Zablokowany
39 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
„Nie wiem, czy bardziej tęsknię za nią… czy za sobą z czasów, gdy jeszcze potrafiłem kochać bez lęku.”
Whispers of life
002. Dance again

Dzień zaczął się dla mnie jak każdy inny. Za wcześnie, za cicho i zbyt ciężko. Niebo jeszcze nie zdążyło się przebić przez noc, kiedy opuściłem mieszkanie, zostawiając za sobą zapach kawy i chłodne milczenie salonu. W pracy było jak zwykle. Raporty, zdjęcia, rozmowy. Ślady ludzkich dramatów zaklęte w śladach krwi i niedokończonych zdaniach. Kolejna sprawa, kolejna sekcja, kolejna godzina patrzenia w śmierć z dystansem, który z czasem przestaje być wyborem, a staje się skórą, którą nosisz.
Wyszedłem z biura, zanim słońce zniknęło za horyzontem. Powinienem był wrócić prosto do domu, zjeść coś na szybko i zatopić się w ciszy salonu, jak robiłem to przez większość wieczorów ostatnich miesięcy, ale coś we mnie buzowało, jakby domagało się czegoś innego. Pragnąłem ucieczki, chociażby na chwilę.
Oparłem się o maskę samochodu i odpaliłem telefon. Przewijałem bez celu wiadomości, powiadomienia, reklamy. Zatrzymałem się na ogłoszeniu „Queen’s School of Dance" oferującej naukę tańca dla każdego. Poniżej podany był adres, kilka godzin zajęć w tygodniu i zdjęcie instruktora, którego uśmiech wyglądał zbyt pewnie jak na mój gust, ale coś mnie tknęło.
Nie miałem pojęcia, co mnie podkusiło. Może ten impuls, że muszę zrobić coś zupełnie niepasującego do mojego życia. Może świadomość, że ciało, które nie potrafi się ruszać w rytm, może przynajmniej znaleźć w tym jakiś sens. A może wspomnienie tańca, którego już nie było i którego cień chciałem jeszcze raz poczuć.
Gdy dotarłem na miejsce, stałem przed drzwiami dłużej, niż było to konieczne. Poprawiłem kołnierz marynarki, przełknąłem ślinę i wszedłem. Zapach drewna i lekkiej woni potu uderzył mnie od razu. Wnętrze było przestronne, nowoczesne, ale nie sterylne. Lustra ciągnęły się wzdłuż jednej ściany, naprzeciwko stały głośniki, wieszaki i butelki z wodą. Usłyszałem muzykę w tle. Był to elektroniczny beat, powtarzający się z lekkością, która zdawała się przeczyć ciężarowi z jakim nosiłem swój dzień.
Zrobiłem krok do przodu. Potem kolejny. Gdy zatrzymałem się przy recepcji, odezwałem się, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać po własnym głosie. – Dobry wieczór – rzuciłem cicho, rozglądając się. – Liczę, że jeszcze będę mógł się zapisać i że przyjmujecie takie osoby jak ja.

Mikke Liikanen
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
29 lat/a, 183 cm
instruktor tańca nowoczesnego w Queen’ School of Dance
Awatar użytkownika
Me sukellettii
Ultraviolettii
Ja me unohdettii
Mikä sito meit kii
Whispers of life
pahin painajainen
#16 dance again
Mikke uwielbiał tańczyć.
Czasami zastanawiał się, co by było gdyby jednak do tego nie powrócił. Czy ułożyłby sobie życie? Pewnie tak, zawsze był ambitny i uparcie dążył do celu. Czy jednak byłby szczęśliwy? Raczej nie. Zawsze czegoś brakowałoby mu w życiu. Taniec pozwalał mu wyrzucić z siebie wszystkie emocje, które nosił głęboko w sercu i nie potrafił o nich nikomu opowiedzieć. Był formą przekazu, której potrzebował ł tak samo mocno jak życiodajnego tlenu.
A przede wszystkim – kochał pokazywać innym, że mogą zrobić dokładnie to samo. Mogą też czerpać radość z każdego ruchu. Nie od dzisiaj było wiadome, że aktywność fizyczna wyzwalała endorfiny, a te właśnie sprawiały, że człowiekowi było nieco lżej na duchu.
Dziś prowadził naprawdę wiele zajęć, ale głównie czekał na te ostatnie czyli zajęcia typu open/ Mógł przyjść na nie praktycznie każdy, niezależnie od swojego poziomu, czy nawet świadomości swojego ciała. Uwielbiał je, ponieważ tutaj głównie skupiali się właśnie na wydobywaniu z siebie radości. Nikt nie musiał powtarzać po nim idealnie ruchów, a choreografie zresztą nie były specjalnie wymyślne. Było też dużo pola do własnej interpretacji – oczywiście o ile ktoś się otworzył. Kochał widzieć, jak pojawiają się coraz to nowsze twarze, a te starsze czasami dawały przekonać się do zajęć o nieco wyższym poziomie. Zapisywał to sobie w głowie, jako jego małe, prywatne sukcesiki.
