Myre
targi sportowe
W jakimś fancy mieście
Charytatywna wystawa dzieł sztuki, która odbyła się w jednym z muzeów w Nowym Orleanie kilka dni temu odniosła sukces. Zebrane środki zostały przeznaczone dla potrzebujących poszkodowanych po przejściu huraganu i częściowo na renowację budynków należących do miasta, udostępnianych jego mieszkańcom na co dzień. Odette miała w planach wiele przedsięwzięć i powoli dążyła do zaplanować każdego z nich szczegółowo, ale czasami przychodziły takie imprezy, w których brała udział jedynie jako gość - nie organizator. Od czasu do czasu była to miła odmiana, bo nie musiała sobie absolutnie niczym zawracać głowy i mogła w pełni pozwolić na to, aby ją rozpieszczano.
Kiedy mogła już swobodnie oddać się towarzyskiej stronie imprezy - targi znanych firm, produkujących odzież, buty i akcesoria sportowe - postanowiła wprowadzić w życie swój mały plan, dotyczący córki. Mały, bo był to typowy plan awaryjny, traktowany jako zabezpieczenie się (córki). W końcu po rozmowie z nią mogła przypuszczać, że Marcel ją zdradza. Jeszcze tego nie potwierdziła i nie podjęła decyzji co z tym zrobić, gdyby okazało się prawdą. analizowała jednak kilka opcji i jedną z nich na pewno było rozejrzenie się za potencjalnym nowym narzeczonym. Według niej należało dmuchać na zimne i zabezpieczyć się nawet nad wyrost, zamiast obudzić się nagle z ręką w nocniku.
Rozglądała się po ogromnej hali, lawirując przy stanowiskach firmy Nike, aż rzucił się jej w oko młody pracownik. Kojarzyła skądś jego twarz, ale w pierwszym momencie nie mogła sobie przypomnieć skąd. Zmarszczyła lekko nos, ruszając powoli w jego kierunku. Dzisiaj była ubrana nieco swobodniej, w dopasowaną koszulkę na krótki rękaw w kolorze ciemnofioletowym i szerokie jeansy. Na stopach jednak jak zwykle eleganckie szpilki - z tego dodatku rezygnowała bardzo rzadko.
一 Witam, Odette Blanque. Czy my się przypadkiem nie znamy? Jestem przekonana, że widziałam cię gdzieś w Nowym Orleanie 一 zagadała do niego, przyglądając się jego przystojnej twarzy, częściowo ukrytej w cieniu, rzucanym przez daszek od czapki. Jej nazwisko było znane w samym Nowym Orleanie i pewnie również dalej, bo jej mąż czasami popadał w ciąg robienia mniejszych i większych interesów z kim popadnie, chociaż jakimś cudem zawsze przynosiło im to jakieś ciekawe profity. Chyba po prostu miał do tego smykałkę.
Młody mężczyzna kojarzył się jej z jakiegoś powodu pozytywnie i nie miał na to wpływu jedynie jego atrakcyjny wygląd fizyczny. Trudno było tez na pierwszy rzut oka stwierdzić czy umysł jego skalany jest myślą, czy jednak srogi z niego głąb. Musiała to zweryfikować, a poza tym dowiedzieć się jeszcze kilku innych ważnych rzeczy, jak przede wszystkim wysokość rocznych przychodów i ewentualne latorośle, bo bękartów to ona sobie nie życzyła.
proteus rockwell
po mieście błąka się tylko jedna dusza
anna
一 Rozumiecie? To musi być dopierdolone, najlepsze stanowisko na tych targach. Mają pamiętać nas; nie Adidasa, nie Reeboka, nie New Balance. N i k e 一 przeliterował. Jego przemowie towarzyszyła ekspresyjna gestykulacja; wydawało się, że minął się z powołaniem i że lepiej odnalazłby się w zagrzewaniu zawodników do walki, bo Nike bynajmniej nie potrzebowało dodatkowej promocji i walki o miejsce na rynku. Mimo tego Proteus wziął na siebie ten ciężar i zamierzał zrobić wszystko, by wygrali (to nic, że bitwa miała miejsce jedynie w jego głowie).
Wierzył, że w przyszłości zostanie drugim Elliottem Hillem i że przypadnie mu stanowisko CEO firmy. Wiedział, że na szacunek i uznanie należało pracować codziennie, dlatego gdy wybiła godzina otwarcia drzwi dla gości, wszystko było dopięte na ostatni guzik, a entuzjazm Proteusa zwiększył się dwukrotnie.
