#7
OUTFIT
Nie mogła ominąć balu, nigdy by sobie tego nie wybaczyła, no i już miesiąc temu kupiła sukienkę na tę okazję, miała by zmarnować się wisząc w szafie bo pan Hale nadwyrężył plecy na siłowni i dzisiejszego poranka ledwo mógł podnieść się z łóżka? No nie to nie był żaden powód by zostać z nim w domu i grać dobrą żonę. Oczywiście, że przygotowała mu kąpiel, rozmasowała nawet obolałe mięśnie i zamówiła jedzenie by nie kręcił nosem, ale nie miała zamiaru niańczyć go cały dzień i tym samym ominąć bal. Oczywiście, że w pierwszej chwili nie chciał puścić żony samej, tak ciągle bywał jeszcze zazdrosny ale gdy zapewniła go, że będzie w dobrych rękach i pójdzie razem z córką to mężczyzna odetchnął i przestał szukać już jakichkolwiek wymówek. Tylko, że gdy już wszystko było gotowe, a ona wyszykowana od stóp do głów, Florence napisała jej, że zmienia plany i ostatecznie nie pojawi się na balu. Czy powinno ją to dziwić, przecież nie pierwszy i nie ostatni raz córeczka wystawiła ją do wiatru. Jakby los celowo rzucał jej kłody pod nogi i może faktycznie powinna zejść na ziemię i zostać w domu, ale Harriet nie z takimi problemami sobie radziła. Z resztą Flo wspomniała coś o swojej przyjaciółce, Marii. Harriet bardzo lubiła tą dziewczynę, studentkę prawa z resztą a i znacznie bardziej wolała towarzystwo jej niż swoich własnych przyjaciółek, które pewnie znowu by się upiły i narobiły jej wstydu. Do tego nadawały się jak nikt inny. Baby po czterdzieste a klasy często za grosz. Harriet wynajęła samochód, oczywiście, nie miała zamiaru bawić się w kierowcę i późnym wieczorem zjawiła się na balu, w drodze tutaj zabrała też koleżankę Florence, żeby dziewczyna nie musiała tracić pieniędzy na taksówkę. Miała z pewnością ważniejsze wydatki w jej wieku.
- Wiedziałam, że Florence wykręci się z tego balu ale cieszę się, że dzięki temu możemy się poznać bliżej. - uśmiechnęła się w kierunku Marii wchodząc do środka i od razu kierując się w stronę sali balowej gdzie odgrywała się cała impreza. - Przypomnij mi na którym roku studiów jesteś? - zapytała, jasne no przecież nie była by sobą gdyby do rozmowy nie wplotła trochę prawniczej prywaty, miód na jej serce.
- Masz chłopaka? Bo jeśli nie to możemy i tym szybko się zająć. Taki bal to wspaniała okazja do poznania kogoś wartościowego. - mrugnęła do niej zbierając po drodze kieliszek wina z tacy kelnera, który akurat przechodził. Oczywiście, że jeden zabrała również dla Marii, przecież dziewczyna przyszła się tutaj dobrze bawić, a nie oglądać tylko małpy w zoo, tak bo bogacze właśnie w taki sposób najczęściej się zachowywali. Mając kasę, często też nie mieli klasy i ogłady, ale co poradzić, taki mieliśmy klimat. - To syn burmistrza, bardzo miły chłopak no i przystojny. - delikatnie skinęła w stronę młodzieńca, który stał kilka metrów dalej. Oczywiście, ze nie miała by nawet oporów przedstawić go Marii, ale wpierw musiała poznać jej zdanie, by specjalnie nie wychodzić przed szereg. Chociaż Harriet miała już to do siebie, że lubiła szybko działać i też często bez zastanowienia, szczególnie gdy więcej wypiła, więc niech lepiej Marie uważa bo nawet jakieś zaręczyny pani Hale była w stanie tu zaaranżować.
Marie Lafontan




