ODPOWIEDZ
Miejscow*
25 lat/a, 169 cm
Asystentka w General Motors
Awatar użytkownika
Whispers of life
-
Nie wiem, dlaczego dałam się wyciągnąć na nocowanie pod namiotem. Przecież ja się kompletnie nie nadaje na nocowanie. No dobra przerwałam jezioro, ale teraz to zupełnie co innego. Aktualnie jesteśmy w lesie, głęboko w lesie. Sama nawet nie pamiętam jak wrócić do miasta. Samochód stoi daleko od nas, a raczej wypożyczony kamper. Tam miałam spędzić czas, a nie pod namiotem. Czasami naprawdę nie rozumiem pomysłów Finna, zwłaszcza jak ma bardzo szalone pomysły. Musiał mnie wręcz ciągnąć za rękę, ponieważ nie chciałam iść, aż tak głęboko.
Kiedy zjawiliśmy się na miejscu, położyłam swój plecak na ziemię. Objęłam się ramionami, niepewnie rozejrzałam się po pustkowiu. Wokół nas są tylko zwierzęta, odgłosy jeziora i totalna pustka. Drzewa cały czas wyglądają tak samo, a za niedługo zrobi się kompletnie ciemno. Westchnęłam i nie odzywałam się do chłopaka, pomogłam tylko przy ogarnięciu aktualnego kampusu. Zgarnęłam patyki, które tak leżały na ziemi. Nie chciałam niszczyć natury, dlatego zbierałam, co mogłam. Przyniosłam wszystko i rzuciłam koło prawie gotowego namiotu. Nadal nie chciałam się odzywać, dlatego bez słowa wparowałam do namiotu. Zaczęłam poprawiać poduszki, koce i śpiwory. Jedzenie schowałam na koniec namiotu, nawet wyciągnęłam już w razie czego latarkę. Wychodząc z namiotu, postanowiłam się w końcu jakoś odezwać. Zacisnęłam palce o swoje spodnie, czekając na każdą reakcję, jaką mi da. Przecież nie odzywałam się do niego, przez większość czasu. Tylko kiwałam głową, kiedy miałam coś zrobić. Wywróciłam oczami, widząc jak dalej walczył przy związywaniu jakiś linek. Pewnie zabezpieczenie lub coś takiego.
— Myślisz, że jesteśmy tutaj bezpieczni? Jesteśmy pośrodku niczego, a co jeśli nas coś zaatakuje? — Zwróciłam na to jego uwagę, ale pewnie jak zwykle się tym nie przejmie. Jak połowę rzeczy, które mu dzisiaj powiedziałam na głos. Sięgnęłam po patyki i zaczęłam je wszystkie układać, od wielkości i suchości. Nawet złożyłam z tego wszystkiego małe palenisko. Nadal się idealnie na ciepło, ale nie na jakiś długi czas. Także za pewien czas, będziemy musieli wrócić do namiotu. Chociaż tam mamy wszystko przygotowane. Sięgnęłam do plecaka, wyciągnęłam z niego ogień. Podpaliłam ognisko, które będzie nas ogrzewać. Dobrze, że nie zabraliśmy psa. Ja chciałam, ale jak tak miało wyglądać nasz wypad to, nie byłoby to zbytnio bezpieczne dla niego. Tęsknie za tym psiakiem, nawet jeśli jest czasem głupiutki jak gubik wodny. Może kiedyś go zabierzemy, zwłaszcza jak wybierzemy się głównie na wypad kamperem.
— Następnym razem zostaniemy w kamperze. Zabierzemy psa i pojedziemy gdzieś dalej, niż jezioro i las, dobrze? — Zaproponowałam. Nawet mogę odpuścić całkowicie nasze miasto, ale naprawdę chciałabym mieć swojego psiaka przy sobie. Nawet trochę się o niego martwię, nawet jeśli wiem, że ma bardzo dobrą opiekę. Widzą, że teraz mnie on trochę ignoruje. Wstałam z kawałka drzewa i skierowałam się w jego stronę. — Przepraszam, że tak zareagowałam — Przeprosiłam go i przytuliłam się do niego. Może trochę za bardzo przesadziłam, ale połowę racji mam ja i on. Trzeba tylko znaleźć w tym wszystkim granicę.

Finn Rackham
Martyna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
26 lat/a, 189 cm
Tworzy mapy, zwiedza świat Zacisze własnego mieszkania
Awatar użytkownika
Whispers of life
Każdy akt, z którego rodzi się nekromanta, musi być z definicji akrem nieprawości, aktem gwałtu i zepsucia.