Zajęcia z zaawansowaną grupą dobiegły końca, ale muzyka grała dalej. Z pierwszej sali wyszło kilkanaście osób. Wyglądali na bardzo zmęczonych. Nim młoda dziewczyna siedząca na recepcji zapytała się, o które zajęcia chodzi (wcześniej rzecz jasna wymieniła z nim uprzejmości), z tej samej sali wyłonił się sprawca całego zamieszania. Ten wyglądał bardzo rześko, choć jego poskręcane w loczki jasne włosy były mokre.
Podszedł do dziewczyny, zgrabnie wymijając nowego mężczyznę. Sięgnął po coś za wysokim kontuarem. Była do podkładka z dokumentami. Zaczął odhaczać nazwiska osób, które dzisiaj faktycznie były na zajęciach. Nienawidził tej papierologii, ale po każdych zajęciach musiał to robić, by ostatecznie faktycznie potwierdzić, czy dane osoby były czy nie.
Poczuł na sobie wzrok dziewczyny. Zmrużył lekko oczy, a na czole pojawiła się pozioma zmarszczka. Zapytał bezgłośnie co?. Potem zrozumiał. Odwrócił się do mężczyzny.
- Przepraszam. Moja koleżanka wysyła mi naprawdę sprzeczne sygnały. Pan na zajęcia? – zapytał łagodnie. Mówił poprawną angielszczyzną, było w dodatku w tym jego akcencie coś, co mogło zdradzać, że kiedyś za mocno zasiedział się na wyspach. Raczej nie można było wywnioskować, że był Finem. Nie mówił tak jak oni, przynajmniej nie gdy mówił po angielsku. – Ale chyba nie w takim pięknym garniturze. Szkoda go. Jestem Mikke. Nie Mike *[maɪk]*. – Podał mu rękę w geście przywitania się. Wyraźnie zaakcentował swoje imię z podwójnym „k” w środku.

Quentin Everhart
39 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
„Nie wiem, czy bardziej tęsknię za nią… czy za sobą z czasów, gdy jeszcze potrafiłem kochać bez lęku.”
Whispers of life
Nie wiedziałem, czego się spodziewać. Może chłodnej obojętności, może sztucznej uprzejmości, może krótkiego: „dzisiaj już nie przyjmujemy”, a może po prostu liczyłem, że ktoś popatrzy na mnie i bez słowa zrozumie, że nie przyszedłem tu tylko się uczyć. Przyszedłem, ponieważ musiałem, bo kiedy świat zaczyna cię dusić, szukasz miejsc, gdzie jeszcze możesz oddychać.
Jego głos był inny niż się spodziewałem. Ciepły, łagodny, z ciekawym akcentem, który nie przeszkadzał, a wręcz pomagał. Podał mi dłoń i nagle poczułem, że to miejsce może nie być takie jak inne. Automatycznie uścisnąłem mu rękę, a następnie spojrzałem mu na moment w oczy. Krótko, ale wystarczająco. Było w nim coś, czego nie potrafiłem zdefiniować. Może ta pewność, może spokój, a może zmęczenie, które znałem aż za dobrze. W każdym razie nie patrzył na mnie jak na kogoś obcego, ani jak na kogoś, kto zaraz się wycofa. Patrzył na człowieka, który zrobił pierwszy krok ku czemuś nowemu.
Quentin – powiedziałem tylko. Prosto, bez tytułów, bez nazwiska. To imię wystarczyło. Miało w sobie cały bagaż, który niosłem ze sobą. Wzruszyłem lekko ramionami na uwagę o garniturze. Faktycznie nie pasowałem do tego miejsca. Tkanina marynarki wydawała się cięższa niż zwykle, a skórzane buty były zbyt sztywne na parkiet. Ale nie zamierzałem się tłumaczyć. Nie dzisiaj.
Miałem wrócić do domu – rzuciłem półgłosem. – Ale nie chciałem. – Nie wyjaśniałem więcej. I tak powiedziałem za dużo. Ten wieczór nie należał do analiz, tylko do prób i do niepewnych kroków na obcym terenie. Stałem tam jeszcze chwilę, nie wiedząc, czy mam już wejść, czy jeszcze poczekać na jakiś znak. Muzyka w tle wciąż grała. Poczułem, że moje ciało na nią reaguje. Minimalnie i ledwie zauważalnie, ale jednak coś tam czułem. Gdzieś głęboko we mnie coś przypomniało sobie, jak to jest się poruszyć nie po to, by kogoś dogonić, przesłuchać i ocenić, ale po to, by po prostu... być.
Oparłem dłoń na drewnianym blacie recepcji, a pod palcami poczułem lekkie zarysowania w lakierze. Zwykłe ślady codzienności, podobne do blizn na skórze ciała. – Nie wiem, czy się nadaję – powiedziałem po chwili ciszy. – Ale chcę spróbować.
To nie była deklaracja ani prośba. Bardziej wyznanie lub prosty fakt. Zauważyłem kątem oka, jak zza drzwi wyłaniają się inni ludzie. Zmęczeni, ale uśmiechnięci. Krople potu błyszczały na ich skroniach. Patrzyłem na nich z mieszaniną zazdrości i podziwu i nagle nie czułem się już tak bardzo obco. Nie wiedziałem, jak mi pójdzie, czy wytrwam, czy w ogóle będzie tu dla mnie miejsce, ale jeśli taniec ma coś w sobie z prawdy, to może czas wreszcie powiedzieć swoją. Nawet jeśli na początku będzie ona nieporadna.

