Miejscow*
42 lat/a, 189 cm
partner zarządzający Irpino Avin & Hawkins
Awatar użytkownika
Whispers of life
Lemme promise one more time that things will change
Po tym, jak udało im się ustalić wspólnie plan na krótki wyjazd za miasto, George jego realizację zlecił Lennoxowi, jedynie nadzorując, czy wszystko będzie dopięte na ostatni guzik. Podróż trwała dwie godziny, dlatego Douglas zdecydował się pojechać terenowym Range Roverem. Wnętrze było wygodne i dużo bardziej przestronne niż w sportowych autach, którymi mecenas jeździł na co dzień. Czarny pojazd przypominał zresztą masywny czołg i był dużo bezpieczniejszy. Na tylnych siedzeniach rozłożył specjalną matę, a następnie zadbał, by oba psy były bezpiecznie przypięte. Troszczył się o nie. Ostatnio woził nawet Herę w czasie pracy na zabiegi do fizjoterapeuty, by podczas spaceru zrobiła sobie coś w łapę. Nie zwracał nawet uwagi, gdy wciskały pyski między siedzenia, a zestresowany Hades lizał go po szyi. Nadzór nad muzyką oddał Morganowi, skupiając się na drodze. Prowadzenie samochodu sprawiało mu przyjemność, szczególnie gdy wydostali się już poza granice Nowego Orleanu. Płynna jazda sprawiała, że większość czasu mógł trzymać dłoń na udzie kochanka, wykorzystując czas na zadawanie mu pytań o fascynację kuchnią czy jego brata.
Do drewnianego domu pośrodku gęstego lasu dotarli w okolicy południa. Byli daleko od cywilizacji. Otaczał ich jedynie szum wysokich drzew i śpiew ptaków. Niewielka leśniczówka wyglądała jak wyrwana z zupełnie innej rzeczywistości niż willa Douglasa, ale bez wątpienia miała swój urok z ogromnym gankiem i starym, bujanym fotelem. Przed budynkiem znajdowało się również miejsce na ognisko i szopa z drewnem, a w odległości trzech minut spaceru miało być również jezioro.
George otworzył drzwi od auta, a następnie wydał z siebie ciężkie sapnięcie, kiedy próbował niczym kopciuszek wysunąć elegancki but z kałuży błota. Zabrał sportowe obuwie, ale nie spodziewał się, że będzie go potrzebował tak szybko. Wziął głębszy oddech, a następnie wypuścił psy, łapiąc w dłoń długie smycze, by zwierzaki nie zgubiły się w nowym miejscu. Otworzył bagażnik, sięgając po jedną z toreb, a następnie z niepewnym co do przedsięwzięcia uśmiechem zaprosił Morgana do czarującej leśniczówki.
Po powrocie powie Lennoxowi, co sądzi o tych survivalowych wczasach, chociaż chłopak ewidentnie zrobił wszystko według instrukcji, gwarantując im romantyczny wypad. Zdjął ubłocone buty jeszcze w progu.
Wnętrze domu wyglądało jednak zaskakująco schludnie i przytulnie, nawet jeśli dość skromnie. Z brązową, skórzaną kanapą pośrodku, starym telewizorem i ogromnym kominkiem, przy którym mogli spędzić wieczór, jeśli udałoby im się go rozpalić. Była też kuchnia, w której sam Morgan ledwo był w stanie się zmieścić, ale dwa palniki i czajnik na pewno pozwolą im przyrządzić śniadanie z tego, co przywieźli, rozpoczynając podróż w sklepie spożywczym. Podczas zakupów rolę szefa wycieczki sprawował kucharz, a prawnik posłusznie pchał za nim koszyk. George odłożył torbę na drewnianej podłodze i spuścił psy, by mogły wszystko obwąchać, a sam podszedł do Morgana.
Następnym razem zabierzemy ze sobą Juliana, będzie zachwycony. Jeśli nie masz nic przeciwko i… chciałbyś go poznać — oznajmił, stając przed nim w skarpetkach, jakby naprawdę uwolnił się od wszystkich schematów i stereotypów. Patrzył przez ułamek sekundy na tę przystojną twarz. Spojrzenie ciemnych oczu go rozbrajało, a tęsknota nie pozwoliła dłużej czekać. Pochylił się w jego kierunku i głęboko pocałował. Po raz pierwszy od ich kłótni, bo dopiero teraz poczuł, że ma do tego prawo, kiedy zostawił wszystko za sobą i był czysty. Złapał go za kark desperacko i przez długą, namiętną chwilę nie potrafił się oderwać. Nie był brutalny, a jedynie spragniony. — Boże, nie masz pojęcia, jak mi tego brakowało — mruknął cicho w jego wargi i zaraz pocałował równie mocno ponownie, napierając na kochanka tak, że ten musiał oprzeć pośladki o drewniany stół. George nie zwrócił uwagi na szuranie mebla po podłodze, delektując się czułą pieszczotą, aż oboje nie musieli znów odetchnąć. — Możemy wieczorem spróbować zrobić ognisko, jeśli czytałeś jakiś poradnik o przetrwaniu i uda nam się je rozpalić — zaproponował, przenosząc dłoń na zarośnięty policzek i gładząc kciukiem kącik jego ust. — Podoba ci się w ogóle tutaj? — upewnił się, obracając przez ramię, by jeszcze raz spojrzeć na wnętrze.

