Miejscow*
31 lat/a, 173 cm
grafik freelancer i właścicielka hoodoo house
Awatar użytkownika
Whispers of life
I desire the things which will destroy me in the end.
(jednak) 029.
Czekała na to.
Zwłaszcza w ostatnich tygodniach, które były – delikatnie mówiąc – trudne, ciemnowłosa odliczała dni do wylotu do Szkocji, jakby to miało okazać się remedium na wszystkie bolączki. Dobrze wiedziała, że kiedy wróci tak naprawdę niewiele się zmieni, ale to się nie liczyło w tym momencie. Przed nią był cały tydzień poza Nowym Orleanem i tylko to wydawało się naprawdę istotne.
Odruchowo zerknęła w bok, na swojego towarzysza, który siedział na miejscu pasażera wynajętego auta, prędko jednak przeniosła wzrok na drogę przed nimi. Nawigacja twierdziła, że zostało im raptem kilka kilometrów do miejsca docelowego. I tak mieli się pojawić tam później niż Kyra zakładała, ale po wyjściu z lotniska doszła do wniosku, że najpierw muszą pójść coś zjeść, wobec czego szukali w okolicy jakiejś dobrej knajpy, a dopiero potem zajmą się resztą. Pomimo dość długiego lotu, nie czuła zmęczenia, może też dlatego, że udało jej się wyrwać kilka godzin snu, zresztą poprzednią noc, tą w Atlancie, też mogła zaliczyć do grona tych dobrze przespanych i o dziwo czuła się całkiem wypoczęta. To była naprawdę miła odmiana.
Raptem wcisnęła hamulec, a samochodem lekko szarpnęło.
Wybacz – mruknęła, uświadamiając sobie, że prawie minęła drogę, w którą powinna skręcić. Tu już nie mogła przyspieszyć, bo ta była dość wyboista i poprowadziła ich do okazałego budynku, przed którym Kyra się zatrzymała. – Daj mi chwilę – mówiąc to, wyskoczyła z auta i zniknęła w środku, przebywając tam przez kilka dobrych minut, gdzie chwilę porozmawiała z właścicielem całego tego przybytku, aż w końcu odebrała od niego klucze i wróciła z powrotem do samochodu. Ruszyła drogą, która prowadziła w głąb posesji. Po drodze minęli kilka pojedynczych drewnianych domków, ale ciemnowłosa nie zwalniała; dopiero gdy zostawili za sobą ostatni z nich, w tle zaczął majaczyć następny – ten docelowy. Kyra zaparkowała na podjeździe i zgasiła silnik, dając wyraźny znak, że to tutaj.
Mieliśmy sporo szczęścia. Z tego domku jest najpiękniejszy widok, ale kiedy rezerwowałam tu nocleg, ten był już zajęty. Tydzień temu zadzwonił do mnie właściciel, że akurat się zwolnił – powiedziała, gdy wyciągali z samochodu swoje bagaże. Kyra ruszyła przodem, w końcu to właśnie ona miała klucze, którymi teraz otworzyła zamek. Popchnęła drzwi i weszła do środka. Na szczęście wnętrze nie odbiegało od tego, co Kyra widziała już na zdjęciach. Zza dużych okien rozciągał się widok na wzgórza Pentland. Na dole mieli do swojej dyspozycji nieduży salon z aneksem kuchennym (i wyjściem na ładnie, przytulnie urządzony taras!) oraz łazienkę. Na górze – no właśnie – jedną sypialnie. Postawiła walizkę gdzieś z boku i popatrzyła na Winstona, a jej usta rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu. – Być może jest jeden drobiazg, o którym zapomniałam wspomnieć – przyznała, wskazując na schody. – Na górze w sypialni jest tylko jedno łóżko. – Wprawdzie dwuosobowe, ale nie zmieniało to faktu, że albo musieli spać tam razem, albo… – Ale kanapa wygląda na wygodną, jeśli wolisz zostać na dole – dokończyła nieco zaczepnie. Ona wolała spać być na górze. Domyślała się, że był to domek dostosowany pod pary, ale uznała, że widoki są warte ewentualnej walki o wpływy łóżko z Winstonem Palmerem.

Winston Palmer
Ostatnio zmieniony ndz 18 sie 2024, 21:44 przez Kyra Darwood, łącznie zmieniany 1 raz.
Przyjezdn*
38 lat/a, 189 cm
Prokurator Generalny Criminal Justice Square
Awatar użytkownika
Whispers of life
Win a no-win situation by rewriting the rules.
35

Win odzwyczaił się od tak dalekich, długich podróży, toteż z samolotu wyszedł nieco połamany, aczkolwiek nie chciał za bardzo tego po sobie pokazać, by Kyra nie wypomniała mu, że to przez wiek, w końcu zbliżały się jego urodziny (a znał ją już trochę i wiedział, że była w stanie posłać w jego kierunku taki komentarz). W ostatnich miesiącach zdarzyło mu się (poza Atlantą i Filadelfią) latać jedynie do Chicago, Nowego Jorku, kiedy Marcy jeszcze w nim mieszkała, i przy okazji wizyty w Wielkim Jabłku, zrobił sobie wolny weekend w Miami, gdzie trochę wypoczął. Głównie jednak... pracował, i pierwszy raz od niepamiętnych czasów w głowie prokuratora pojawiła się myśl o tym, że czuje się... zmęczony.
Niby nic dziwnego, skoro pracował dużo, korzystając z przywileju nadgodzin, niekiedy też zamieniając wolne dni na te skupione na prowadzonych sprawach. Gdzieś między tym upychał sport, by stymulować nie tylko te obszary umysłowe (miał świadomość, że się starzeje i bardziej musi o siebie dbać, by nie zdziadzieć), ale wciąż być sprawnym fizycznie. Odczuwanie zmęczenia wydawało się zatem całkiem oczywistą konsekwencją ów trybu żucia, a mimo to Palmer do tego stanu nie lubił się przyznawać, uznając to za swojego rodzaju słabość.
A do czego komukolwiek potrzebne były słabości?
No właśnie.
Na pewno nie chcesz, bym ja prowadził? – zapytał, bo - jasne - Kyra znała destynację, do jakiej zmierzali, ale i dla niego nie było problemem to, by kierować się nawigacją. Usłyszawszy potwierdzenie, że nie, uniósł tylko dłonie w geście kapitulacji i skupił spojrzenie za oknem, bo widoki już teraz były niesamowite.
Będziesz mnie tak wyręczała we wszystkim podczas tego urlopu? – zagaił luźno, mijając w międzyczasie kolejne domki. – Łącznie z robieniem śniadań do łóżka i kawy? – Wiedział, że nie, ale nawet tego nie wymagał, ot, nie mógł się powstrzymać przed obraniem tego toru rozmowy, a prowadziła ona do konkretnych i zamierzonych przez ciemnowłosego wniosków.
Możesz zacząć od przeprowadzenia masażu – mruknął i rozmasował lewy bark. – Ta blondyna, która koło mnie siedziała w samolocie, przysypiając opierała na mnie głowę – powiedział z pretensją (ciężko stwierdzić, czy wobec nieznajomej kobiety, czy Kyry, że jej nie zwróciła uwagi, by się tak nie rozkładała na jej, ekhm, koledze) i wywrócił oczami niezadowolony. Bo to też nie tak, że Palmer samemu jej nie zwrócił uwagi, bo robił to dwukrotnie, ale potem zasnął i obudził się znów z tego typu niespodzianką na swoim ramieniu. Dobrze, że wtedy już podchodzili do lądowania.
Bo wcale nie szukał usprawiedliwienia co do tego, że był trochę obolały i musiał się rozruszać.
Już mi się podoba – oświadczył z przekonaniem, kiedy Darwood opowiedziała o domku. I nie musiał długo czekać na to, by się upewnić, że podobało mu się b a r d z o, bo kiedy weszli do środka, z aprobatą rozejrzał się po dostępnej przestrzeni, na pewno na długo zawieszając wzrok za tym, co znajdowało się za oknem.
Hej, nie zapominaj się – burknął z oburzeniem (pozorowanym). – To moje urodziny, jeśli ktoś na zająć łóżko, to właśnie ja. – Wzruszył lekko ramionami (to też pomagało w ich rozluźnieniu) i uśmiechnął się triumfalnie.
No, ewentualnie mogli dojść do kompromisu i się nim podzielić, ale o tym jeszcze głośno nie wspominał.