Mikke Liikanen
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
29 lat/a, 183 cm
instruktor tańca nowoczesnego w Queen’ School of Dance
Awatar użytkownika
Me sukellettii
Ultraviolettii
Ja me unohdettii
Mikä sito meit kii
Whispers of life
pahin painajainen
- Quentin – powtórzył po nim, by było mu łatwiej zapamiętać jego imię. Uznał, że raczej nie będzie problemu. Wystarczy, że przypomni sobie jego odświętny garnitur i już doklei do jego twarzy odpowiednie imię. Grunt to mieć odpowiednie wejście!
Mikke pokiwał głową. Czasami zdarzało się, że ktoś w ogóle nie planował, by tutaj wejść. Zaś niektórzy czaili się całymi tygodniami, zanim podjęli odpowiednią decyzję. Jak widać, Quentin należał do osób z tej pierwszej kategorii. Zaimponował mu już na wejściu. Kiedyś usłyszał od siostry, że całe nasze życie określa ten jeden szalony czyn. Życie Liikanena mocno się to wpisywało. Skoro jednak wrócił do tańca po studiowaniu na Oksfordzie, coś w tym było.
- I właśnie to, że chcesz spróbować, sprawia, że się nadajesz. Każdy, kto tylko chce spróbować – właśnie zrobił pierwszy krok w stronę tanecznej przygody. – Może trochę niedyskretnie ocenił jego sylwetkę, jednak musiał to zrobić. Miał wrażenie, że byli dokładnie tego samego wzrostu. Nosili tylko buty w innym rozmiarze (Mikke miał jednak mniejszą stopę), ale to też da się załatwić. To naprawdę nie był pierwszy raz, kiedy ktoś wpadał na zajęcia zupełnie z „ulicy”. Czasami kursanci zapominali swoich rzeczy, a bardzo chcieli wziąć udział w zajęciach. Szkoła była przygotowana na takie sytuacje. – Ci akurat są mocno zaawansowani, my raczej tak nie skończymy, jeśli tego nie chcemy. Te zajęcia, które zaraz będę prowadzić, są dla osób, które chcą się odprężyć, poruszać i przede wszystkim dobrze się bawić. – Zauważył ten wzrok. Zazdrość i podziw, jeśli oczywiście się nie mylił. Wolał od razu zaznaczyć, że ten trening nie będzie aż tak intensywny.
- To co? Chcesz spróbować? – Nad jego ramieniem uśmiechnął się do paru innych osób, które ich mijały, podając swoje karnety dziewczynie z recepcji. – Nie musisz nic podpisywać. Zobacz, sprawdź. Jeśli uznasz, że to ma jakiś głębszy sens – zostań. – Nie silił się już na nienaturalną w języku angielskim formę „pan”. W fińskim też o nią było trudno (w nim nawet nie było formy osobowej, nie rozróżniali płci), dlatego nigdy nie rozumiał koncepcji trybu grzecznościowego. – Jeśli chodzi o coś na przebranie, wydaje mi się, że mogę pożyczyć Ci coś swojego i nie będziesz wyglądać źle. Buty… Coś znajdę.

Quentin Everhart
39 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
„Nie wiem, czy bardziej tęsknię za nią… czy za sobą z czasów, gdy jeszcze potrafiłem kochać bez lęku.”
Whispers of life
Słuchałem go uważnie, nie przerywając ani słowem. Każde jego zdanie wchodziło we mnie głębiej niż byłem gotów przyznać. Może dlatego, że było w nich coś szczerego, a może po prostu dlatego, że mówił tak, jakby naprawdę wierzył w to, co mówił, a nie jak ktoś, kto odgrywał rolę instruktora, przyzwyczajonego do powtarzania tych samych frazesów początkującym.
Czułem, jak moje ramiona powoli się rozluźniają. Napięcie, które niemal zawsze trzymało mnie za kark, odrobinę odpuściło. Niewiele, ale wystarczająco, bym poczuł, że jeszcze jestem człowiekiem, a nie tylko pustym garniturem wędrującym od sprawy do sprawy. Widziałem, jak ocenia moją sylwetkę, choć robił to dyskretnie, niemal odruchowo, bez cienia oceny czy krytyki w oczach. Byłem przyzwyczajony do takich spojrzeń. W pracy często patrzyłem na ludzi tak samo szybko, analitycznie i bez emocji, ale tutaj to spojrzenie nie było narzędziem, tylko zaproszeniem i to stanowiło coś nowego.
Kiedy zaproponował, że może pożyczyć mi ubrania na przebranie, uśmiechnąłem się lekko i pokręciłem głową. – Nie trzeba – powiedziałem cicho, z pewnym zawahaniem, upewniając się sam przed sobą, czy naprawdę zamierzam zostać. – Mam rzeczy w aucie. Zawsze mam w bagażniku torbę, którą zabieram na siłownię.
