23 lat/a, 180 cm
student i ceo w quantum finance
Awatar użytkownika
i'm dazed
swept up taken by the waves
they keep on getting in the way
Whispers of life
— No właśnie — skwitował, zgadzając się z nim i kiwając delikatnie głową. Nie mógł się nie zgodzić, bo to było logiczne, że pracodawcy woleli zatrudnić kogoś, kto popracuje u nich dłuższy czas, niż kogoś, kto po dwóch lub trzech latach się zawinie, bo przejdzie na emeryturę. Co prawda, dla tego starego frajera pewnie to czy pracował czy nie było bez różnicy, chociaż znając jego, pewnie trochę musiał mieć ból dupy, że na rynku pracy jego reputacja sięgnęła dna i każdy wiedział, co takiego zrobił. Baronowi zależało na tym, żeby zablokować każdą możliwość zatrudnienia jego wuja. — Ja też. Niestety, ale przez tyle lat nieźle się dorobił. Teraz jestem ciekaw, ile jeszcze przekrętów ma na swoim koncie. Chętnie bym mu się dobrał bardziej do dupy, ale z drugiej strony, trochę szkoda na to czasu i energii — stwierdził i westchnął bezgłośnie. I tak fakt, że w ogóle się go pozbyli z firmy to był według Barona naprawdę spory sukces, bo też nie było powiedziane, że może im się to udać. Na szczęście, Perrin rozegrał to tak, że nie było żadnych wątpliwości co do tego, aby go zwolnić, bo sobie na to zasłużył.
— Teraz to trochę się czuję jak dziecko, które jest chwalone przez rodzica, bo dostało piątkę ze sprawdzianu z matematyki — odparł rozbawiony i pokręcił na boki głową. Domyślał się jednak, że starszy mówił do niego w taki łagodny sposób, bo bał się, że jak coś powie nie tak, to może się przez to pogorszyć jego stan. Poza tym, skłamałby, gdyby powiedział, że nie potrzebował zapewnień o tym, że pomimo tego wszystkiego co się działo w jego życiu to i tak dobrze sobie radził i nie pokazywał po sobie przed innymi, jak bardzo źle z nim było. — Posiadanie firmy jest takie męczące. Jasne, fajnie jest mieć pieniądze, ale jak teraz widzę od drugiej strony jak wielka odpowiedzialność to jest, to mnie to przerasta — stwierdził. Wiadomo, ich majątek i bogactwo nie wzięły się znikąd. Do tej pory Baron nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, ile jego ojciec miał na głowie. Dopiero teraz, kiedy sam musiał przejąć jego obowiązki uświadomił sobie, z czym to się wiązało. Nie był pewien, czy to w ogóle było dla niego, ale z drugiej strony to też nie tak, że miał jakikolwiek inny wybór.
— Tyle dobrego, że chociaż mam prywatny pokój, bo jakbym musiał być na sali z innymi… — powiedział i pokręcił lekko głową na boki. Jednak, nawet pomimo tego, nie można było powiedzieć, żeby warunki były jakieś super, a Baron był zadowolony z tego, że musiał zostać w szpitalu, w dodatku na takim oddziale. Najchętniej to wróciłby dzisiaj z Baronem do domu i miał to wszystko głęboko w dupie. Z drugiej strony, jeśli nie chciał się tutaj znaleźć, to nie musiał tak odpierdalać. Sam był sobie winien, że odjebał coś takiego. — Nie zdziwiłbym się i chyba nawet chętnie przyjmę — powiedział. Na pewno nie będzie w stanie usnąć tak sam z siebie, więc będzie potrzebował w tym celu jakichś mocniejszych wspomagaczy. — Nie no, aż taki kapryśny nie będę. Jak już, to pewnie będzie to tylko parę rzeczy z domu i tyle — odparł i pokręcił głową na boki, uśmiechając się delikatnie. Zaraz też cicho odetchnął, wtulając się w Peregrine’a mocniej. — Umrę, jak zostanę tutaj sam. Jak niby mam spać w łóżku bez ciebie obok? — wymamrotał.

Perrin
37 lat/a, 185 cm
Prawnik w Quantum Finance
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
— Uwierz mi, też chętnie bym to zrobił, ale tak, jak mówisz, nie ma co na niego marnować czasu i energii. Lepiej spożytkować to na coś, co będzie działało na dobro firmy — odparł. Nie znosił tego gnoja już od dawna. Widział, że nie raz krzywo na niego patrzył i domyślał się, że miało to związek z tym, że byli z Baronem parą, a potem małżeństwem. Odnosił też takie wrażenie, że facet nie znosił chłopaka i że mocno uwierało go to, że teraz on rządził firmą. Na szczęście mieli go już z głowy i w ogóle nie musieli się nim przejmować.
