałby potem cały czas pilnować i bałby się go wypuścić przed dom, żeby sobie pobiegał. Poza tym, w takim miejscu na pewno czułby się bezpieczniej, gdyby mieli takiego większego. — Cieszę się, że oboje jesteśmy zgodni w tej kwestii. To na pewno wiele ułatwi jak już przyjdzie do wyboru — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. — Mhhhm, koniecznie — odparł. — No okej. Może jakoś wytrzymam i nie umrę z niedoczekania — stwierdził rozbawiony i zaśmiał się cicho.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
— Tak, wiem. To było naprawdę głupie, że się w to wciągnąłem. Z drugiej strony nie wiem, czy byłbym w stanie jakoś pozbierać życie do kupy i nie żyć dalej na ulicy, gdyby nie dali mi tego mieszkania. To był tego spory plus — westchnął. Nie dało się zaprzeczyć temu, że był w bardzo opłakanej sytuacji, kiedy ludzie z gangu się nim zainteresowali. Żył bez dachu nad głową, praktycznie bez pieniędzy. Toto miał dobrze, bo uratował go jakiś fagas, ale Monty już nie miał tyle szczęście. Na szczęście to wszystko mieli już dawno za sobą i teraz wiedli bardzo stabilne życie. Pasowało mu to, że miał teraz poczucie bezpieczeństwa. — To na pewno... — przyznał. — Ale nie chcę o tym rozmyślać. To były naprawdę chujowe czasy i zrobiłem wiele złego — dodał z krótkim westchnięciem. Wiedział, że robił źle, dołączając do gangu, bo robił wiele rzeczy, za które powinien zostać ukarany. Na szczęście przez ten cały czas udawało mu się wywinąć odpowiedzialności. — Nie musisz się o to martwić. Nie nachleję się do nieprzytomności — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem. Wypije sobie jednego albo dwa na odwagę i tyle. Przecież nie miał zamiaru robić Toto wstydu.
— Dobra, może rzeczywiście czasami mam nastrój na to, żeby się przechwalić tym albo tamtym — przyznał i się zaśmiał. No, nie mógł powiedzieć, że Toto nie miał racji, bo rzeczywiście czasami mógł sprawiać wrażenie zapatrzonego w siebie. — Jest tego sporo, temu nie można zaprzeczyć. Raczej byłoby słabo, gdyby coś zeżarło nam psa — westchnął. Nawet nie chciał myśleć o takiej sytuacji. Musiał postawić ten płot jak najszybciej, żeby Toto czuł się bezpieczny i żeby mogli na poważnie zacząć myśleć o psie. Sam się nie bał mieszkać w tej okolicy, ale chłopak czasami wspominał o tym, że nie czuł się tutaj wcale tak pewnie. Nie można mu się było dziwić, bo w nocy dało się słyszeć naprawdę przerażające dźwięki, a dom stał w sporej odległości od sąsiada. — Z całą pewnością. Może powinniśmy postawić na rasowego psa? Żeby wiedzieć, czego się mniej więcej spodziewać, kiedy dorośnie — powiedział. Mogliby też wybrać sobie taką wielkość i wygląda psa, jakie chcieli. Z kundelkami nigdy nie było wiadomo i to było loteria. Pies, który wyglądał na małego, mógł się okazać ogromny i na odwrót. Chyba nie chciał grać w tę ruletkę. — Mam tylko nadzieję, że damy sobie radę z takim małym pieskiem. Nigdy nie miałem do czynienia ze szczeniaczkami — odparł. W ogóle nie miał za wiele do czynienia z psami, bo nie miał gdzie mieć. — Myślę o tym pod tym względem, że potem trzeba by mu szukać jakiegoś domu na tydzień, kiedy już pojedziemy na wakacje — wyjaśnił, co takiego miał na myśli. Nie chciał, żeby Toto pomyślał sobie, że po prostu chciał to odwlec w czasie, bo nie był pewien tej decyzji. Był jej pewien, bo skoro Solace czegoś chciał, to nie mógł mu tego odmówić.

Toto
27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
— I przy okazji wciągnąłeś w to również mnie — zwrócił uwagę. Gdyby nie Monty, sam również nie skończyłby w gangu. Rozumiał, że chłopak był zdesperowany i potrzebował dachu nad głową, żeby mieć gdzie mieszkać i móc go odzyskać, ale to nie zmieniało faktu, że nie musiał wdawać się w takie szemrane interesy, żeby to osiągnąć. W dodatku jeszcze Toto również w to wciągnął, co było bardzo egoistyczne. Nie myślał o tym, że może mu się stać jakaś krzywda i naraził go świadomie na duże niebezpieczeństwo. Na szczęście, jakoś był w stanie się z tego ostatecznie wyrwać, tyle tylko, że jakim kosztem… — Mhm. Też nie chcę do tego wracać — przyznał i westchnął cicho. Nie wspominał tamtych czasów dobrze, więc nic dziwnego, że ani jeden, ani drugi nie chcieli o tym rozmawiać. Żaden z nich nie wspominał tego dobrze. — To dobrze. W takim razie trzymam za słowo — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. Akurat teraz mu ufał, bo wiedział już, że Monty nie przeginał ani z alkoholem, ani z innymi używkami, tak jak miało to miejsce w przeszłości.