Kyra Darwood
Ostatnio zmieniony ndz 06 paź 2024, 22:00 przez Winston Palmer, łącznie zmieniany 2 razy.
Miejscow*
31 lat/a, 173 cm
grafik freelancer i właścicielka hoodoo house
Awatar użytkownika
Whispers of life
I desire the things which will destroy me in the end.
Kyra lubiła prowadzić. Lubiła długie trasy samochodem, dlatego jeśli mogła sobie na to pozwolić pod względem czasowym, chętnie pokonywała trasę pomiędzy Nowym Orleanem, a Atlantą autem, nie samolotem, mimo że wybierając ten drugi środek transportu oszczędzała kilka godzin podróży. Dlatego teraz równie chętnie to ona wyrwała się, by usiąść za kółkiem. Poza tym skupienie się na drodze pozwalało jej oderwać myśli od tego, co zostawiła w Nowym Orleanie. Bo choć obiecywała sobie, że jej głowa będzie wolna od trosk i zmartwień, to ta sprawa wcale nie była taka prosta. Gdy tylko pojawiała się na to przestrzeń, nieproszone myśli same się tam wkradały.
Wyręczała? – powtórzyła, zerkając w jego kierunku, lekko rozbawionym tonem. Niewątpliwie przejęła kontrolę w kilku aspektach wspólnej wycieczki, ale nie zamierzała całkiem przejmować pałeczki. –Ależ skąd. Zresztą, jestem na takim samym urlopie jak ty, więc chyba musisz zapomnieć o śniadaniu do łóżka, o ile nie zrobisz go sam. – Z czym nie miałaby żadnego problemu, gdyby chciał! Oczywiście wiele z jej zapewnień było przesadzonych, a Kyra – w odpowiednich okolicznościach – nie miałaby nic przeciwko temu, by zrobić coś dla drugiej osoby.
Masaż, zanotowałam. Masz jeszcze jakieś inne, specjalne życzenia? – spytała, przygryzając wargi, by się nie roześmiać. I to nie z tej konkretnej rzeczy, a dlatego, że przypomniała sobie sytuację w samolocie, do której mężczyzna nawiązał. W duchu musiała przyznać, że bawiła się całkiem nieźle, widząc zirytowanie Winstona, ilekroć tamta kobieta naruszała jego osobistą przestrzeń. Ale nie zamierzała się do tego głośno przyznawać.
Jej też się podobało. Ten domek, widoki za oknem, miejsca, które były już przecież na wyciągnięcie ręki, a nie na innym kontynencie. Naprawdę chciała tu odpocząć od ostatnio wyjątkowo przykrej codzienności. Skupiła wzrok na swoim towarzyszu.
Może to mogłoby zadziałać, z tym, że urodziny masz tylko dziś, a jesteśmy tu przez tydzień, więc wybacz, ale średnio przekonuje mnie twój argument – skwitowała, patrząc na niego z pozornym politowaniem. – Ale możemy zrobić tak, że ja zajmę łóżko i jak będziesz dostatecznie miły to pozwolę ci ze mną spać, bo rozumiem, że w tym wieku kilku dni na kanapie mogłoby mieć okropne konsekwencje dla twojego kręgosłupa – dodała, teatralnie wzdychając, choć wymagało to od niej dużo samozaparcia, by się nie roześmiać. No hej, musiał przyznać, że był to jednak wspaniałomyślny gest z jej strony – przede wszystkim dbała o jego zdrowie, wobec czego była gotowa wpuścić go do łóżka na całe sześć (czy ile ich tam mieli tu spędzić) nocy. Jakby nie patrzeć, był już bliżej czterdziestki i w tym wieku nawet jedna noc w niewygodnej pozycji była bardzo dotkliwa. A że opakowywała to w różnego rodzaju złośliwości czy żarty (w głównej mierze) – chyba właśnie taka była ich relacja, Kyra nie mogłaby powiedzieć, że tego nie lubiła. – Za to, skoro już wyciągnąłeś kartę solenizant, masz pierwszeństwo w pójściu pod prysznic – dodała, tym razem zupełnie poważnie, wskazując głową drzwi do łazienki.

Winston Palmer
Przyjezdn*
38 lat/a, 189 cm
Prokurator Generalny Criminal Justice Square
Awatar użytkownika
Whispers of life
Win a no-win situation by rewriting the rules.
Nie lubił tracić czasu na coś, co można usprawnić. Jeśli miał do wyboru kilkugodzinną przejażdżkę do miejsca, do którego mógłby dolecieć w godzinę czy dwie, skracając przy tym czas przemieszczenia się o 2/3, zdecydowanie wybierał samolot. Mieszkał całkiem niedaleko miejsca pracy, nie chcąc przebijać się przez zakorkowany Nowy Orlean, celując również w najbliższe siłownie czy restauracje. I to nie tak, że dalsze rejony miasta były mu obce i jadał tylko w określonych miejscach; nie, lubił wybierać spośród oferty gastronomicznej perełki, choć zapewne nie chciałoby mu się wyruszać na drugi koniec Orleanu po to, by zjeść konkretną potrawę.
Prędzej by ją zamówił, w międzyczasie pracując, uprawiając sport albo czytając.
Te twoje złośliwe przekomarzanki są bardzo dziecinne, wiesz? – mruknął, taksując ją wzrokiem z uniesioną sceptycznie i trochę oceniająco brwią. Po chwili westchnął cicho, pokręcił głową i zostawiając gdzieś w boku walizkę, podszedł do drzwi tarasowych i otworzył je, wpuszczając przyjemnie rześkie powietrze do środka. Tego mu brakowało: zmiany klimatu, widoku natury, zamiast tłocznego, głośnego miasta. Nie przeszkadzały mu nawet niższe temperatury, bo te były jednak sprzymierzeńcem zwiedzania... o ile nie padało, bo wtedy spacerowało się trochę mniej przyjemnie.
Poza tym nie gotuję najgorzej – wspomniał jeszcze w nawiązaniu do poprzedniego tematu, co oznaczało przy okazji, że wcześniej trochę sobie żartował, bo przecież sam lubił słać w kierunku Kyry (ludzi ogólnie chyba) złośliwości mniejsze i większe.
Po prostu rzadko kiedy mam na to czas – skwitował, rozkładając bezradnie ręce na boki. Gdyby nie skończył prawda, zająłby się muzyką. Jeżeli nie muzyka, rozwijałby prężniej swoje sportowe pasje. Później? Być może i gastronomia znalazłaby się pośród tych wyzwań, jakim chciałby sprostać, aczkolwiek na ten moment były to tylko gdybania, z którymi raczej nic więcej nie zrobi, skoro był zadowolony (z reguły) ze swojej pracy.
Na razie nie mam, ale jeśli coś przyjdzie mi do głowy, to na pewno się tym z tobą podzielę – odparł, łapiąc wzrokiem jej spojrzenie, a w następstwie podchodząc do walizki, którą ułożył na podłodze, aby sięgnąć po konkretne rzeczy na przebranie się po długiej podróży. Początkowo miał zamiar powiedzieć, że szkoda czasu na prysznic, mogą pójść zwiedzać, jednak po krótkim przemyśleniu uznał, że to dobry pomysł, a i mięśnie na pewno będą mu za to wdzięczne, kiedy ciepła woda nieco pozwoli im się rozluźnić.
Możemy spać w nim na zmianę, to brzmi chyba najbardziej fair? – rzucił, podnosząc się z przewieszonymi przez ramię rzeczami. – Albo pierwsze trzy noce ja, kolejne ty – zaproponował, przechylając głowę w bok. Lubił hazard, był niezły w pokera, ale nie postawiłby za wiele na to, że będzie w stanie zgarnąć łóżko dzięki byciu... miłym. Nie brzmiało to szczególnie realnie.
Za dziesięć minut wracam – oświadczył, kierując się do mniejszego pomieszczenia, gdzie na wspomniane dziesięć, może dwanaście minut zniknął, wracając do salonu odświeżonym.

