Zablokowany
Przyjezdn*
40 lat/a, 185 cm
czasami gangus, czasami ochroniarz Harrah’s Casin
Awatar użytkownika
Whispers of life
In the bleak midwinter
one
W zależności od sytuacji, pożądano innego podejścia do upływu czasu: zakochani pragnęli, by czas zatrzymał się w miejscu i ich wspólne chwile trwały jak najdłużej. Z kolei pracownicy marzyli o tym, by płynął jak najszybciej, dzięki czemu mogliby opuścić pracę i wrócić do domu.
Niezależnym od pożądania wyznacznikiem upływu czasu były zmiany w przyrodzie — wraz z nadejściem zimy słońce chowało się za horyzontem już po szesnastej, a długie, chłodne wieczory stwarzały idealną okazję do rozmyślania o życiu.
Był też on. Xander Kensington. Nigdy wcześniej nie czuł czegoś podobnego, ale od tamtego pamiętnego dnia oddałby wszystko, by cofnąć się w czasie i nie krzyknąć na Cassie. Od kłótni, po której Parker uciekła z jego domu czuł się źle. Nigdy wcześniej nie znalazł się w podobnej sytuacji; nigdy wcześniej nie pokłócił się z dziewczyną, dlatego nie wiedział, że jedynym słusznym rozwiązaniem było jak najszybsze skontaktowanie się z kobietą i wyjaśnienie sytuacji. Nie ulegało wątpliwości, że tamtego dnia zachował się jak skończony frajer; nie powinien krzyczeć, ale niestety, chcąc chronić siebie, nie mógł zareagować inaczej.
Dni mijały, a on tkwił w domku nad jeziorem, który nie był już bezpieczną przystanią, a więzieniem. Bez Cassie i Kai przestrzeń stała się pusta i depresyjna; nieco ponad pół roku temu, bynajmniej by mu to nie przeszkadzało, lecz teraz czuł, że atmosfera była dusząca. Dodatkowo dobijały go wizyty u ojca; Senior raz za razem dopytywał o kobietę, która odwiedzała go podczas rekonwalescencji Xandera, a jemu brakowało wymówek, którymi mógł zbywać tatę.
Aż wreszcie postanowił zareagować. Nie mógł dłużej tkwić w impasie — cokolwiek miała przynieść konfrontacja, wyszykował się, wsiadł w auto i ruszył do Cassie. Czy nadal mógł tytułować ją swoją dziewczyną? Cholera, wszystko spieprzył do tego stopnia, że nie wiedział niczego.
Wspiąwszy się po schodach, wypuścił głośno powietrze i zapukał do drzwi. Wlepił spojrzenie w punkt, w którym miała pojawić się Parker i niecierpliwie oczekiwał aż ją ujrzy. Niekiedy w jego świadomości przewijała się myśl, że jeszcze miał szansę uciec, lecz porzucił je tak szybko, jak się pojawiły, bo nie był tchórzem.
Wszak wystarczająco, że zwlekał tak długo i tym popsuł wszystko. Bo przecież niepowiedziane, że ona chciała widzieć jego, prawda?

no hej, piękna
dzban nad dzbanami
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
23 lat/a, 175 cm
mama czterolatki i studentka pielęgniarstwa na uniwersytecie NO
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Reakcja Alexandra była rozczarowaniem, na które Cassie nie była gotowa. Zawiódł jej zaufanie wybuchając właściwie bez powodu, zachowując się nieproporcjonalnie do sytuacji. Kiedyś jeszcze by go przepraszała za to, że uprała, wyprasowała i odkładała jego ubrania - na szczęście zmądrzała przynajmniej na tyle, żeby wyjść i nie odezwać się więcej.
Wciąż jednak była człowiekiem, więc liczyła na to, że Kensington oprzytomnieje i napisze, zadzwoni, zrobi cokolwiek.
Nie zrobił.
Nie miała więc większych oporów przed spakowaniem się i powrotem do Seattle - skróciła pobyt w pracy dla niego, ale w obecnej sytuacji… Miała pozbawiać swoje dziecko pieniędzy na opiekę medyczną, stabilną sytuację mieszkaniową czy wyższą edukację i siedzieć w domu, bezczynnie? Nie. Żaden mężczyzna nie był tego warty.
Los jednak zadrwił z niej kolejny raz skracając jej wyjazd - starcie z brutalnym klientem wymusiło powrót do domu, otrzymała jednak za poniesione straty moralne odpowiednie wynagrodzenie.
Niedługo później Kaia wróciła z pobytu u taty i była to jedyna pozytywna rzecz w życiu Kasi od dawna. Bez grama przesady - jedyna.
Usłyszawszy pukanie do drzwi przyjęła, że sąsiad chciał zapytać czy jej też wyłączyli prąd albo pożyczyć cukier - nie mógł to być Eli, z którym również się nie odzywała, nie mógł to być Xander… A jednak.
Drzwi otworzyła bez słowa. Nie miała mu nic do powiedzenia po tym, gdy nie zadzwonił nawet w jej urodziny. Miała obiecaną drugą randkę (po roku związku, szok i niedowierzanie, czy to nie za szybko????? PANIKA) gdy Xander dojdzie do siebie; zamiast tego dostała brak przeprosin i brak kontaktu.
Cofnęła się, by mógł wejść do środka. Mimo wszystko, Kasia to jednak Kasia, więc oceniła wizualnie jego stan zdrowia i wewnętrznie odetchnęła z ulgą, że wyglądał dobrze. Chciała wiedzieć co powiedział lekarz przy kontroli, która ją ominęła. Chciała wiedzieć, czy Alexandrowi Seniorowi podobał się ostatni odcinek serialu, który codziennie omawiali przy kawałku ciasta. Tęskniła za życiem, które sobie zbudowali, ale jednocześnie…
Doszła do wniosków, których nie była w stanie wyrzucić z głowy.
Kaia śpi — pierwsze cicho wypowiedziane słowa nie były niczym nowym; często uprzedzała go, że musieli być ostrożni, żeby nie obudzić dziewczynki. Dziewczynki, która za wujkiem bardzo się stęskniła i gdyby wstała - nie chciałaby się odkleić od jego nogi przez kilka długich godzin.
Cassie nie usiadła na kanapie. Oparła się tyłkiem o stół w jadalni, zakładając ramiona na piersi. Czekała.
Po coś przecież przyszedł. Może po te ciuchy, które wciąż leżały w jej komodzie.