— No masz, nie zaprzeczę — przyznał i pokiwał delikatnie głową. Chłopak jak najbardziej od czasu do czasu lubił się poprzechwalać i nie była to żadna nowość. No, ale to nie tak, że nie miał ku temu powodów, zwłaszcza jeśli chodziło o wygląd. — Byłoby bardzo słabo. Nie wspominając o tym, jakiej traumy bym się nabawił po czymś takim — spojrzał na niego z politowaniem. No, nie można było zaprzeczyć temu, że gdyby taki scenariusz rzeczywiście się wydarzył, to Solace chyba by wpadł w histerię. Nawet nie chciał sobie czegoś takiego wyobrażać. Nie od dziś było wiadomo, że był tym typem osoby, która wszystko bardzo przeżywała, bo był od zawsze dość wrażliwy. Na szczęście, okazało się, że Monty nie będzie miał żadnego problemu z tym, żeby postawić im ogrodzenie wokół w domu, więc wyglądało na to, że niedługo będa mogli spać spokojnie. — Też o tym myślałem. Co prawda, wiadomo, że lepiej by było adoptować jakiegoś ze schroniska, ale nie mieliśmy też nigdy żadnego psa, więc kupno rasowego chyba w naszym przypadku lepiej by się sprawdziło… — stwierdził. W takim przypadku przynajmniej by wiedzieli mniej więcej czego mogą się spodziewać, a adopcja psa ze schroniska wiązałaby się ze strzałem w ciemno. W dodatku słyszał, że często w takich miejscach kłamali na temat zwierząt, byleby tylko je komuś wydać, a to też jednak było jakieś tam ryzyko. — No ja też nie i w sumie trochę mnie to stresuje, ale z drugiej strony… Przecież tyle ludzi ma psy, więc chyba nie jest to coś aż tak skomplikowanego — stwierdził i wzruszył ramionami. Chciał być dobrej myśli i wierzyć w to, że sobie poradzą. — No tak, masz rację. Przecież nie możemy go wziąć i zaraz zostawić na tydzień z kimś obcym — przyznał mu rację. — No nic, nie mam wyjścia. Może jakoś wytrzymam — odparł rozbawiony i pokręcił głową na boki. Teraz to już mu nie robiło większej różnicy, skoro wiedział, że i tak tego psa ostatecznie będą mieli.

Monty
28 lat/a, 180 cm
właściciel w Rampart Treehouse
Awatar użytkownika
Nieokiełznane bydle
¯\_(- > -)_/¯
Whispers of life
— Tak, wiem. I bardzo cię za to przepraszam. Akurat tego nigdy nie będę w stanie odkupić — westchnął ciężko. Wtedy nie myślał o tym, w jakie niebezpieczeństwo go pakował. Myślał tylko o sobie i o tym, jak zyskać w oczach innych osób z gangu. Teraz, jak tak sobie o tym pomyślał, to musiała być dla Toto ogromna trauma, żeby być w gangu, kiedy był taką wrażliwą osobą. Wolał się nad tym za bardzo nie zastanawiać, bo wyrzuty sumienia nie dawały mu spokoju. Skinął lekko głową, zgadzając się z nim. Nie było sensu wracać do czasów, które były tak okropne. Najważniejsze, że jakoś z tego wszystkiego wybrnęli i że teraz byli ze sobą szczęśliwi. Monty miał swój bar, chłopak u niego pracował i ich sytuacja była tak stabilna, jak jeszcze nigdy wcześniej.
— Ale hej, przynajmniej w niektórych przypadkach mam ku temu powody. Poza tym trochę samozachwytu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Trzeba dbać o swoją samoocenę — puścił mu oczko i się zaśmiał. Lepiej tak, niż jakby miał być zakompleksiony i jakby te kompleksy odbijały się na jego codziennym życiu. — To z całą pewnością. Jestem pewien, że nie byłbyś w stanie się z tym długo pogodzić, nie wspominając o tym, że chyba dostałbyś ataku paniki, gdybyś znalazł ślady walki — powiedział. Jakby zobaczył swojego psa w kawałkach albo mnóstwo krwi, to pewnie dostałby histerii. Sam pewnie też byłby w niemałym szoku. Na szczęście już ustalili, że postawi płot, żeby nie musieli się martwić o takie rzeczy. — Nie ma co się nad tym zastanawiać. Wybierzemy odpowiednią rasę, która będzie nam pasowała wyglądem i charakterem. Najlepiej by było postawić na jakiegoś rodzinnego, żeby jego wychowanie nie było zbyt wymagające — stwierdził. Na pewno nie miał zamiaru brać jakiejś rasy, która była uznawana za agresywną, bo jak na pierwszy raz, to na pewno by sobie nie poradzili. — Myślę, że damy sobie radę. Jesteśmy dorosłymi facetami. Nie może być tak, że wychowanie psa nas przerośnie — zaśmiał się. Nie uważał, żeby było się czym martwić, nawet jeśli trochę stresowało go to, że mieli zamiar wziąć pod swój dach szczeniaczka. Skoro jednak Toto zależało na tym, żeby mieć psa, to nie mógł mu tego odmówić. Wiadomo, że jak Solace chciał, to dostawał to. — Mhm, dokładnie. Poza tym nawet nie bardzo mielibyśmy z kim, bo moja przyjaciółka nie może mieć zwierząt w swoim mieszkaniu, a wątpię, żeby się zgodziła zostać u nas i dojeżdżać stąd codziennie do miasta do pracy — powiedział i wzruszył lekko ramionami. Poza tym chciał najpierw wziąć ślub, odbyć podróż poślubną bez żadnych trosk, a dopiero potem myśleć o takiej rewolucji, jaką będzie pies. — Nie masz innego wyjścia. Jakoś umilę ci ten czas — odparł żartobliwie.
