ODPOWIEDZ
Miejscow*
40 lat/a, 164 cm
Pani prawnik Rodzinna kancelaria
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
#7
OUTFIT Nie mogła ominąć balu, nigdy by sobie tego nie wybaczyła, no i już miesiąc temu kupiła sukienkę na tę okazję, miała by zmarnować się wisząc w szafie bo pan Hale nadwyrężył plecy na siłowni i dzisiejszego poranka ledwo mógł podnieść się z łóżka? No nie to nie był żaden powód by zostać z nim w domu i grać dobrą żonę. Oczywiście, że przygotowała mu kąpiel, rozmasowała nawet obolałe mięśnie i zamówiła jedzenie by nie kręcił nosem, ale nie miała zamiaru niańczyć go cały dzień i tym samym ominąć bal. Oczywiście, że w pierwszej chwili nie chciał puścić żony samej, tak ciągle bywał jeszcze zazdrosny ale gdy zapewniła go, że będzie w dobrych rękach i pójdzie razem z córką to mężczyzna odetchnął i przestał szukać już jakichkolwiek wymówek. Tylko, że gdy już wszystko było gotowe, a ona wyszykowana od stóp do głów, Florence napisała jej, że zmienia plany i ostatecznie nie pojawi się na balu. Czy powinno ją to dziwić, przecież nie pierwszy i nie ostatni raz córeczka wystawiła ją do wiatru. Jakby los celowo rzucał jej kłody pod nogi i może faktycznie powinna zejść na ziemię i zostać w domu, ale Harriet nie z takimi problemami sobie radziła. Z resztą Flo wspomniała coś o swojej przyjaciółce, Marii. Harriet bardzo lubiła tą dziewczynę, studentkę prawa z resztą a i znacznie bardziej wolała towarzystwo jej niż swoich własnych przyjaciółek, które pewnie znowu by się upiły i narobiły jej wstydu. Do tego nadawały się jak nikt inny. Baby po czterdzieste a klasy często za grosz.
Harriet wynajęła samochód, oczywiście, nie miała zamiaru bawić się w kierowcę i późnym wieczorem zjawiła się na balu, w drodze tutaj zabrała też koleżankę Florence, żeby dziewczyna nie musiała tracić pieniędzy na taksówkę. Miała z pewnością ważniejsze wydatki w jej wieku.
- Wiedziałam, że Florence wykręci się z tego balu ale cieszę się, że dzięki temu możemy się poznać bliżej. - uśmiechnęła się w kierunku Marii wchodząc do środka i od razu kierując się w stronę sali balowej gdzie odgrywała się cała impreza. - Przypomnij mi na którym roku studiów jesteś? - zapytała, jasne no przecież nie była by sobą gdyby do rozmowy nie wplotła trochę prawniczej prywaty, miód na jej serce.
- Masz chłopaka? Bo jeśli nie to możemy i tym szybko się zająć. Taki bal to wspaniała okazja do poznania kogoś wartościowego. - mrugnęła do niej zbierając po drodze kieliszek wina z tacy kelnera, który akurat przechodził. Oczywiście, że jeden zabrała również dla Marii, przecież dziewczyna przyszła się tutaj dobrze bawić, a nie oglądać tylko małpy w zoo, tak bo bogacze właśnie w taki sposób najczęściej się zachowywali. Mając kasę, często też nie mieli klasy i ogłady, ale co poradzić, taki mieliśmy klimat. - To syn burmistrza, bardzo miły chłopak no i przystojny. - delikatnie skinęła w stronę młodzieńca, który stał kilka metrów dalej. Oczywiście, ze nie miała by nawet oporów przedstawić go Marii, ale wpierw musiała poznać jej zdanie, by specjalnie nie wychodzić przed szereg. Chociaż Harriet miała już to do siebie, że lubiła szybko działać i też często bez zastanowienia, szczególnie gdy więcej wypiła, więc niech lepiej Marie uważa bo nawet jakieś zaręczyny pani Hale była w stanie tu zaaranżować.

Marie Lafontan
AM
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
22 lat/a, 165 cm
stażystka Bloom Legal
Awatar użytkownika
Whispers of life
Baby, don't be scared
Want you everywhere
Catch you if you fall
I mean it

Jako członkini Magnolii, nie wyobrażała sobie, by nie pojawić się na balu. Wiedziała, że bal maskowy będzie idealną okazją do poznania ważnych ludzi, z którymi znajomości za kilka lat będą mogły jej się przydać. Wiedziała również, że pojawi się tutaj cała jej rodzina, a przynajmniej matka, która uwielbiała obracać się w tego typu towarzystwie. Wszędzie gdzie był przepych i bogactwo, była też ona; jak zawsze wystrojona i błyszcząca bardziej niż diamenty, które miała na szyi i palcach. Swoją matkę, Marie poznała niemalże od razu.. Blondynka wyróżniała się na tle reszty gości; mimo tego, że każdy prezentował się elegancko, a maski wyglądały wręcz obłędnie, panią Lafontan poznałaby nawet we kapturze. Roztaczała wokół siebie wyjątkowo charyzmatyczną aurę, śmiała się najgłośniej z towarzystwa i zawsze otaczała się gronem wpływowych znajomych, którzy nazywali ją królową diamentów. Jaka szkoda, że cały ten biznes opierał się na nielegalnie zarobionych pieniądzach, ale czy kogokolwiek poza Marie-Elizabeth to interesowało? Uważała, że nie.
