Zablokowany
Miejscow*
28 lat/a, 172 cm
nauczycielka muzyki John F Kennedy Senior High School
Awatar użytkownika
Whispers of life
You only understand harmony. Discord is required for contrast
001
Taras, wyłożony jasnymi deskami zaskrzypiał pod ciężkimi butami, wydając z siebie drażliwy, nieprzyjemny dźwięk, na który kobieca twarz wykrzywiła się w delikatnym, niemalże niemożliwym do dostrzeżenia grymasie świadczącym o niezadowoleniu. Dom, zamieszkiwany przez Mercutio sprawiał wrażenie przekalkowanego z baśni, w których zaczytywała się, będąc małą dziewczynką, a następnie nastolatką. Najbardziej w pamięci Jenny utkwiła ta opowiadająca o Królowej Śniegu. Minęło kilka lat, odkąd ostatni raz czytała tę opowieść, lecz niezależnie od czasu, który mijał, wciąż miała w pamięci najważniejsze fragmenty zajmujące szczególne miejsce w myślach i to właśnie do nich wracała, gdy świat okazywał się bardziej niesprawiedliwy niż ten jej znany, a na niebie zaczynały pojawiać się ciemne chmury.
Zdarzało się tak, że miewała wrażenie, iż przetrwała dzięki tym baśniom, których autorzy stawiali na pozytywne zakończenie. W najtrudniejszych momentach przysiadała także do pianina, oddając się w pełni dźwiękom uskrzydlającym duszę i ciało. Muzyka, którą tak kochała, przechodziła przez ciało niczym prąd docierający do każdego nerwu, każdego zakątka ciała i każdej komórki, rozpulchniając je w euforii. Starała się nie wracać myślami do przeszłości, chciała być tu i teraz – dla siebie i mężczyzny, którego pokochała całym sercem. Nastrój Jenny był jednak daleko euforycznego uniesienia, zbliżała się trzecia rocznica śmierci małej Olivii. Nienawidziła okresu jesienno-zimowego, bo to właśnie w tym czasie mierzyła się z nawrotami depresji, będącej niczym automatycznie zaprogramowany mechanizm, uruchamiający się podczas przesilenia jesienno zimowego. Nawet pogoda, przyjemne temperatury i słoneczne promienie muskające skórę w sposób delikatny, niczym usta doświadczonego kochanka, nie poprawiały nastroju – nie pomagały także w rozluźnieniu spiętego ciała wprawionego w stan całodobowego czuwania. Niebezpieczeństwo mogło nadejść tylko od strony umysłu, ciału fizycznemu, zarówno w praktyce jak i teorii nic nie groziło, ale ono tego nie wiedziało.
Na szczęście miała w życiu osobę, dzięki której rozumiała, czym jest szczęście.
Kogoś, kogo chciała widzieć niezależnie od nastroju.
Osobę, dla której przeznaczała najpiękniejsze uśmiechy i kogoś, kogo kochała.
Mercutio był osobą, dla której chciała po prostu być.
Nie mogła przyjechać do niego w weekend – zjazd rodzinny był dla niej równie szokujący, co nieprzyjemny. W ostatnim czasie nie miała chęci na rodzinne obiady. Kochała swoją matkę, rozumiała, że chciała sprawdzić, jak czuje się jej córka, ale – na bogów – dlaczego musiała zabrać ze sobą pół rodziny? Spędzili u niej weekend. Przenocowali z soboty na niedzielę, opuszczając dom Jenny długo po obiedzie. Zbyt duży hałas oddziaływał negatywnie na jej nerwy, a rozmowy dotyczące Liv były przygnębiające. Czasem odnosiła wrażenie, że członkowie rodziny, poruszając ten delikatny dla niej temat, chcieli przypomnieć o wstrząsającym bólu, który wtedy przeżyła. Zdrowy rozsądek, którego wciąż nie straciła, podpowiadał, że nie krzywdzili jej świadomie – większość myślała, że zdążyła się pozbierać. Ona również myślała o tym w ten sposób, dopóki nie nadeszła pierwsza rocznica śmierci dziewczynki.
Zapukała raz.
Zapukała drugi.
Zapukała trzeci, lecz w żaden sposób ponaglający.
Teraz musiała poczekać, aż Cutie otworzy drzwi, wpuszczając ją do swojego świata.

mercutio dempsey
-
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
30 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
Whispers of life
I'm scared of the long nights and the darkness I've bared every heartache and tenderness.
Żył w strachu, że wszystko wydarzy się ponownie, bo Andre, który nie miał wyjść z więzienia, był na wolności i zamierzał się na nim zemścić.
Wtedy Cutie nie wiedział, że opowieść o okropnościach, które zgotował mu Razor była wyrokiem; wtedy wydawało mu się, że robi dobrze i że właściwie kończy toksyczny rozdział życia. Teraz odnosił wrażenie, że mógł to rozegrać nieco inaczej (chociażby poprosić o anonimowość), ale było za późno, bo potwór go już odnalazł i zamierzał ingerować w jego życie.
A przecież Cutie był szczęśliwy; miał najwspanialszą kobietę, którą kochał i z którą chciał spędzić resztę życia. Pokładał pozostałe sfery, znalazł nową pracę i nauczył się wyznaczać nieprzekraczalne granice.
Dlaczego los go nienawidził i postanowił wszystko zniszczyć?
Puk, puk.
Wnętrzności podeszły mu do gardła, a serce zaczęło pompować krew z zawrotną szybkością. Nie wiedział, co zrobić; chwycić za telefon i od razu zadzwonić na policję? Otworzyć drzwi i kazać mu wypierdalać? Bo przecież to musiał być on, któż inny?
Puk, puk.
Bał się; panikował na samą myśl o tym, że ponownie mogli się spotkać i że Andre zrobi mu krzywdę. Puk, puk. Wiedział, że musiał zareagować, bo trwanie w zawieszeniu doprowadzało go do obłędu. Tracąc zdolność logicznego myślenia, zdecydował się chwycić za kij baseballowy (nie to, że grał 一 wykorzystywał go jedynie do celów obronnych) i ruszył ku drzwiom wejściowym.
Naciśnięcie klamki skumulowało wszystkie emocje; panikował, bojąc się ujrzeć Andre, lecz za drzwiami stała...一 Jen! 一 krzyknął, z ulgą, której nie dało się ukryć i pośpiesznie odrzucił kij, którym chciał się obronić.
Niekoniecznie wierzył, że mu się to uda (wszak Andre był silniejszy, znał różnego rodzaju sztuczki, a poza tym miał dostęp do broni), ale czuł, że potrzebuje czegoś 一 naprawdę czegokolwiek 一 co doda mu odwagi w konfrontacji. 一 Cudownie cię widzieć 一 dodał, chwytając kobietę za dłoń. Po chwili wciągnął ją do środka i połączył ich usta w zachłannym pocałunku. Gestem chciał ukryć drżenie ciała; połączeniem ich ust chciał odwrócić uwagę kobiety od słabości, która kryła się w jego głosie. 一 Byliśmy umówieni? 一 spytał, gdy brakło mu powietrza. 一 Zresztą, to nieistotne. Chodź, zapraszam. Zamówimy coś do jedzenia i obejrzymy reality show? 一 zaproponował, splatając ich palce.
Paplanina miała pomóc w odwróceniu uwagi (nie tylko Jenny, ale także Cutiego) od tego, co wydarzyło się zaledwie kilka dni temu.
Bo przecież nie mógł jej powiedzieć o tym, że niedawno otrzymał wieniec, na którym było jego nazwisko.
Nie mógł się przyznać do cholernie bolesnej przeszłości, która zapukała do jego drzwi.
Nie mógł, bo to nie był dobry moment; jeszcze nie.
Ogarnij się, do cholery.
Wdech i wydech, on już nie wróci.
Nie.
Wróci.