Nie tłumaczyłem więcej. Odwróciłem się w stronę wyjścia i ruszyłem szybkim krokiem przez korytarz. W głowie miałem tylko jeden cel – wrócić jak najszybciej, zanim stracę odwagę i się rozmyślę. Na zewnątrz uderzyło mnie chłodne powietrze. Auto znalazłem bez problemu. Z cichym kliknięciem pilota otworzyłem zamek. Rzuciłem marynarkę na tylne siedzenie i sięgnąłem po torbę leżącą w bagażniku. W środku były sportowe spodnie, luźna koszulka i lekko znoszone buty na zmianę. Proste rzeczy, które nosiłem niemal od niechcenia, prawie ich nie zauważając.
Zatrzasnąłem bagażnik i wróciłem do budynku, czując, jak serce bije mi trochę za szybko. W szatni szybko się przebrałem. Garnitur, który jeszcze chwilę temu wydawał się moją drugą skórą, teraz leżał na ławce. Koszulka przykleiła się do mojej skóry chłodnym materiałem, lecz była o wiele wygodniejsza od ciasnej koszuli. Przeciągnąłem dłonią po karku, próbując zrzucić resztki napięcia.
Spojrzałem w lustro. Bez krawata i sztywnej marynarki czułem się znacznej lepiej, a już na pewno byłem bardziej rozluźniony. Poszedłem na salę i czekałem aż nadejdzie Mikke, robiąc w międzyczasie rozgrzewkę.

Mikke Liikanen
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
29 lat/a, 183 cm
instruktor tańca nowoczesnego w Queen’ School of Dance
Awatar użytkownika
Me sukellettii
Ultraviolettii
Ja me unohdettii
Mikä sito meit kii
Whispers of life
pahin painajainen
Mikke kiwnął głową.
- Świetnie! – Teraz mężczyzna nie miał wyboru. Musiał tutaj wrócić. Oczywiście zawsze była możliwość, że jednak wycofa się i wcale nie wróci, ale Liikanen wątpił, że tak będzie. Czuł, że Quentin jest z tych ludzi, którzy jednak podejmują próbę i nie rezygnują, zanim w ogóle czegoś spróbują. Jeśli po treningu okaże się, że to nie dla niego – to przecież nic się nie stało. Czasami też tak bywało. Ostatnio przyszła do nich dziewczyna, która spróbowała i jednak wybrała się do nich na zumbę. I to też było super! Mikke nigdy nie brał rezygnacji z zajęć personalnie, bo dobrze wiedział, że ludzie są różni, maja różne predyspozycje i różne odczucia. Taniec miał przede wszystkim sprawiać radość. On przecież też natrafił na niektóre zajęcia i choreografie, które zupełnie mu nie leżały. Słuchał więc siebie i nigdy nie robił niczego wbrew sobie.
Kiedy Quentin poszedł do samochodu, a później do męskiej szatni, by się przebrać, Liikanen wypełnił różne dokumenty dla dziewczyny na temat poprzednich zajęć, które prowadził. Wrzucił również filmy na grupę swoich uczniów, by mogli sobie je wrzucić na swoje socialki. Przesłał je również dziewczynie z recepcji, by w wolnej chwili coś z tego skleciła. Zawsze pod koniec dnia wrzucali parę filmików w zajęć – głównie tych zaawansowanych – na story na Instagrama szkoły.
Zerknął na zegarek. Miał niecałą minutę, by pojawić się w pierwszej sali. Złapał za izotonik, który leżał za ladą recepcji i ruszył do swoich kursantów.
Sala była duża, jasna. Na dłuższym boku ściany znajdowały się lustra – od podłogi aż po sufit. Nikt nie mógł tutaj przejść niezauważony. Czasami niektórych to przerażało, ale po pierwszych chwilach można było się do tego przyzwyczaić. Kursantów było około dwudziestu i w bardzo różnym wieku, a także o różnych typach ciała. Najstarszy był chyba mężczyzna, który był jeszcze przed sześćdziesiątką, ale całkiem dobrze się trzymał. Najmłodsza dwudziestoparolatka, wyglądająca na psychofankę fitnessu.
- Cześć, jak po wtorku? Wszystko dobrze? – zapytał Mikke, wchodząc do sali. Od razu podłączył swój telefon do nagłośnienia na sali, bo rozległ się charakterystyczny dźwięk podłączanego urządzenia. – Dzisiaj spróbujemy nowej choreografii. Mam dla nas nowy pomysł, ale zanim Wam pokażę – rozgrzewka! – Zarządził. Odłożył swój izotonik oraz telefon na specjalną półkę przy drzwiach.
Mikke stanął na środku sali w pierwszym rzędzie, sprawdzając, czy ma odpowiednią przestrzeń.Za pomocą smartwatcha wybrał piosenkę. Sala wypełniła się pierwszymi dźwiękami remixu „Queen of Kings”.
- Zaczniemy od czegoś prostego – powiedział z uśmiechem, pokazując ręką, by wszyscy znaleźli dla siebie trochę miejsca. – Pamiętajcie, by zrobić sobie trochę miejsca i patrzymy się przed siebie w swoje odbicie w lustrze! Jeśli siebie nie widzicie – to znaczy, że źle stoicie!