Nie miała osoby towarzyszącej na bal; zamierzała iść sama, albo w ostateczności z matką, lecz wybawieniem okazała się Harriet – matka Florence, dobrej koleżanki Marie. Cały ten układ z przejazdem był jej na rękę; nie musiała zajmować się wynajęciem kierowcy, ponieważ Harriet oznajmiła, że zapłaci. Faktycznie, Marie miała inne wydatki, jak to na ogół bywało z młodymi kobietami w jej wieku. Wolała wydać te pieniądze na nowe ubrania i kosmetyki, tym bardziej, że przecież czekał ją niebawem wyjazd do Palermo, a tam zamierzała zaszaleć, jak nigdy. Dokładnie rozplanowała sobie cały plan wycieczki, zapisując w nim warte zwiedzenia miejsca i oczywiście najwyżej oceniane hotele, bo przecież nie zamierzała kisić się w przydworcowym pensjonacie z całą tą biedotą, z którą nie chciała mieć absolutnie nic wspólnego. Oszczędzać też nie musiała, więc nie widziała żadnego problemu w wydaniu większej kwoty, niż jej rówieśniczki.
Marie podobnie jak matka, miała w sobie charyzmę i pewność siebie, które wręcz od niej biły. Założyła tego wieczora srebrną, błyszczącą sukienkę, czarną, nieco za dużo marynarkę, kapelusz i wysokie buty na obcasie w srebrnym kolorze. Włosy rozpuściła, choć były zakręcone bardziej, niż zwykle, co oznaczało, że poświęciła dość dużo czasu, by przed wyjściem je wystylizować. Włosy Marie były naturalnie kręcone, więc na szczęście mogła więcej czasu poświęcić na makijaż, niż fryzurę. Szła przed siebie z dumnie uniesioną głową, obserwując zebrane osoby zza czarno-srebrnej maski, idealnie dobranej do sukienki i kapelusza. Błękitne, podkreślone przez makijaż oraz maskę oczy, świdrowały uważnym spojrzeniem gości, na których powinna bardziej uwagę. Zarówno ona jak i Harriet prezentowały się wyjątkowo dobrze, można by było nawet użyć określenia jak matka i córka, gdyby faktycznie były ze sobą spokrewnione. Klasa sama w sobie.
— Mam wrażenie, że Florence nie przepada za tak dużymi wydarzeniami. — Odparła, posyłając Harriecie łagodny uśmiech. Nie była pewna, czy młodsza Hale czułaby się tutaj dobrze. Ostatnio miała na głowie nieco inne rzeczy niż tego typu imprezy i Marie podejrzewała, że wolała zostać w swoim mieszkaniu, by przemyśleć kilka rzeczy.
— Czwartym. Mam staż aktualnie w Bloom Legal. Muszę przyznać, że czuje się tam świetnie, mam dobrych współpracowników i przełożonego. Nie jestem też dziewczynką na posyłki, mam wgląd w trudniejsze i łatwiejsze sprawy, więc myślę, że jak skończę magisterkę, będę przygotowana do pracy w zawodzie. — Odpowiedziała na pytanie, mówiąc o studiach prawniczych jak o spełnieniu najskrytszych marzeń. W pewnym sensie tak było; naprawdę zamierzała oczyścić świat z trudnych przypadków, których miejsce, przede wszystkim było w więzieniu.
Została zaskoczona propozycją szukania chłopaka i chciała grzecznie odmówić, ale z drugiej strony... Dlaczego miałaby sobie nie pozwolić na, choć odrobinę rozrywki? Na sali było wielu przystojnych facetów; nawet tych starszych. Odebrała od Pani Hale kieliszek z winem, kiwając w geście podziękowania głową. Upiła łyk słodkiego wina, delektując się bukietem smaków. Musiała przyznać, że to wino było... Wyjątkowo smaczne.