— Po prostu chcę ci dać do zrozumienia, że mimo wszystko całkiem nieźle sobie radzisz w tej sytuacji. Równie dobrze dalej mógłbyś nie być w stanie podnieść się z łóżka. Robisz małe kroki, żeby było lepiej — powiedział, chcąc go pocieszyć. Co prawda, trochę naciągał prawdę, bo w ogóle nie widział postępów, a wręcz przeciwnie, miał wrażenie, że było tylko coraz gorzej, ale wychodził z założenia, że jak będzie go chwalił, to młodszy w końcu weźmie się w garść. — Nikt nigdy nie powiedział, że będzie łatwo. Twój tata próbował cię do tego przygotować najlepiej, jak umiał, co nie zmienia faktu, że pewnych rzeczy nie da się nauczyć inaczej, niż na własnych błędach. Nie chcę cię straszyć, ale pewnie minie jeszcze trochę czasu, zanim się odnajdziesz i zanim zarządzanie firmą wejdzie ci w krew — powiedział. — Na szczęście masz mnie przy swoim boku i zawsze ci pomogę albo doradzę, jeśli będę w stanie to zrobić — dodał i uśmiechnął się do niego. Tak naprawdę to chętnie przejąłby jego stanowisko i sam tym wszystkim zarządzał. W swoim przekonaniu uważał, że nadawał się do tego znacznie lepiej od Barona i że pod jego władzą firma rozwijałaby się lepiej. Niestety, ale głupio by było próbować wygryźć swojego własnego męża.
— Nie pozwoliłbym na to, żeby położyli cię z kimś innym. W takim miejscu nigdy nie wiadomo, na kogo trafisz — skrzywił się delikatnie. Zdecydowanie wolał sobie oszczędzić nocnych telefonów od Barona, który histeryzowałby, że zamknęli go w sali z kimś, kto miał o wiele bardziej nierówno pod sufitem. W takim szpitalu to naprawdę było różnie z pacjentami. — Mogę coś napomknąć lekarzowi, że miewasz problemy ze snem i że lepiej by było, żeby coś ci podali — zaproponował. Jeśli dzięki temu chłopakowi ma być trochę lżej przetrwać noc, to nie miał nic przeciwko temu. Domyślał się, że bez tego, to raczej nie uda mu się zasnąć i będzie przez całą noc w trybie czuwania. — W razie czego pamiętaj o mojej ofercie — rzucił, siląc się przy tym na żartobliwy ton. Oczywiście, że nie chciało mu się zapierdalać w tę i we w tę z rzeczami dla niego, ale przecież chciał uchodzić za przykładnego męża, więc nie mógł mu tego odmówić. Odetchnął nieco głębiej, kiedy młodszy wtulił się w niego bardziej. Zgadywał, że jak tylko przyjdzie pora na to, żeby wychodzić, to ten wpadnie w histerię. — Jakoś będziesz musiał się przemęczyć. Mi też będzie dziwnie samemu w takim wielkim domu i łóżku — westchnął. Prawda była taka, że nacieszy się ciszą i spokojem.

Baron
23 lat/a, 180 cm
student i ceo w quantum finance
Awatar użytkownika
i'm dazed
swept up taken by the waves
they keep on getting in the way
Whispers of life
— Nie no, wiadomo. Facet i tak wyleciał, więc nie ma co zawracać sobie nim głowy i tyle — zgodził się z nim i pokiwał głową. Na początku naprawdę chciał go dojechać ale z czasem jednak dotarło do niego, że po prostu szkoda marnować na to czasu. Miał inne sprawy na głowie, które były o wiele ważniejsze i na których powinien się skupić.
— Dzięki — odparł i uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Miło było usłyszeć to, że ktoś zauważał, jak bardzo się starał. Przecież to nie tak, że jemu odpowiadało to, że czuł się w taki sposób. Logiczne, że znowu chciał czuć się normalnie i chciał, aby wszystko było po staremu, ale po prostu… Tak się nie działo. Cały czas był przygnębiony, nie radził sobie z tym wszystkim co spadło na jego głowę i wciąż jeszcze nie pogodził się ze śmiercią swojego ojca. Niezależnie od tego jak się starał, nie zmieniało to faktu, że było źle. Tyle dobrego, że Peregrine chociaż był w stanie zauważyć, że w ogóle podejmował jakieś próby. Równie dobrze mógłby dalej zalegać w łóżku i odmawiać dosłownie wszystkiego, nie chcąc z niego w ogóle wyjść, a tego nie robił. Co prawda, z tego wszystkiego dostał dzisiaj załamania nerwowego i skończyło się tak, że skończył w szpitalu, ale miał nadzieję, że więcej już nie posunie się do takiej głupoty. Zwłaszcza kiedy teraz wiedział jakie były tego konsekwencje. Nie chciał, żeby znowu zamykali go w szpitalu, w dodatku na takim oddziale. — No nie, nie powiedział, ale też nie wiedziałem, że to będzie dla mnie aż tak ciężkie oraz trudne, i że aż tak bardzo będzie mnie przerastać. Codziennie zastanawiam się nad tym, czy rzeczywiście się do tego nadaję, czy może inni mają rację i to nie jest coś, z czym sobie poradzę… — stwierdził i pokręcił lekko głową. Może nie bez powodu ludzie tak plotkowali na jego temat i podważali jego kompetencje. Może jednak mieli w tym trochę racji. Sam już nie wiedział co miał o tym wszystkim myśleć. — Na szczęście. Inaczej byłbym w czarnej dupie — przyznał. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że bez Peregrine’a nie było szans na to, żeby to wszystko ogarnął i sobie poradził. Mężczyzna o wiele lepiej znał się na tym wszystkim, w dodatku pracował w firmie od lat.