Kyra Darwood
Miejscow*
31 lat/a, 173 cm
grafik freelancer i właścicielka hoodoo house
Awatar użytkownika
Whispers of life
I desire the things which will destroy me in the end.
Nie spodziewała się takiego komentarza, co pewnie odbiło się na jej twarzy, nim Kyra się zorientowała, wtem przybierając maskę obojętności i pozornie lekceważąco wzruszyła ramionami. Patrząc na niego nie była w stanie określić, czy mówi to zupełnie na poważnie, czy jedynie wyolbrzymia, tylko po to, by jej trochę dopiec. Nie musiał wiedzieć, że niezależnie od intencji, te słowa w jakimś stopniu ją dotknęły, a jednocześnie trochę też rozzłościły. Nie dlatego, że nie było w nich ziarna prawdy – po głębszym zastanowieniu ciemnowłosa mogła uznać, że część z jej przytyków była prawdopodobnie trochę niepotrzebna. I wskazywały na to, że rzeczywiście zachowuje się nieco dziecinnie. Bardziej nie podobało jej się to, że właśnie Winston tę dziecinność jej wytknął, podczas gdy często wtórował jej w tych słownych przepychankach.
Dopiero kolejne słowa dopiero poniekąd sugerowały, że tamte nie były rzucone całkiem na poważnie, choć nie do końca zatarły pierwsze wrażenie u Kyry.
To możesz nam coś ugotować któregoś dnia. Przez ten tydzień trochę czasu się może znajdzie – stwierdziła bez złośliwości, choć w tonie jej głosu wciąż mogły pobrzmiewać lekko urażone nuty, które jednak starała się przykryć. Oczywiście – chciała przez ten tydzień zobaczyć jak najwięcej Szkocji, w końcu nie wiedziała, czy jeszcze kiedyś uda jej się tu wrócić (ani czy będzie tego chciała), ale potrzebowała odpoczynku, więc przynajmniej ona nie zamierzała się spinać i wypełniać każdej godziny pod korek. Sama zresztą lubiła gotować, było to dla niej często zajęcie relaksujące, któremu chętnie poświęcała się po powrocie ze sklepu, lub odejściu od komputera, jeśli był to akurat dzień, kiedy zajmowała się zleceniami graficznymi.
Ponownie popatrzyła na kanapę, a potem na Winstona.
Bez różnicy, dostosuję się – powiedziała w końcu, uznając, że to jedna z mniej ważnych kwestii. W końcu byli w Szkocji, daleko, daleko od Nowego Orleanu i pozostawionych tam problemów. Chyba nie warto było zaczynać tego wyjazdu od sprzeczek o łóżko. Zwłaszcza, kiedy była zupełnie poważna, mówiąc, że kanapa wyglądała na całkiem wygodną. Skinęła lekko głową i gdy Win zniknął w łazience, Kyra wyszła na taras. Usiadła na jednym z foteli i podciągnęła kolana pod brodę, opierając na nich głowę. Przez dłuższą chwilę przyglądała się widokom, aż w końcu wyciągnęła z kieszeni spodni telefon i zadzwoniła do Elory. W Nowym Orleanie było wcześnie rano, ale wiedziała, że babcia już nie śpi, co potwierdziło się w tym, że niemal od razu odebrała. Przez chwilę rozmawiały, a Kyra upewniła się, że u niej wszystko w porządku. Przed wylotem do Szkocji, niemal zmusiła babcię do wyjazdu do kuzynki, która mieszkała godzinę od Nowego Orleanu, w tej części, w której nie było zagrożenia huraganem. Elora długo kręciła na to nosem, za argument wyciągając to, że ktoś musi zająć się Hoodoo House, ale Kyra ostatecznie postawiła na swoim, na tydzień zamykając sklep. Dzięki temu teraz była trochę spokojniejsza. W końcu się rozłączyła, w tym samym czasie, w którym Winston wyszedł z łazienki. Wobec tego podniosła się i wróciła do środka, zgarnęła swoje rzeczy z walizki i ruszyła prosto do łazienki. Zajęło jej to trochę więcej czasu i wyszła z niej po jakimś dwudziestu pięciu minutach.
Zastanowiłeś się, co chciałbyś dziś zobaczyć? – spytała, rozczesując jeszcze lekko wilgotne włosy, które w łazience trochę podsuszyła. – Wracamy do Edynburga czy może przespacerujemy się po wzgórzach? – A wejście do Parku Pentland znajdowało się na tyle niedaleko stąd, że właściwie nawet nie musieliby odpalać samochodu.