Finn od samego początku wiedział, że przekonanie jej do nocowania pod namiotem nie będzie łatwe. Jednak jego upór i chęć spędzenia czasu na łonie natury zwyciężyły. Teraz, patrząc na nią, jak niepewnie rozglądała się po okolicy, czuł, że być może mógł to lepiej zaplanować. Widok lasu i jeziora działał na niego kojąco, ale wiedział, że dla niej to była zupełnie nowa, niekomfortowa sytuacja.
Kiedy dotarli na miejsce, położyła swój plecak na ziemi i objęła się ramionami, niepewnie rozglądając się po pustkowiu. Finn widział, że była spięta, i mimo że nie odzywała się do niego, zauważył jej pomoc przy rozkładaniu obozowiska. Zebrała patyki z ziemi, starając się nie niszczyć natury, co było dla niej typowe. Rzuciła je koło prawie gotowego namiotu i bez słowa weszła do środka. Finn, zmagając się z wiązaniem linek namiotu, obserwował ją kątem oka.
Gdy wyszła z namiotu, Finn dostrzegł, że przygotowała wszystko do spania, schowała jedzenie na końcu namiotu i wyciągnęła latarkę. Kiedy zacisnęła palce na swoich spodniach i w końcu się odezwała, brunet przestał na chwilę walczyć z linkami i spojrzał na nią.
— Jesteśmy bezpieczni. Nic nam tu nie grozi. Wszystko jest pod kontrolą, a noc spędzimy pod gwiazdami, co będzie wspaniałym doświadczeniem — odpowiedział, starając się zabrzmieć pewnie i uspokajająco.
Patrzył, jak układała patyki według wielkości i suchości, przygotowując małe palenisko. Podpaliła ognisko, co dodało im trochę ciepła i światła. Finn wiedział, że ogień zawsze miał kojący wpływ, zwłaszcza w takich sytuacjach. Obserwował ją przez chwilę, zastanawiając się, jak mógłby ją bardziej przekonać do tego wypadu.
Kiedy usłyszał jej kolejną propozycję, uśmiechnął się do siebie.
— Może wybierzemy się gdzieś nad morze albo w góry — Odpowiedział, starając się być otwarty na jej sugestie. Wiedział, że kompromis był kluczowy.
Westchnął cicho, gdy Aurora do niego podeszła. Zauważył w jej oczach cień smutku i niepewności. Kiedy przytuliła się do niego, odwzajemnił uścisk, czując, jak napięcie między nimi zaczyna opadać. Słyszał, że przeprosiny były szczere. Pogładził ją po plecach, żeby wiedziała, że ma w nim wsparcie.
— Nie masz za co przepraszać. Wiem, że to dla ciebie nowe i trudne. Może trochę przesadziłem z tym pomysłem — odpowiedział — Uznałem, że to dobry pomysł.
Spojrzał jej w oczy, uśmiechając się ciepło. Wiedział, że nie będzie to proste do zrealizowania, bo ich poczucia komfortu były znacznie różnie, ale musiał wziąć pod uwagę jej zdanie.
— Coś wymyślimy. — Dotknął palcem wskazującym czubek jej nosa.

Aurora Bennett
Miejscow*
25 lat/a, 169 cm
Asystentka w General Motors
Awatar użytkownika
Whispers of life
-
Dla niego wszystko jest takie proste. Nie obawia się małego robaczka, który chodzi po ziemi. Nawet misia, który może nas odwiedzić. Nie zapominajmy też o wilkach i innych dzikich zwierzętach, które chodząc po tym lesie. To my jesteśmy tutaj niemile widziani, ponieważ naruszamy ich terytorium. Dlatego mnie to jakoś nie pociesza, dla niego to takie normalne. Pewnie nie raz nocował pod gołym niebem, kiedy wszystko badał i spisywał do swojego notatnika. Dobrze pamiętam jak trzymał go przy sobie, kiedy pakował się na nową wyprawę.
