ODPOWIEDZ
25 lat/a, 165 cm
cukierniczka i menadżerka w Doughing It Right
Awatar użytkownika
i'll be your resting place, bring you back to me
if you want to, if you need to
Whispers of life
The Second One
Minęły jakieś dwa tygodnie odkąd jej nowy szef pojawił się łaskawie w cukierni i postanowił się przedstawić po tym jak ją wykupił. Musiała przyznać, że miała co do faceta naprawdę mieszane uczucia. Typ był po prostu dziwny. Nie potrafiła tak dokładnie określić co było nie tak, ale jego vibe definitywnie nie przypadł jej do gustu. Możliwe, że to przez to, że był wobec niej taki napastliwy. W dodatku jeszcze kazał jej wypytać innych o to, gdzie chcieliby pójść na imprezę integracyjną, jakby była co najmniej jego... asystentką? No, ale nie chciała podpadać nowemu szefowi, więc rzeczywiście podpytała innych pracowników o to, gdzie powinni się na nią wybrać. Od czasu jak spotkali się pierwszy raz, Daire dość rzadko pojawiał się w cukierni, a jak już przychodził to nie spędzał tam zbyt wiele czasu. Jasne, rozumiała, że ten miał na głowie jeszcze cały inny biznes i w ogóle, ale tak jak już mu mówiła, jeżeli nie miał czasu na prowadzenie lokalu, to nie powinien go kupować. No, chociaż teraz i tak było już na to za późno, bo cukiernia przecież należała do Daire.
Tego dnia po powrocie z pracy postanowiła jeszcze zajechać do sklepu po zakupy na obiad. Miała zamiar zrobić coś na szybko, bo mieli dzisiaj dość intensywny dzień w cukierni i była dość zmęczona. Kiedy zajechała pod sklep i zaparkowała, wysiadła z auta i skierowała swoje kroki do środka. Zgarnęła jeszcze koszyk, po czym odbiła do jednego z regałów, żeby zgarnąć do koszyka makaron. Miała zamiar zrobić jakiś sos z mięsem, żeby nie stać za długo przy garach, bo z takimi rzeczami zawsze szybko i łatwo szło. Ruszyła dalej, w kierunku alejki z warzywami, żeby zgarnąć cebulę, czosnek, pomidory oraz marchewkę. W następnej kolejności przeszła do alejki, w której znajdował się regał z produktami w puszkach i słoikach, bo potrzebowała jeszcze pomidorów krojonych. Potem miała zamiar przejść po mięso, ale po drodze natknęła się na regał ze słodyczami, przy którym zdecydowanie spędziła więcej czasu niż powinna. Nic jednak nie mogła poradzić na to, że była tak cholernie łasa na słodycze. W rezultacie, większość zawartości jej koszyka to były teraz ciastka oraz czekolady. Oczywiście, to nie tak, że miała zamiar zjeść to wszystko naraz, ale lubiła mieć zapas przekąsek w domu. Potem, tak jak planowała wcześniej, ruszyła w kierunku lady z mięsem na wagę. Była dość spora kolejka, bo o tej porze sporo osób również wracało z pracy i zajeżdżało na zakupy, więc zapewne będzie musiała w niej chwilę postać. Żeby umilić sobie czas i za bardzo się nie nudzić, wyjęła z kieszeni bluzy swój telefon i odpaliła media społecznościowe, żeby zacząć je przeglądać. Przy okazji weszła też jeszcze w notatki, gdzie miała listę zakupów, żeby sprawdzić, co jeszcze musiała wziąć. Nie zostało zbyt wiele rzeczy, ale po krótkiej chwili wahania postanowiła jeszcze dopisać wino, bo w sumie miała ochotę napić się dzisiaj czegoś mocniejszego. Oderwała wzrok od ekranu telefonu, żeby sprawdzić ile jeszcze osób było przed nią, ale kolejka nie posuwała się zbyt szybko. Jakaś staruszka akurat była w trakcie dyskusji z panią ekspedientką, czy ta szynka, którą chciała wziąć, to była dobra, bo przecież wiadomo, że taka pracownica to na pewno próbowała wszystkiego co jest na dziale mięsnym. Skomentowała to jedynie cichym westchnieniem i przewróceniem oczami, po czym z powrotem skupiła swój wzrok na ekranie telefonu.

🍩
35 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
I need it, like potions
These drugs are just an hour away
Whispers of life
słodki pamperek 🍩
2nd
Odkąd kupił cukiernię, to nie bywał tam tak często i długo ja powinien. Nie przewidział tego, że łączenie swojego gangsterskiego życia, sieciówki z pączkami i małej cukierni, to będzie za wiele. Nic jednak nie mógł poradzić na to, że uparł się, że będzie ją prowadził. Teraz, jak już poznał pracowników, a tak właściwie jedną konkretną pracowniczkę, to tym bardziej nie chciał odpuścić. Co prawda, Bunnie dawała mu jasno do zrozumienia, że nie była nim zainteresowana i że próby podrywania jej byłyby niestosowne (nie mógł się z tym nie zgodzić), ale nie zmieniało to faktu, że od czasu do czasu zawieszał na dłużej wzrok na jej tyłku albo na niej w ogóle. Był tylko facetem, tak? I do tego wszystkiego dość prostym i niewiele trzeba było, żeby zainteresował się jakąś dziewczyną. Inna sprawa, że interesował się wieloma dziewczynami i to często na raz, bo najzwyczajniej w świecie lubił mieć w czym wybierać. I właśnie do jednej z takich swoich koleżanek wybierał się tego dnia. Nie udało mu się zajechać do cukierni, choć to planował, bo miał mały pożar w jednym z lokali, który musiał ugasić osobiście. Potem musiał załatwić sprawy z dostawcami, którzy zajmowali się wożeniem narkotyków i tak jakoś wyszło, że zrobił się wieczór. Skoro już miał go wolny, to postanowił spędzić go w miły sposób.