— Nie mam chłopaka. Trudno mi trafić na kogoś, kto będzie, choć po części podzielał mój światopogląd, a uważam, Pani Hale, że jest to dość ważne w budowaniu związku. — Naprawdę było to trudne. Wzbudzała zainteresowanie, ale nie mogła trafić na nikogo odpowiedniego. Nieszczególnie robiło jej to problem, ale podczas takich rozmów, często zastanawiała się nad tym, co odpowiedzieć.
— Burmistrza? Myślałam, że burmistrzyni ma tylko córkę... — Nawet nie udawała zaskoczenia; to, które wymalowało się na twarzy Marie, było rzeczywiste.


harriet vaughan-hale
Na pewno nie Isa
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
40 lat/a, 164 cm
Pani prawnik Rodzinna kancelaria
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
To było ważne wydarzenie, takie o którym z pewnością będzie głośno jeszcze przez najbliższe kilka tygodni. Przegapić je było by niewyobrażalnym wstydem, szczególnie dla śmietanki towarzyskiej Nowego Orleanu. Harriet nie przywiązywała co prawda wielkiej wagi do takich wydarzeń, ale lubiła się czasem pokazać, zaznaczyć w jakiś sposób swoją obecność w tym świecie. Tak by jednak nikt o niej nie zapomniał. To był też ni jako rozgłos dla ich kancelarii rodzinnej a może i sposób na pozyskanie zamożnym klientów i nie żeby im takich nie brakowało. Jednak Harriet ciągle lubiła piąć się w górę i nie osiadać na laurach. Lubiła wyzwania, chociaż po dobrych piętnastu już latach spędzonych na sali sądowej niewiele mogło ją jeszcze zdziwić. Ludzie w obecnych czasach często pozywali się pod byle pretekstem, tak po prostu by udowodnić swoją racje w sądzie, jakby była to swego typu rozrywka, ale kto właściwie zrozumie bogatych ludzi i ich wybujałe fantazje. Grunt, że sponsorowali jej wakacje i kolejne torebki z wyższej półki, bo właśnie na tego typu ludziach można było najwięcej zarobić. A reszta nie miała większego znaczenia, niesienie misji czy dochodzenie do sprawiedliwości, nie Harriet już dawno przestała o to dbać, z wiekiem i coraz to większym stażem zobaczyła, że to jednak nie jest fajny świat i trzeba było często grać nie czysto by zwyczajnie przetrwać.
- Ważne to mieć pasję i dużo cierpliwości, oj zdecydowanie bo bez niej nie przetrwasz w tym świecie. Dobry staż to połowa sukcesu, często stażyści przez całe lata szkoły wypełniają papierki i tyle. A gdy zostają wrzuceni na głęboką wodę to nagle ten świat staje się dla nich największym przekleństwem i równie szybko rezygnują. - westchnęła upijając nieco wina z kieliszka, który trzymała ciągle w dłoni. Nie każdy kto poszedł na prawo je skończył, nie każdy też się do tego nadawał a kluczem jednak było znaleźć swoje miejsce na ziemi, swoją pasję by praca nie stała się tylko przykrym i koniecznym obowiązkiem. - Rodzice są pewnie z Ciebie dumni. - uśmiechnęła się delikatnie w jej stronę, bo sama miała takie marzenia, zostać mamą dumnej pani prawnik. Ale Florence obrała inną drogę w życiu i niewiele mogła na to poradzić.
- Chyba ma to po ojcu, on też nie lubi wychodzić, szczególnie na tego typu wydarzenia. Dzisiaj akurat jego wymówką były plecy, a mówiłam, że mięśniaków o połowę młodszych z siłowni nie przeskoczy, ale on zawsze wie lepiej. - cicho westchnęła, znowu rozglądając się po sali. Upór jej męża często ją zaskakiwał, albo sam fakt jak trudno było mu się pogodzić z pewnymi rzeczami a dokładnie latami, które jednak płynęły nie ubłaganie. Był po czterdzieste a często zachowywał się jak młodzieniaszek, a w pewnym wieku jednak wypadało nawet przystopować, tak po ludzku.
- Oczywiście, partner musi Cię rozumieć, tak jak Ty jego. Miłość to nie wszystko, zrozumienie to również ważna kwestia, musicie kierować się podobnymi wartościami. Mimo iż czasem masz go ochotę udusić gołymi rękami i zakopać w ogródku, zagarniając całą kasę z ubezpieczenia. - może aż nad to się rozkręciła, ale cały swój wywód ostatecznie zakończyła z lekkim uśmiechem na ustach. Miłość była piękna, często też i trudna, ale nic co wartościowe nie przychodziło z łatwością. - Znajdziesz tego jedynego, grunt to się cenić. - dodała nieco baczniej przyglądając się chłopakowi, którego jeszcze chwile temu Harriet przedstawiła Marii jako syn burmistrza, a może dyrektora szpitala? Miała ciągle i niezmiennie słabą pamięć do twarzy, co poradzić.
