d(eze)rter
14
Następnego ranka po tym, jak porwał go spod hotelu, rzeczywiście zaczęli intensywnie szukać dla chłopaka jakiejś kawalerki. Ofert było sporo, ale ciężko było trafić na coś sensownego, bo albo cena była niewspółmierna do tego, co lokum prezentowało, albo były to jakieś totalne dziury. W końcu udało im się wybrać trzy na tyle sensowne mieszkania, że pojechali je obejrzeć. Pod wieczór Fawn podjął decyzję, że chciałby zdecydować się na to znajdujące się w Algiers. Było najdroższe z tych trzech i nie był pewien, czy Lin wybrał je właśnie dlatego, czy rzeczywiście odpowiadało mu najbardziej. Tak czy siak, w ogóle tego nie skomentował, bo skoro coś mu obiecał, to miał zamiar wywiązać się z danego mu słowa. Już i tak zrobił wystarczająco dużo złego. Po tym, jak już podpisali umowę z właścicielem kawalerki, pojechali do hotelu, z którego chłopak musiał się wymeldować i zabrać swoje rzeczy. Nie było tego dużo, ale nic dziwnego, biorąc pod uwagę to, że opuszczał swój dom w pośpiechu. Z tej okazji obiecywał mu również, że wybiorą się do galerii po najpotrzebniejsze rzeczy i dokładnie to zrobili jeszcze kolejnego dnia. Okazało się, że zakupy były spore, więc przeciągnęły się w czasie. Dopiero późnym wieczorem udało im się wszystko zebrać do kupy i przeprowadzić chłopaka do jego nowego miejsca zamieszkania. Musiał przyznać, że mimo że to było małe, to miało swój urok i nie dziwił się, że Fawn zdecydował się akurat na nie.
Gdy wnieśli ostatnie rzeczy, wszedł w głąb kawalerki i rozejrzał się po niej, jakby chciał sprawdzić, czy na pewno wszystko było takie, jakie powinno być. — Pomóc ci w rozpakowaniu tego wszystkiego? — zapytał, wskazując ruchem głowy większe i mniejsze torby z zakupami. Znalazły się tam najpotrzebniejsze rzeczy jak pościel czy ręczniki, ale też nakupili trochę ubrań i kosmetyków. Cóż, kompletnie niczego mu nie odmawiał, więc jeśli Fawn chciał, to mógł go do woli wykorzystać. Szkoda tylko, że młodszy nie należał do tych osób, które dało się przekupić. Przez ten cały czas, który ze sobą spędzili, młodszy nadal był wobec niego wrogo nastawiony. Czy mu się dziwił? Absolutnie nie, bo przecież ten upierał się, że nigdy mu nie wybaczy tego, co mu zrobił. Mimo wszystko Caden się łudził, że między nimi będzie jeszcze kiedyś dobrze...
— Zostawię ci też trochę gotówki, gdybyś czegoś jeszcze potrzebował — powiedział i sięgnął do kieszeni spodni, żeby wyjąć z niej portfel. Otworzył go, odliczył kilka banknotów, które odłożył na stoliku przed kanapą. — Powinno ci na razie starczyć na wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy. Gdybyś jeszcze czegoś potrzebował, to śmiało możesz do mnie pisać i dzwonić. Obiecałem ci, że cię z tym wszystkim nie zostawię samego i mam zamiar dotrzymać swojej obietnicy — dodał i uśmiechnął się do niego niepewnie. Szkoda tylko, że mógłby mu dać milion dolarów, a i tak to by niczego nie zmieniło, bo chłopak nie należał do osób, które byłe łase na hajs.
i want to kiss you on the mouth
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
Whispers of life
cado
FIFTEEN
Nie można było zaprzeczyć temu, że Caden nie marnował czasu. Tak jak ustalili, już następnego dnia wzięli się za przeglądanie ofert z kawalerkami. Jak można się było domyślić, nie było zbyt wielu ciekawych ofert. Niektóre ceny były z kosmosu, a standard pozostawiał wiele do życzenia, a inne mieszkania były w nieciekawych dzielnicach, w których Volpe nie chciał się zgodzić, żeby Fawn mieszkał. Jednak wśród tych wszystkich nieciekawych ofert udało im się trafić na trzy, które były w miarę porządne, przynajmniej na podstawie zdjęć. Wiadomo, że w rzeczywistości nie musiało być tak kolorowo, ale o tym się już przekonają, gdy zobaczą mieszkania na żywo. Udało im się umówić tak, żeby wszystkie trzy zobaczyć tego samego dnia. Niby nie było to wiele, ale musiał przyznać, że takie jeżdżenie od dzielnicy do dzielnicy i oglądanie mieszkań było dość męczące. Nie był też w stanie podjąć decyzji od razu i potrzebował czasu na zastanowienie się. Ostatecznie, wieczorem zdecydował się na to mieszkanie w Algiers. Było niedawno remontowane, okolica też była spokojna i przyjemna. Poza tym, najbardziej mu się podobało. Co prawda, jednocześnie było też najdroższe ze wszystkich, które widzieli, ale jakoś go to nie interesowało. Miał wybrać, to wybrał. Poza tym to nie tak, że Cadena nie było na to stać.Po ponownym spotkaniu z właścicielem, podpisaniu umowy i odebraniu kluczy, udali się do hotelu w którym do niedawna się zatrzymał. Musiał się wymeldować i zabrać swoje rzeczy, których na szczęście nie było zbyt dużo. W związku z tym, że nie miał praktycznie nic, mieli się jeszcze wybrać na zakupy do galerii. Potrzebował ubrań, bielizny, kosmetyków, ale również wielu rzeczy do nowego mieszkania. Nie miał ani pościeli, ani ręczników, ani innych rzeczy codziennego użytku, więc wszystko musiał pokupić. Nic więc dziwnego, że gdy już się do tej galerii wybrali następnego dnia, to bardzo długo im na tym wszystkim zeszło. Ostatecznie, w nowym mieszkaniu Fawn był dopiero późnym wieczorem, a jeszcze czekało go wypakowanie wszystkiego. Musiał też zrobić pranie, głównie ręczników i pościeli, zanim zacznie wszystkiego używać. W ogóle mu się nie chciało, bo był padnięty, ale mus to mus.