Zanim jednak pojechał do swojej koleżanki, postanowił zrobić małe zakupy. Co prawda, nie były one koniecznie, bo akurat wobec tej dziewczyny nawet nie musiał się starać, żeby wskoczyła mu do łóżka, ale chciał być miły i wykazać się chociaż krztyną romantyzmu. Z tego względu zdecydował się wejść do marketu i w pierwszej kolejności skierować się na dział z alkoholami. Spędził tam dłuższą chwilę, bo nie mógł sobie przypomnieć, jakie wino najbardziej lubiła ta jego koleżanka. W końcu jednak postanowił pójść w klasykę i wybrał czerwone półsłodkie, mając nadzieję, że to przypadnie jej do gustu. Specjalnie wybrał oczywiście takie z wyższej półki, bo nie miał zamiaru iść z byle czym. Poza tym sam będzie to pił, a nie miał zamiaru pić jakichś szczochów. Gdy już wybrał wino i wrzucił je do swojego koszyka, skierował się na dział ze słodyczami. Tam też trochę mu zeszło, bo miał zamiar wybrać jakąś porządną bombonierkę, w której będą ciekawe smaki. Z tego powodu przejrzał kilka z nich, aż w końcu zdecydował się na jedną z nich. Ją również wrzucił do koszyka, a potem ruszył przed siebie, kierując się do kas. Pewnie szybko by się przy nich znalazł, gdyby nie to, że w kolejce do lady z mięsem dojrzał znajomą sylwetkę. Uśmiechnął się do siebie pod nosem na ten widok, po czym ruszył w tamtym kierunku. Widział, że była zajęta telefonem, więc zaszedł ją od tyłu. Stanął zaraz za nią i zajrzał jej przez ramię. — Co tam ciekawego w social mediach? — zapytał, zaglądając jej do telefonu. Szybko jednak się odsunął, bo zdał sobie sprawę z tego, że chyba znacznie przekroczył granicę jej przestrzeni osobistej. W następnej kolejności zerknął do jej koszyka, bo był ciekaw, co takiego kupowała. Nie, że nie powinno go to w ogóle obchodzić. — Widzę, że nie lubisz tylko tych słodkości, które sama przyrządzisz — stwierdził. W sumie to był ciekaw, jaki był sekret jej zgrabnej sylwetki, skoro najwyraźniej lubiła słodycze. No, nie mógł narzekać na widoki, kiedy już przyjechał łaskawie do cukierni. — Szybkie zakupy i domu po pracy, czy jeszcze jakieś plany? — zapytał jeszcze, jakby byli dwójką znajomych, którzy wpadli na siebie przez przypadek. Nie byli, bo nadal był jej szefem, nawet jeśli byli po godzinach.

🐇
25 lat/a, 165 cm
cukierniczka i menadżerka w Doughing It Right
Awatar użytkownika
i'll be your resting place, bring you back to me
if you want to, if you need to
Whispers of life
Nie skupiała się zbytnio na swoim otoczeniu, bo to nie tak, że spodziewała się spotkać kogoś znajomego w kolejce po mięso w markecie. Od czasu do czasu jednak odrywała wzrok od ekranu i spoglądała w stronę staruszki, która wciąż żywo dyskutowała z pracownicą. Widziała, że osoby w kolejce przed nią nieco już się irytowały tą dyskusją i miała przeczucie, że zaraz może dojść do jakiejś draki. Na szczęście, w końcu kobiecina zdecydowała się wziąć tę nieszczęsną szynkę i kolejka ruszyła dalej. Przeniosła wzrok z powrotem na ekran telefonu i akurat czytała jakiś post na threads, kiedy nagle usłyszała przy swoim uchu znajomy głos. Momentalnie się wzdrygnęła, a telefon prawie wypadł jej z ręki. W ostatniej chwili zacisnęła na nim mocniej swoje palce. Odruchowo go zablokowała i schowała od razu z powrotem do kieszeni bluzy, po czym odwróciła się przodem do Daire, żeby na niego spojrzeć. — Nic — odpowiedziała i ściągnęła brwi. Widać było, że niekoniecznie była zadowolona z obecności Daire i tego, że ten tak ją zaszedł i jeszcze w dodatku zaglądał jej do telefonu. Z drugiej strony, nie można było powiedzieć, że była w tym dyskretna i tak naprawdę każdy, kto stanąłby za nią zapewne mógłby podglądnąć, co tam takiego przeglądała. — To coś złego? — zapytała, unosząc lekko brwi. Z jakiegoś niewyjaśnionego powodu odebrała sobie słowa mężczyzny jako atak, chociaż te zapewne wcale nim nie były. Lubiła słodycze i nie miała zamiaru temu zaprzeczać. Regularnie ćwiczyła i chodziła na siłownię, dlatego jej sylwetka wyglądała tak, jak wyglądała i dzięki temu nie musiała zbytnio dbać o dietę. Jak miała od czasu do czasu ochotę na coś słodkiego czy słonego, to po prostu się tym zajadała i tyle, bo nie miała powodów do tego, żeby się martwić o to, że przybierze na wadze. Na jego kolejne pytanie ponownie ściągnęła brwi, bo nie uważała, żeby byli w tak dobrej i zażyłej relacji, żeby sobie rozmawiać jak kumpel z kumpelą. — Do domu— odpowiedziała mimo wszystko. Sama zawiesiła na chwilę spojrzenie na koszyku, który trzymał mężczyzna, ciekawa jego zawartości. Widząc to, co się w nim znajdowało, westchnęła sobie bezgłośnie pod nosem. — Dla dziewczyny? — zapytała i skinęła głową na jego koszyk. Zanim jednak mężczyzna zdążył jej odpowiedzieć, podeszła do niej ekspedientka, pytając co podać. Poprosiła o mieloną wołowinę, a gdy już dostała mięso, podziękowała i odbiła od lady.
Skierowała swoje kroki do alejki z alkoholami, bo ta była zaraz obok. Stanęła przed regałem z winami i zaczęła zapoznawać się z etykietami. Nie była pewna co do tego, jakie wino powinna wybrać, bo nie wiedziała czy chce napić się białego, czerwonego czy może różowego. Nie wiedziała też, czy woli musujące czy zwykłe. Chwilę spędziła nad decyzją, ale ostatecznie sięgnęła po butelkę tego, które w koszyku miał również Daire, chociaż zrobiła to całkowicie nieświadomie, bo nawet nie skupiała się zbytnio nad tym, co on tam dokładnie miał. Jedyne co jej mignęło, to butelka wina, ale nawet nie zwróciła uwagi na etykietę.

