piercing on your lip, it's perfect
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
Whispers of life
cado
The Thirteenth One
I'm hiding underneath all my suffering
Po całym zajściu na paradzie równości, wciąż nie potrafił dojść do siebie i był jakiś taki nieswój. Minęło już trochę czasu od tamtej pory, ale Saint zdecydowanie nie potrafił tego odchorować. Po powrocie do domu i zajęciu się zwierzętami, praktycznie od razu pojechali do szpitala, żeby lekarz spojrzał na zranienie starszego. Saint zdecydowanie nie chciał zostawać tego dnia sam, więc wolał już pojechać z Basilem i spędzić z nim kilka godzin w poczekalni, niż samotnie siedzieć na kanapie po takim wydarzeniu. Oczywiście, od razu po powrocie zadzwonił do rodziców i zapewnił ich, że wszystko było w porządku. Przez to wszystko co się wtedy działo, nawet nie miał pojęcia, że ci cały czas do niego wydzwaniali i wypisywali chcąc się dowiedzieć, czy wszystko było z nim okej i czy nic ani jemu, ani Basilowi się nie stało. Niestety, jego rodzicom nie wystarczyła tylko rozmowa telefoniczna, żeby upewnić się, że wszystko było z nimi w porządku i koniecznie chcieli się spotkać. Saint trochę traktował to tak, jakby korzystali z okazji, bo wtedy będą mogli poznać Basila. Na początku nie chciał się zgodzić na to, żeby do nich przyjechali, ale ci nie dawali mu spokoju i koniec końców, dla świętego spokoju, zgodził się na to aby ich odwiedzili w weekend i przekonali się, że naprawdę obaj z Chironem byli cali i zdrowi. Oczywiście, gdy tylko oznajmił Basilowi, że jego rodzice przyjadą na obiad, to ten od razu rozpromieniał i był wręcz wniebowzięty z powodu tego, że pozna jego rodziców. Musiał przyznać, że nawet miło było go widzieć takiego radosnego, bo ostatnimi czasy starszy również chodził przybity i nie zachowywał się tak jak zwykł. Automatycznie, jemu to również poprawiło trochę humor.
Jako, że jego rodzice mieli przyjechać na obiad, to coś na ten obiad trzeba było skombinować. Oczywiście Saint, w iście swoim stylu, zaproponował, żeby coś zamówili i tyle, ale Basil spojrzał na niego wtedy jakby mu brakowało piątej klepki i jakieś farmazony prawił, po czym powiedział, że nie ma nawet takiej opcji i sam coś przygotuje. Trochę było mu głupio, że jego chłopak będzie gotował dla jego rodziców, bo to on powinien coś przygotować, no ale nie mógł też tego Chironowi zabronić. Nie chcąc się z nim przekomarzać, po prostu na to przystał i tyle. W sobotę z samego rana podjechali do dużego supermarketu, żeby kupić wszystko co potrzebne. Saint wziął też trzy rodzaje win, bo to był ulubiony alkohol jego rodziców, a nie był pewien na jakie ci będą akurat tego dnia mieć ochotę. Wziął też jakieś przekąski, bo nie wiedział ile jego rodzice będą chcieli u nich zabawić. Przypuszczał, że pewnie dość długo, bo za dobrze ich znał. Do tego minęło trochę czasu odkąd ostatni raz się z nimi widział, więc na pewno będą chcieli nadrobić. Po powrocie do domu Basil zaczął przygotowywać obiad, a Saint kręcił mu się pod nogami, niby chcąc mu z czymś pomóc, ale tak naprawdę to wcale nie chciał i bardziej mu przeszkadzał. Gdy już wszystko było uszykowane, obaj wskoczyli pod prysznic, a potem w jakieś lepsze, bardziej wyjściowe ciuchy i nie pozostało im nic innego, jak czekać aż jego rodzice przyjadą. Nie zajęło to wiele czasu, bo ledwo usiedli na kanapie, a rozległ się dźwięk dzwonka do drzwi. — Tylko się nie zdziw — powiedział i westchnął cicho, po czym wstał i ruszył w kierunku drzwi. Poczekał, aż chłopak do niego dołączy, po czym je otworzył. Jego rodzice od razu wpakowali się do środku z rozłożonymi ramionami, najpierw przytulając na przywitanie Sainta, a potem Basila, którego widzieli właśnie pierwszy raz na oczy. Zamknął za nimi drzwi, po czym spojrzał na chłopaka i posłał mu przepraszające spojrzenie. — Także tak. To jest Basil — powiedział do rodziców, nieco zakłopotany, po czym potarł palcami oczy.
— Już myślałam, że nigdy w życiu cię nie poznamy — odezwała się kobieta, po czym chwyciła dłoń Basila w swoje obie dłonie i uśmiechnęła się do niego ciepło. W tym samym momencie ojciec Darby'ego poklepał Chirona po ramieniu. — Ja nie wiem czemu z niego taki dzikus. Przecież cię nie zjemy, prawda kochanie? — powiedział do Basila, na koniec spoglądając z uśmiechem na kobietę, która pokiwała energicznie głową. Potem jak gdyby nigdy nic ruszył w głąb mieszkania. — Przytulnie tu macie — stwierdził, rozglądając się dookoła.
Saint zrezygnowany chwycił matkę za nadgarstek i pociągnął ją za rękę, żeby puściła Basila, a ta posłała mu nieprzychylne spojrzenie. Kobieta wydała z siebie ciche westchnienie i również ruszyła w głąb mieszkania za swoim mężem, a Darby spojrzał na Basila i skinął lekko głową w ich kierunku, żeby do nich dołączyć. — Jak ich tak zostawię, to zaraz przepyrają nam całe mieszkanie i zajrzą w każdy zakamarek — oznajmił, po czym ruszył za nimi do salonu.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
eze
13th
And even if I cry, I'll never close my eyes
To wydarzanie na paradzie mocno się na nim odbiło. Nawet jeżeli starał się tym nie przejmować i myśleć pozytywnie, to było mu ciężko. Przytłoczył go widok, który zastali w szpitalu, gdy pojechali tam po paradzie i przytłaczała go myśl, że gdyby stał kawałek dalej, to być może wywoziliby go w czarnym worku. Na samą myśl o tym, że Saintowi również coś mogło się stać, czuł nieprzyjemny skurcz w żołądku. Nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby ktoś go zranił. Nie był zdziwiony, że rodzice chłopaka tak się do niego dobijali, bo to była normalna kolej rzeczy, że się martwili. Do niego również zadzwoniła jego mama, pomimo tego, że była aktualnie na drugim końcu kraju. Powiedział jej o tym, że został ranny, bo nie chciał jej okłamywać, ale zapewnił, że to nic takiego. Słyszał, że bardzo się martwiła, ale nie mógł się jej dziwić. Niestety, nie mógł się zobaczyć z rodzicami, bo mieszkali kawał drogi od siebie, a do tego teraz byli na wykopaliskach i mieli ręce pełne roboty. Nie był więc zdziwiony, że rodzice Sainta również chcieli się z nim zobaczyć. Tyle tylko, że mieszkali w tym samym mieście i nie było przeszkód, żeby to zrobili. Oczywiście Basilowi od razu poprawił się humor, bo już od dawna nie mógł się doczekać, aż będzie mógł poznać rodziców swojego chłopaka. Co prawda, trochę się tym stresował, bo chciał, żeby go polubili, ale był dobrej myśli.