- Chyba masz rację. - roześmiała się patrząc na Marię zupełnie bezradnie. - To syn dyrektora szpitala. Albo mojej dawnej gosposi. Grunt że jest przystojny a to też ważne, każda z nas czasem potrzebuje drobnej rozrywki. A nie zawsze uroda idzie w parze z zamożnością. - dopiła właściwie na raz swoje wino i przeszły z Marią w głąb sali balowej. Może i szukając nowej potencjalnej ofiary.
- Florence się z kimś spotyka? - zapytała nagle, właściwie tak o znikąd. Może chciała zastosować formę zaskoczenia i tym samym szybciej uzyskać odpowiedź na pytanie, które już od dłuższego czasu ją nurtowało. Szczególnie, że jej córka do specjalnie wylewnych typów osób nie należała, wszystko trzymała w sobie. A jej przyjaciółka powinna być dobrym źródłem informacji.

Marie Lafontan
AM
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Mistrz Gry
200 lat/a, 170 cm
Mistrz Gry w NOLA
Awatar użytkownika
Whispers of life
Here is the day, we must welcome it with a song.
MIDNIGHT SOIREE
A GLIMPSE INTO PROHIBITION ERA
Rozmowę przerwał wam kelner, który niespodziewanie postawił przed wami tacę z dwoma drinkami w krwistoczerwonym kolorze.
— Od panów przy tamtym stoliku — kelner wskazał ręką na jeden ze stolików, przy którym siedziało dwóch mężczyzn uśmiechających się mocno wystającymi kłami. Między drinkami znajdowała się złożona karteczka napisana równie krwistoczerwone atramentem, co i drinki.

“Drogie panie, macie przepiękne uśmiechy. Zapraszamy do naszego stolika!”

Przyjmiecie drinki i zaproszenie czy oddalicie się bez reakcji?

Miejscow*
22 lat/a, 165 cm
stażystka Bloom Legal
Awatar użytkownika
Whispers of life
Baby, don't be scared
Want you everywhere
Catch you if you fall
I mean it
Spotkania tego typu, pozwalały Marie zdobywać nowe znajomości, które mogą w przyszłości okazać się przydatne. Kombinowała na wiele sposobów, by jakoś wbić się w ten świat całej śmietanki towarzyskiej i zdobyć cennych sojuszników, którzy mogliby okazać się pomocni w przypadku ostatecznego starcia z ojcem, czy otworzeniu własnego biznesu. Planów miała sporo; można nawet powiedzieć, że zbyt dużo, jak na swój młody wiek. Ambicje Lafontan od zawsze były absurdalnie wysokie. Starała się sumiennie realizować wyznaczone przed siebie cele, dopóki nie poczuje satysfakcji i zadowolenia ze swoich sukcesów i osiągnięć. Ojciec nauczy ją, że niezależnie od planów, jedną z najważniejszych rzeczy, było zadbanie o opinię publiczną, oraz zdobycie przychylności ważnych osób. Umocnienie swojej pozycji w życiu społecznym, otwierało znacznie więcej możliwości rozwoju, niż stanie na uboczu. Dlatego mijając znajomych rodziców, uśmiechała się wyjątkowo ładnie, a gdy nadarzała się okazja na wejście z kimś w rozmowę; nie próżnowała.
— W przyszłości chciałabym zostać prokuratorem, więc przede mną jeszcze trochę nauki. Ukończenie tylko i wyłącznie prawa i uzyskanie stopnia prawnika, to dla mnie wciąż za mało. Jest to opłacalny zawód i bardzo szanowany, ale prokurator pełni ważną funkcję na sali rozpraw... A ja mam bardzo wysokie i silne poczucie sprawiedliwości. Jeśli miałabym pomóc oczyścić świat z fałszu i przemocy, zrobiłabym to bez zastanowienia. — Odpowiedziała z delikatnym uśmiechem, poprawiając czarny kapelusz, luźno nałożony na jasne włosy. W świecie Marie nie było miejsca dla przestępców, niezależnie od tego, czy były to drobne przestępstwa, czy te większego kalibru. Każdą zbrodnię i każdy punkt zapisany w kodeksie karnym, traktowała wyjątkowo poważnie.
Słysząc, że rodzice zapewne są z niej dumni, posłała pani Hale półuśmiech.
— Mama tak. Tata? Myśli, że albo ja, albo moja siostra, przejmiemy jego biznes. Zajmuje się jubilerstwem. Połowa tych kobiet, tutaj na sali, jak nie znaczna większość, nosi na sobie biżuterię, która wyszła spod rąk mojego ojca i jego pracowników. Można powiedzieć, że w tym momencie nie ma dla niego konkurencji na rynku zawodowym. — Co bardzo irytowało Marie, bo może, gdyby zaczął jakąś mieć, z jego ust zniknąłby ten irytujący, wyjątkowo pewny siebie uśmiech, który doprowadzał młodą Lafontan do szaleństwa. Nie lubiła, gdy uśmiechał się w ten sposób.
