39 lat/a, 189 cm
prezes w Legacy
Awatar użytkownika
Don't mistake my kindness for weakness. I am kind to everyone, but when someone is unkind to me, weak is not what you are going to remember about me.
Whispers of life
Podczas ich pierwszego spotkania Wolfgang zdążył zauważyć, że Colette do perfekcji opanowała sztukę samokontroli. Nie był pewien, czy jego słowa robiły na niej wrażenie. Nie potrafił zajrzeć za fasadę dobrych manier i wyuczonego uśmiechu, musiał więc polegać na instynkcie, który w przypadku ludzi naprawdę rzadko go zawodził. Widział jednak tylko to, co chciała mu pokazać. A choć uważał to za naprawdę frustrujące, to jednocześnie godne podziwu.
Początek ich współpracy okazał się niezwykle satysfakcjonujący, Wolfgang zaangażował się osobiście w projekt finansowy, chcąc, by przebiegał bez żadnych komplikacji czy opóźnień. Colette mogła się przekonać, że posiadał zadziwiająco aktualną i rozległą wiedzę na temat przepisów prawnych, a także możliwości, nie tylko wysłuchiwał jej propozycji podczas cotygodniowych spotkań, ale również podsuwał własne rozwiązania. Okazał się również wielbicielem niewygodnych, ale trafnych pytań, na które oczekiwał precyzyjnych odpowiedzi. Nie bał się też podejmować decyzji i choć szanował jej uwagi jako ekspertki, nie zawsze ulegał łagodnej sugestii. Postępował racjonalnie, ostrożnie i cierpliwie, ale nawet nie próbował ukryć faktu, że możliwość wykiwania państwa na tak ogromną sumę niezmiernie go bawi, nie tylko z powodu oczywistych, finansowych korzyści. To było intelektualne wyzwanie, wymagające skupienia i niezwykle satysfakcjonujące, zdarzało mu się więc spędzić kilka godziny na merytorycznych, ale stanowczych dyskusjach oraz poszukiwaniach rozwiązania, gdy natrafili na kolejny problem. Uczestniczył w samym procesie tworzenia siatki powiązanych ze sobą firm, choć mógł przekazać to któremuś ze swoich księgowych, współpraca z Colette sprawiała mu jednak zbyt wiele przyjemności, a odrobina ryzyka stymulowała. Adrenalina nie była zresztą mniejsza niż w przypadku strzelaniny. Gdy więc któregoś dnia spędzili wspólnie cztery godziny, ślęcząc nad papierami do późna, zamówił lunch, który zjedli wspólnie ze styropianowych opakowań w eleganckich ubraniach i nawet na moment nie przerywając pracy. Wolfgang nigdy nie luzował nawet kołnierzyka i wciąż często pogrążał się w pełnym skupienia milczeniu, więc tym bardziej zaskakujące musiało być wystosowane przez niego zaproszenie na mniej formalną kolację, po tym jak udało im się w końcu wypracować satysfakcjonujący plan działania.
Wybrał miejsce oraz godzinę, a wieczorem wysłał swojego kierowcę pod dom Colette, a ten odebrał ją, osłaniając parasolem przed deszczem i sadzając w przestronnym aucie. Szybko okazało się, że nie tylko w przypadku dokumentów Wolfgang lubił mieć pełną kontrolę, ten wieczór również zaplanował w najdrobniejszych szczegółach, wybierając lokal, który jego zdaniem idealnie pasował do kobiety. Zarezerwował stolik, który gwarantował im prywatność, a na miejscu zjawił się kilka minut przed czasem. Nie zerknął nawet na przyniesione przez kelnera menu, czekając na kobietę. Gdy ta pojawiła się w progu lokalu, obrzucił ją uważnym spojrzeniem, wiedząc, że strój, jaki wybrała na spotkanie, mógł mu sporo zdradzić na temat jej intencji i oczekiwań. Sam jak zawsze postawił na elegancką prostotę, choć tym razem w odrobinę bardziej poważnym i wytwornym wydaniu. Miał na sobie czarny garnitur o klasycznym szyciu i białą koszulę z perłowymi guzikami, nawet zegarek na jego nadgarstku wyglądał na raczej skromny. Nie potrzebował zresztą uciekać się do szpanerskich sztuczek, by otaczała go ta charakterystyczna aura powagi i spokoju, która robiła wrażenie niemal na każdym.
Cieszę się, że znalazłaś dla mnie wolny wieczór — zwrócił się do kobiety, ściskając lekko jej dłoń, a następnie wskazując krzesło, które odsunął dla niej kelner. Poczekał, aż ta zajmie miejsce nim sam usiadł naprzeciwko niej. — Mają tu wspaniałe przegrzebki. Musisz ich koniecznie spróbować — zasugerował danie ciekaw, czy ulegnie łagodnej perswazji, zatrzymując spojrzenie na jej oczach, nim nie posłał jej tego ledwie dostrzegalnego, znaczącego uśmiechu i pochylił się lekko nad stolikiem, ściszając głos. — Ale najpierw musisz obiecać mi jedno. Dziś nie rozmawiamy o pracy. Dziś chcę ci za nią podziękować. Możesz się rozluźnić, a ja się wszystkim zajmę.
O wszystkim zdecyduję.

Colette Peerage
39 lat/a, 178 cm
Ekonomistka; doradczyni finansowa Mitchell & Wallis
Awatar użytkownika
We worked hard, darling, we don't have no control, we're under control
Whispers of life
Świętowanie sukcesów wraz z klientami było na porządku dziennym. Colette nauczona była nigdy nie wychodzić z pracy. Była w niej na korcie tenisowym, dając pokaz swojemu zdecydowaniu, podczas wszystkich eleganckich gali, dostępnych wyłącznie dla towarzyskiej śmietanki i na kolacjach takich, jak ta, na którą zaprosił ją Wolfgang, na których opijało się udaną współpracę, opowiadało niewymuszone żarty i wspominało się o kolejnych planach zawodowych. Zwykle spotkania te miały również swoje drugie dno; niektórzy chcieli dorwać się do informacji na temat jej innych klientów, inni liczyli na to, że uda im się do listy zysków doliczyć przyjemny, niezobowiązujący romans i byli też tacy, którzy w ten sposób próbowali zbadać grunt dla kolejnej współpracy. Do której grupy zaliczał się Wolfgang Windsor? W przekonaniu Colette do żadnej z wymienionych. Mężczyzna wymykał się bowiem prostym i jednoznacznym klasyfikacjom, wyróżniając się na tle jej pozostałych klientów.
Ich współpraca była inna. Windsor, zamiast oddać jej stery, pracował wraz z nią ramię w ramię, nie ustępując jej w niczym: ani w pracowitości, ani w determinacji, ani zakresie rozległej znajomości prawa finansowego. Był interesującym kompanem, który zamiast klienta, przypominał wymagającego partnera; pobudzającego, inspirującego i nieustannie podnoszącego poprzeczkę jeszcze wyżej. Tym sposobem Wolfgang Windsor zyskał miano kogoś znacznie więcej, niż wyłącznie klienta, choć Colette nigdy nie przyznałaby nawet cicho przed sobą, jak wielką tworzyło to pomiędzy nimi zależność.
Dzisiejsza kolacja w jej przeświadczeniu miała przynajmniej dwa cele: po pierwsze była sposobem pokazania światu ich współpracy, o której z oczywistych powodów żadne z nich nie zamierzało mówić głośno. Sposobem na pochwalenie się tym, co musiało pozostać pomiędzy nimi, niezależnie od tego, jak bardzo nie byliby zadowoleni z efektów swojej wspólnej pracy. Po drugie była wynikiem czystej ciekawości. Byli do siebie podobni. Byli cholernie podobni, nawet jeśli wywodzili się z całkowicie innych światów. Colette czuła dobrze to podobieństwo, na które najlepszym dowodem były wychodzące spod ich rąk dokumenty. Tym sposobem, ksobna i zwykle niezainteresowana innymi Peerage zaznała uczucia ciekawości i zainteresowania, pragnąc dowiedzieć się, czy gdyby ogołocić Wolfganga z pedanterii, perfekcjonizmu i zamiłowania do minimalizmu, odnalazłaby pomiędzy nimi kolejne punkty wspólne, czy wręcz przeciwnie, wyszłyby wyłącznie same różnice.
Sama lepiej nie dopilnowałaby wszystkiego. Kierowca punktualnie zadzwonił do jej drzwi, aby odprowadzić ją do samochodu, osłaniając parasolem przed deszczem. Dotarli do lokalu w dokładnie wymierzonym czasie, co sprawiło, że kiedy Colette oddała płaszcz do szatni i ruszyła za kelnerem w stronę stolika, znalazła się przed Wolfgangiem idealnie na czas. Co do sekundy, o czym przekonała się, dyskretnie zerkając na mały, złoty zegarek Cartiera, z którym nie rozstawała się od lat, nie mając potrzeby go zmieniać.
Dziękuję za zaproszenie. — Odparła z tym swoim enigmatycznym, w pełni poprawnym uśmiechem charakterystycznym dla wszystkich formalności. Dopiero kiedy zajęła miejsce, a Wolfgang odezwał się ponownie, jej usta wykrzywił uśmiech znacznie prawdziwszy. — Muszę cię rozczarować, jestem wegetarianką. — Była to połowiczna prawda, ponieważ Colette zdarzało się jadać ryby i owoce morza, choć w naprawdę ograniczonej ilości. I być może skusiłaby się na jego propozycję, gdyby tylko nie odreagowywała dalej żywieniowo świąt i wszystkich noworocznych kolacji, aktualnie swoją dietę ograniczając niemal wyłącznie do warzyw i wysokobiałkowych koktajli.
A później jej uśmiech pogłębił się jeszcze bardziej, choć sama Colette nie wiedziała, czy to za sprawą kolejnego musisz, czy może jednak próby wyeliminowania z listy dzisiejszych tematów tego najbardziej oczywistego.
Chcesz mi powiedzieć, że nie będziemy dziś rozmawiać o miejscu, które znalazłam, a do którego wykupu będę cię w niedługim czasie namawiać? — Ona również pochyliła się w jego stronę i zniżyła głos, w którym nawet przez chwilę nie próbowała ukrywać zaczepnej nuty. Nie kłamała zresztą. Dzisiejszego ranka, jadąc do pracy, znalazła idealne miejsce, które wprost się prosiło o przekształcenie go w pełnoskatową pralnię brudnych pieniędzy. Nie był to co prawda temat na dzisiejszy wieczór, ponieważ do jego poruszenia Colette potrzebowała całkowitej pewności, że nie dosięgnie on uszu żadnej osoby trzeciej, a jednak nie mogła powstrzymać się przed choćby niewspomnieniem o swoim znalezisku. — Więc jaką agendę zaplanowałeś na dzisiejsze spotkanie? — Rozsiadła się wygodnie, z nonszalancją, która zdradzała, że Colette najswobodniej czuła się w snobistycznych miejscach, w których każdy, najmniejszy ruch pozostawał pod ciągłym ostrzałem zawoalowanych spojrzeń. To właśnie do takiego życia została usposobiona. — Mogę się rozluźnić, ale mnie interesuje, co jeszcze będę musiała.