Stojąc w salonie, gapił się na te wszystkie reklamówki i opakowania, które trzeba było rozpakować i coraz mniej miał na to ochotę. Kiedy Caden się do niego odezwał, wzdrygnął się lekko i spojrzał na niego. — Nie, poradzę sobie sam — odpowiedział. Nie do końca zgodnie z prawdą, bo nie pogardziłby pomocą. Niestety, duma nie pozwalała mu na to, aby się zgodzić na tę oferowaną przez Cadena. Poza tym, wciąż musiał pokazywać mu jak bardzo nie chciał mieć z nim do czynienia i jak bardzo był na niego dalej wściekły. Westchnął sobie ciężko i podszedł do jednej z reklamówek leżących na podłodzie, po czym klęknął przy niej i zaczął z niej wyjmować wszystko po kolei.
— Okej — odparł. Pewnie skorzysta i zamówi sobie coś do jedzenia z dowozem, bo nie było szans na to, żeby po takim całodniowym maratonie miał sobie robić jeszcze coś do żarcia samemu. Zerknął w stronę stolika, na którym Caden odłożył banknoty i skinął lekko głową. — Okej. Potem prześlę ci smsem numer mojego konta bankowego — powiedział. Chyba Caden nie liczył na to, że będą się ze sobą widywać, a ten będzie dawał mu pieniądze w gotówce. Chciał ograniczyć ich kontakty do minimum.
Gdy rozpakował jedną reklamówkę, przysunął do siebie kolejną i również zaczął z niej wszystko wyjmować. Widział kątem oka, że Caden dalej stał w tym samym miejscu i się na niego gapił, więc w końcu westchnął ciężko, przerwał to co robił i odwrócił głowę w jego stronę, żeby zacząć się w niego wpatrywać intensywnym wzrokiem. Zupełnie, jakby spojrzeniem chciał go zapytać co on tu jeszcze tak właściwie robił. — Nie powinieneś już wychodzić? Czy przypadkiem twoja żona dzisiaj nie wraca? Jest już dość późno — powiedział i odchrząknął cicho.
d(eze)rter
— Jesteś pewien? To nie byłby dla mnie problem, żeby zostać i Ci pomóc — powiedział. Oczywiście, że chciał zostać, bo po prostu chciał spędzić z nim trochę więcej czasu, licząc na to, że jak trochę jeszcze ze sobą pobędą, to Fawn magicznie zmieni co do niego zdanie i jednak mu wybaczy. Niestety, ale od rana próbował go na wszelkie sposoby podejść, ale nic z tego. Chłopak był cholernie uparty i dumny, a co za tym szło, nie miał zamiaru mu odpuścić. — Jeśli sam chcesz się z tym uporać, to zejdzie ci z tym do nocy — dodał jeszcze, jakby rzeczywiście go to martwiło, a nie po to, żeby na siłę chcieć tu zostać.
Gdy chłopak powiedział mu o koncie bankowym, westchnął krótko. — Mimo wszystko większość wolałbym ci dawać w gotówce — zaczął. To było oczywiste, że wolałby ten sposób, bo nie dość, że musieliby się widywać, to jeszcze istniała mniejsza szansa na to, że jego żona się pokapuje, że jest coś nie tak. Co prawda, miał swoje konto, do którego ona nie miała dostępu, ale to nie zmieniało faktu, że jakby jednak zajrzała na jego konto i zobaczyła regularne przelewy na mieszkanie i do chłopaka, to połączyłaby sobie kropki. Z drugiej strony, czy powinno go to w ogóle obchodzić, biorąc pod uwagę to, że obiecał młodszemu, że rozwiedzie się niebawem ze swoją żoną? Może to byłby dobry pretekst do tego, żeby jednak sama odkryła, że nie chciał już z nią być i miał kogoś na boku. Jedno było pewne — nawet jeśli obiecał mu, że złoży pozew o rozwód, to nadal mu się do tego nie spieszyło, bo rzeczywiście był zwykłym tchórzem.
Obserwował chłopaka, kiedy ten zabrał się za rozpakowywanie toreb, jakby liczył na to, że go nie wyrzuci. Zaraz jednak spojrzał na niego i się odezwał, na co na moment odwrócił głowę w bok i odchrząknął. — Wraca. Pewnie już nawet jest w mieszkaniu — odparł i wzruszył ramionami. W tym samym momencie rozległ się dźwięk wiadomości, więc sięgnął do kieszeni spodni, żeby zobaczyć, kto do niego napisał. — O wilku mowa — mruknął pod nosem, po czym odpisał kobiecie, dając jej znać, że wszystko jest okej i że wróci do domu trochę później. Schował urządzenie z powrotem do kieszeni i westchnął bezgłośnie.
Jeszcze przez chwilę po prostu mu się przyglądał w ciszy, ale w końcu podszedł do niego i zgarnął jedną z toreb. Bez słowa zaczął wyciągać z niej ubrania, które odkładał ułożone na kanapie. Było tego całkiem sporo, ale nie można się było temu dziwić, skoro Fawn nie miał ze sobą za wiele, a w czymś musiał chodzić. — Co powiesz swojemu chłopakowi? — odezwał się nagle. — Kiedy zapyta cię, jak stać cię na wynajmowanie samemu kawalerki, kiedy pracujesz tylko dorywczo — dodał. Nie, żeby jakoś obchodziło go to, jakie mieli między sobą układy i czy im się wiodło, ale nie chciał, żeby cisza zapadła między nimi na trochę za długo. Wkurwiało go to, że Fawn miał kogoś, nawet jeśli nie zapowiadało się na to, żeby kiedykolwiek mieli wrócić do tego, co było wcześniej, zanim odjebał.
Fawn
Gdy chłopak powiedział mu o koncie bankowym, westchnął krótko. — Mimo wszystko większość wolałbym ci dawać w gotówce — zaczął. To było oczywiste, że wolałby ten sposób, bo nie dość, że musieliby się widywać, to jeszcze istniała mniejsza szansa na to, że jego żona się pokapuje, że jest coś nie tak. Co prawda, miał swoje konto, do którego ona nie miała dostępu, ale to nie zmieniało faktu, że jakby jednak zajrzała na jego konto i zobaczyła regularne przelewy na mieszkanie i do chłopaka, to połączyłaby sobie kropki. Z drugiej strony, czy powinno go to w ogóle obchodzić, biorąc pod uwagę to, że obiecał młodszemu, że rozwiedzie się niebawem ze swoją żoną? Może to byłby dobry pretekst do tego, żeby jednak sama odkryła, że nie chciał już z nią być i miał kogoś na boku. Jedno było pewne — nawet jeśli obiecał mu, że złoży pozew o rozwód, to nadal mu się do tego nie spieszyło, bo rzeczywiście był zwykłym tchórzem.