Zaśmiała się na wspomnienie o mężu i pokręciła głową.
— Czyli pan Hale był na siłowni i trochę naciągnął mięśnie? To faktycznie przykre. — Przysłoniła usta dłonią, by stłumić kolejną falę śmiechu, która miała niebawem przyjść. W pewnym wieku niektóre rzeczy przychodziły trudniej, ale cóż można było na to poradzić? Niewiele. Taki był po prostu świat i przede wszystkim, należało żyć zgodnie z panującymi na nim zasadach.
— Gdyby nie to, że istnieje ryzyko pójścia do więzienia na jakieś dwadzieścia lat, to uduszenie mogłoby być nie najgorszym pomysłem. — Zażartowała.
Miała wrażenie, że gdzieś między stolikami mignęły jej znajome osoby, lecz nie bardzo była w stanie określić, kto dokładnie. Nie zdążyła nawet nad tym pomyśleć, ponieważ za chwilę do niej i Pani Hale, podszedł kelner z dwoma kieliszkami wypełnionymi drinkiem o czerwonym kolorze. Wzięła jeden z kieliszków, a drugi podała Harriet. Sięgnęła również po złożoną kartkę, którą za chwilę przeczytała. Automatycznie odwróciła głowę w stronę siedzących przy stoliku mężczyzn, posyłając im delikatny uśmiech.
— Pani Hale... Co Pani uważa o tej organizacji? Bo powiem szczerze, ja mam dość mieszane uczucia, ale doceniam to, że działają w dobrej wierze. Uważam jednak, że są zbyt krzykliwi. Wampirze kły nieszczególnie są tym, co chciałabym oglądać. Chętnie bym jednak z nimi porozmawiała. — Odezwała się, pokazując kobiecie kartkę, by mogła zapoznać się z jej treścią.
Blondynka nie wykonała jednak żadnego ruchu, którym mogłaby oznajmić nieznajomym, że jest zainteresowana ich towarzystwem. Wolała poczekać na podjęcie decyzji przez Harriet.


harriet vaughan-hale
Voodoo Queen
Na pewno nie Isa
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
40 lat/a, 164 cm
Pani prawnik Rodzinna kancelaria
Awatar użytkownika
Whispers of life
I’m not sure, but I’m almost positive, that all music came from New Orleans.
Maria miała wysokie ambicje, Harriet w jej wieku myślała bardzo podobnie. Chciała zbawiać świat, łapać przestępców, chociaż nie dosłownie i wsadzać ich za kratki, tam gdzie też było ich miejsce. Jednak nasze założenia, często mijały się z rzeczywistością. Praca prawnika nie była tylko czarno biała, były też szarości i czasem musieliśmy się zdobyć na ustępstwa i znacznie nadwyrężać swoje poglądy na dane tematy by utrzymać się na powierzchni, to nie było łatwe, tym bardziej przyjemne ale i często konieczne.
- To bardzo ambitne i życzę Ci jak najlepiej, jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy to śmiało możesz się do mnie zwrócić, na początku nie jest łatwo ale z czasem jest tylko lepiej, grunt to nie osiadać na laurach i ciągle piąć się w górę. Ale widzę to w Tobie, że masz wiele determinacji. - uśmiechnęła się delikatnie, nie chciała burzyć marzeń młodej dziewczyny, która dopiero wchodziła w ten świat. Musiała wszystkie doświadczyć na swojej skórze, wiele jeszcze zobaczyć i zmierzyć się z różnymi sytuacjami by mogła faktycznie stwierdzić czy ten świat był dla niej. Ale nie brakowało jej pewności siebie a to się chwali.
- Jubilerstwo nie jest dla Ciebie. Masz większe ambicje, Twoja praca musi być wyzwaniem. Z resztą rodzice nie mogą Cię do niczego zmusić. Też z mężem myśleliśmy, że całe nasze potomstwo pójdzie w stronę prawa a okazało się zupełnie inaczej, nie możemy im narzucać tego kim chcą zostać, z pewnymi rzeczami musimy się pogodzić. wzruszyła ramionami, akurat w tej kwestii była bezsilna, nic nie mogła zrobić. Chciała innej przyszłości dla swoich dzieci, ale do niczego ich zmusić nie mogła. Grunt, że byli szczęśliwi i robili to co naprawdę kochają. A reszta jakoś się ułoży.