🍩
35 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
I need it, like potions
These drugs are just an hour away
Whispers of life
słodki pamperek 🍩
Nie umknęło jego uwadze to, że trochę się przestraszyła, że tak ją zaszedł, ale chyba nie powinno go to dziwić, skoro zrobił to w taki sposób. To nie tak, że ją ostrzegł albo że widziała go z daleka. Wziął ją z zaskoczenia, więc jej reakcja była jak najbardziej adekwatna. Mimo to ściągnął brwi, jakby jej reakcja go zaskoczyła. — Mhm — mruknął w odpowiedzi, bo nie miał powodu jej nie wierzyć. Poza tym nie podszedł do niej po to, żeby rozmawiać z nią na temat tego, co przeglądała w telefonie. Interesowała go ona, a nie jej telefon. Problem tylko polegał na tym, że Bunnie nie interesował on i nie dało się tego nie wyczuć, kiedy przybrała wobec niego taką postawę. — Nie, nic złego — odparł i wzruszył lekko ramionami. Stwierdził tylko fakt, że młodsza najwyraźniej lubiła słodkości i to tyle. Chciał w ten sposób zacząć jakąś rozmowę, ale wyglądało na to, że niekoniecznie mu to wychodziło i że średnio to szło. Nic dziwnego, że nie chciała z nim gadać, skoro najwyraźniej za nim nie przepadała. Nie powinien jej w ogóle zaczepiać, kiedy była po pracy i oczekiwać, że wdadzą się w jakąś mniej lub bardziej ambitną pogawędkę. Powinien się przywitać i to tyle, ale nie byłby sobą, gdyby nie zaczął truć jej tyłka. — Mieszkasz w okolicy? — wypalił. Nie pytał jej o to nigdy, więc tak na dobrą sprawę to nie miał pojęcia, gdzie dziewczyna mieszkała. Skoro jednak była na zakupach w tym sklepie, to chyba wnioski nasuwały się same. Z drugiej strony, on tutaj nie mieszkał, a był na zakupach. Zerknął na zawartość swojego koszyka, kiedy dziewczyna zapytała, czy to dla dziewczyny, jakby musiał się upewnić, co tam miał. Już miał jej odpowiedzieć, że dla koleżanki, ale wtedy Bunnie odeszła i skierowała się w stronę alejki z alkoholami. Wyrwało mu się krótkie mruknięcie i odprowadził ją wzrokiem. Chwilę jeszcze tak stał, ale w końcu ruszył w tym samym kierunku.
Gdy zauważył, że dziewczyna trzymała to samo wino, które sam wybrał, to nie mógł ukryć delikatnego uśmiechu. Podszedł do niej, bo najwyraźniej nie miał zamiaru odpuścić i dawać jej spokoju. Widocznie uznał, że bycie wrzodem na dupie było najlepszym, co mógł teraz zrobić. Koleżanka poczeka, zwłaszcza że był trochę przed czasem. — Widzę, że mamy taki sam gust do win — stwierdził, wskazując ruchem głowy swój koszyk. — Jeszcze nigdy go nie piłem, ale mam nadzieję, że okaże się smaczne. W końcu przynoszę je w prezencie i byłoby trochę słabo, gdyby okazało się, że koleżance nie zasmakuje — dodał i odetchnął bezgłośnie, jakby to był jakiś bardzo realny problem. Raczej nie bał się, że koleżance nie posmakuje, bo poznał ją już na tyle, żeby wiedzieć, że było jej praktycznie wszystko jedno, kiedy przychodziło do wina. — Widzisz się z kimś, czy to samotny wieczór przy winie? Bo jak to drugie, to mogę to zmienić — puścił jej oczko, po czym się zaśmiał, chcąc pokazać, że to tylko takie żarty i że nie mówił poważnie. Jak było? Rzeczywiście nie miałby nic przeciwko temu, żeby spędzić z nią wieczór. Oczywiście w taki sposób, żeby skończyło się miło, bo jak już zapraszał do siebie albo odwiedzał dziewczynę, żeby napić się z nią wina, to wiadomo, że ciągnął to w konkretnym kierunku.

🐇
25 lat/a, 165 cm
cukierniczka i menadżerka w Doughing It Right
Awatar użytkownika
i'll be your resting place, bring you back to me
if you want to, if you need to
Whispers of life
Wyglądało na to, że Daire nie zaczepił jej jedynie po to, żeby się przywitać, ale miał ochotę na dłuższe pogaduszki. Pech chciał, że Bunnie jej nie miała, bo była zmęczona całym dniem w pracy i chciała jak najszybciej odbębnić zakupy i wrócić do domu. W przeciwieństwie do swojego nowego szefa, ona nie siedziała sobie za biurkiem w eleganckim, wygodnym krześle i nie podpisywała papierków, tylko cały dzień była na nogach. Nic więc dziwnego, że po całym dniu pracy była zmęczona i nie miała ochoty na dyskusje ze swoim nowym szefem. Najgorsze było to, że tak niekoniecznie mogła go spławić, bo no cóż… nie chciała stracić pracy, tak? Nawet jeżeli za nim nie przepadała, to nie mogła mu po prostu powiedzieć, żeby spadał. — Mhm, mieszkam — odpowiedziała krótko i skinęła przy tym delikatnie głową. Raczej nie jechałaby na zakupy spożywcze gdzieś daleko, więc nietrudno było się domyślić, że zapewne mieszkała w tej konkretnej dzielnicy.
Była przekonana, że jak już sobie pogadali, to każde z nich pójdzie w swoją stronę i zajmie się swoimi sprawami, ale nie. Najwyraźniej Daire miał zamiar spędzić z nią trochę więcej czasu, więc gdy tylko zobaczyła, że mężczyzna dołączył do niej w alejce z alkoholami, to westchnęła cicho pod nosem. Wiedziała, że nic już stąd nie potrzebował, bo miał w koszyku wino, więc nie była głupia i zdawała sobie sprawę z tego, że ten specjalnie przyszedł tutaj za nią. — Na to wygląda — odpowiedziała. Teraz pluła sobie w brodę, że wybrała akurat to wino, bo poniekąd dała starszemu kolejny powód do zaczepki i kontynuowania rozmowy. Miała tyle win do wyboru, a trafiło akurat na to samo, które wybrał Daire. Nie ma co, miała pecha. — Też nigdy go nie piłam, więc niestety, ale nie powiem panu czy jest dobre czy nie — stwierdziła i wzruszyła lekko ramionami. Co prawda, starszy nie prosił jej o opinię, ale coś czuła, że to mogłoby być jego kolejne pytanie, więc postanowiła je uprzedzić. Na jego kolejne słowa, spojrzała na mężczyznę i zamrugała kilkukrotnie, wyraźnie zaskoczona jego sugestią. Przez chwilę aż zabrakło jej języka w gębie, bo nie miała pojęcia co na to odpowiedzieć. — Z kolegą — skłamała, sama nie wiedziała dlaczego. Zupełnie, jakby chciała mu dogryźć za tą koleżankę, czy coś. A może po prostu nie chciała, żeby ten się do niej wpraszał? — A pan chyba jest już umówiony, czyż nie? — dodała jeszcze, patrząc się na niego. — Poza tym… Mężczyźni, którzy mają dużo — zrobiła pauzę. — koleżanek — odchrząknęła cicho. — nie są dla mnie atrakcyjni — dodała. Następnie po prostu go wyminęła, zmierzając w kierunku kolejnego regału. Musiała przyznać, że ta rozmowa z mężczyzną wybiła ją z rytmu i teraz tak nie do końca wiedziała, gdzie tak właściwie idzie i co jeszcze chciała kupić. Przystanęła więc na chwilę i sięgnęła po telefon, żeby spojrzeć ponownie na listę zakupów, którą sobie zapisała.