Uniósł ręce w górę i zaczął powoli nimi kręcić, rozgrzewając ramiona.
- Duże koła, najpierw w jedną stronę i… zmiana! – Jak zaczęli rozgrzewać górę, Mikke dodał do tego krok dostawny – w prawo i w lewo.
- Świetnie wam idzie! – pochwalił ich. – Teraz trochę energii – pajacyki! Ale pamiętajcie: jeśli potrzebujecie i wolicie spokojniej, wystarczy przenosić ciężar z nogi na nogę. – Grupa ruszyła się jeszcze bardziej. Mikke zauważył, jak starszy pan z tyłu wykonuje wersję z podskoków, a najmłodsi robią to z wyraźną lekkością.
- Super, każdy robi na swoim poziomie! Pamiętajcie, że taniec ma sprawiać frajdę, a nie was męczyć! – rzucił, robiąc kilka pajacyków z przesadną elegancją, co rozbawiło kilkoro osób.
Podczas refrenu pokazał im krótką sekwencję: krok do przodu, obrót i klaśniecie nad głową.
- Luz, bawcie się tym! – zachęcił, sam podkreślając każdy ruch biodrami, jakby co najmniej był na wielkim stadionie i występował z Lady Gagą. Po kilku minutach, gdy na policzkach wielu pojawiły się pierwsze rumieńce, Mikke zatrzymał muzykę.
- Jesteście rewelacyjni! A teraz chwila na łyk wody i zaraz weźmiemy się za nową choreografię.

Quentin Everhart
39 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
„Nie wiem, czy bardziej tęsknię za nią… czy za sobą z czasów, gdy jeszcze potrafiłem kochać bez lęku.”
Whispers of life
Wróciłem na salę zaraz po przebraniu. Koszulka luźno opadała mi na ramionach, a miękkie spodnie dawały w końcu jakąś swobodę ruchu. Przez chwilę stałem przy wejściu, przyglądając się wszystkiemu z dystansu. Sala była pełna ludzi, których twarze zdradzały zaskakującą mieszankę skupienia, radości i trochę nieśmiałości.
Muzyka już grała, delikatny, ale dynamiczny bit pulsował pod moją skórą, zmuszając serce do szybszego bicia. Czułem, jak napięcie w ramionach powoli ustępuje pod naporem ciepła, które wypełniało to miejsce. Ludzie nie przyszli tu być najlepsi, tylko by spróbować. A ja… ja też tu byłem. Pierwszy raz od dłuższego czasu po prostu byłem, nie próbując kontrolować każdej sekundy.
Zająłem miejsce z boku sali, jak najbliżej ściany, ale wystarczająco blisko, by mieć widok na Mikke i na własne odbicie w lustrze. Uniosłem wzrok, widząc, jak krzątał się przy sprzęcie. Wyglądał pewnie, ale bez sztucznej pozy. Jak ktoś, kto naprawdę wie, co robi, ale nie potrzebuje się tym popisywać.
Kiedy rozbrzmiały pierwsze dźwięki „Queen of Kings”, wciągnąłem głęboko powietrze, czując, jak rytm oplata moje ciało. Mikke zarządził rozgrzewkę. Uniosłem więc ręce i zacząłem powoli kręcić ramionami, najpierw w jedną stronę, potem w drugą, czując przy tym lekkie trzaski stawów.
Patrzyłem w lustro, na własne odbicie, które wydawało się mniej obce niż jeszcze pół godziny temu. Kiedy Mikke wprowadził krok dostawny, prawo – lewo, próbowałem nadążyć, chociaż moje ciało protestowało przy każdym przesunięciu ciężaru. Nie byłem zwinny, a tym bardziej nie byłem lekki. Pajacyki były wyzwaniem. Mięśnie nóg paliły, ale w dziwny sposób było to oczyszczające.
Mikke instruował nas z przodu, a ja śledziłem go wzrokiem, starając się naśladować kroki: przód, obrót, klaśnięcie nad głową. Brzmiało prosto. W wykonaniu wyglądało nieco mniej spektakularnie. Moje obroty były niezdarne, klaśnięcia spóźnione, ale nie czułem wstydu. W końcu był to mój pierwszy raz.
W sali panowała bardzo miła energia. Ludzie śmiali się cicho, kiedy coś im nie wychodziło, poprawiali ruchy, czasami improwizowali. Nikt nie był tu idealny i właśnie dlatego każdy był na swój sposób doskonały. Podczas krótkiej przerwy na wodę usiadłem na chwilę pod ścianą, czując, jak pot ścieka mi po karku. Wziąłem kilka głębokich oddechów, starając się uspokoić serce. Palce drżały mi od wysiłku, a mimo to czułem pewien rodzaj satysfakcji, którego dawno nie doświadczałem.
Poprawiłem koszulkę na ramieniu, wstałem i znowu ustawiłem się w szeregu. Czułem, jak moje ciało zaczyna się budzić do życia w sposób, którego nie znałem od lat. Kiedy przerwa się przeciągała o kilka sekund dłużej, zebrałem w sobie resztki odwagi i ruszyłem powoli w stronę Mikke. Czułem, jak pot pod lepką koszulką zaczyna zastygać, ale nie zwracałem na to uwagi.