- A mężczyzna w potrzebie jest gorszy niż niemowlak, próbował mnie nawet namówić na zostanie w domu, jakby w między czasie jak mnie nie będzie, już wybierał się na tamten świat. - pokręciła głową z lekkim rozbawieniem, bo nie mogła zaprzeczyć, że było to w jakiś sposób zabawne, może nie dla samego poszkodowanego, ale dla niej owszem. Z resztą ile razy Aron z ledwo podwyższoną temperaturą czy lekkim skaleczeniem, spisywał już testament bo był pewny nie dożyć już kolejnego dnia. Mężczyźni z natury lubili pewne rzeczy wyolbrzymiać i naprawdę Harriet już dawno przestała się tym przejmować. Ona prawie urodziła dziecko na sali sądowej bo przecież praca nie mogła poczekać. Ale kobiety z natury miały wyższy próg bólu i tutaj nie ma co się oszukiwać.
- Dziesięć za dobre sprawowanie, ale musisz mieć ogarniętego prawnika. - mrugnęła do niej i nie żeby kiedykolwiek to sprawdzała, raz miała po prostu okazję prowadzić taką sprawę, mąż nadział się jej na nóż, oczywiście, ze nie umyślnie, ale był pieprzonym dupkiem, który niemal, ze codziennie ją tłukł, więc mu się należało. Sam wylądował w więzieniu na znacznie dłużej niż ona, kto by się spodziewał.
- Pokaż. - odebrała od Marii niewielkich rozmiarów kartkę, wypełnioną starannym pismem a później spojrzała w stronę stolika przy którym siedzieli adresaci. Może i byli od niej młodsi, może i znacząca wyróżniali się w tłumu, ale przecież miały się dzisiaj dobrze bawić, a nie stać pod ścianą jak stare wdowy. - Raz się żyję, przecież nas nie zjedzą. - delikatnie się uśmiechnęła i upijając nieco zaproponowanego przez panów drinka w jej ulubionym czerwonym kolorze, powiedźmy, że to czysty zbieg okoliczności, udały się w stronę ich stolika. Wampiry, miała równie mieszane uczucia co Maria, ale nie mogła z góry skreślać ludzi nie zamieniając z nimi uprzednio ani słowa. Chciała dać temu szansę a może i miło się zaszkoczyć.
- Witamy panowie, ciekawy wybór drinków, aż mam chęć zapytać skąd to zamiłowanie do czerwonego. - przystanęła przy stoliku, kładąc swojego drinka na blacie. Może wchodziła na grząski grunt, ale nigdy przynajmniej prywatnie nie miała do czynienia z tego typem ludzi, nie znała ich obyczajów, zainteresowań, nie wiedziała nawet jakimi są ludźmi. Słyszała jakiś plotki i często daleko idące rozważania, ale wolała zamiast wierzyć w plotki, wszystkiego przekonać się na własnej skórze, chociaż może i nie tak znowu dosłownie. Bo i zostać przekąską nie chciała.

Marie Lafontan
Voodoo Queen
AM
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Mistrz Gry
200 lat/a, 170 cm
Mistrz Gry w NOLA
Awatar użytkownika
Whispers of life
Here is the day, we must welcome it with a song.
MIDNIGHT SOIREE
A GLIMPSE INTO PROHIBITION ERA
Mężczyźni przy stoliku mogli mieć nie więcej niż trzydzieści pięć lat. Jeden z nich był blondynem o brązowych oczach, drugi brunetem z błękitnymi tęczówkami. Wyglądali bardzo elegancko, a ich stroje z daleka śmierdziały bogactwem. Każdy element był dopracowany do perfekcji, nie odstawała żadna nitka, nawet najmniejsze zagniecenie nie splamiło idealnie wyprasowanego materiału garnituru czy koszuli. Nawet maski na twarzach wyglądały tak, jakby były wykonane “na miarę”.
Brunet lekko zwilżył wargi, kiedy jedna z kobiet upiła łyka podanego drinka i uśmiechnął się szerzej. Gdy tylko pani Hale i pani Lafontan ruszyły w ich kierunku, obaj – jak na jeden sygnał – wstali od stolików i w tym samym czasie płynnymi ruchami palców zapięli dolne guziki marynarek.
Ça nous fait plaisir! – odezwał się z nienaganną francuszczyzną blondwłosy mężczyzna na powitanie starszej z kobiet.
Wie pani, jak to jest z gustami. Słabość do granatów bywa podejrzewana o niecne zamiary. – Ciemnowłosy mężczyzna pochylił się lekko do Harriet, jakby w ten sposób chciał zdradzić jej jakąś tajemnicę.
W międzyczasie blondyn bez większego skrępowania przesunął spojrzeniem po sylwetce najpierw jednej, później drugiej z kobiet, które zdecydowały się dołączyć do nich dzisiejszego wieczora. – Całe szczęście, że czerwień nie gryzie się ze srebrem… – hiperpoprawnie wypowiedział wszystkie zgłoski zawarte w wyrazie “gryzie”, a uśmiech kłami ani na sekundę nie schodził z jego ust.