Obserwował chłopaka, kiedy ten zabrał się za rozpakowywanie toreb, jakby liczył na to, że go nie wyrzuci. Zaraz jednak spojrzał na niego i się odezwał, na co na moment odwrócił głowę w bok i odchrząknął. — Wraca. Pewnie już nawet jest w mieszkaniu — odparł i wzruszył ramionami. W tym samym momencie rozległ się dźwięk wiadomości, więc sięgnął do kieszeni spodni, żeby zobaczyć, kto do niego napisał. — O wilku mowa — mruknął pod nosem, po czym odpisał kobiecie, dając jej znać, że wszystko jest okej i że wróci do domu trochę później. Schował urządzenie z powrotem do kieszeni i westchnął bezgłośnie.
Jeszcze przez chwilę po prostu mu się przyglądał w ciszy, ale w końcu podszedł do niego i zgarnął jedną z toreb. Bez słowa zaczął wyciągać z niej ubrania, które odkładał ułożone na kanapie. Było tego całkiem sporo, ale nie można się było temu dziwić, skoro Fawn nie miał ze sobą za wiele, a w czymś musiał chodzić. — Co powiesz swojemu chłopakowi? — odezwał się nagle. — Kiedy zapyta cię, jak stać cię na wynajmowanie samemu kawalerki, kiedy pracujesz tylko dorywczo — dodał. Nie, żeby jakoś obchodziło go to, jakie mieli między sobą układy i czy im się wiodło, ale nie chciał, żeby cisza zapadła między nimi na trochę za długo. Wkurwiało go to, że Fawn miał kogoś, nawet jeśli nie zapowiadało się na to, żeby kiedykolwiek mieli wrócić do tego, co było wcześniej, zanim odjebał.
i want to kiss you on the mouth
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
Whispers of life
cado
— Jestem pewien — powiedział i skinął głową. Nawet jeśli wizja uporania się z tym wszystkim samemu w ogóle nie napawała go optymizmem, to z dwojga złego i tak już chyba wolał to zrobić, niż musieć przebywać w towarzystwie Cadena dłużej niż było to konieczne. Mężczyzna nawet nie próbował ukrywać tego, że sam dążył do tego, aby mieli ze sobą kontakt i spędzali ze sobą czas, bo było to po prostu oczywiste. Sam Fawn w ogóle nie miał na to ochoty. — Trudno. Poradzę sobie. Jak będzie trzeba to posiedzę do rana — stwierdził i wzruszył ramionami. Pewnie by tego nie zrobił, tylko wypakował część, a potem olał i poszedł spać, ale na razie zakładał scenariusz, w którym jednak uda mu się wypakować wszystko do samego końca jeszcze dziś.
— Czemu? Żeby żońcia nic nie podejrzewała? Jednak się rozmyśliłeś i chcesz z nią być? — zapytał z przekąsem i uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Nie był w stanie darować sobie takich uwag, bo Caden po prostu sam się o nie prosił. Nie chciał się z nim widywać częściej niż będzie to konieczne, a co za tym szło, wolałby jednak dostawać pieniądze na swoje konto, a nie w gotówce do ręki. Nie wspominając o tym, że sam zawsze wszędzie płacił kartą albo telefonem, więc noszenie przy sobie gotówki byłoby po prostu upierdliwe. Nie chciałoby mu się też co miesiąc jeździć do banku i robić wpłat, poza tym jeszcze ktoś by go oskarżył o coś podejrzanego i dopiero by było. Kolejny raz jego podejrzenia co do tego, że Caden wcale nie miał w planach rozwodów i dalej zamierzał być ze swoją żoną, najwyraźniej okazały się być słuszne. Wiedział, że facet nie miał jaj, żeby to zrobić.
— No właśnie. Powinieneś wracać, w końcu nie było jej kilka dni. Stęskniony mąż powinien czekać na swoją żonę w domu, nie sądzisz? — zapytał. Musiał przyznać, że bycie takim złośliwym dla Volpe sprawiało mu niemałą satysfakcję. Chociaż w minimalnym stopniu w ten sposób mógł sobie na nim odbić to jak mężczyzna go potraktował i co mu zafundował. Nie miał najmniejszego zamiaru udawać, że go lubił czy darzył jakąkolwiek sympatią. Caden na to nie zasługiwał i dosadnie chciał mu pokazać jakie miał zdanie na jego temat. Gdy odezwał się telefon starszego, skrzywił się, a potem po prostu odwrócił się, żeby z powrotem wrócić do wypakowywania swoich rzeczy. Było tego tyle, że nie widział potrzeby, aby dłużej marnować czas na jakieś błahe i nic nie wnoszące pogaduszki z mężczyzną. Najlepiej, jakby ten po prostu wyszedł, co mu już zasugerował.
Starał się po prostu ignorować starszego, dalej robiąc swoje, dopóki ten nagle nie podszedł do niego i nie zaczął wypakowywać jednej z toreb. Westchnął ciężko, zaciskając szczękę, bo naprawdę nie miał ochoty na jego towarzystwo. Na jego słowa prychnął cicho i pokręcił delikatnie głową na boki, bo to raczej nie powinno być jego zmartwienie. — Że facet, do którego chodziłem na terapię nie zachował tajemnicy zawodowej i ujawnił moim rodzicom szczegóły o tym jak ta terapia przebiega – bez mojej zgody i wbrew mojej woli, w rezultacie czego zostałem pobity przez ojca i skończyłem na bruku — powiedział, najwyraźniej mając już gotową wersję. — Typ nie chce, żebym złożył na niego donos i zrujnował mu karierę, więc w zamian za moje milczenie zobowiązał się mi pomagać finansowo, dopóki nie stanę na nogi — dodał i wzruszył ramionami. — A co, myślałeś, że mu się przyznam do tego, że za jego plecami dawałem dupy takiemu frajerowi jak ty? — pokręcił na boki głową.
Valpo
— Czemu? Żeby żońcia nic nie podejrzewała? Jednak się rozmyśliłeś i chcesz z nią być? — zapytał z przekąsem i uśmiechnął się złośliwie pod nosem. Nie był w stanie darować sobie takich uwag, bo Caden po prostu sam się o nie prosił. Nie chciał się z nim widywać częściej niż będzie to konieczne, a co za tym szło, wolałby jednak dostawać pieniądze na swoje konto, a nie w gotówce do ręki. Nie wspominając o tym, że sam zawsze wszędzie płacił kartą albo telefonem, więc noszenie przy sobie gotówki byłoby po prostu upierdliwe. Nie chciałoby mu się też co miesiąc jeździć do banku i robić wpłat, poza tym jeszcze ktoś by go oskarżył o coś podejrzanego i dopiero by było. Kolejny raz jego podejrzenia co do tego, że Caden wcale nie miał w planach rozwodów i dalej zamierzał być ze swoją żoną, najwyraźniej okazały się być słuszne. Wiedział, że facet nie miał jaj, żeby to zrobić.