Morgan Lafayette
Beza
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
36 lat/a, 189 cm
szef kuchni Bourbon House
Awatar użytkownika
Whispers of life
Dans mon jardin d'enfer
Pousse des fleurs
Que j'arrose de mes rêves de mes pleurs
Zbliżający się wyjazd budził w kucharzu dawno zapomnianą ekscytację, która pod górą obowiązków i godzinami marynowanymi w wirze pracoholizmu przygasała smutno, prawie tracąc ostatnią iskrę prostej, niewymuszonej radości. Morgan zebrał się w sobie i nareszcie postawił menedżerowi sprawę jasno, żądając zaległego urlopu w trybie natychmiastowym, a misja okazała się do wykonania prostsza, niż zakładał. Mężczyzna nadzorujący salę restauracyjną przyznał mu rację z nadzieją, że Lafayette odpocznie i wróci zmotywowany, zamiast ciągłego podtrzymywania przy życiu umierającego powoli organizmu, napędzającego podstawowe funkcje napojami energetyzującymi. Niezdrowy styl bycia dawał mu w kość, co było widoczne w workach pod oczami oraz gorszym samopoczuciu, niejednokrotnie odbijającym się na jakości dań – nie ze względu na niewystarczające umiejętności, a brak serca.
Zakupy w towarzystwie George’a okazywały się bardzo przyjemne i chociaż nie miał odwagi mu tego proponować, bardzo chętnie wdrożyłby podobny rytuał w ich wspólne życie, nawet jeśli mieliby zapełniać lodówkę samodzielnie tylko raz w miesiącu. Przede wszystkim chodziło o czerpanie satysfakcji ze wspólnie spędzonego czasu, co Morgan dodatkowo wykorzystywał na pokazywanie prawdziwego Ja – tego przepełnionego pasją do gotowania. Z rozkoszą zabrałby Douglasa na ulubiony targ niedaleko centrum miasta, gdzie mogliby wspólnie próbować produktów i dobrać odpowiednie składniki do bardziej uroczystej, romantycznej kolacji. Chciał, aby prawnik zgłębił tajniki kuchni i zobaczył w niej więcej, niżeli przymus organizmu wołającego o witaminy czy minerały.
W drodze na miejsce zdążyła dopaść go krótka drzemka, którą przerwał mokry nos dotykający szorstkiego policzka. Zabranie ze sobą psów było dla Morgana bardzo ważne, bo od zawsze traktował je jak rodzone dzieci. Kochał oba i każde z osobna ponad wszystko i nie pozwoliłby, aby ktokolwiek podniósł na nie rękę. George mógł nie zdawać sobie z tego sprawy, ale zbudowana z czworonogami relacja przywiązaniowa sprawiała, że Lafayette pomimo zdrady patrzył na niego bardzo przychylnie i łagodniał, gdy tylko widział całą trójkę w ferworze zabaw. Z przewrażliwionego na punkcie czystości pedanta stawał się czułym, zaangażowanym w opiekę nad Hera oraz Hadesem współwłaściciela.
— Tyle mi o nim opowiadasz, że w końcu powinienem go poznać. Wydaje się łatwiejszy w obyciu — odparł pogodnie z lekkim przekąsem, po wejściu do środka stawiając niesione rzeczy na podłodze. Nie zdążył rozejrzeć się po wnętrzu, rozebrać z ciepłej kurtki, ani pomyśleć o proponowanym spotkaniu z synem mecenasa, bo ten niezwłocznie zdecydował się okazać fizyczną czułość, której kucharz podświadomie spodziewał się już przy zgodzie na wyjazd w głuszę. Przyjął pocałunek z zadowolonym pomrukiem, cofając się o parę kroków, gdy poczuł parcie drugiego ciała. Stół stojący na jego drodze dodał odrobiny stabilności, a rozbawiony Lafayette zaśmiał się cicho pomiędzy otrzymywanymi czułościami.