🍩
35 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
I need it, like potions
These drugs are just an hour away
Whispers of life
słodki pamperek 🍩
— W takim razie będziemy mogli się podzielić swoimi opiniami, kiedy już je wypijemy — uśmiechnął się do niej pięknie. Jeśli chciała go spławić i zakończyć temat, to nie do końca jej wyszło. Tak się składało, że Daire miał na wiele rzeczy uszykowaną odpowiedź i potrafił znaleźć zaczepienie, gdy chciał pociągnąć jakąś rozmowę. Co z tego, że ktoś mógł nie chcieć z nim gadać? On wychodził z założenia, że skoro on chciał, to druga strona też powinna chcieć. Był pod tym względem strasznym samolubem. Pod innymi zresztą też. Ściągnął brwi, kiedy młodsza oznajmiła mu, że widziała się z kolegą. Wiadomo, że od razu pomyślał sobie o jednym, bo wiadomo, sam był właśnie takim kolegą dla kilku dziewczyn. Poczuł rzecz jasna ukłucie zazdrości, bo sam bardzo chętnie by do niej wpadł. — Bliski ten kolega? — zapytał bezczelnie i przekrzywił delikatnie głowę, wpatrując się w nią. Drażniło go to, że od samego wejścia do cukierni dziewczyna nie rzuciła mu się w ramiona. Zazwyczaj nie miał problemu z poderwaniem jakiejś kobiety, kiedy wpadła mu w oko, a w tym przypadku miał wrażenie, że Bunnie postawiła między nimi gigantyczny mur. No i skłamałby, gdyby powiedział, że przez to tym bardziej nie chciał jej zdobyć. — Jestem, ale to tylko daleka koleżanka. Jakoś bym się z tego wykpił, gdybyś chciała się spotkać na bardziej prywatnym gruncie — uśmiechnął się do niej pięknie. Nie, nie miałby problemu, żeby wystawić swoją koleżankę, jeśli w zamian za to mógłby spędzić miły wieczór z Bunnie. Ta mu się wyjątkowo podobała i w jego oczach była bardziej atrakcyjna niż ta koleżanka, do której zmierzał. Poza tym lubił w łóżku nowości, a co jest większą nowością od kolejnej przelecianej laski? Ściągnął brwi, gdy tak zaczęła i przerwała, bo coś czuł, że nie spodoba mu się to, do czego to zmierzało. Dokładnie tak było, co wyraził głośnym westchnięciem. Już miał jej odpowiedzieć, kiedy i tym razem nie miał ku temu szansy, bo ta go wyminęła. Odwrócił się w tę stronę, w którą poszła i przez chwilę obserwował ją od tyłu, zawieszając spojrzenie poniżej jej pleców (na jej pośladkach). W końcu ruszył pospiesznym krokiem, dogonił ją, wyprzedził i zaczął iść tyłem. — Wcale nie mam dużo koleżanek. To, że teraz idę do jednej, nie znaczy, że mam ich multum. Poza tym to chyba nic złego, że widuję się z moją kumpelą, co nie? — powiedział. Odwrócił się, żeby zerknąć, czy na coś nie wpadnie i w tym samym momencie wpadł na kosz z owocami. Zatrzymał się na moment skonfundowany tym, że zaatakowały go banany, ale zaraz znów ruszył za Bunnie. — Nie wiem, za kogo mnie masz, ale to nie tak, że przeleciałem pół miasta, czy coś — zaczął. — Mam wrażenie, że wyrobiłaś sobie o mnie jakieś mylne zdanie i nawet nie chcesz dać mi szansy — westchnął sobie ciężko, chcąc dać jej w ten sposób do zrozumienia, jak było mu przykro z tego powodu. Trochę było, bo nic jej nie zrobił, a młodsza traktowała go tak, jakby był jej wrogiem. Był jej szefem, który do tego był dla niej naprawdę miły, więc powinna odwdzięczyć się tym samym. Inna sprawa, że odkąd tylko ją poznał, to myślał tylko o tym, jak zaciągnąć ją do łóżka albo gdziekolwiek indziej, gdzie zgodziłaby się z nim uprawiać seks.

🐇
25 lat/a, 165 cm
cukierniczka i menadżerka w Doughing It Right
Awatar użytkownika
i'll be your resting place, bring you back to me
if you want to, if you need to
Whispers of life
W odpowiedzi na jego słowa po prostu wydała z siebie cichy pomruk, którym najwyraźniej chciała uciąć tę dyskusję na temat wina i tyle. No, najlepiej by było, jakby w ten sposób ucięła całą ich rozmowę, ale na to się na zapowiadało, bo nagle jak tylko Daire wyczaił ją w tym sklepie, to zaczął być jak wrzód na dupie i przyczepiał się do niej jak rzep psiego ogona. Naprawdę musiała teraz uzbroić się w cierpliwość, żeby na niego chamsko nie naskoczyć i nie zaryzykować tym, że ten ją wypierdoli z pracy. — Ummm... Nie powinno to pana interesować — odpowiedziała wymijająco, nie chcąc najwyraźniej udzielać mu jednoznacznej odpowiedzi na jego pytanie. Nic jednak dziwnego, bo wcale się z żadnym kolegą nie widziała. W sumie, to nawet odczuwała małą satysfakcję z powodu tego, że teraz mężczyzna zapewne będzie się głowił nad tym, jak wyglądała jej relacja z tym tajemniczym znajomym. — Nie chcę — podkreśliła, żeby mężczyzna nie miał co do tego wątpliwości. Nie wierzyła w to, że chcąc w spokoju zrobić zakupy przed powrotem do domu, wpadła na Daire i ten teraz w tak oczywisty sposób do niej podbijał. Widziała, że facet był pewny siebie i domyślała się, że nie miał problemów z wyrywaniem dziewczyn, a te chętnie na niego leciały. Na pewno nie zachowywał się w taki sposób bez powodu. Niestety, tym razem źle trafił, bo ani trochę nie wykazywała nim zainteresowania. Nic jednak dziwnego, bo od samego początku Daire zrobił na niej złe pierwsze wrażenie, a im dalej w las, tym było gorzej.