Winston Palmer
Przyjezdn*
38 lat/a, 189 cm
Prokurator Generalny Criminal Justice Square
Awatar użytkownika
Whispers of life
Win a no-win situation by rewriting the rules.
Winston zapewne nie odnotował wielkiej zmiany w mimice Kyry ani tonie kobiecego głosu, zbyt bardzo zaabsorbowany tym, co ich otaczało i w jakim miejscu byli. Nie sądził również, że ten jego drobny (tak uważał) pstryczek ugodzi ją na tyle, że będzie w stanie się o to dąsać. Może nawet lepiej, że tego nie zarejestrował, bo jeszcze powiedziałby, że to również było dziecinne.Z drugiej strony doskonale wiedział, że samemu często rzuca przeróżnymi komentarzami, mniej i bardziej złośliwymi, a także może nie do końca adekwatnymi do swojego wieku i poważnego zawodu. I chyba to, co powiedział wcześniej, było tego najlepszym dowodem; dowodem na to, że zachowywał się tak, jak zawsze, jedynie posłany w stronę ciemnowłosej komentarz był może odrobinę bardziej uszczypliwy.
Tylko pod warunkiem tego, że doczekam się tych śniadań do łóżka. Przynajmniej dwa razy. – Wyszczerzył zęby w krótkim uśmiechu, rzecz jasna mając na myśli dwa śniadania za jeden obiad, co i tak brzmiało jak sprawiedliwy układ, bo z reguły ten kolejny posiłek potrzebował więcej czasu i pomysłów na jego przygotowanie. A przynajmniej tak o tym myślał Palmer.
Świetnie – odpowiedział zwięźle na jej komentarz o dostosowaniu, tuż po nim ruszając do łazienki.
I ciemnowłosy myślami (rzadko, ale jednak) wracał do tego, co działo się w mieście, mając głównie na uwadze bliskie sobie osoby. Może mógł się martwić i miejsce pracy, skoro budynek znacząco ucierpiał, sprawiając przy okazji, że zatrudnione w nim osoby zmuszone zostały do wzięcia krótkiego urlopu, ewentualnie zostały przeniesione czy też pracowały w domu, aż do czasu, kiedy przeprowadzony został remont. Zapewne napisał podczas trasy wiadomość do Marcy, Morticii i paru innych osób, by dopytać jak się mają.
Po powrocie z łazienki, skinął głową, wpuszczając do pomieszczenia Kyrę, a samemu korzystając z ekspresu i wychodząc z parującym kubkiem kawy na taras. Gdy ciemnowłosa wróciła do salonu, on akurat wycierał dłonie po umyciu kubka.
Spacer brzmi lepiej – stwierdził po krótkiej chwili zawahania – do Edynburga możemy wybrać się jutro z rana i mieć tam cały dzień. Dziś możemy zostać na miejscu – zaproponował, posyłając Darwood pytające spojrzenie. Podróż bądź co bądź była trochę męcząca, więc dziś mogli dać sobie więcej luzu i oddechu.
Może w drodze powrotnej znajdziemy jakiś sklep albo restaurację – rzucił, przeczesując dłonią lekko wilgotne włosy. Skoro miał te urodziny (chyba nieszczególnie się z nich cieszył, bo zmiana z 2 na 3 z przodu była ciężką przeprawą, to teraz do tej paskudnej 4 było coraz bliżej), to dobrze było je jakoś uczcić.

Kyra Darwood
Miejscow*
31 lat/a, 173 cm
grafik freelancer i właścicielka hoodoo house
Awatar użytkownika
Whispers of life
I desire the things which will destroy me in the end.
Przechyliła lekko głowę na bok.
Dwa śniadania za obiad, kiedy na potwierdzenie tego, że dobrze gotujesz mam tylko twoje słowa? – upewniła się, pozwalając, by na jej usta wkradł się nieco leniwy uśmiech, tak jakby naprawdę nie wiedziała, co myśleć o tej propozycji. – Sam przyznasz, że to może być średnio opłacalny dla mnie układ, jeśli okażesz się gorszym kucharzem niż twierdzisz – wytknęła mu, znów wracając na znane im, żartobliwe tory. Może i przygotowanie śniadania było teoretycznie nieco mniej czasochłonne i pracochłonne niż zrobienie dobrego obiadu, ale wymagało jednak odpowiedniego przygotowania, zwłaszcza jeśli chciało się zrobić coś innego niż banalne kanapki, a przede wszystkim wymagało wcześniejszego wstania. Musiał też wiedzieć, że jako, iż sama całkiem nieźle gotowała, będzie surowym krytykiem jego ewentualnych popisów w kuchni. – Ale może zaryzykuję – dodała po chwili, postanawiając zostawić to dokładnie w tej formie – jako coś co może, ale nie musi się wydarzyć w trakcie trwania tego urlopu.
Wydawało jej się, że nie musi martwić się o Elorę – nic nie zapowiadało tego, by huragan przesuwał się w tamtym kierunku, więc Kyra przekonywała samą siebie, że babcia była zupełnie bezpieczna, ale jej myśli mimowolnie wędrowały w stronę rodzinnego sklepu. Nie bez sprzeciwów babci zamknęła Hoodoo House na cały tydzień, podczas którego nie będzie jej w mieście, ale mimo wszystko zastanawiała się, czy nie ucierpi on za bardzo w starciu w żywiołem. Ostatnie informacje czytała jeszcze przed wylotem, obiecując sobie, że nie będzie co chwilę sprawdzać telefonu, bo przecież z tak daleka i tak nic nie może zrobić, ale niewiele mogła poradzić na to, że gdzieś z tyłu głowy miała ten niepokój o rodzinny interes.
W porządku, to brzmi dobrze – zgodziła się z nim w kwestii planów na ten dzień i następny. Właściwie miała nadzieję, że nie będą musieli się już dziś przemieszczać gdzieś dalej. Zwłaszcza, że Kyra poniekąd już zaplanowała im również wieczór. Zerknęła w stronę okna – na niebie kłębiły się chmury, spomiędzy których raz po raz wyglądało słońce. Było nieco chłodniej, ale nie wyglądało na to, żeby miało padać. Ubrała się do wyjścia, w międzyczasie spoglądając na Winstona. – Właściwie już nam to zorganizowałam. W tym głównym budynku, przy którym się zatrzymaliśmy, właściciele tego miejsca prowadzą restaurację. – Pochyliła się, zakładając buty. – Już im zapowiedziałam, że pojawimy się tam w okolicach kolacji – wyjaśniła, prostując się i odsunęła kosmyki włosów, które opadły jej na twarz, gotowa do wyjścia.

Winston Palmer
Przyjezdn*
38 lat/a, 189 cm
Prokurator Generalny Criminal Justice Square
Awatar użytkownika
Whispers of life
Win a no-win situation by rewriting the rules.
Zaśmiał się, a chwilę później pokręcił głową i uniósł dłonie w geście kapitulacji. Jako prokurator, Palmer musiał wyłapywać w wypowiedziach te drobne niuanse, dla kogo mogły niewiele znaczyć, a tak naprawdę robiły różnicę. Przyzwyczaił się także do tego, by zwracać uwagę na wypowiadane przez siebie słowa (w kontekście zapamiętywania co mówił, bo wiadomym było, że gryźć się w język nie zamierzał - a jeśli już, to zarzadko), więc prędko zarejestrował to, że powtórzenie jego wypowiedzi przez Darwood nie było do końca trafne.
Powiedziałem, że nie gotuję najgorzej – poprawił ją – i wiem, że to nie działa na moją korzyść i nie zachęca cię do zrobienia tych śniadań, ale wolę zaznaczyć od razu, niż potem usłyszeć, że ten obiad jest obrzydliwy i cię oszukałem – dokończył myśl, całość kwitując lekkim wzruszeniem ramionami, jak gdyby chciał zaznaczyć, że w razie czego, to ostrzegał.
Świadomie przy tym trochę przesadził i wyjątkowo nie pochwalił swoich umiejętności, a nawet nieco obniżył ich jakość. To chyba wynikało z tego, że Palmer wiedział, że gotuje względnie okej, ale nie miał siebie za taki pewnik, by z pewnością opowiadać o swoim kolejnym talencie. Zresztą, to było całkiem sprytne również, bo jeszcze okazałoby się, że Kyra pomyślałaby sobie, że zamierzał udowadniać swoje umiejętności do końca pobytu, a bynajmniej nie miał takiego zamiaru.
I tu możemy pójść na kompromistak jak z łóżkiem i kanapą zrobisz jutro śniadanie, później ja przygotuję obiad, a jeżeli uznasz, że był zjadliwy, to będziesz wiedziała, jak się odwdzięczyć. – Miał na myśli rzecz jasna śniadanie dnia kolejnego, ale nie powiedział tego aż tak jednoznacznie, bo może Kyra wpadnie na coś ciekawszego. Jak widać przy okazji na przykład tego wyjazdu: miewała świetne pomysły i propozycje.
Po opuszczeniu domku, ciemnowłosy rozejrzał się, aczkolwiek rozciągające się widoki były kuszące z każdej ze stron. W końcu jednak wskazał kierunek, przekierowując po chwili spojrzenie na Kyrę, by upewnić się, że są zgodni. Pogoda może nie była najlepsza, nie grzało nad nimi przyjemnie ciepłe słońce, ale i to stanowiło odskocznię od upalnego, nowoorleańskiego lata.
Ciekawe, czy mają tu typowe, regionalne dania, czy wykraczają ze swoimi propozycjami dalej. – Jak widać, temat dań się ich trzymał. – Czytałem o kilku potrawach wywodzących się ze Szkocji i warto byłoby ich spróbować – oświadczył, bo testowanie nowych dań i smaków było zdecydowanie bardzo przyjemną częścią podróży.
Nie masz zamiaru mnie znikąd zrzucić, tyko po to, by zająć łóżko? – zagaił z rozbawieniem, kiedy powoli zaczęli wchodzić na wcześniej wspomniane wzgórza.