Kiedy tylko Darby powiedział, że na obiad coś zamówią, to miał wrażenie, że się przesłyszał. Nie było najmniejszej szansy na to, żeby miał dać gościom coś zamówionego, skoro sam mógł ugotować. Wcześniej zadzwonił do babci, żeby poprosić o przepis i rady, bo chciał wypaść jak najlepiej. Jak zawsze musiał przejść przez tę samą rozmowę, w której babcia marudziła, że dzwonił tylko po przepisy, nawet jeżeli tak nie było. Gdy już miał listę składników, których potrzebował, pojechali razem na zakupy do supermarketu. Po powrocie od razu zabrał się do za gotowanie. Niekoniecznie pasowało mu to, że Darby tak mu się kręcił pod nogami, bo dobrze wiedział, że chłopak nie chciał mu pomóc, a tylko udawał, że by chciał. W końcu go przegonił, bo potrzebował miejsca i spokoju. Gdy się ze wszystkim uporał, przyszła pora na to, żeby wziąć prysznic i się przebrać. Nie do końca wiedział, co powinien ubrać, ale postawił na nieco bardziej wyjściowe ciuchy, niż ubrałby na normalne spotkanie. Jakby nie było, to był pierwszy raz, gdy miał poznać rodziców Sainta i chciał wypaść jak najlepiej. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie zjadała go trema. Cholernie się bał, że nie przypadną sobie do gustu. Odetchnął ciężko, gdy usłyszał dźwięk dzwonka, a gdy Darby powiedział, że ma się nie zdziwić, to automatycznie przytaknął głową. Po chwili jednak ściągnął brwi i pokręcił nią na boki. — Nie zdziw? — powtórzył po nim pod nosem, bo nie do końca rozumiał, o co mogło chodzić. Poszedł za młodszym do drzwi, a gdy ten chwycił za klamkę, to aż wstrzymał oddech z nerwów. Gdy w końcu ujrzał jego rodziców, to się zdziwił. Nie tylko przez to, jak wyglądali, ale też przez to, że od razu zaczęli go ściskać i witać. W pierwszej chwili pomyślał sobie, że to był jakiś żart, bo to nie było możliwe, żeby tak otwarci ludzie wychowali takiego małego gbura. Był tak zaaferowany, że nawet nie dostrzegł tego przepraszającego spojrzenia, które mu posłał. — Tak, Basil — potwierdził, jakby to było potrzebne, a serdeczny uśmiech zajął miejsce zdziwienia. — Niech mi pani nic nie mówi. Ja byłem przekonany, że nigdy w życiu się nie zobaczymy — odparł i zaśmiał się krótko pod nosem. Nie miał nic przeciwko temu, że kobieta chwyciła jego dłoń, ani że mężczyzna tak go poklepał. Zachowywali się niemal tak samo, jak większość jego rodziny, więc był przyzwyczajony. — Mam nadzieję, że mnie nie, ale za to ugotowałem dla państwa obiad według przepisu mojej babci — wyszczerzył się pięknie do gości. — Dziękuję. A właściwie to ciocia powinna, bo to po niej został wystrój. Moje są te pierdoły, które według państwa syna do niczego nie pasują i kilka nawiedzonych przedmiotów — rzucił na komentarz o wystroju. Wyglądało na to, że trafił swój na swego. Uniósł brew i spojrzał na Sainta, gdy ten tak przegonił swoją matkę, ale po chwili pokręcił głową na boki wyraźnie rozbawiony. — A masz coś do ukrycia? — zapytał i wzruszył lekko ramionami. Sam również ruszył za chłopakiem i jego rodzicami, ciekaw tego, jak rozwinie się ta sytuacja, bo wydawała się dość zabawna.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
piercing on your lip, it's perfect
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
Whispers of life
cado
Już odkąd rano wstał wiedział, że to będzie dla niego bardzo ciężki dzień. Będzie musiał go spędzić wśród trójki osób, które naprawdę kochał, ale które cholernie go przytłaczały. Nie miał pojęcia, jak to przeżyje, ale na pewno będzie musiał po tym ładować swoje baterie przez tydzień albo dwa. Tyle dobrego, że może to spotkanie poprawi mu nieco humor i nie będzie ciągle rozmyślał o tym co się wydarzyło na paradzie oraz co wtedy widział. Nie wątpił też w to, że Basil nie będzie miał najmniejszych problemów z tym, żeby dogadać się z jego rodzicami, bo pod wieloma względami byli do siebie naprawdę podobni. Nie zdziwiłby się, gdyby po wszystkim chłopak zapytał go, czy przypadkiem nie był adoptowany. Co więcej, to nawet nie byłby pierwszy raz, kiedy ktoś by coś takiego insynuował, po tym jak przekonał się, jak bardzo Saint różnił się od swoich rodziców. Gdyby nie fakt, że był do nich dość podobny i nie mogli się go wyprzeć, to pewnie sam zacząłby snuć podobne podejrzenia. — Mhm. Nie zdziw — potwierdził. Nie miał zamiaru się wdawać w szczegóły i niczego mu tłumaczyć, bo jak tylko Basil zobaczy jego rodziców to od razu zrozumie, co takiego miał na myśli. Wyglądali dość specyficznie, do tego jak na gust Sainta, byli nieco zbyt... otwarci. Chociaż akurat ta druga kwestia to na pewno nie będzie dla Basila żaden problem, biorąc pod uwagę fakt, że pod tym względem jego rodzice oraz Chiron byli naprawdę podobni. Przysłuchiwał się tej całe wymianie zdań pomiędzy jego rodzicami a Basilem z lekkim zażenowaniem. Spodziewał się dokładnie tego. Nie mieli żadnych problemów z tym, żeby złapać wspólny język i Saint znowu będzie biedny siedział przy stole, całkowicie wyobcowany, a wszyscy dookoła powoli będą wysysać z niego całą energię.
— Ach, tak. Saint wspominał, że dobrze gotujesz. Jego to nie da się zagonić do kuchni. Pewnie gdyby nie ty, to dalej jadłby same mrożonki. Jak mieszkał sam, to co jakiś czas podrzucałam mu jedzenie, żeby zjadł coś domowego — stwierdziła kobieta, po czym westchnęła ciężko, spoglądając na Sainta wymownie. Jakby to był co najmniej jakiś grzech, że jechał na zamawianym żarciu czy plastikowych pudełkach z supermarketu. Saint skomentował to przewróceniem oczu, bo nawet nie chciał się wdawać w dyskusję.
— Bo nie pasują — skomentował słowa Basila, a oboje jego rodziców jak na zawołanie spiorunowało go spojrzeniem. Zrezygnowany pokręcił głową, ale już się nie odezwał, bo nie dało się zaprzeczyć temu, że był w tej kwestii na przegranej pozycji. — Nie, nie mam — odpowiedział. Mimo wszystko, nie chciał, żeby rodzice mu się panoszyli po mieszkaniu i zaglądali w każdy możliwy kąt. — Mamo, tato. Może najpierw chodźmy do stołu, bo jedzenie jest już gotowe i szkoda by było, żeby wystygło — powiedział, kiedy jego rodzice jakoś tak zbyt swobodnie skierowali swoje kroki w kierunku jednego z pokoi, który teraz służył za ich sypialnie. Państwo Darby odchrząknęli cicho i odwrócili się w ich stronę.
— Tak, tak. Już idziemy — odezwał się jego ojciec, po czym skierowali swoje kroki do kuchni, a potem usiedli przy stole, na którym było już nakryte. Wystarczyło tylko nałożyć sobie jedzenie na talerze. — Synuś, nalejesz nam czegoś mocniejszego do picia? — kobieta zwróciła się do Sainta i puściła mu oczko. Darby wzdrygnął się i podszedł blatu, po czym spojrzał na trzy wina, które na nim stały. Już miał się odezwać i zapytać, na które mają ochotę, ale jego mama odezwała się pierwsza. — A ty kochanieńki siadaj. Już, już — machnęła na Basila ręką, ponaglając go. — Ty już się swoje dzisiaj narobiłeś, nie to co niektórzy. Siadaj i odpoczywaj — dodała i posłała chłopakowi serdeczny uśmiech.
— Jakie wino chcecie? — zapytał po prostu, ignorując to co jego mama powiedziała. Wypuścił głośno powietrze nosem i przymknął powieki, starając się zachować spokój. — Jest białe, czerwone i różowe. W lodówce mamy też jakieś musujące — powiedział i odwrócił się w stronę stołu, żeby spojrzeć na wszystkich zebranych.
— Chyba napijemy się czerwonego, prawda skarbie? — zapytał mężczyzna. Mama Sainta tylko pokiwała głową, żeby się z nim zgodzić, a potem spojrzała na Basila, jakby również oczekiwała aprobaty z jego strony.
Pumpkin
— Ach, tak. Saint wspominał, że dobrze gotujesz. Jego to nie da się zagonić do kuchni. Pewnie gdyby nie ty, to dalej jadłby same mrożonki. Jak mieszkał sam, to co jakiś czas podrzucałam mu jedzenie, żeby zjadł coś domowego — stwierdziła kobieta, po czym westchnęła ciężko, spoglądając na Sainta wymownie. Jakby to był co najmniej jakiś grzech, że jechał na zamawianym żarciu czy plastikowych pudełkach z supermarketu. Saint skomentował to przewróceniem oczu, bo nawet nie chciał się wdawać w dyskusję.
— Bo nie pasują — skomentował słowa Basila, a oboje jego rodziców jak na zawołanie spiorunowało go spojrzeniem. Zrezygnowany pokręcił głową, ale już się nie odezwał, bo nie dało się zaprzeczyć temu, że był w tej kwestii na przegranej pozycji. — Nie, nie mam — odpowiedział. Mimo wszystko, nie chciał, żeby rodzice mu się panoszyli po mieszkaniu i zaglądali w każdy możliwy kąt. — Mamo, tato. Może najpierw chodźmy do stołu, bo jedzenie jest już gotowe i szkoda by było, żeby wystygło — powiedział, kiedy jego rodzice jakoś tak zbyt swobodnie skierowali swoje kroki w kierunku jednego z pokoi, który teraz służył za ich sypialnie. Państwo Darby odchrząknęli cicho i odwrócili się w ich stronę.
— Tak, tak. Już idziemy — odezwał się jego ojciec, po czym skierowali swoje kroki do kuchni, a potem usiedli przy stole, na którym było już nakryte. Wystarczyło tylko nałożyć sobie jedzenie na talerze. — Synuś, nalejesz nam czegoś mocniejszego do picia? — kobieta zwróciła się do Sainta i puściła mu oczko. Darby wzdrygnął się i podszedł blatu, po czym spojrzał na trzy wina, które na nim stały. Już miał się odezwać i zapytać, na które mają ochotę, ale jego mama odezwała się pierwsza. — A ty kochanieńki siadaj. Już, już — machnęła na Basila ręką, ponaglając go. — Ty już się swoje dzisiaj narobiłeś, nie to co niektórzy. Siadaj i odpoczywaj — dodała i posłała chłopakowi serdeczny uśmiech.
— Jakie wino chcecie? — zapytał po prostu, ignorując to co jego mama powiedziała. Wypuścił głośno powietrze nosem i przymknął powieki, starając się zachować spokój. — Jest białe, czerwone i różowe. W lodówce mamy też jakieś musujące — powiedział i odwrócił się w stronę stołu, żeby spojrzeć na wszystkich zebranych.