Gdy już sprawdziła, co miała kupić, odbiła w stronę, w którą potrzebowała się teraz udać, a wtedy starszy postanowił zajść jej drogę. Coraz bardziej był zirytowana tym, że ten tak się jej naprzykrzał. Najchętniej to przywaliłaby mu w łeb tym koszykiem, który teraz trzymała w dłoni, ale to byłby bardzo głupi pomysł. — Nie, nic złego — powiedziała i wzruszyła ramionami. — Ale nie widuję się z mężczyznami, którzy obracają się w damskim towarzystwie — dodała, a kąciki jej ust wygięły się w niewinnym uśmieszku. Domyślała się, że Daire miał na pewno sporo takich koleżanek i dużo kobiet się wokół niego kręciło, bo nie mogła zaprzeczyć temu, że mężczyzna był przystojny. Pech chciał, że dla Bunnie to była czerwona flaga i taki facet to dla niej definitywnie nie był materiał na chłopaka, więc starszy był już z wejścia na przegranej pozycji. Parsknęła cicho, gdy mężczyzna tak wpadł na kosz z owocami, po czym bez słowa odbiła w prawo i ruszyła dalej, nie przejmując się nim. — Nie wnikam w to, jak spędza pan swój wolny czas — stwierdziła, gdy ten ją dogonił i znowu ją zagadywał. — I tak jak mówiłam, uważam, że takie relacje pracownicy z przełożonym są nie na miejscu — odparła, chcąc uciąć ten temat. Powoli już kończyły jej się pomysły na to, jak mogła go spławić. Gdy w końcu dotarła do alejki, do której zmierzała, zatrzymała się. Przed sobą miała cały regał, na którym znajdowały się... podpaski i tampony oraz inne produkty do higieny intymnej dla kobiet. Sięgnęła po jedno z pudełek z podpaskami i wrzuciła je do koszyka, by następnie sięgnąć po opakowanie z tamponami.

🍩
35 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
I need it, like potions
These drugs are just an hour away
Whispers of life
słodki pamperek 🍩
— Nie, masz rację. Wybacz, jestem z natury wścibski — posłał jej przepraszający uśmiech. Mimo wszystko chętnie by się dowiedział, jaki to był kolega. Na pewno nie był to jej chłopak, bo Bunnie powiedziała mu ostatnio, że z nikim się nie spotyka. To mógł być taki kolega, z którym wszystko zmierzało w kierunku związku, a mógłby to być kolega, który był po prostu kolegą. Obie te wizje niezbyt mu się podobały, bo wolałby, żeby to z nim spędziła dzisiaj wieczór. Niestety, nie zanosiło się na to, żeby miało do tego dojść. — Och — wyrwało mu się. Właśnie dostał kosza i musiał przyznać, że cholernie go to zabolało. Nie podobało mu się to, że młodsza w taki jawny sposób pokazywała mu, że nie była nim zainteresowana. Liczył na to, że to jeszcze się zmieni i że jednak jakimś cudem sprawi, że ta na niego poleci i będzie w stanie coś ugrać.
Ściągnął brwi na jej odpowiedź, bo to nie było coś, czego się spodziewał. Nie miał na to uszykowanej żadnej odpowiedzi, bo nie spodziewał się, że to będzie jakiś problem. Musiał wymyślić szybko jakąś bajerę, żeby wyszło, że jednak aż tak bardzo na tych koleżankach mu nie zależało. Wiadomo, że trochę zależało, bo miło było mieć ruchanie na telefon i to za darmo z kimś, kogo było się pewnym, że sypia tylko z tobą. — Wiesz, jestem bardzo elastyczny. Mogę dostosować się do potrzeb drugiej osoby. Jak moja dziewczyna nie chce, żebym widywał się z koleżankami, to one przestają dla mnie istnieć — puścił jej oczko. — Poza tym mam też kolegów i najlepszego przyjaciela, więc to nie tak, że widuję się tylko z dziewczynami — dodał jeszcze i wzruszył ramionami. Nie, nie przemyślał tego, jak to mogło zabrzmieć. Nie chciał jej sugerować tego, że faceci też go interesowali, bo nie interesowali, ale cóż... trochę to zrobił i to bardzo nieświadomie. Wydał z siebie krótkie mruknięcie, kiedy młodsza zareagowała w taki sposób na to, że wpadł na kosz z owocami, bo niezbyt spodobało mu się to, że się z niego zaśmiała. Posłał też jej przy tym niezbyt przychylne spojrzenie. — A ja tylko mówię, że nie jestem pierwszym lepszym podrywaczem — wywrócił oczami. Dokładnie tym był — pierwszym lepszym podrywaczem, który nie szanował uczuć kobiet, które podrywał i z którymi sypiał. Ciężko byłoby zliczyć, ile serc już zdążył złamać, bo naobiecywał nie wiadomo co, a wyszło z tego tyle, co nic. — Dopóki nikt się nie dowie, to wcale nie są aż tak nie na miejscu — odparł. — Poza tym w takim sekretnym romansie jest coś ekscytującego. Jak w tych wszystkich książkach albo filmach — dodał i zaśmiał się krótko, chcąc obrócić to w żart. Niepotrzebnie, bo zapewne młodsza i tak sobie wzięła na poważnie to, co teraz powiedział.
Oczywiście, że polazł dalej za nią, nie przywiązując za bardzo wagi do tego, w jaką alejkę weszli. Gdy przystanęła przy podpaskach i tamponach, to momentalnie go zatkało. Zamrugał kilkukrotnie, a na jego policzkach pojawiły się rumieńce zawstydzenia. Odwrócił się tyłem do półki, stojąc jednak nadal obok Bunnie i wbił wzrok w regał przed sobą. — A do kawiarni...? — zagaił i odchrząknął, bo miał wrażenie, że słowa utknęły mu w gardle. — Dałabyś się zaprosić do kawiarni? No wiesz, bez żadnych zobowiązań — dodał i wypuścił głośno powietrze ustami.