— No właśnie… — odparł i pokiwał głową. Jakby zamknęli go w jednej sali z jakimiś świrami, to chyba by dostał na łeb. Pewnie co chwilę dzwoniłby rozhisteryzowany do Perrina i błagał go o to, żeby mężczyzna go stąd zabrał. Jak już musiał tutaj zostać, to przynajmniej tyle dobrego, że miał własny pokój i nie musiał się martwić tym, że będzie się wokół niego kręciło jakieś wątpliwe towarzystwo. — Nie jest to głupi pomysł — odparł. Byłby wdzięczny starszemu, gdyby rzeczywiście to zrobił. Po tym wszystkim co miało dzisiaj miejsce raczej były nikłe szanse na to, że będzie w stanie tak sam z siebie usnąć. Zwłaszcza w takim miejscu. — Jasne, będę pamiętał — odparł i uśmiechnął się nikle pod nosem. Mimo to, nie chciał zawracać Perrinowi głowy bardziej, niż jak już i tak zrobił. — Jestem idiotą. Nie wiem czemu to wszystko zrobiłem… — powiedział. No, najwyraźniej w końcu docierało do niego jakie głupstwo tak właściwie popełnił.

Perrin
37 lat/a, 185 cm
Prawnik w Quantum Finance
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
— Nawet jeśli teraz czujesz, że w ogóle się do tego nie nadajesz, nie znaczy, że w końcu nie poczujesz się w tym pewnie. Osoby, które oczekują od ciebie tego, żebyś od razu zarządzał firmą tak sprawnie jak twój tata, są po prostu idiotami. To przecież było wiadome, że nie masz takiego doświadczenia i że będziesz potrzebował trochę czasu, żeby się wdrożyć — wzruszył lekko ramionami. — Nie przejmuj się tym, że coś tam o tobie gadają. O szefie zawsze się gada, niezależnie od tego, jak radzi sobie z prowadzeniem swojej firmy — dodał, chcąc go pocieszyć. Sam uważał, że młodszy w ogóle nie nadawał się do tego, żeby prowadzić taką ogromną firmę i że sam zrobiłby to lepiej, ale przecież nie powie tego na głos. Młodszy chyba by się załamał jeszcze bardziej, gdyby usłyszał coś takiego do swojego męża. Musiał grać wielce tym wszystkim przejętego i udawać wspierającego, choć gardłem mu to wychodziło. Miał ochotę nim potrząsnąć i wykrzyczeć mu w twarz, że ma się ogarnąć i porządnie prowadzić firmę albo oddać władzę komuś innemu. — Nigdy bym cię nie zostawił samego z taką gigantyczną odpowiedzialnością, kiedy widzę, w jakim jesteś stanie i jak się czujesz — odparł. Nie sądził, żeby w najbliższym czasie Baron był zdolny do tego, żeby szefować tak, jak powinien i zapewne skończy się na tym, że znów przejmie jego obowiązki. Nie to, żeby mu się to nie podobało, bo lubił to uczucie władzy.
