(jednak) 029.
Czekała na to. Zwłaszcza w ostatnich tygodniach, które były – delikatnie mówiąc – trudne, ciemnowłosa odliczała dni do wylotu do Szkocji, jakby to miało okazać się remedium na wszystkie bolączki. Dobrze wiedziała, że kiedy wróci tak naprawdę niewiele się zmieni, ale to się nie liczyło w tym momencie. Przed nią był cały tydzień poza Nowym Orleanem i tylko to wydawało się naprawdę istotne.
Odruchowo zerknęła w bok, na swojego towarzysza, który siedział na miejscu pasażera wynajętego auta, prędko jednak przeniosła wzrok na drogę przed nimi. Nawigacja twierdziła, że zostało im raptem kilka kilometrów do miejsca docelowego. I tak mieli się pojawić tam później niż Kyra zakładała, ale po wyjściu z lotniska doszła do wniosku, że najpierw muszą pójść coś zjeść, wobec czego szukali w okolicy jakiejś dobrej knajpy, a dopiero potem zajmą się resztą. Pomimo dość długiego lotu, nie czuła zmęczenia, może też dlatego, że udało jej się wyrwać kilka godzin snu, zresztą poprzednią noc, tą w Atlancie, też mogła zaliczyć do grona tych dobrze przespanych i o dziwo czuła się całkiem wypoczęta. To była naprawdę miła odmiana.
Raptem wcisnęła hamulec, a samochodem lekko szarpnęło.
– Wybacz – mruknęła, uświadamiając sobie, że prawie minęła drogę, w którą powinna skręcić. Tu już nie mogła przyspieszyć, bo ta była dość wyboista i poprowadziła ich do okazałego budynku, przed którym Kyra się zatrzymała. – Daj mi chwilę – mówiąc to, wyskoczyła z auta i zniknęła w środku, przebywając tam przez kilka dobrych minut, gdzie chwilę porozmawiała z właścicielem całego tego przybytku, aż w końcu odebrała od niego klucze i wróciła z powrotem do samochodu. Ruszyła drogą, która prowadziła w głąb posesji. Po drodze minęli kilka pojedynczych drewnianych domków, ale ciemnowłosa nie zwalniała; dopiero gdy zostawili za sobą ostatni z nich, w tle zaczął majaczyć następny – ten docelowy. Kyra zaparkowała na podjeździe i zgasiła silnik, dając wyraźny znak, że to tutaj.
– Mieliśmy sporo szczęścia. Z tego domku jest najpiękniejszy widok, ale kiedy rezerwowałam tu nocleg, ten był już zajęty. Tydzień temu zadzwonił do mnie właściciel, że akurat się zwolnił – powiedziała, gdy wyciągali z samochodu swoje bagaże. Kyra ruszyła przodem, w końcu to właśnie ona miała klucze, którymi teraz otworzyła zamek. Popchnęła drzwi i weszła do środka. Na szczęście wnętrze nie odbiegało od tego, co Kyra widziała już na zdjęciach. Zza dużych okien rozciągał się widok na wzgórza Pentland. Na dole mieli do swojej dyspozycji nieduży salon z aneksem kuchennym (i wyjściem na ładnie, przytulnie urządzony taras!) oraz łazienkę. Na górze – no właśnie – jedną sypialnie. Postawiła walizkę gdzieś z boku i popatrzyła na Winstona, a jej usta rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu. – Być może jest jeden drobiazg, o którym zapomniałam wspomnieć – przyznała, wskazując na schody. – Na górze w sypialni jest tylko jedno łóżko. – Wprawdzie dwuosobowe, ale nie zmieniało to faktu, że albo musieli spać tam razem, albo… – Ale kanapa wygląda na wygodną, jeśli wolisz zostać na dole – dokończyła nieco zaczepnie. Ona wolała spać
Winston Palmer