alexander kensington
kasia
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
40 lat/a, 185 cm
czasami gangus, czasami ochroniarz Harrah’s Casin
Awatar użytkownika
Whispers of life
In the bleak midwinter
Spodziewał się być rozczarowaniem, bo życie w większości przypadków składało się z takowych. Rozumiał tę ideę i doświadczył jej wielokrotnie; czymże innym było jego rozczarowanie po powrocie do domu? Dla n i k o g o nie był ważny; nikt nie miał go za bohatera i nikt nie wynosił go na piedestał. Czuł się z tym źle i dlatego tak bardzo pogubił się w życiu.
A gdy już stał się dla kogoś ważny, spierdolił to koncertowo. Bo jak inaczej nazwać tak długie nieodzywanie się? Na pewno nie dumą; może głupotą? Tak, prawdopodobnie właśnie nią — przejawem największego życiowego błędu, którego nie dało się cofnąć.
Dostrzegłszy ją — tak samo drobną i uroczą — pragnął się uśmiechnąć, ale plany pokrzyżował mu jej pokiereszowany wygląd. Błądząc wśród setek nierealnych scenariuszy, szukał odpowiedzi na pytania, które — jak haczyki — wczepiły się w jego umysł.
Wiedział jedno — cokolwiek się nie stało, nie mogli rozmawiać na zewnątrz, dlatego w ciszy przekroczył próg mieszkania. Nie zareagował również w chwili, gdy powiedziała, że mała spała; długie dni bez Cassie jeszcze bardziej odsunęły go od społeczeństwa i sprawiły, że zdziczał. Przez znaczną część czasu — nie licząc chwil, gdy pracował i odwiedzał ojca — był s a m. Jedynym plusem było to, że nie oszalał na tyle, by rozmawiać ze sobą, dlatego, gdy już się odzywał miał charakterystyczną chrypkę.
Jak… — urwał. Po przerwie był jeszcze gorszy w słowa niż zazwyczaj; sklecenie chociażby zdania było niemal awykonalne. A w jego przypadku nie pomogłaby kartka z długopisem, bo przeniesienie tego, co było w jego głowie na papier było jeszcze trudniejsze.
Co się stało? — wykrztusił prawdziwie przejętym głosem. Pierwszy raz od dawna był przerażony; najprawdopodobniej nigdy wcześniej nie widziała go w podobnym stanie. Z oczywistych względów pomyślał, że to przez niego (i to nie dlatego, że przez niego musiała wrócić do pracy); że jego wrogowie dowiedzieli się o Cassie i obrali ją za cel.
Głośno przełknął ślinę i wyciągnął rękę, chcąc dotknąć jej twarzy. Zatrzymał się w połowie drogi; czy miał jeszcze do tego prawo? Czy po tak długim czasie wciąż byli razem?
Cholera.

Cassie Barker
dzban nad dzbanami
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
23 lat/a, 175 cm
mama czterolatki i studentka pielęgniarstwa na uniwersytecie NO
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Widząc przerażoną minę Xandera, Cassie jedynie uśmiechnęła się gorzko. W jak krótkim czasie wszystko mogło ulec koncertowemu spierdoleniu, to aż nieprawdopodobne. Wszystko szło dobrze - Cassie udawało się ukryć kolejne wyjazdy, co uważała za sensowne, zważywszy na to że Kaia miała niedługo zacząć szkołę i wyjazdy miały się zakończyć. Alexander powoli oswajał się z życiem we trójkę, a nawet poznał Elia i spotkanie wcale nie poszło najgorzej. Przez ostatnie tygodnie Barker uważnie analizowała wszystkie wspomnienia próbując wyszukać to ziarenko niezgody, które musiało się w którymś momencie pojawić. Ona zaś musiała je przeoczyć, zignorować, w efekcie czego Kensington wreszcie wybuchł i powiedział, co musiało mu siedzieć na języku od dawna. Może źle zrobiła bez pytania wprowadzając się do domku nad jeziorem. Może powinna była każdego wieczoru pytać, czy może zostać na noc, zamiast po prostu układać się obok mężczyzny i zamykać oczy. Może powinna pytać, czy może ugotować obiad w jego kuchni, i czy może wstawić jego pranie, i czy może…
M o ż e.
Jedno za to wiedziała na pewno.
Alexander jej nie kocha i nie pokocha, wszystko zatem było na próżno. Niepotrzebnie narobiła sobie nadziei że to mogło być to. Niepotrzebnie wkładała sobie do głowy te wszystkie obrazki o szczęśliwej rodzinie.
Nie masz prawa mnie o to pytać — pokręciła głową, a wyciągniętą rękę mężczyzny stanowczym ruchem odepchnęła. — Jak sobie to wyobrażałeś? Hm? Że będziesz na mnie krzyczał i mnie upokarzał, potem nie odezwiesz się chuj wie ile czasu wiedziała dokładnie ile, poza tym przekleństwo opuszczające niewinne usta Kasi musiało brzmieć absurdalnie — a potem jak gdyby nigdy nic wpadniesz na pogaduszki? — choć z troski o sen córki utrzymywała cichy ton, wybrzmiewało w nim ogromne rozgoryczenie, gdy smutne spojrzenie Cassie utkwiło w przejętej twarzy Kensingtona. Co z tego, że przeraził się jej siniakami, skoro wcześniej dał jej wyraźny komunikat - nie zależało mu.
Daj spokój, Alexander. Nie musisz już udawać, że ci zależy. Już zrozumiałam. Nawet więcej… —westchnęła, spuszczając wzrok na podłogę. — To moja wina, że byłam naiwna i liczyłam na coś, czego i tak byś mi nie dał. Nie mam do ciebie żalu — oznajmiła smutno; w końcu powinna być mądrzejsza i nie robić sobie nadziei, kiedy było jasne, że nikt - n i k t - nie zechciałby tworzyć rodziny z kimś takim jak ona, jeszcze w pakiecie z małym, c u d z y m dzieckiem i pojebanym eksem. — Już wiem, że nigdy nie będziesz mnie kochał. W porządku, ja się z tym oswoję, ale proszę, żebyś nie robił mi sieczki z mózgu i nie udawał… — urwała, by dłońmi przetrzeć zmęczoną twarz. — Przyszedłeś po swoje rzeczy? Zaraz je spakuję.
Przeszła spokojnym krokiem do sypialni, gdzie otworzyła szafę by odszukać część spodni dresowych, koszulek czy bluz Kensingtona, które przez ubiegłe miesiące zupełnym przypadkiem zostawały w mieszkaniu Kasi. Z całej siły próbowała się nie rozpłakać i nie okazywać swojego załamania; to dopiero, gdy Remus odjedzie i zniknie za zakrętem.