— Dobrze, że mamy takie możliwości — powiedział i odetchnął bezgłośnie. Gdyby nie to, że sypnął groszem, komu trzeba, to biedny Baron musiałby siedzieć w jednym pokoju z kimś innym, kto również miał problemy psychiczne, a nie wiadomo, na jakiego świra można było trafić w takim miejscu. Osoby, które tutaj przebywały przecież były tu z jakiegoś powodu. — W taki razie zanim pojadę do domu, to powiem lekarzowi, żeby wziął to pod uwagę, chociaż mam wrażenie, że sami z siebie też by ci coś dali — odparł. Jakoś nie wydawało mu się, żeby zostawili Barona takiego rozedrganego bez żadnych leków. Na pewno przed snem przyjdzie do niego jeszcze lekarz albo pielęgniarka, żeby zapytać, jak się czuł. Skinął tylko lekko głową na jego następne słowa. Mimo wszystko miał nadzieję, że chłopak nie zażyczy sobie czegoś, po co będzie musiał tułać się po mieście, bo nie miał na to najmniejszej ochoty. Chciał wrócić do domu i usiąść przed telewizorem z drinkiem w ręku. — Nie mów tak, nie jesteś idiotą — powiedział i na moment przytulił go do siebie nieco ciaśniej. — Byłeś po prostu w histerii. Nie wiedziałeś, co robisz i co się z tobą dzieje — westchnął. — Napędziłeś mi tym ogromnego stracha... W pewnym momencie naprawdę się bałem, że nie zdążymy z tym dojechać do szpitala i że mi się tam wykrwawisz na śmierć. Nie wiem, jakbym sobie poradził z twoim odejściem... — dodał. Zapewne by wycierał łzy w banknoty, które Baron zostawiłby mu po swojej śmierci.

Baron
23 lat/a, 180 cm
student i ceo w quantum finance
Awatar użytkownika
i'm dazed
swept up taken by the waves
they keep on getting in the way
Whispers of life
— Niby od samego początku spodziewałem się tego, że właśnie tak będzie, ale mimo wszystko to wkurwiające. Logiczne, że nie będę miał takiego doświadczenia jak mój ojciec, bo ledwo co w ogóle zacząłem pracę w firmie. Nie wiem, czego oni ode mnie oczekują — powiedział. — I jeszcze rozumiem gadanie, niech sobie mówią co chcą, ale w momencie kiedy ktoś próbuje mi podstawiać miny albo sabotować firmę… To już jest gruba przesada. Szkoda, że nie mogę tak po prostu wyjebać kogoś, kto wiem, że kombinuje coś za moimi plecami. Wszystko byłoby wtedy o wiele łatwiejsze — odparł i skrzywił się. Tyle tylko, że wtedy też zapewne dość szybko skończyliby bez pracowników, bo patrząc na to jaki przewrażliwiony był na swoim punkcie Baron, nie trzeba by było wiele, żeby zdecydował się kogoś zwolnić. Na szczęście, istniało coś takiego jak prawo, którego Chamberlain wolał nie łamać, dlatego czy mu to było na rękę, czy też nie, musiał postępować zgodnie z nim i tolerować te wszystkie fałszywe żmije, które się wokół niego kręciły i próbowały mącić. Byleby tylko postawić go w sytuacji, która będzie dla niego bardzo problematyczne i wzbudzi dyskusję na temat tego, czy w ogóle nadawał się do prowadzenia firmy. — Wiem. Dlatego liczę na twoje wsparcie i nawet nie wiesz, jak bardzo jestem ci wdzięczny, że mi je dajesz i mi z tym wszystkim pomagasz — powiedział i westchnął cicho. Pewnie znowu skończy się teraz tak, że Peregrine z powrotem przejmie po nim większość jego obowiązków. Był jednak jedyną osobą, która w oczach Barona się do tego nadawała.
— Tak. Czasami kasa wiele ułatwia — przyznał i pokiwał lekko głową. Skoro już te pieniądze miał, to logiczne, że miał zamiar używać ich na swoją korzyść. Był uprzywilejowany, zdawał sobie z tego sprawę i jak najbardziej korzystał z tego wtedy, kiedy mógł. — Pewnie tak, ale i tak lepiej dać im znać, że naprawdę przyda mi się coś na sen i uspokojenie — odparł i wzruszył ramionami. Bez tego nie było szans, żeby usnął w takich warunkach, zwłaszcza po wydarzeniach dzisiejszego dnia. Potrzebował czegoś, dzięki czemu będzie mógł się wyciszyć i uspokoić. Wciąż był dość znerwicowany po tym wszystkim, nawet jeśli sprawiał wrażenie, jakby było mu trochę lepiej i jakby powoli dochodził do siebie. Rzygać mu się chciało na myśl, że rzeczywiście będzie musiał tutaj zostać. Naprawdę liczył na to, że szybko będzie mógł wrócić do domu, bo inaczej dostanie tutaj na łeb i wyjdzie stąd w gorszym stanie niż przyjechał. — Po prostu jestem już tym wszystkim tak bardzo zmęczony. Przytłacza mnie to i sobie z tym nie radzę. Chciałbym, żeby było już dobrze, tak jak dawniej, ale nieważne jak bardzo się staram, żeby tak było, to nie przynosi to żadnych rezultatów — powiedział i pociągnął nosem. — W dodatku cały czas czuję się jak gówno i pomimo tego, że biorę leki i rozmawiam z terapeutą, to kompletnie nic się nie zmienia — dodał i pokręcił zrezygnowany głową na boki.