— Niejedno ognisko mam za sobą, poradzimy sobie — zapewnił, sięgając dłońmi do tylnych kieszeni spodni partnera, aby przytrzymać go blisko siebie. Ciepło opalonego ciała bywało zniewalające, a po długiej ciszy spowodowanej dawną kłótnią sam szef kuchni wydawał się okrutnie wyposzczony. Nic więc dziwnego, że widząc okazję postanowił wysunąć język i polizać mężczyznę po kciuku błądzącym niedaleko kącika ust.
— Nie widzę tam niczego, na czym powinieneś zawieszać teraz wzrok poza mną, George — skomentował, gdy kochanek obrócił się przez ramię, jakby wnętrze domku w dziczy miało jakiekolwiek znaczenie. Morgan nie skupiał uwagi na wystrojach pomieszczeń, bo były jedynie tłem, niekiedy miłym dla oka, ale kompletnie obojętnym.
— Podoba mi się. Myślę, że nawet bardziej, niż tobie — odparł, bowiem domyślał się, że prędzej czy później George znajdzie coś, do czego przyczepi się i będzie cierpiał estetycznie do końca wyjazdu. Nie chcąc dawać mu przestrzeni na poszukiwanie problemów sięgnął jedną dłonią do jego żuchwy i obrócił w swoją stronę, ponownie całując namiętnie miękkie wargi ze słyszalnym, niskim pomrukiem zadowolenia.


george douglas
Baba Jaga
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
42 lat/a, 189 cm
partner zarządzający Irpino Avin & Hawkins
Awatar użytkownika
Whispers of life
Lemme promise one more time that things will change
Wbrew pozorom i temu, co sam o sobie myślał, Morgan był człowiekiem pełnym pasji. George uwielbiał obserwować go podczas gotowania czy zakupów. Słuchał go z uwagą, wkraczając niepewnie, ale z zainteresowanym do kulinarnego królestwa swojego partnera. Kilka razy na biznesowym lunchu wykorzystał nawet to, czego udało mu się dowiedzieć od Morgana na temat kuchni, zaskakując swoich rozmówców, czym zresztą później wieczorem chwalił mu się z niekrytym zadowoleniem. Pełna pasji była też miłość, jaką Morgan darzył oba psy, z którymi zawsze witał się głośno, przekraczając próg domu. Nie brakowało mu jej też w łóżku, w czym George utwierdził się, całując go po raz pierwszy od dawna, czy czując wilgotny język na swoim kciuku. Wykorzystał okazję, by wsunąć go głębiej między jego wargi i cichym pomrukiem przy uchu, prosząc, by go possał.
Bliskość, za którą tęsknił, wytrąciła go z uwagi do tego stopnia, że postawił na razie porzucić temat syna, właściwie tracąc wątek rozmowy. Nie wątpił, że Julien dla innych mógł być całkiem łatwy w obyciu, dla niego jednak był nieznośny, ale Douglas to zaakceptował. Należało mu się za lata nieobecności.
Miał sporo do naprawienia, ale mecenasowi w życiu nigdy nie brakowało determinacji. I właśnie próbował zapracować na wybaczenie przynajmniej jednej osoby, którą skrzywdził.
Pociągnięty do kolejnego pocałunku, tylko mocniej oparł się o sylwetkę kochanka, wtórując jego pomrukom swoimi niczym echo. Nie odrywał od niego ust długo, nawet kiedy przerywali na moment, by złapać oddech, nie odsuwał się, pozwalając ciepłemu powietrzu łaskotać wilgotne i wrażliwe wargi, w czym również było coś bliskiego i romantycznego. Dawał namiętny wyraz swojej tęsknocie i przywiązaniu, rozkoszując się głęboką i długą pieszczotą.
Mnie też się bardzo podoba — oznajmił, ale skoro spojrzenie miał utkwione w Morganie, to było jasne, że nie ma na myśli przytulnego i odrobinę prymitywnego wnętrza. Sięgnął do zamka kurtki mężczyzny, by pośród krótkich pocałunków składanych na jego szyi, rozpiąć ją i zsunąć z ramion. Przesunął dłońmi po jego bokach, zahaczył palec o szlufkę spodni i lekko go pociągnął. — Obstawiam, że to sypialnia — stwierdził, ciągnąć go w ten sposób w stronę drzwi, które otworzył.
Za nim znajdowało się pomieszczenie z dużym łóżkiem o metalowej ramie i dwoma puszystymi chodnikami oraz ogromną, ciężką szafą. George nie przyglądał się zawieszonemu na ścianie obrazowi, przedstawiającemu scenę polowania, ani nie spojrzał za okno, skąd widać było zachmurzone niebo, bo nie odrywał już wzroku od Morgana, do którego znów zachłannie przylgnął, błądząc dłońmi po jego ciele i znów namiętnie całując. W końcu złapał za krawędź koszulki kochanka, by niecierpliwie zsunąć mu ją przez głowę i odrzucić na bok, a potem pchnął go na materac, który zaskrzypiał pod ciężarem sylwetki kucharza.