Wolfgang Windsor
39 lat/a, 189 cm
prezes w Legacy
Awatar użytkownika
Don't mistake my kindness for weakness. I am kind to everyone, but when someone is unkind to me, weak is not what you are going to remember about me.
Whispers of life
Nie rozczarował się ani jej preferencjami kulinarnymi, ani tym bardziej strojem. Podobało mu się, że sukienka założona przez Colette nie była przesadnie skromna, ani wyzywająca. Określiłby ją jako poprawną, przyzwoitą albo elegancką, ale żadne z tych słów w pełni nie oddałoby tego, jakie wrażenie robił strój, który jednocześnie podkreślał nienaganną figurę, a przy tym niczego nie odsłaniał. Nie potrzebowała krzykliwych ubrań, ani przesadnie drogiej biżuterii. Suknia była dodatkiem, tłem dla jej urody, którą Wolfgang niezbyt profesjonalnie, ale dość dyskretnie i zdecydowanie za krótko pozwolił sobie podziwiać.
Zazwyczaj świetnie się przygotowywał i nie robił nic, co nie miałoby jasno wytyczonego celu, ale ta kolacja była jak wejście w ciemno w pokerze. Stanowiła niewiadomą, która przyjemnie elektryzowała. Nawet przez chwilę nie wątpił, że będzie się dobrze bawił. Lubił towarzystwo Colette, ale podobnie jak ona, chciał zajrzeć pod maskę opanowania i przekonać się, co skrywała za wyuczonym uśmiechem.
Wiem.
Bezwiedna odpowiedź zaciążyła mu na języku, gdy wspomniała o byciu wegetarianką. Zaproponował przegrzebki ciekaw, czy zdecyduje się wbrew sobie ulec sugestii. Nie był rozczarowany, gdy odmówiła, zamiast tego uśmiechnął się przepraszająco.
Szkoda — stwierdził bez grama skruchy czy pretensji, obojętnym tonem faktów. — To kwestia etyki? — zapytał z czającym się w kąciki ust, prowokującym uśmiechem i nutą łobuzerskiego wyzwania w głosie, jakby zamierzał ocenić jej wybór. Nieprzypadkowo sformułował pytanie, odnosząc się do moralności, która nie była żadnego z nich mocną stroną. Mógł sądzić ją po pozorach. Po eleganckiej sukni i niechęci do mięsa, choć wszystko to nie miało znaczenia. Nie ulegał magii stereotypów, bo Colette nie była prostym równaniem, a wychodziło na to, że Wolfgang naprawdę lubił matematykę.
Zaśmiał się cicho, krótko, ale zaskakująco przyjemnie, gdy zamiast kusić go głębokim dekoltem, wspomniała o znalezionej nieruchomości. Obydwoje nigdy do końca nie wychodzili z pracy, ale też nigdy nie narzekali na długie godziny spędzone w biurze. Colette może była bogata i uprzywilejowana, ale tak jak Wolfgang do wszystkiego dochodziła ciężką pracą, dlatego darzył ją szacunkiem.
Przechylił lekko głową, wciąż rozbawiony, ale ostatecznie oparł się pokusie i jedynie przyłożył na sekundę palec do ust, drobnym gestem nakazując kobiecie milczenie. O tym mogli porozmawiać jutro, a dzisiaj powinni dyskutować o wszystkim, o czym w kolejnych dniach nie będzie wypadało wspomnieć. Jeszcze przez moment pozostał pochylony nad stolikiem, przyglądając się jej z uwagą, nim wyprostował się wygodnie. Colette trudno było onieśmielić, przez co Wolfgang coraz silniej czuł pokusę, by właśnie to zrobić.
Siedział, nie wykonując żadnych zbędnych gestów. Nie poprawiał nerwowo kołnierzyka, ani mankietów, nie podrygiwał nogą i nie rozglądał się przy każdym szeleście, jak zawsze sprawiając wrażenie skupionego.
Nic, czego byś nie chciała — stwierdził z tą nienachalną pewnością siebie, ale też pewnym rozmysłem. — Nie zdradzę ci moich planów. Pozwól się zaskoczyć. Na razie wybierz coś, na co masz ochotę — zaproponował, wskazując dłonią na menu i zachęcając, by po nie sięgnęła. Sam położył jedynie rękę na skórzanej obwolucie, ale doskonale wiedział już, co zamówi.— A później powiedz, czego sama oczekujesz. To w końcu twoja nagroda.
Wolf wciąż nie rozgryzł, na ile świadomie Colette używała tych wyjątkowych słów, ale to również stanowiło element podejmowanej przez nich gry.

Colette Peerage
39 lat/a, 178 cm
Ekonomistka; doradczyni finansowa Mitchell & Wallis
Awatar użytkownika
We worked hard, darling, we don't have no control, we're under control
Whispers of life
To kwestia kulinarnych upodobań. — Odpowiedziała krótko, choć kąciki jej ust zdradzały, że nie tylko rozumiała to pytanie, ale również je doceniała. Bez trudu można byłoby w końcu odnaleźć w tym ironię, zważając na elastyczne podejście Colette do zasad moralnych, a jednak jej wegetarianizm był tylko i wyłącznie wynikiem — jak określała to przez lata jej matka — żywieniowego dziwactwa. Jednym z wielu elementów dyscyplinowania ciała, które poddawała katorżniczemu reżimowi.
Zdyscyplinowana, wierząc w swoją determinację, świetne dostosowanie i samozaparcie, była pewna, że nie istniały dla niej rzeczy niemożliwe. Biegała maratony, spędzała całe dnie w cholernie niewygodnych, ale równie dobrze wyglądających szpilkach i nie pozwoliła sobie na ani jedną złośliwość w towarzystwie swoich ekscentrycznych, przyszłych teściów, choć wszystko, co robili i mówili, prosiło się o całą lawinę kpin. Robiła to wszystko bez mrugnięcia okiem, wręcz machinalnie, z czasem wkładając w to wszystko coraz mniej trudu. Tymczasem wystarczył jeden gest Wolfganga, w którym przyłożył palec do ust, tym samym dając jej znać, że dzisiejszego wieczora nie będzie pomiędzy nimi miejsca na rozmowę o pracy i Colette poczuła, jak jej ciało ma ochotę się zbuntować. Zdradziły ją usta, które rozchyliły się, nim nie wygięły się w maskującym uśmiechu, w którym to w końcu przygryzła dolną wargę, w ten sposób zmuszając się do milczenia. I to właśnie w tym milczeniu Colette złapała się na tym, że podporządkowała się Wolfgangowi, choć nie musiała tego robić. I zrozumiała coś jeszcze: Wolfgang Windsor musiał być równie zdyscyplinowany, co ona, ponieważ znając jego zamiłowanie do pracy, to jej temat był dla niego równie naturalny, co dla niej. A jednak przemilczał go, choć Colette była gotowa pójść o zakład, że obudziła jego ciekawość samą wzmianką o nieruchomości.
Posłała mu jeszcze jedno, rozbawione wręcz spojrzenie, mówiące: masz mnie!, a później sięgnęła w końcu po menu, starając się nie myśleć o tym, że wszystko, w s z y s t k o podczas trwającego spotkania było kontrolowane przez Windora. Władza absolutna, przypominająca rodzicielską decyzyjność budziła w niej naturalną chęć do buntu i sprzeciwu, sprawiając, że odżywała w niej butna nastolatka, upatrująca w szczeniackich wyskokach sposobu na okazanie swojego sprzeciwu. Nie była już jednak tamtą nastolatką, a kobietą z upodobaniem do kontroli, którą samodzielnie oddawała wyłącznie w bardzo określonych sytuacjach.
Przejrzała menu, decydując się na przystawkę w postaci wegańskiego kawioru z wodorostów i sałatkę, jako danie główne, a kiedy złożyli już zamówienie, spojrzała ponownie na Wolfganga.
Jako dojrzała kobieta, w pełni świadoma swojej decyzji, oddawała mu kontrolę nad tym spotkaniem, dostosowując się do każdego miękkiego polecenia. Jako nastolatka, którą niegdyś była, wyłapywała każde słowo, a następnie je zapisywała w pamięci, gotowa w każdej chwili je wytknąć: każdy nakaz, każdą sugestię, każdą presupozycję i implikaturę. Wolgnag Windsor był w nich niekwestionowanym mistrzem. Ludzie musieli ulegać mu ot tak, nawet się nie orientując, kiedy dopełniali stworzonego przez niego skryptu.
Oczekuję rewanżu. — Powiedziała w końcu po przeciągającej się ciszy, podczas której Colette zastanawiała się, czego może oczekiwać. Wiedziała już doskonale, czego chciała i oczy aż jej się rozświetliły na samą myśl o tym. — Korzystaj dziś z kontroli, używaj jej i chełp się nią, ale następnym razem oddasz mi ją całkowicie, tak jak ja zrobię to dzisiaj. — Ani na chwilę nie spuściła z niego spojrzenia. Jej twarz rozpromieniła się uśmiechem, identycznym, jak wtedy, gdy dobijali targu. Bo teraz też tego robili i Colette gotowa była w każdej chwili, uścisnąć jego dłoń na dowód obopólnej zgody na tę umowę. — To będzie moja nagroda.