Kyra Darwood
Miejscow*
31 lat/a, 173 cm
grafik freelancer i właścicielka hoodoo house
Awatar użytkownika
Whispers of life
I desire the things which will destroy me in the end.
Nie była zaskoczona tym, że ją poprawił, choć całą sobą musiała powstrzymać się od tego, by nie przewrócić oczami, tym samym zaznaczając swój lekceważący stosunek do tak mało istotnej – jej zdaniem! – pomyłki. Ale nie zrobiła tego, bo nie chciała znów usłyszeć, że jest dziecinna, a zamiast tego ograniczyła się do lekkiego wzruszenia ramionami.
Oj tam, co za różnica. Pozwoliłam sobie założyć, że tego konkretnego określenia użyłeś tylko dlatego, że jesteś tak skromnym facetem i nie chciałeś się za bardzo przechwalać swoimi umiejętnościami. – Wypowiedziane słowa wybrzmiały ze stosowną powagą, ale wystarczyło zerknąć na usta Kyry, których kąciki to unosiły się lekko, to opadały, jakby ich właścicielka nie mogła się zdecydować, czy już się roześmiać, czy jeszcze chwilę potrzymać go w tej niepewności, dotyczącej jej oceny owej sytuacji. Ale w końcu ciemnowłosa przegrała z kretesem, rozciągając usta w uśmiechu. Skromność też nie była cechą, którą przypisałaby Winstonowi Palmerowi. Niemniej jednak takie przedstawienie sprawy i propozycja rozwiązania tej kwestii zdawała się zadowalać Kyrę, która w końcu skinęła głową. – Brzmi uczciwie.
Nie przeszkadzała jej niższa temperatura ani pogoda odmienna od tej, którą w lecie serwował im Nowy Orlean, póki nie próbowała im pokrzyżować planów zwiedzania okolicy, a póki co się nie to nie zanosiło. Właściwe Kyra była całkiem zadowolona z tego, że z nieba nie lał się żar, skoro przez najbliższy tydzień czekało ich sporo chodzenia. Nawet powietrze było tu zupełnie inne. Brakowało jej czegoś takiego – czasu, w którym nie musiała przejmować się codziennymi problemami. Obróciła głowę w stronę Winstona.
Jest coś, czego koniecznie chciałbyś spróbować? – spytała ze szczerym zaciekawieniem. – W tej kwestii chyba zdam się na twoją wiedzę w takim razie, akurat fragmenty o kuchni szkockiej ominęłam w przewodniku – stwierdziła pół żartem, pół serio. Rzeczywiście, nie skupiała się na informacjach dotyczących typowych dań, które jadali Szkoci, ale bynajmniej nie dlatego, że nie chciała spróbować lokalnej kuchni. Podróżując, chętnie próbowała czegoś typowego dla danego regionu, ale zwykle było po wynikiem dokładnego wypytania kelnerów, co mogą jej polecić, a nie wcześniejszego przygotowania się w tym temacie.
Ścieżka powoli pięła się w górę, już teraz mamiąc obietnicą wspaniałych widoków.
Nawet gdybym miała taki zamiar, przecież ci tego nie powiem – parsknęła cicho, stukając się palcem w czoło, w ten sposób wyraźnie dając mu znać, co myśli o jego pytaniu. – Ale jeśli cię to uspokoi, uważam, że nie muszę posuwać się do morderstwa, żeby dostać to, czego chcę. Może mam na to inne sposoby – dodała, posyłając mu rozbawione spojrzenie, co mogło (ale nie musiało!!) sugerować, że mimo wcześniejszego zapewnienia, Kyra wcale nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa w kwestii łóżka i kanapy. I choć nie dotarli jeszcze do najwyższego punktu, Darwood nagle się zatrzymała, napawając już teraz niesamowitą panoramą, która rozciągała się przed nimi.
Pięknie, co? – westchnęła przeciągle, zachwycona tym, co widzi. Wyciągnęła telefon, by zrobić kilka zdjęć, choć te w żadnym stopniu nie oddawały tych widoków. W końcu przysunęła się do swojego towarzysza i zmieniła ustawienia aparatu, by teraz to oni znaleźli się w kadrze. – Uśmiechnij się, Win. Jesteśmy na wakacjach – zaśmiała się, robiąc im pamiątkowe zdjęcie. No, może ze dwa lub trzy.

Winston Palmer
Przyjezdn*
38 lat/a, 189 cm
Prokurator Generalny Criminal Justice Square
Awatar użytkownika
Whispers of life
Win a no-win situation by rewriting the rules.
Win często łapał za słówka i zapewne wielokrotnie doświadczyły tego osoby, z którymi częściej prowadził konwersację. I z reguły nie robił tego nawet w sposób złośliwy, by wytknąć drugiej osobie pomyłkę, a bardziej żartobliwie, tak jak i było w tym przypadku.
Tym bardziej musimy pojechać na jakieś zakupy – potwierdził, dodając lekkie, pojedyncze skinienie głową. Oczywiście, że nie miał przy tym zamiaru przesadnie dużo czasu przesiadywać w kuchni, albo sugerować, że Kyra powinna to robić; przygotowane przez nią (miejmy nadzieję) dwa śniadania i ten jego obiad, były najprawdopodobniej wszystkim, o czym myślał Palmer. To da im szansę odwiedzenia i tutejszego sklepu, porównania składów produktów, w stosunku do tych, jakie mieli na co dzień. Z drugiej jednak strony myślał, że jakoś bardzo różnić się nie mogły, może gdyby polecieli w bardziej egzotyczne, oddalone kulturowo miejsce.
Claire, jak byliśmy z Marcy młodsi, robiła niekiedy taki deser – zaczął, skrobiąc się po zaroście z zamyśleniem. – Nazywał się... Cranachan – oświadczył po chwili namysłu – kojarzę go z okolicą urodzin, bo przygotowywała go głównie w lecie. Oryginalnie jest w nim alkohol, ale przez to, że mieliśmy koło dwunastu, trzynastu lat... – Rozłożył ręce na boki i pokręcił głową. Mama nawet dla samej siebie nie dodawała tego składnika, najwyraźniej żywiąc podobny uraz do procentów, co aktualnie jego młodsza siostra. Winston nie dziwił się, bo widział wiele i miał świadomość tego, do jakich sytuacji może prowadzić zbyt wiele wysokoprocentowych trunków wlewanych do gardła, ale na szczęście samemu znał umiar i nie podchodził do ów tematu tak restrykcyjnie. Poza tym - był hedonistą, który nie lubił odmawiać sobie rzeczy, jeśli miał na nie ochotę i to może go kiedyś zgubić.
Może uda nam się go gdzieś znaleźć – powiedział po chwili, ponieważ chciał go spróbować w oryginalnej recepturze. Pamiętał, że i Claire znała ją całkiem dobrze, bo pracowała z dziewczyną, której matka pochodziła ze Szkocji i przemyciła do kuchni tamtejszej rodziny kilka ulubionych potraw i deserów.
Ciekawe – posłał w eter, unosząc jedną brew – czasami jest mnie ciężko do czegoś przekonać, więc musisz mieć naprawdę dobre sposoby – kontynuował, patrząc to na Darwood, to rozglądając się po okolicy. – Nie wiem, czy nie prostsze byłoby to morderstwo – dokończył myśl z powagą, aczkolwiek nie minęło wiele czasu, by się roześmiał. Jasne, że nie życzył sobie tego, bo miał dopiero trzydzieści sied... osiem lat, więc co najmniej tyle samo przed nim, w dość pozytywnym scenariuszu.
Mam nadzieję, że dobrze wyszedłem – mruknął, wyciągając głowę, by spojrzeć na wyświetlacz telefonu Kyry. Palmer za bardzo nie robił zdjęć... niczemu, ani widokom, ani sobie, co trochę kłóciło się z jego nieco narcystycznym usposobieniem. Teraz jednak przez myśl przeszło mu to, że album ze Szkocji wyglądałby całkiem przyjemnie, biorąc pod uwagę widoki, ale w tym wciąż nie był szczególnie sentymentalny i nie gromadził zbyt wielu rzeczy.
Czyli jutro Edynburg, pojutrze możemy więcej pozwiedzać z okolicy, a na niedzielę... – Uśmiechnął się pod nosem. – Mam plan na małą wycieczkę – dokończył myśl i spojrzał na Kyrę.