🐇
25 lat/a, 165 cm
cukierniczka i menadżerka w Doughing It Right
Awatar użytkownika
i'll be your resting place, bring you back to me
if you want to, if you need to
Whispers of life
— Wiem — skwitowała. Nie dość, że sama miała okazję się o tym przekonać w dniu, kiedy Daire tak wtargnął do cukierni i go poznała, to jeszcze mężczyzna sam jej powiedział, że był ciekawski. Cóż, miał pecha, bo Bunnie nie lubiła się dzielić szczegółami ze swojego prywatnego życia z osobami, których dobrze nie znała i które nie były jej bliskie. O'Fionnain był dla niej wręcz jak ktoś obcy, bo nie dość, że widziała go raptem parę razy na oczy, to nie minęło tak wiele czasu odkąd w ogóle go poznała. Nawet jeżeli był jej szefem, to nie musiała mu się spowiadać z tego co robiła w swoim wolnym czasie i tak na dobrą sprawę, drażniło ją to, że ten po pracy tak zawracał jej tyłek i się jej narzucał. Nie lubiła takich nachalnych typów.
Westchnęła ciężko, kiedy ten najwyraźniej postanowił dalej drążyć ten nieszczęsny temat. Zacisnęła wargi w wąską linię, nie wiedząc nawet, co powinna mu tak właściwie na to odpowiedzieć. — To w takim razie dobrze dla którejkolwiek, która zostanie pana dziewczyną — stwierdziła po prostu, dalej starając się odpowiadać na jego zaczepki w wymijający, zobojętniały sposób. Na jego kolejne słowa zamrugała kilkakrotnie, bo nie miała pojęcia, jak miała sobie to odebrać. Poniekąd wiedziała, że mężczyzna nie sugerował teraz, że lubi również facetów, ale nie mogła sobie darować, żeby mu nie dogryźć... — To dobrze, że nie wstydzi się pan tego, kogo pan lubi. Trzeba żyć w zgodzie z samym sobą — stwierdziła i kiwnęła głową, unosząc kąciki ust w szerokim, serdecznym i... sztucznym uśmiechu. Bawiło ją to, jak starszy próbował wybrnąć z tej sytuacji, w jaką sam się wkopał, ale prawda była taka, że z każdym swoim kolejnym słowem tylko coraz bardziej się pogrążał. Na pewno też nie sprawiał, że spojrzy na niego bardziej przychylnym okiem. Właściwie, to czuła się tylko coraz bardziej zażenowana. — To dobrze, że pan nie jest — stwierdziła jak gdyby nigdy nic. Tyle tylko, że ta wiedza nie była jej do niczego potrzebna, poza tym nawet mu nie wierzyła, więc Daire tylko strzępił sobie w tym momencie niepotrzebnie język. — Dla mnie to nie ma znaczenia — stwierdziła. Wiedziała, że takie związki nigdy dobrze się nie kończyły, poza tym jakby się pokłócili albo rozstali, to potem starszy mógłby się na niej mścić w pracy. Takie relacje to zdecydowanie nie było coś, w co chciałaby się pakować. — Może dla pana. Dla mnie to bardziej brzmi jak same problemy i potencjalne bycie wywalonym z pracy, kiedy coś pójdzie nie tak — odparła i wzruszyła lekko ramionami.
Zerknęła na niego, kiedy ten tak nagle się odwrócił tyłem. Domyślała się, czym było to spowodowane, więc prychnęła cicho pod nosem, kręcąc głową na boki. Uważała, że to trochę żałosne, że dorosły facet czuł się zawstydzony czymś takim. W taki sposób pokazał tylko, że był niedojrzały. Na jego pytanie ściągnęła brwi i spojrzała na niego, bo nie rozumiała, o co mu chodziło. — Nie — odpowiedziała po prostu. — Nie mam na to czasu — dodała, żeby nie było, że tak chamsko go spławia. Wrzuciła opakowanie z tamponami do koszyka, po czym ponownie wyminęła Daire, teraz już kierując swoje kroki do kasy samoobsługowej.

🍩
35 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
I need it, like potions
These drugs are just an hour away
Whispers of life
słodki pamperek 🍩
— Prawda? Też tak uważam — powiedział i puścił jej oczko. Chciałby, żeby to młodsza została jego dziewczyną. Rzecz jasna, nie myślał o niej na poważnie i pewnie jakby się nią już znudził, to kopnąłby ją w tyłek i na tym by się skończyło, ale nie zmieniało to faktu, że chciałby z nią przez jakiś czas być. Kto wie, może jednak uznałby, że się w niej naprawdę zakochał? Chyba jeszcze nigdy w życiu nie zakochał się na poważnie w żadnej dziewczynie, więc byłoby to coś nowego. Zamrugał kilkukrotnie na jej słowa, bo nie od razu domyślił się, co takiego miała przez nie na myśli. Dość szybko jednak dotarło do niego, o co mogło chodzić. — Nie, to nie tak — odpowiedział z lekką nutą paniki w głosie. — Ja nie jestem taki — dodał. — W taki sposób interesują mnie tylko kobiety — dodał gwoli wyjaśnienia. Nie chciał, żeby młodsza sobie pomyślała, że naprawdę lubił facetów, bo nie chciał, żeby go za takiego miała. Nie, żeby był nietolerancyjny i mu to przeszkadzało, bo miał na to wywalone, ale sam wolał być postrzegany jako hetero samiec. Wydał z siebie krótkie mruknięcie na jej kolejne słowa. Wiadomo, że nie taki efekt chciał osiągnąć. Chciał jej w ten sposób pokazać, że wcale nie był taki, za jakiego go miała i że nie podrywał każdej laski, jaka się napatoczyła. No, po części była to prawda, bo takie, które nie były dla niego atrakcyjne, mogły czuć się bezpieczne. Przecież nie podrywałby dziewczyny, która nijak nie przypadła mu do gustu. Inna sprawa, że miał dość rozległy gust. — No weź, przecież to jest naprawdę ekscytująca wizja — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem. Oczywiście, że miał zamiar dalej ją na to namawiać, bo miał nadzieję, że uda mu się ją namówić na taki romans w pracy. Widział jednak, że młodsza nijak nie chciała dać się na to namówić i że stała okoniem. — Wywalonym? Ależ skąd. Przecież nie wyrzuciłbym cię z takiego powodu. Jesteś za dobra w tym, co robisz — stwierdził, ściągając brwi. Nie to, że bywał naprawdę podły i zapewne, gdyby coś poszło nie tak, to albo by jej dogryzał, albo w ogóle by ją zwolnił, żeby się na niej zemścić. Istniała też szansa, że jak będzie się za bardzo mu opierać, to też w końcu się wkurwi i zacznie robić jej pod górkę.