— Chyba napijemy się czerwonego, prawda skarbie? — zapytał mężczyzna. Mama Sainta tylko pokiwała głową, żeby się z nim zgodzić, a potem spojrzała na Basila, jakby również oczekiwała aprobaty z jego strony.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
eze
Sam był bardzo podekscytowany tym, że pozna swoich teściów, ale widział, że z kolei Saint nie był tym taki podekscytowany. Założył sobie jednak, że chłopak po prostu był zestresowany i o to chodziło. Nie spodziewał się jednak tego, że chodziło o to, jacy byli jego rodzice. Na pewno nie posądziłby ich o to, że byli towarzyscy i tacy otwarci. Zakładał, że byli takimi samymi ponurakami jak Saint, ale sporo się pomylił. Był pod niemałym wrażeniem i zastanawiał się, jak do tego doszło, że chłopak wyrósł na takiego marudę. Musiał przyznać, że się zdziwił, nawet jeśli chłopak powiedział mu, że ma tego nie robić. Nie mógł jednak zareagować w inny sposób, bo wyglądali dość specyficznie, a ich styl ubierania się znacznie odbiegał od tego, jak sobie ich wyobrażał. Sądził, że to młodszy był najbardziej oryginalnym członkiem rodziny, ale nie wiedział, jak grubo się pomylił. Cóż, domyślał się, że akurat smykałkę do nieco bardziej alternatywnego stylu odziedziczył po nich. Teraz był ciekaw, czy jak był mały, to wciskali go w różnie dziecięce gotyckie ciuchy. Kiedy usłyszał, co takiego mówił o nim Saint, to od razu zrobiło mu się bardzo miło. Nawet jeżeli chłopak prawił mu czasem komplementy z tego tytułu, to miło było mieć świadomość, że mówił tak o nim przy innych. — Teraz się będę stresował, czy podołam państwa wyobrażeniu — zaśmiał się. — Lubię gotować, więc gotowanie Saintowi to dla mnie sama przyjemność — dodał i zerknął na chłopaka, żeby uśmiechnąć się do niego delikatnie. Nigdy nie czuł, że był wykorzystywany i nigdy nie miał nic przeciwko temu, żeby stać przy garach. — Może trochę — przyznał i się zaśmiał. Ściągnął brwi, gdy rodzice chłopaka posłali mu takie spojrzenie i było to trochę przerażające. Przytaknął głową na jego odpowiedź. Mimo wszystko chyba też by wolał, żeby nie przeszukiwali tak dokładnie ich mieszkania. — Tak, powinniśmy zjeść, póki jest ciepłe — zgodził się z chłopakiem i po tych słowach ruszył do kuchni. Przełożył jedzenie na półmiski, które następnie położył na stole. Strasznie stresował się tym, czy wszystkim będzie smakowało, bo chybaby się zapadł pod ziemię, gdyby się okazało, że tak nie było. Nie mógł ukryć rozbawionego uśmiechu, kiedy usłyszał, jak nazwała go jego mama, bo to było naprawdę urocze. Powiódł wzrokiem za chłopakiem, gdy ten poszedł po wino. Kiedy kobieta zachęciła go, żeby usiadł, dokładnie to zrobił. — To nie tak, że sam się narobiłem. Saint mi trochę pomógł — odparł, mając zamiar uratować jego honor. Co prawda, chłopak tylko kręcił mu się pod nogami, ale zawsze mógł powiedzieć, że pomagał mu swoim towarzystwem i podtrzymywał morale. Poczekał, aż Darby wymieni wszystkie wina, a jego rodzice się na któreś zdecydują. Nie spodziewał się jednak, że kobieta weźmie pod uwagę jego zdanie, więc gdy tak na niego spojrzała, to przez moment po prostu się zastanawiał. — Ja nie pijam za bardzo alkoholu. Pewnie wypiję pół kieliszka i tyle, więc wybór należy do państwa. W końcu to państwo są dzisiaj gośćmi — odparł i uśmiechnął się do nich. Raczej wolał nie ryzykować ze swoją słabą głową. Trochę byłoby słabo, gdyby się upił. Na pewno nie wyglądałoby to dobrze w ich oczach. — Proszę sobie nakładać — zachęcił gości do tego, żeby zaczęli jeść. Sam był dość głodny, więc chętnie przeszedłby już do rzeczy. Modlił się w duchu, żeby tylko nie okazało się, że popełnił jakąś gafę, bo któryś z rodziców chłopaka nie mógł czegoś jeść albo czegoś bardzo nie lubił. Wierzył jednak, że Saint powiedziałby mu o tym na etapie zakupów.
Ghoul
po mieście błąka się tylko jedna dusza
piercing on your lip, it's perfect
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
Whispers of life
cado
Domyślał się, że jego rodzice będą bardzo zaaferowani Basilem, więc w ogóle nie dziwiło go ich zachowanie. Co prawda, trochę irytowało go to, jak wypowiadali się na jego temat. Zupełnie, jakby Chiron był jakimś świętym, a on tylko stwarzał same problemy. Nawet jeżeli wiedział, że rodzice go kochali i mówili takie rzeczy żartobliwie, to wiadomo, że niekoniecznie było mu z tego powodu miło. A na pewno nie czuł się z tym dobrze, kiedy robili to w obecności jego chłopaka. Trochę czuł się tak, jakby malowali go jako jakiegoś obiboka i lenia, który nie potrafi sam o siebie zadbać, a niekoniecznie akurat tak było. Nie mógł się doczekać, aż ci zaczną jeść i zapchają sobie usta, zamiast tak biadolić. Ledwo przyszli, a Saint już zaczynał żałować tego, że ich zaprosił.
Uśmiechnął się delikatnie pod nosem, kiedy Basil powiedział, że mu pomagał i wziął jego stronę. Chociaż, sądząc po wyrazach twarzy jego rodziców na tę wieść, raczej mało prawdopodobne, że mu uwierzyli i uznali pewnie, że Chiron tak tylko powiedział, żeby nie stawiać go w złym świetle. Cóż, dużo się nie pomylili, bo rzeczywiście nie pomógł chłopakowi. Właściwie, to pewnie tylko mu przeszkadzał i utrudniał całą robotę. Jeszcze zanim Basil się wypowiedział odnośnie wina, to Saint odwrócił się i zaczął otwierać to czerwone. Wiedział, że chłopak zapewne się z nimi zgodzi albo nie będzie chciał pić, bo w końcu go znał. Oczywiście, nie pomylił się. Wyjął z szafki trzy kieliszki oraz szklankę dla starszego. Do kieliszków nalał wina, a do szklanki nalał soku, który wyjął z lodówki. Odstawił wszystko na stół, po czym usiadł bez słowa obok Basila. Na słowa chłopaka, jego rodzice zaczęli sobie nakładać na talerze jedzenie z półmisków.
— Bardzo ładnie pachnie. Na pewno będzie dobrze smakować — odezwała się kobieta i posłał Basilowi ciepły uśmiech. Sięgnęła po kieliszek i upiła niewielki łyk wina, po czym ponownie spojrzała na Chirona. — A właśnie, jak twoja ręka? Wszystko w porządku? Goi się? — zapytała z wyraźną troską w głosie. Saint jedynie skrzywił się nieco na te słowa, bo nie było to coś, o czym miał ochotę rozmawiać przy obiedzie. Nie chciał sobie przypominać o tym wydarzeniu w trakcie jedzenia, bo dalej nie do końca jeszcze docierało do niego, że brali w tym udział. — Kochanie, mieliśmy o tym nie rozmawiać — zacmokał pan Darby i pokręcił z dezaprobatą głową, na co kobieta jedynie posłała mu przepraszające spojrzenie. Najwidoczniej mężczyzna musiał zauważyć, jak Saint zareagował kiedy tylko kobieta napomknęła na ten temat.
Kiedy jego rodzice już nałożyli sobie jedzenie, sam poszedł w ich ślady i zaczął sobie nakładać. Przez cały czas praktycznie się nie odzywał, ale to raczej nie powinno nikogo dziwić. Poza tym, skoro nie miał nic do powiedzenia, to nie widział sensu, żeby na siłę cokolwiek mówić. Kiedy już sobie nałożył wszystkiego po trochu, sięgnął po kieliszek i upił niewielki łyk. Poczekał, aż chłopak również sobie nałoży, po czym wziął się za jedzenie. Jego rodzice poszli w jego ślady.
—Tak jak myślałem, smakuje tak samo jako pachnie — odezwał się jego ojciec i uśmiechnął się zadowolony. Kobieta mu zawtórowała, energicznie kiwając głową. — A właśnie, Saint wspominał, że pochodzisz z Kalifornii — zwróciła się do Basila. — Pewnie ciężko mieszkać tak z dala od rodziców? Ja to sobie nie wyobrażam, żeby nie mieć mojego Sainta na wyciągnięcie ręki — powiedziała i westchnęła ciężko. — Jak się wyprowadzał z domu to myślałam, że mi serce pęknie — dodał i posłała Saintowi nieprzychylne spojrzenie, jakby chciała go skarcić za to, że w ogóle coś takiego zrobił. — No, ale nie mógł wiecznie mieszkać z mamą i tatą, prawda? — odparła i uśmiechnęła się delikatnie.
Saint na to wszystko tylko westchnął cicho i przewrócił oczyma. — Nie, nie mogłem. Jestem dorosły, chociaż chyba często o tym zapominacie — odparł. — Poza tym jak sami widzicie, dobrze sobie radzę i umiem o siebie zadbać. Basil potwierdzi — dodał i wzruszył ramionami, po czym sięgnął po kieliszek by upić kolejny łyk.