Zatrzymałem się obok niego, nieco nieporadnie przecierając dłonie o materiał spodni. – Dzięki, że mogę tu być – odezwałem się cicho, ale wystarczająco pewnie, by nie musieć tego powtarzać. – Nie wiem jeszcze, czy mam jakikolwiek talent... ale chyba pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę chcę spróbować.
Spojrzałem na niego, szukając w jego twarzy tej samej szczerości, którą poczułem na wejściu. Nie szukałem aprobaty. Chciałem tylko wiedzieć, że dobrze zrobiłem, stawiając dziś pierwszy krok. – Mam nadzieję, że nie będziesz żałował, że mnie przyjąłeś – dodałem z lekkim, może odrobinę niepewnym uśmiechem.

Mikke Liikanen
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
29 lat/a, 183 cm
instruktor tańca nowoczesnego w Queen’ School of Dance
Awatar użytkownika
Me sukellettii
Ultraviolettii
Ja me unohdettii
Mikä sito meit kii
Whispers of life
pahin painajainen
Mikke dokładnie rozglądał się po sali, by sprawdzać, czy każdy dobrze się czuje. Atmosfera atmosferą, ale zawsze dbał o samopoczucie każdego. Ważne było, by każdy robił wszystko w swoim tempie i oczywiście przy tym dobrze się bawił. Najczęściej zerkał nie na nowego Quentina w grupie, ale na starszego pana. Ten jak zwykle radził sobie wspaniale. Był w sumie dumny, że mężczyzna nie opuścił ani jednych zajęć.
Przerwa przeciągnęła się lekko, ale Mikke zawsze dostosowywał ją do potrzeb swojej grupy. Sam chwycił swój izotonik, by odpowiednio się nawodnić. W przeciwieństwie do grupy - on miał już za sobą pięć godzin takich zajęć. Ta była szósta. Wykorzystał też fakt, że sala nie była wynajęta i nie odbywały się tutaj żadne zajęcia, dlatego trenował sam, wymyślając kolejne inspiracje. Chciał je pokazać swojej przyjaciółce, więc były raczej osobistymi choreografiami. To dokładało mu kolejne godziny treningu. Cóż, dzisiaj na pewno miał już wszystkie cardio obcykane. Nie musiał iść na siłownię, pływalnię albo biegać w parku. W zupełności wystarczy mu to, co zrobił dzisiaj.
Powrócił na środek, ale nie przywoływał grupy. Zawsze dawał im czas, aby sami wrócili na miejsca. To wykorzystał Quentin, by do niego podejść. Uśmiechnął się do niego. Na jego ostatnie słowa jednak pokręcił przecząco głową.
- Ja chciałbym, żebyś to Ty nie żałował, że przyszedłeś i faktycznie będziesz chciał przyjść jeszcze raz. Świetnie Ci idzie, naprawdę! Umiesz się rozluźnić i nie przejmujesz się, jeśli nie trafisz w rytm, a o to właśnie chodzi. – Nigdy nie żałował, że ktoś przyszedł do grupy. Cieszył się z żadnego ucznia. Bardziej żałował, gdy ktoś musiał z różnych powodów zrezygnować. Raz jedna dziewczyna chciała rezygnować z powodów finansowych, ale jej nie pozwolił – sam opłacał dla niej karnet. Widział, że te zajęcia pozwalały jej na rozwój i odgonienie od siebie złych myśli. Nie mógł pozwolić, by finanse sprawiły, że przestałaby tańczyć.
- Gotowy na rundę drugą? – Wskazał mu miejsce obok siebie. Była tam wcześniej i tak przerwa, którą mógł wypełnić, jeśli czuł się na siłach i nieco pewniej. Jeśli nie, mógł wrócić na swoje miejsce. Liikanen nigdy nie stawiał na swoim, jeśli chodziło o zajęcia. Każdy mógł wybrać miejsce, gdzie czuł się odpowiednio.
- No dobra, koniec przerwy! – I tak wszyscy wrócili już na swoje miejsca. Mikke zerknął na swój zegarek. Włączył aplikację sterującą muzyką, odnalazł odpowiedni utwór, ale jeszcze go nie odpalał. – Na prośbę naszego ukochanego Barry’ego, – Spoglądał co prawda w lustro, ale zerknął na starszego pana. – wziąłem na warsztat „Espresso” Sabriny Carpenter. Wszyscy ją kochamy, prawda Barry? – Mężczyzna zaraz ochoczo zagregował, słysząc że będą tańczyć do jego ulubionej piosenki z radia. Innym również podobała się propozycja.
- Od razu próbujemy, dobrze? – Zaproponował. Uśmiechnął się szeroko i nacisnął „play” na swoim zegarku. – Chcę widzieć wasze najlepsze ruchy! Krok w prawo, dostawiamy nogę, krok w lewo i dostawiamy.
Po kilku powtórkach, gdy zauważył, że gruba zaczyna łapać rytm, przeszedł do kolejnych elementów.