— No właśnie. Powinieneś wracać, w końcu nie było jej kilka dni. Stęskniony mąż powinien czekać na swoją żonę w domu, nie sądzisz? — zapytał. Musiał przyznać, że bycie takim złośliwym dla Volpe sprawiało mu niemałą satysfakcję. Chociaż w minimalnym stopniu w ten sposób mógł sobie na nim odbić to jak mężczyzna go potraktował i co mu zafundował. Nie miał najmniejszego zamiaru udawać, że go lubił czy darzył jakąkolwiek sympatią. Caden na to nie zasługiwał i dosadnie chciał mu pokazać jakie miał zdanie na jego temat. Gdy odezwał się telefon starszego, skrzywił się, a potem po prostu odwrócił się, żeby z powrotem wrócić do wypakowywania swoich rzeczy. Było tego tyle, że nie widział potrzeby, aby dłużej marnować czas na jakieś błahe i nic nie wnoszące pogaduszki z mężczyzną. Najlepiej, jakby ten po prostu wyszedł, co mu już zasugerował.
Starał się po prostu ignorować starszego, dalej robiąc swoje, dopóki ten nagle nie podszedł do niego i nie zaczął wypakowywać jednej z toreb. Westchnął ciężko, zaciskając szczękę, bo naprawdę nie miał ochoty na jego towarzystwo. Na jego słowa prychnął cicho i pokręcił delikatnie głową na boki, bo to raczej nie powinno być jego zmartwienie. — Że facet, do którego chodziłem na terapię nie zachował tajemnicy zawodowej i ujawnił moim rodzicom szczegóły o tym jak ta terapia przebiega – bez mojej zgody i wbrew mojej woli, w rezultacie czego zostałem pobity przez ojca i skończyłem na bruku — powiedział, najwyraźniej mając już gotową wersję. — Typ nie chce, żebym złożył na niego donos i zrujnował mu karierę, więc w zamian za moje milczenie zobowiązał się mi pomagać finansowo, dopóki nie stanę na nogi — dodał i wzruszył ramionami. — A co, myślałeś, że mu się przyznam do tego, że za jego plecami dawałem dupy takiemu frajerowi jak ty? — pokręcił na boki głową.
d(eze)rter
— Nie chodzi o to, że nie chcę się z nią rozstać — zaczął. — Po prostu nie chcę niepotrzebnego zamieszania — dodał i wzruszył lekko ramionami. Prawda była taka, że rzeczywiście chodziło o to, żeby kobieta się nie zorientowała, bo bał się, jak na to zareaguje. Niestety, ale nadal nie miał odwagi, żeby zdecydować się na to, żeby się z nią rozwieść, ale chyba to nie powinno nikogo dziwić. Skoro tak długo zwlekał z rozstaniem się z nią, to dlaczego miałoby się to zmienić teraz, kiedy nie miał żadnej pewności co do tego, że Fawn da mu drugą szansę, jeśli się z kobietą rozejdzie. — Nie musisz się martwić o to, że nie dostanie ode mnie pozwu. W tygodniu zadzwonię do swojego prawnika, żeby to ogarnął — podsumował. Zapewne będzie z tym zwlekał do ostatniej chwili. Nie byłoby też niczym dziwnym, jakby w ogóle tego nie zrobił. — Niezależnie od tego, czy dasz mi po tym szansę, czy nadal nie będziesz chciał mieć ze mną do czynienia, nie chcę z nią dalej być. Nie kocham jej i nie ma sensu tego ciągnąć — wzruszył lekko ramionami. Próbował sam siebie przekonać co do tego, że to była słuszna decyzja i że dobrze robił. Z drugiej strony jakoś nie potrafił sobie wyobrazić tego, że miałby rozstać się z żoną. I co dalej? Będzie znowu żyć jak singiel, jeśli Fawn nie będzie chciał mu wybaczyć (co było bardziej niż prawdopodobne)? Nie był pewien, czy tego chciał. Niczego tak naprawdę nie był pewien.
— Stęskniony mąż owszem, ale ja zdecydowanie nim nie jestem. Nie mam ochoty na jej towarzystwo. Będzie tylko mówiła o tym, jak jej się fajne spędzało czas z koleżankami, a mnie to niekoniecznie obchodzi — wzruszył lekko ramionami. Ostatnimi czasy w ogóle nie miał ochoty na to, żeby spędzać z nią swój czas, więc unikał tego jak ognia. Cieszył się, że wyjechała na te kilka dni i żałował, że już wróciła. Niestety, ale jeśli nadal byli małżeństwem, to w końcu musiał do niej wrócić. — I nie musisz być taki złośliwy... — skrzywił się delikatnie. Zapewne musiał i działo się to samo, bez jego kontroli. Caden też sobie zasłużył na to, żeby go w ten sposób traktować, ale nie zmieniało to faktu, że nie było to miłe. No, to, że Fawna pobił przez niego jego ojciec też nie było zbyt miłe.
Oderwał się od tego, co robił, kiedy chłopak zaczął mówić. Musiał przyznać, że nie spodziewał się tego, że miał już uszykowaną wersję i oczywiście w ogóle mu się ona nie podobała. Nie chciał wychodzić na tego złego w oczach kogoś jeszcze. Niestety, ale nie mógł przecież mu zakazać mówić prawdy. Może i nie całej, bo chłopak przemilczy to, że ze sobą sypiali, ale prawdy. — Nie wiem, co myślałem — mruknął i wrócił do wyciągania ubrań z torby. — Sam zresztą nie wiem, dlaczego czegokolwiek od ciebie oczekuję. To chyba nie tak, że cokolwiek się jeszcze między nami zmieni — dodał pod nosem. — Co nie zmienia faktu, że naprawdę cię kocham i nie chcę cię stracić — podsumował i posłał mu szczenięce spojrzenie.