Nike w Producent kontrolował sytuację, ale chcąc dać wykazać się swoim pracownikom, co jakiś czas opuszczał stanowisko. Chcąc dać ujście rozpierającej go pozytywnej energii, spacerował między stoiskami, dzięki czemu widział strategię konkurencji (która była oczywiście gorsza niż ta jego). Niekiedy wdawał się w dyskusje ze znajomymi z innych firm, ale wiedząc, że jego słowa będą miały bezpośrednie przełożenie na odbiór Nike, powstrzymywał się od złośliwych komentarzy (zresztą z owych na pewno byłby niezadowolony ksiądz Caspar, bo przecież trzeba miłować bliźniego) i gdy coś wybitnie nie przypadło mu do gustu, posyłał jedynie wymowne, oceniające spojrzenie.
Zakończywszy pierwszy obchód, wrócił na swoje stanowisko, by przekazać uwagi swoim pracownikom. Nim jednak powiedział co należało poprawić, zaczepiła go kobieta.
Słysząc pytanie, zlustrował ją uważnym spojrzeniem i uśmiechnął się szeroko. 一 Blanque, kojarzę. Proteus Rockwell 一 przedstawił się, robiąc krok naprzód, by znaleźć się bliżej. Jeśli także była z Nowego Orleanu, jego nazwisko na pewno musiało się jej obić o uszy, bo przecież historia morderstwa jego siostry i bierności ojca była na językach śmietanki towarzyskiej miasta przez wiele tygodni. 一 Mogliśmy się poznać gdzieś w Nowym Orleanie, mieszkam tam na co dzień 一 wyjaśnił, przeczesując pasma włosów, które wpadały mu w oczy. 一 Czy mogę jakoś pomóc? Opowiedzieć o czymś konkretnym? Bo to, że mamy najlepsze stanowisko jest oczywiste 一 odpowiedział, uśmiechając się jeszcze szerzej.
Odette Blanque
Wierzył, że w przyszłości zostanie drugim Elliottem Hillem i że przypadnie mu stanowisko CEO firmy. Wiedział, że na szacunek i uznanie należało pracować codziennie, dlatego gdy wybiła godzina otwarcia drzwi dla gości, wszystko było dopięte na ostatni guzik, a entuzjazm Proteusa zwiększył się dwukrotnie.
Zakończywszy pierwszy obchód, wrócił na swoje stanowisko, by przekazać uwagi swoim pracownikom. Nim jednak powiedział co należało poprawić, zaczepiła go kobieta.
Słysząc pytanie, zlustrował ją uważnym spojrzeniem i uśmiechnął się szeroko. 一 Blanque, kojarzę. Proteus Rockwell 一 przedstawił się, robiąc krok naprzód, by znaleźć się bliżej. Jeśli także była z Nowego Orleanu, jego nazwisko na pewno musiało się jej obić o uszy, bo przecież historia morderstwa jego siostry i bierności ojca była na językach śmietanki towarzyskiej miasta przez wiele tygodni. 一 Mogliśmy się poznać gdzieś w Nowym Orleanie, mieszkam tam na co dzień 一 wyjaśnił, przeczesując pasma włosów, które wpadały mu w oczy. 一 Czy mogę jakoś pomóc? Opowiedzieć o czymś konkretnym? Bo to, że mamy najlepsze stanowisko jest oczywiste 一 odpowiedział, uśmiechając się jeszcze szerzej.
Odette Blanque
Myre
Po drodze zobaczyła kącik z degustacją win i uniosła wypielęgnowaną brew, zastanawiając się czy to jest w ogóle dozwolone, a przede wszystkim w dobrym smaku. Z drugiej strony miała wolne, więc jebać dobre obyczaje, skoro inni mogli się napić, to mogła i ona. Dała sobie jednak limit jednego kieliszka, bo jednak mogło się okazać, że dobije gdzieś jakiś interes, a poza tym była autem.
Upiła łyka musującego, złotego płynu, wpatrując się uważnie w Proteusa i słuchając tego, co mówił. Kiedy się przedstawił bardzo szybko połączyła fakty. Kojarzyła to nazwisko, ale nagle przypomniała sobie, że chodziło o jakieś morderstwo i trudności przy śledztwie. To nie było zbyt korzystne, ale też nie tragiczne, dopóki byli rodziną ofiary, nie sprawcy (z punktu widzenia PR, rzecz jasna). Spodobało jej się za to, że młodzieniec był pewny siebie i ambitny. Tak, to zdecydowanie przyciągnęło jej uwagę i dało mu możliwość wykazania się w kolejnym etapie, który nastąpił, gdy Odette przylgnęła do Proteusa, wsuwając rękę pod jego ramię i pewnie poprowadziła go wzdłuż stoisk z produktami, wyprowadzając na krótki spacer jak niesfornego szczeniaka.
一 Masz absolutną rację 一 powiedziała, jednocześnie zgadzając się z nim i prawiąc mu (i całej Nike) komplement. Uśmiechnęła się delikatnie, kieliszek odstawiając na jeden ze stolików, obok którego właśnie przechodzili. Ułożyła dłoń, zakończoną wypielęgnowanymi, przedłużonymi paznokciami, na jego klatce piersiowej. Tak się akurat złożyło, że kolor paznokci świetnie pasował do koloru jego koszuli i to był kolejny czynnik, który podziałał na jej pozytywne nastawienie wobec kandydata.