Oby wrócił.

Jenavelle Stewart
anna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
28 lat/a, 172 cm
nauczycielka muzyki John F Kennedy Senior High School
Awatar użytkownika
Whispers of life
You only understand harmony. Discord is required for contrast
Zmartwiła się, gdy po Cutie nie otworzył od razu drzwi. Myśli kobiety powędrowały w niebezpieczną stronę, tworząc czarne scenariusze. Może nie było go w domu? A może coś mu się stało? Może był w szpitalu? Wypadki się zdarzały, a nadmierne zamartwianie się należało do codziennych zajęć Jenavelle. Zamartwiała się od lat, dzień w dzień tworząc coraz to brutalniejsze myśli, które wprawiały ją w stany depresyjne. Stresowała się, denerwowała, a nerwica na którą chorowała, nie pomagała w codziennym funkcjonowaniu. Starała się myśleć w sposób pozytywny, odsuwać od siebie te gorsze scenariusze, które w sposób perfekcyjny przysłaniały jej spojrzenie na świat w tych pozytywnych barwach. Wiedziała, że życie nie było tylko czarne ani białe, miało wiele kolorów i odcieni, które potrafiła dostrzec. Życie było piękne i melodyjne; jak dźwięki wybrzmiewające z pianina po naciśnięciu odpowiednich klawiszy. Czyste, piękne, poruszające do łez.
Odetchnęła z ulgą, gdy Cutie otworzył drzwi i się w nich pojawił, lecz wzdrygnęła na dźwięk kija rzuconego na podłogę.
Miała mieszane uczucia. Zmagała się z radością podsyconą stanem niepokoju – o czym mogło świadczyć pytające spojrzenie, które posłała w kierunku podłogi, dostrzegając nerwowe zachowanie mężczyzny. Chciała zapytać, co się stało, lecz nie zdążyła zadać pytania. Zostało uprzedzone przez entuzjastyczne powitanie, które całkowicie zmieniło przebieg następnych wydarzeń. Odpowiedziała tylko, że również się cieszy, a następnie dała się wciągnąć do mieszkania. Odwzajemniła ten zachłanny pocałunek, obejmując chłodnymi dłońmi kark Cutiego.
— Nie. Chciałam się tylko z tobą spotkać. Miałam cholernie trudny weekend, wiesz? — Westchnęła, gdy się od siebie odsunęli. Tylko dłonie Jenny zostały jeszcze przez chwilę w tym samym miejscu, a opuszki palców muskały ciepłą skórę szatyna.
Potrzebowała czegoś, co mogłoby odciągnąć jej myśli od trudnego weekendu, a odwiedziny Cutiego były doskonałym pomysłem. Czuła się dobrze w towarzystwie Mercutio. Był jedyną osobą, która jej nie irytowała; kimś, z kim mogła spędzać wolny czas i nie stresować się ponurą codziennością. Bywały momenty, w których się sprzeczali, czy mieli odmienne zdania w danym temacie, lecz było to całkowicie normalne. Różnica była jednak taka, że po sprzeczce z Mercutio chciała się z nim godzić – po kłótni z matką, czy członkami rodziny nie odczuwała wewnętrznej potrzeby szybkiego zakopania wojennego topora. Być może miała świadomość, że rodzina niezależnie od wszystkiego, nigdy by jej nie opuściła, w przeciwieństwie do Cutiego, który tak naprawdę w każdej chwili mógłby zakończyć ten związek i relację – a tego szczerze nie chciała.
— Będziemy dzisiaj jeść tłuste burgery, czy może uderzymy w romantyczną kuchnie włoską i zamówimy fantastyczną pizze? Bo w sumie mi bez różnicy, wszystko bym zjadła — Entuzjazm kobiety świadczył o tym, że ten pomysł przypadł jej do gustu. Nie chciała spędzić kolejnego dnia, czy wieczora, rozmyślając nad słowami matki, która świadomie, czy też nie, wypomniała śmierć małej Liv. Śmierć dziecka, o którym naprawdę chciała powiedzieć Mercutio, ale nie miała w sobie aż tyle odwagi.
Jakby to brzmiało?
Nie dopilnowałam dziecka i załamał się pod nim lód.
Wpadła do wody, utopiła się i zamarzła.
Straciłam przez własną głupotę coś, czego pragnęłam najbardziej na świecie.

Każda z tych opcji brzmiała źle, wręcz tragicznie. Obawiała się reakcji mężczyzny. Nie chciała niczego między nimi zmieniać, a temat był na tyle trudny, że w mniejszy czy większy sposób mógłby wpłynąć na ich relację. Zatajała to przez dwa cholerne lata… I wciąż nie była gotowa na rozmowę.
Zajęła miejsce na kanapie, przed telewizorem. Jenna przysiadła na miękkim materiale po turecku, odwracając się w kierunku mężczyzny.
— W ogóle powiem ci, że jestem oczarowana przygotowaniami do Halloweeen. Jak do ciebie szłam to rozejrzałam się trochę po budynkach i kurde, te wszystkie domy zaczynają tak łaadnie wyglądać. Znaczy ładnie, paskudnie, ale klimatycznie — Opowiedziała z podekscytowaniem w głosie. Naprawdę uwielbiała klimat tego miasta, ta różnorodność kolorów budynków oraz multirasowość mieszkańców była czymś niesamowitym, rzadko spotykanym i czymś, co Jenna kochała w Nowym Orleanie.

mercutio dempsey
-
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
30 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
Whispers of life
I'm scared of the long nights and the darkness I've bared every heartache and tenderness.
Trigger Warning
przemoc seksualna
Zawsze jesteś tu mile widziana 一 szepnął. W jego oczach pojawił się charakterystyczny błysk; Cutie prawdziwie cieszył się na możliwość spędzenia czasu z ukochaną, bo to ona od dwóch lat była remedium na wszystkie bolączki; ona, jako jedna z nielicznych, potrafiła go uspokoić i ukoić jego nerwy. 一 Kocham cię, wiesz? 一 dodał, kładąc dłoń na kobiecym policzku. 一 Co się stało? Mogę Ci w czymś pomóc? Poradzimy sobie ze wszystkim. 一 Sam w to nie wierzył, ale chciał wesprzeć partnerkę w trudnej chwili.
Tłuste burgery, zdecydowanie 一 przyznał. Nie chciał mówić o tym na głos, ale romantyczna kuchnia włoska była wyborem najgorszym z możliwych; romantyczna kolacja przywodziła na myśl jednoznaczne sceny, których Cutie chciał uniknąć, bo...
Wciąż czuł na sobie jego dotyk; wciąż go bolało i wciąż drżał na samą myśl o tym, jak bardzo skrzywdził go Andre.
Chciał to zataić, zrobić naprawdę wszystko, by Jenna nie miała pojęcia, że zaledwie parę dni temu leżał w łóżku, nie mogąc wykonać choćby najdrobniejszego ruchu i histerycznie łkając (co zapewne dawało ogromną satysfakcję Razorowi).
Starał się grać w grę przestępcy, ale nie wiedział, na ile mu się to uda. Jak długo wytrzyma? Kiedy nadejdzie moment, w którym sytuacja zniszczy go na tyle, że znów nie będzie chciał żyć?
Zaraz nam coś zamówię 一 dodał, za wszelką cenę starając się odwrócić swoją uwagę od niedawnych wydarzeń. Nie mógł o tym myśleć; nie mógł dać temu potworowi satysfakcji, że jego zachowanie jakkolwiek wpłynęło na obecną wersję Dempseya.
Nie tylko Jenna miała sekrety, o których nie chciała mówić; nie tylko ona wstydziła się przeszłości i obawiała się, że wyjawienie prawdy zniszczy relację, którą mieli.
Choć zdawało się, że Cutie przepracował traumy na terapii, nie był na tyle odważny, by opowiedzieć o nich partnerce. Zresztą, teraz, gdy jego życie zatoczyło błędne koło, Mercutio wręcz nie chciał, by Jenna wiedziała cokolwiek, bo to działałoby na jej niekorzyść.
Usiadł tuż obok Stewart, pozwalając sobie na położenie dłoni na jej udzie; starał się zachowywać naturalnie, lecz gest sprawił, że jego mięśnie napięły się, a wnętrzności ścisnęły w ciasny supeł.
Nie chciał do tego dopuścić, ale ciało przypomniało sobie o mocnym i agresywnym chwycie przestępcy.
Nie, nie, nie.
Przestań!
Nie możesz się w tym zatracić.
Nie możesz dać mu wygrać.
To nic takiego.