Wolfgang Windsor
39 lat/a, 189 cm
prezes w Legacy
Awatar użytkownika
Don't mistake my kindness for weakness. I am kind to everyone, but when someone is unkind to me, weak is not what you are going to remember about me.
Whispers of life
Przyjął do wiadomości wzmiankę o kulinarnych upodobaniach znów jedynie z enigmatycznym skinieniem głowy i nie próbował już dociekać, czy było to w takim razie efektem kaprysu, jakąś formą samodyscypliny czy może jedynie konkretnego apetytu. Lubił pracować z ludźmi, którzy mieli zasady i się ich trzymali, choć nie miało to wiele wspólnego z pojęciem etyki. Dla Wolfgang był to dowód siły charakteru, którą wysoko cenił. Nie lubił chaosu, drażniło go, gdy emocje przewyższały rozsądek. Opanowanie wymagało wysiłku i cechowało ludzi, którzy potrafili wyznaczać cele i do nich dążyć. Windsor uważał to za dużo bardziej pociągające niż romantyczną pogoń za nieznanym, która była jedynie mrzonką. Doceniał to nie tylko w pracy, ale również w życiu.
Był uważnym obserwatorem, więc nie umknął mu przebłysk buntu w jasnych oczach niczym zapowiedź niespodziewanej burzy na błękitnym niebie. Dostrzegł też, jak wargi Colette rozchylają się, by zaprotestować, ale żadne słowo nie padło. Poczekał jeszcze chwilę, dając jej szansę na sprzeciw, a może raczej delektując się ulotnym momentem kontroli. Łatwo zmuszać do posłuszeństwa ludzi słabych, niepewnych i zagubionych, ale Cole do nich nie należała. Wolfgang nagrodził jej milczenie nieco szerszym i mniej oszczędnym uśmiechem, z którego wyraźnie przebijało zadowolenie.
Nie musiał krzyczeć. Nie musiał powiedzieć nawet słowa. Wystarczył drobnym, dyskretny gest i uległa.
Choć na swoich zasadach, co również docenił.
Spotkanie nie było randką, ani biznesową kolacją, stanowiło starcie charakterów i sprawiało Wolfgangowi więcej przyjemności, niż powinno. Gdy spojrzała na niego wesoło, Wolfgang niespodziewanie puścił jej oczko, na złudny ułamek sekundy burząc wizerunek poważnego i zdystansowanego biznesmena. Siedział swobodnie i przyglądał się, jak wybiera pozycje w menu, a następnie składa zamówienie. Sam poprosił o przegrzebki na przystawkę i ceviche, jako danie główne, a następnie z wprawą bywalca podobnych restauracji dobrał właściwe wino do wskazanych dań, traktując kelnera z naturalną uprzejmością, a następnie oczekując, aż Cole zaaprobuje wybór alkoholu.
Odczekał, aż mężczyzna z obsługi zostawi ich samych, a potem równie cierpliwie czekał na decyzję swojej towarzyszki. Do końca nie potrafił jej przewidzieć, ale kontrpropozycja go zaskoczyła i natychmiast wywołała pobłażliwy uśmiech, z którym lekko pokręcił głową. Nawiązał z nią kontakt wzrokowy, uznając wysunięcie tego żądania za równie śmiałe, co nieprawdopodobne.
Nie — odparł spokojnie i stanowczo, nie odwracając od niej spojrzenia. Nie brzmiał na poirytowanego, ale surowy ton ucinał jakąkolwiek dyskusję. Zrobiło to również pojawienie się kelnera z butelką wybranego przez Wolfganga wina. Ten skinieniem głowy wskazał mężczyźnie Colette, dając mu do zrozumienia, że to ona będzie próbowała. Alkohol miał cytrynowy smak, jego jabłkowo-gruszkowy zapach łaskotał w nos, a także osiadał na języku z przyjemnym, waniliowym finiszem. Gdy kobieta zaakceptowała wino, kelner rozlał Chardonnay do kieliszków i znów odszedł od stolika. — Ja nie lubię oddawać kontroli — podkreślił, sugerując tym samym, że Colette znajduje w tym upodobanie. Ze strony Wolfganga był to jedynie ślepy strzał, choć szczerze liczył na to, że celny. A może wręcz odwrotnie i Cole lubiła się sprzeciwiać? W tym wypadku Windsor bawiłby się równie dobrze, obserwując wewnętrzną walkę i skłaniając ją do posłuszeństwa.
Sięgnął po kieliszek z winem i uniósł go lekko w górę w ramach toastu, ale zawahał się, wyraźnie nie znajdując dla niego właściwych słów, a wzmianka o udanym wieczorze wydała mu się zbyt banalna.
Co powiesz na… za przekraczanie granic?