alexander kensington
kasia
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
40 lat/a, 185 cm
czasami gangus, czasami ochroniarz Harrah’s Casin
Awatar użytkownika
Whispers of life
In the bleak midwinter
Nawet jeśli w krótkiej chwili wydawało się mu, że miał prawo do czegokolwiek, boleśnie spadł na ziemię. Jej słowa dźwięczały w jego uszach, uświadamiając mu, że zaprzepaścił swoją szansę; że wielotygodniowe nieodzywanie się przekreśliło w s z y s t k o.
Irytował się na siebie, ale zapragnął to naprawić, bo stojąc przed nią, nie potrafił się z tym pogodzić; nie chciał dopuszczać do siebie myśli, że ich relacja pryśnie jak bańka mydlana, że zostawią ją w przeszłości.
Wiem, że to źle wygląda, ale po prostu się zmartwiłem. — odparł potulnie, czując, że — znów — zasługiwał na zjebę. Słuchanie przekleństwa z jej ust było niecodzienne, ale nie przerywał i zachowywał kamienną twarz.
To nie tak, Cassie. — odparł wreszcie, skupiając wzrok na jej tęczówkach. To wszystko cholernie nie tak; gdyby mógł cofnąć czas, nie krzyknąłby na nią, gdyby mógł, wymyśliłby naprędce kolejną bujdę, dzięki której nie otworzyłaby szuflady.
Ale stało się, czasu cofnąć nie mógł, więc pozostało mu jedynie rzeźbienie, dzięki któremu nie wyjdzie na jaw, że był przestępcą, kierującym się zupełnie odmiennymi wartościami.
Nie byłaś naiwna, Cass. — szepnął cicho, wypuszczając głośno powietrze. — Zależało mi. — uświadamiając sobie, że czas przeszły nie brzmiał, chrząknął. — Wciąż mi zależy. Na tobie, na Kai; na nas. — kontynuował, wnosząc się na wyżyny swojej kreatywności, którą wykorzystywał zazwyczaj do naprawiania tego, co zjebał wcześniej.
To ja zachowałem się jak kretyn, znowu. I wtedy i nie odzywając się do ciebie chuj wie ile czasu — odszukując jej spojrzenie, znów popatrzył prosto w jej tęczówki (bynajmniej nie dlatego, że wiedział, że to dodawało wiarygodności, skąd!!!). — A teraz przyszedłem przeprosić. — rzucił cicho, niemal niesłyszalnie. — Albo inaczej; błagać cię o wybaczenie. — skorygował, z bólem obserwując jej poobijaną twarz. Przez co musiała przejść, gdy go nie było?
I powinnaś mieć do mnie żal. Nie o to, że cię rzekomo oszukałem, bo to nieprawda, tylko o to, że na ciebie krzyknąłem i zachowałem się jak kutas. — Sztukę manipulacji opanował — a przynajmniej tak mu się wydawało — do perfekcji.
Ruszył za nią do sypialni, bo nie chciał, żeby pakowała jego rzeczy. W idealnym scenariuszu wszystkie koszulki i dresy zostawały w kasieńczych szafkach, a Xander z powrotem lądował w jej łaskach. — Jeśli jest coś, cokolwiek, co mógłbym zrobić, żebyś mi ponownie zaufała… — urwał, robiąc krok w jej stronę. — Nawet jeśli miałbym się starać miesiącami, jestem na to gotowy. — Nie kłamał. Potrzebował jej w swoim bezbarwnym życiu, by nadać mu choć trochę kolorów.

Cassie Barker
dzban nad dzbanami
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
23 lat/a, 175 cm
mama czterolatki i studentka pielęgniarstwa na uniwersytecie NO
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Alexander Kensington był mistrzem słów, kiedy trzeba było się wyłgać z patowej sytuacji. Potrafił pięknie mówić o tym że mu zależy i czego by nie zrobił. Czasami faktycznie robił - Cassie nie zapomniała z dnia na dzień o wszystkich razach, w których okazał się dla niej olbrzymim wsparciem, wliczając to także znalezienie Kai gdy Mike postanowił bawić się w tatusia roku. Mimo wszystko, ostatnia sytuacja postawiła przed blondynką pytania o szczerość tych wszystkich pięknych słów. Bo czy za słowami coś stało? Tygodnie c i s z y ze strony Xandra raczej udowadniały, że nie. Chciała wierzyć w coś zupełnie innego, chciała samą siebie przekonywać że on na pewno myśli o niej poważnie tylko nie umie okazać, nie umie powiedzieć, bla, bla. Ale trudno było bronić Kensingtona we własnej głowie, przed samą sobą, kiedy kruche serduszko bolało tak bardzo a oczy były na granicy zalania się łzami.
Wyrzuciwszy kilka pierwszych elementów męskiej garderoby na łóżko, zatrzymała się, by odwrócić w stronę naczelnego kłamcy i bajeranta swego wybranka.
- Teraz obiecasz mi wszystko, a jak będzie później? Znowu zdenerwujesz się na mnie, bo pójdę pozmywać twoje naczynia? I usłyszę, że grzebię w twoich szafkach? - spytała zakładając ręce na piersi. To zabolało, przede wszystkim dlatego, że było tak niespodziewane. Nie dał jej wcześniej żadnych sygnałów, aż nagle wybuchł, a to przypominało jej o czasie w Grizzly Trailer Park, który próbowała z całej siły wyrzucić z własnej głowy. - Nie dam rady z tą nieprzewidywalnością. Nie chcę się ciebie bać, ale kiedy jesteś taki przypomina mi się Rob...
Posiniaczone ciało przypominało Kasi także o tym, że z Robem również nie zaczęło się od popychania, szarpania, czy uderzeń. Zaczęło się od tych nagłych wybuchów, od chodzenia na paluszkach żeby przypadkiem czymś go nie zirytować. I nigdy nie powiedziałaby na głos, że podejrzewała Alexandra o zapędy do bicia kobiet (oto jej naiwność, a raczej łykanie kłamstw jak pelikan, w kolejnym wydaniu) - bo on jej tych powodów nigdy nie dał. Chodziło jedynie o to, co działo się pod jej blond czupryną, kiedy Kensington reagował gwałtownie, nieprzewidywalnie, podniesionym głosem, stanowczym gestem. Cassie była na to po prostu znacznie wrażliwsza i bardziej wyczulona, ponieważ wspomnienia przemocy były wciąż żywe.
Usiadła na brzegu łóżka, na moment chowając zmęczoną twarz w dłoniach. W całym tym dramacie cisnęło jej sie na język zdanie zbyt abstrakcyjne, zbyt nieistotne w obliczu całej sytuacji, ale nie zamierzała się powstrzymywać. Jak chciał rozmawiać, to o wszystkim.
- Nawet nie zadzwoniłeś w moje urodziny. Zapomniałeś czy nie chciałeś ze mną rozmawiać? Nie wiem, co gorsze. Cały dzień na ciebie czekałam... - i tak, to było dla niej w a ż n e. Bo można się pokłócić, można zrobić sobie kilka dni przerwy na przemyślenie spraw, ale to trwało za długo, a Alexander kompletnie zignorował ważną dla Kasi okazję. - Musiałam tłumaczyć Kai, dlaczego cię nie ma. Pytała codziennie. To nie może tak wyglądać, że sobie znikasz, bo coś ci nie pasuje... A ja nie będę cię prosić, żebyś nas chciał. Rozumiesz?
Wóz albo przewóz, tak naprawdę pierwszy raz od roku stawiała sprawę jasno przed kimkolwiek, szczególnie przed nim. Dotychczas dostosowywała się do wszystkiego, ulegle wszystko akceptowała. Teraz wymagała z jego strony wyjaśnień i działań.
Puste słowa już nie wystarczyły.