Fawn
— Stęskniony mąż owszem, ale ja zdecydowanie nim nie jestem. Nie mam ochoty na jej towarzystwo. Będzie tylko mówiła o tym, jak jej się fajne spędzało czas z koleżankami, a mnie to niekoniecznie obchodzi — wzruszył lekko ramionami. Ostatnimi czasy w ogóle nie miał ochoty na to, żeby spędzać z nią swój czas, więc unikał tego jak ognia. Cieszył się, że wyjechała na te kilka dni i żałował, że już wróciła. Niestety, ale jeśli nadal byli małżeństwem, to w końcu musiał do niej wrócić. — I nie musisz być taki złośliwy... — skrzywił się delikatnie. Zapewne musiał i działo się to samo, bez jego kontroli. Caden też sobie zasłużył na to, żeby go w ten sposób traktować, ale nie zmieniało to faktu, że nie było to miłe. No, to, że Fawna pobił przez niego jego ojciec też nie było zbyt miłe.
Oderwał się od tego, co robił, kiedy chłopak zaczął mówić. Musiał przyznać, że nie spodziewał się tego, że miał już uszykowaną wersję i oczywiście w ogóle mu się ona nie podobała. Nie chciał wychodzić na tego złego w oczach kogoś jeszcze. Niestety, ale nie mógł przecież mu zakazać mówić prawdy. Może i nie całej, bo chłopak przemilczy to, że ze sobą sypiali, ale prawdy. — Nie wiem, co myślałem — mruknął i wrócił do wyciągania ubrań z torby. — Sam zresztą nie wiem, dlaczego czegokolwiek od ciebie oczekuję. To chyba nie tak, że cokolwiek się jeszcze między nami zmieni — dodał pod nosem. — Co nie zmienia faktu, że naprawdę cię kocham i nie chcę cię stracić — podsumował i posłał mu szczenięce spojrzenie.
i want to kiss you on the mouth
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
Whispers of life
cado
— Jasne — skwitował i wzruszył ramionami. Jakoś mu nie wierzył, ale w sumie to tak na dobrą sprawę koło chuja mu latało, czy Caden rozwiedzie się ze swoją żoną, czy nie. Na tym etapie ich relacji, a raczej jej braku, nie miało dla niego żadnego znaczenia to z kim ten był, z kim nie był, kogo posuwał w dupę i na czyj widok się ślinił. Było mu to zupełne obojętne, bo Caden całkowicie zaprzepaścił swoje szanse na to, żeby jakoś to wszystko naprawić i uratować. Wyrządził mu naprawdę wielką krzywdę i nie potrafił pojąć jak można było być aż takim skurwysynem, jak mężczyzna, żeby coś takiego zrobić drugiej osoby. I najlepsze w tym wszystkim było to, że Caden jeszcze miał czelność mówić, że niby go kochał. — Mhm. Rób co chcesz — stwierdził i wzruszył po prostu ramionami. Jak chciał, to niech sobie dzwoni, a jak nie chciał, to niech sobie dalej z nią będzie. Na pewno jednak nie miał co liczyć na cokolwiek, dopóki był ze swoją żoną i uważał, że akurat o tym dał mężczyźnie dość jasno do zrozumienia. Ten nie mógł mieć żadnych wątpliwości. — Pożyjemy, zobaczymy co z tego będzie — stwierdził po prostu. Wciąż nie wierzył w to, że Caden rzeczywiście się rozwiedzie, a po tym co mu mężczyzna zafundował raczej logiczne, że nie uwierzy mu na słowo. Już miał nauczkę i wiedział, że Volpe nie powinno się ufać.
— No cóż, ale to wciąż twoja żona. Dalej jesteście razem, dalej musisz z nią mieszkać, spać w jednym łóżku i spędzać z nią swój czas — wzruszył ramionami. Dopóki był jej mężem, dokładnie tak będzie wyglądało jego życie. Jeśli jednak ten wolał być nieszczęśliwy przy jej boku i się męczyć, to był jego wybór. To nie tak, że Caden cokolwiek musiał. Wszelkie decyzje i wybory należały do niego, ale każda z nich będzie miała dość nieprzyjemne dla niego konsekwencje. Pytanie, którą opcję starszy wybierze i która jego zdaniem będzie dla niego najbardziej korzystna. — Muszę — odpyskował. Oczywiście, że musiał, bo dla niego to był jedyny sposób, żeby wyrazić swoją frustrację i odbić sobie na mężczyźnie to, przez co musiał przez niego przejść.
— Ta. Już obaj wiemy, że w myśleniu nie jesteś dobry — stwierdził i wzruszył ramionami. — No ja też nie wiem czego ode mnie oczekujesz tak szczerze powiedziawszy. Zrujnowałeś mi życie, a teraz liczysz na to, że ja to puszczę w niepamięć i wszystko będzie tak jak wcześniej, bo przecież ci przykro i żałujesz — odparł i spojrzał na niego z politowaniem. — Już mnie straciłeś — powiedział. — I nie patrz na mnie w taki sposób, bo nic ci to nie da — burknął i zagryzł jeden z policzków od środka, po czym przyciągnął do siebie kolejną torbę, żeby kontynuować wypakowywanie.
Valpo
— No cóż, ale to wciąż twoja żona. Dalej jesteście razem, dalej musisz z nią mieszkać, spać w jednym łóżku i spędzać z nią swój czas — wzruszył ramionami. Dopóki był jej mężem, dokładnie tak będzie wyglądało jego życie. Jeśli jednak ten wolał być nieszczęśliwy przy jej boku i się męczyć, to był jego wybór. To nie tak, że Caden cokolwiek musiał. Wszelkie decyzje i wybory należały do niego, ale każda z nich będzie miała dość nieprzyjemne dla niego konsekwencje. Pytanie, którą opcję starszy wybierze i która jego zdaniem będzie dla niego najbardziej korzystna. — Muszę — odpyskował. Oczywiście, że musiał, bo dla niego to był jedyny sposób, żeby wyrazić swoją frustrację i odbić sobie na mężczyźnie to, przez co musiał przez niego przejść.