Colette Peerage
39 lat/a, 178 cm
Ekonomistka; doradczyni finansowa Mitchell & Wallis
Awatar użytkownika
We worked hard, darling, we don't have no control, we're under control
Whispers of life
Było coś wręcz irytującego w tym, jak silne zaintrygowanie w niej wzbudził. A może nie chodziło o samą ciekawość, a o tę niebezpieczną grę, którą nie wiedzieć kiedy zaczęli prowadzić, a która nie mogła skończyć się dobrze. Kontrola, przynależna jej władza i nierozerwalnie związane z nimi uleganie, w głowie Colette miało tylko jedno skojarzenie, na które nie było miejsca w pracy. Na które w ogóle nie było miejsca w jej życiu, ponieważ od kilku miesięcy walczyła sama ze sobą, z różnym skutkiem, stosując na sobie rozmaite formy nakazów i posłuszeństwa, za które za każdym razem nagradzała się w sposób, który zamiast wyciszać, wyłącznie pobudzał.
I właśnie to samo robił teraz Wolf — wilk w ludzkiej skórze — z tymi swoimi czystymi dłońmi, cwanym uśmiechem, ze swoją ogładą i swobodą, które przejawiały się w każdym nawet najmniejszym geście. Nie musiał w żaden sposób ubiegać się o dominację, którą ot tak posiadał, dając jej wyraz bez jakiejkolwiek formy brutalności, przemocy, czy obcesowości. Wszystko to sprawiło, że Colette całkowicie poważnie zaczęła się zastanawiać nad tym, co sprawia większą przyjemność: zdominowanie osoby jego pokroju, czy wręcz przeciwnie, poddanie mu się.
Nie była zaskoczona jego odpowiedzią, nawet przez chwilę nie mając wątpliwości, że Wolfgang Windsor nie oddawał ot tak kontroli, do której miał takie zamiłowanie. A jednak ściągnęła usta w powadze, ponieważ niweczyło to jej własne plany. Miała gotowość ot tak poddać się jemu — co zrobiłaby z przyjemnością, a nie z wyrzeczeniem, czego akurat sam Windsor nie musiał wiedzieć — ale skoro nie mogła liczyć na rewanż, zwyczajnie nie mogła tego zrobić. Rozczarowanie wręcz zapiekło ją w żołądku, nie mając nic wspólnego z winnym kwasem. W tym momencie, zamiast rozsmakowywać się w wykwintnych nutach Chardonnay, smakowała gorzkiej pigułki niezadowolenia, nieprzyzwyczajona do jakiejkolwiek odmowy. Kiwnęła potakująco głową w kierunku kelnera, akceptując wino, tym samym zduszając w sobie popędliwą chęć odesłania butelki w imię niezgody i sprzeciwu, po czym spojrzała w końcu ponownie na Wolfganga, aż w końcu, tym razem to ona pochyliła się w jego stronę nad stołem, zmniejszając pomiędzy nimi dystans.
I chcesz mi powiedzieć, że nigdy jej nie oddajesz? — Bacznym spojrzeniem świdrowała przystojną twarz, nie kryjąc własnego skupienia, nim jej usta nie wygięły się ponownie w uśmiechu. — To wielka szkoda, bo widzisz, ja też nie lubię tego robić. — Nie kłamała. Kontrola była jej poczuciem bezpieczeństwa, nadawała rytm, w jaki biło jej serce i była wszystkim, co najmocniej sobie ceniła. — Chyba że mogę na tym zyskać. — Dodała równie szczerze i otwarcie. Najczęściej zyskiwała przyjemność, chwilę zapomnienia, ukojenie i moment wyjęty z czasu i przestrzeni, w którym pozbywała się nieustająco gromadzącego się napięcia, na co dzień kumulującego się w jej podbrzuszu. Czasem zyskiwała intratny interes, mający jej przynieść nie tylko ekonomiczne zyski. A tym razem liczyła na to, że zyska dług u Wolfganga, który przy okazji ich następnego spotkania poza biurem, będzie zmuszony podporządkować się jej, tak jak jeszcze chwilę wcześniej, ona miała gotowość podporządkować się jemu. — Powiedz mi, co zyskam w pełni ci się dzisiaj poddając? Przekonaj mnie, że będzie to więcej warte, niż próba zaskoczenia cię, którą na ten moment postrzegam, jako sposób na zachowanie autonomii. — Jej oczy lśniły niemal wyzwaniem, podobnym do tego, jakie bez chwili zawahania rzucała na korcie lub na bieżni. I równie dobrze bawiła się teraz, nawet jeśli z tyłu jej głowy w najlepsze rozdzwonił się alarm, który ot tak zignorowała. Jeśli Wolfgang Windsor chciał ją zaskakiwać, roszcząc sobie prawo do całkowitej kontroli nad tą kolacją, musiał liczyć się z tym, że Colette gotowa była również go zaskoczyć. Bo może każda inna osoba nie dostrzegłaby na jej miejscu tych wszystkich niuansów, ale wyczulona na punkcie kontroli Peerage widziała; widziała to, że odpowiadał za wszystko, począwszy od jej wyjścia z domu, poprzez dobór wina, kończąc na wznoszonym toaście. I jedyną jej deską ratunku był fakt, że Windsor nie mógł mieć pojęcia, jaką wprawę i upodobanie Colette miała w uleganiu, proszeniu i podporządkowywaniu się.
Spojrzała na kołyszące się w kieliszku wino, miarowo poruszając na blacie kryształową stópką, nim w końcu nie chwyciła nóżki. Ona nie przekraczała granic. Nie tych, które sama sobie wyznaczała. Tego chciała musiała się trzymać tego wieczoru.
Proponuję toast za różnice.

Wolfgang Windsor
39 lat/a, 189 cm
prezes w Legacy
Awatar użytkownika
Don't mistake my kindness for weakness. I am kind to everyone, but when someone is unkind to me, weak is not what you are going to remember about me.
Whispers of life
Dostrzegł, jak przyjmuje odmowę z niezadowoleniem, ale również wdziękiem. Docenił fakt, że zachowała klasę, choć z równą przyjemnością, by ją jej pozbawił. Wątpił, by kobieta jej pokroju często słyszała "nie". Wolfgang wypowiadając to słowo, w oczywisty sposób chciał zachwiać jej pewnością siebie i zdobyć przewagę na spotkaniu. Bacznie obserwował więc efekt i się nie zawiódł. Na zadane pytanie nie odpowiedział od razu. Mogło wydawać się to potwornie męczące, ale Windsor panował nad każdym aspektem w swoim życiu i surowo przestrzegał wyznaczonych zasad, tego samego wymagając od swojego otoczenia. Spontaniczność prowadziła do przypadkowych rezultatów, a te rzadko kiedy były satysfakcjonujące. Poza tym jemu decyzje nie ciążyło odpowiedzialnością, w ich podejmowaniu znajdował prostą przyjemność i czasem odrobinę pobudzającej adrenaliny. Nie polegał na innych, a już na pewno nie był kimś, gotowym poddać się cudzym kaprysom.
Nawet jeśli w przypadku Colette mogłoby to być naprawdę elektryzujące.
Nigdy — powtórzył to słowo z pewną konsternacją i ton wskazywał, że nie próbuje w ten sposób potwierdzić jej zaczepnych przypuszczeń. Ważył na języku brzmienie i zastanawiał się nad sensem, by spojrzeć na nią z przyjacielską kpiną, która na sekundę rozbłysła w jego oczach. — Lubisz takie wielkie słowa? — zapytał z łagodną naganą i odrobiną niedowierzania, bo nie uważał Colette za kogoś z upodobaniem do dramatyzmu i przesady. Sam unikał wielkich deklaracji, a każde "zawsze" budziło w nim podejrzliwość.
Podchodził do słów ostrożnie, często ograniczając się do enigmatycznych uśmiechów, unikał obietnic bez pokrycia i komplementów, które nie miały wiele wspólnego z rzeczywistością. Wolfgang mógł być łajdakiem, ale naprawdę rzadko kłamał, bo uważał to za przejaw słabego charakteru i tchórzostwo.
Gdy Colette pochyliła się nad stolikiem, Wolf się nie wycofał. Wziął dyskretnie głębszy oddech, próbując wyczuć w powietrzu woń jej perfum. Pozwolił też spojrzeniu do tej pory skupione na oczach, zsunąć się na wyciągnięte w uśmiechu usta i zawieszoną nad stołem sylwetkę, a także smukłe dłonie. Kobieta mogła mieć silny charakter, ale jednocześnie miała w sobie urok porcelanowej, delikatnej lalki. Mogła z nim rywalizować na polu niuansów, konwenansów i uprzejmości, ale w obliczu prostackiej brutalności byłaby kompletnie bezbronna. Wspaniale udawała, że o tym nie wie.
To nagroda, Etto. Nie rabunek. Nie zamierzam ci niczego odebrać — stwierdził uspokajającym tonem, który swoją pewnością musiał bez większych problemów łagodzić emocje. Zwrócił się do niej pieszczotliwie, wymawiając imię z uwagą i pewną dozą protekcjonalnej czułości, samym tonem sugerując, że reaguje zbyt nerwowo czy strachliwie, choć przecież obydwoje wiedzieli, że Cole doskonale rozgryzła jego intencje. — Pragnę dać ci jedynie uroczy wieczór i zapewnić, byś nie musiała się o nic martwić. To wszystko. A jeśli w którymkolwiek momencie uznać, że chcesz przerwać zabawę, użyj mojego nazwiska. Każdą inną formę odmowy uznam jedynie za… kaprys — zdecydował, ustalając reguły gry z przytłaczającą pewnością siebie, choć wciąż pozornie wydawał się jedynie uprzejmy.
Nie kłamał jednak. Gdyby tylko zdecydowała się zwrócić do niego po nazwisku, Wolfgang był gotów w ułamku sekundy zamienić tę kolację w poprawne, biznesowe spotkanie. Wątpił jednak, by którekolwiek z nich naprawdę mogło tego chcieć.
Pokręcił minimalnie karcąco głową, gdy spróbowała przejąć kontrolę nad rozmową, proponując swój toast, ale potem jedynie uniósł kieliszek jeszcze odrobinę wyżej, przechylając w jej stronę i spełnił go, dając jej odrobinę satysfakcji. W końcu chodziło o wspólną przyjemność.
Podziękował kelnerowi, gdy ten postawił przed nimi przystawki, a następnie poczekał, aż Cole sięgnie po sztućce, nim sam zrobił to samo. Miał szczerą nadzieję, że tym razem kucharz nie zawiódł i danie wpasuje się w gusta jego towarzyszki.
Nie lubisz przekraczać granic? — zapytał, opierając widelec o jednego z przegrzebków. — Nie znajdujesz w tym nic ekscytującego?
Ton jego głosu nie pozostawiał żadnych wątpliwości, że nie wydłużenie dystansu na bieżni miał w tej chwili na myśli.