alexander kensington
kasia
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
40 lat/a, 185 cm
czasami gangus, czasami ochroniarz Harrah’s Casin
Awatar użytkownika
Whispers of life
In the bleak midwinter
Słysząc, że porównywała go do Roba, zebrało mu się na wymioty. Brzydził się tym człowiekiem, choć tak naprawdę niewiele się od niego różnił; prawdę powiedziawszy pod wieloma względami był gorszy — czynnie brał udział w handlu ludźmi, mordował z zimną krwią i nawet nie mrugnął, gdy raczył Kasię kolejnymi porcjami bzdur. Manipulował nią, obracając wszystko na swoją stronę, bo to jego wersja musiała być na wierzchu; nie było innej opcji — zawsze to on musiał być wygranym, bo nie potrafił znieść goryczy porażki.
Zapewniam cię, że jeśli ta sytuacja się powtórzy, to odejdę sam. — powiedział, kładąc prawą rękę na sercu. — Słowo żołnierza. — Miał świadomość, że odwoływał się do ważnych dla niej wartości; dla siebie już niekoniecznie, ale to kwestia drugorzędna, prawda? — Mówiłem ci to wtedy i mówię teraz: nikt nie ma prawa na ciebie krzyczeć, Cassie, i będę tego żałował do końca życia.
I to nie tak, że kłamał. Gdzieś tam, w tej całej pokrętnej logice, naprawdę chciał, by była szczęśliwa. To nic, że to przez niego powstało dziewięćdziesiąt dziewięć koma dziewięć procent problemów w ostatnich miesiącach.
Chcę was. — powiedział, podchodząc do Kasieńki. Kucając przed nią, położył dłoń na jej kolanie. Pogładzeniem jej nogi, chciał przełamać kolejną barierę i tym wpłynąć na postrzeganie przez nią sytuacji.
Każdego dnia wściekam się na siebie, że na ciebie krzyczałem, bo nie zrobiłaś nic złego. Cass, ty byłaś najlepszym, co mnie wtedy spotkało. Mogłem to rozegrać lepiej, inaczej. Mogłem… — oczywiście nie mógł powiedzieć jej, że hej, Kasia, nie otwieraj tej szuflady, bo znajdziesz tam tuzin gnatów, ale istniały na pewno inne słowa, którymi mógłby na nią wpłynąć i odwrócić jej uwagę od układania ubrań. — Przepraszam. — rzucił cicho, unosząc wzrok, by spojrzeć w oczy kobiety. — Nie musisz mi wybaczać od razu. Nie wymagam tego od ciebie. Nawet nie śmiałbym prosić. — kontynuował, tkając piękną opowieść, będącą gównem opakowanym w papierek po jej ulubionym cukierku. — Po prostu będę przy was i będę się starał. Zrobię cokolwiek. — odparł pewnym głosem.
A jeśli naprawdę tego nie chcesz… — urwał, bo tak naprawdę takie rozwiązanie nie wchodziło w grę i nawet nie chciał o tym myśleć.
I przepraszam, że nie odezwałem się do ciebie w twoje urodziny. To też chciałbym naprawić. Chcę naprawić wszystko. — dodał, wzdychając ciężko (że niby był taki zawiedziony sobą).
Najbardziej nurtującą kwestią pozostawała ta dotycząca jej obrażeń; owe nurtowały go na tyle, że na język co rusz cisnęła mu się kolejna porcja pytań. Jedynie rozmowa była niesprzyjająca; nieustannie musiał się tłumaczyć, co nie zbliżało go do rozwikłania zagadki, dlatego postanowił ponowić pytanie. — Cassie, kto ci to zrobił? — zapytał. Czuł, że to przez niego; że ludzie, z którymi pracował, dowiedzieli się o Cassie i chcąc zemścić się na nim, dotarli do niej.

Cassie Barker
dzban nad dzbanami
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
23 lat/a, 175 cm
mama czterolatki i studentka pielęgniarstwa na uniwersytecie NO
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Stety czy niestety, miękkie serce Kasi nie miało szans z manipulantem tak wprawionym w swym fachu, jak Alexander. Łykała wszystkie jego słówka i zapewnienia jak pelikan, choć z próbami wytyczenia granic - ale wewnętrznie cała się trzęsła, bo jedyne czego chciała, to żeby wszystko wróciło do n o r m y. Chciała żeby dalej tworzyli mniej lub bardziej funkcjonalny dom w dwóch domach, chciała żeby był obok i chciała żeby Kaia przestała pytać, gdzie jej ulubiony (poza Elim) wujek Xander. Chciała, ale bała się, że to niemożliwe. Bo wielkimi krokami zbliżało się wyznanie jej sekretu, bo nawet jeśli ona wybaczy jego zachowanie, on mógł nie wybaczyć jej.
Kiedy przed nią kucnął, właściwie było już po wszystkim. Jej mała, zimna dłoń natychmiast chwyciła tę jego, a spojrzenie pełne wyrzutu nabrało bardziej wyrozumiałego tonu. — Tęskniłam — powiedziała w końcu cicho, ciągnąc jego dłoń w swoją stronę, by tak przed nią nie klęczał i zajął miejsce na łóżku. — Powinieneś być bardziej ostrożny. „Cokolwiek” to duże słowo. Może cię poproszę, żebyś poszedł ze mną na niedzielną mszę, i co wtedy? — dla rozładowania ciężkiej atmosfery spróbowała zażartować, ale nie wyszło, bo w powietrzu wisiało pytanie na które nie mogła nie odpowiedzieć. — Boję się, że jeśli powiem prawdę, nie spojrzysz na mnie więcej — wyznała podciągając nogi na łóżko, by na kolanach oprzeć brodę. Nie tak to sobie wyobrażała - myślała, że uda jej się pojechać jeszcze kilka razy i nigdy nie wracać do tematu. A teraz… Drugorzędne było to, czy Alexander chciał naprawiać to co sam spieprzył. Zaraz przedmiotem dyskusji będzie to, jak Cassie może naprawić to, co spieprzyła. Niefortunnie. A największą ironią tej sytuacji było to, że Alexander mógłby powiedzieć dokładnie to samo, a Cassie nie miała o tym pojęcia.
To… — uniosła na moment rękę, oglądając skupisko siniaków wokół nadgarstka, pozostałych po bolesnym przytrzymywaniu. — Klient. W Seattle. Nie chciałeś mojej pomocy, a Kaia była u taty, więc wróciłam do pracy… — zaczęła wyjaśniać drżącym głosem, ale z każdą chwilą coraz mniej miała pomysłów na ubranie informacji w odpowiednie słowa. Bo takie nie istniały. — W porządku, to nie pierwszy raz. Agencja stosownie nam te wypadki rekompensuje. Ryzyko zawodowe.
Zdawała sobie sprawę, że jej słowa na razie nie mogły mieć większego sensu dla Alexandra, ale cały czas próbowała znaleźć w sobie odwagę, żeby pierwszy raz w życiu, do kogokolwiek, powiedzieć cokolwiek o swoim faktycznym drugim zawodzie. Westchnęła ciężko, w nerwach zaciskając małe pięści. — Agencja high class escorts, nie sprzątaczek — wymamrotała, a jej chude ramiona całe trzęsły się z nerwów. Nawet nie patrzyła na Alexandra, bojąc się jego miny, jego reakcji, albo co byłoby najgorsze - braku reakcji. Gdyby po prostu wstał i wyszedł… — Przepraszam… Na początku ci nie powiedziałam, bo myślałam, że chcesz spotkać się kilka razy i tyle… — rozwój romansu w kierunku uczuć zaskoczył ewidentnie ich oboje — Potem nie powiedziałam, bo było mi tak okrutnie wstyd, i cały czas myślałam, że nie chcesz związku, więc mam czas… — teraz już ze stresu nabrała prędkości, trajkocząc może za szybko, może bez sensu, a w ogóle to powinna się zamknąć i dać mu szansę powiedzieć cokolwiek, ale nie przyszło jej to do głowy. — Musiałam coś wymyślić żeby wyprowadzić się od Roba, pojechałam sprzątać w Seattle ale pieniądze były koszmarnie niskie. Poznałam taką dziewczynę, która pokazała mi lepszy sposób i… Nie oczekuję, że to zrozumiesz, ale… Zanim cokolwiek powiesz, albo wyjdziesz… Robiłam to dla Kai. Zrobiłabym dla niej wszystko. Nie miałam innych możliwości, przynajmniej wtedy, nie miałam wsparcia, a Kaia jest dla mnie najważniejsza i… Chciałam zaoferować jej stabilną, bezpieczną przyszłość. Nie chciałam oszukiwać ciebie, uwierz, że nie spałam przez to po nocach, sumienie zjadało mnie od środka, ale jak miałabym wybrać pomiędzy własnym dzieckiem, a facetem…? — pokręciła głową; łzy napełniły jej oczy, nie była w stanie ich dłużej powstrzymywać. I rozpłakała się na amen, jakby właśnie schodziły z niej lata nerwów, lata ukrywania prawdy.