Sięgnął po swój kieliszek, żeby dopić jego zawartość, po czym odsunął go od siebie. Zerknął na zegarek w telefonie, chcąc sprawdzić godzinę. — Zrobiło się naprawdę późno — zauważył. — Co byś powiedział na to, żeby przenieść do łóżka? Prawdę powiedziawszy, jak tak teraz schodzi ze mnie ten cały stres związany z oświadczynami, to zrobiłem się senny — przyznał.

Toto
27 lat/a, 171 cm
Awatar użytkownika
how long can i still play pretend?
how long 'til our worlds come crashing in?
Whispers of life
nie powiem, bo wstyd
W odpowiedzi na jego słowa wydał z siebie jedynie cichy pomruk. Nie mógł zaprzeczyć temu, że rzeczywiście to była jedna z gorszych decyzji jakie Monty mógł podjąć. Jak sam chciał się wpierdalać w takie gówno, to jego sprawa, ale fakt, że wciągnął w to również kogoś, kogo kochał i ryzykował jego zdrowiem oraz życiem… To było naprawdę chujowe. Co prawda, wtedy Toto nie myślał w taki sposób i nie patrzył tak na to, a dopiero z czasem dotarło do niego, że Bonney tak naprawdę świadomie naraził go na niebezpieczeństwo.
— Oczywiście, że tak. Wiadomo, że lepiej jest mieć wysokie poczucie własnej wartości, niż być zakompleksionym i nie potrafić spojrzeć na siebie przychylnym okiem — stwierdził. Cóż, sam miał swojego czasu niemałe problemy z poczuciem własnej wartości. Tak właściwie, wciąż poniekąd je miał, bo nie można było powiedzieć, żeby miał o sobie jakieś bardzo pozytywne zdanie. Niby Bonney zapewniał go o tym jaki był atrakcyjnym i prawił mu komplementy bardzo często, ale nawet to nie zmieniało tego jak Toto postrzegał sam siebie. — Weź. Nawet nie chcę rozważać takiego scenariusza ani sobie tego wyobrażać — powiedział i pokręcił delikatnie głową na boki. Na szczęście, to na pewno nie będzie jego zmartwienie, bo zanim w ich domu pojawi się pies, to Monty miał zamiar najpierw postawić ogrodzenie, aby ten mógł być bezpieczny. Cóż, Toto również zapewne będzie się czuł podobnie, gdy to już stanie. — Tak. Któregoś dnia będzie trzeba do tego porządnie przysiąść i zrobić research — powiedział i pokiwał głową, zgadzając się z chłopakiem. — No właśnie. Nie chcę zakładać, że jesteśmy aż tak niekompetentni, że wychowanie psa by nas przerosło — powiedział rozbawiony i zaśmiał się cicho. Na pewno sobie poradzą. Miał tylko nadzieję, że jak już zdecydują się na jakiegoś szczeniaka, to będzie to raczej mało problematyczny egzemplarz. — No to tym bardziej będzie trzeba to załatwić gdy już będzie po wszystkim — stwierdził i kiwnął lekko głową. Rzeczywiscie, zrobienie tego w taki sposób brzmiało najbardziej logicznie. Chciał w spokoju pojechać w podróż poślubną i nie spędzić jej na ciągłym zastanawianiu się nad tym, czy aby z psiakiem wszystko w porządku. — Będziesz musiał — odparł i posłał mu figlarny uśmiech.
Idąc w ślady Monty’ego, również dopił zawartość swojego kieliszka do końca i odstawił pusty na blat stołu. Kiedy chłopak powiedział, że zrobiło się późno, sam również zerknął na zegarek, żeby sprawdzić godzinę. — Rzeczywiście — przyznał. — Jasne, nie ma co siedzieć na siłę. Też jestem zmęczony po dzisiejszym dniu, więc chętnie się już położę — stwierdził. Wstał od stołu i wyniósł brudne naczynia do kuchni, gdzie wstawił je do zlewu. Potem się cofnął, chwycił Bonneya za dłoń i razem z nim ruszył do sypialni, gdzie wskoczyli pod kołdrę. Nie potrzebowali dużo czasu, zanim obaj odpłynęli i usnęli.
KONIEC
Monty
ODPOWIEDZ

Wróć do „Willow's Edge”