Halloween? 一 powtórzył, co mogło świadczyć o tym, że niekoniecznie słuchał, o czym mówiła partnerka.
Cutie czuł, że tegoroczne święto nie sprawi mu tyle radości, co zazwyczaj. Bo jakże miało, gdy na wolność wyszedł prawdziwy potwór, który karmił się strachem?
A tak, halloween. Też powinniśmy o czymś pomyśleć. Mamy jakieś plany? 一 zapytał, ze wszystkich sił starając się zaangażować w rozmowę i nie sprawiać wrażenia, że coś nie dawało mu spokoju. 一 Może wybierzemy się do kina? Albo na jakąś imprezę? 一 Z oczywistych względów sugerował miejsca publiczne 一 w nich Andre go nie dopadnie.

Jenavelle Stewart
anna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
28 lat/a, 172 cm
nauczycielka muzyki John F Kennedy Senior High School
Awatar użytkownika
Whispers of life
You only understand harmony. Discord is required for contrast
Spotykali się od dwóch lat, co nie było szmatem czasu przy związkach trwających długimi latami. A jednak to właśnie te dwa lata wydawały się Jennie wiecznością. Ostatnio dość często rozmyślała o wspólnej przyszłości. Brała pod uwagę wspólne zamieszkanie, uważała, że byli już na tyle dorośli, że podejmowanie takich decyzji nie powinno sprawiać dużych trudności. Jenna nie miała zwyczajnej rodziny, przez wiele lat w życiu Stewart była tylko matka. Wychowywała się więc w niepełnej rodzinie i zawsze powtarzała, że jeśli się z kimś zwiąże, będzie chciała normalności, życia rodzinnego, którego nie poznała będąc dzieckiem.
Zawsze jesteś tu mile widziana – po usłyszeniu tych słów dotarło to do niej dwa razy mocniej. Naprawdę brała pod uwagę przyszłość z Mercutio i była skłonna sprawić, by tak naprawdę się stało. Miłość miała różne oblicza. Uskrzydlała, wywoływała motyle w brzuchu, uszczęśliwiała — była także niebezpieczna. Uzależniała i oślepiała. Sprawiała, że ludzie popadali w obłęd, dostawali obsesji na punkcie drugiej osoby; zmuszała do samobójstwa i zachowań, których często się żałowało. Granica między prawdziwą miłością, a toksyczną była niewielka, zacierała się przy linii horyzontu, wchodząc jedna w drugą. Mieszały się jak farby, tworząc nowy kolor – brunatnoczerwony, kolor gorzkiej miłości, doskonale znany Jennie. Związek do którego rozpadu przyczyniła się śmierć dziecka, był jednym ze szczęśliwszych momentów w życiu Stewart lecz rozpadając się, pozostawił za sobą niemożliwą do przełknięcia, duszącą gorycz i stęchłe, ciężkie powietrze uniemożliwiające złapanie życiodajnego oddechu. Nie chciała kalać tych przyjemnych wspomnień tą przykrą sytuacją, choć tak naprawdę n i e m i a ł a wyboru, te gorsze wspomnienia również tworzyły historię Jenavelle. Choćby chciała zapomnieć, nie mogła tego wyprzeć – zostałaby pozbawiona kolejnej części swojej osobowości.
— Ja Ciebie też — Przymknęła oczy, gdy Cutie dotknął jej policzka. Kochała spokój, który odczuwała w jego obecności. Czuła się wolna, pozbawiona mentalnych łańcuchów więżących świadomość. Szczerze wierzyła, że poradzą sobie ze wszystkim, każdą przeciwnością losu, która zakłóci ich spokój. Naprawdę chciała w to wierzyć.
Pokręciła z dezaprobatą głową i posłała Mercutio zmęczone spojrzenie, które wraz z jego pytaniem pojawiło się na twarzy Jenny. — Moja rodzina się stała. Przyjechali do mnie na weekend, w odwiedziny, nic mi o tym nie mówiąc — Pożaliła się, chowając ze zrezygnowaniem twarz w tors Cutiego. — Ciotka nawiązywała do rzeczy sprzed lat o których wolałabym zapomnieć, a mama za to w drugą stronę. Stwierdziła, że w moim wieku miała już męża. Oczywiście nie dodała, że w moim wieku miała już dziecko i była w trakcie rozwodu, no bo wiesz… Po co? — Wymamrotała, starając się opanować pełen wyrzutu ton. Miała żal do swojej matki, ogólnie nie tylko do niej, bo do całej rodziny.
— W porządku, zamów nam coś — Zgodziła się, zajmując swoje ulubione miejsce na kanapie; to przed samym telewizorem i niewielką, miękką poduszką, zdaniem Jenny miała najprzyjemniejszy materiał i dlatego była jej ulubioną.
Zauważyła, że Cutie zachowywał się dość nieswojo – obserwowała go. Widziała, że jego myśli zajmowało coś innego. Wydawał się nieobecny – a stał się jeszcze bardziej odległy, gdy zaczynała opowiadać o Halloween, a on nie słuchał.
— Nie, nie mamy — Odpowiedziała dużo mniej entuzjastycznie, a bardziej markotnie. — Może być kino. Pewnie będzie jakaś noc horrorów — Na brak atrakcji w Halloween na pewno nie mogliby narzekać. Było to dość hucznie celebrowane święto.