Perrin
37 lat/a, 185 cm
Prawnik w Quantum Finance
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
— Ludzie mają to do siebie, że oczekują od innych niestworzonych rzeczy, samemu nie dając od siebie za wiele, więc cudzymi oczekiwaniami bym się specjalnie nie przejmował — wzruszył lekko ramionami. Sam już dawno przestał się na to oglądać, ale wiedział, że Baron taki nie był i że brał wszystko bardzo do siebie. Pod tym względem w ogóle nie nadawał się na kierownicze stanowisko, gdzie trzeba było mieć naprawdę twardą dupę i silną psychikę. — Niestety, ale nie można tak po prostu wyrzucać ludzi z pracy bez konsekwencji. Poza tym takie zwolnienia nigdy nie wpływają dobrze na morale w firmie. Lepiej uciekać się do tego tylko w ostateczności — odparł. Niestety, ale nie było pracowników idealnych i na miejsce kogoś, kto obgadywał albo źle życzył innym, mogła przyjść jeszcze gorsza osoba. Ludzie mieli to do siebie, że byli podstępni. Większość z nich to zwykłe hieny, które tylko czekają na moment, żeby zrobić coś na swoją korzyść. Perrin zresztą idealnie wpisywał się w opis tej grupy. — Nie musisz być wdzięczny — pokręcił lekko głową na boki. — Jestem twoim mężem. Pomaganie ci i wspieranie cię to mój obowiązek — dodał i uśmiechnął się do niego niemrawo. Musiał mu na każdym kroku pokazywać, jak bardzo go kochał i jak bardzo chciał o niego dbać, choć w rzeczywistości już tym rzygał. Czekał tylko na moment, aż chłopak przestanie być w tym wszystkim taki upierdliwy i wielce poszkodowany. Uważał, że ten się po prostu użalał nad swoim losem i nie robił nic, żeby było lepiej. No, dla niego to dobrze, bo przynajmniej łatwiej mu było nim manipulować.
— Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że zawsze pomaga — odparł. Nie wyobrażał sobie, co by zrobił, gdyby stracił majątek i musiałby żyć jako taki zwykły człowiek. Zdawał sobie sprawę, że cholernie mu się w życiu poszczęściło, że urodził się w bogatej rodzinie. Mało tego, wyszedł za mąż na kogoś, kto był jeszcze bogatszy od niego i teraz mógł się dzięki temu pławić w luksusach. Takie życie cholernie mu odpowiadało, ale nie można się było temu dziwić, skoro jego największą aspiracją w życiu jest to, żeby spać na forsie. — Tak, nigdy nie zaszkodzi im o tym napomknąć. Równie dobrze mogliby o tym zapomnieć, biorąc pod uwagę to, że pewnie ciągle coś się tutaj dzieje i są zalatani. Pewnie nie raz trzeba się o coś przypomnieć — stwierdził. To był oddział psychiatryczny w szpitalu, więc nie spodziewał się po nim wiele. Mimo wszystko miał nadzieję, że Baron spędzi tutaj czas w miarę spokojnie i że się wyciszy. Chyba by sobie strzelił w łeb, gdyby wrócił stąd z większymi problemami, niż miał do tej pory albo gdyby był jeszcze bardziej rozhisteryzowany jak teraz. — Kochanie... — zaczął i na moment przytulił go nieco ciaśniej. — Właśnie dlatego mówiłem ci o tym specjalistycznym ośrodku. Tam zająłby się tobą i lekarz i psycholog. Mają rewelacyjne opinie. Na tle innych tego typu miejsc wypadają wręcz prestiżowo. Co prawda, jest tam cholernie drogo, ale dla nas to nie jest żaden problem — dodał. — Daj temu chociaż szansę, co? Dla mnie? — powiedział i pogłaskał go czule po głowie.