alexander kensington
kasia
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
40 lat/a, 185 cm
czasami gangus, czasami ochroniarz Harrah’s Casin
Awatar użytkownika
Whispers of life
In the bleak midwinter
Ja za tobą też. — przyznał, czując, że z jego barków spada wielotonowy ciężar. Kolejny raz udało mu się zamieść sprawę pod dywan; kolejny raz wyszedł z sytuacji obronną ręką, bo kłamał i zwodził Kasię aż postawił na swoim.
Podniósł się, zajął miejsce na łóżku obok Baker i posłał jej uważne spojrzenie. — Chyba zasłużyłem, żeby tam z tobą pójść. — mruknął potulnie. Jedynym warunkiem Xandera było to, aby nie stać zbyt blisko ołtarza.
Nie rozumiem? — zapytał, mrużąc oczy. Przyglądał się jej uważnie; jaka prawda miałaby sprawić, że nie spojrzy na nią nigdy więcej? Co wydarzyło się podczas ichniejszego nieodzywania się?
Wsłuchując się w jej słowa, nie dowierzał temu, co mówiła. Zdawało mu się, że to jakiś nieprzyjemny sen wywołany przez substancje halucynogenne; Cassie nie mogła przyznawać się mu do bycia eskortką, bo przecież to nijak miało się do rzeczywistości. — Co? — zapytał, niedowierzając. Wpatrował się w Baker, a na jego twarzy malował się wachlarz emocji. Naprawdę nie wierzył i myślał, że to przedwczesny żart primaaprilisowy. To, co mówiła odbiega od obrazka, który miał w głowie; wszak Cassie była katoliczką, tak? Wierzącą i praktykującą.
Niedowierzanie przeszło w bolesne uświadomienie sobie, że nie żartowała. Była eskortką; wyjeżdżając do Seattle, obsługiwała klientów.
Zebrało się mu na wymioty; walczył z sobą ze wszystkich sił, by nie zwrócić wczorajszego posiłku. Cassie niczym nie różniła się od kobiet, którymi handlował w swojej pracy. Sprzedawała swoje ciało, żeby mieć na lepsze życie.
O kurwa. — mruknął wreszcie, gdy udało mu się przeprocesować informacje. Podniósł się z łóżka i przetarł twarz. Spacerował po pokoju, nie wiedząc, o co powinien zapytać; co powinien powiedzieć. — Przecież bym ci pomógł, zatrudnił w wypożyczalni, nie musiałaś tam wyjeżdżać. — wytknął, czując, że wzbierała w nim odraza. Mimo skrajnych uczuć, zachowywał spokój, bo zaledwie pięć minut temu obiecał jej, że już n i g d y nie podniesie na nią głosu.
Jej płacz nie pomagał; szlochanie sprawiało, że Xander czuł się przygnieciony sytuacją i chciał stąd uciec. Najpierw jednak chciał poznać szczegóły. Siadając po drugiej stronie pokoju — musiała mu to wybaczyć, nie potrafił usiąść bliżej — wlepił w nią uważne spojrzenie. — Zarówno w wakacje, jak i przed świętami, byłaś w Seattle, żeby pieprzyć się za pieniądze? — słowa z trudem przechodziły mu przez gardło. Sytuacja była na tyle abstrakcyjna, że wciąż odnosił wrażenie, że zaraz wyskoczy ukryta kamera.
Nawet nie wiem, co powiedzieć. — mruknął. Kumulowało się w nim zbyt wiele emocji, a Xander był w nie wyjątkowo słaby.