— Wydaje się to romantyczne. Jednak dalej uważam, że naruszamy ich teren. Do tego mamy jedzenie, a co jeśli zaatakuje nas niedźwiedź lub wilk? — Zrobiłam wielkie oczy, mając przed oczami dokładnie tę scenę. Naprawdę nie chcę tego przeżyć, ale w duszy czuję, że tak jednak będzie. Nie ważne ile będzie mnie zapewniał, że jesteśmy bezpieczni. Jestem dość mocną panikarą, zwłaszcza jak opuszczam bezpienie dla mnie samej terytorium. A to jak najbardziej narusza moje bezpieczeństwo. Będzie musiał mnie dość mocno rozpraszać, abym mogła normalnie się wokół niego zachowywać.
— Możemy spróbować z łodzią, zawsze masz z nią miłe wspomnienia. Kiedy opowiadasz o płynięciu, oczy zaczynają Ci się błyszczeć. Do tego chciałeś pokazać mi zachód słońca — Przypomniałam sobie. Strasznie dużo o tym opowiadał, co tracę kiedy nie wypływam z nim lub nie opuszczam miasta. Po prostu tak jest o wiele łatwiej i przyjemniej. Chociaż jedno z nas, musi być bardziej otwarte na poznawanie świata. Do tego to jego praca, uwielbia ja i spełnia się w niej. Moja to papierkowa praca, która trwa cały czas. Nigdy nie wiadomo kiedy, moja szefowa do mnie zadzwoni i każde coś zmienić w jej grafiku. Jednak to pomaga, ogarniać bajzel ojca. Nawet jeśli będzie to jeszcze trochę trwało, zawsze jest go już trochę mniej.
— Możemy dzisiaj spać razem w jednym śpiworze? Będzie mi trochę lepiej. Chyba że nie chcesz — Szybko się poprawiłam. Nie chcę naciskać, zresztą wszystko między nami tak dziwnie się układa. Jakby od końca, ale też od początku. Sytuacje są dziwne, reakcje i nasze decyzje. Odsunęłam się od niego, sięgnęłam po swój plecak i wyciągnęłam z niego swoją bransoletkę.
— Pamiętasz jak Ci kiedyś mówiłam, że mam bardzo starą bransoletkę, która pasuje do twojego pierścionka? Jest przekazywana z pokolenia na pokolenie. Nie wiem, dlaczego naciskała na mnie, ale tak wyszło — Wzruszyłam ramionami. Może pokażę ją dla tych osób z sekty? Wydaje się być tajemnicza, tak jak jego pierścień. Byłoby zabawne, gdyby były połączenie i coś by oznaczały. Jednak co ja mogę tam wiedzieć, matka zostawiła wiele znaków zapytania, niż odpowiedzi. Znikając, zostawiając bałagan i pustkę.

Finn Rackham
Martyna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
26 lat/a, 189 cm
Tworzy mapy, zwiedza świat Zacisze własnego mieszkania
Awatar użytkownika
Whispers of life
Każdy akt, z którego rodzi się nekromanta, musi być z definicji akrem nieprawości, aktem gwałtu i zepsucia.
Finn uśmiechnął się lekko, słysząc jej pełne niepokoju słowa, ale nie chciał bagatelizować jej lęków. Wiedział, że dla niej to wszystko jest nowe i przerażające. Sam spędził już tyle nocy na odludziu, że nie czuł tego samego, ale rozumiał, dlaczego ona się martwi. Dla Aurory natura była czymś nieznanym, dzikim, a czasami nawet groźnym. A on, choć doskonale znał te lasy i ich mieszkańców, nie chciał jej przekonywać na siłę.
– Wiem, że to może być stresujące – Zaczął spokojnie, odwracając wzrok na las, jakby chciał pokazać jej, że nie ma czego się bać. – Ale pamiętaj, że te zwierzęta też nas unikają. To ich instynkt. Nie podejdą do nas, jeśli nie damy im powodu. A co do jedzenia – Z lekkim uśmiechem uniósł worek, który mieli przy sobie. — Możemy je zabezpieczyć, powiesić na drzewie. Niedźwiedzie wyczuwają jedzenie, ale jeśli będziemy ostrożni, nie powinno się nic stać. — Zauważył, jak na jej twarzy pojawia się cień wątpliwości, więc postanowił przejść do czegoś, co mogło ją bardziej uspokoić. Odwrócił się do niej, delikatnie kładąc dłoń na jej ramieniu.