Właściwie podoba mi się coraz bardziej — dodał nieco niższym tonem, gdy jego wzrok błądził po nagim torsie. Podziwiał mężczyznę z niekrytym uznaniem i jeśli Morgan nadal miał jakieś wątpliwości, czy był w guście George, to właśnie powinny spłonąć na popiół pod wpływem tego ciężkiego, zaborczego i pełnego żądzy spojrzenia. Pochylił się, by złożyć pierwszy pocałunek na jego sercu, a następnie sutku, który possał i ugryzł. Perwersyjnie polizał umięśniony brzuch, nie przerywając kontaktu wzrokowego, aż nie dotarł językiem do krawędzi spodni.
W kilku szarpnięciach rozpiął pasek, który jednym pociągnięciem wyciągnął ze szlufek spodni. Wyprostował się, trzymając go w dłoni i spoglądając z pewnym siebie uśmiechem na partnera.
To, co powiesz na mały eksperyment? Jak tylko Lennox podsunął mi fotografię tego domku, zwróciłem uwagę na łóżko. Ramę — wyjaśnił, lekkim ruchem głowy wskazując na wspomniany element. — Wyobraziłem sobie, że mógłbym do niej przypiąć i już nawet nie chciałem oglądać innych propozycji. Pozwolisz mi? — zapytał, unosząc sugestywnie trzymany w dłoni pasek, którym mógł unieruchomić mu dłoń i to samo zrobić drugą przy pomocy tego, który miał jeszcze przy swoich spodniach.
Wiązanie było zresztą tylko częścią planu Douglasa.

Morgan Lafayette
Beza
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
36 lat/a, 189 cm
szef kuchni Bourbon House
Awatar użytkownika
Whispers of life
Dans mon jardin d'enfer
Pousse des fleurs
Que j'arrose de mes rêves de mes pleurs
Trigger Warning
soft erotyka
Spoiler
Zależało mu na tym, żeby odkrywać prawdę, którą George wydawał się przed nim chować odkąd zamieszkali razem. Nie chodziło o wiszące w powietrzu wspomnienia zdrady albo jakieś szemrane interesy, a faktyczny charakter mecenasa, który wyłaniał się z idealnej wydmuszki tylko podczas ostrych kłótni. Nie interesowała go perfekcja, bo sam obnażał przed mężczyzną najgorsze cechy i liczył, że zostanie zaakceptowany (albo przynajmniej zrozumiany). Wystarczająco dusił się pod nakładanymi maskami w pracy albo podczas terapii, w relacji z Douglasem potrzebując tego uwalniającego z łańcuchów oddechu pełną piersią.
Podobała mu się pewna kontrolowana dzikość, którą wyczuwał w wymienianych pocałunkach. Dotychczasowo podchodził do intymności z prawnikiem ostrożnie, może zbytnio skupiając się na delikatności, co jak widać nie było w kręgu jego zainteresowań. Zaśmiał się cicho, kiedy pociągnięty za szlufkę od spodni wszedł do przygotowanej dla nich, klimatycznej sypialni. Co prawda wystrój bardziej podnieciłby jakiegoś brutalnego myśliwego, ale Morganowi wystarczyło towarzystwo wygłodniałego partnera, żeby poddać się gęstniejącej, sensualnej atmosferze. Całował go z pasją i równie wyposzczony – albo nawet bardziej, zważywszy na ograniczoną do zera liczbę interakcji z kimkolwiek innym w przeciągu ostatnich miesięcy — przylegał do drugiego ciała chciwie, drżącymi dłońmi obmacując mięśnie mężczyzny wyczuwalne pod materiałem koszulki.
Pchnięty na łóżko opadł ciężko, a zapach świeżej pościeli zmieszał się z jego drzewnymi perfumami. Obserwował mecenasa uważnie, odczuwając dziwne zawstydzenie i nieśmiałość, gdy intensywne spojrzenie przesuwało się po umięśnionej sylwetce. To zmusiło kucharza do odwrócenia jasnych tęczówek w bok, kiedy policzki pokrywała nagła fala czerwieni. Nigdy wcześniej nie doświadczył podobnej reakcji – jednocześnie niezwykle podniecającej i alarmującej o wykraczaniu poza strefę komfortu.