Cassie Barker
dzban nad dzbanami
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
23 lat/a, 175 cm
mama czterolatki i studentka pielęgniarstwa na uniwersytecie NO
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Nie wiedziała czego się spodziewać, jakich słów, jakiej reakcji - wiedziała za to, że nie będzie dobrze. Bo nawet Kasia nie była aż tak naiwna, by wierzyć, że ukrywana przez tyle miesięcy druga praca nie zrobi na Alexandrze żadnego wrażenia. Sama b y ł a b y załamana gdyby okazało się, że jej partner prowadził drugie życie o którym nie miała żadnego pojęcia.
I zobaczyła dokładnie to, czego nie chciała zobaczyć nigdy. Rozczarowanie. Niesmak. W jego oczach to było znacznie gorsze niż jakkolwiek długo trwająca obojętność czy milczenie. Tak, jak powiedziała - nie mógł na nią spojrzeć. Nawet na niego nie patrzyła gdy zwiększał między nimi dystans - miał rację. Sama też nie chciałaby przy sobie siedzieć.
- Musiałam - szła w zaparte, bo Alexander nie mógł tego zrozumieć. Nie mógł. Jako ż o ł n i e r z z prawdziwym zawodem, prawdziwą wiedzą, prawdziwym doświadczeniem, mógł się rozwijać, mógł mieć dobrą pracę. A ona? Nie miała niczego poza własnym ciałem i motywacją w postaci małego dziecka. - Pomógłbyś mi, bo się spotykaliśmy? Tak, jak pomógł mi Rob? Zrozum. Nie mogę być zależna od sympatii mężczyzny. To się już raz bardzo źle skończyło i obiecałam sobie, że nigdy więcej. Poza tym... Czym to by się różniło od pieprzenia za pieniądze? - spytała gorzko, łamiącym się głosem. Kasia zmądrzała po tragedii w parku przyczep przynajmniej na tyle, by już nigdy nie uzależniać swojego dachu nad głową od tego, czy jakiś facet jest nią zainteresowany. Brała w swoje ręce przyszłość Kai, najlepiej jak umiała.
- Myślisz, że to l u b i ę? - pokręciłą głową w niedowierzaniu, bo choć reakcja Kensingtona była jak najbardziej zrozumiała, Cassie odniosła wrażenie że w jego głowie rysował się obrazek blondynki - największej fanki pracy seksualnej w historii współczesnego świata. Że to był wybór który podjęła lekką ręką, że była z wyjazdów zadowolona. Ona sama wiedziała najlepiej jak wiele ją to wszystko kosztowało. - Nie lubię, ale nie mam wyjścia. Myślę o tym jak powtarza się wzór na dywanie albo o tym, ile zakładek ma zasłona i o tym, kiedy będzie po wszystkim. Odliczam dni do powrotu, żeby móc na kilka miesięcy zapomnieć, że sama sobą się b r z y d z ę. Myślisz, że gdybym miała lepszą opcję, zgadzałabym się na to? - uniosła nieznacznie posiniaczoną rękę, choć nie trzeba było wiele wyobraźni by wiedzieć, że tak wyglądało całe jej ciało.
Sięgnęła do pudełka chusteczek, wyjęła jedną i wydmuchała nos, martwiąc się czy Kaia nie obudzi się na soczek, albo siku, i nie zastanie dwójki dorosłych w takiej sytuacji. Jak miałaby to dziecku wytłumaczyć? Wujek Xander się pojawił, a mamusia zasmarkana, zapłakana po drugiej stronie pokoju? To był gorszy obrazek niż ich ukradkowe całusy, które mogła podejrzeć do tej pory.
- Przepraszam. Wszystko wydarzyło się tak szybko, powinnam była ci powiedzieć, ale nie wiedziałam jak, i kiedy, i... Jestem egoistką. Bałam się, że cię stracę... I wolałam oszukiwać, żeby mieć cię chociaż trochę dłużej...
Było jej wstyd. Okropnie wstyd. Jej zachowanie od samej pracy po kwestie szczerości było tak niezgodne z jej wartościami i postrzeganiem moralności. Zdradziła samą siebie, ale co z tego? Wszystko było teraz na drugim planie.
Na pierwszym, w tym małym, przytulnym mieszkaniu, pękały głośno dwa serca.

alexander kensington
kasia
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
40 lat/a, 185 cm
czasami gangus, czasami ochroniarz Harrah’s Casin
Awatar użytkownika
Whispers of life
In the bleak midwinter
Z jednej strony — jakkolwiek dziwnie to nie brzmiało — potrafił ją zrozumieć. Jak nikt znał jej historię i wiedział, że potrzebowała usamodzielnienia się i bycia niezależną. Problemem pozostawał jedynie dobór zawodu; ze wszystkich opcji mogła zdecydować się na coś innego; na coś, co nie wymagało pieprzenia się po kątach z obcymi, bogatymi facetami.
To byłaby uczciwa praca. — zauważył. Zarabianie seksem uczciwe nie było; dla Xandera było pójściem na łatwiznę. Za słowami stały tysiące innych, nieuzasadnionych wyrzutów, bo Cassie Barker nie wiedziała jednego — jej c h ł o p a k był pierdolonym hipokrytą; sam prowadził podwójne życie. Za dnia i w jej obecności był przykładnym obywatelem i właścicielem wypożyczalni sprzętu turystycznego, ale po zmierzchu zrzucał maskę moralnego mieszkańca Sapphire Creek i stawał się rasowym przestępcą, który mordował z zimną krwią, handlował ludźmi i narkotykami.
W jego głowie toczyła się ogromna batalia; czy miał prawo robić jej wyrzuty, skoro sam nie był święty? Z drugiej strony umysł podpowiadał mu, że go zdradziła; bo czymże innym był seks z innymi mężczyznami?
Nie wiem, Cassie. — odpowiedział wprost, wlepiając w nią uważne spojrzenie. Wyobraźnia zabrała go do ich przeszłych zbliżeń; czy podczas ich seksu też myślała o powtarzalności wzoru na dywanie i jedynie udawała? W jego głowie kłębiło się zdecydowanie za dużo pytań, na które nie miał odpowiedzi. — Niczego już nie wiem i zastanawiam się, czy sypiając ze mną nie miałaś podobnie. — przyznał, wypuszczając głośno powietrze. Co, jeśli nie podobało się jej, ale przyzwalała na to, żeby jej nie zostawił, bo dogadywali się w innych sferach?
Zignorował jej przeprosiny, chyba nawet nie wyłapując chwili, w której padły. — Nie powinnaś tego przede mną ukrywać. — hipokryta. Pierdolony H I P O K R Y T A. — Ilu ich było? — zapytał, unosząc wzrok na Baker. Jak nigdy oczekiwał szczerej odpowiedzi, chociaż sam nie miał pewności, co z nią zrobi. Zabije tych, z którymi spała? Będzie torturował tego, który wyrządził jej krzywdę? Nie miał pewności, ale wiedział jedno — chciał znać prawdę. — Znałaś tego, który ci to zrobił? — kontynuował, nie zważając na uczucia Kasieńki. Dopytywał o w s z y s t k o i tyle dobrego, że potrafił zachować spokój.