Skrzywił się delikatnie, kiedy młodsza tak prychnęła sobie pod nosem. Nie jego wina, że takie sytuacje zawsze go kłopotały, bo uważał, że to była zbyt intymna sprawa, żeby można było tak po prostu kupować te wszystkie rzeczy w markecie. Nie to, że to całkiem normalne. Odwrócił głowę w jej stronę, kiedy usłyszał tę stanowczą odmowę. Wiadomo, że nijak mu się nie spodobała. Nim zdążył coś powiedzieć, ta ruszyła przed siebie w stronę kas. Przeklął cicho pod nosem i ruszył za nią. Sam też chciał zmierzać do kas, więc dobrze się złożyło. — A do restauracji? — zapytał, jakby to zmieniało postać rzeczy i jakby Bunnie nagle znalazła dla niego czas. — Takiej porządnej — zaznaczył, żeby nie było, że planował zabrać ją do jakiejś pierwszej lepszej knajpy na rogu.

🐇
25 lat/a, 165 cm
cukierniczka i menadżerka w Doughing It Right
Awatar użytkownika
i'll be your resting place, bring you back to me
if you want to, if you need to
Whispers of life
Przewróciła oczami w odpowiedzi na jego słowa i westchnęła cicho. Dobrze znała ten typ, którym był Daire. Stereotypowy przykład fuckboya, który zmienia laski jak rękawiczki albo spotykał się z kilkoma w tym samym czasie. Typowy śliski typ, któremu zależy tylko na tym, żeby jakąś zaciągnąć do łóżka i nic więcej. Zdecydowanie nie był to ktoś, kogo postrzegałaby jako swojego potencjalnego partnera, bo dla niej od samego początku ich znajomości mężczyzna ma vibe chodzącej czerwonej flagi. Nie interesowały jej takie relacje, jakie zapewne interesowały mężczyznę. Uniosła nieco brwi, gdy Daire tak się wyparł tego, co mu właśnie zasugerowała. Kąciki jej ust drgnęły w delikatnym uśmiechu, bo musiała przyznać, że nieco ją rozbawiło to, że ten zaczął się tak wybraniać. — Ach, okej. Rozumiem — skwitowała po prostu i pokiwała głową. Tak jak myślała, mężczyzna po prostu źle dobrał słowa i był heteroseksualny, ale nie byłaby sobą, gdyby nie spróbowała go w ten sposób zaczepić. Jak już i tak tutaj był i zawracał jej tyłek, to chociaż mogła sobie dostarczyć nieco rozrywki jego kosztem. — Może dla pana — stwierdziła i wzruszyła obojętnie ramionami. Dla niej to wcale nie brzmiało ekscytująco, a bardziej jak coś, co tylko przysporzyłoby jej dodatkowych problemów i przyprawiło o ból głowy. Dla niej nie było niczego fajnego w umawianiu się ze swoim współpracownikiem, zwłaszcza ze swoim przełożonym. — Tak czy siak, wolałabym nie ryzykować — odparła i westchnęła cicho. Coś czuła, że teraz Daire tak mówił, ale jakby przyszło co do czego i jednak ich drogi by się rozeszły, to ten na pewno by się na niej mścił. Totalnie wyglądał na takiego, który chciałby jakoś się jej zrewanżować. No, co prawda, jeżeli uparcie nie będzie chciała się z nim umówić to też mógłby zacząć to sobie na niej odbijać, ale miała nadzieję, że aż tak nisko by nie upadł, bo byłoby to naprawdę żałosne i żenujące oraz tylko jeszcze bardziej zniechęciłby ją do siebie, uzyskując efekt odwrotny do zamierzonego.
No tak, dlaczego w ogóle nie była zaskoczona tym, że mężczyzna poszedł za nią również do kas? Miała nadzieję, że nie będzie jej śledził również do domu, bo byłoby to dość... chore. Tyle dobrego, że kończyła te zakupy i się rozejdą każde w swoją stronę, bo naprawdę nie miała do Daire w tym momencie cierpliwości. Kiedy ten zaproponował jej wyjście do restauracji, przerwała skanowanie produktów ze swojego koszyka i spojrzała na niego jakby był jakimś idiotą. Skoro odmówiła mu pójścia do kawiarni, to logiczne, że do restauracji też odmówi. Chociaż... Może właśnie powinna się zgodzić? Pójdzie tam z nim, będzie pokazywała jaka jest niezadowolona i starszemu samo zbrzydnie przystawianie się do niej. — Okej, niech będzie — powiedziała, wzdychając ciężko. — Ale jak nie wypali, to da mi pan spokój. To jest mój warunek — dodała, żeby mężczyzna sobie nie myślał, że rzeczywiście coś miałoby z tego wyjść. Oj, ona już na pewno się postara o to, żeby tak nie było, tego Daire mógł być pewien.

🍩
35 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
I need it, like potions
These drugs are just an hour away
Whispers of life
słodki pamperek 🍩
Trigger Warning
zbereźne myśli
— Dla mnie zdecydowanie jest — przyznał bez bicia. Naprawdę dla niego wizja tego, że mogliby mieć taki romans w pracy, była przyjemna. Nie dość, że sama Bunnie była według niego gorącą laską, to jeszcze była jego podwładną, więc mogliby urządzać sobie przyjemne roleplay'e. Oczywiście, że w głowie miał już te wszystkie razy, kiedy by ją przeleciał czy to na biurku w swoim biurze, czy to na blacie w kuchni. Z całą pewnością można go było nazwać typowym facetem, który myślał przede wszystkim fiutem. — To żadne ryzyko, ale jak już chcesz — westchnął ciężko, chcąc jej pokazać, jak bardzo był z tego powodu niepocieszony. Nie znaczyło to jednak, że miał zamiar sobie darować i planował nadal ją podrywać. Nie zrezygnuje, dopóki dziewczyna w końcu mu nie ulegnie albo dopóki nie dostanie od niej w końcu w twarz, bo wtedy będzie wiedział, że już przesadzał. Z drugiej strony dla tego zgrabnego tyłka chyba mógłby znieść takie poniżenie i dałby się jej bić w twarz, ile by tylko chciała. No wpadła mu w oku, co tu dużo mówić.