– Ale masz rację co do łodzi – Dodał z entuzjazmem. – Zachody słońca na wodzie są naprawdę wyjątkowe. Chciałem ci to pokazać od dawna. Może to pomoże ci się trochę odprężyć? – Zaproponował, a w jego głosie dało się wyczuć szczere pragnienie, by podzielić się z nią czymś, co kochał. Na chwilę zapanowała cisza. Aurora zamyśliła się, a Finn widział, jak jej myśli błądzą gdzieś daleko. Kiedy wspomniała o śpiworze, jej pytanie zaskoczyło go. Wiedział, że była zdenerwowana i szukała bliskości, by się uspokoić, ale nie spodziewał się, że będzie o to pytać. Z jednej strony czuł się tym poruszony, z drugiej nie chciał, by czuła się zobowiązana.
– Oczywiście, że możemy – Odpowiedział ciepło, patrząc jej w oczy. – Jeśli to ci pomoże poczuć się lepiej, to dlaczego nie? – Uśmiechnął się uspokajająco, chcąc, by wiedziała, że nie ma potrzeby, by czuła się niezręcznie.
Zauważył, jak wyciąga swoją bransoletkę z plecaka, a jej ruchy były powolne i pełne refleksji. Finn od razu zrozumiał, że to coś ważnego, coś, co nosi w sobie wspomnienia. Słyszał wcześniej, jak opowiadała o tym przedmiocie, ale teraz, kiedy miała go w dłoniach, wydawało się, że w jej oczach pojawiła się nutka nostalgii i smutku.
– Pamiętam – Odpowiedział cicho, przypominając sobie tamtą rozmowę. – Mówiłaś, że to rodzinne dziedzictwo. I faktycznie, pasuje do mojego pierścionka – Dodał z uśmiechem, podnosząc dłoń, by pokazać jej symbol, który nosił na palcu.
– Może faktycznie coś łączy te dwa przedmioty, coś, czego jeszcze nie rozumiemy Wzruszył ramionami.
Zastanowił się chwilę, a jego twarz przybrała poważniejszy wyraz. Wspomnienie o bransoletce i pierścieniu przywołało myśli o ich przeszłości, o tajemnicach, które skrywały ich rodziny. Finn zawsze był bardziej racjonalny, ale w głębi duszy wierzył, że czasem rzeczy mają ukryte znaczenia, których nie dostrzegamy na pierwszy rzut oka.
– Może to sekta, a może część historii, której wciąż nie znamy. – Powiedział w zamyśleniu. – W każdym razie warto to sprawdzić. — Czasem takie relikty skrywały niesamowite tajemnice.

Aurora Bennett
Miejscow*
25 lat/a, 169 cm
Asystentka w General Motors
Awatar użytkownika
Whispers of life
-
— Jestem pracoholiczka, mi nic nie pozwoli na odprężenie się — Zwróciłam na to jego uwagę. Lubię pracować, dzięki temu o wszystkim zapominam. Jestem w świecie cyferek, liczenia oraz słuchania wykładów, które się odbywają w mojej pracy. Nie raz nawet zostawałam nadgodziny. Nikt nie się nie skarżył i nikt też nie narzekał. To jest właśnie w tym wszystkim najlepsze. Dodajmy jeszcze do tego wszystkiego kofeinę i jestem prawie jak w niebie. Tylko cztery ściany i moja praca, którą naprawdę uwielbiam. Bez niej chyba bym całkowicie zwariowała. Do tego dodatkowe pieniądze zawsze się przydadzą, zwłaszcza jak muszę ciągle spłacać długi własnego ojca.
— Sekta? Myślisz, że moja matka do nich należała i dlatego nas zostawiła? Bardzo możliwe, tam dzieją się naprawdę dziwne rzeczy. Wykrzywieni i zranieni ludzie — Skrzywienie pojawiło się na mojej twarzy. Głównie przez wspomnienie, które pojawiło mi się przed oczami. Jak ten biedny człowiek, został wykręcony w różne strony i zabity w formie daru? Rana do tej pory jest dziwna, widać te cholerne zacięcie. Wszystko jest teraz takie inne, od momentu dołączenia. Można inaczej spojrzeć na świat i przerazić się jeszcze bardziej, tego co się dzieje wokół nas wszystkich. Zwłaszcza jeśli to mroczna tajemnica naszego miasta. — Może nie pchajmy się za mocno, może się coś stać — Zwróciłam na to uwagę. Nie chcę widzieć Finna, wykrzywionego lub zabitego w formie ofiary. A tym bardziej nie pchać się z nim w ten dziwny krąg. Niby jestem w nim, ale czuje się źle z powodu braku powiedzenia mu prawdy. Jednak wiem jedno, tak mogę go jakoś ochronić. Celeste już zniknęła z tego powodu, on nie musi. Tego raczej bym nie zniosła.