Philippe Dashwood – brunet wskazał otwartą dłonią na siebie, bardzo subtelnie dotykając klatki piersiowej z lekkim skinieniem głowy – oraz mój serdeczny przyjaciel Conrad Wallace – dotknął bardzo delikatnie ramienia drugiego mężczyzny. – Jeśli nie mają panie planów na dzisiejszy wieczór, zapraszamy do naszego stolika. Gwarantuję – zapewniamy dużo lepsze towarzystwo niż nasi… kwiatowi przyjaciele – to mówiąc stuknął swoim kieliszkiem w kieliszek Harriet, aby zachęcić ją do dalszego picia, a w międzyczasie mężczyźni spojrzeli po sobie porozumiewawczo i wymienili drwiące uśmieszki zakładając z góry, że ani jedna, ani druga z kobiet nie może należeć do White Magnolias Club, skoro odważyły się podejść do wampirzych dziwadeł.

Miejscow*
22 lat/a, 165 cm
stażystka Bloom Legal
Awatar użytkownika
Whispers of life
Baby, don't be scared
Want you everywhere
Catch you if you fall
I mean it
Determinacja.
Uszczęśliwiał ją fakt, że Harriet tę determinację w niej widziała. Zawsze, gdy stawiała sobie jakiś cel, próbowała każdego sposoby, by go osiągnąć. Odgórnie zakładała, że nie było rzeczy, której nie była w stanie zrobić, co czasem, bywało frustrujące. Nie lubiła porażek i przyjmowała je z trudem, była jednak gotowa zatyrać się na śmierć, byle tylko osiągnąć sukces. Wielokrotnie siedziała po nocach, wkuwając gałęzie prawa, a następnego dnia jeździła z ojcem na spotkania z inwestorami, z których chciał podpisywać kontrakty. Musiała mu przyznać, że dbał o firmę bardziej niż o własne dzieci, a na rynku zawodowym był bezkonkurencyjny. Problemy mogły tylko pojawiać się w partii liberalnej, do której przynależał, bo w politykę, choć wszedł w niedawno, córka długiej kariery mu nie wróżyła. Być może dlatego, bo sama zamierzała wbić się w te kręgi, jak już będzie nieco starsza niż teraz i zdobędzie odpowiednie kwalifikacje prawnicze, by bez zająknięcia rzucać paragrafami i bazując na nich, dzielić się swoją argumentacją. Harriet dopiero usłyszała CZĘŚĆ jej planów, a gdzie reszta z nich? Jeszcze nie zdążyła się nimi podzielić.
— Dziękuję. Każda pomoc będzie potrzebna, więc chętnie skorzystam. Determinacja jest bardzo ważna, gdyby nie ona, prawdopodobnie już dawno przestałabym się uczyć. — Obydwie rzeczy, które powiedziała, były zgodne z prawdą.
Od dziecka przypatrywała się zachowaniom swoich rodziców. Zauważyła, że najwięcej uwagi poświęcają wysoko postawionym, znanym prawnikom, lekarzom i politykom. Starali się rozmawiać z każdym, lecz starannie pielęgnowali relacje z osoba, które najczęściej pokazywały się publicznie i po prostu były znane nie tylko w swojej branży, ale i ogólnie. Udzielali wywiadów, pisano o nich artykuły i mieli na koncie mnóstwo osiągnięć. W ten sposób była wychowywana i taki wzór dawali jej rodzice. Ona sama dzieliła znajomości na te ważne i ważniejsze, a gdzieś między pielęgnowaniem tych relacji, chętnie poznawała nowe osoby.
— Już nie mogą. Byli strasznie ograniczający, gdy byłam młodsza. Tata bardzo chętnie przekazywał mi swoją wiedzę i mam chyba jakieś pojęcie o każdym możliwym kamieniu szlachetnym, ale... Nie jestem zbyt cierpliwa. Muszę być między ludźmi i pracować bardziej umysłem. Rękodzieło to sztuka i podziwiam rodziców za te umiejętności, ale to zupełnie nie jest mój świat. Może kiedyś to do nich dotrze. — Odpowiedziała z delikatnym uśmiechem.
Swojego czasu miała problem z dogadaniem się z rodzicami. Oni mieli inny plan na przyszłość córek, a córki miały inny plan na własną przyszłość, niż rodzice. Ostatecznie żadna z nich nie poszła w kierunek jubilerski i Marie nawet nie miała pojęcia, czy Charlotte w przyszłości zamierzała się w tej dziedzinie w jakikolwiek sposób odnaleźć. Marie o tym nie myślała.