mercutio dempsey
-
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
30 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
Whispers of life
I'm scared of the long nights and the darkness I've bared every heartache and tenderness.
Oh 一 jęknął, posyłając Jenie spojrzenie pełne współczucia.
Czasami zazdrościł jej tego, że miała rodzinę, która 一 w założeniu 一 wspierała i pomagała w trudnych chwilach. Gdy jednak słyszał, że wizyty bliskich opierały się przede wszystkim na robieniu wyrzutów, cieszył się, że w niezapowiedziane odwiedziny mogła przyjść do niego jedynie Jena (której obecność bynajmniej mu nie przeszkadzała i była wręcz zbawienna). 一 Strasznie mi przykro 一 skwitował, gładząc plecy ukochanej. 一 Wiem, że to niewiele zmienni i może brzmieć dziwnie, ale musisz pamiętać, że one się już najprawdopodobniej nie zmienią. Jeśli nadal chcesz z nimi utrzymywać kontakt... Musisz podchodzić do wszystkiego z większym dystansem i zrozumieć, że ich gadanie jest tylko gadaniem, a ty powinnaś dalej robić swoje 一 wyjaśnił. Słowa żywcem wyjęte z terapii nijak nie miały się do rzeczywistości; bo choć jeszcze nie tak dawno temu Cutie w nie wierzył, powoli docierało do niego, że były to brednie.
Bo jak można było stawiać czoła komuś, kto silniejszy i kto zawsze wygrywał?
Damy sobie radę, wiesz? Zrobimy wszystko w swoim tempie i będziemy szczęśliwi 一 szepnął. Chciał w to wierzyć; kurczowo trzymał się tych słów i wręcz nie wyobrażał sobie innego scenariusza. Nie mogło być inaczej i nikt (szczególnie Andre oraz jej matka i ciotka) nie mógł pokrzyżować ich planów, bo zasługiwali na szczęśliwe zakończenie jak nikt inny.
Chwyciwszy telefon, odpalił aplikację do zamawiania jedzenia; szybko odszukał jedną z ich ulubionych knajp, a później wrzucił do koszyka najczęściej wybierane pozycje. 一 Chcemy też onion rings? 一 spytał, unosząc wzrok znad telefonu.
Noc horrorów brzmi dobrze. Sprawdzę później bilety i jak trafię na coś ciekawego, to ci je podrzucę 一 postanowił. Nim oswoił się z planem, uderzyła w niego najczarniejsza z myśli. Przecież w sali kinowej było ciemno. Co, jeśli Andre przyjdzie na seans i zajmie miejsce tuż obok niego?
Nie.
Nie przyjdzie.
Nie zrobiłby tego.
I wiesz co? 一 szepnął, próbując się uśmiechnąć w typowym dla siebie stylu i pragnąć skoncentrować się na czymś innym. 一 Może przystroimy moje mieszkanie? Powinienem mieć jakieś dekoracje z zeszłego roku i mogę podskoczyć do sklepu po dynię. O, albo dwie, to wtedy zrobimy konkurs, kto wytnie ją lepiej 一 zaproponował.
Uparcie poszukiwał rozwiązań, które odsuną ich od perspektywy, w której oddawali się cielesnym uniesieniom. Bo choć zazwyczaj ich pragnął i uwielbiał być blisko, dziś miał ku temu uzasadnione powody: Mercutio nie był na to gotowy; jego ciało wciąż drżało (w ten negatywny sposób) pod wpływem dotyku, a w umyśle zapętliły się błagania, by przestępca to przerwał.
Oczywiste było, że Razor tego nie zrobił, dlatego teraz cierpiało nie tylko ciało, ale także psychika. Bo Cutie został wykorzystany; bo znów został sprowadzony do roli szmacianej lalki, która nie mogła decydować o jakiejkolwiek sprawie ze swojego życia.

Jenavelle Stewart
anna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
28 lat/a, 172 cm
nauczycielka muzyki John F Kennedy Senior High School
Awatar użytkownika
Whispers of life
You only understand harmony. Discord is required for contrast
Kilka lat temu bez oporu powiedziałaby, że wolałaby nie mieć rodziny w c a l e. Kochała swoją matkę, ale wiedziała, że było jej ciężko. Samotne wychowywanie dziecka i wędrówki z pracy do domu wyniszczały ją psychicznie. Gorsze dni, które pojawiały się u niej coraz częściej, tłumiła tabletkami. Brała ich tyle, że od razu zasypiała, a jej córka zawsze się bała, że nie wstanie, ponieważ dobudzenie jej graniczyło z cudem. Będąc nastolatką strach o życie matki rozpłynął się w eterze. Wiedziała, że kobieta nigdy nie brała kapsułek na tyle dużo, by się zabić. Nigdy nie była typem samobójcy. Nazwałaby ją narkomanką, po prostu brała, żeby oderwać się od codziennych problemów. Nie było to zdrowe, ani rozsądne. Nie rozmawiały też nigdy na ten temat. Matka udawała, że jej problemy nie istnieją, a Jenna, że ich nie widzi. Czasem tylko przykrywała Ane kocem, gdy spała zwinięta w kłębek na salonowej kanapie. Przeszła z tym do codzienności. Czuła się trochę… Źle, narzekając na swoją rodzinę przy Mercutio, lecz musiała z kimś o tym porozmawiać. Wyżalić się, żeby zrzucić ciążący na ramionach balast. Najbardziej drażnił ją fakt, że próba zwrócenia uwagi była bezsensowna, bo w ostateczności i tak zawsze gadali, nie zwracając uwagi na protesty Jenny. Nie chciała urywać z nimi kontaktu, bo wbrew temu co mówiła, chciała zostawić przy sobie tę pozostałą część rodziny. Niezależnie od tego ile miała lat, wciąż bała się odrzucenia.
Pocieszające słowa, brzmiące jak wyrwane z terapii nie były tak pocieszające, jak ten drobny gest przesunięcia dłonią po plecach. Motywacyjne teksty przerabiała już na wizycie u psychoterapeuty, który próbował zająć jej myśli rzeczami, zdaniem Jenny, zbyt ogólnikowymi, zupełnie nieodnoszącymi się do sytuacji. Obecność i bliskość drugiej osoby była dla niej znacznie ważniejsza, choć akurat problemy z rodziną, w porównaniu do tego, co miała za sobą, były niczym pszczółka przy szerszeniu. Różniły się nie tylko rozmiarem, ale również siłą jadu. Doceniała jednak wsparcie, które zapewniał jej Mercutio, co można było zauważyć po delikatnym uśmiechu i przepełnionym nadzieją, błyszczącym spojrzeniu. Również wierzyła, że ze wszystkim sobie poradzą, w końcu byli razem.
— Jak przetrwasz świąteczny obiad z moją matką, to zdecydowanie poradzimy sobie ze wszystkim — Zażartowała, próbując rozwiać poważną atmosferę towarzyszącą tej rozmowie. Na szczęście spotkanie miała już za sobą, teraz mogła ze spokojem przejść do tej pozytywniejszej części dnia – oczekiwania na jedzenie.
Pokręciła przecząco głową, dając tym samym do zrozumienia Mercutio, że tym razem krążków zamawiać nie musieli. Jenny nie miała szczególnie ochoty – choć znając życie, gdyby Cutie postanowił zamówić dla siebie, jedną czy dwie by sobie wzięła. Podobnie było z kanapkami, bo przecież ta czyjaś zawsze smakowała lepiej, nawet wtedy gdy zawierała dokładnie te same składniki.
— W sumie dawno nie byłam na takim nocnym maratonie. W liceum chyba ostatni raz, więc to dość dawno. Chciałyśmy sprawdzić z koleżankami swoją odwagę i wiesz co? Wróciłyśmy do domu, bo nie dałyśmy rady — Zaśmiała się, chowając twarz w dłoniach. Zerknęła na Mercutio przez rozsunięte palce, gdy pochylił się w jej kierunku. Zaintrygowana pomysłem ozdabiania mieszkania i wycinania dyń. Konkurs brzmiał… Dobrze idealnie wręcz, by skupić się na czymś przyjemniejszym, niż rozmyślanie o rzeczach na które i tak nie miało się żadnego wpływu.
— Jak kupisz jeszcze te małe świeczki to wytniemy z tych dyń takie niby lampiony. Przekonamy się, kto jest kreatywniejszy — Podniosła się z sofy, gotowa do działania, związując włosy w wysoki kucyk. — Gdzie masz te ozdoby? Mogę ich poszukać w sumie — Nie bardzo wiedziała, gdzie szukać. Zwłaszcza, że tak naprawdę te ozdoby mogły być schowane wszędzie.