- Teraz dodamy ręce! – Pokazał, unosząc jedną rękę na wysokość barków. Wykonał płynne, szerokie ruchy w rytm muzyki. – W lewo, w prawo! Pamiętajcie, wasze ręce nie mogą być sztywne, chodzi o to, aby ruch był lekki i naturalny. Dajcie się ponieść muzyce.
Liikanen przyglądał się każdemu, powtarzając raz po raz figury, które ćwiczyli. Następnie przyszedł czas na nieco trudniejsze rzeczy, ponieważ dodali krok w przód, mały obrót zaczynający się od lewej stropy, a następnie kolejny krok w tył.
Zatrzymał muzykę na chwilę, by dać wszystkim czas na połączenie kroków. Bez muzyki przećwiczyli całą sekwencję.
- To teraz w pełnym rytmie! – Puścił raz jeszcze piosenkę. – Pamiętajcie, że taniec to zabawa, nie perfekcja!

Quentin Everhart
39 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
„Nie wiem, czy bardziej tęsknię za nią… czy za sobą z czasów, gdy jeszcze potrafiłem kochać bez lęku.”
Whispers of life
Widziałem, że Mikke odpowiada uśmiechem. Kiwnąłem głową, z ulgą przyjmując jego reakcję. – Gotowy jak nigdy. – Skierowałem się na miejsce bliżej przedniego rzędu. Była w tym jakaś głupia odwaga, stanąć tam na widoku, zamiast ukryć się gdzieś na tyłach. Każdy mój ruch odbijał się w lustrze, powielony dziesiątki razy.
Gdy muzyka w końcu ruszyła, rytmiczne dźwięki "Espresso" zalały salę. Krok w prawo, dostawienie. Krok w lewo, dostawienie. Brzmiało prosto, ale mojemu ciału zajęło to jednak parę sekund więcej, zanim przypomniało sobie, jak to jest podążać za czymś więcej niż logiką. Skupiłem się. Na początku każdy mój ruch był zbyt sztywny, jednak w lustrze widziałem, że nie tylko ja miałem podobny problem. Ta świadomość trochę mnie uspokoiła.
Kiedy Mikke dodał ruchy rąk, przez chwilę zgubiłem synchronizację. Lewa ręka chciała robić coś zupełnie innego niż prawa, a nogi nie były nawet uprzedzone o zmianach. Zaśmiałem się cicho pod nosem i zamiast wkurzyć się na siebie, odetchnąłem głębiej. Przecież nie chodziło tu wcale o perfekcję. Skupiłem się po prostu na tym, by płynąć razem z muzyką. Nie myślałem już o krokach, ani nie analizowałem wszystkiego jak w pracy umowy prawne na pięćset stron. Ręce miały być lekkie, biodra mogły się ruszać. A nogi, no cóż, one robiły, co mogły.
Podczas kolejnych powtórzeń czułem, jak ciało powoli zaczyna nadążać. Jak ruchy, choć dalekie od idealnych, zaczynają zazębiać się w coś, co przypominało taniec. To nie był jeszcze występ na scenie, ale też nie była to już katastrofa. Mike zatrzymał muzykę na moment, żeby przećwiczyć całość bez dźwięków. W ciszy sala wydawała się jeszcze większa, a lustra chłonęły każdy gest. Wtedy jednak odkryłem coś nowego. W ciszy łatwiej było mi złapać sens ruchu. Nie gubiłem się w rytmie.
Ponownie włączona muzyka uderzyła mnie falą. Tym razem nie analizowałem, a po prostu zrobiłem krok w prawo i dostawiłem. Następnie krok w lewo i znów dostawienie. Kiedy przyszła kolej na obrót, zawahałem się przez ułamek sekundy, ale potem pozwoliłem ciału zrobić to, co chciało. Lewa stopa zakreśliła łuk, obrót... krok w tył... i byłem tam, gdzie miałem być. Złapałem krótkie spojrzenie swojego odbicia w lustrze i po raz pierwszy od bardzo dawna nie zobaczyłem w nim faceta, który uciekał przed czymkolwiek.
Kiedy piosenka dobiegła końca, lekko dyszałem, ale nie z wycieńczenia. Raczej z tego nowego rodzaju energii, której nie czułem od miesięcy. Było w niej coś świeżego. Chwyciłem za butelkę z wodą i przesunąłem dłonią po mokrej od potu szyi. W sali panował lekki szum rozmów i śmiechów, a ja po prostu stałem nieruchomo, po prostu chwytając oddech. Podszedłem po chwili do Mikke'go i rzuciłem – Jeśli to jest ten drugi etap... to chyba chcę zobaczyć, co będzie dalej.

Mikke Liikanen
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
29 lat/a, 183 cm
instruktor tańca nowoczesnego w Queen’ School of Dance
Awatar użytkownika
Me sukellettii
Ultraviolettii
Ja me unohdettii
Mikä sito meit kii
Whispers of life
pahin painajainen
Mikke był zadowolony z pracy grupy. Ba! Napawał się dumą, widząc, jak dobrze sobie poradzili. Najważniejsze było to, że faktycznie bardzo dobrze się bawili. Zerknął kątem oka na nowego Quentina – on również wyglądał na szczęśliwego. Na zegarku włączył muzykę, ale o wiele ciszej, by jedynie brzmiała w tle. Klasnął zadowolony w dłonie.