Colette Peerage
39 lat/a, 178 cm
Ekonomistka; doradczyni finansowa Mitchell & Wallis
Awatar użytkownika
We worked hard, darling, we don't have no control, we're under control
Whispers of life
Nawet nie próbowała ukrywać swojego spojrzenia, nie myśląc tuszować tego, że mu się przygląda; swobodzie obecnej w każdym jego geście, bijącej od niego ogładzie, która nie miała nic wspólnego z jakąkolwiek sztucznością i niewymuszonej kulturze. Wszystko to czyniło z niego pełnoprawnego członka socjety, choć wiadomym było, że nie przynależał do niej od dziecka. I było to coś, co niezaprzeczalnie jej imponowało, nawet jeśli miała świadomość, że było to drugą stroną tej samej monety, na której rewersie, jak podejrzewała, znajdowało się bezprawie i poczucie nietykalności.
Wręcz przeciwnie. — Odparła spokojnie, ponieważ dobrze ją wyczuł. Znowu. Wolfgang Windsor w swoich obserwacjach osiągnął prawdziwe mistrzostwo, ponieważ tym właśnie było zaimponowanie Colette w tej dziedzinie. — Ale te wielkie słowa oprócz swojego rozbawienia budzą we mnie też chęć sprawdzenia ich. — Wyjaśniła całkowicie szczerze i otwarcie. Colette lubowała się w słowach, przykładając do nich szczególną wagę, pewna, że te — podobnie jak dłonie — są w stanie zdradzić to, co na pozór miało pozostać niewidoczne. Windsor jednak niczego nie ukrywał, nie grał i nie maskował się. Był do bólu prostolinijny, spójny i szczery. Wszystko to czyniło z niego nie tylko interesującego partnera w pracy, do której rzadko kiedy dopuszczała swoich klientów, ale również sprawiało, że jeszcze bardziej zyskiwał prywatnie, budząc w Colette nieprzerwaną chęć sprawdzenia, dokąd zaprowadzi ich łączące podobieństwo oraz znaczące różnice, które Peerage miała wrażenie, że zamigotały już na horyzoncie.
Cole. — Poprawiła go szybko, nawet nie drgnąwszy ani pod wpływem jego spojrzenia, ani zdrobnienia, którego nie spodziewała się usłyszeć. — Nie Etta, tylko Cole. — Tylko jedna osoba używała tego charakterystycznego skrótu i w tym jednym nie było wyjątków. Ettą była wyłącznie dla Jamesa. I chociaż jej sympatia do Wolfganga czyniła swojego rodzaju precedens, w tej jednej kwestii ani myślała mu się poddawać.
A później roześmiała się krótko, ale najprawdziwiej na świecie i najszczerzej, jak było to możliwe, zastanawiając się nad tym, czy Wolfgang zdawał sobie sprawę z tego, że po raz kolejny dał wyraz swojej dominacji. Zdawał się świadomy każdego swojego gestu, słowa i zachowania i Colette zastanawiała się teraz, czy jeśli utrzymywanie kontroli przychodziło mu tak naturalnie, to czy wciąż dostrzegał jej najsubtelniejsze formy i czerpał z nich przyjemność. To na tej myśli wolała się skupić, aby odwrócić swoją uwagę od tego, jak działały na nią jego słowa. To nonszalanckie przypomnienie, które miało w sobie nadzwyczaj wiele z upomnienia, będącego już blisko reprymendy, zamiast ją zirytować, czy podburzyć, obudziło w niej nic innego, jak trawiący ją przez lata niemożliwy do zaspokojenia głód, z którym szła przez życie. Powinna w tym momencie przerwać to wszystko, zwrócić się do niego za pomocą jego nazwiska i zastrzec, że z nagrodami powinien poczekać na koniec ich współpracy, ale zamiast tego, ponownie skoncentrowała na nim swoje spojrzenie.
Nagradzasz mnie i ustanawiasz hasło bezpieczeństwa — bo tym właśnie, jak zadecydował, miało stać się jego nazwisko — to oznacza, że możesz mnie również karać. — Nie spuściła z niego spojrzenia, nawet wtedy, kiedy przyszedł do nich kelner z przystawkami. Sięgnęła po serwetkę, którą rozłożyła na udach, nawet na nią nie patrząc, kiedy machinalnym gestem przesunęła po niej dłonią, aby wygładzić materiał, choć nie było to konieczne. Poczekała, aż kelner się oddali, po czym sięgnęła po sztućce i owinęła krótko głową w stronę Wolfganga, w ten sposób w ciszy życząc mu smacznego.
Jestem wyznawczynią dyscypliny, a przy niej nie ma na to miejsca. — Jej oczy zmrużyły się nieznacznie, a uśmiech się wyciągnął. Wolfgang miał już szansę doskonale przekonać się o tym, że istniały granice, które Colette przekraczała z przyjemnością, czerpiąc z tego wyłącznie satysfakcję. Granice prawa. Ale to nie o nich teraz rozmawiali. Albo możesz to uznać wyłącznie za mój kaprys. Miała ochotę dodać, ale zamiast tego, upiła kilka drobnych łyków wina.— Powiedz mi Wolfgang, co jest ekscytującego w przekraczaniu granic? — Tak, była ciekawa i chciała to usłyszeć. Chciała to usłyszeć od niego.

Wolfgang Windsor
39 lat/a, 189 cm
prezes w Legacy
Awatar użytkownika
Don't mistake my kindness for weakness. I am kind to everyone, but when someone is unkind to me, weak is not what you are going to remember about me.
Whispers of life
Nieczęsto miał okazję odbyć przyjemną konwersację, która coś znaczyła. Biznesowe small talk uważał za nużącą stratę czasu i jeśli tylko mógł, pomijał męczący wstęp do spotkania. Jego córka była również zbyt mała, by mógł z nią porozmawiać, poza tym brakowało mu cierpliwości i zaangażowania. Jego pozostali i mniej oficjalni kontrahenci również woleli przechodzić od razu do rzeczy, dlatego Wolf czerpał zaskakująco wiele przyjemność z tego spotkania. Colette znała wagę słów i potrafiła posługiwać się nimi z zabójczą precyzją, z którą elegancki gangster używał broni.
Zamierzał zresztą zaprosić ją dzisiaj na strzelecki pojedynek. Tym były jego plany na wieczór i właściwie nie miały w sobie nic niestosownego. Zaczynał się poważnie obawiać, że Peerage będzie nimi rozczarowana.
Lubisz mówić sprawdzam? — dopytał rozbawiony, używając karcianej terminologii. O jego słabości do spędzania wieczorów w kasynie i przegrywania w nim małych fortun było równie głośno, co o mafijnej przeszłości. Trzeba było jednak być absurdalnie bogatym, by móc bez mrugnięcia okiem pozwolić sobie na podobne straty. — Podobno tylko nieśmiali i pasywni gracze w pokera sprawdzają, zamiast przebijać i pasować — zasugerował, swobodnym tonem zachęcając ją raczej, by podbiła stawkę. — Ale tacy też są potrzebni przy stole — dodał, subtelnie próbując ją sprowokować, a tym samym odwrócić uwagę od pytania, na które nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi.
Nikt nie mógł mieć nad wszystkim kontroli. Wolfgang jednak nie zamierzał jej oddawać nawet w tak piękne i zręczne dłonie.
Skinął lekko głową, gdy zwróciła mu uwagę. Zdrobnienie przyszło mu zupełnie naturalnie, ponieważ w dokładnie ten sposób zwracał się również do córki, która może i nie była jej imienniczką, ale współdzieliły pieszczotliwe zdrobnienie.
Cole — poprawił się, powtarzając za nią. Wypowiedział słowo z uwagą, jakby sprawdzał, czy jego brzmienie również mu się podoba.
Na pewno odpowiadał mu jej śmiech, w którym nie było fałszywych nut kokieterii. Wydał mu się zaskakująco dziewczęcy i przyjemny. Docenił również fakt, że nie tylko zrozumiała sugestię, ale nie obawiała się nazwać spraw po imieniu. Tym razem nie spróbował zamaskować rzadkiego i zadowolonego uśmiechu, jakby był dumny.
Jeżeli będziesz zachowywać się odpowiednio, to nie będę musiał cię karać — stwierdził tę oczywistość z rozbrajającą prostotą, grając w tę grę z imponującą swobodą, która zdawała się kompletnie nie pasować do odgrywanej przez niego na co dzień roli poważnego i zdystansowanego biznesmena. Skosztował dania, dochodząc do wniosku, że tego wieczoru kucharz przeszedł samego siebie, a może to raczej interesujące towarzystwo dodawało potrawie smaku. — Każdego w przekraczaniu granic ekscytuje coś innego — oznajmił, po tym, jak popił kęs potrawy winem, ale tym razem wcale nie zamierzał migać się od odpowiedzi. — Ja nie lubię, kiedy mnie coś ogranicza, chociaż mam słabość do zasad. Szczególnie gdy ja je ustalam. Poza tym ideał i perfekcja zazwyczaj znajdują się daleko poza tym, co ludzie zwykli uważać za będące w granicach ich możliwości. Wybacz. Znów wielkie słowa, ale dążenie do ideału to jeden z moich ulubionych frazesów — kontynuował z zaskakującą otwartością, odstawiając kieliszek i wracając do jedzenia przystawki. — A ty? Posiadasz jakiś frazes, do którego masz szczególne upodobanie?