mercutio dempsey
-
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
30 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
Whispers of life
I'm scared of the long nights and the darkness I've bared every heartache and tenderness.
Właśnie 一 powiedział, sadowiąc się wygodniej. 一 Świetnie, że o tym mówisz, bo powoli chcę się rozglądać za prezentami. Wiesz, dzień po Hallowen trzeba odpalić All I Want For Christmas Is You i tak dalej 一 zachichotał. Musiał się zmuszać, by zachowywać się w ten sposób i nie dać po sobie poznać, że jeszcze niedawno rozpadł się na miliardy kawałków.
Parsknął śmiechem. Będąc młodym chłopakiem niechętnie oglądał horrory, bowiem takowym było jego życie; wszystko zaczęło się normować dopiero, gdy skończył dwudziesty piąty rok życia. To właśnie wtedy, dzięki terapii i wsadzeniu Andre do więzienia, powoli zaczął układać sobie rzeczy w głowie i zrozumiał, że mógł być szczęśliwy.
Teraz będziesz mogła się do mnie przytulać i chwytać mnie za rękę 一 zauważył, delikatnie szczypiąc policzek ukochanej. Chciał być jej bohaterem; chciał chronić ją nie tylko przed strasznymi filmami, ale także przed rzeczywistością, która zaciskała na ich szyjach coraz ciaśniejsze pętle.
Powinny być... 一 urwał, starając się sobie przypomnieć, gdzie schował zeszłoroczne ozdoby. 一 Myślę, że są w jakimś pudle na poddaszu. Raczej nie podpisałem go jako halloween, bardziej celowałbym w jakieś bombki albo stare ubrania, ale nie mam aż tylu rzeczy, żebyś nie mogła ich znaleźć 一 wyjaśnił. Znając swoje możliwości, nie spodziewał się po sobie niczego innego; Cutie był bałaganiarzem, który przechowywał rzeczy w nieładzie (a o niektórych z nich nawet nie pamiętał). 一 To co? Widzimy się za chwilę? 一 Miał silną potrzebę wyjścia z domu; musiał sprawdzić, czy gdzieś w pobliżu nie czai się Andre, bo teraz nie odpowiadał jedynie za siebie, ale także za swoją kobietę.
Uważaj na siebie. I... Może powiedz, żeby dostawca zostawił jedzenie przed drzwiami 一 to powiedziawszy, zmniejszył dzielący ich dystans i delikatnie musnął policzek Jenny. Z jej perspektywy słowa najpewniej były przesadzone i mogły budzić pytania, lecz Mercutio swoje wiedział. Mając świadomość, że gdzieś tu, być może kilkadziesiąt metrów od nich, krążył potwór, bał się tego, czego mógł dopuścić się Andre. Bo czyż nie podszedł go w ten sposób? Podszedł; podając się za dostawcę jedzenia, uśpił czujność Dempseya i podstępem wtargnął do jego domu.
Właśnie w ten sposób przestępca osiągał swój cel; paraliżujący strach, który ogarniał Cutiego na samą myśl o Razorze niwelował postęp terapii i cofał go do czasów, gdy drżał na samą myśl o spotkaniu z kochankiem (przy czym drżenie interpretować można było zarówno pozytywnie, jak i negatywnie).
Nie dając Jennie czasu na reakcję, poderwał się ze swojego miejsca, opatulił się ciasno szalikiem (nie było tak zimno, lecz nie chciał, by ktokolwiek dostrzegł czerwone ślady na jego szyi) i wyszedł z kolorowego domku.
Stanąwszy na ganku, rozejrzał się na boki; uważnie skanował każdy centymetr przestrzeni i wreszcie odetchnął z ulgą. Nie było go tu. Byli bezpieczni (przynajmniej na razie). Cutie wypuścił głośno powietrze i ruszył przed siebie, chcąc jak najszybciej wrócić z dyniami.
Nie było go przez około piętnaście minut. Podtrzymując dynie jedną ręką, chwycił za klamkę i niepewnie przekroczył próg domu. 一 Jenny? 一 rzucił, ruszając do salonu.
Proszę, proszę, proszę. Oby nic się jej nie stało; nie przeżyję tego, jeśli skrzywdził i ją.
Kupiłem dynie i świeczki! Są różnokolorowe, możesz sobie wybrać, którą chcesz wycinać 一 dopowiedział, starając się zachowywać tak, jak gdyby nigdy nic.

Jenavelle Stewart
anna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
28 lat/a, 172 cm
nauczycielka muzyki John F Kennedy Senior High School
Awatar użytkownika
Whispers of life
You only understand harmony. Discord is required for contrast
Jenny odprowadziła wzrokiem Cutiego, gdy ten szybkim krokiem opuścił dom, tłumacząc, że musi „tylko wyskoczyć po dynie”. Nie mogła nie zauważyć, jak coś w jego spojrzeniu się zmieniło. Chwilę wcześniej żartował o świętach i dekoracjach, próbując rozładować atmosferę, ale gdy tylko wspomniała o dostawcy jedzenia, wyraźnie coś w nim drgnęło. Na zewnątrz starał się zachować pozory beztroski, jednak Jenny czuła, że pod tą maską kryło się coś głębszego – coś, o czym nie chciał jej mówić. Usiadła na sofie i w zamyśleniu gładziła krawędź poduszki, próbując zrozumieć, co mogło go tak nagle zaniepokoić. Wiedziała, że czasem miewał te ciche chwile, kiedy oddalał się myślami, jakby coś go gnębiło, choć nigdy nie dzielił się z nią szczegółami. Domyślała się, że to, co przeszedł, zostawiło w nim głęboki ślad, ale nie chciała naciskać ani zadawać pytań, na które nie był gotowy odpowiedzieć. Tym razem jednak ten niepokój zagościł w niej na dłużej – czuła, że w jego sercu toczy się walka, o której nawet jej nie opowiadał.
Po kilkunastu minutach usłyszała odgłos przekręcania klamki i drzwi powoli otworzyły się, wpuszczając do środka Cutiego obładowanego dyniami i torbą pełną kolorowych świeczek. Na widok jego niepewnej sylwetki w drzwiach poczuła ulgę, choć nie do końca rozumiała, skąd to uczucie. Podczas nieobecności mężczyzny, zdążyła przegrzebać pudła o których mówił przed wyjściem i faktycznie, udało jej się znaleźć jakieś ozdoby, które nadawały się do przystrojenia mieszkania. Znalazła kilka nietoperzy i sztuczne dynie.
– Och wow, te dynie są... Okazałe – Zaśmiała się, starając się odgonić swoje zmartwienia. Przyjęła od niego jedną z dyń, a jej dłonie mimowolnie spoczęły na jego palcach na kilka dłuższych chwil. Spojrzała na niego, jakby próbując dojrzeć coś więcej. Przez moment miała ochotę spytać wprost, czy wszystko jest w porządku – czy na pewno nic się nie dzieje – ale widząc cień na jego twarzy, nie chciała wywoływać w nim dodatkowego napięcia.
– No dobra, to co? Która świeczka pójdzie do której dyni? – Zapytała, odkładając dynie na stoliczek i sięgnęła do torby ze świeczkami, próbując nadać ich spotkaniu bardziej swobodny ton. Kolorowe świeczki zaczęły piętrzyć się na stoliku, a Jenny udawała, że całą uwagę poświęca ich układaniu, choć w głowie cały czas kołatały jej myśli o Mercutio. Co sprawiało, że odczuwał niepokój w swoim zachowaniu, którego Jenny nie potrafiła zrozumieć. Zdawała sobie sprawę, że nie mogła wymusić, by się przed nią otworzył. Może to zbyt trudne, a może potrzebował czasu. Zamiast więc pytać, uniosła wzrok i uśmiechnęła się do niego ciepło, starając się dać mu do zrozumienia, że jest przy nim, cokolwiek by się nie działo.
– Ej, Cutie, co będzie nagrodą w konkursie?– Zapytała, patrząc na niego z zaciekawieniem – Wiesz, za chwilę będziemy mieli najstraszniejsze dynie w okolicy. A do tego najładniejsze, bo przecież nie robimy ich tylko dla siebie. Zainspirujemy całą sąsiednią ulicę! – dodała z przekąsem, starając się, żeby choć na chwilę przywrócić trochę lekkości.
– Myślę, że na Halloween przyda nam się nie tylko trochę strasznych dekoracji – Dodała z lekkim uśmiechem, a jej głos zadrżał od cichego śmiechu. — Może też porcja gorącej czekolady — Dokończyła wesoło.