Oczywiście, że nie miał zamiaru łatwo dawać za wygraną i dopóki mógł za nią łazić po tym sklepie, to planował to robić. Wiadomo, że chciał w ten sposób coś ugrać i sprawić, że młodsza będzie chciała się z nim umówić. Nie dało się zaprzeczyć temu, że podchodził do tego od dupy strony. Nie ogarniał za bardzo tego, że swoim zachowaniem tylko ją do siebie zniechęcał. Inne laski na tym etapie już były jego, więc to był pierwszy raz, kiedy musiał się za jakąś uganiać. A może młodsza po prostu była lesbijką, a o tym narzeczonym tak tylko palnęła, a chodziło o narzeczoną? Była taka opcja. Ale jeśli tak, to mógłby jej pokazać, co takiego traciła, umawiając się tylko z dziewczynami. A może ma biseksualną koleżankę i mogliby się umówić w trójkę? Chętnie by sobie popatrzył, jak się ze sobą zabawiają, a potem się przyłączył. Widział to jej spojrzenie i tylko wzruszył na nie ramionami. No co? Skoro do kawiarni nie chciała iść, to uznał, że była to wina miejsca, bo przecież nie jego, super przystojnego faceta. Przyglądał się jej, kiedy ta najwyraźniej się wahała, a gdy w końcu się zgodziła, to na jego twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech niż do tej pory. — Dobrze. Przysięgam, że jak nie wypali to dam ci spokój — obiecał, przykładając dłoń do serca, żeby pokazać jej, że podchodził do tego poważnie. — W takim razie zabiorę cię w jakieś eleganckie miejsce. Mam nadzieję, że masz jakieś ubrania, które nadadzą się na tę okazję — powiedział i puścił jej oczko. Liczył na to, że młodsza wskoczy w coś ekstra i że będzie mógł sobie popatrzeć na nią w takim wydaniu. Najlepiej gdyby opinało to, co trzeba. I z góry i z dołu. — Jak zarezerwuję stolik, to dam ci znać. Pasuje ci w pojutrze wieczorem? — zapytał. Wyciągnął telefon, żeby wejść w kalendarz i sprawdzić, czy na pewno miał ten dzień wolny. Gdy się upewnił, zerknął na nią znad telefonu. — Nie chciałbym za długo na to czekać. Wiesz, nie mogę się doczekać na tę randkę — uśmiechnął się do niej pięknie. Poza tym chciał jak najszybciej móc się z nią wybrać na tę randkę, bo nie mógł się doczekać, aż dobierze się jej do gaci.

🐇
25 lat/a, 165 cm
cukierniczka i menadżerka w Doughing It Right
Awatar użytkownika
i'll be your resting place, bring you back to me
if you want to, if you need to
Whispers of life
No cóż, to jakie było to dla Daire jej nie obchodziło, bo to nie tak, że cokolwiek to zmieniało. Nie miała zamiaru umawiać się ze swoim przełożonym, bo wiedziała, że nic dobrego by z tego nie wynikło. Za dużo znała podobnych historii, żeby nie wiedzieć, jak to z reguły się kończy. Poza tym, nie umawiała się z facetami w typie starszego, bo wiedziała, że tacy nie brali kobiet na poważnie i dla nich było najważniejsze to, żeby się z kimś zabawić w łóżku. Bunnie taka nie była, bo gdy już się z kimś umawiała, to nie dlatego, żeby z nim sypiać, tylko dlatego, że chciała normalnego związku oraz miłości. Nie chciała bawić się w takie nie wiadomo co, poza tym na ten moment nawet nie była zainteresowania randkowaniem, bo wciąż jeszcze nie odchorowała rozstania ze swoim byłym narzeczonym. To była ostatnia rzecz, na którą miała teraz ochotę.
— Okej — skwitowała. Miała tylko nadzieję, że mężczyzna dotrzyma słowa i to nie tak, że jedynie tak mówił, a rzeczywistość będzie inna. Naprawdę chciałaby, żeby po tej randce dał sobie siana. Oczywiście, miała zamiar pokazywać jak bardzo jej się nie podobało i nie była zadowolona, żeby zyskać tym taki efekt, jaki chciała. Będzie tylko musiała być w tym mało oczywista, żeby mężczyzna nie domyślił się, że robiła to specjalnie, tylko naprawdę nie najlepiej się z nim bawiła. — Tak, mam — odparł i westchnęła cicho. W głowie już miała parę outfitów, które mogłaby założyć. Nawet jeżeli nie chciała iść na tę randkę, nie oznaczało to, że nie miała zamiaru się odstrzelić jak już nadarzyła się okazja do tego, żeby wyjść i to w dodatku do eleganckiego miejsca. Rzadko miała okazję wskakiwać w ciuchy tego typu, więc chętnie włoży na siebie coś ekstra. — Tak, może być pojutrze. Nie mam żadnych planów — odpowiedziała i skinęła lekko głową. Nie wierzyła w to, że naprawdę umawiała się na randkę z Daire. Co prawda, robiła to tylko po to, żeby ten się od niej odczepił, ale i tak wizja tego, że będzie musiała z nim spędzić wieczór sprawiała, że już czuła się zniechęcona. Wiadomo, że nawet nie łudziła się, że jednak jakimś cudem mężczyzna zaimponuje jej na tyle, że zmieni zdanie. Pałała do niego niechęcią praktycznie od samego początku odkąd się poznali i nie zapowiadało się na to, żeby to miało się zmienić. Tak naprawdę, to jedynie go tolerowała, bo musiała. W końcu był jej szefem i nie mogła powiedzieć mu prosto w twarz, żeby spadał. Skończyła skanować swoje produkty, po czym zapłaciła za zakupy. Spakowała wszystko do foliowej reklamówki i spojrzała jeszcze na Daire. — To ja idę — oznajmiła sztywno i odchrząknęła cicho. — Niech się pan dobrze bawi ze swoją koleżanką — dodała jeszcze uszczypliwie, a na jej ustach zagościł serdeczny, sztuczny uśmieszek. — Do zobaczenia — dodała jeszcze i uniosła nieco rękę, w geście pożegnania, po czym po prostu odwróciła się i skierowała w kierunku drzwi, by następnie wyjść ze sklepu. Skierowała swoje kroki do auta, po czym od razu do niego wsiadła, nawet się za siebie nie oglądając i odjechała.
KONIEC
🍩
ODPOWIEDZ

Wróć do „Family Dollar”