— Zaskakuje mnie twoja spostrzegawczość — skomentował ironicznie i odchylił głowę, aby przyjrzeć się wspomnianej ramie łóżka. Zdążył domyślić się, co planował prawnik, a to wywołało niewielki uśmiech na twarzy Lafayette’a. Podobała mu się jasność rozmowy, pytanie o pozwolenie i ogólne poczucie bezpieczeństwa, które zapewniał Douglas. Wierzył jego doświadczeniu, bo sam pozostawał kompletnym laikiem w tematach ostrzejszej, namiętnej gry wstępnej. Zazwyczaj kończył ją bardzo szybko i przechodził do suchego stosunku, zapominając o ważnej roli budowanego zniecierpliwienia oraz swoistego, ekstatycznego transu. Chciał zmienić zaspokajanie podstawowych potrzeb w coś więcej, w finezję i rozkosz doprowadzającą do szaleństwa.
— Pozwolę. Tylko uważaj, bo mam delikatne nadgarstki — odparł rozbawiony, wyciągając się wygodniej na łóżku. Jedną rękę ułożył za głową, a drugą przesunął po nagim torsie ku dołowi i nie odrywając wzroku od twarzy kochanka zacisnął palce na własnym kroczu. Głośniejsze westchnięcie wyrwało się spomiędzy jego warg, gdy wyzywająco masował się przez materiał rozpinanych spodni.
george douglas
Baba Jaga
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
42 lat/a, 189 cm
partner zarządzający Irpino Avin & Hawkins
Awatar użytkownika
Whispers of life
Lemme promise one more time that things will change
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Morgan Lafayette
Beza
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
36 lat/a, 189 cm
szef kuchni Bourbon House
Awatar użytkownika
Whispers of life
Dans mon jardin d'enfer
Pousse des fleurs
Que j'arrose de mes rêves de mes pleurs
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



george douglas
Baba Jaga
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
42 lat/a, 189 cm
partner zarządzający Irpino Avin & Hawkins
Awatar użytkownika
Whispers of life
Lemme promise one more time that things will change
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Morgan Lafayette
Beza
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
36 lat/a, 189 cm
szef kuchni Bourbon House
Awatar użytkownika
Whispers of life
Dans mon jardin d'enfer
Pousse des fleurs
Que j'arrose de mes rêves de mes pleurs
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



george douglas
Baba Jaga
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
42 lat/a, 189 cm
partner zarządzający Irpino Avin & Hawkins
Awatar użytkownika
Whispers of life
Lemme promise one more time that things will change
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Morgan Lafayette
Beza
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
36 lat/a, 189 cm
szef kuchni Bourbon House
Awatar użytkownika
Whispers of life
Dans mon jardin d'enfer
Pousse des fleurs
Que j'arrose de mes rêves de mes pleurs
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



george douglas
Baba Jaga
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
42 lat/a, 189 cm
partner zarządzający Irpino Avin & Hawkins
Awatar użytkownika
Whispers of life
Lemme promise one more time that things will change
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

A potem długo leżeli w nietypowej dla George’a ciszy, w której składał co jakiś czas łagodne i drobne pocałunki, jakby chciał przeprosić go za wszystkie winy, o których Morgan nie mógł mieć pojęcia.
Wspólnie przygotowali posiłek, choć w kuchni Douglas jak zawsze był bezużyteczny i zadawał naprawdę podstawowe pytania o najprostsze czynności. Poza tym wolał patrzeć na Morgana niż cokolwiek robić, jak zawsze absolutnie nim zachwycony. Pozwolił mu założyć na siebie jedynie fartuch, więc co jakiś czas miał bardzo satysfakcjonujący widok na jego nagie pośladki, na których zresztą po siarczystym klapsie zostawił odcisk swojej dłoni.
Najedzeni wybrali się na spacer. George kupił na tę okazję specjalny strój, choć nie był to niestety drogi dres, a raczej strój godny dziewiętnastowiecznego lorda, który wybrał się na konne polowanie. Eleganckie spodnie wsunął w wysokie buty, a zamiast ciepłej i puchowej kurtki miał na sobie tweedowy płaszcz od Burberry o wartości nowego samochodu.
Zapiął Herę i Hadesa na kilkumetrową smycz, powierzając samca Morganowi, a samemu zabierając swoją ulubienicę, która była wyjątkowo podekscytowana ilością zapachów i wrażeń. Podczas spaceru George nie tylko opowiadał Morganowi o swojej pracy, ale pytał o kochanka i z uwagą słuchał odpowiedzi. Do tego stopnia, że kiedy Hera zwietrzyła trop i niespodziewanie rzuciła się do przodu, złapał mocniej smycz w ostatniej sekundzie. Suka jednak szarpnęła, zrywając niedokładnie zapiętą obrożę i pognała za zdobyczą susami w głąb lasu, ignorując wołanie mężczyzn.