Pumpkin
Uśmiechnął się delikatnie pod nosem, kiedy Basil powiedział, że mu pomagał i wziął jego stronę. Chociaż, sądząc po wyrazach twarzy jego rodziców na tę wieść, raczej mało prawdopodobne, że mu uwierzyli i uznali pewnie, że Chiron tak tylko powiedział, żeby nie stawiać go w złym świetle. Cóż, dużo się nie pomylili, bo rzeczywiście nie pomógł chłopakowi. Właściwie, to pewnie tylko mu przeszkadzał i utrudniał całą robotę. Jeszcze zanim Basil się wypowiedział odnośnie wina, to Saint odwrócił się i zaczął otwierać to czerwone. Wiedział, że chłopak zapewne się z nimi zgodzi albo nie będzie chciał pić, bo w końcu go znał. Oczywiście, nie pomylił się. Wyjął z szafki trzy kieliszki oraz szklankę dla starszego. Do kieliszków nalał wina, a do szklanki nalał soku, który wyjął z lodówki. Odstawił wszystko na stół, po czym usiadł bez słowa obok Basila. Na słowa chłopaka, jego rodzice zaczęli sobie nakładać na talerze jedzenie z półmisków.
— Bardzo ładnie pachnie. Na pewno będzie dobrze smakować — odezwała się kobieta i posłał Basilowi ciepły uśmiech. Sięgnęła po kieliszek i upiła niewielki łyk wina, po czym ponownie spojrzała na Chirona. — A właśnie, jak twoja ręka? Wszystko w porządku? Goi się? — zapytała z wyraźną troską w głosie. Saint jedynie skrzywił się nieco na te słowa, bo nie było to coś, o czym miał ochotę rozmawiać przy obiedzie. Nie chciał sobie przypominać o tym wydarzeniu w trakcie jedzenia, bo dalej nie do końca jeszcze docierało do niego, że brali w tym udział. — Kochanie, mieliśmy o tym nie rozmawiać — zacmokał pan Darby i pokręcił z dezaprobatą głową, na co kobieta jedynie posłała mu przepraszające spojrzenie. Najwidoczniej mężczyzna musiał zauważyć, jak Saint zareagował kiedy tylko kobieta napomknęła na ten temat.
Kiedy jego rodzice już nałożyli sobie jedzenie, sam poszedł w ich ślady i zaczął sobie nakładać. Przez cały czas praktycznie się nie odzywał, ale to raczej nie powinno nikogo dziwić. Poza tym, skoro nie miał nic do powiedzenia, to nie widział sensu, żeby na siłę cokolwiek mówić. Kiedy już sobie nałożył wszystkiego po trochu, sięgnął po kieliszek i upił niewielki łyk. Poczekał, aż chłopak również sobie nałoży, po czym wziął się za jedzenie. Jego rodzice poszli w jego ślady.
—Tak jak myślałem, smakuje tak samo jako pachnie — odezwał się jego ojciec i uśmiechnął się zadowolony. Kobieta mu zawtórowała, energicznie kiwając głową. — A właśnie, Saint wspominał, że pochodzisz z Kalifornii — zwróciła się do Basila. — Pewnie ciężko mieszkać tak z dala od rodziców? Ja to sobie nie wyobrażam, żeby nie mieć mojego Sainta na wyciągnięcie ręki — powiedziała i westchnęła ciężko. — Jak się wyprowadzał z domu to myślałam, że mi serce pęknie — dodał i posłała Saintowi nieprzychylne spojrzenie, jakby chciała go skarcić za to, że w ogóle coś takiego zrobił. — No, ale nie mógł wiecznie mieszkać z mamą i tatą, prawda? — odparła i uśmiechnęła się delikatnie.
Saint na to wszystko tylko westchnął cicho i przewrócił oczyma. — Nie, nie mogłem. Jestem dorosły, chociaż chyba często o tym zapominacie — odparł. — Poza tym jak sami widzicie, dobrze sobie radzę i umiem o siebie zadbać. Basil potwierdzi — dodał i wzruszył ramionami, po czym sięgnął po kieliszek by upić kolejny łyk.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
eze
Ostatnie, czego się spodziewał, to, że rodzice Sainta będą tak gadatliwi i tacy ciekawscy. Oczywiście w ogóle mu to nie przeszkadzało, bo sam taki był, więc można by się pokusić stwierdzenie, że to on pod względem charakteru bardziej pasował do państwa Darby, niż Saint. Na pewno teraz będzie zachodził w głowę, dlaczego młodszy taki był i co sprawiało, że był taką małą marudą. Rzecz jasna taką, którą kochał i starał się zrozumieć ze wszystkim dziwactwami. Nie dało się zaprzeczyć temu, że wybrał sobie dość oryginalnego partnera z jeszcze oryginalniejszymi rodzicami. Teraz był ciekaw, czy reszta jego rodziny również tak się ubierała, czy to raczej tylko oni byli czarnymi owcami. Dosłownie. Uśmiechnął się delikatnie do Sainta, kiedy ten postawił przed nim szklankę i nalał mu soku. Był mu wdzięczny, że wyciągnął go z tych tarapatów, bo niekoniecznie miał ochotę na to, żeby pić alkohol. Jak zresztą niemal zawsze, bo musiało być święto, żeby Chiron sam z siebie postanowił się nawalić. Zaraz jednak spojrzał na mamę Sainta, gdy ta się odezwała. Przytaknął delikatnie głową, bo sam również miał nadzieję, że będzie smakować tak samo dobrze jak pachniało albo nawet lepiej. Jej następne słowa trochę go zaskoczyły, więc zamrugał kilkukrotnie. Niekoniecznie chciał rozmawiać na temat parady, bo widział, że młodszy nadal to przeżywał. Byłoby jednak trochę niemiło, gdyby tak po prostu olał jej pytanie, bo na pewno pytała z czystej troski. — Tak, wszystko w porządku. To tylko draśnięcie i założyli szwy tylko tak dla pewności — odpowiedział i uniósł kącik ust w delikatnym uśmiechu. Odetchnął w duchu, gdy pan Darby zwrócił uwagę swojej żonie. — Bylibyśmy wdzięczni — powiedział i odchrząknął. Nie czuł się komfortowo, bo nigdy nie lubił zwracać na coś komuś uwagi albo mówić, że coś mu nie pasowało, ale w tej sytuacji chciał zaznaczyć, że to nie był odpowiedni temat do rozmów na taki zapoznawczy obiad. Nie chciał do tego wracać, bo to były bolesne wspomnienia dla ich obojga.
Poczekał, aż wszyscy sobie nałożą, a gdy tak się stało, to sam również się poczęstował. Miał jednak wrażenie, że ciężko mu będzie cokolwiek przełknąć, bo bardzo stresował się tym, czy gościom posmakuje. Nie znał ich preferencji, więc tak naprawdę gotował w ciemno. Wiedział tylko tyle, co powiedział mu Saint. Zanim wziął się za jedzenie, patrzył na każdego po kolei, żeby sprawdzić ich reakcję. Gdy w końcu jego teść się odezwał i go pochwalił, to Basil odetchnął z ulgą. — Bardzo się cieszę, że państwu smakuje — powiedział i uśmiechnął się do nich promiennie. Na słowa jego mamy trochę się zdziwił, bo nie podejrzewał Sainta o to, że ten opowiadał im o nim jakieś szczegóły. Nie miał nic przeciwko temu, wiadomo, ale po prostu nie sądził, że młodszy to robił. — Konkretniej to z Sacramento — przytaknął delikatnie ruchem głowy. — Wie pani, ja generalnie dość mało ich widziałem jako dziecko, więc nie jest źle. Codziennie do siebie dzwonimy, gadamy na kamerkach i tak dalej, ale to jest coś, do czego po prostu przywykłem. Oboje jeżdżą na wykopaliska po całym świecie, więc logiczne, że raczej niezbyt często bywali w domu. Znacznie ciężej przyszła mi z rozłąką z babcią — wyjaśnił. Miał tylko nadzieję, że nie odbiorą sobie tego tak, że miał coś za złe swoim rodzicom, bo nie miał. Pomimo tego, że byli w domu naprawdę rzadko, to nigdy nie czuł się zaniedbany albo niechciany. Już od małego wiedział, ze taką mieli pracę i już. Robili to, co kochali, a on z wiekiem szanował to coraz bardziej. Musiał się bardzo powstrzymywać od śmiechu, gdy kobieta tak się zamartwiała. To było naprawdę urocze. Zerknął na Sainta, gdy ten się odezwał i jej odpowiedział. Tak coś czuł, że padnie coś podobnego. — Jest dużym i dzielnym chłopcem, daje sobie radę — puścił chłopakowi oczko i w końcu sam zabrał się za jedzenie.