Baron
23 lat/a, 180 cm
student i ceo w quantum finance
Awatar użytkownika
i'm dazed
swept up taken by the waves
they keep on getting in the way
Whispers of life
— Niby tak… — skwitował i westchnął cicho. Być może rzeczywiście brał to wszystko za bardzo do siebie, ale nie potrafił inaczej. Chciał, żeby ludzie traktowali go na poważnie, a nie jak gówniarza, który nie miał pojęcia co robił. Miał wrażenie, że nikt w tej firmie nie miał do niego szacunku, bo wszyscy byli od niego dużo starsi, a on był jedynie dwudziestoparoletnim chłopakiem, który w dodatku został z dnia na dzień ich szefem i miał rozstawiać ich po kątach, mówiąc im co mają robić. Domyślał się, że ich duma odgrywała w tym wszystkim też sporą rolę, ale to nie tak, że mogą cokolwiek w tej kwestii zmienić. Powinni zacisnąć zęby i po prostu się z tym pogodzić, a nie kombinować jak by go tutaj podejść. — Tak, wiem, zdaję sobie z tego sprawę — powiedział. — Chociaż uważam, że średnia wieku osób pracujących w naszej firmie pozostawia wiele do życzenia. Zdecydowanie powinniśmy zatrudniać więcej młodych osób — powiedział. — W dodatku drażni mnie to, że większość pracowników jest u nas po znajomości, bo niektórzy nawet nie mają kompetencji i kwalifikacji do tego, żeby pracować na swoim stanowisku, ale wujek kierownik załatwił — westchnął cicho. Był zdania, że powinni po prostu takie osoby prześwietlić i sprawdzić, czy rzeczywiście wykonują swoją pracę tak jak należy i nie narażają przypadkiem firmy na duże straty swoimi błędami. Chciał też, aby zatrudnić więcej młodych osób, które miałyby nieco świeższe spojrzenie na pewne aspekty i mieli bardziej otwarte umysły, bo na ten moment wprowadzenie jakichkolwiek zmian w tym jak coś w firmie funkcjonowało było praktycznie niemożliwe, bo ludzie byli na to zbyt oporni i po prostu nie chciało im się uczyć czegoś nowego, twierdząc, że byli na to już za starzy, albo że nie ma takiej potrzeby. — Tak, wiem, ale mimo wszystko… Wiem, że sporo osób w takiej sytuacji uznałoby, że ma dość i po prostu chciałoby rozwodu… — przyznał i wzruszył ramionami. Współmałżonkowie bardzo lubili spierdalać, kiedy tylko pojawiały się jakieś poważniejsze problemy, zwłaszcza związane z jakąś chorobą.
— W sumie, racja. W każdym możliwym przypadku może ci bardziej pomóc, niż zaszkodzić — odparł. Jedyna wada jaką widział, to fakt, że z takim majątkiem było się bardziej podatnym na kradzieże i włamania, ale z drugiej strony, ludzi z kasą było stać na to, żeby zapewnić sobie odpowiednią ochronę. — No właśnie. Pewnie mają wielu pacjentów i dużo na głowie — odparł i pokiwał głową, zgadzając się z nim. Nic więc dziwnego, że wolałby, aby jednak Perrin napomknął im o tych lekach, aby nie umknęło to ich uwadze. A jeśli nawet pomimo tego zapomną albo będą zwlekać, to Baron dosadnie da im do zrozumienia, że mają się uwijać. Na kolejne słowa mężczyzny westchnął ciężko. — Pomyślę o tym jak już stąd wyjdę. Zobaczymy jak będę się czuł — stwierdził. Wyglądało na to, że teraz nie wykluczał już całkowicie tej opcji.

Perrin
37 lat/a, 185 cm
Prawnik w Quantum Finance
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
— Też jestem zdania, że przydałoby się trochę młodszych osób w firmie. Jak czasami muszę coś ogarniać z tym dziadami, to szlag mnie trafia, bo są tak zamknięci na nowości — westchnął. — No i zgadzam się z tym, że to wkurzające, że niektórzy nie są tak kompetentni, jak powinni. Wiesz, mogę spróbować przyjrzeć się bliżej niektórym osobom i sprawdzić, jak tak naprawdę sobie radzą. Masowe zwolnienia byłyby głupotą, ale jak od czasu do czasu ktoś poleci, bo nie wykonuje odpowiednio swoich obowiązków albo działa na niekorzyść firmy, to nic się nie stanie — powiedział. Też był zdania, że powinni dokonać pewnych zmian w kadrach, ale zdecydowanie nie mogli tego zrobić nagle i szybko. Musieli to rozłożyć w czasie. Nie chciałby, żeby ludzie zaczęli panikować i już szukali nowej pracy tak na zaś, bo nie mogli sobie pozwolić na to, żeby teraz wszyscy odeszli ze strachu przed zwolnieniem. Jeśli chcieli zmian, to trzeba to było odpowiednio załatwić. Sam bardzo chętnie pozbędzie się osób, które mają problem do niego albo jego męża. — Ale ja nie mam dość i chcę być przy tobie. Nie pamiętasz już, co ci obiecywałem na ślubie? Że będę z tobą w zdrowiu i chorobie — uśmiechnął się do niego delikatnie. — Dobrze wiem, że zrobiłbyś dla mnie to samo i że mógłbym na ciebie liczyć, niezależnie od tego, w jakim dołku bym był — dodał. Co prawda, to wspieranie go trochę męczyło, bo było to upierdliwe, ale wiedział, że nie mógł pokazać po sobie, że coś było nie tak i że przeszkadzało mu to, że musiał być dla niego wsparciem. Miał jednak nadzieję, że chłopak w końcu przestanie być w tym wszystkim taki upierdliwy. Pewnie gdyby nie to, że liczył na przejęcie jego majątku, to już dawno rzeczywiście by się chciał rozwieść, bo nie chciałoby mu się tracić czasu na kogoś, kto ewidentnie ma ze sobą jakieś problemy.