— Ta. Już obaj wiemy, że w myśleniu nie jesteś dobry — stwierdził i wzruszył ramionami. — No ja też nie wiem czego ode mnie oczekujesz tak szczerze powiedziawszy. Zrujnowałeś mi życie, a teraz liczysz na to, że ja to puszczę w niepamięć i wszystko będzie tak jak wcześniej, bo przecież ci przykro i żałujesz — odparł i spojrzał na niego z politowaniem. — Już mnie straciłeś — powiedział. — I nie patrz na mnie w taki sposób, bo nic ci to nie da — burknął i zagryzł jeden z policzków od środka, po czym przyciągnął do siebie kolejną torbę, żeby kontynuować wypakowywanie.
d(eze)rter
— Tak, pożyjemy, zobaczymy — odparł z krótkim westchnięciem. — Nie wierzysz mi. W ogóle mi w to nie wierzysz... — dodał pod nosem i pokręcił lekko głową na boki. — Nawet nie mogę mieć do ciebie o to pretensji — podsumował. Oczywiście, że nie mógł, bo to była tylko i wyłącznie jego wina, że chłopak skończył w takiej opłakanej sytuacji. Naprawdę nieźle go urządził i śmiało można było powiedzieć, że zrujnował mu życie. To przez niego stracił dach nad głową, to przez niego ojciec go pobił i przez niego nie mógł być pewien swojego jutra. Nawet nie chciał myśleć o tym, jakie to musiało być okropne uczucie znaleźć się w jego sytuacji...
— Ta — mruknął i skrzywił się. Nie podobało mu się wszystko to, co Fawn mówił, bo to było prawdziwe. To, że jej nie kochał i nie chciał z nią już być, nie znaczyło, że nagle przestanie być jego żoną. Jeśli rzeczywiście chciałby, żeby się rozstali, to musiał coś zacząć robić w tym kierunku. — W ogóle nie mam na to wszystko ochoty. Najchętniej zostałbym tutaj z tobą — powiedział. — Ale wiem też, że tylko czekasz na moment, w którym drzwi się za mną zamkną i zniknę ci z oczu — dodał i wypuścił głośno powietrze nosem. Mimo tego, że miał świadomość, że dokładnie tak było, to nie potrafił tak po prostu wyjść i go zostawić samego. Nie tylko dlatego, że wolał spędzać czas z nim, a nie ze swoją żoną, ale też dlatego, że go kochał i chciał jakimś cudem sprawić, że młodszy będzie chciał wrócić do tego, co mieli, a jeszcze lepiej, żeby zostali parą. Niczego tak bardzo nie pragnął, jak właśnie tego. Szkoda tylko, że musiało dojść do takiej okropnej sytuacji, żeby uświadomił sobie pewne rzeczy. Teraz na takie refleksje było już zdecydowanie za późno. — No tak. Zasłużyłem sobie — przyznał. Sam na jego miejscu nie miałby dla siebie taryfy ulgowej i pewnie na każdym kroku dawałby mu do zrozumienia, jak bardzo nie chciał mieć ze sobą do czynienia.
— Jakoś tak wyszło — stwierdził. Nawet nie mógł zaprzeczyć temu, że rzeczywiście nie wykazał się inteligencją. Zachował się jak gówniarz, ale w ogóle nie przemyślał tego, że coś mogło pójść nie tak, jak sobie zaplanował. Nie brał pod uwagę scenariusza, w którym ojciec chłopaka go pobije i wyrzuci z domu. — Po prostu mi zależy, okej? Nie potrafię sobie odpuścić. Nie chcę tego robić — rzucił w odpowiedzi. — Wiem. Widzę... — powiedział pod nosem. — Może jednak coś da? — wysilił się na nieco żartobliwy ton. Zaraz jednak westchnął ciężko, bo wiedział, że za chuja nie przekona go do siebie ponownie, patrząc na niego w taki sposób.
Gdy opróżnił torbę, złożył ją i odłożył obok ubrań. Zaraz sięgnął do kolejnej, w której były naczynia. Przeszedł z nimi do aneksu, bo najwyraźniej uznał, że w tym też mu pomoże. — Mam nadzieję, że będzie ci się tutaj dobrze mieszkało — rzucił, wkładając do jednej z szafek talerze. Chciał poruszyć jakiś neutralny temat, choć zgadywał, że nawet na to Fawn nie miał ochoty.
Fawn
— Ta — mruknął i skrzywił się. Nie podobało mu się wszystko to, co Fawn mówił, bo to było prawdziwe. To, że jej nie kochał i nie chciał z nią już być, nie znaczyło, że nagle przestanie być jego żoną. Jeśli rzeczywiście chciałby, żeby się rozstali, to musiał coś zacząć robić w tym kierunku. — W ogóle nie mam na to wszystko ochoty. Najchętniej zostałbym tutaj z tobą — powiedział. — Ale wiem też, że tylko czekasz na moment, w którym drzwi się za mną zamkną i zniknę ci z oczu — dodał i wypuścił głośno powietrze nosem. Mimo tego, że miał świadomość, że dokładnie tak było, to nie potrafił tak po prostu wyjść i go zostawić samego. Nie tylko dlatego, że wolał spędzać czas z nim, a nie ze swoją żoną, ale też dlatego, że go kochał i chciał jakimś cudem sprawić, że młodszy będzie chciał wrócić do tego, co mieli, a jeszcze lepiej, żeby zostali parą. Niczego tak bardzo nie pragnął, jak właśnie tego. Szkoda tylko, że musiało dojść do takiej okropnej sytuacji, żeby uświadomił sobie pewne rzeczy. Teraz na takie refleksje było już zdecydowanie za późno. — No tak. Zasłużyłem sobie — przyznał. Sam na jego miejscu nie miałby dla siebie taryfy ulgowej i pewnie na każdym kroku dawałby mu do zrozumienia, jak bardzo nie chciał mieć ze sobą do czynienia.
— Jakoś tak wyszło — stwierdził. Nawet nie mógł zaprzeczyć temu, że rzeczywiście nie wykazał się inteligencją. Zachował się jak gówniarz, ale w ogóle nie przemyślał tego, że coś mogło pójść nie tak, jak sobie zaplanował. Nie brał pod uwagę scenariusza, w którym ojciec chłopaka go pobije i wyrzuci z domu. — Po prostu mi zależy, okej? Nie potrafię sobie odpuścić. Nie chcę tego robić — rzucił w odpowiedzi. — Wiem. Widzę... — powiedział pod nosem. — Może jednak coś da? — wysilił się na nieco żartobliwy ton. Zaraz jednak westchnął ciężko, bo wiedział, że za chuja nie przekona go do siebie ponownie, patrząc na niego w taki sposób.