Ghoul
Poczekał, aż wszyscy sobie nałożą, a gdy tak się stało, to sam również się poczęstował. Miał jednak wrażenie, że ciężko mu będzie cokolwiek przełknąć, bo bardzo stresował się tym, czy gościom posmakuje. Nie znał ich preferencji, więc tak naprawdę gotował w ciemno. Wiedział tylko tyle, co powiedział mu Saint. Zanim wziął się za jedzenie, patrzył na każdego po kolei, żeby sprawdzić ich reakcję. Gdy w końcu jego teść się odezwał i go pochwalił, to Basil odetchnął z ulgą. — Bardzo się cieszę, że państwu smakuje — powiedział i uśmiechnął się do nich promiennie. Na słowa jego mamy trochę się zdziwił, bo nie podejrzewał Sainta o to, że ten opowiadał im o nim jakieś szczegóły. Nie miał nic przeciwko temu, wiadomo, ale po prostu nie sądził, że młodszy to robił. — Konkretniej to z Sacramento — przytaknął delikatnie ruchem głowy. — Wie pani, ja generalnie dość mało ich widziałem jako dziecko, więc nie jest źle. Codziennie do siebie dzwonimy, gadamy na kamerkach i tak dalej, ale to jest coś, do czego po prostu przywykłem. Oboje jeżdżą na wykopaliska po całym świecie, więc logiczne, że raczej niezbyt często bywali w domu. Znacznie ciężej przyszła mi z rozłąką z babcią — wyjaśnił. Miał tylko nadzieję, że nie odbiorą sobie tego tak, że miał coś za złe swoim rodzicom, bo nie miał. Pomimo tego, że byli w domu naprawdę rzadko, to nigdy nie czuł się zaniedbany albo niechciany. Już od małego wiedział, ze taką mieli pracę i już. Robili to, co kochali, a on z wiekiem szanował to coraz bardziej. Musiał się bardzo powstrzymywać od śmiechu, gdy kobieta tak się zamartwiała. To było naprawdę urocze. Zerknął na Sainta, gdy ten się odezwał i jej odpowiedział. Tak coś czuł, że padnie coś podobnego. — Jest dużym i dzielnym chłopcem, daje sobie radę — puścił chłopakowi oczko i w końcu sam zabrał się za jedzenie.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
piercing on your lip, it's perfect
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
Whispers of life
cado
— Bardzo dobre — również pochwalił Basila i spojrzał na niego, posyłając mu delikatny uśmiech. Strasznie dziwnie się czuł, siedząc przy jednym stole ze swoim chłopakiem i rodzicami. Wydawało mu się to naprawdę abstrakcyjne, bo nigdy nie przypuszczał, że kiedykolwiek przyjdzie mu się znaleźć w takiej sytuacji. Jego rodzice to pewnie byli wniebowzięci i bardziej cieszyli się z tego związku niż on. W końcu wychodziło na to, że jednak był poniekąd normalny i był w stanie sobie kogoś znaleźć oraz obdarzyć kogoś uczuciami. Nie umknęło mu to zdziwienie chłopaka, kiedy jego mama wspomniała o tym, że pochodził z Kalifornii. Cóż, nie mógł się mu dziwić, bo pewnie Basil nawet nie podejrzewał go o to, że cokolwiek mówił na jego temat swoim rodzicom. Jak najbardziej mówił i to całkiem sporo. W większości dlatego, że jego rodzice po prostu o to notorycznie wypytywali, ale wiele rzeczy też mówił im sam z siebie, bo wychodził z założenia, że powinni wiedzieć z jakim typem człowieka się umawiał. Sam chętnie przysłuchiwał się temu, co Basil mówił, bo może dowie się o nim czegoś nowego, o czym chłopak mu jeszcze nie mówił. Teraz, skoro starszy poznał jego rodziców to wypadałoby, żeby Saint poznał tych Chirona. Nie wiedział jednak, w jaki sposób miałoby do tego dojść. Chyba nie było wyjścia, jak zaprosić ich na kilka dni do siebie albo polecieć razem z Basilem do nich.
— Pracują razem? — zapytała kobieta i uniosła nieco brwi. — To takie urocze i romantyczne, że mają taką samą pasję — dodała i uśmiechnęła się od ucha do ucha. — Brzmi jak bardzo ciekawa praca. W naszym przypadku, to nic nadzwyczajnego — dodała i machnęła od niechcenia ręką. — Aidan jest cukiernikiem i robi wypieki na zamówienie, a ja jestem groomerem i mam swój mały salonik przy domu — powiedziała, jakby była przekonana, że Basil jeszcze o tym nie wiedział. No i miała rację, bo jakoś tak nigdy nie wspomniał chłopakowi na temat tego, czym zajmowali się jego rodzice. — Można powiedzieć, że oboje pracujemy z domu, a co za tym idzie, Saint od małego siedział ze mną w salonie i pilnował zwierzaków albo pałętał się w kuchni i przeszkadzał tacie. Niestety, jak już zapewne się przekonałeś, nie odziedziczył po nim smykałki do pieczenia — odparła i westchnęła sobie cicho pod nosem, jakby to co najmniej był jego obowiązek, żeby miał takie same zainteresowania jak on. Wystarczyło, że wyglądał i ubierał się jak oni, ileż można było oczekiwać? Posłał jedynie kobiece nieprzychylne spojrzenie i pokręcił lekko głową, chcąc jej dać do zrozumienia, żeby po prostu dała sobie spokój.
— Może jednak chcesz się napić czegoś mocniejszego? — zapytał Basila, spoglądając na niego, po czym sam wyzerował swój kieliszek. Wino wchodziło mu dzisiaj wyjątkowo dobrze i szybko, ale nic dziwnego, skoro znalazł się w takiej niekomfortowej dla siebie sytuacji. Dziwnie mu trochę było, że Chiron jako jedyny nie pił i wychodził z założenia, że jak wypije jedną lampkę wina to nie stanie mu się żadna krzywda. — Mamo, tato, dolać wam? — zapytał, zwracając się jeszcze do rodziców. Oboje pokiwali głową i jak na zawołanie również dopili wino ze swoich kieliszków.
Pumpkin
— Pracują razem? — zapytała kobieta i uniosła nieco brwi. — To takie urocze i romantyczne, że mają taką samą pasję — dodała i uśmiechnęła się od ucha do ucha. — Brzmi jak bardzo ciekawa praca. W naszym przypadku, to nic nadzwyczajnego — dodała i machnęła od niechcenia ręką. — Aidan jest cukiernikiem i robi wypieki na zamówienie, a ja jestem groomerem i mam swój mały salonik przy domu — powiedziała, jakby była przekonana, że Basil jeszcze o tym nie wiedział. No i miała rację, bo jakoś tak nigdy nie wspomniał chłopakowi na temat tego, czym zajmowali się jego rodzice. — Można powiedzieć, że oboje pracujemy z domu, a co za tym idzie, Saint od małego siedział ze mną w salonie i pilnował zwierzaków albo pałętał się w kuchni i przeszkadzał tacie. Niestety, jak już zapewne się przekonałeś, nie odziedziczył po nim smykałki do pieczenia — odparła i westchnęła sobie cicho pod nosem, jakby to co najmniej był jego obowiązek, żeby miał takie same zainteresowania jak on. Wystarczyło, że wyglądał i ubierał się jak oni, ileż można było oczekiwać? Posłał jedynie kobiece nieprzychylne spojrzenie i pokręcił lekko głową, chcąc jej dać do zrozumienia, żeby po prostu dała sobie spokój.
— Może jednak chcesz się napić czegoś mocniejszego? — zapytał Basila, spoglądając na niego, po czym sam wyzerował swój kieliszek. Wino wchodziło mu dzisiaj wyjątkowo dobrze i szybko, ale nic dziwnego, skoro znalazł się w takiej niekomfortowej dla siebie sytuacji. Dziwnie mu trochę było, że Chiron jako jedyny nie pił i wychodził z założenia, że jak wypije jedną lampkę wina to nie stanie mu się żadna krzywda. — Mamo, tato, dolać wam? — zapytał, zwracając się jeszcze do rodziców. Oboje pokiwali głową i jak na zawołanie również dopili wino ze swoich kieliszków.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
eze
— Dzięki — uśmiechnął się do chłopaka. Akurat jego zdanie interesowało go najbardziej. Jasne, liczyło się dla niego to, czy jego rodzicom również smakowało, ale na opinii chłopaka zależało mu jakoś bardziej. Jakby nie było, to byli razem, mieszkali wspólnie, więc trochę słabo by było, gdyby nie smakowało mu jedzenie, które dla niego gotował. Dziwnie mu było ze świadomością, że młodszy najwyraźniej opowiadał o nim swoim rodzicom. Nie wiedzieć czemu, ale był przekonany, że zawsze omijał temat ich związku szerokim łukiem. Było mu miło, bo to znaczyło tylko tyle, że traktował go poważnie i że się go nie wstydził. Teraz był ciekaw, co takiego jeszcze o nim opowiadał i czy wśród tych rzeczy były również jego wyskoki. Sam zawsze mówił mamie o tym, że się pokłócił z Saintem, więc nie byłoby niczym dziwnym, gdyby Darby robił dokładnie to samo. Trochę go to zmartwiło, bo nie chciałby, żeby jego rodzice mieli o nim złe zdanie. Przytaknął energicznie głową na jej pytanie o pracę rodziców. — No, nie do końca taką samą, bo mama jest paleontologiem, a tata archeologiem. Ona zajmuje się głównie dinozaurami, a jego specjalnością są wykopaliska w Ameryce Południowej. Jak gdzieś państwo znajdą w internecie, że znaleźli jakąś nową piramidę Majów, to istnieje spora szansa na to, że to mój ojciec — zaśmiał się krótko pod nosem. — Ale tak się składa, że w większości przypadków jeżdżą razem, bo oboje potrafią przeprowadzić wykopaliska i w sumie wszystko im jedno, co tam sobie kopią — dodał jeszcze, żeby wyjaśnić tę kwestię. Zawsze go bawiło, kiedy mama się wkurzała, kiedy ktoś nazywał ją archeologiem. Potrafiła postawić taką osobę do pionu, tłumacząc jej przez godzinę albo dwie, czym te dwie dziedziny nauki się różnią. Wpatrywał się w kobietę, kiedy opowiadała o tym, czym się zajmują. Był w niemałym szoku i widać to było po jego twarzy. Sam nie wiedział czemu, ale bardziej widziałby ich jako prowadzących wycieczki po nawiedzonych miejscach albo jako właścicieli firmy pogrzebowej. Okej, patrzył teraz na nich trochę stereotypowo, ale nie miał za dużo styczności z subkulturami i to było dla niego coś nowego. — To brzmi ciekawie — powiedział w końcu, bo nie chciał zostawiać tego bez komentarza, żeby nie wyszło, że go zatkało. — Bardzo bym go chciał zobaczyć takiego małego — uśmiechnął się do kobiety, a potem zerknął na Sainta. — Teraz wiem, skąd ma w sobie taką miłość do zwierzaków — powiedział i wyciągnął rękę w jego stronę, żeby zaczesać mu włosy za ucho. — To nic. Ja też raczej nie piekę — dodał i ponownie przeniósł spojrzenie na kobietę. Trochę mu dziwnie było, gdy tak trochę chłopakowi pojeżdżali. Niekoniecznie mu się to podobało, ale tak długo, jak Darby na nic mu nie narzekał, to nie chciał się wtrącać. Widział jednak te wszystkie jego spojrzenia i nie umknęło jego uwadze to, że chłopak siedział jakiś taki cichy. Gdy młodszy zadał mu pytanie, przez chwilę się zastanawiał, ale w końcu uznał, że chyba jednak wypadałoby się napić z teściami. Nie chciał, żeby sobie to jakoś źle odebrali. — W sumie możesz mi też nalać wina — odparł. Sięgnął po swoją szklankę z sokiem, żeby go dopić, po czym wstał i wstawił ją do zlewu. Wyciągnął kieliszek dla siebie i postawił go przy swoim talerzu. — A właśnie — zaczął nagle, podpierając się rękoma o oparcie krzesła Sainta. — Skoro jest pani groomerką, to może na następne kąpanie zapiszemy się do pani? — dodał i uśmiechnął się do niej pięknie. — Co prawda, nigdy nie były u fryzjera, bo zawsze kąpie psy sam, ale szlag mnie trafia na samą myśl, że wszystko potem jest mokre, włącznie ze mną — podsumował i pokręcił lekko głową na boki. Już jakiś czas temu zastanawiał się nad tym, czy nie iść w tej sprawie do specjalisty, ale jakoś nigdy nie mógł się za to zabrać i ostatecznie kąpał psa sam.