Colette Peerage
39 lat/a, 178 cm
Ekonomistka; doradczyni finansowa Mitchell & Wallis
Awatar użytkownika
We worked hard, darling, we don't have no control, we're under control
Whispers of life
Colette nie grywała w karty i to bynajmniej nie z powodu braku zaciętości, czy chęci rywalizowania. Te były w niej aż nad wyraz rozwinięte. Na tyle, że nie miała gotowości zdawać się jakkolwiek na los, a w grach karcianych, oprócz umiejętności obserwacji, logicznego myślenia i analityczności umysłu, liczył się łut szczęścia, którego Colette ani myślała brać pod uwagę. Była gotowa przyjąć każde wyzwanie na bieżni, czy korcie, uwielbiała się zakładać i z przyjemnością bawiła się we wróżbitkę, odgadując przyszłe wydarzenia, ponieważ zdecydowaną większość z nich można było przewidzieć — wystarczyło wyłącznie bacznie przyglądać się rzeczywistości i odpowiednio łączyć ze sobą pobieżnie niezwiązane fakty. Na tym zresztą polegała jej praca. Owszem, ryzyko było; ryzyko, którego Colette wcale nie unikała, ale lubiła je nie tylko minimalizować, ale i przygotowywać się na nie.
Dziwię się, że ty nie lubisz. — Ona również nie kryła swojego rozbawienia. — Bo to oznacza, że są rzeczy, których nie masz potrzeby kontrolować. — Zauważyła, być może przypisując tej niespodziance przesadne znaczenie; podbijanie stawki nawet w ciemno pasowało do tego łobuzerskiego wręcz uśmiechu, który miała poczucie, że mówił o Wolfgangu równie wiele, co eksponowany przez niego minimalizm.— Tak, Wolf. — Tym razem to ona zwróciła się do niego za pomocą zdrobnienia, które ze zdrobnieniem miało niewiele wspólnego. — Lubię mówić: sprawdzam. — Przytaknęła mu. — Dokładnie jak przystało na nieśmiałą i pasywną. — A później pochyliła się odrobinę, mrużąc przy tym nieznacznie oczy, ale kąciki jej ust wciąż były uniesione. — Pudło. Ale próbuj dalej. — Zachęciła go w pełni szczerze, o czym świadczył jej uśmiech. Czy istniała prowokacja, której Colette Peerage ot tak by uległa? W jej butnym przekonaniu nie. Była na to zbyt dobrze wytresowana.
I dlatego też na kolejne słowa Wolfganga nie uniosła brwi, nie zaśmiała się, ani nie zmarszczyła nosa, a wyłącznie wyostrzyła swoje spojrzenie. Czy Windsor zdawał sobie sprawę z tego, że nie było dnia, w którym Colette nie była poddawana mniej i bardziej surowym karom? Karała ją matka za sam fakt urodzenia się dziewczynką, dziadek karał ją za brak posłuszeństwa i niesubordynację, aż w końcu, Colette, nie wiedzieć kiedy, zaczęła karać się sama. I była w tym naprawdę skuteczna, znacznie bardziej od Lydii, czy Benjamina. I to właśnie ta wewnętrzna, samodzielnie nakładana na siebie presja, działała na nią znacznie lepiej, niż presja zewnętrzna. Choć tym razem Wolfgang uderzył w struny, które sprawiły, że Peerage zmuszona była wraz z przystawką przełknąć butne pytanie o to, kto karał jego, ponieważ potraktowanie jej jako możliwą do ukarania trzpiotkę, paradoksalnie ją w Colette obudziło. Nie była już jednak Lettie, która za niewyparzony język płaciła głodówką, czy zamknięciem na kilka dni w gościnnej sypialni, w której jedyną atrakcją ostatecznie okazywało się za każdym razem jej własne ciało. I dlatego nie skomentowała jego słów od razu, ale je zapamiętała.
Słuchała go uważnie, choć nie padło nic, co by Colette zaskoczyło. Tak, nie miała co do tego wątpliwości: Wolfgang Windsor lubił ustanawiać zasady, które surowo egzekwował, gotowy okrutnie karać tych, którzy się do nich nie dostosowywali, podczas gdy sam znajdował się ponad samodzielnie ustanowionym prawem. Był gangsterem z krwi i kości, i pod tym względem różniło ich wszystko, choć rdzeń pozostawał ten sam. Ponieważ ona również wierzyła w perfekcję, do której drogę upatrywała właśnie we wcześniej wspomnianej dyscyplinie.
Gdzie należy więc szukać ideału i perfekcji? — Zapytała z czystą ciekawością. Wolfgang Windsor zdawał się ucieleśnieniem perfekcji i Colette spodziewała się odpowiedzi: perfekcja była daleko poza ludzkimi możliwościami, dlatego, żeby ją osiągnąć, należało zabawić się w boga. — Jak wspomniałam, jestem zwolenniczką dyscypliny. — Odłożyła sztućce na talerz wraz z tym, jak dokończyła swoją przystawkę. — I samodyscypliny. Ale ona nie pojawia się w wyświechtanych frazesach, ponieważ mało kto widzi w niej wartość samą w sobie. — Urwała na chwilę, robiąc przestrzeń dla kelnera, który przyszedł zabrać talerze po przystawkach oraz upewnić się, że wszystko im odpowiednio smakowało. Colette skomplementowała swoje danie; szczerze, a jednak w jej tonie na próżno było szukać innej nuty, niż typowo uprzejmej. Sięgnęła po kieliszek, a którego upiła kilka drobnych łyków, a później powróciła spojrzeniem do Windsora. — Zdarza ci się karać samego siebie, czy karzesz wyłącznie innych?

Wolfgang Windsor
39 lat/a, 189 cm
prezes w Legacy
Awatar użytkownika
Don't mistake my kindness for weakness. I am kind to everyone, but when someone is unkind to me, weak is not what you are going to remember about me.
Whispers of life
Colette udowadniała prawdziwość banalnego twierdzenia, że dobre towarzystwo poprawia smak dania. Choć Wolfgang smakował raczej jej słowa, a nie każdy z kęsów, które znikały w ustach. Delektował się bystrymi ripostami i doceniał cięty dowcip. Lubił mówić „sprawdzam”, gdy chodziło o pewnych siebie ludzi. Okazało się, że Cole nie blefowała i naprawdę była warta zainteresowania, dlatego nie próbował już unikać zadawanych przez nią pytań, a udzielanie odpowiedzi dość bliskie były prawdy. Widział, jak słucha uważnie, szukając luk czy nieostrożnych słów, których mogłaby się złapać, bo sam robił dokładnie to samo.
Skoro zostawali partnerami biznesowymi, musieli darzyć odrobiną zaufania jeśli nie siebie, to swoje kompetencje. Forma spędzenia tego wieczoru była już swego rodzaju przekroczeniem profesjonalnych granic, a przynajmniej zostawały one naciągane z każdym kolejnym wypowiedzianym przez nich zdaniem, subtelnie i bardzo powoli, przez co działo się to niemal niepostrzeżenie.
Podobnie jak moment, w którym kelner odebrał przystawki i przyniósł pierwsze danie, a także uzupełnił kieliszki wybranym przez Wolfganga winem.
Mogę dzisiaj pomóc ci je znaleźć — udzielił niespodziewanej odpowiedzi na jej pytanie. Słowa bliskie były bardzo bezpośredniemu flirtowi i zostały nawet wypowiedziane odrobinę niższym tonem, w towarzystwie tego cwanego błysku w oku i dyskretnego uśmiechu. Skoro nadal nie użyła jego nazwiska, mógł kontynuować grę, która wciąż była jedynie balansowaniem na granicy stosowności.
Zamiast po wino, sięgnął po kieliszek z wodą i upił jej orzeźwiający łyk, słuchając dalszej wypowiedzi kobiety.
Nie powinien być zaskoczony. Cole wyglądała na kobietę, która nie lubiła być od kogoś zależna. Sama musiała się wszystkim zająć. To zakomunikowała mu już na początku ich współpracy. Nie dziwiło więc, że była też dla siebie najbardziej surowym sędzią i nauczycielem. Do tego przebywając w męskim towarzystwie przywykła, by na każdym kroku podkreślać swoją pozycję i niezależność.
Wolf był jednak przekonany, że czerpałaby przyjemność, gdyby tylko zmusić ją, by sobie na chwilę odpuściła.
Och, nie pociąga mnie sama idea kary, tylko to do czego prowadzi — poprawił ją zdecydowanie, bo przyjemność czerpał raczej z kontroli niż choćby zadawania bólu. Swoje brutalne pragnienia ubierał w piękne idee. — A na mnie osobiście dużo lepiej działa system nagród — dodał, by ostatecznie zgrabnie zmienić temat na drobne przyjemności w życiu, takie jak ulubione knajpy czy odbyte podróże.
Nad daniem głównym mogli więc prowadzić niezobowiązującą rozmowę, wymieniając się doświadczeniami i imponującymi ripostami, by ostatecznie Wolfgang poprosił o rachunek, który zapłacił, zostawiając standardowy napiwek i kilka standardowych pochwał pod adresem dań.
Czas przejść do głównej atrakcji — oznajmił, sięgając po płaszcz kobiety, by wsunąć go na smukłe ramiona Colette. Jego ciepłe dłonie musnęły przy tym jej kark. Pod restauracją czekał już samochód wraz z kierowcą, który otworzył przed nimi tylne drzwi. Wolfgang oparł dłoń na plecach kobiety i lekko, ale stanowczo poprowadził ją w tamtym kierunku. Wciąż nie zdradził, jaki miał plan na dalszą część wieczoru. Chodziło o to, by poczuła się zależna, bezbronna i nieco sobie odpuściła, poddając perfekcyjnie wyreżyserowanej chwili. — Skoro mamy robić razem interesy, musisz mi zaufać.