Morgan Lafayette
Beza
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
36 lat/a, 189 cm
szef kuchni Bourbon House
Awatar użytkownika
Whispers of life
Dans mon jardin d'enfer
Pousse des fleurs
Que j'arrose de mes rêves de mes pleurs
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description

Zainteresowanie partnera gotowaniem bywało rozczulające. Morgan starał się uczyć go najbardziej podstawowych technik, które nie spalą kuchni w kilkanaście sekund, jednocześnie czerpiąc przyjemność z dokarmiania mecenasa. Tylko w trakcie przeżuwania siedział cicho, co bywało zbawienne po ciężkim dniu w pracy, ale wolał tego nie nadużywać, bo prędzej czy później słuchałby o potrzebie zwiększenia kilometrów podczas porannych biegów.
Na wyprawę w las ubrał się bardzo prosto - w stary dres, który po wszystkim wyląduje w koszu na pranie. Do tego założył cieplejszą kurtkę, a na nogi przywdział wodoszczelne trapery, będące najdroższym elementem całego stronu. Odzież George'a skomentował zaledwie rozbawionym uśmiechem, nie chcąc odbierać mu frajdy z odgrywania arystokraty.
Spacer zapowiadał się dobrze. Hades dumnie szedł obok nogi właściciela, raz po raz obwąchując teren, ale nieszczególnie interesował go zapach dzikich zwierząt. Nie był starym psem, ale należał do tych płochliwych domatorów, których bardziej ekscytowało leżenie na kanapie ze śpiącym po pracy Morganem, niżeli długie ekspedycje uwielbiane przez jego "siostrę". Nawet nie drgnął, kiedy Hera wyrwała się ze smyczy i uciekła w siną dal, jedynie szczekając za nią w kompletnym niezrozumieniu.
— O Boże, trzymaj ją! — krzyknął kucharz, próbując złapać ciągnącą się za suczką smycz. — Hera! — rzucił, po chwili gwiżdżąc trzykrotnie, na co zazwyczaj reagowała. Tym razem nie wróciła, co wywołało nagłą falę stresu, a Lafayette impulsywnie pobiegł drogą wyznaczoną przez psią sylwetkę, zostawiając Hadesa bez kontroli. Ten spojrzał za właścicielem, a później złapał w pysk końcówkę własnej smyczy i podłożył ją Douglasowi pod nogi, sugestywnie szczekając.
— Hera! Wracaj! — krzyczał za nią, ale im dalej biegł, tym mniej widział. Leśna gęstwina utrudniała mu pogoń, a dźwięk wesoło szczekającej suki oddalał się. Stracił ją z horyzontu w momencie, gdy natrafił na powalone ogromne drzewo, pod którym Hera przebiegła, a on musiałby obejść je dookoła.
— Nie, nie, nie cholera...Hera! — wrzasnął, niestety na marne. W złości uderzył parokrotnie pięściami w pień, a później zaczął cofać się do George'a, po drodze wycierając z policzków napływające łzy. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mu się, aby którykolwiek z psów zaginął. Cały się trząsł, bo były dla niego najważniejszymi kompanami. Istotami, bez których dawno przegrałby walkę z własnymi słabościami.
— Masz przy sobie telefon? Muszę wejść w aplikację i sprawdzić, gdzie jest — zapytał, gdy dotarł do partnera i drugiego, spokojniejszego psa. Twarz Morgana była cała czerwona, widocznie napięta, gdy nerwowo zagryzał wewnętrzną stronę policzka.



george douglas
Baba Jaga
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
42 lat/a, 189 cm
partner zarządzający Irpino Avin & Hawkins
Awatar użytkownika
Whispers of life
Lemme promise one more time that things will change
Wszystko wydarzyło się tak szybko, że George nie zdążył zareagować. Źle zapięta smycz puściła wraz z nagłym zrywem Hery, za którą ułamek sekundy później pognał przerażony Morgan. Mecenas zamierzał za nim podążyć, nie chcąc, by kochanek zgubił się w lesie, ale wtedy podszedł do niego Hades, wręczając swoją smycz. Złapał za nią, odruchowo głaszcząc pysk zwierzęcia w ramach nagrody za posłuszeństwo.
Czekał na powrót Morgana, a gdy okazało się, że ten nie przyprowadził ze sobą suki, poczuł nieprzyjemny uścisk w żołądku, bo był winny tej sytuacji. Mógł sprawdzić zapięcie albo lepiej ją trzymać. Spojrzał na zaczerwienioną twarz kochanka, na której widział ślady łez. Od razu sięgnął do kieszeni spodni, żeby wyjąć telefon i bez wahania oddał go mężczyźnie, ale szybko okazało się, że w lesie nie było zasięgu. George obserwował jego narastające zdenerwowanie i z początku nie miał pojęcia, jak powinien się zachować. W końcu oparł dłoń na jego ramieniu i je ścisnął. Krótki gest przerwał jakąś tamę i po prostu przycisnął do siebie rosłą sylwetkę kochanka.