一 Mogę ci mówić Proteus, prawda? 一 zapytała, chociaż i tak nie przyjęłaby innej odpowiedzi, niż twierdząca. 一 Powiedz mi, Protesusu. Wyglądasz na energicznego, kreatywnego i pracowitego człowieka. Czym dokładnie zajmujesz się zawodowo? Jesteś kierownikiem jednego z prężnie rozwijających się działów? A może jeszcze kimś ważniejszym? Na pewno świetnie sobie radzisz, widać to po tobie od razu 一 mówiła, uśmiechając się całkiem uprzejmie, prawie niewinnie. Posada Proteusa była w tym wszystkim najważniejsza, a poza tym może dowie się czy nie liczy przypadkiem na awans, co byłoby tylko dodatkowym plusem. Gorzej, jeżeli zacznie na pracę narzekać albo okaże się, że jest jakimś podrzędnym pracownikiem, który decyduje tylko o tym, czy nosić niebieską czapkę, czy może zieloną.
Wygląd to oczywiście nie wszystko, ale też jest przecież ważny, a przyszło jej do głowy, że Rockwell wyglądałby z Sallie wspaniale. A jakie by mieli piękne dzieci i żeby tego było mało, nazwisko też brzmiało całkiem przystępnie. Co prawda nie tak dobrze, jak nazwisko Blanque, ale i tak można by było się do niego na spokojnie przyzwyczaić.
Szli przed siebie średnim tempem, bo chociaż lubiła chodzić energicznie, aby słychać było stukot jej szpilek, tak teraz nie chciała ciągnąć go gdzieś na złamanie karku, bo chłopak mógłby pogubić się w gonitwie myśli, a potrzebowała go teraz skupionego i otwartego. Odette potrafiła być bardzo miła, wręcz słodka, gdy czegoś chciała. Szczególnie do momentu, w którym jej ofiara nie poznawała się na tych rozgrywkach. Osoby, którym się to udawało były zdecydowanie starsze, bardziej doświadczone i lepiej wykształcone od Proteusa. Oczywiście te trzy czynniki się ze sobą wiązały i o ile Rockwell zapewne miał szansę stać się kimś takim w przyszłości, to teraz mógł nie poznać się na tych sztuczkach, szczególnie, kiedy rozmawiał z autorytetem, który prawił mu komplementy.
proteus rockwell
Upiła łyka musującego, złotego płynu, wpatrując się uważnie w Proteusa i słuchając tego, co mówił. Kiedy się przedstawił bardzo szybko połączyła fakty. Kojarzyła to nazwisko, ale nagle przypomniała sobie, że chodziło o jakieś morderstwo i trudności przy śledztwie. To nie było zbyt korzystne, ale też nie tragiczne, dopóki byli rodziną ofiary, nie sprawcy (z punktu widzenia PR, rzecz jasna). Spodobało jej się za to, że młodzieniec był pewny siebie i ambitny. Tak, to zdecydowanie przyciągnęło jej uwagę i dało mu możliwość wykazania się w kolejnym etapie, który nastąpił, gdy Odette przylgnęła do Proteusa, wsuwając rękę pod jego ramię i pewnie poprowadziła go wzdłuż stoisk z produktami, wyprowadzając na krótki spacer jak niesfornego szczeniaka.
一 Masz absolutną rację 一 powiedziała, jednocześnie zgadzając się z nim i prawiąc mu (i całej Nike) komplement. Uśmiechnęła się delikatnie, kieliszek odstawiając na jeden ze stolików, obok którego właśnie przechodzili. Ułożyła dłoń, zakończoną wypielęgnowanymi, przedłużonymi paznokciami, na jego klatce piersiowej. Tak się akurat złożyło, że kolor paznokci świetnie pasował do koloru jego koszuli i to był kolejny czynnik, który podziałał na jej pozytywne nastawienie wobec kandydata.
一 Mogę ci mówić Proteus, prawda? 一 zapytała, chociaż i tak nie przyjęłaby innej odpowiedzi, niż twierdząca. 一 Powiedz mi, Protesusu. Wyglądasz na energicznego, kreatywnego i pracowitego człowieka. Czym dokładnie zajmujesz się zawodowo? Jesteś kierownikiem jednego z prężnie rozwijających się działów? A może jeszcze kimś ważniejszym? Na pewno świetnie sobie radzisz, widać to po tobie od razu 一 mówiła, uśmiechając się całkiem uprzejmie, prawie niewinnie. Posada Proteusa była w tym wszystkim najważniejsza, a poza tym może dowie się czy nie liczy przypadkiem na awans, co byłoby tylko dodatkowym plusem. Gorzej, jeżeli zacznie na pracę narzekać albo okaże się, że jest jakimś podrzędnym pracownikiem, który decyduje tylko o tym, czy nosić niebieską czapkę, czy może zieloną.