Kyra Darwood
Miejscow*
31 lat/a, 173 cm
grafik freelancer i właścicielka hoodoo house
Awatar użytkownika
Whispers of life
I desire the things which will destroy me in the end.
Przywołana przez Winstona nazwa nic jej nie mówiła. Pamiętała, że Elora czasem inspirowała się kuchnią europejską, ale sięgała wówczas raczej po potrawy z kuchni francuskiej, dlatego, że jej ojciec był Francuzem, który przyjechał do Nowego Orleanu w interesach i został, zakładając tu rodzinę. W rodzinnym domu ciemnowłosej królowała jednak kuchnia kreolska i Cajun, a gotowała głównie babcia. Potem, wraz z upływem czasu, do kuchni coraz częściej zaglądała sama Kyra. Na początku głównie pomagała Elorze, przypatrując się i ucząc, z czasem zyskując większą autonomię. Adeline rzadko miała czas na eksperymenty w kuchni, a Larissa nigdy tego za bardzo nie lubiła, śmiejąc się nieraz, że nie może im wchodzić w kompetencje, bo gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść...
Poczuła, jakby coś ciężkiego osiadło jej na żołądku i zamrugała, chcąc pozbyć się delikatnego pieczenia pod powiekami.
Jeśli nie tutaj, to na pewno znajdziemy go gdzieś w Edynburgu albo innym mieście. Zawsze możemy to spróbować wygooglować – zaproponowała, wiedząc, że bez problemu internet podrzuci im jakieś propozycje miejsc, w którym można byłoby znaleźć deser, o którym wspominał Win. Próbowała przegonić ten dziwny smutek, który pojawił się zupełnie znikąd, choć przecież wiedziała, że to prawdopodobnie niemożliwe. Od śmierci Larissy upłynęło niespełna dwa miesiące – wciąż miała niekiedy wrażenie, jakby te wieści dotarły do niej zaledwie wczoraj. Od początku starała się jakoś trzymać, ale z doświadczenia wiedziała, że niezależnie od tego, ile czasu minie, zawsze już będą takie chwile jak tak, kiedy to w nią znienacka uderzy.
Może i ciężko, ale ja też potrafię być bardzo przekonująca – zapewniła, wzruszając ramionami z delikatnym uśmiechem; nie zamierzała dawać jednak na to żadnych przykładów, bo nie chciała pozbywać się ewentualnych opcji poprzez wcześniejsze zdemaskowanie. – Nawet jeśli byłoby, to chyba i tak najwygodniejsze łóżko nie jest warte spędzenia reszty życia za kratami, gdyby jednak nie uwierzyli mi, że to był tylko wypadek – stwierdziła, posyłając mu rozbawione spojrzenie, tak jakby przed popełnieniem tego haniebnego czynu powstrzymywała ją wyłącznie wizja trafienia do więzienia. Cóż, nie zaszedł jej jeszcze aż tak za skórę, by rzeczywiście przeszło jej przez myśl pozbycie się go w ten sposób.
Całkiem nieźle – rzuciła, chowając telefon do kieszeni i mimowolnie obrzuciła spojrzeniem jego całą sylwetkę, chyba nie do końca mówiąc już o zdjęciu. – Jak na prawie czterdziestoletniego faceta – dodała, nie mogą się po prostu powstrzymać. Ale niedługo była w stanie zachować powagę i uniosła dłonie w obronnym geście. – Tak, tak, wiem, moje odzywki są strasznie dziecinne. – Tym razem podeszła do tego z dużo większym luzem, w końcu kręcąc lekko głową z rozbawieniem. W ten sposób chciała zaznaczyć, że tylko się zgrywa. Zresztą, na ile go znała, tak wiedziała, że sam wie najlepiej, że dobrze wygląda.
To znaczy – jaką? – dopytała, kiedy ruszyli dalej i posłała mu zaciekawione spojrzenie. Było kilka miejsc, które chciała zobaczyć podczas tego wyjazdu i była też ciekawa, co Winston wymyślił.