Ghoul
po mieście błąka się tylko jedna dusza
piercing on your lip, it's perfect
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
Whispers of life
cado
Jego rodzice wysłuchali tego wywodu Basila na temat różnic w pracy paleontologa a archeologa, chociaż nie wyglądało na to, żeby i tak te różnice zrozumieli. Kopanie w ziemi to kopanie w ziemi, po co nadawać na to kilka różnych nazw? Akurat Saint zapewne był podobnego zdania. Poza tym, ludziom na pewno łatwiej było zrozumieć na czym polegała czyjaś praca, kiedy ten mówił, że był archeologiem, a z paleontologiem już na pewno byłoby ciężej. Widząc jego reakcję i słysząc jego komentarz odnośnie pracy swoich rodziców, uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Dobrze wiedział, że to nie było coś, czego ktokolwiek by się spodziewał po jego rodzicach, bo robienie takich rzeczy na pewno do niego nie pasowało. W sumie, to czasami zastanawiał się, co inni zakładali, że jego rodzice robili, kiedy ich widzieli. Trochę żałował teraz, że jego mama tak się wygadała, bo chętnie po wszystkim zapytał by Basila, żeby zgadywał. Nie zdziwiłby się, jakby usłyszał, że prowadzą swój zakład pogrzebowy albo wykonują równie inną, mroczną pracę. —Nie, nie chciałbyś — odpowiedział od razu, zanim jego rodzice mogli się wtrącić, po czym posłał im nieprzychylne spojrzenie, jakby chciał ich przed czymś ostrzec.
— Och, mamy całą masę albumów ze zdjęciami jak Saint był mały. Oboje mieliśmy obsesję na punkcie robienia mu zdjęć i nagrywania go, żeby potem móc sobie powspominać i porozczulać się nad tym, jakim był małym, uroczym bączkiem — powiedziała kobieta, która westchnęła cicho, wyraźnie się rozmarzając. — Wyobraź sobie, że już nawet wtedy był takim małym gburkiem — dodała i pokręciła rozbawiona głową. Saint odruchowo zsunął się nieco niżej na krześle, wyraźnie zakłopotany tym jak kobieta go nazwała. Wiedział, że tak będzie. — Jak kiedyś do nas przyjedziesz, to możemy pokazać ci parę zdjęć. O ile, oczywiście, ktoś postanowi cię zaprosić — odezwał się jego ojciec, spoglądając dość wymownie na Sainta, który jakoś tak odruchowo odwrócił głowę w bok, udając, że wcale tego nie widział. Odchrząknął cicho, po czym westchnął ciężko, bo wiedział, że teraz Basil będzie chciał, żeby koniecznie go zaprosił do rodziców.
Kiedy Basil tak zaczesał mu włosy za ucho, zrobiło mu się nieco dziwnie, bo jakby nie było, to jego rodzice wciąż siedzieli naprzeciwko. Do tego, przyglądali im się w taki sposób, jakby ta scena to była coś nierealnego i niewiarygodnego. Jak tak dalej pójdzie, to jego mama popłacze się z przejęcia tym, że Saint sobie kogoś znalazł. — No i dobrze. Jakbyś jeszcze dobrze piekł, to już chyba we wszystkim byłbyś idealny i słabo bym przy tobie wypadał — stwierdził i zaśmiał się nerwowo. Nie można było zaprzeczyć temu, że w przeciwieństwie do Basila, Saint nie miał za wiele do zaoferowania. — Dobra decyzja — stwierdził i kiwnął lekko głową. Powiódł wzrokiem za chłopakiem, kiedy ten wstał, żeby odstawić szklankę i wziąć kieliszek. Gdy starszy odstawił go na blat, sięgnął po butelkę z winem i zaczął go nalewać do każdego z kieliszków stojących na stole. Odchylił głowę do tyłu, kiedy starszy tak oparł się o jego krzesło i zaczął mówić.
— Jak najbardziej, zapraszam! Bardzo chętnie przyjmę takich nowych, uroczych klientów — powiedziała kobieta i puściła Basilowi oczko. Nie wiadomo, czy miała na myśli tylko oba psy, czy cały pakiet razem z właścicielem. — Może nawet dorzucę jakąś zniżkę — zaśmiała się, po czym sięgnęła po kieliszek z winem, żeby upić łyk. Trochę domyślał się, że Basil będzie chciał zajrzeć do salonu jego mamy, skoro dowiedział się czym ta się zajmuje. W końcu po co miał szukać wśród obcych, jak jego teściowa mogła odwalić całą robotę.
Pumpkin
— Och, mamy całą masę albumów ze zdjęciami jak Saint był mały. Oboje mieliśmy obsesję na punkcie robienia mu zdjęć i nagrywania go, żeby potem móc sobie powspominać i porozczulać się nad tym, jakim był małym, uroczym bączkiem — powiedziała kobieta, która westchnęła cicho, wyraźnie się rozmarzając. — Wyobraź sobie, że już nawet wtedy był takim małym gburkiem — dodała i pokręciła rozbawiona głową. Saint odruchowo zsunął się nieco niżej na krześle, wyraźnie zakłopotany tym jak kobieta go nazwała. Wiedział, że tak będzie. — Jak kiedyś do nas przyjedziesz, to możemy pokazać ci parę zdjęć. O ile, oczywiście, ktoś postanowi cię zaprosić — odezwał się jego ojciec, spoglądając dość wymownie na Sainta, który jakoś tak odruchowo odwrócił głowę w bok, udając, że wcale tego nie widział. Odchrząknął cicho, po czym westchnął ciężko, bo wiedział, że teraz Basil będzie chciał, żeby koniecznie go zaprosił do rodziców.
Kiedy Basil tak zaczesał mu włosy za ucho, zrobiło mu się nieco dziwnie, bo jakby nie było, to jego rodzice wciąż siedzieli naprzeciwko. Do tego, przyglądali im się w taki sposób, jakby ta scena to była coś nierealnego i niewiarygodnego. Jak tak dalej pójdzie, to jego mama popłacze się z przejęcia tym, że Saint sobie kogoś znalazł. — No i dobrze. Jakbyś jeszcze dobrze piekł, to już chyba we wszystkim byłbyś idealny i słabo bym przy tobie wypadał — stwierdził i zaśmiał się nerwowo. Nie można było zaprzeczyć temu, że w przeciwieństwie do Basila, Saint nie miał za wiele do zaoferowania. — Dobra decyzja — stwierdził i kiwnął lekko głową. Powiódł wzrokiem za chłopakiem, kiedy ten wstał, żeby odstawić szklankę i wziąć kieliszek. Gdy starszy odstawił go na blat, sięgnął po butelkę z winem i zaczął go nalewać do każdego z kieliszków stojących na stole. Odchylił głowę do tyłu, kiedy starszy tak oparł się o jego krzesło i zaczął mówić.