— Mhm, dokładnie. Właśnie dlatego mam nadzieję, że nigdy nie zbankrutujemy — skinął lekko głową. Na pewno ciężko by im było sobie poradzić bez pieniędzy, skoro od dziecka byli przyzwyczajeni do tego, że żyli w bogactwie. Jakoś sobie nie wyobrażał Barona, który idzie do jakiejś zwykłej pracy. — Podziwiam ich, że są w stanie to wszystko ogarniać, zwłaszcza że na takim oddziale jest pewnie dużo problematycznych pacjentów, z którymi nie tak łatwo sobie poradzić — powiedział. Nic dziwnego, że mieli ręce pełne roboty, skoro musieli każdego dobrze pilnować, żeby nikt sobie nic nie zrobił. Odetchnął w duchu z ulgą, kiedy Baron powiedział, że zastanowi się nad jego propozycją. Był to spory postęp, bo ostatnim razem, kiedy o tym mu wspomniał, to chłopak uniósł się honorem i zrobił mu awanturę. — Dobrze — odparł. — Jeśli jednak podczas pobytu tutaj uznasz, że to jest dobry pomysł, to daj mi znać. Zadzwonię do nich i zapytam, czy mają jakieś miejsce. Podobno z tym wcale nie tak łatwo, bo mają mało pacjentów na raz — dodał. Orientował się, jak to wyglądało w tym konkretnym ośrodku i wiedział, że bywało tam tak, że trzeba było czekać w sporej kolejce. Po cichu jednak liczył na to, że pieniędzmi przyspieszą ten proces.

Baron
23 lat/a, 180 cm
student i ceo w quantum finance
Awatar użytkownika
i'm dazed
swept up taken by the waves
they keep on getting in the way
Whispers of life
— Nic mi nie mów. Nie potrafią zaakceptować faktu, że technologia i wszystko inne idą do przodu, więc należałoby się dostosować — skrzywił się i pokręcił głową na boki. Niestety, ludzie w ich wieku mieli to do siebie, że byli dość oporni pod wieloma względami, a zwłaszcza kiedy przychodziło do wdrożenia jakiejś nowości. — Nie brzmi to jak głupi pomysł. Rzeczywiście możemy zacząć prześwietlać ludzi i zobaczyć jak wywiazują się ze swoich obowiązków. Coś mam przeczucie, że niektórzy z nich nawet za wiele nie robią, a całą pracę zlecają swoim stażystom albo asystentom, potem tylko przypisując sobie ich robotę — skrzywił. Bardzo nie lubił takiego wykorzystywania innych osób, dlatego chciał się temu lepiej przyjrzeć. Zwłaszcza, że osoby na stanowiskach kierowniczych wcale nie zarabiały tak mało, więc powinny sprawdzić, czy rzeczywiście to im płacą za wykonywanie swojej pracy, czy być może płacą im za wysługiwanie się innymi. Ta druga opcja była dla Barona nie do zaakceptowania. — Tak, ale dobrze wiemy, jak to wygląda często w rzeczywistości — wzruszył ramionami. To, że mu Peregrine obiecywał jedno na ślubie, nie oznacza od razu, że musi to mieć pokrycie w rzeczywistości. Mało to mężów czy żon zostawia swoich małżonków po tym, jak dowiedzą się, że są poważnie chorzy albo zaczynają mieć problemy zdrowotne? Nie jest to jakieś nadzwyczajne i rzadkie zjawisko, niestety. Jasne, cieszył się, że Perrin nie należał do grona tych osób, ale wciąż miał w sobie jakiś taki lęk, że prędzej czy później jednak to wszystko trafi szlag i ten go zostawi. — Mhm. Nigdy bym cię nie zostawił. Choćby nie wiem co się działo — zapewnił go i pokiwał lekko głową. Tego akurat Peregrine mógł być pewien. Bardzo go kochał i nie wyobrażał sobie sytuacji, w której Perrin nagle zaczyna chorować, a on się na niego wypina i żąda rozwodu.