Cassie Barker
dzban nad dzbanami
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
23 lat/a, 175 cm
mama czterolatki i studentka pielęgniarstwa na uniwersytecie NO
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
W tym nie mieli się zgodzić, ponieważ zdaniem Cassie wykonywana przez nią praca była uczciwa. Nielegalna, ale uczciwa. Nie była też absolutnie łatwizną; przeciwnie, mogłaby się kłócić, że praca w sklepie spożywczym gdy musiała się tysiąc razy schylić i wyłożyć tysiąc kilogramów towaru wciąż była lżejsza. Ale co miał o tym wiedzieć Alexander? Myślał o tym, że Cassie oszukała jego, i miał rację. Ale nie oszukiwała klientów. Płacili za konkretną usługę i ta usługa była odpowiednio wyceniona przez pośredniczącą agencję. Cassie ją wykonywała, a potem odbierała zapłatę. Wszystko było jasne dla wszystkich. Nie różniło się to wcale od wypożyczalni sprzętu - coś za coś, jak to w biznesie.
- Co? - słowa mimowolnie opuściły jej usta, gdy zawładnął nią szok wywołany słowami mężczyzny. Jak mógł myśleć, że traktowała go jak kolejnego klienta? To znaczy - mógł, dała mu właśnie powód i w tym sensie rozumiała, ale jej serce zabolało, że m ó g ł podważyć jej uczucia. - Oczywiście, że nie miałam podobnie, nawet tak nie mów... - zaprzeczyła, jednak typowo ciepłym, kasiowym głosem. Było jej tak przykro, że doprowadziła do takich wątpliwości po jego stronie. - Chcę żebyś rozumiał, że praca to przykry obowiązek, tylko tyle... A życie prywatne to co innego. Z tobą to co innego - westchnęła, chowając twarz w dłoniach, bo nie miała już pomysłu jak wytłumaczyć się Alexandrowi. Dlatego, że dobre wytłumaczenie nie istniało - niepodważalnie zrobiła coś złego, zarówno w sensie federalnego prawa, jak i własnego systemu wiary, jak i domyślnych zasad wierności w związkach.
- Naprawdę chcesz to wszystko wiedzieć? - wymamrotała zrezygnowana. Zupełnie szczerze - nie chciała brnąć w kretynizm sekretów, ale jednocześnie nie uważała, że większa wiedza dobrze mu zrobi. Domyślała się, że jego wyobraźnia w tej chwili szalała, a większa ilość detali miała to tylko pogorszyć. Kontynuowała dopiero, gdy jakkolwiek skinął głową czy potwierdził. - Nie wiem ilu dokładnie, nie liczyłam... Każdy wyjazd jest inny. To wysoko postawieni, bardzo bogaci mężczyźni, cenią sobie dyskrecję... Ale większość to stali klienci, wracali regularnie przez kilka lat, więc wiem o nich więcej - bezradnie wzruszyła ramionami. Nie wiedziała czy wyobrażał sobie że stała bez majtek przy ekspresowej na wylocie z miasta, czy że przed seksem dawali jej do sprawdzenia dowody osobiste? Mogła kogoś albo rozpoznać po wyglądzie, albo czegoś się domyślić, albo poskładać zlepki informacji rzucone to tu, to tam. - Ten był nowy. A nawet, gdybym go znała... Stało się.
Opowiadanie o tym było tak poniżające, tak upokarzające, że niemal czuła jak ze wstydu zapada się w materacu i znika na zawsze. Zaciskała jednak zęby i odpowiadała, bo czuła, że po takim czasie ukrywania prawdy - zasługiwał na szczerość. Nawet mimo tego, z jaką trudnością każde słowo opuszczało jej gardło.
- Mam wrażenie, że ignorujesz istotną kwestię.. - zaczęłą ostrożnie, przesuwając po jego sylwetce smutnym wzrokiem skopanego szczeniaczka. - Nie chciałeś związku. Nie chciałeś rozmawiać o wyłączności. Nie chciałeś chodzić na randki. Dawałeś mi do zrozumienia, że nie chcesz deklaracji, nie chcesz zobowiązań... To nie było bez znaczenia, Xander. Potem raz, pierwszy i ostatni, powiedziałeś że jesteśmy r a z e m i że przedstawisz mi przyjaciela. A chwilę później nakrzyczałeś na mnie za nic i przestałeś się odzywać. Kiedy miałam z tobą porozmawiać?

alexander kensington
kasia
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
40 lat/a, 185 cm
czasami gangus, czasami ochroniarz Harrah’s Casin
Awatar użytkownika
Whispers of life
In the bleak midwinter
Chciał jej wierzyć, ale miał w sobie masę niepewności; zawiódł się równie mocno, co wtedy, gdy wracał do ojczyzny po służbie. — Cassie, postaw się na moim miejscu. — mruknął, wypuszczając głośno powietrze. — Co zrobiłabyś, gdybym to ja sypiał z innymi kobietami? Nawet bez uczuć? — zapytał, dając jej przestrzeń do wypowiedzenia się.
Twierdzącym kiwaniem głowy dawał dowód, że tak, chciał wiedzieć wszystko. Życie w niewiedzy sprawiłoby, że w jego głowie tworzyłyby się tysiące nierealnych scenariuszy, a tego, jeśli w ogóle istniała jakaś wspólna przyszłość, naprawdę chciał uniknąć. Gdy słuchał o klientach, nie czuł już obrzydzenia — przebijała przez niego złość, że rzeczywistość była tak przykrym obrazem.
Masz jego nazwisko? — zapytał, zaciskając dłonie w pięści. Musiał się na kimś wyżyć, dlatego wybrał oprawcę Cassie. — Na pewno masz coś, co pozwoli go zidentyfikować. — dodał, pierwszy raz wpatrując się w Barker dłużej niż parę sekund.
Miała rację. Wpierw nie stawiali sobie żadnych określonych granic i nie definiowali relacji; ot, mieli być jedynie czymś, co zapełniało pustkę. Dopiero pojawiające się uczucia wywróciły wszystko do góry nogami i sprawiły, że znaleźli się w obecnej sytuacji.
Muszę to sobie poukładać. — powiedział, odwracając wzrok. Tu i teraz nie było właściwe; tu i teraz musieli być cicho, bo w drugim pokoju spała Kaia, co nie pomagało w rozwiązaniu problemu, bo Mała w każdej chwili mogła się obudzić i zobaczyć ich w naprawdę przykrej sytuacji.
Podnosząc się z ziemi, podszedł do Baker. Kucając przed kobietą, dotknął jej dłoni; czuł, że miejsce u styku ich ciał paliło tak, jakby włożył rękę do wody święconej lawy. — Potrzebuję trochę czasu, żeby to przeprocesować. Żeby dojść do tego, co mówisz; że nie rozmawialiśmy o wyłączności. — to powiedziawszy, zabrał dłoń. Nie ulegało wątpliwości, że uczucia nie wyparowały nagle; wciąż tam były i dlatego Kensington miał taki mętlik.
Ale to nie tak Cassie, że wszystko, co powiedziałem wcześniej, przestaje mieć znaczenie. Jesteś dla mnie ważna, nadal. — zapewnił. Nie kłamał, nadal była dla niego cholernie istotna. Dodatkowo, Xander miał pełen obraz sytuacji — bo przecież nie tylko ona nie mówiła o małym sekrecie; on też, swoim zachowaniem, występował przeciwko wszystkim wartościom, które były ważne dla niej. Bo czy nie zamordował z zimną krwią Roba, a później, jak gdyby nigdy nic, chodził z Cassie i Kaią i zbierał cukierki? Ano zamordował.
Czy nie wcisnął jej kitu, że dzielnie bronił wypożyczalni, gdy tak naprawdę został dźgnięty nożem podczas swojej mało legalnej pracy i bynajmniej nie był w szpitalu, bo zszywał go szemrany weterynarz, który motał się między dobrem a złem? To również miało miejsce.