Wygląd to oczywiście nie wszystko, ale też jest przecież ważny, a przyszło jej do głowy, że Rockwell wyglądałby z Sallie wspaniale. A jakie by mieli piękne dzieci i żeby tego było mało, nazwisko też brzmiało całkiem przystępnie. Co prawda nie tak dobrze, jak nazwisko Blanque, ale i tak można by było się do niego na spokojnie przyzwyczaić.
Szli przed siebie średnim tempem, bo chociaż lubiła chodzić energicznie, aby słychać było stukot jej szpilek, tak teraz nie chciała ciągnąć go gdzieś na złamanie karku, bo chłopak mógłby pogubić się w gonitwie myśli, a potrzebowała go teraz skupionego i otwartego. Odette potrafiła być bardzo miła, wręcz słodka, gdy czegoś chciała. Szczególnie do momentu, w którym jej ofiara nie poznawała się na tych rozgrywkach. Osoby, którym się to udawało były zdecydowanie starsze, bardziej doświadczone i lepiej wykształcone od Proteusa. Oczywiście te trzy czynniki się ze sobą wiązały i o ile Rockwell zapewne miał szansę stać się kimś takim w przyszłości, to teraz mógł nie poznać się na tych sztuczkach, szczególnie, kiedy rozmawiał z autorytetem, który prawił mu komplementy.
proteus rockwell
po mieście błąka się tylko jedna dusza
anna
Czuł, że ich stanowisko pozytywnie wyróżniało się na tle innych, a komentarz Odette go jedynie w tym utwierdził. Nim ruszył z kobietą, przekazał kilka wskazówek najbliżej stojącej dziewczynie, po czym umocnił chwyt i skoncentrował się na spacerze.
一 Jasne, że tak 一 odparł, kiwając twierdząco głową. Czułby się dziwnie, gdyby mówiła do niego inaczej. Ba! Znając jego nastawienie, już niedługo poprosi ją, by zdrabniała jego imię i nazywała go Protym.
Pełna wersja nie zawsze mu się podobało (chyba że w ustach Caspara, w nim podobało mu się wszystko) i często zachęcał znajomych do wszelkiego rodzaju skrótowców. Bo przecież Proteus wywodziło się z mitologii greckiej, a on nie miał o niej pojęcia. Dlaczego ze wszystkich możliwości akurat coś takiego? Przecież jego starzy nie mieli żadnych powiązań z wodą, a to, że był pierworodnym nie było wystarczające.
Czy połapał się, że Odette miała ukryty cel? Bynajmniej, bo pochlebstwa sprawiły, że obrósł w piórka i skupił się na wywarciu jak najlepszego wrażenia.
Bycie docenionym przysłoniło mu wszystko inne, a Proty dostrzegł w tym szansę zaistnienia na nowoorleańskim rynku (a przy okazji odbudowanie reputacji nazwiska, którą zszargał ojciec). Do tej pory wściekał się na starego, który swoją biernością zniszczył ich rodzinę.
Jedynym plusem było to, że splot wydarzeń pozwolił mu na poznanie księdza.
Uniósłszy kąciki ust, wypiął dumnie pierś. 一 Jestem event directorem i producentem 一 wyjaśnił, uśmiechając się najpiękniej jak tylko potrafił. 一 Na co dzień pracuję dla Nike, ale przyjmuję także zlecenia prywatne. Jeśli potrzebujesz profesjonalisty do zorganizowania eventu, oto jestem 一 dopowiedział. Wierzył, że zrobił sobie naprawdę dobrą reklamę i że Odette rozważy jego kandydaturę do zadbania o każdy szczegół jej wydarzenia. To nic, że mogła nie mieć takowego w planach, myślał przyszłościowo. 一 Co tylko zechcesz, zrobimy wszystko w każdym budżecie 一 kontynuował, będąc pewnym swoich umiejętności. Podejmując się czegoś, potrafił stanąć na wysokości zadania i osiągnąć efekt, na którym zależało jego przełożonym.
一 jesteś tu w interesach? 一 spytał, pozwalając sobie na odrobinę ciekawości.
Odette Blanque
一 Jasne, że tak 一 odparł, kiwając twierdząco głową. Czułby się dziwnie, gdyby mówiła do niego inaczej. Ba! Znając jego nastawienie, już niedługo poprosi ją, by zdrabniała jego imię i nazywała go Protym.