Zaraz wróci. A jeśli nie to ją znajdziemy — obiecał z determinacją.
George większość czasu pracował pod ogromną presją. Nie mógł sobie pozwolić na nieuwagę czy porażkę, a większość jego klientów miała tak samo trudne charaktery jak on sam. Znosił więc cierpliwie ich krzyki, obelgi i narzekania doskonale wiedząc, że na koniec miesiąca za zapłacone pieniądze będzie mógł kupić sobie nowy samochód.
Zostańmy i poczekajmy — dodał, ale zostawił Morganowi swój telefon, by ten mógł jeszcze sprawdzić aplikację i nie dręczył się bezczynnością. Sam zatrzymał wzrok na linii drzew, rozglądając się i naprawdę licząc na to, że Hera za chwilę wyskoczy z krzaków. Wsunął dłonie w kieszenie spodni, nasłuchiwał, ale las pełen był naturalnych odgłosów takich jak szelest liści czy cichy trzask gałęzi. Co jakiś czas odsuwał mankiet, by spojrzeć na zegarek.
Po godzinie zrezygnowany spojrzał na Morgana.
Wrócisz do domu? Może tam pobiegła i czeka pod drzwiami? To niedaleko — wskazał na ścieżkę, którą przyszli, odebrał swój telefon i wręczył kochankowi smycz Hadesa. — Ja się przejdę i jej poszukam. Spokojnie, kochanie — dodał, ujmując jego podbródek i kierując na siebie smutne spojrzenie ciemnych oczu. — Znajdzie się — powtórzył ze spokojem i pewnością, całując jego czoło, a następnie poczekał, aż kochanek ruszy w stronę domu. Ukrywał przed Morganem swój strach, chcąc go uspokoić, ale teraz mógł sobie pozwolić na zaczerpnięcie głębszego, drżącego oddechu.
Nienawidził przyrody. Irytował go gałęzie wplątujące się we włosy i bzyczące owady, ale w tym momencie nie zwracał uwagi na żadne niedogodności, zdetermiowany, by znaleźć Herę. Nie oddalał się za daleko od miejsca jej ucieczki, nawołując z takim uporem, że po jakiś trzech godzinach ochrypł, a mimo to nie przestał. Przedzierał się przez krzaki, a raz nawet wpadł w kałużę błota, potykając się o wystający korzeń obalonego przez wiatr drzewa. Wydał z siebie całą serię przekleństw, której na szczęście nikt poza ptakami w koronach drzew nie mógł usłyszeć.
Ani zobaczyć jego upadku.
Po czterech godzinach w lesie zaczęło robić się ciemno, do tego mżył deszcz i narastał wiatr. George nie wyobrażał sobie wrócić do domu bez psa. Nie mógł znowu zawieść Morgana. Z uporem brnął przez las, bo nigdy nie można było Douglasowi odmówić determinacji i gotowości do działania.
I prawdopodobnie nigdy w życiu jeszcze nie był tak szczęśliwy, jak w chwili gdy niespodziewanie zza jakiegoś drzewa wypadła uradowana Hera. Wskoczyła na mężczyznę z zaskoczenia, obalając go w kolejną kałużę, radośnie szczekając i wylizując twarz, czego George absolutnie nienawidził. Tym razem nie zaprotestował, głaszcząc psa i śmiejąc się jak idiota.
Do wynajętego domku dotarli, gdy za oknem było już ciemno. Weszli obydwoje kompletnie przemoczeni i zmęczeni, ale Hera nic sobie nie robiła z posklejanego błotem futra, kiedy wyrwała się w kierunku Morgana, by z nim również przywitać się czule i energicznie. George zsunął z ramion płaszcz i przetarł twarz.
Przyda jej się kąpiel — zasugerował, nachylając się, by zdjąć buty i nie roznosić błota po domu.