mercutio dempsey
-
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
30 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
Whispers of life
I'm scared of the long nights and the darkness I've bared every heartache and tenderness.
Wybierałem największe. No, to którą z nich chcesz wyciąć?一 spytał, krzyżując spojrzenie z ukochaną. I właśnie wtedy pojawiła się w nim obawa, że Jenny się czegoś domyślała. A on nie mógł powiedzieć czegokolwiek, bo Andre wiedział.
Wiedział o nich; wiedział o niej. Znał jej imię i najprawdopodobniej tajemnicy nie stanowiły przed nim jakiekolwiek szczegóły z jej życia. Cutie drżał na samą myśl o tym, że Razor mógłby zrobić jej krzywdę. Bo ta miłość 一 w przeciwieństwie do tamtej 一 była dobra. Ta miłość 一 nie tak, jak tamta 一 nie ściskała wnętrzności w ciasny supeł. Miłość Cutiego i Jenny pozwalała na złapanie głębszego oddechu i bycie sobą. To przy niej Dempsey czuł się swobodnie i to ona dała mu poczucie bezpieczeństwa; to dzięki relacji z nią zrozumiał, czym jest szczęście i że bycie z drugą osobą nie wiązało się z nieustannym drżeniem o to, co przyniesie nowy dzień.
To właśnie dlatego musiał ją chronić; to właśnie jej dobroć i bezbronność mówiła mu, że musiał stanąć pomiędzy nią i Andre. Musiał zrobić w s z y s t k o, by ciężar zemsty przestępcy padł na niego. Bo tym razem 一 choć było to irracjonalne 一 nie chciał iść na policję. Obecnie panicznie bał się, że współpracownicy Razora po niego przyjdą i że teraz nie będzie mial tyle szczęścia, by ponownie ułożyć sobie życie.
Myślę, że... 一 prześlizgnął spojrzeniem po leżących na blacie świeczkach 一 ta i ta do tej 一 wskazał na dwie, które podobały mu się najbardziej. Wziął świeczki w dłoń i dołożył je do dyni. Po chwili zerknął na ukochaną, szukając w jej oczach aprobaty swojej propozycji. 一 Nie umiem zdecydować się na jedną konkretną, więc musisz mi pomóc 一 dopowiedział, uśmiechając się niewinnie. Wierzył, że jego umiejętności aktorskie były wystarczające, by Jenny uwierzyła mu, że nie działo się nic niepokojącego. Nie mogąc wyjawić jej choćby słowa, nie chciał jej niepokoić; bo przecież co miał powiedzieć? Że zaledwie chwilę po wdarciu się do mieszkania, Andre go wykorzystał? Że znów przekroczył wszelkie granice, a Cutie 一 w całej swojej naiwności i głupocie 一 w jakimś stopniu próbował go wytłumaczyć i poczuł emocje, które już dawno powinny odejść w zapomnienie?
Nagrodą będzie masaż i możliwość wyboru filmu przez co najmniej dwa wieczory. Co ty na to? 一 zachichotał, lecz szybko pożałował swojej propozycji, bo m a s a ż wiązał się z koniecznością rozebrania się. A on NIE MÓGŁ pokazać jej, że na jego szyi widniały ślady po duszeniu. 一 Wiesz co powinniśmy zrobić? Musimy sprawdzić, czy jest jakiś konkurs na najładniejszą i najstraszniejszą dynię. Może wysłalibyśmy którąś z naszych? 一 zaproponował (prawdopodobnie zrobił to nieco za szybko i mógł tym wzbudzić podejrzenia).
Uniósłszy brew, posłał pytające spojrzenie kobiecie. Przez ułamek sekundy obawiał się słów, które mogły paść; całe szczęście Jenny szybko wyjaśniła, a na jego twarzy pojawił się widoczny cień ulgi. 一 Myślę, że mogę coś na to poradzić 一 odparł, poświęcając chwilę na wodzenie wzrokiem po twarzy kobiety.
Gdy już myślał, że się uspokaja, rozległ się dzwonek do drzwi. Owy znów przyczynił się do napięcia mięśni w ciele mężczyzny; dlaczego to wszystko było takie popieprzone? Dlaczego to wszystko przytrafiało się akurat jemu?
To pewnie dostawca 一 szepnął, lecz w pierwszej chwili nie ruszył się z miejsca.
Bo co, jeśli nie?

Jenavelle Stewart
anna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
28 lat/a, 172 cm
nauczycielka muzyki John F Kennedy Senior High School
Awatar użytkownika
Whispers of life
You only understand harmony. Discord is required for contrast
Wpatrywała się w Cutiego, gdy próbował uśmiechnąć się w niewinny sposób, tłumacząc swoje niezdecydowanie w wyborze świeczek. Choć jego głos brzmiał pogodnie, a słowa były pełne żartobliwego tonu, wyczuła w nim coś, co nie dawało jej spokoju. Być może zadziałała tutaj intuicja, może przypadłość Jenny do złowróżenia. Niezależnie od powodu, nie podobało jej się to uczucie. W pewnym momencie związku po prostu... Rozróżniało się stany emocjonalne ukochanej osoby, nie musiała pytać, by dostrzec różnicę w zachowaniu. Przeszło jej przez myśl, że może Cutie planuje się r o z s t a ć i nie bardzo wie, w jaki sposób to przedstawić. Jenny miała ostatnio trochę problemów, ale starała się nie odtrącać Mercutio. Robiła coś źle? Za mało się starała? Dodatkowo dziwnie uważnie zwracał uwagę na to, by nie odsłonić szyi, więc pomyślała o zdradzie. Humor kobiety automatycznie uległ zmianie, choć wciąż próbowała sprawiać pozory normalności.
Oparła się o stół, obracając w dłoniach jedną z dyni. Uśmiech, który pojawił się na jej twarzy, był szczery, choć trochę przytłumiony, bo zaczęła rozmyślać. Uwielbiała takie chwile z nim – wspólne przygotowania, dekorowanie mieszkania, zwykłe rozmowy. To właśnie dzięki nim ich związek miał tę cudowną lekkość, której wcześniej brakowało jej w relacjach. Przy Cutim czuła się bezpieczna, a jednocześnie wolna. Nigdy nie musiała udawać kogoś, kim nie była, a on zdawał się to doceniać bardziej niż cokolwiek innego. Ale...
— Dobrze wybrałeś, myślę, że to idealne dopasowanie — Powiedziała łagodnie, wsuwając kosmyk ciemnych włosów za ucho.
Zasady konkursu przypadły jej do gustu. Wybór filmu i masaże brzmiały jak idealny plan na wieczór - dlatego zamierzała wygrać. Lubiła wybierać filmy, choć czasem wiały nudą, albo najzwyczajniej w świecie po prostu na nich zasypiała. A przecież w okresie jesienno-zimowym idealnie sprawdzały się dramaty i romansidła, którymi zamierzała katować Mercutio aż do gwiazdki.
— Jak przegrasz będziemy oglądać najromantyczniejsze filmy ever. Jestem ciekawa ile wytrwasz, a zaczniemy od Pamiętnika albo Wichrowych Wzgórz mówiąc to, uśmiechnęła się szalenie czarująco. Miała już rozplanowane te dwa wieczory i to na tym głównie się skupiła, nie na konkursie dyń który mógł, ale nie musiał odbywać się w okolicy.
— W sumie. Skoro jesteśmy w temacie filmów. Która z aktorek najbardziej ci się podoba? Albo podobała? Taki wiesz, wyznacznik kobiecości w twoim odczuciu, — Zaczęła temat, zadając to pytanie niby r a n d o m o w o, choć wcale nie do końca tak było. Uśmiech Jenny i łagodne spojrzenie, którym obrzuciła Mercutio, nie zdradzał ż a d n y c h oznak podchwytliwego pytania.
Słysząc dzwonek do drzwi, odwróciła się w ich kierunku.
— Otworzę! — Uznała, odkładając dynie na stół. Chwilę później stała już przy drzwiach, które otwierała. Oczywiście nie zerknęła przez judasza, bo nie widziała podstaw do obaw. I słusznie - za drzwiami stał dostawca, któremu sympatycznie podziękowała i zażyczyła miłego dnia. — Zgłodniałam. Zwłaszcza teraz, jak poczułam jedzenie — Poinformowała, układając w symbolicznym geście dłoń na brzuchu, zupełnie jakby próbowała potwierdzić słuszność swoich słów.