Winston Palmer
Przyjezdn*
38 lat/a, 189 cm
Prokurator Generalny Criminal Justice Square
Awatar użytkownika
Whispers of life
Win a no-win situation by rewriting the rules.
Często widział i miał kontakt z osobami, które kogoś straciły. Pamiętał te spojrzenie kobiety, która wchodząc na salę sądową zmierzyła wzrokiem dwudziestolatka, niegdyś uważanego prawie za członka rodziny. Niegdyś, bo ten młody człowiek pewnej czerwcowej nocy brutalnie zamordował jej córkę, przez kolejnych kilka tygodni trzymając się wersji, że zostali napadnięci. Nie potrafił wyrzucić z pamięci wyrazu twarzy Morticii, kiedy powiedział jej o tym, że odnaleziono zwłoki jej matki. Rodzicielki, której szukała od wielu lat, a kiedy ją odnalazła - okazało się, iż ta nie żyje. Czasami wracał pamięcią do tej rozmowy z Luciusem, kiedy powiedział mu o jego synie. Młodym chłopaku, brutalnie zamordowanym przez - tak mniemał - wymysł zblazowanych ludzi, stawiających dziwne obrzędy i rytuały za coś ważniejszego, aniżeli ludzkie życie. Raz na wiele miesięcy wracała do niego wizja siebie samego, kiedy wracał ze szkoły do domu, będąc jeszcze dzieckiem i trafiając na zwłoki kręcącego się po okolicy ćpuna, którego młodszą siostrę znał. Palmer dużo w swoim życiu widział; były to i piękne obrazy - jak na przykład ten teraz, dookoła nich - ale i takie, których nie chciało się pamiętać, ale za nic nie mogło się ich z tej pamięci wyrzucić. Mimo to - nigdy nie doświadczył takiej straty, jak ci wszyscy ludzie, o których mógł wspomnieć. I bardzo chciałby utrzymać ten stan jak najdłużej.
Kyra – rzucił, dostrzegając niewielką zmianę na kobiecej twarzy. Drobny grymas, lekkie drżenie mięśnia, czy coś, co przygasło w jej spojrzeniu - nie było istotne co takiego przykuło uwagę ciemnowłosego, ale zauważył zmianę.
Coś nie tak? – dopytał, bo może czuła zmęczenie wynikające z ostatnich dni, albo to, co widzieli, jednak nie sprostało kobiecym oczekiwaniom i poczuła się rozczarowana. Palmer co prawda uważał, iż było pięknie, ale każdy mógł odbierać okoliczności po swojemu.
Tobie też wybiorę coś ciekawego, co powinnaś spróbować – dodał po chwili, skinieniem głowy reagując na to, co powiedziała o poszukiwaniu przywołanego przez niego deseru. No właśnie: deseru, co mogło być lekko dziwne, bo akurat słodycze jadał bardzo rzadko, aczkolwiek ten przysmak - może przez to, że nie był tak bardzo słodki - zapadł mu w pamięć.
A nie wzięłaś pod uwagę, że z wiekiem mogę być coraz bardziej odporny na twoje... – urwał, taksując ją wzrokiem z góry na dół, by ostatecznie oprzeć spojrzenie na wysokości kobiecych oczu. – Przekonywanie? – Uniósł brew, jeszcze przez chwilę patrząc w tęczówki Darwood. Miał co prawda coś innego na myśli, finalnie jednak wywód wieńcząc słowem, którego i ona użyła.
Zaśmiał się pod nosem, bo akurat tu temat jego wieku pasował, choć bardziej rozbawiło go to, że przywołała dodatkowo temat zarzucanej przez niego dziecinności.
Dopóki mnie nie nazywasz jakoś dziwnie, to możesz niekiedy być dziecinna. – Wzruszył ramionami na znak, że mu to nie przeszkadza, podobnie jak te wszelkie przekomarzania, które przecież równie często stosował i Winston.
Nie powiem ci – powiedział i uśmiechnął się pod nosem, gestem wskazując kierunek, w którym mogli ruszyć. – Myślałem, że choć trochę mi ufasz i jesteś w stanie pojechać w nieznane – dodał, kątem oka zerkając na kobiecy profil. A tak naprawdę w jego głowie tworzył się chytry plan przejęcia łóżka, a Kyra zdawała się nie podejrzewać, że temat zrzucenia nie dotyczył jego, a jej.

Kyra Darwood
Miejscow*
31 lat/a, 173 cm
grafik freelancer i właścicielka hoodoo house
Awatar użytkownika
Whispers of life
I desire the things which will destroy me in the end.
Żałoba to był dziwny stan – mniej więcej podobne słowa wypowiedziała Kyra do Dylana, jakiś czas przed wylotem do Szkocji, kiedy otworzyła się trochę bardziej niż zazwyczaj. Od początku starała się jakoś trzymać w ryzach, chowając swoje emocje i zapewniając wszystkich, że jest w porządku, choć zarówno ona, jak i oni wiedzieli, że to nieprawda. Czuła, że nie może pozwolić sobie na rozpacz – była przecież Elora, był sklep, który codziennie rano należało otworzyć, były bardzo konkretne i przyziemne sprawy, którymi trzeba się było zająć. Więc Kyra rzucała się w ich wir, wracając wieczorem do mieszkania, w którym włączała jakiś głupawy film, byleby tylko skierować myśli na inne tory. Robiła to, co potrafiła najlepiej – uciekała. Problem leżał w tym, że od żałoby nie było ucieczki.
Mogła mieć najlepszy czas, fantastyczny dzień – jak dziś – ale gdzieś przez szparę już wkradała się ta myśl, że nigdy więcej nie zobaczy Larissy. Nigdy już nie będą wspólnie świętowały jej urodzin, a wykonane po jej zaginięciu połączenia, już na zawsze pozostaną nieodebrane. Jej ciotka miała już nigdy nie mieć możliwości ujrzenia tak pięknych widoków, jakie rozcierały się przed Kyrą.
Już zaczynała kręcić głową, by zaprzeczyć, ale nagle przerwała ten ruch, nieruchomiejąc. Uświadomiła sobie, że od śmierci Larissy nieprzerwanie kłamała, ilekroć ktoś interesował się jej stanem. Pod wpływem procentów otworzyła się przed Dylanem, ale wciąż nie w pełni. Nikomu nie mówiła, jak czuje się naprawdę, bo to wydawało jej się niepotrzebne.
Nie, nie. Wszystko jest tak, po prostu coś mi się przypomniało, kiedy wspomniałeś o przygotowywanym w dzieciństwie deserze i... to czasem wyjątkowo trudne, kiedy o niej myślę – przyznała, lekko przygryzając wewnętrzną stronę policzka, jakby mimo wszystko czuła się nieco skrępowana tym wyznaniem. – Ale nie martw się, nie będę psuła atmosfery swoimi rozterkami – zapewniła, chcąc w ten sposób dać mu znać, że przyjechała tutaj, żeby naprawdę odpocząć i trochę oderwać się od codziennych obowiązków i problemów. I że nawet jeśli miały być momenty takie jak ten, to nie pozwoli, żeby wpłynęły one na całokształt tego wyjazdu. Nie wszystko mogła zostawić w Nowym Orleanie, jak się okazywało, ale zrobi wszystko, żeby to nie popsuło im urlopu. Kiwnąwszy głową, niemo zgodziła się z jego planem degustacji jakichś lokalnych przysmaków.
Nie wzięłam. Do tej pory byłeś raczej mało odporny, ale skoro już o tym wspomniałeś – zawiesiła na moment głos, jakby się nad czym zastanawiała, w końcu unosząc kąciki ust, w lekkim uśmiechu – to sprawia, że kusi mnie, żeby postarać się jeszcze bardziej. Wiesz przecież, że lubię wyzwania. – Pozornie od niechcenia wzruszyła ramionami, choć wiedział – tak sądziła – że w tym przypadku nie kłamała. Kręciło ją coś, nad czym musiała popracować nieco dłużej, by to zdobyć dostać.
Nie nazywam jakoś dziwnie? – Zmarszczyła brwi, nie od razu wyłapując, do czego pije Win, ale szybko w jej głowie zaczęły się przewijać wszelkie określenia, których ludzi używali względem siebie, i gdy połączyła kropki kwestię jego wieku i dziecinność, którą jej zarzucał, na jej twarzy pojawił się nagle wyraz obrzydzenia. – Masz na myśli... nie, to się na pewno nigdy nie wydarzy – zapewniła go, chyba z góry zakładając, że pomyśleli o tym samym. Zdecydowanie nie podniecało jej używanie w łóżku (czy w jakimkolwiek innym miejscu, ale w tym kontekście) określeń związanych z członkami własnej rodziny. I to pomimo tego, że własnego ojca nie znała, więc nawet nie mogłaby powiedzieć, że to dlatego, że zwizualizowałaby sobie właśnie jego.
Pokręciła z rozbawieniem głową, wcale nie zaskoczona, że nie jest tak łatwo to z niego wyciągnąć.
Poleciałam z Tobą na inny kontynent, więc tak, trochę ci ufam – przyznała, wyraźnie akcentując słowo trochę. – Ale nie sądzisz, że pozwolenie, żebyś wywiózł mnie gdzieś w nieznane, wymaga nieco większej dozy zaufania? Biorąc pod uwagę, że całkiem niedawno trochę się nie lubiliśmy – zauważyła, posyłając mu nieco filuterny uśmiech. Dziwnie łatwo przyszło jej zamknięcie tamtego stanu w czasie przeszłym.