Pełna wersja nie zawsze mu się podobało (chyba że w ustach Caspara, w nim podobało mu się wszystko) i często zachęcał znajomych do wszelkiego rodzaju skrótowców. Bo przecież Proteus wywodziło się z mitologii greckiej, a on nie miał o niej pojęcia. Dlaczego ze wszystkich możliwości akurat coś takiego? Przecież jego starzy nie mieli żadnych powiązań z wodą, a to, że był pierworodnym nie było wystarczające.
Czy połapał się, że Odette miała ukryty cel? Bynajmniej, bo pochlebstwa sprawiły, że obrósł w piórka i skupił się na wywarciu jak najlepszego wrażenia.
Bycie docenionym przysłoniło mu wszystko inne, a Proty dostrzegł w tym szansę zaistnienia na nowoorleańskim rynku (a przy okazji odbudowanie reputacji nazwiska, którą zszargał ojciec). Do tej pory wściekał się na starego, który swoją biernością zniszczył ich rodzinę.
Uniósłszy kąciki ust, wypiął dumnie pierś. 一 Jestem event directorem i producentem 一 wyjaśnił, uśmiechając się najpiękniej jak tylko potrafił. 一 Na co dzień pracuję dla Nike, ale przyjmuję także zlecenia prywatne. Jeśli potrzebujesz profesjonalisty do zorganizowania eventu, oto jestem 一 dopowiedział. Wierzył, że zrobił sobie naprawdę dobrą reklamę i że Odette rozważy jego kandydaturę do zadbania o każdy szczegół jej wydarzenia. To nic, że mogła nie mieć takowego w planach, myślał przyszłościowo. 一 Co tylko zechcesz, zrobimy wszystko w każdym budżecie 一 kontynuował, będąc pewnym swoich umiejętności. Podejmując się czegoś, potrafił stanąć na wysokości zadania i osiągnąć efekt, na którym zależało jego przełożonym.
一 jesteś tu w interesach? 一 spytał, pozwalając sobie na odrobinę ciekawości.
Odette Blanque
Myre
Uśmiechnęła się zadowolona z faktu, że Proteus chwycił przynętę i reagował na jej słowa dokładnie tak, jak chciała. Było jej to zdecydowanie na rękę, a i później mogłoby się przydać w wychowywaniu sobie idealnego zięcia. Może kiedyś byłby jej chociaż w połowie tak drogi, jak jej pierworodny, którego niestety nie było już wśród żywych.
Co to był za chłopak, to aż trudno było opisać słowami. Przeżyła jego śmierć naprawdę źle, i być może dalej ją przeżywała, o czym mogła świadczyć urna z prochami James, ustawiona w centralnym punkcie na kominku w salonie. Co prawda zawsze mogło być gorzej, ale na szczęście nie dochodziło do innego kontaktu z prochami, niż zerkanie czasami na urnę i wspominanie syna.
Zamrugała z uśmiechem, zerkając na niego co chwilę, chociaż uważała na to, gdzie idzie. Ostatnim, czego chciała, było skręcenie kostki. W takich butach wystarczył krótki moment nieuwagi, aby sprowadzić na siebie nieszczęście. Przyzwyczaiła się co prawda do chodzenia w szpilkach, mogłaby w nich nawet pobiec, ale wolała jednak się nie forsować i spokojnie przejść ten spacer, skupiając się jednak przede wszystkim na rozmowie z Proteusem.
一 Oh, naprawdę? Na pewno masz talent. To z resztą od razu widać 一 powiedziała, unosząc nieznacznie wolną dłoń i wskazując nią na przestrzeń dookoła nich, aby zasugerować, że mówi oczywiście o Nike na tych targach. Tak naprawdę wcale się specjalnie nie przyglądała i nie miała pojęcia jak oni wypadli i czy każdy aspekt takiej imprezy ma tutaj sens. Nie obchodziło jej to.
一 Ja zawsze jestem w interesach 一 przyznała, posyłając mu uśmiech i znaczące spojrzenie. To była akurat prawda. Być może Odette nie przyjechała tu w konkretnym celu, ale przecież nie bywało się w takich miejscach, kiedy chociaż nie rozważało się możliwości ubicia na czymś interesu. Tak było w jej przypadku. Zawsze brała pod uwagę rozwijania się biznesowo i jeżeli trafiała na dobra okazję, to nie miała zamiaru jej zmarnować. Była drapieżnikiem w tym świecie, a taki musi być zawsze uważny, gotowy do akcji i o krok dalej od swojej ofiary.
一 A ty? Wyglądasz na zapracowanego. Pewnie nie ma czasu nawet na założenie rodziny, nie mylę się? 一 zapytała po chwili, tym razem nie odszukując jego wzroku swoim, tylko patrząc w przestrzeń, jakby wspominała coś z nostalgią. Westchnęła nawet ciężko, a kąciki ust uniosły się delikatnie, mogąc sugerować, że te wspomnienia są raczej szczęśliwe, pełne tęsknoty i spokoju.