mercutio dempsey
-
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
30 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
Whispers of life
I'm scared of the long nights and the darkness I've bared every heartache and tenderness.
Zdrada 一 jakkolwiek źle to nie zabrzmi 一 byłaby prostsza do wyjaśnienia; w całej swojej okropności zdrada 一 w dłuższym okresie 一 byłaby mniej bolesna niż rzeczywistość.
W przypadku Cutiego mówienie o przeszłości było praktycznie awykonalne; bo jak miał opisać to, czego doświadczył? Bał się tego, że historia zniszczyłaby ich relację; bo przecież przestępcy i ich półświatek już raz pchnęły go do targnięcia się na własne życie.
Kto wie, jak byłoby teraz?
Kto wie, jak ze wszystkim poradziłaby sobie Jen?
Czy chciałaby mieć faceta, który wpieprzył się w szambo, z którego nie dało się wyjść?
Czy chciałaby codziennie drżeć o swój los?
Nigdy nie wybaczyłby sobie, gdyby Andre zrobił krzywdę jego ukochanej; taki scenariusz byłby najgorszym z możliwych i nie potrafiłby sobie z tym poradzić. O ile jego własna krzywda byłaby czymś uzasadnionym, Cutie nie rozumiał, dlaczego Razor planował skrzywdzić także jego kobietę. Przecież to nie miało sensu; przecież to, co pomiędzy nimi, jej nie dotyczyło. Przecież p o w i n i e n zadawać ból jemu, nie jej.
Być może lepiej 一 bezpieczniej dla Jenny 一 byłoby gdyby faktycznie zdecydowali o rozstaniu? Choć może było już za późno? Przecież przestępca o niej wiedział i prosił Dempseya o przekazanie pozdrowień.
Cieszę się 一 szepnął, zagryzając dolną wargę. A więc udało się; a więc jego plan d z i a ł a ł i nie musiał się martwić, że Stewart się czegokolwiek domyśli.
Był ślepy na jej podejrzenia i w bańce, w której żył, Jen nie domyślała się niczego.
Jakże głupi i naiwny był.
Romantyczne filmy? 一 jęknął, teatralnie okazując swój zawód. 一 Nie wiem, czy jestem gotowy na taką torturę 一 kontynuował, unosząc kąciki ust ku górze. Biorąc pod uwagę okoliczności, nie miał niczego przeciwko filmom, bowiem odciągały uwagę od cielesnych uniesień, a poza tym oglądanie historii, które zawsze kończą się dobrze pozwoliłoby Cutiemu oderwać się od rzeczywistości, która mogła skończyć się różnie.
Zagryzłszy wargę 一 nie zwęszył żadnego podstępu 一 zastanowił się nad wyborem. 一 Myślę, że Ana de Armas? 一 odparł, wpatrując się w tęczówki swojej kobiety. 一 A ty? Kogo uważasz za najseksowniejszego aktora? 一 zapytał, uśmiechając się niepewnie (w jego pytaniu nie było żadnego drugiego dna).
Panika osiągała monstrualne rozmiary; odprowadził Jenę wzrokiem, nie potrafiąc nawet krzyknąć, by na siebie uważała. Strach sparaliżował jego mięśnie, a umysł opuściły wszelkie zdroworozsądkowe myśli. Stał w bezruchu do powrotu swojej kobiety; dostrzegając ją, całą i zdrową, głośno wypuścił powietrze i podszedł, by przejąć od niej torbę. 一 Chodź, zjemy w salonie. Zanim weźmiemy się za te dynie, będziemy mogli coś obejrzeć 一 zaproponował, uśmiechając się niepewnie i chwytając ukochaną za dłoń, by poprowadzić ją w tamtą stronę. 一 Wiesz, że jest coś takiego jak ciastinżynierzy? Budują roboty z ciast 一 zaśmiał się, bowiem cała koncepcja była dla niego wręcz nierealna.