Colette Peerage
39 lat/a, 178 cm
Ekonomistka; doradczyni finansowa Mitchell & Wallis
Awatar użytkownika
We worked hard, darling, we don't have no control, we're under control
Whispers of life
Możesz? — Powtórzyła po nim ze swojego rodzaju rozbawieniem. — Pozostawiasz mi zaskakująco wiele przestrzeni na wybór. — Stwierdziła, w ten sposób odwołując się do początku ich spotkania. Granica została nadszarpnięta; być może stało się to wraz z pierwszą wymianą ich spojrzeń, a może nieco później, kiedy Colette po raz pierwszy pomyślała o tym, że gdyby tylko Wolfgang nie był jej klientem, bardzo chętnie uległaby jego kontroli i przekonała się, ile przyjemności sprawia mu bycie panem sytuacji. Ale był jej klientem, dlatego w jego niskim tonie głosu i błyszczącym spojrzeniu, a także w swojej zaczepności i przyjemności czerpanej ze wspólnego balansowania na dwuznaczności, Colette dopatrywała się towarzyskiej gry dwójki doświadczonych zawodników, a nie powodu, dla którego miałaby sięgnąć po jego nazwisko, aby ponownie sprowadzić ich relację na tory czysto zawodowe. Jutrzejszego dnia miało stać się to mimowolnie, bo Colette nie wątpiła, że kiedy spotkają się nad dokumentami, na pierwszy plan ich znajomości ponownie wysunie się czysty profesjonalizm.
I oto ją znalazła! Różnica wyraźnie odrysowująca łączące ich podobieństwa, nawet jeśli ostatecznie wynikała z dążenia do tego samego celu. Wolfgang wolał nagradzać i skupiać się na przyjemności płynącej z nagrody; Colette z kolei nie tylko nad wizję nagrody przekładała wizję kary, ale co więcej, nigdy nie ukrywała, że ból i niewygodę przekładała nad komfort, ponieważ to wysiłek i nie tylko przysłowiowe krew, pot i łzy prowadziły do spełnienia i największej satysfakcji.
To była przyjemna kolacja. Przyjemna na tyle, że Colette ani razu nie pomyślała o pracy, nie próbując ani razu nawiązać do łączących ich interesów, a poddała się samoistnie płynącej rozmowie, z ulgą przekonując się, że Windsor był interesującym rozmówcą nie tylko w tematach biznesowych, ale również w tych mniej zobowiązujących.
Która oczywiście będzie niespodzianką. — Dodała, choć nie było to konieczne. Był zbyt dokładny i precyzyjny, aby mogła uznać jego dotyk za przypadkowy, a ona z kolei była zbyt opanowana, aby zdradzić się z zaskoczeniem, nawet jeśli jej głowa w pierwszym odruchu poruszyła się nieznacznie w bok, jakby tym sposobem chciała zrobić przestrzeń dla kolejnego, przyjemnie ciepłego muśnięcia. Ruszyła w wyznaczonym przez niego kierunku i spojrzała przy tym na niego z ukosa. Czy istniała szansa, aby Colette mu zaufała? — W stosunku do klientów zwykle kieruję się zasadą ograniczonego zaufania. — Zauważyła, zatrzymując się przed otwartymi drzwiami samochodu. Jej klienci kierowani pustą i oślepiającą chęcią zysku niezależnie od tego, jak nie byliby inteligentni i błyskotliwi w zetknięciu z wizją wzbogacenia się, tracili całkowicie głowy. Byłoby idiotyzmem, głupotą i całkowitym brakiem profesjonalizmu jakkolwiek im zaufać. Wolfgang Windsor wyróżniał się jednak nie tylko swoim perfekcjonizmem, wiedzą i kryminalną historią. — Dlatego myślę, że nie będzie przesadą stwierdzenie, że zaufanie, którym cię darzę, jest w moim przypadku prawdziwą anomalią. — Bo tak, paradoksalnie Colette mu ufała. A przynajmniej wiedziała, że tak długo, dopóki dobrze dbała o jego interesy, nie musiała się go obawiać. I może właśnie z tego powodu nie czuła niepokoju ani sprzeciwu, mimo wyraźnego oddania mu pełnej kontroli nad przebiegiem ich spotkania, a wyłącznie przyjemne oczekiwanie, ponieważ nie miała choćby cienia podejrzeń, co Wolfgang zaplanował na dalszą część wieczoru. — I gdyby się nad tym zastanowić, myślę, że możemy je również uznać za swojego rodzaju nagrodę.

Wolfgang Windsor
39 lat/a, 189 cm
prezes w Legacy
Awatar użytkownika
Don't mistake my kindness for weakness. I am kind to everyone, but when someone is unkind to me, weak is not what you are going to remember about me.
Whispers of life
Tego wieczoru wszystkie powszechnie uznawane zasady pozostawały w zawieszeniu. Wolfgang świadomie wybrał neutralną przestrzeń i już na samym początku zaznaczył, że nie będą rozmawiać o sprawach biznesowych. Powoli, ale sukcesywnie przesuwał ciężar spotkania, które jak wszystko w swoim życiu skrupulatnie zaplanował, subtelnie pilnujący, by Colette podążała za z góry ustalonym scenariuszem. Pozwalał jej dyskutować i łapać się za słówka, jednocześnie obserwując, jak delektuje się zamówionym daniem i subtelnie kierując rozmową w zgodzie z własnym kaprysem. Wolf nie musiał uciekać się do brutalnej i prostackiej przemocy, by kontrolować sytuacje i z reguły nie znajdował w tym upodobania, choć coś szczególnego w jego spojrzeniu i enigmatycznym uśmiechu świadczyło o tym, że nawet przez sekundę nie wahałby się z użyciem siły.
Pozwalał kobiecie mówić, oszczędzając słowa i kilkukrotnie obdarował ją komplementem, jakby testował, czy Colette gustuje w pochwałach, czy może nie robią na niej wrażenia, podobnie jak nagrody.
Możesz spróbować odgadnąć, co jest główną atrakcją — zaproponował małą grę, choć trzymanie kobiety w stanie oczekiwania i niepewności wydawało mu się dużo bardziej interesujące. Mógł jednak umiejętnie podsycić jej zainteresowanie i utrudnić utrzymanie maski opanowania.
Właściwie czekał, aż rzuci mu ją do stóp, a był niesamowicie cierpliwym człowiekiem.
Wolfgang był gangsterem o manierach prawdziwego dżentelmena. Z satysfakcją obserwował, jak pochyla kark pod wpływem lekkiego, nic nie znaczącego dotyku, a następnie bez protestów czy pytań pozwala się prowadzić w stronę samochodu. Wyglądało na to, że Peerage lubiła ryzyko.
Na to, że jego nazwisko jest ratunkiem, miała przecież jedynie obietnicę łobuza.
Dzisiaj nie jestem twoim klientem — upomniał ją, czekając aż zajmie wygodnie miejsce w samochodzie. Obszedł wóz dookoła, by usiąść tuż obok w przestronnym wnętrzu auta. Kierowca bez słowa zamknął za nimi drzwi. Pojazd nie był jednym z tych szpanerskich wozów, które ułatwiają zdobywanie serc pod klubami. Ciężki i nieco przysadzisty zapewniał przede wszystkim komfortową i bezpieczną podróż.
Nagrodę.
Przyjrzał się bacznie kobiecie, obracając głowę w jej kierunku i obdarował ją jednym z tych naprawdę rzadkich uśmiechów czarującego łajdaka, który musiał mu zostać jeszcze z czasów, gdy w gangu zajmował się brudnymi interesami Herrery i sam siedział za kierownicą. W tym grymasie kryła się śmiałość i obietnica wrażeń.
Dziękuję — stwierdził cichym, przyjemnym i zaskakująco poważnym tonem, okazując wdzięczność za jej zaufanie z onieśmielającą otwartością. — Chętnie sprawdzę dzisiaj, czy naprawdę mi ufasz — dodał już lżejszym tonem, wprowadzając w swoich planach małą, spontaniczną korektę, skuszony jej słowami. — Ale najpierw może rzeczywiście spróbujesz zgadnąć, co takiego zaplanowałem? — zagadnął, próbując jednocześnie w ten prosty sposób wybadać jej oczekiwania.
Kierowca nie odzywał się nawet słowem. Wolfgang nie musiał udzielać mu instrukcji, dokąd jadą, co tylko potwierdzało domysły Colette, że zdążył to już dawno temu zaplanować. Nie patrzył też na mijany za oknem krajobraz, jeśli jednak kobieta to uczyniła, chcąc na tej podstawie zorientować się w celu ich podróży, to zobaczyła kilka znaków wskazujących na drogę prowadzącą na obrzeża miasta.