Gdy opróżnił torbę, złożył ją i odłożył obok ubrań. Zaraz sięgnął do kolejnej, w której były naczynia. Przeszedł z nimi do aneksu, bo najwyraźniej uznał, że w tym też mu pomoże. — Mam nadzieję, że będzie ci się tutaj dobrze mieszkało — rzucił, wkładając do jednej z szafek talerze. Chciał poruszyć jakiś neutralny temat, choć zgadywał, że nawet na to Fawn nie miał ochoty.
i want to kiss you on the mouth
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
take my tongue and lead it southbound
baby, put some faith in me
Whispers of life
cado
— Oczywiście, że ci nie wierzę — powiedział i pokręcił głową na boki. Nie trzeba było być geniuszem, żeby się tego domyślić. Fawn nie miał absolutnie żadnych podstaw do tego, żeby wierzyć w cokolwiek, co mówił Caden. Już raz mu zaufał, przejechał się i na pewno nie miał zamiaru tego robić kolejny raz. Na szczęście, Lin miał to do siebie, że łatwo uczył się na swoich błędach i potem starał się ich więcej nie popełniać w przyszłości.
— Nawet tak nie mów — potrząsnął głową, jakby fakt, że Caden tutaj zostanie to była dla niego jakaś katastrofa. Niech sobie spierdala do tej swojej żony, którą tak bardzo boi się zostawić i niech się przy niej męczy, jak go takie życie satysfakcjonuje. Od niego jednak, niech lepiej trzyma się z daleka, bo nie potrzebował takich fałszywych szuj w swoim życiu. — Nawet nie będę zaprzeczał — stwierdził i wzruszył ramionami. Co prawda, pewnie kiedy zostanie sam to wpadnie w niezbyt przyjemny nastrój. Od jakiegoś czasu kiedy zostawał sam ze swoimi myślami, to napadały go naprawdę natrętne. Robiło mu się naprawdę smutno, nierzadko też płakał. Sytuacja w jakiej się znalazł była naprawdę chujowa i go bardzo przytłaczała. Starał się nikomu nie pokazywać jak źle z nim jest, ale w momencie kiedy tylko zostawał sam, to wszystko się z niego wylewało ze zdwojoną siłą. Prawda była taka, że najchętniej po prostu zniknąłby z powierzchni Ziemi i tyle. — Otóż to — skwitował i wzruszył ramionami. Temu również nie mógł zaprzeczyć.
Na jego odpowiedź przewrócił oczami. Niezła odpowiedź, jak na sytuację, do której doprowadził, tym samym rujnując drugiej osobie życie. Na jego kolejne słowa westchnął ciężko. Nie miał pojęcia jak miał mu dać do zrozumienia, że niezależnie od tego jak bardzo ten będzie się łudził, nic z tego nie wyjdzie, bo Fawn już zdecydował i nie miał zamiaru się wycofać. — Nie, nie da — odparł krótko i westchnął ciężko.
Ściągnął brwi, kiedy po rozpakowaniu torby, Caden zamiast zacząć zbierać się do wyjścia, wziął się za kolejną. Okazało się, że były tam rzeczy do kuchni, które ten zaraz zaczął tam znosić, żeby je pochować. — Zobaczymy — odparł krótko. Przez chwilę wypakowywał dalej torbę, ale w końcu przestał i spojrzał na Cadena.
— Dlaczego taki jesteś? — zapytał po prostu. — Myślisz, że mi jest z tym wszystkim łatwo? Zdajesz sobie sprawę z tego, jakie piekło przechodzę? Wiesz w ogóle jakie to uczucie, kiedy jedna z niewielu osób, której ufasz i w dodatku ktoś, kogo kochasz, wbija ci nóż w plecy w najbardziej obrzydliwy sposób z możliwych? — zapytał, czując, jak do jego oczu napływają łzy. — Jesteś, kurwa, taki bezczelny. Kręcisz się wokół mnie, szukasz wymówki do spotkań i kajasz się, kiedy ja nawet nie chcę oglądać cię na oczy. Jak na ciebie patrzę, to mam ochotę wrzeszczeć z wściekłości i żalu. Czuję się jak gówno za każdym razem jak muszę mieć z tobą do czynienia. Nienawidzę tego. Nienawidzę ciebie. Nienawidzę całej tej sytuacji. Nienawidzę siebie samego. Gdybym miał wybór, to wolałbym się nigdy nie urodzić — wyrzucił z siebie. No, to ulało mu się.
Valpo
— Nawet tak nie mów — potrząsnął głową, jakby fakt, że Caden tutaj zostanie to była dla niego jakaś katastrofa. Niech sobie spierdala do tej swojej żony, którą tak bardzo boi się zostawić i niech się przy niej męczy, jak go takie życie satysfakcjonuje. Od niego jednak, niech lepiej trzyma się z daleka, bo nie potrzebował takich fałszywych szuj w swoim życiu. — Nawet nie będę zaprzeczał — stwierdził i wzruszył ramionami. Co prawda, pewnie kiedy zostanie sam to wpadnie w niezbyt przyjemny nastrój. Od jakiegoś czasu kiedy zostawał sam ze swoimi myślami, to napadały go naprawdę natrętne. Robiło mu się naprawdę smutno, nierzadko też płakał. Sytuacja w jakiej się znalazł była naprawdę chujowa i go bardzo przytłaczała. Starał się nikomu nie pokazywać jak źle z nim jest, ale w momencie kiedy tylko zostawał sam, to wszystko się z niego wylewało ze zdwojoną siłą. Prawda była taka, że najchętniej po prostu zniknąłby z powierzchni Ziemi i tyle. — Otóż to — skwitował i wzruszył ramionami. Temu również nie mógł zaprzeczyć.
Na jego odpowiedź przewrócił oczami. Niezła odpowiedź, jak na sytuację, do której doprowadził, tym samym rujnując drugiej osobie życie. Na jego kolejne słowa westchnął ciężko. Nie miał pojęcia jak miał mu dać do zrozumienia, że niezależnie od tego jak bardzo ten będzie się łudził, nic z tego nie wyjdzie, bo Fawn już zdecydował i nie miał zamiaru się wycofać. — Nie, nie da — odparł krótko i westchnął ciężko.
Ściągnął brwi, kiedy po rozpakowaniu torby, Caden zamiast zacząć zbierać się do wyjścia, wziął się za kolejną. Okazało się, że były tam rzeczy do kuchni, które ten zaraz zaczął tam znosić, żeby je pochować. — Zobaczymy — odparł krótko. Przez chwilę wypakowywał dalej torbę, ale w końcu przestał i spojrzał na Cadena.