Jenavelle Stewart
anna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
28 lat/a, 172 cm
nauczycielka muzyki John F Kennedy Senior High School
Awatar użytkownika
Whispers of life
You only understand harmony. Discord is required for contrast
Wyjaśnienie tego, co działo się w życiu Mercutio, dla Jenny byłoby tak samo ciężkim tematem, jak zdrada. Zdrada była jak niewidzialna siła, która w jednej chwili potrafiła wydrzeć grunt spod stóp. Gdyby jej przypuszczenia się potwierdziły, prawdopodobnie stanęłaby w bezruchu, chocć wewnątrz wrzałoby w niej tysiące emocji – gniew, smutek, niedowierzanie, a może i nawet dziwne poczucie winy. Obserwując jego zachowanie, Jenny od razu pomyślała o zdradzie. Nie sądziła, że Mercutio mógł mieć… Inne problemy. Ta wizja dryfowała na wodach oceanu, oddalona miliony mil od lądu. Być może działo się tak ze względu na to, że nie mówił nic o tym, że coś było nie tak. Nie dzielił się żadną niepokojącą informacją, więc czujność Jenny automatycznie kierowała się w stronę zdrady, zupełnie jakby to był jedyny kurs obrany na trasie poplątanych myśli.
Jenny nie była też poinformowana, że jej życie mogło być w jakikolwiek sposób zagrożone.
Zapewne, gdyby się dowiedziała, byłaby zła o to, że nie mówił nic wcześniej. Nie wiedziała, że powinna zacząć unikać wieczornych wyjść z domu.
Ani o tym, że psychopatyczny były chłopak Mercutio, miał problem nie tylko do niego, ale również do niej. Zachowanie Mercutio było skrajnie nieodpowiedzialne, bo być może, gdyby choć trochę przedstawił jej sytuację, mogłaby się do wszystkiego w jakiś sposób odnieść. Aktualnie żyła w niewiedzy, napędzana własnymi, dość nieprzyjemnymi myślami, które nie chciały dać jej spokoju. A spokoju ducha w tym momencie najbardziej potrzebowała.
Musisz być przygotowany na taką torturę. Możesz też wygrać, wtedy cię to ominie — Posłała mu ciepły uśmiech, a także nachyliła się w jego stronę, by pocałować go w policzek. Nie uważała się za mistrzynię wycinania dyń, ale mogła spróbować.
Jenna uniosła brew, słysząc pytanie o najseksowniejszego aktora, choć jeszcze bardziej zaskoczył ją wybór Mercutio. Ana de Armas była piękną kobietą i jakby tak przez chwilę się zastanowić, to wybór był zrozumiały. Choć Jenna jeszcze zastanowiłaby się nad Angeliną Jolie, bo ona również była szalenie seksowna.
– Hmm, może Patrick Swayze, za czasów dirty dancing? Chociaż to chyba bardziej oczywiste niż twój wybór – Odparła z nutą rozbawienia w głosie. Wpatrywała się w niego jeszcze chwilę, jakby próbując dostrzec, czy za tym pytaniem również kryło się coś więcej, ale widząc jego niepewny uśmiech, odpuściła. Choć gdzieś w głębi czuła lekkie ukłucie zazdrości, które szybko zdusiła w sobie.
Kiedy podszedł, przejmując od niej torbę, spojrzała na niego z wdzięcznością, choć czuła, że jego zdenerwowanie nie ustąpiło całkowicie. Splotła ich dłonie, ściskając jego palce, jakby chciała dodać mu otuchy.
– Dobrze, zjemy w salonie – Zgodziła się cicho, dając się poprowadzić. Odniosła wrażenie, jakby spędzili wieki, czekając na to jedzenie. Niewątpliwie było to spowodowane faktem, że Jenny była naprawdę głodna. Lubiła spędzać czas w ten sposób; oglądając filmy i opychając się różnorodnym jedzeniem – wszystko po to, by później narzekać, że chyba ostatnio trochę przytyła, nawet jeśli nie do końca była to prawda.
Kiedy zaczął opowiadać o „ciastinżynierach”, zaśmiała się. Jego entuzjazm był zaraźliwy, choć nie mogła ukryć, że pomysł wydawał jej się absurdalny.
– Roboty z ciasta? Serio? To brzmi, jakby ktoś miał za dużo czasu i mąki – Rzuciła z nutą niedowierzania, ale uśmiech na jej twarzy był szczery. Uwielbiała, jak wprowadzał do ich codzienności takie drobne, abstrakcyjne historie, jakby świat miał być miejscem pełnym cudów, które tylko oni mogli dostrzec. Ułożyła się na kanapie, ciągnąć go za sobą, zanim w ogóle zdążyłby zaprotestować. Oczywiście nie włożyła w to całej siły – wiedziała, że bardziej gwałtowny, nagły ruch mógłby przyczynić się do rozrzucenia jedzenia, a osobiście wolała nie zbierać tych pyszności z podłogi.
— A tak w klimacie absurdu. Jak jeszcze studiowałam to miałam wykładowcę, który rzucał zabawnymi ciekawostkami ze świata. Wiesz, że w XIX wieku w Londynie wynaleziono „parowy zegar alarmowy”, który budził ludzi, rzucając w nich małymi kamyczkami? — Zaśmiała się, leżąc wygodnie, zupełnie zrelaksowana na miękkiej kanapie. — I ten zegar był zaprojektowany tak, żeby celnie trafić śpiącego w głowę, jeśli nie wyłączył alarmu na czas. Wszyscy uznali to za rewolucję w technologii budzenia, a później się zorientowali, że ten zegar generuje więcej siniaków, niż punktualności. Nie wiem czy w życiu mi się to przyda, ale strasznie zapadło mi to w pamięci — Pokręciła z rozbawieniem głową, spoglądając na mężczyznę spod ciemnych rzęs. Wolałaby nie mieć takiego zegara w domu.

mercutio dempsey
-
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
30 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
Whispers of life
I'm scared of the long nights and the darkness I've bared every heartache and tenderness.
Buziak sprawił, że przymknął oczy. Mimo iż chciał się dać porwać czułościom, jego mięśnie napinały się nieprzyjemnie, a wnętrzności wiązały się w ciasny supeł. Cutie nie umiał sobie przetłumaczyć, że wszystko było w porządku i że był b e z p i e c z n y, bo cholerny Andre zasiał w nim tyle niepewności, że nie potrafił sobie z nią poradzić, nieważne jak bardzo chciał.
Jak wygram, oglądamy filmy Marvela. Wszystkie, w chronologicznej kolejności 一 zaproponował, uśmiechając się niepewnie.
Marvelowskie uniwersum było jego ulubionym i gdy tylko wychodził nowy film lub nachodziła go ochota, męczył Jen, by obejrzała produkcję z nim.
Patrick Swayze brzmi w porządku. Powinienem trochę przypakować? 一 zapytał, lecz niezależnie od odpowiedzi nie poczuł się urażony. Uważał, że ich związek jest na tyle dojrzały, że bezsensowne byłoby dąsać się o coś takiego.
Szkoda, że nie doszedł do tego, iż w dojrzałym związku powinien powiedzieć jej o swoim prześladowcy.
Z ciasta, czekolady, masy ryżowej... Oni naprawdę mają cholerny talent 一 potwierdził. Gdy reality show mignęło mu na wallu w social mediach był w niemałym szoku, że ludzie są zdolni do stworzenia czegoś tak wspaniałego.
Podążył za swoją kobietą, przysłuchując się historii budzika, który rzucał w ludzi kamieniami. 一 To brzmi... 一 urwał. Wyjęciem burgera i podaniem pudełka Jen, dał sobie chwilę na znalezienie właściwego słowa. 一 Obstawiam, że to był pierwowzór zegarka, który ucieka, żebyś musiała wstać i go wyłączyć 一 zaśmiał się, spoglądając na swoją kobietę. 一 Swoją drogą przydałby mi się taki, może wtedy nie zasypiałbym tak często do pracy一 dodał, chwytając w dłonie swojego burgera. Od wielu lat miał problemy ze wstaniem, a ostatnio, przez niespodziewaną wizytę Andre miał także ogromne problemy z zaśnięciem.
Bezsenne noce stały się jego codziennością, bowiem nieustannie rozmyślał o tym, że gdzieś tam mógł się czaić Razor, który zrobi krzywdę jemu i jego najbliższym. Cutie nie wiedział, jak sobie z tym poradzić, ale czuł, że powiedzenie komukolwiek tym razem nie było dobrym pomysłem.
Wgryzłszy się w burgera, porzucił rozmyślanie o przykrych tematach i reszta wieczoru upłynęła im w naprawdę przyjemnej atmosferze: wpierw obejrzeli reality show, a później wycięli dynie (Cutie bezdyskusyjnie oddał zwycięstwo swojej kobiecie) i przystroili dom Dempseya.
Gdy zaś Jenna chciała się do niego zbliżyć, oscarowo odegrał zmęczenie. Nie był gotowy na cielesne uniesienie; niedawny gwałt skrzywdził go na tyle, że bał się współżyć z ukochaną. Bo choć wiedział, że jego granice byłyby uszanowane i Jenny nie zrobiłaby niczego, czego by nie chciał, w jego umyśle były miliardy czerwonych świateł oznaczających stop.

koniec :hihi:
Jenavelle Stewart
anna
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Zablokowany

Wróć do „Rozgrywki”