Zaśmiała się, słysząc o mężczyźnie gorszym od niemowlęcia.

Doświadczenia z dziećmi nie miała żadnego. Miała w rodzinie kilka osób, które miały małe dzieci, ale rzadko utrzymywali kontakt. Działo się tak głównie z tego względu, że tamta część rodziny mieszkała na co dzień w Paryżu, a w Stanach bywali okazjonalnie. Właściwie, z całej rodziny, tylko jej rodzice podjęli decyzję o przeniesieniu do Stanów. Z tego, co się zorientowała po kronikach rodzinnych, dziadek pierwszy sklep otworzył w Paryżu. Ojciec po latach podjął decyzję o przeniesieniu go do Luizjany i został na stałe.
— Mam kolegę, który faktycznie jak jest LEKKO chory, to bywa nie do zniesienia. A najzabawniejsze jest to, że jego rodzice są lekarzami, więc teoretycznie wie, o co w tym przeziębieniu chodzi. — Pokręciła głową, zanosząc się śmiechem. — Ale porównania do dzieci nie mam. Nie miałam okazji spędzenia z żadnym czasu dłużej, niż kilka minut. — Dodała.
Dobrych prawników ze świecą szukać. Zastanawiała się, ile razy jacyś mądrzy ludzie, próbowali podważyć teorię dotyczącą tego, że prawnicy byli potrzebni. Domyślała się, że na pewno byli tacy, którzy mieli jakieś ale do obecności tej grupy zawodowej na rynku pracy. Kancelarii prawniczych i adwokackich w ostatnim czasie pojawiało się dość sporo, lecz znalezienie tej jednej, jedynej osoby pośród tak dużej grupy, graniczyło z cudem. Niektórzy, jak wydawało się Marie, twierdzili, że po ukończeniu dwuletniej edukacji mają już wystarczające pojęcie o prawie i biznesie, że otwierali własne kancelarie. Ważne, że próbowali, lecz szybko też zamykali lokacje. Prawnicy z wyższym wykształceniem, rozwalali takich lokalsów na łopatki.
— Może to nie będzie nasza ostatnia kolacja. — Uśmiechnęła się.
Mimo mieszanych uczuć była chętna do rozmowy, dlatego, gdy Pani Hale wyraziła zgodę na to, by podeszły do stolika, przy którym siedzieli ci mężczyźni, nie oponowała. Podeszła zaraz za nią do stoliczka, przystając tuż obok starszej kobiety. Obrzuciła uważnym, badawczym spojrzeniem obydwóch mężczyzn, zawieszając spojrzenie na eleganckich ubraniach, które niemalże od razu przyciągnęły jej uwagę. Stroje tych Panów, były szyte z najwyższej jakości materiałów, co już samo w sobie wystarczyło Lafontan, by zainteresowała się nimi na chwilę dłużej.
— Bonjour messieurs. J'espère que vous passez une bonne soirée. — Rzuciła na przywitanie, równie nienaganną francuszczyzną, której mógłby jej pozazdrościć niejeden paryżanin.
Sposób, w jaki wypowiadali się mężczyźni, i o tym, jak płynnie przechodzili do żartów sytuacyjnych, dla Marie oznaczał dwie rzeczy. Pierwsza, mieli dystans do siebie, co sprzyjało Lafontan, bo choć sama była egoistką, nie miała na tyle wybujałego ego, by nie rzucić w swoim kierunku żadnego prześmiewczego komentarza. Drugą rzeczą, która przyszła jej do głowy, wiązała się z inną rzeczą – próbowali podkreślić, z kim w tym momencie miały do czynienia. Nietrudno było zgadnąć, że przynależeli do NOVA.
— A wiecie Panowie, co się jeszcze nie gryzie ze srebrem? Osikowy kołek. — Uśmiechnęła się wręcz czarująco, podkreślając dość mocno słowo gryzie.
— Marie-Elizabeth Lafontan. — Przedstawiła się, gdy tylko blondwłosy mężczyzna przedstawił siebie, oraz swojego towarzysza. Marie uznała, że przedstawianie Harriet mijało się z celem; kobieta mogła sama się przedstawić, albo i nie. Wybór należał do niej.
— Nie wiem, czy podzielam Pańskie zdanie, albowiem nie miałam jeszcze okazji spędzić czasu z kwiecistymi przyjaciółmi. — Nie była szczególnie zachwycona tym, w jaki sposób mężczyźni wypowiadali się o klubie magnolii. Jej siostra przynależała do klubu, a także rodzice, ona wciąż się zastanawiała nad dołączeniem.


harriet vaughan-hale
Voodoo Queen
Na pewno nie Isa
po mieście błąka się tylko jedna dusza
ODPOWIEDZ

Wróć do „Midnight Soiree”