— Jak najbardziej, zapraszam! Bardzo chętnie przyjmę takich nowych, uroczych klientów — powiedziała kobieta i puściła Basilowi oczko. Nie wiadomo, czy miała na myśli tylko oba psy, czy cały pakiet razem z właścicielem. — Może nawet dorzucę jakąś zniżkę — zaśmiała się, po czym sięgnęła po kieliszek z winem, żeby upić łyk. Trochę domyślał się, że Basil będzie chciał zajrzeć do salonu jego mamy, skoro dowiedział się czym ta się zajmuje. W końcu po co miał szukać wśród obcych, jak jego teściowa mogła odwalić całą robotę.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
eze
— Oczywiście, że bym chciał — odparł i ściągnął brwi. Nie wiedział, dlaczego Saint uznał, że nie chciałby go zobaczyć jako małego chłopca. Na pewno musiał być uroczy. Sam nie miałby problemów, żeby pokazać mu jakieś stare albumy, bo jego babcia miała ich od cholery. Uważał, że był słodki, kiedy był mały i że wyglądał jak mały aniołek. Nic dziwnego, że wyrósł na takiego przystojniaka. Przeniósł wzrok na kobietę, gdy ta zaczęła mówić. — Uroczym bączkiem? — zapytał i zaśmiał się krótko po nosem, kręcąc głową na boki. Bardzo przypadło mu to określenie do gustu, ale chyba nie powinien go tak nazywać, bo na pewno nie chciałby, żeby zwracał się do niego w ten sposób. — Nie no, nie jest tak źle. Znam większe gbury — odparł. Zerknął kątem oka na Sainta, który najwyraźniej planował schować się pod stołem. Nie był tym zdziwiony, bo większość osób czuła zażenowanie, kiedy rodzice opowiadali o ich dzieciństwie. Tyle tylko, że Basil naprawdę chciał się czegoś dowiedzieć, żeby lepiej chłopaka poznać, a teraz miał ku temu idealną okazję. — Chętnie je obejrzę. Na pewno kiedyś Saint mnie zaprosi — odpowiedział. Teraz raczej nie będzie miał solidnej wymówki, żeby tam nie jechali, bo Basil poznał w końcu jego rodziców i to, że nie był gotowy ich sobie zapoznać, nie będzie już mogło być jego wymówką. Nie przemyślał tego, że Darby poczuje się dziwnie, gdy okaże mu taki gest przy jego rodzicach. To było dla niego naturalne, że skoro o nich wiedzieli, to nie musieli się kryć z tym, że byli normalną parą, która czasami okazywała sobie takie gesty. Spojrzał na chłopaka z politowaniem, gdy usłyszał jego komentarz. — Przestań tak mówić. Wcale nie wypadasz przy mnie źle — westchnął krótko. Nie lubił, kiedy młodszy się do niego porównywał albo miał go za lepszego. Wcale nie uważał, żeby tak było. Byli po prostu różni i każdy z nich miał jakieś tam umiejętności, a że akurat Basil gotował, to robił to codziennie i było to bardziej widoczne. Poza tym dla niego Saint był idealny i nie chciałby nic w nim zmieniać. — Chyba tak — przyznał. Będzie tylko musiał się pilnować, bo naprawdę byłoby mu wstyd, gdyby nawalił się przy teściach. Na pewno przez to zmieniliby o nim swoje zdanie. Spojrzał na chłopaka, gdy ten tak odchylił głowę i odgarnął mu dłonią włosy do tyłu. — Świetnie. W takim razie później się umówimy — wyszczerzył się do niej, całkowicie ignorując aluzję. — Zniżka brzmi całkiem dobrze — odparł, po czym usiadł na swoim krześle i sięgnął po kieliszek, żeby napić się wina. — Cały czas próbuję namówić Sainta na to, żeby poznał moich rodziców, ale ciągle mi odmawia — westchnął sobie krótko pod nosem. Zupełnie jakby liczył na to, że rodzice chłopaka przekonają go do tego, że jednak powinien to zrobić. — To przecież nie tak, że by go zjedli. Państwo mnie nie zjedli — dodał i wbił szczenięce spojrzenie w matkę chłopaka, bo coś czuł, że w ten sposób byłby w stanie coś ugrać. Miał nadzieję, że kobieta podpowie młodszemu, że teraz rzeczywiście by wypadało, żeby polecieli do rodziców Basila albo zaprosili ich do siebie na kilka dni.
Ghoul
po mieście błąka się tylko jedna dusza
piercing on your lip, it's perfect
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
Whispers of life
cado
Słysząc odpowiedź Basila, przewrócił oczyma. Oczywiście, że starszy chciałby zobaczyć jego zdjęcia z dzieciństwa. Nawet nie był tym zaskoczony, bo to było po prostu oczywiste. Wiedział o tym w momencie jak tylko jego mama powiedziała, że może mu pokazać zdjęcia w albumie. Słysząc, jak Basil powtórzył po jego matce i nazwał go uroczym bączkiem, posłał mu piorunujące spojrzenie, chcąc mu dać tym samym do zrozumienia, żeby nawet nie próbował go tak nazywać, bo nie skończy się to dla niego dobrze. Jeszcze tego brakowało, żeby starszy zaczął go nazywać tymi wszystkimi pieszczotliwymi określeniami, jakimi nazywała go jego matka. Słysząc kolejne słowa chłopaka, spojrzał na niego z niedowierzaniem i zamrugał kilkukrotnie. Co to niby miały znaczyć, że nie jest tak źle? No, ale przynajmniej teraz Chiron potwierdził, że rzeczywiście miał go za gbura. Widać było, że był tym wyraźnie urażony. — Nie wiem. Zastanowię się — burknął, obrażony. Teraz to nie miał ochoty gdziekolwiek zapraszać chłopaka, żeby ten nie mógł obejrzeć tych zdjęć, które jego rodzice chcieli mu pokazać. Oczywiście, jego rodzice od razu na ten tekst zmierzyli go nieprzychylnymi spojrzeniami, jakby chcieli mu dać do zrozumienia, żeby nawet nie próbował się z tego wykręcać. Nie zdziwiłby się, jakby ci sami zaprosili do siebie Basila i tyle, a Saint nawet nie miałby pojęcia o tym, że w ogóle ze sobą rozmawiali. Niestety, popełnił ten błąd, że dał swoim rodzicom jego numer telefonu. Po tym całym zajściu na paradzie, kiedy od nich nie odbierał i nie mogli się z nim skontaktować, zażądali, żeby podał im numer do Basila, żeby w razie co mogli w podobnych sytuacjach zadzwonić do niego i dowidzieć się, co i jak. — Powiedzmy — stwierdził i wzruszył lekko ramionami. Od samego początku uważał, że nie dorastał Basilowi do pięt, tak właściwie to chyba pod każdym możliwym względem. Chłopak był atrakcyjniejszy, lepiej zbudowany i umiał więcej od niego, w dodatku był też po studiach. Czasami myślał, że miał naprawdę farta, że ktoś taki się w nim zakochał, ale innym razem uświadamiał sobie, że Basila było na pewno stać na kogoś więcej, a co za tym szło, trochę obawiał się, że napatoczy się ktoś lepszy, kto będzie mógł zająć jego miejsce u boku chłopaka. Na jego słowa skinął delikatnie głową. Uśmiechnął się nikle do starszego, kiedy ten tak odgarnął mu włosy do tyłu.
— No wiesz co, Saint? — zapytała z oburzeniem kobieta. Najwidoczniej niekoniecznie przypadło jej do gustu to, że wykręcał się od spotkania z rodzicami chłopaka. Był też trochę zły na Basila, że ten w ogóle wspomniał o tym przy jego rodzicach, bo na pewno później dostanie od mamy albo taty telefon i któreś z nich urządzi mu pogadankę, że nie powinien się zachowywać w taki sposób. Szkoda tylko, że nikt nie brał pod uwagę tego, że rodzice Basila mieszkali daleko i jakby miał się z nimi spotkać, to czekałaby ich obu dość długa podróż. — Zaproś rodziców do siebie, to nie będzie miał wyjścia — stwierdziła jego mama i uśmiechnęła się od ucha do ucha, wyraźnie zadowolona ze swojego pomysłu. No i miała rację, bo to przecież nie tak, że nie pozwoli chłopakowi ich zaprosić. Jeżeli tylko Basil będzie tego chciał, to mogą przyjechać i wtedy takie spotkanie będzie nie do uniknięcia.
* * *
Reszta obiadu przebiegła w miłej atmosferze oraz rozmowach o wszystkim i o niczym. Jego rodzice nie omieszkali opowiedzieć Basilowi kilku zawstydzających dla Sainta historii z jego dzieciństwa czy lat nastoletnich, trochę też posłodzili samemu Chironowi, a kiedy skończyli posiłek, przenieśli się z winem do salonu, żeby tam kontynuować rozmowę. Wszyscy całkowicie stracili poczucie czasu, w dodatku skończyło się na tym, że wypili prawie wszystkie butelki wina, które Saint wcześniej kupił. Był też zaskoczony tym, że nawet taki Basil chyba nieco sobie dzisiaj odpuścił i wypił znacznie więcej, niż sobie normalnie pozwalał. W rezultacie obaj byli dość podpici. W końcu jego rodzice uznali, że pora się zbierać do domu, bo zrobiło się dość późno. Pożegnali się z nimi, po czym obaj uprzątnęli wszystko ze stołu (czyt. przenieśli część naczyń do zmywarki, a drugą część do zlewu). Saint wrócił do salonu i opadł na kanapę, rozsiadając się na niej wygodnie. — Jezu, czuję się jakby wyssali ze mnie całą energię — stwierdził, przymykając powieki i opierając głowę na oparciu kanapy. Zaraz jednak ją podniósł i otworzył oczy, bo kręciło mu się dość mocno w głowie.