— Ewentualnie jestem twoją strażniczką lub ty moim. Kto wie.. może nasze inne wcielenia też były ze sobą z powodu tej biżuterii — Wzruszyłam ramionami. Schowałam do plecaka bransoletkę i wyciągnęłam ręce w stronę ogniska. Ciepło jest przyjemne, takie inne niż zwykłe ocieplenie w domu. Uśmiechnęłam się łagodnie z tego powodu. Jednak kiedy usłyszałam szelest, zesztywniałam i ponownie przysunęłam się do chłopaka. Złapałam się jego ramienia, czekając na nie wiem sama co. Szelest był coraz bardziej słyszalny, aż przed oczami pojawił się wilk. Mówiłam mu, że tak będzie. Wyciągnęłam powietrze, nie wiedząc nawet gdzie się schronić przed atakiem, jeśli taki się pojawi.

Finn Rackham
Martyna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
26 lat/a, 189 cm
Tworzy mapy, zwiedza świat Zacisze własnego mieszkania
Awatar użytkownika
Whispers of life
Każdy akt, z którego rodzi się nekromanta, musi być z definicji akrem nieprawości, aktem gwałtu i zepsucia.
Finn słuchał jej uważnie, widząc, jak jej twarz zmienia się, gdy opowiadała o pracy i tej niewidzialnej ucieczce, jaką dawało jej zanurzenie się w liczbach i raportach. Wiedział, że praca była dla niej czymś więcej niż zwykłym obowiązkiem; była formą schronienia, czymś, co pozwalało odciąć się od całego świata. Często mówiła o dodatkowych pieniądzach, o tym, jak co miesiąc spłaca długi ojca – jej spojrzenie stawało się wtedy twardsze, a uśmiech, jeśli w ogóle się pojawiał, miał w sobie nutę goryczy.
— A może właśnie dlatego powinnaś czasem przestać? Wiem, że te cyfry są bezpieczniejsze, ale masz też swoje życie poza nimi — Zauważył, chcąc dodać jej trochę lekkości, choć wiedział, że wcale nie było to takie proste.
Kiedy zaczęli rozmawiać o sekcie, o dziwnych ludziach, o tym, jak mroczna tajemnica oplatała miasto, Finn nie był szczególnie przerażony. Znaczy, przerażał go fakt, że być może matka Aurory mogła należeć do Enklawy. Znał Aurorę od lat, ale dopiero teraz miał wrażenie, że opowiada mu coś, co nigdy nie miało ujrzeć światła dziennego. Dostrzegł na jej twarzy cień przerażenia i niepewności, kiedy wspomniała o rytualnych ofiarach, o wykrzywionych ciałach i skomplikowanej, prawdopodobnej historii jej matki.
— Aurora… — zaczął, ale jego głos ugrzązł w gardle. Przełknął ślinę i w końcu dodał: — Niektórych rzeczy nie da się zrozumieć, trzeba się w nie zagłębić. Jeśli jesteś w jakiś sposób powiązana z sektą, to zapewniam cię, że nic by ci nie groziło. Z tego co wiem, dbają tam o swoich. Może nasze przeznaczenie wiąże się z Enklawą — Zasugerował, wpatrując się intensywnie w oczy dziewczyny.
Wzmianka o bransoletce dodała całej sprawie pewnej tajemniczości. Finn spojrzał na przedmiot, a myśl o byciu dla siebie strażnikami – nawet w innym wcieleniu, w innej historii – nie była mu obca. Znał to uczucie, to wrażenie, że mieli między sobą więź, która nie kończyła się na zwykłej przyjaźni. Gdy zauważył, jak Aurora wyciąga ręce w stronę ogniska, również przysunął się bliżej ciepła.
Nagle usłyszał szelest w zaroślach. Aurora zesztywniała, a jej dłoń mocno chwyciła go za ramię, co od razu wzbudziło jego czujność. W milczeniu spoglądali w kierunku, z którego dochodził dźwięk, a Finn poczuł, jak jego serce przyspiesza. Szelest stawał się coraz wyraźniejszy, a chwilę później w ciemnościach pojawiła się sylwetka wilka. Jego oczy błyszczały niebezpiecznie, odbijając światło ogniska. Finn wziął głęboki wdech, próbując zachować spokój, choć napięcie w jego ciele zdradzało, że każdy mięsień był gotowy do działania. Powoli, nie chcąc przestraszyć zwierzęcia, wyciągnął rękę w kierunku Aurory, aby delikatnie zasłonić ją swoim ciałem. Przez moment ich spojrzenia się spotkały – widział w jej oczach strach, ale też determinację. Uświadomił sobie, że dla niej, z jej historią i tajemnicami, taki wilk był niczym symbol, coś, co uosabiało jej strachy i tę dziwną, przerażającą przeszłość, która zdawała się do niej wracać.