— Raczej to nie jest coś, czego musimy się kiedykolwiek obawiać — stwierdził. Oboje pochodzili z majętnych rodzin, więc akurat to, że nagle skończą bez grosza przy duszy było bardzo mało prawdopodobnym scenariuszem. Takimi kwestiami Baron nawet nie zaprzątał sobie nigdy głowy. — To na pewno. Dlatego nie chcę tutaj być. Niby mam swój prywatny pokój i w ogóle, ale co jak jakiś psychol zacznie odpierdalać i mi tutaj wpadnie? Co, jak ktoś zrobi mi krzywdę jak akurat będę musiał wyjść z pokoju i będę na korytarzu? Tacy ludzie są nieobliczalni — powiedział i skrzywił się. Nic dziwnego, że miał takie podejście, bo niestety to w jaki sposób takie oddziały i miejsca były przedstawiane publicznie raczej nie napawało optymizmem i mało kto miał na ich temat dobre zdanie. Nic więc dziwnego, że Baron tak bardzo nie chciał tutaj przebywać ani dać się wysłać do jakiegokolwiek innego miejsca, które świadczyło takie usługi. — Okej — skwitował i westchnął cicho. Raczej Peregrine nie miał co się łudzić, że rzeczywiście coś się w tej kwestii na razie zmieni, ale już nie miał nawet siły na to, żeby z nim dyskutować na takie tematy.

Perrin
37 lat/a, 185 cm
Prawnik w Quantum Finance
Awatar użytkownika
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Whispers of life
— Dobrze, w takim razie zacznę się temu przyglądać. Mam swoje podejrzenia co do pewnej osoby i wydaje mi się, że wysługuje się, kim popadnie, zamiast samemu ruszyć dupę do roboty — powiedział. Nigdy nie zrozumie takich cwaniaczków, którzy myśleli, że nie będą musieli się narobić, a zarobią. Miał wrażenie, że za życia jego teścia to starsze pokolenie pracowników trochę się rozbestwiło i miał zamiar teraz to ukrócić. Na szczęście Baron był z nim w tej kwestii zgodny. Musieli jednak uważać i nie doprowadzić do sytuacji, w której ludzie będą się bać przychodzić do pracy w obawie przed zarzutami i zwolnieniem. — W naszej rzeczywistości nie będzie to tak wyglądać. Naprawdę nie musisz się bać o takie rzeczy. Kocham cię najbardziej na świecie i będę przy tobie, cokolwiek by się nie działo. Nieważne, jak byłoby nam ciężko, to nie możemy zapominać o tym, że mamy siebie nawzajem — powiedział i uśmiechnął się do niego delikatnie. No tak, czego innego można się było po nim spodziewać, jak nie tego, że znowu zacznie mu mydlić oczy. Prawda była taka, że miał serdecznie dość jego problemów ze sobą. Starał się to jakoś znosić, pomagać mu, żeby się ogarnął, ale pewne rzeczy były ponad jego siły. No i to nie tak, że jakoś bardzo zależało mu na tym, żeby Baron wrócił do pełni zdrowia, bo o wiele łatwiej manipulowało się z nim, kiedy był taki rozjebany, niż jakby był w pełni sił. — Wiem i jestem ci za to bardzo wdzięczny — odparł i pocałował go czule w policzek. Co do tego, że Baron był w niego zapatrzony jak w obrazek, nie miał żadnych wątpliwości. Wiedział, że był dla chłopaka najważniejszy i to było dla niego bardzo ważne. Łatwiej owinąć sobie wokół palca kogoś, kto jest wpatrzony w drugą osobę.
— Też tak uważam — pokręcił lekko głową na boki. Miał szczerą nadzieję, że już do końca życia będzie mu dane żyć w takim luksusie jak teraz. — Myślę, że trochę za bardzo demonizujesz to miejsce — zaczął. — Ja wiem, że tutaj jest dużo... dziwnych osób, ale jak podejrzewają, że ktoś może być niebezpieczny dla innych, to raczej trzymają go w zamknięciu albo przypinają pasami do łóżka. Nie mogą sobie pozwolić na to, żeby jeden pacjent zrobił krzywdę drugiemu — powiedział, chcąc go pocieszyć. Miał nadzieję, że rzeczywiście nic złego się nie stanie i że nie będzie musiał interweniować. — A w razie, gdyby coś się działo albo gdybyś czuł się naprawdę samotny albo przerażony, to możesz do mnie zadzwonić. Odbiorę od ciebie niezależnie od tego, jaka będzie pora — zapewnił go. Wiadomo, wolałby, żeby Baron do niego po nocach nie dzwonił i nie pisał, bo chciał się wyspać, jako że jutro była niedziela, ale jeśli już to zrobi, to przecież nie odrzuci połączenia, bo młodszy pewnie wpadłby w jakąś histerię. Miał nadzieję, że ta noc minie mu spokojnie i że rzeczywiście pomoże to, że miał swój pokój. Wolałby, żeby obeszło się bez jakichś nowych traum.

Baron
ODPOWIEDZ

Wróć do „Memorial Medical Center”