Pumpkin
— No wiesz co, Saint? — zapytała z oburzeniem kobieta. Najwidoczniej niekoniecznie przypadło jej do gustu to, że wykręcał się od spotkania z rodzicami chłopaka. Był też trochę zły na Basila, że ten w ogóle wspomniał o tym przy jego rodzicach, bo na pewno później dostanie od mamy albo taty telefon i któreś z nich urządzi mu pogadankę, że nie powinien się zachowywać w taki sposób. Szkoda tylko, że nikt nie brał pod uwagę tego, że rodzice Basila mieszkali daleko i jakby miał się z nimi spotkać, to czekałaby ich obu dość długa podróż. — Zaproś rodziców do siebie, to nie będzie miał wyjścia — stwierdziła jego mama i uśmiechnęła się od ucha do ucha, wyraźnie zadowolona ze swojego pomysłu. No i miała rację, bo to przecież nie tak, że nie pozwoli chłopakowi ich zaprosić. Jeżeli tylko Basil będzie tego chciał, to mogą przyjechać i wtedy takie spotkanie będzie nie do uniknięcia.
Reszta obiadu przebiegła w miłej atmosferze oraz rozmowach o wszystkim i o niczym. Jego rodzice nie omieszkali opowiedzieć Basilowi kilku zawstydzających dla Sainta historii z jego dzieciństwa czy lat nastoletnich, trochę też posłodzili samemu Chironowi, a kiedy skończyli posiłek, przenieśli się z winem do salonu, żeby tam kontynuować rozmowę. Wszyscy całkowicie stracili poczucie czasu, w dodatku skończyło się na tym, że wypili prawie wszystkie butelki wina, które Saint wcześniej kupił. Był też zaskoczony tym, że nawet taki Basil chyba nieco sobie dzisiaj odpuścił i wypił znacznie więcej, niż sobie normalnie pozwalał. W rezultacie obaj byli dość podpici. W końcu jego rodzice uznali, że pora się zbierać do domu, bo zrobiło się dość późno. Pożegnali się z nimi, po czym obaj uprzątnęli wszystko ze stołu (czyt. przenieśli część naczyń do zmywarki, a drugą część do zlewu). Saint wrócił do salonu i opadł na kanapę, rozsiadając się na niej wygodnie. — Jezu, czuję się jakby wyssali ze mnie całą energię — stwierdził, przymykając powieki i opierając głowę na oparciu kanapy. Zaraz jednak ją podniósł i otworzył oczy, bo kręciło mu się dość mocno w głowie.
po mieście błąka się tylko jedna dusza
eze
Musiał przyznać, że to spojrzenie trochę go przeraziło. Nie spodziewał się, że Saint aż tak się oburzy, kiedy powtórzy po jego mamie. Teraz przynajmniej miał pewność, że nie powinien nazywać go różnymi czułymi określeniami, którymi nazywała go jego mama. A szkoda, bo akurat to konkretne określenie bardzo mu się spodobało i chętnie czasami zwróciłby się do niego w taki sposób. Ściągnął brwi, kiedy chłopak wydał się taki zaskoczony jego słowami. Nie wiedział, o co mu chodziło i dlaczego aż tak się obraził, bo nie uważał, żeby powiedział coś nie tak. Wręcz przeciwnie, stwierdził, że Darby nie był wcale takim gburem, za jakiego najwyraźniej mieli go jego rodzice. — No wiesz? — spojrzał na niego, ściągając brwi. Naprawdę chciałby zobaczyć zdjęcia z jego dzieciństwa, ale wyglądało na to, że młodszy nie miał na to najmniejszej ochoty. Nie miał zamiaru go do tego jakoś bardzo namawiać, ani tym bardziej nie miał zamiaru odwiedzać jego rodziców za jego plecami, ale uważał, że chłopak trochę dramatyzował. Te zdjęcia na pewno nie były aż tak złe, żeby aż tak usilnie nie chciał, żeby je zobaczył. Westchnął tylko na jego odpowiedź. Nie potrafił zrozumieć tego, dlaczego młodszy uważał, że źle przy nim wypadał. Za każdym razem, gdy tak mówił, to robiło mu się po prostu przykro, bo nie chciał, żeby Saint się do niego w jakikolwiek sposób porównywał. Niestety, to było coś, co często się między nimi przewijało i Basil zupełnie nie miał pomysłu, jak mógłby zmienić jego tok myślenia. Może rzeczywiście nie powinien poruszać tego tematu, ale jakoś tak samo wyszło. Poza tym naprawdę by chciał, żeby Saint poznał jego rodziców, tym bardziej że on poznał tych jego. Czasami zastanawiał się, czy może chodziło o to, że Darby miał jego rodziców za jakichś dziwnych i dlatego nie chciał ich poznać. Trochę mu o nich opowiadał i mógł na przykład wyciągnąć sobie jakieś błędne wnioski. — Też o tym myślałem, ale nie chcę, żeby Saint czuł się źle w swoim domu — odparł i westchnął krótko. Już dawno by ich zaprosił, gdyby nie to, że widział, że młodszy nie pałał do tego entuzjazmem.
* * *
Na szczęścia reszta obiadu oraz całej wizyty państwa Darby przebiegła pomyślnie. Co prawda, wcześniej powiedział sobie, że nie będzie pił, ale rodzice chłopaka byli nawet jak dla niego bardzo intensywni, więc musiał wesprzeć się winem. Nawet się nie spostrzegł, że tak szybko minęło tyle czasu i nim się obejrzeli, goście zebrali się do wyjścia. Po ich wyjściu zajęli się naczyniami w kuchni. Gdy Saint ruszył do salonu, powiódł za nim wzrokiem. Na chwilę musiał podeprzeć się o blat w kuchni, bo w głowie mu szumiało i zdecydowanie mógł powiedzieć, że był po prostu nawalony. Dawno nie doprowadził się do takiego stanu i to było bardziej niż oczywiste, że następnego dnia będzie umierał z powodu kaca. W końcu nalał sobie szklankę wody, wypił ją i przeszedł do salonu. Uśmiechnął się do siebie, gdy usłyszał słowa chłopaka. — Są dość... — zaczął i przez chwilę szukał w głowie odpowiedniego słowa. — Intensywni — powiedział w końcu i zaśmiał się krótko pod nosem. Podszedł do kanapy, ale zamiast na niej siadać, podparł się rękoma po obu stronach Sainta i wbił w niego swoje spojrzenie, posyłając mu przy tym zaczepny uśmiech.
Ghoul
Na szczęścia reszta obiadu oraz całej wizyty państwa Darby przebiegła pomyślnie. Co prawda, wcześniej powiedział sobie, że nie będzie pił, ale rodzice chłopaka byli nawet jak dla niego bardzo intensywni, więc musiał wesprzeć się winem. Nawet się nie spostrzegł, że tak szybko minęło tyle czasu i nim się obejrzeli, goście zebrali się do wyjścia. Po ich wyjściu zajęli się naczyniami w kuchni. Gdy Saint ruszył do salonu, powiódł za nim wzrokiem. Na chwilę musiał podeprzeć się o blat w kuchni, bo w głowie mu szumiało i zdecydowanie mógł powiedzieć, że był po prostu nawalony. Dawno nie doprowadził się do takiego stanu i to było bardziej niż oczywiste, że następnego dnia będzie umierał z powodu kaca. W końcu nalał sobie szklankę wody, wypił ją i przeszedł do salonu. Uśmiechnął się do siebie, gdy usłyszał słowa chłopaka. — Są dość... — zaczął i przez chwilę szukał w głowie odpowiedniego słowa. — Intensywni — powiedział w końcu i zaśmiał się krótko pod nosem. Podszedł do kanapy, ale zamiast na niej siadać, podparł się rękoma po obu stronach Sainta i wbił w niego swoje spojrzenie, posyłając mu przy tym zaczepny uśmiech.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
po mieście błąka się tylko jedna dusza
piercing on your lip, it's perfect
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
Whispers of life
cado
Spojrzał na chłopaka, kiedy ten dołączył do niego w salonie. Musiał przyznać, że jeszcze nigdy nie miał z Basilem do czynienia, kiedy ten był taki nawalony. O dziwo, jego rodzicom praktycznie nic nie było. Zupełnie, jakby przez ten cały czas pili wodę albo sok, a nie wino. Musieli być naprawdę zaprawieni w boju i nie było szans, żeby Saint i Basil im dorównali. Słysząc jego słowa zaśmiał się cicho i pokręcił lekko głową. — No co ty nie powiesz? — odparł rozbawiony. Jeżeli już nawet taki Basil, który był bardzo towarzyskim człowiekiem i lubił spędzać czas z innymi ludźmi, czuł się przytłoczony tym jacy byli jego rodzice, to co takiego miał powiedzieć biedny Saint? Czuł się przy nich całkowicie stłamszony i za każdym razem jak tylko się z nimi widział, to musiał to potem odchorować, żeby z powrotem wrócić do świata żywych i normalnie funkcjonować. Wbił swoje spojrzenie w jego twarz i uniósł nieco brwi, kiedy starszy do niego podszedł i tak wsparł się rękami po bokach jego głowy. Zamrugał kilkukrotnie, wpatrując się w niego, nie wiedząc co powinien myśleć.
Pumpkin
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
po mieście błąka się tylko jedna dusza
eze
po mieście błąka się tylko jedna dusza
piercing on your lip, it's perfect
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
never seen another boy this perfect
sticking out your tongue for the picture
you're so pretty, you're so popular
Whispers of life
cado
po mieście błąka się tylko jedna dusza