— Dlaczego taki jesteś? — zapytał po prostu. — Myślisz, że mi jest z tym wszystkim łatwo? Zdajesz sobie sprawę z tego, jakie piekło przechodzę? Wiesz w ogóle jakie to uczucie, kiedy jedna z niewielu osób, której ufasz i w dodatku ktoś, kogo kochasz, wbija ci nóż w plecy w najbardziej obrzydliwy sposób z możliwych? — zapytał, czując, jak do jego oczu napływają łzy. — Jesteś, kurwa, taki bezczelny. Kręcisz się wokół mnie, szukasz wymówki do spotkań i kajasz się, kiedy ja nawet nie chcę oglądać cię na oczy. Jak na ciebie patrzę, to mam ochotę wrzeszczeć z wściekłości i żalu. Czuję się jak gówno za każdym razem jak muszę mieć z tobą do czynienia. Nienawidzę tego. Nienawidzę ciebie. Nienawidzę całej tej sytuacji. Nienawidzę siebie samego. Gdybym miał wybór, to wolałbym się nigdy nie urodzić — wyrzucił z siebie. No, to ulało mu się.
d(eze)rter
— Nie martw się, nie zostanę z tobą tutaj na noc — powiedział. — Choćbym bardzo tego chciał — dodał pod nosem i westchnął. Oczywiście, że chciałby z nim tutaj zostać i że nie miałby nic przeciwko temu, żeby w ten sposób uciec od swojej żony, ale świetnie zdawał sobie sprawę z tego, że Fawn nie chciał, żeby siedział mu na głowie. Co prawda, mógł być jeszcze większym dupkiem i zacząć mu mówić, że skoro płacił za to mieszkanie, to może tutaj przebywać, kiedy chciał, ale nie miał zamiaru tego robić. To by było poniżej jakiejkolwiek godności, nie wspominając o tym, że w takiej sytuacji chłopak na pewno szybko by się stąd wyniósł bez jego wiedzy i słuch by o nim zaginął, a do tego nie mógł dopuścić. Westchnął, kiedy chłopak potwierdził. To było bardziej niż oczywiste, że tylko czekał na moment, aż w końcu zostanie sam i nie będzie musiał go oglądać, skoro nie chciał go znać. Było mu strasznie przykro z tego powodu, zwłaszcza że jeszcze do niedawna świetnie się ze sobą dogadywali. Gdyby nie ten pieprzony klub, to dalej wszystko byłoby między nimi okej... Był na siebie wkurwiony, jak jeszcze nigdy nie był w swoim życiu.
Ściągnął brwi, kiedy młodszy zapytał go, dlaczego był taki. Nawet nie wiedział, co miał mu na to odpowiedzieć, ale zanim w ogóle zebrał się do tej odpowiedzi, to Fawn zaczął wyrzucać z siebie wszystko, co tylko przyszło mu do głowy. Słuchał tego wszystkiego, wpatrując się w niego, jakby pierwszy raz go zobaczył. Wyłapał z tego wszystkiego jedno — chłopak też go kochał. Teraz tym bardziej nie miał zamiaru odpuścić i będzie próbował to jakoś naprawić. Przecież nie mógł pozwolić na to, żeby to wszystko tak się skończyło. Nie chciał tego. — Kogo kochasz — odezwał się w końcu i pokręcił lekko głową na boki. — Teraz tym bardziej jestem na siebie wkurwiony... — dodał pod nosem zrezygnowany. — Fawn, ja... — zaczął, ale urwał. Odłożył talerz, który miał w ręce do szafki, po czym po prostu zbliżył się do młodszego. Nie wiedział, jak w tej sytuacji powinien się zachować i co powiedzieć, ale chyba nie było nic takiego, co mógłby zrobić, żeby już teraz naprawić to, co spierdolił. Najpierw obok niego ukucnął, żeby zaraz też uklęknąć. Przez chwilę się wahał, bo wiedział, że Fawn na pewno nie chciał jego bliskości, ale w końcu zebrał się na odwagę i objął go, ciasno go do siebie przytulając, nie zważając na jego ewentualne protesty. — Nie powinieneś siebie nienawidzić. Nie zrobiłeś nic złego. To ja i twój ojciec zjebaliśmy po całości. Ty... ty jesteś idealny. Nie twoja wina, że trafiłeś na dupków — powiedział. — Przepraszam... naprawdę. Jeszcze nigdy w życiu niczego tak bardzo nie żałowałem, jak tego, co ci zrobiłem. Jesteś dla mnie najważniejszy, a ja swoim zachowaniem pokazałem, że jest zupełnie na odwrót — dodał nieco ciszej. Nie dało się zaprzeczyć temu, że rzeczywiście zachował się tak, jakby darzył go czystą nienawiścią.
Fawn
Ściągnął brwi, kiedy młodszy zapytał go, dlaczego był taki. Nawet nie wiedział, co miał mu na to odpowiedzieć, ale zanim w ogóle zebrał się do tej odpowiedzi, to Fawn zaczął wyrzucać z siebie wszystko, co tylko przyszło mu do głowy. Słuchał tego wszystkiego, wpatrując się w niego, jakby pierwszy raz go zobaczył. Wyłapał z tego wszystkiego jedno — chłopak też go kochał. Teraz tym bardziej nie miał zamiaru odpuścić i będzie próbował to jakoś naprawić. Przecież nie mógł pozwolić na to, żeby to wszystko tak się skończyło. Nie chciał tego. — Kogo kochasz — odezwał się w końcu i pokręcił lekko głową na boki. — Teraz tym bardziej jestem na siebie wkurwiony... — dodał pod nosem zrezygnowany. — Fawn, ja... — zaczął, ale urwał. Odłożył talerz, który miał w ręce do szafki, po czym po prostu zbliżył się do młodszego. Nie wiedział, jak w tej sytuacji powinien się zachować i co powiedzieć, ale chyba nie było nic takiego, co mógłby zrobić, żeby już teraz naprawić to, co spierdolił. Najpierw obok niego ukucnął, żeby zaraz też uklęknąć. Przez chwilę się wahał, bo wiedział, że Fawn na pewno nie chciał jego bliskości, ale w końcu zebrał się na odwagę i objął go, ciasno go do siebie przytulając, nie zważając na jego ewentualne protesty. — Nie powinieneś siebie nienawidzić. Nie zrobiłeś nic złego. To ja i twój ojciec zjebaliśmy po całości. Ty... ty jesteś idealny. Nie twoja wina, że trafiłeś na dupków — powiedział. — Przepraszam... naprawdę. Jeszcze nigdy w życiu niczego tak bardzo nie żałowałem, jak tego, co ci zrobiłem. Jesteś dla mnie najważniejszy, a ja swoim zachowaniem pokazałem, że jest zupełnie na odwrót — dodał nieco ciszej. Nie dało się zaprzeczyć temu, że rzeczywiście zachował się tak, jakby darzył go czystą nienawiścią.