- Brawo! Jeszcze raz brawo! – Przeciągnął dłonią po parku, jakby zrzucał z siebie napięcie całych zajęć. Spojrzał jeszcze raz na salę i wszystkich – uśmiechnął się szeroko widząc, jak są rozgrzani, mają zmierzwione włosy i byli z siebie zadowoleni.
Sam miał podejść do Quentina, ale ten zrobił szybciej.
- Wiesz – powiedział cicho, lekko konspiracyjnym szeptem – jak patrzyłem na to, jak się ruszasz… To nie widziałem chłopaka, który przyszedł nauczyć się kilu kroków. Widziałem za to gościa, który naprawdę zatańczył. – Zawiesił na chwilę wzrok na mężczyźnie, a następnie dodał:
- Według mnie jesteś gotów na więcej. Nie na więcej kroków, a właśnie na więcej siebie. I jeśli chcesz, to w przyszłym tygodniu spróbujemy czegoś nowego. – Ucieszył się, słysząc jego słowa, że faktycznie chce zobaczyć, co będzie dalej. Trzeba było kuć żelazo, póki było ono gorące. – Przepraszam na chwilę. – Kiwnął do niego głową.
Ostatni raz zwrócił na siebie uwagę wszystkich zebranych na sali. Zerknął na zegarek, trochę przedłużył zajęcia, ale te były i tak ostatnie, dlatego nie musiał się przejmować tym, że nie zdążą na czas przewietrzyć sali i przygotować ich dla innych kursantów.
- Moi drodzy! Jeszcze raz – dziękuję za dzisiaj! Daliście z siebie naprawdę bardzo dużo i jestem z Was bardzo dumny. Pokazaliście mi kawałki swoich duszy, bawiliście się przy tym i mam nadzieję, że dzięki temu naszemu układzikowi, poczuliście przypływ endorfin! Za tydzień wrócimy do tego znowu! A z niektórymi widzimy się na zajęciach już we wtorek! – Była to grupa typowo poczatkująca, nie typu open. Mikke pożegnał się z każdym, przybijając piątkę. Do każdego miał jeszcze miłe słowo.
- I jak się czujesz? – zapytał Quentina, kiedy pozostali sami już na sali. – Jak wydolnościowo? Było dobrze?

Quentin Everhart
39 lat/a, 183 cm
Awatar użytkownika
„Nie wiem, czy bardziej tęsknię za nią… czy za sobą z czasów, gdy jeszcze potrafiłem kochać bez lęku.”
Whispers of life
Gdy muzyka przygasła i Mikke klasnął w dłonie, przez chwilę miałem wrażenie, że jestem gdzieś zupełnie indziej. Oddychałem głęboko, koszulka lepiła mi się do pleców, włosy były przesiąknięte potem, a mimo to nie czułem zmęczenia. Podszedłem do niego zanim zdążył sam zrobić krok w moją stronę. Uśmiechnąłem się nieco niepewnie. – Serio to powiedziałeś? Bo jeśli tak... to chyba właśnie kupiłeś moją obecność na dłużej. – Nie wiedziałem, czy było to żartobliwe, czy szczere. Może jedno i drugie, ale miałem ochotę zostać. Zostać i zobaczyć, co dalej.
Kiedy Mikke odszedł, by pożegnać się z grupą, ja zostałem w miejscu, czując, jak schodzi ze mnie napięcie, które nawet nie wiedziałem. że nosiłem. Zerkałem po ludziach, jak się pakują, jak rozmawiają ze sobą i przybijają piątki. Ktoś nawet uśmiechnął się do mnie, więc odwzajemniłem go, odruchowo, choć z lekkim zaskoczeniem.
Muzyka nadal grała gdzieś w tle. I wtedy właśnie Mikke znów się pojawił, pytając mnie, jak się czuję i jak wydolnościowo. Zaśmiałem się krótko. Głos miałem trochę chrapliwy od zmęczenia, ale odpowiedziałem od razu. – Lepiej niż się spodziewałem, a zdecydowanie gorzej niż wyglądam.
Przetarłem dłonią twarz i dodałem spokojniej. – Nie pamiętam, kiedy ostatni raz zrobiłem coś, co mnie tak... ruszyło. W środku, wiesz? Nie chodzi o pot i endorfiny. Chociaż nie ukrywam, że jak mi jutro nogi odmówią posłuszeństwa, to będziesz pierwszym, którego obwinię.
Spojrzałem na salę, która była już prawie pusta. – Dzięki, że mi dzisiaj pozwoliłeś być nieperfekcyjnym. Naprawdę. – Przez chwilę milczałem, a potem uniosłem lekko brwi. Uśmiechnąłem się jeszcze raz. Krótkim ruchem zebrałem swoje rzeczy, butelkę, ręcznik i bluzę. Przed drzwiami zatrzymałem się na moment, odwracając się przez ramię. – Do zobaczenia i dzięki. – A potem wyszedłem.

zt

Mikke Liikanen
Przyjezdn*
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Zablokowany

Wróć do „Rozgrywki”