Po tym pytaniu liczyła na odpowiedź, która powie jej kolejne dwie ważne rzeczy - czy Proteus jest w związku i czy ma dzieci oraz czy ewentualnie rodziny szuka lub chciałby ją mieć. To dosyć ważne, szczególnie jeżeli chodzi o dzieci, bo resztę można by ewentualnie jeszcze zmienić. Nie było ściany, której Odette Banque by nie przesunęła, gdyby naturalnie była taka paląca potrzeba.
proteus rockwell
Co to był za chłopak, to aż trudno było opisać słowami. Przeżyła jego śmierć naprawdę źle, i być może dalej ją przeżywała, o czym mogła świadczyć urna z prochami James, ustawiona w centralnym punkcie na kominku w salonie. Co prawda zawsze mogło być gorzej, ale na szczęście nie dochodziło do innego kontaktu z prochami, niż zerkanie czasami na urnę i wspominanie syna.
Zamrugała z uśmiechem, zerkając na niego co chwilę, chociaż uważała na to, gdzie idzie. Ostatnim, czego chciała, było skręcenie kostki. W takich butach wystarczył krótki moment nieuwagi, aby sprowadzić na siebie nieszczęście. Przyzwyczaiła się co prawda do chodzenia w szpilkach, mogłaby w nich nawet pobiec, ale wolała jednak się nie forsować i spokojnie przejść ten spacer, skupiając się jednak przede wszystkim na rozmowie z Proteusem.
一 Oh, naprawdę? Na pewno masz talent. To z resztą od razu widać 一 powiedziała, unosząc nieznacznie wolną dłoń i wskazując nią na przestrzeń dookoła nich, aby zasugerować, że mówi oczywiście o Nike na tych targach. Tak naprawdę wcale się specjalnie nie przyglądała i nie miała pojęcia jak oni wypadli i czy każdy aspekt takiej imprezy ma tutaj sens. Nie obchodziło jej to.
一 Ja zawsze jestem w interesach 一 przyznała, posyłając mu uśmiech i znaczące spojrzenie. To była akurat prawda. Być może Odette nie przyjechała tu w konkretnym celu, ale przecież nie bywało się w takich miejscach, kiedy chociaż nie rozważało się możliwości ubicia na czymś interesu. Tak było w jej przypadku. Zawsze brała pod uwagę rozwijania się biznesowo i jeżeli trafiała na dobra okazję, to nie miała zamiaru jej zmarnować. Była drapieżnikiem w tym świecie, a taki musi być zawsze uważny, gotowy do akcji i o krok dalej od swojej ofiary.
一 A ty? Wyglądasz na zapracowanego. Pewnie nie ma czasu nawet na założenie rodziny, nie mylę się? 一 zapytała po chwili, tym razem nie odszukując jego wzroku swoim, tylko patrząc w przestrzeń, jakby wspominała coś z nostalgią. Westchnęła nawet ciężko, a kąciki ust uniosły się delikatnie, mogąc sugerować, że te wspomnienia są raczej szczęśliwe, pełne tęsknoty i spokoju.
Po tym pytaniu liczyła na odpowiedź, która powie jej kolejne dwie ważne rzeczy - czy Proteus jest w związku i czy ma dzieci oraz czy ewentualnie rodziny szuka lub chciałby ją mieć. To dosyć ważne, szczególnie jeżeli chodzi o dzieci, bo resztę można by ewentualnie jeszcze zmienić. Nie było ściany, której Odette Banque by nie przesunęła, gdyby naturalnie była taka paląca potrzeba.
proteus rockwell
po mieście błąka się tylko jedna dusza
anna
一 Cieszę się, że tak mówisz 一 odpowiedział, czując, że jego pewność siebie wzrasta wykładniczo i nie mógł się doczekać aż powie o tym wszystkim Casparowi. Gdy to do niego dotarło, poczuł, że ogarnia go przerażenie; dlaczego to ksiądz był pierwszą osobą, o której pomyślał? Dlaczego nie myślał o tym, by opowiedzieć o wszystkim Cobie? Czemu był taki popieprzony i nie brał pod uwagę tego, co mówili do niego przyjaciele? Przecież już dawno powinien to skończyć i skoncentrować się na związku, który miał przyszłość.
Potrząsnąwszy głową, pozbył się uporczywych myśli; musiał się skupić na spotkaniu, by zrobić na Blanque jak najlepsze wrażenie. 一 Może podam Ci swój numer? Będziemy mieć bezpośredni kontakt i łatwiej będzie mnie złapać 一 zaproponował, będąc gotowym w każdej chwili podyktować jej swój numer. Chciał kuć żelazo póki było gorące i nie chciał stracić niepowtarzalnej szansy.