Winston Palmer
Przyjezdn*
38 lat/a, 189 cm
Prokurator Generalny Criminal Justice Square
Awatar użytkownika
Whispers of life
Win a no-win situation by rewriting the rules.
Palmer nie chciał sprawić, by Kyra poczuła się gorzej, a widmo żałoby i smutku dogoniło ją nawet na innym kontynencie i w tak pięknym miejscu. Z drugiej strony jednak, nawet jeśli intencjonalnie nie chciał tego zrobić i starał się uważać, tak nie mógł mieć pewności, że nie powie czegoś przypadkowego, jak właśnie ta wzmianka o deserze serwowanym przez mamę, by myśli ciemnowłosej nie zostały skierowane do swojej rodziny. Rozchylił zatem usta, by przeprosić ją za to faux pas, którego nie popełnił świadomie, lecz nim się odezwał, pokręcił przecząco głową.
Nie martwię się – powiedział zgodnie z tym, co czuł – nie chciałem tym tematem sprawić, by popsuł ci się humor – dodał po chwili, co nie było takim konkretnym przepraszam, ale też mogło ją upewnić w tym, że to zwykły przypadek i wspomnienie sprawiło, iż się ów myślą podzielił. Zresztą, czuł, że Kyra to wiedziała, ale i tak wolał zaznaczyć.
Nie minęło wiele czasu od tego, kiedy się dowiedziałaś – powiedział chwilę później i skupił wzrok gdzieś daleko, na linii horyzontu. Z własnego doświadczenia nie znał uczucia straty, lecz mógł się domyślić, jak ciężkim było. – Jeśli będziesz potrzebowała spędzić trochę czasu sama, przemyśleć coś, czy nawet wykrzyczeć - to nie musisz się na mnie oglądać. Tylko powiedz, że wychodzisz, bym nie zastanawiał się, czy nie stchórzyłaś i nie uciekłaś – oświadczył, pod koniec wypowiedzi serwując jej krótki, trochę zaczepny uśmiech. Jasne, mieli wybrać się na urlop razem, ale nie oznaczało to, że każdą chwilę muszą tak spędzać, nie mając przy tym czasu dla samych siebie. Win zresztą poniekąd zdążył przyzwyczaić się do życia w pojedynkę i tego rodzaju komfortu, jakie serwowało mieszkanie samemu, choć to nie tak, że czasami ta samotność i jemu nie doskwierała, a niektóre rzeczy zdecydowanie ciekawiej robiło się z kimś.
A ja nie lubię tych ułatwiać wykonywania tych wyzwań. – Wyszczerzył zęby, posyłając Kyrze zadziorny uśmiech. Był ciekawy, co takiego wymyśli, ale także mówił szczerze: jego krnąbrny charakter i podejście czasami z czystej przekory działało tak, że nie ułatwiał drugiej osobie, a teraz dodatkowo czuł, że będzie miał z tego całkiem ciekawe korzyści.
Tak, dokładnie to, o czym pomyślałaś. – Pokręcił głową, a męski śmiech rozbrzmiał się po najbliższej okolicy. – Trzymam za słowo. – Kiwnął głową, dając znać, że zapamięta. Na pewno zapamięta, mimo tego, że (co polubiła mu wypominać) zbliżał się do czterdziestki.
W ciszy wysłuchał tego, co miała do powiedzenia, w międzyczasie drapiąc się po kilkudniowym zaroście. Finalnie, zamiast - być może - oczekiwanego przez nią potwierdzenia, prokurator pokręcił głową.
To ty mnie nie lubiłaś, a nie ja ciebie – sprostował, dodatkowo unosząc dłonie w geście kapitulacji, choć bez wątpienia wiedział, co takiego miała na myśli.

Kyra Darwood
Miejscow*
31 lat/a, 173 cm
grafik freelancer i właścicielka hoodoo house
Awatar użytkownika
Whispers of life
I desire the things which will destroy me in the end.
Wiedziała, że nie zrobił tego intencjonalnie i bynajmniej nie miała mu tego za złe. I zresztą nie miało to znaczenia; Kyra nie chciała, by ktokolwiek – Win lub któraś z innych bliskich jej osób – miał poczucie, że musi przy niej uważać na to co mówi, by przypadkiem nie sprawić jej przykrości.
Wiem. Nie chciałabym, że ktokolwiek w rozmowie ze mną, zastanawiał się, czy może poruszyć jakiś temat, czy to nie jest dla mnie zbyt bolesne. To ja muszę przyzwyczaić się do tego, że czasem zaboli – powiedziała, delikatnie wzruszając ramionami. Kyra, która przeżyła stratę dwóch bliskich osób – w tym rodzica – zdawała sobie sprawę, że to nie do końca prawda, że czas leczy rany. Raczej uczy człowieka, jak z nimi żyć, jak dbać o nie, by móc iść przez każdy nowy dzień, bez ciągłej walki o następny oddech. I nieważne, czy upłynie miesiąc, siedem czy dwadzieścia lat, wciąż będą momenty, kiedy nagłe wspomnienie powoduje to bolesne ukłucie, przypominające o istnieniu tej konkretnej rany.
Pomyślała, że pierwszy raz od dawna wcale nie chciała być sama. Odkąd wyprowadziła się z domu rodzinnego żyła w pojedynkę. Wprawdzie na studiach miała współlokatorów, ale ich relacje nie były nie wiadomo jak bliskiej, nigdy też nie była w na tyle poważnym związku, by zdecydować się na zamieszkanie z drugą osobą. Miała swoje przyzwyczajenia, potrzebowała niezależności i odnajdywała się w tym, ale to miało czasem swoje wady. Gdy zostawała sama, trudniej było uciekać przed własnymi myślami. A teraz tego potrzebowała – czyjejś obecności, rozproszenia, rozmowy, przekomarzania się i dźwięcznego śmiechu, który na trochę rozjaśniał jej świat.
Powiem – zapewniła mimo to, unosząc kąciki ust w delikatnym uśmiechu.
Zaśmiała się cicho na jego komentarz dotyczący wyzwania i kiwnęła lekko głową, na znak, że przyjmuje to do wiadomości. Wydawało jej się, że nic więcej nie musi już na ten temat dodawać – nie teraz.
Popatrzyła w jego kierunku, przez dłuższą chwilę po tym słowach po prostu milcząc, ewidentnie je przetrawiając. Nie chodziło o to, że wątpiła w ich prawdomówność. Raczej biła się z myślami, czy pociągnąć ten temat. Ale chyba ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła zwyciężyła.
Więc zakończenie naszej relacji właściwie cię nie obeszło? – spytała zupełnie poważnie, rezygnując z charakterystycznej w ich rozmowach złośliwości czy jakichkolwiek przekomarzań. Nie wiedziała, czy dobrze to odczytuje, więc postanowiła zapytać, nawet jeśli miałoby to być dla niej niewygodne. Czy – z jakiegoś powodu – w pewien sposób bolesne.

Winston Palmer
Zablokowany

Wróć do „Rozgrywki”