— Nie ruszaj się — Szepnął, trzymając ją mocno za ramię. Czuł jej ciepło, jej ciężki oddech tuż obok. Powoli wyciągnął nóż, który nosił przy pasku, i choć nie miał zamiaru atakować, wiedział, że musi być gotowy na wszystko. Wilk przez dłuższą chwilę stał bez ruchu, wpatrując się w nich, jakby ich oceniał. Finn miał wrażenie, że zwierzę było czymś więcej niż zwykłym drapieżnikiem, jakby niosło ze sobą jakiś symbol, coś z ich wspólnej historii, ich tajemnic, które nagle stały się rzeczywistością. W końcu, po długiej chwili napięcia, wilk powoli odwrócił głowę i zniknął w ciemności, zostawiając ich w ciszy, w której teraz słychać było jedynie trzask płonącego drewna. Finn odetchnął głęboko, czując, jak napięcie opuszcza jego ciało. Spojrzał na Aurorę, której dłoń wciąż spoczywała na jego ramieniu, a potem uśmiechnął się delikatnie, chcąc dodać jej odwagi.
— Może w innym życiu byłem twoim strażnikiem, ale teraz, cokolwiek się stanie, nie zostawię cię samej — powiedział cicho, trzymając jej spojrzenie.

Aurora Bennett
Miejscow*
25 lat/a, 169 cm
Asystentka w General Motors
Awatar użytkownika
Whispers of life
-
Dług ojca jest jak ciężar, okropny i nieprzyjemny. Jakbym miała wielki ciężar na swoim plecach i nie chciał on spaść. Wiem, jak od tego uciec, tak zrobiło moje rodzeństwo. Jednak z drugiej strony.. wiem, że coś przez to może stać się ojcu. Mimo krzywd, które nam zrobił to nie jestem w stanie tego tak zostawić. Wolę chyba naprawdę dużo więcej pracować, niż posłać własnego ojca na śmierć.
— Może w innym życiu, nie będę musiała naprawiać błędy rodziny. Teraz muszę to zrobić sama, inaczej czeka mnie śmierć — Powiedziałam teraz smutną prawdę, nie mówiłam mu o tym nigdy. Nie chciałam, aby to wiedział. Tak więc przyzwyczaiłam się do ciągłej pracy. Stałam się uzależniona przez ten jeden problem. Przez co teraz ciągle pracuje i nie widzę końca, a wręcz sama zabieram ją do domu i realizują ją nawet poza godzinami własnej pracy. Smutne jak i tragiczne jednocześnie.
— Nie chcę być wmieszana w coś, gdzie krzywdzi się ludzi. Z reguły trzeba coś dać, aby potem mieć z tego korzyść. Dusze też czegoś wymagają, nie wspomnę też o przodkach. Oni najbardziej potrafią to nam pokazać, nawet jeśli się z tym nie chcemy pogodzić — Powiedziałam cicho. Enklawa dbała o swoich, ale do momentu. Właśnie, a co jeśli w końcu wypadnie na mnie? Przecież w końcu wypadnie na mnie i co z tym zrobię? Finn ma bardzo dobrą pozycję tam, a ja jestem szarakiem. Równie dobrze, jutro mogę zostać oddana na rytuał lub coś gorszego mogą zrobić. Przodkowie też nie są zadowoleni z tego, że się przy nim kręcę. Nie wspomnę o tym, że już i tak go dobijają. Za to co się tam działo, po co komuś zadawać kolejne kłopoty? — Może kiedyś się dowiemy, chociaż nie sądzę
Przełknęłam ślinę, widząc jak wilk ucieka w las. Naprawdę nie chciałabym widzieć, jak on walczy o nasze bezpieczeństwo. Zwłaszcza przez fakt, że pewnie by przez ucierpiał. Mając pewność, że nie wróci postanowiłam się do niego zbliżyć. Dopiero jego bliskość sprawiła, że adrenalina zaczęła odpływać. Zagryzłam dolną wargę i zbliżyłam się do niego. Nasze czoła się teraz ze sobą stykały, a nasze usta mogły się zbliżyć, jeśli ktoś by z nas się ruszył. Jednak jak któreś z nas by się odezwało, poczułby ten dotyk na ustach. Mogłam go przed chwilą strać, przez głupie zagrożenie w lesie.