一 Rozumiem. To dobre podejście, choć niekiedy pewnie męczące 一 odparł, starając się zachować profesjonalizm. Nie chciał zrobić z siebie głupka, bo niesamowicie zależało mu na dobrej opinii wysoko postawionych ludzi. Bo co, jeśli Blanque powie znajomym, że był kretynem? Byłby skończony po tej stronie globu już na zawsze.
Kolejne pytanie Odette wybiło go z rytmu; zmarszczywszy czoło, zastanowił się nad odpowiednią, a później odparł: 一 W pewnym sensie, ale ksiądz, z którym rozmawiam powiedział mi kiedyś, że w takich kwestiach nie warto się spieszyć, a Pan Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy 一 wyjaśnił, nie zdradzając wprost swojego miejsca na rynku matrymonialnym. Nie chciał informować obcej kobiety o tym, że mimo iż miał dziewczynę, wodził wzrokiem za księdzem. Bo co by sobie o nim pomyślała? Przecież to było chore; chore, złe i grzeszne i nikt przy zdrowych zmysłach nie uznałby tego za normalne. 一 Sama wiesz, jak jest 一 mruknął, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń.
A może wystarczające byłoby się zamknąć? Być może, ale to nie w stylu Plotka.
Odette Blanque
Potrząsnąwszy głową, pozbył się uporczywych myśli; musiał się skupić na spotkaniu, by zrobić na Blanque jak najlepsze wrażenie. 一 Może podam Ci swój numer? Będziemy mieć bezpośredni kontakt i łatwiej będzie mnie złapać 一 zaproponował, będąc gotowym w każdej chwili podyktować jej swój numer. Chciał kuć żelazo póki było gorące i nie chciał stracić niepowtarzalnej szansy.
一 Rozumiem. To dobre podejście, choć niekiedy pewnie męczące 一 odparł, starając się zachować profesjonalizm. Nie chciał zrobić z siebie głupka, bo niesamowicie zależało mu na dobrej opinii wysoko postawionych ludzi. Bo co, jeśli Blanque powie znajomym, że był kretynem? Byłby skończony po tej stronie globu już na zawsze.
Kolejne pytanie Odette wybiło go z rytmu; zmarszczywszy czoło, zastanowił się nad odpowiednią, a później odparł: 一 W pewnym sensie, ale ksiądz, z którym rozmawiam powiedział mi kiedyś, że w takich kwestiach nie warto się spieszyć, a Pan Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy 一 wyjaśnił, nie zdradzając wprost swojego miejsca na rynku matrymonialnym. Nie chciał informować obcej kobiety o tym, że mimo iż miał dziewczynę, wodził wzrokiem za księdzem. Bo co by sobie o nim pomyślała? Przecież to było chore; chore, złe i grzeszne i nikt przy zdrowych zmysłach nie uznałby tego za normalne. 一 Sama wiesz, jak jest 一 mruknął, by nie wzbudzać żadnych podejrzeń.
A może wystarczające byłoby się zamknąć? Być może, ale to nie w stylu Plotka.
Odette Blanque
Myre
Zastanawiała się nad jego postawą, ale w zasadzie nie mogła się dziwić temu, że był tak pewny bezinteresowności w jej słowach. Był bardzo młody i zależało mu na dobrej opinii. Kiedyś przecież z nią było podobnie. Może nie miała w jego wieku aż takiej władzy, ale to głównie dlatego, że wielu biznesmenów nie liczyło się z głosem silnej kobiety. Dlatego długo szeptała mężowi do ucha rady i proste rozwiązania, mające na celu zapewnić im wygraną. On się z nią liczył i w dużej mierze dzięki jego determinacji i szacunku zdołała w końcu wybić się i wypracować swoją własną pozycję.
Słysząc propozycję Proteusa, uniosła brew, zastanawiając się czy nie poczuł się aż nazbyt pewnie. Czy to ta niezachwiana pewność siebie, desperacja, czy mały móżdżek? Nie była pewna, za krótko go znała.
一 Bardzo chętnie przyjmę twoją wizytówkę i odezwę się w odpowiednim momencie 一 odparła, uśmiechając się uprzejmie, aby upewnić go w swoich pozytywnych zamiarach. Tak naprawdę wątpiła, że kiedykolwiek zadzwoni, szczególnie po jego odpowiedzi na ostatnie pytanie. Mogło się to naturalnie w pewnym momencie w przyszłości zmienić, o ile będzie kiedyś miała jakiś romans do firmy Nike.
Zerknęła na niego kątem oka i zwolniła trochę. Zastanowiła ją ta wzmianka o księdzu i przez chwilę rozmyślała czy Proteus Rockwell to tak bardzo wierzący człowiek, że konsultuje taki rzeczy z księdzem, czy może ma jednego w rodzinie. Innej opcji raczej nie zakładała. Z tą wiarą to była ciężka sprawa, bo nagle pojawiała się kwestia moralności, a ona wolała jednak trzymać zdroworozsądkowy dystans. W każdym razie Proteus był pod pewnymi względami całkiem dobrym kandydatem dla Sallie, chociaż nie idealnym. Dobrze będzie mieć do niego kontakt w razie czego, chociaż miała nadzieję, że nie dojdzie do aktu takiej desperacji z jej (Sallie) strony.