Colette Peerage
39 lat/a, 178 cm
Ekonomistka; doradczyni finansowa Mitchell & Wallis
Awatar użytkownika
We worked hard, darling, we don't have no control, we're under control
Whispers of life
Nie miała pojęcia, co dalej planował. Może gdyby Wolfgang zdradził o sobie cokolwiek, byłaby w stanie przewidzieć, ale Windsor chociaż mówił, to milczał. Mieli za sobą miłą kolację, podczas której wymienili się kilkoma opowiastkami, kulinarnymi i podróżniczymi rekomendacjami i kilkakrotnie złapali się za słówka. To była przyjemna, błyskotliwa rozmowa, a jednak niezdradzająca o nich niczego. Bo przecież to, że Colette biegała maratony, z całą pewnością Wolfgang już wiedział, podobnie jak to, że w czerwcu tego roku miała wziąć ślub. To, czego mogli się o sobie dowiedzieć, nie padało w słowach. Windsor mógł się przekonać, że komplementy nie robiły na niej dużego wrażenia, sprawa ślubu nie budziła w niej większych emocji, niż tenisowe mecze, nie była zainteresowana deserami, a alkohol piła z umiarem. Wszystko to było oznaką niczego innego, jak kontroli, którą sprawowała nad sobą i swoim ciałem. Ale to już przecież o niej wiedział. Tak, jak i ona wiedziała, że kontrola, którą utrzymywał Wolf, najbardziej dotyczyła sytuacji, innych osób lub okoliczności, ale najmniej jego samego.
Czy była ciekawa? Tak, była, ponieważ miała świadomość, że dalsza część wieczoru powie jej więcej o Wolfgangu, niż wszystkie dotychczas wymienione słowa. Daleka jednak była od niecierpliwości, ponieważ Colette, jak mało kto, potrafiła czekać, a także odkładać w czasie przyjemności. Popędliwość, którą gardziła, prowadziła w końcu do błędów i nieuwagi.
Mylisz się, Wolf. Dziś też jesteś moim klientem, nawet jeśli dostałam od ciebie odgórny zakaz wspominania o pracy. — Nie zgodziła się z nim, robiąc to z miłym, być może nieco zaczepnym uśmiechem, zastanawiając się przy tym, czy Windsor rzeczywiście wierzył, że można to jakkolwiek rozdzielić. To właśnie tylko i wyłącznie fakt, że ze sobą współpracowali, sprawił, że Colette uległa.
Bo Colette Peerage, choć rzeczywiście lubiła ryzyko, nie można było oskarżyć o upodobanie do przemocy, czy brutalności. Colette Peerage nie posiadała broni i pomijając fakt, że kilka dni temu zdzieliła swojego narzeczonego kominkowym pogrzebaczem, nigdy wcześniej nie zrobiła nikomu krzywdy. Nie samodzielnie. Colette Peerage natomiast sama w sobie była swoją osobistą bronią, mając wszelkie narzędzia do tego, aby z lekkością i wprawą poruszać się w świecie, w którym ludzie kierowali się chęcią zysku, pragnieniami i głupimi mrzonkami. Ostatecznie to jej umiejętności i kompetencje chroniły ją podczas prowadzenia interesów z ludźmi z przestępczego świata. Ponieważ potrzebowali jej, wiedząc, ile mogą z nią zyskać. I ona również zyskiwała, choć nie interesowały jej pieniądze. Colette interesowała władza, bo choć Colette Peerage nie miała upodobania do przemocy fizycznej, lubowała się w tej symbolicznej, z której czerpała pełnymi garściami.
Uniosła nieznacznie brwi, w żaden sposób nie zdradzając się z dreszczem na granicy niepokoju, który przebiegł przez jej ciało. Sprawdzanie zaufania przez Wolfganga Windsora brzmiało niepokojąco. Mogło tak brzmieć. W przekonaniu Colette wystarczającym dowodem na nie nie był fakt, że siedziała z nim tu teraz.
Nie mam pojęcia. — Odparła, nie bojąc się powiedzieć tego na głos, bo Peerage nie znosiła, kiedy ludzie udawali, że posiadają wiedzę, której nie mieli. — Ale nie wątpię, że będzie to imponujący pokaz twojej siły, pozycji lub władzy. Mylę się? — Odwróciła głowę, aby spojrzeć na niego i ani przez chwilę nie opuścić wzroku, jakby już sam wyraz jego twarzy miał jej podpowiedzieć, czy miała rację. Ona sama uśmiechała się już nie w sposób typowo miły, a bardziej zaczepny. — Pokażesz mi coś z czego jesteś dumny i co sprawia ci przyjemność. — W końcu władza dla niego sama w sobie była już przyjemnością. A że kierowali się na obrzeża, a Wolf zdecydowanie liczył na wejście w jego grę, to Colette zmrużyła lekko oczy w zastanowieniu. — Fabryka Legacy?

Wolfgang Windsor
39 lat/a, 189 cm
prezes w Legacy
Awatar użytkownika
Don't mistake my kindness for weakness. I am kind to everyone, but when someone is unkind to me, weak is not what you are going to remember about me.
Whispers of life
Wydawał się niewzruszony i dość wprawnie ukrywał fakt, że dobrze się bawił, dręcząc kobietę brakiem jasnych odpowiedzi na temat celu ich wycieczki. Wolfgang nie zamierzał Cole przestraszyć, bo do tego potrzebowałby znacznie więcej niż podróży w nieznane w wygodnym samochodzie. Poza tym nic by nie zyskał. Bez wątpienia jednak czerpał satysfakcję z bycia jedynym, który wie, co wydarzy się dalej, choć pozornie odgrywał raczej rolę uprzejmie zatroskanego o jej komfort gospodarza.
Pierwszy z wniosku pasażerki wywołał lekkie zmarszczenie brwi, pomiędzy którymi pojawiła się płytka zmarszczka. Przechylił lekko głowę, spoglądając na Cole tak, jakby ta go uraziła.
Myślę, że przeceniasz rozmiary mojego ego — zganił ją, poprawiając się na wygodnym siedzeniu. Jeśli Wolfgang musiałby w ten sposób manifestować swoją władzę, to znaczyłoby, że tak naprawdę żadnej nie posiada. Poza tym podobna przesada zupełnie nie była w jego stylu, był na to zbyt sprytny i subtelny. — Ale mam nadzieję, że cel wycieczki obojgu nam sprawi przyjemność — zapewnił z tym enigmatycznym uśmiechem, w którym kąciki ust ledwie się unosiły i którego znaczenie trudno było odczytać. Nie było wiadomo, czy grozi, czy obiecuje.
Wolfgang dbał o swój wizerunek opanowanego i ostrożnego. Pozornie wydawał się wręcz nudny w minimalistycznych strojach, milczący i skupiony, ale wszystko to okazywało się jedynie grą, by dostatecznie długo patrzyło się w czujne zielone oczy.
Nie jedziemy do mojej fabryki — dodał, bo produkcja whisky tak naprawdę nigdy go nie obchodziła. Potrafił świetnie zarządzać biznesem, ale w odróżnieniu od swojego teścia nie żywił żadnego sentymentu do przekazywanej z pokolenia na pokolenie firmy. Dla Wolfganga były to jedynie cyfry, źródło pieniędzy i prestiżu, nie lepsze i nie gorsze od innych. Klejnot w koronie budowanego z pasją własnego imperium.
Dojazd na miejsce nie zajął im długo. W pewnym momencie zjechali w bok i przez chwilę samochód podskakiwał na wybojach ubitej drogi, pozostawiając daleko za nimi blask ulicznych latarni. W bladym świetle księżyca na horyzoncie pośród drzew majaczyły budynki starych magazynów, w których kiedyś składowano żywność. Auto zatrzymało się, a Wolfgang wysiadł, by obejść pojazd i otworzyć przed Cole drzwi. Podał jej dłoń, bo obawiał się, że spacer w eleganckich butach po nierównej ziemi i w półmroku nie będzie szczególnie wygodny.
Przepraszam cię za te warunki — zwrócił się do kobiety, jak zawsze mówiąc to, co wypadało. Lekko zacisnął dłoń na jej palcach i odruchowo dotknął pierścionka, który uznał za zaręczynowy, przesunął po nim kciukiem, prowadząc ją w kierunku jednego z ogromnych magazynów. Lampy samochodu oświetlały dziurawy, porośnięty mchem dach wysoko nad nimi i odpadający ze ścian tynk.
Miejsce na pewno nie wyglądało zbyt imponująco.
Wolfgang wolałby zabrać Cole na polanę, na której sam uczył się strzelać po raz pierwszy z Herrerą, ale to nie był odpowiedni czas, ani pora roku na taką sentymentalną wycieczkę.
Za pół roku ta ziemia zyska na wartości. Zmienia się plan zabudowy — rzucił mimochodem, choć nie zrobił tego tonem przechwałki, ani by wypełnić ciszę. Otworzył przed Cole ogromne, metalowe drzwi, które ustąpiły z niepokojącym skrzypieniem. Znaleźli się w ogromnej hali, w której każdy krok niósł się echem na tle cichego pomrukiwania zapasowego generatora. Światło gwiazd wpadało tu przez wybite szyby, panował lekki chłód, ale nie unosił się żaden drażniący zapach.
Wypuścił dłoń swojej towarzyszki, która mogła już swobodnie stąpać po betonowej podłodze, sam na moment wrócił do drzwi, by po chwili ogromną przestrzeń zalało żółtawe światło żarówek.
Potrafisz się tym posługiwać? — zapytał, niespodziewanie wyciągając w jej kierunku broń. Trzymał pistolet położony na dłoni, zabezpieczony i skierowany lufą w swoją stronę. Miał go przy sobie cały wieczór, bo spluwa zawsze dawała mu poczucie bezpieczeństwa. Poza tym Nowy Orlean w ostatnich tygodniach był niespokojny, a Windsor zawsze był przygotowany.

Colette Peerage
Zablokowany

Wróć do „Rozgrywki”