— Nie chcę być wiecznie księżniczką, też chcę czasem Ciebie uratować. Musimy się dowiedzieć, co nas łączy i dlaczego wciąż nie możemy być razem — Przymknęłam oczy, kiedy wypowiedziałam te słowa. Nasze wargi się o siebie ocierały, kiedy do niego się odezwałam.

Finn Rackham
Martyna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
26 lat/a, 189 cm
Tworzy mapy, zwiedza świat Zacisze własnego mieszkania
Awatar użytkownika
Whispers of life
Każdy akt, z którego rodzi się nekromanta, musi być z definicji akrem nieprawości, aktem gwałtu i zepsucia.
Finneas westchnął głęboko, próbując uspokoić drżenie, które pojawiło się w jego piersi, kiedy słowa dziewczyny dotarły do niego w pełni. Każde z nich było jak ciężkie kamienie rzucane w cichą wodę, wywołując fale niepokoju, które powoli przejmowały kontrolę nad jego myślami. Przyglądał się jej, jakby chciał odnaleźć w jej oczach coś, co pozwoliłoby mu lepiej zrozumieć, co dokładnie się w niej kryło, ale to, co zobaczył, tylko bardziej go przytłoczyło. Zrobił krok bliżej, powoli, jakby bał się, że gwałtowny ruch mógłby ją spłoszyć. Wciąż czuł napięcie w powietrzu, jakby cały las wstrzymał oddech, obserwując ich spotkanie. Jego dłonie spoczęły delikatnie na jej ramionach. Nie było to tylko gest pocieszenia, ale także pewność, że była tutaj, że nie zniknęła pod ciężarem własnych słów. Finneas czuł, że teraz to on musi być tym, kto uniesie choć część tego brzemienia. Dziewczyna mówiła dalej, a każde kolejne zdanie zdawało się coraz bardziej odsłaniać jej ból i zmęczenie. Była zmuszona nieść ciężar, który dawno już powinien zostać podzielony lub zdjęty z jej barków. Finneas widział w jej oczach walkę - walkę, której ona sama zdawała się być nieświadoma. Znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że ten nieustanny wysiłek nie wynikał tylko z poczucia obowiązku wobec ojca czy rodziny. Było w tym coś głębszego, coś, co sprawiało, że jej dusza nie mogła znaleźć spokoju.
Kiedy opuściła wzrok, on nie odrywał od niej spojrzenia. Słowa o tym, że nie chciała być wiecznie księżniczką, że pragnęła również go uratować, utkwiły w jego głowie. Chciał coś powiedzieć, zaprzeczyć, ale poczuł, jak jego gardło zaciska się boleśnie. Nie umiał znaleźć odpowiednich słów. Czy był w stanie pozwolić jej na takie poświęcenie? Wiedział, jak wiele dla niego znaczyła, ale nigdy nie sądził, że aż tak bardzo pragnie być kimś więcej w tej relacji. Ich czoła stykały się teraz delikatnie, a Finneas poczuł, jak napięcie powoli zaczyna go opuszczać. Nie było już słów, które mogłyby oddać to, co czuł w tej chwili. Tylko milczenie, ten delikatny moment bliskości, mówiło więcej niż wszystkie rozmowy, które kiedykolwiek odbyli. Czuł na skórze jej oddech, ciepły i drżący, jakby to właśnie on miał być kotwicą w jej burzliwym morzu.
Jego wargi musnęły jej, ledwie zauważalnie, ale wystarczająco, by poczuć nagły przypływ adrenaliny. To krótkie zetknięcie, tak nieoczywiste i kruche, zdawało się być jednocześnie odpowiedzią na wszystkie pytania i kolejną zagadką. Finneas przymknął oczy, pozwalając sobie przez chwilę zapomnieć o wszystkim, co na nich czekało.
— Chyba po prostu mamy pecha — Westchnął, odsuwając się od niej.

Aurora Bennett
koniec
ODPOWIEDZ

Wróć do „Dillard Wetlands Hidden Forest”