一 Jasne 一 rzuciła, sugerując, że wie jak jest, chociaż jednak nie do końca wiedziała, bo chłopak gadał jakimiś zagadkami, jak z kościelnego kazania. Może jednak faktycznie jakiś fanatyk. 一 Ten ksiądz to całkiem rozsądny człowiek. Pośpiech nie zawsze jest wskazany. Dobrze jest wszystko szczegółowo przemyśleć i zaplanować, aby nie popełnić głupich błędów. Kiedyś wykorzystasz tę wiedzę w praktyce i na pewno ją docenisz 一 dodała, zatrzymując się i wysuwając dłoń spod jego ramienia. Abstrahując już od powodu, dla którego zdecydowała się z nim porozmawiać, całkiem miło było podejść kawałek z Rockwellem.
一 Życzę powodzenia, Proteuszu 一 powiedziała na pożegnanie, nie decydując się na użycie zdrobnienia od jego pełnego imienia. Nie byli w żadnym wypadku na stopie koleżeńskiej, nawet jeżeli przeszła z nim na ty. Posłała mu jeszcze lekki uśmiech i oddaliła się w stronę jednego z wyjść ewakuacyjnych, z jego wizytówką w torebce, aby zapalić. Jeszcze nie skończyła dziś pobytu na targach, bo miała kilka stanowisk do odwiedzenia. Kto wie, może spotka jeszcze jakiegoś przystojniaka wartego uwagi. Wszystko dla dobra córki.
Słysząc propozycję Proteusa, uniosła brew, zastanawiając się czy nie poczuł się aż nazbyt pewnie. Czy to ta niezachwiana pewność siebie, desperacja, czy mały móżdżek? Nie była pewna, za krótko go znała.
一 Bardzo chętnie przyjmę twoją wizytówkę i odezwę się w odpowiednim momencie 一 odparła, uśmiechając się uprzejmie, aby upewnić go w swoich pozytywnych zamiarach. Tak naprawdę wątpiła, że kiedykolwiek zadzwoni, szczególnie po jego odpowiedzi na ostatnie pytanie. Mogło się to naturalnie w pewnym momencie w przyszłości zmienić, o ile będzie kiedyś miała jakiś romans do firmy Nike.
Zerknęła na niego kątem oka i zwolniła trochę. Zastanowiła ją ta wzmianka o księdzu i przez chwilę rozmyślała czy Proteus Rockwell to tak bardzo wierzący człowiek, że konsultuje taki rzeczy z księdzem, czy może ma jednego w rodzinie. Innej opcji raczej nie zakładała. Z tą wiarą to była ciężka sprawa, bo nagle pojawiała się kwestia moralności, a ona wolała jednak trzymać zdroworozsądkowy dystans. W każdym razie Proteus był pod pewnymi względami całkiem dobrym kandydatem dla Sallie, chociaż nie idealnym. Dobrze będzie mieć do niego kontakt w razie czego, chociaż miała nadzieję, że nie dojdzie do aktu takiej desperacji z jej (Sallie) strony.
一 Jasne 一 rzuciła, sugerując, że wie jak jest, chociaż jednak nie do końca wiedziała, bo chłopak gadał jakimiś zagadkami, jak z kościelnego kazania. Może jednak faktycznie jakiś fanatyk. 一 Ten ksiądz to całkiem rozsądny człowiek. Pośpiech nie zawsze jest wskazany. Dobrze jest wszystko szczegółowo przemyśleć i zaplanować, aby nie popełnić głupich błędów. Kiedyś wykorzystasz tę wiedzę w praktyce i na pewno ją docenisz 一 dodała, zatrzymując się i wysuwając dłoń spod jego ramienia. Abstrahując już od powodu, dla którego zdecydowała się z nim porozmawiać, całkiem miło było podejść kawałek z Rockwellem.
一 Życzę powodzenia, Proteuszu 一 powiedziała na pożegnanie, nie decydując się na użycie zdrobnienia od jego pełnego imienia. Nie byli w żadnym wypadku na stopie koleżeńskiej, nawet jeżeli przeszła z nim na ty. Posłała mu jeszcze lekki uśmiech i oddaliła się w stronę jednego z wyjść ewakuacyjnych, z jego wizytówką w torebce, aby zapalić. Jeszcze nie skończyła dziś pobytu na targach, bo miała kilka stanowisk do odwiedzenia. Kto wie, może spotka jeszcze jakiegoś przystojniaka wartego uwagi. Wszystko dla dobra córki.
koniec
po mieście błąka się tylko jedna dusza