Cassie Barker
dzban nad dzbanami
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
23 lat/a, 175 cm
mama czterolatki i studentka pielęgniarstwa na uniwersytecie NO
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Stawiała się na jego miejscu wielokrotnie, szczególnie w pierwszej połowie ich relacji - nigdy jednak nie pisnęła słówkiem na ten temat, ponieważ mieli niepisaną zasadę milczenia i niezadawania pytań. Teraz walczyła ze sobą - powiedzieć, czy nie powiedzieć? Z jednej strony obawiała się pogorszenia sytuacji, z drugiej jeśli kiedykolwiek miał być moment na całkowitą szczerość, ten wydawał się dość dobry. Trudno. Wygrały emocje. — Wcale nie byłam pewna, że nie sypiałeś. Z uczuciami czy bez — wyznała słabo. Dla takiej miękkiej kluchy jak Kasia, rewelacje ostatniej godziny były doznaniem iście piekielnym. Czuła dudniące w piersi serce, jakby zaraz miało się zatrzymać. Pulsowanie pod czaszką, chłód dłoni… — Nie chciałeś o sobie opowiadać. Nie chciałeś żebym pytała. Kilka razy znikałeś w nocy… — zauważyła niejeden szczegół, jednak w całej swojej naiwności nie potrafiła prawidłowo połączyć kropek. Jak każdej kobiecie w podobnej sytuacji, przyszło jej rozwiązanie najbardziej oczywiste, najczęstsze. — Myślałam, że może masz… Żonę… I spotykałam się z tobą nadal… I jak to o mnie świadczy?
Zaszlochała raz jeszcze, ze smutku i z upokorzenia, z tego że była nie tylko kurwą, dziwką z tytułu pracy. Ale i w życiu prywatnym postanowiła zignorować pomysł o tym, że Alexander komuś innemu obiecał wieczność i wierność. Bo, jak już powiedziała - była zdesperowana, by Xander został przy niej choć trochę dłużej. Zdesperowana, by go przy sobie zatrzymać.
Mam, ale co z tego? Nie chcę zgłaszać tego, co się stało. Dostałam… Odszkodowanie. A poza tym trudno być ofiarą kiedy popełnia się przęstepstwo — szepnęła. Ponieważ nie znała prawdy o zawodzie Kensingtona, mogła jedynie przypuszczać, że chciał doprowadzić mężczyznę do konsekwencji drogą prawa. Ta opcja była jednak wykluczona.
Gdy ponownie przed nią kucnął czuła, że przegrała.
Że właśnie, mimo głupiej nadziei i jego deklaracji, traciła go bezpowrotnie. Zasłużyła sobie na to - i to było najgorsze, a zarazem z całej siły chciała temu zapobiec.
Rozumiem — powiedziała jednak, bo co mogła zrobić? Co mogła powiedzieć, skoro jej zdaniem Alexander miał rację reagując w ten sposób? — Obiecaj, że jeszcze porozmawiamy. Że to nie koniec. Że nie znikniesz… — niemal jąkała się w panice, przerażona, że Alexander po prostu nigdy więcej się do niej nie odezwie. Mimo tego, że wciąż uważał ją za ważną - będzie z dystansu leczył się po tej relacji. Kasia nie potrafiła przyjąć takiego wariantu. To nie mógł być koniec. — Obiecaj. Proszę.

alexander kensington
kasia
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Przyjezdn*
40 lat/a, 185 cm
czasami gangus, czasami ochroniarz Harrah’s Casin
Awatar użytkownika
Whispers of life
In the bleak midwinter
Tak samo źle jak o mnie. — W ich relacji nie ma jednego winowajcy; a nawet, gdyby trzeba było się na takowego zdecydować nie jest nim Cassie, a Xander. To on jest prawdziwym potworem, który bez ceregieli manipuluje i osiąga postawione przez siebie cele. i o tym wie.
Baker ma rację, a Kensington nie może powiedzieć niczego na swoją obronę. — W tym wszystkim zapomniałem o tym, jak zachowywałem się sam. — przyznaje, nie mogąc znieść tego, że kobieta znowu płacze. Nienawidzi jej łez, bo spływające po policzkach krople poruszają jego lodowate serce.
Daj mi je. — mówi pewnie. Chce dane, by wymierzyć sprawiedliwość na swój sposób. M U S I ukarać tamtego człowieka, żeby móc ruszyć dalej, bo odszkodowanie nie jest wystarczające. — Muszę wiedzieć. — siła głosu słabnie, bo Xander przypomina sobie, że w drugim pokoju śpi Kaia. — Nie miał prawa cię uderzyć, cokolwiek zrobiłaś, nie zasługiwałaś na taką krzywdę. — niespodziewanie zmienia front. Nie umie się o nią nie troszczyć; nawet jeśli chwilę temu czuł narastające obrzydzenie, Cassie wciąż jest jego — wciąż jest niesamowicie ważna, bo się przed nią otworzył.
Obiecuję. — zapewnia, a w ramach dobitniejszego potwierdzenia, że słowa niosły za sobą wartość, podnosi się i łączy ich usta w pocałunku. Czuje, jak dzięki czułości zalewa go fala ciepła; ciepła tak potrzebnego w jego lodowatym życiu. Odsuwając się od Baker, kładzie dłoń na jej policzku. — Nie zniknę na tak długo, masz moje słowo, Cass. — dodaje, posyłając jej uśmiech. Jedno jest pewne — musi wyjść, żeby rozładować kumulujące się w nim napięcie; Xander musi w coś uderzyć, coś zniszczyć lub na kimś się wyżyć, bo lawina emocji zaczyna go przygniatać i ma coraz mniej powietrza. — Wrócę jutro. — podaje, realnym terminem chcąc udowodnić jej, że nie wszystko stracone; że nie będzie musiała zachodzić w głowę tygodniami, gdzie jest i co robi. Musi jedynie ochłonąć, a przy Cassie i Kai ma zmniejszone pole do popisu.
Powoli odsuwa się od Baker i posyła jej ostatnie uważne spojrzenie. Wie, że robi dobrze; wie, że musi wyjść, żeby nie doprowadzić do tragedii i nie zaprzepaścić relacji. Podejmuje decyzje o odwróceniu się do niej plecami i robi pierwszy krok; po nim wykonuje kolejne — wychodzi wpierw z sypialni, potem z mieszkania Cassie.
Wsiada do auta i uderza dłonią w kierownicę, a z jego ust wydostaje się wiązanka przekleństw. Uspokajając się, sięga po papierosa i telefon; nawet jeśli Baker nie podała mu danych, gorączkowo przeszukuje kontakty, licząc, że natrafi na osobę, która będzie mogła mu pomóc.
Koniec
Cassie Barker
dzban nad dzbanami
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Zablokowany

Wróć do „Rozgrywki”