Morgan Lafayette
Beza
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
36 lat/a, 189 cm
szef kuchni Bourbon House
Awatar użytkownika
Whispers of life
Dans mon jardin d'enfer
Pousse des fleurs
Que j'arrose de mes rêves de mes pleurs
Gdyby nie George, nie potrafiłby poradzić sobie z wszechobecnym roztrzęsieniem. Czuł, że jego nogi odmawiają posłuszeństwa, bo nadal miał nadzieję, że pies zaraz wyskoczy zza krzaków cały wilgotny i zadowolony. Tak się nie stało, a Morgan drżące dłonie zaciskał na telefonie i czekał, aż natrafi na jakikolwiek sygnał GPS. Bez skutku, w panicznym amoku rozglądał się na boki, przywrócony na ziemię dopiero dzięki uściskowi mecenasa. Objął go mocno ramionami i wtulił chłodny policzek w jego bark, uwalniając tym samym lawinę emocji. Łkał, gdy mężczyzna zapewniał go, że wszystko będzie dobrze. Nie wierzył mu, bowiem tracił nadzieję na powrót ukochanego pupila.
— A co, jeśli się nie znajdzie? Co, jeśli coś ją tam pożre? — pytał, wycierając chaotycznie twarz grubym rękawem kurtki. Jego twarz była cała czerwona, obolała od pocierania oraz podrażniona rzewnymi łzami. W takim stanie nie byłby dobrym kompanem poszukiwań, dlatego kiwnął głową w zrozumieniu i pewnym ruchem chwycił smycz Hadesa.
— Uważaj na siebie — poprosił, zanim ruszył chwiejnym krokiem w stronę domu pośrodku lasu. Będąc w środku zdjął kurtkę, zamienił buty na wygodne i ciepłe kapcie, a następnie nastawił wodę na gorącą herbatę. Kubek dla Douglasa stał wypełniony wyłącznie saszetką ziołową, gdyż kucharz czekał cierpliwie na jego powrót, gotowy przyrządzić świeży napar zaraz po jego powrocie.
Czas dłużył się nieubłaganie, a Lafayette nie wiedział, co ze sobą zrobić. Sygnału brak, psa brak, partnera brak. Pozostawiony wyłącznie z rozłożonym na miękkim dywanie Hadesem spoglądał smutno przez okno w nadziei, że przynajmniej jedno z nich wróci całe. Raz po raz uronił kilka łez, dopadnięty bezsilnością. Był beznadziejny, bezużyteczny i niepotrzebnie emocjonalny - tak widział siebie w momencie, gdy wszelkie wykorzystane środki nie przynosiły rozwiązań. Poszedł do kuchni, sięgając do przywiezionych wcześniej produktów i zajął się gotowaniem, czyli tym, co potrafił najlepiej.
Chociaż był doświadczonym kucharzem, a właściwie prawdziwym wirtuozem, teraz kilkukrotnie przeciął się nożem podczas krojenia mięsa i prawie spalił masło na patelni. Nie mógł się skupić, widząc przed oczami najmroczniejsze scenariusze. Jego serce pękłoby na miliony kawałków, gdyby Hera nie wróciła cała i zdrowa. Niestety, ta obawa pojawiała się najczęściej i stawała się tym bardziej prawdopodobna, im dłużej musiał czekać.
Popsuta pogoda zwiastowała więcej nieszczęść, a jednak zamiast tragicznych wieści usłyszał wesołe szczekanie. Zakręcił palnik i rzucił drewnianą łyżkę niedbale na blat.
— Boże, Hera! — krzyknął, podbiegając do radosnej psiny. Drugi pies również podszedł do ubrudzonej runem leśnym siostry, obwąchał ją, a potem zdegustowany zostawił samej sobie, bowiem nie chciał dołączać do obrzydliwej kąpieli.
Morgan nie przejmując się jej stanem zaczął drapać sukę po bokach, a kiedy położyła się na podłodze również po brzuchu. Tulił się do niej jak dziecko, kolejny raz pozwalając łzom płynąć - tym razem ze szczęścia. Nieco umorusany ziemią podniósł się, otrzepał, a potem podszedł do zmęczonego mecenasa. Chwycił jego ubranie i przyciągnął do siebie racząc czułym, głębokim pocałunkiem.
— Znalazłeś ją, Georgie. Znalazłeś — mówił, obejmując mężczyznę za szyję. — Kocham cię, nie wiem co bym bez ciebie zrobił, jesteś moim bohaterem, boże George — mówił wszystko, co ślina na język przyniosła, później obcałowując szorstką od zarostu żuchwę, jego chłodne policzki i skronie.


george douglas
Baba Jaga
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Miejscow*
42 lat/a, 189 cm
partner zarządzający Irpino Avin & Hawkins
Awatar użytkownika
Whispers of life
Lemme promise one more time that things will change
Był nieporadny w swoich próbach pocieszania Morgana, bo nie robił tego zbyt często. Łzy wywoływały w nim szczególny rodzaj skrępowania, ale gdy spływały po policzkach kochanka, również poruszały w ten dogłębny sposób i zwiększały determinację, by odnaleźć sukę i ukoić jego niepokój. Nie mógł być tego pewny, że mu się uda, ale uspokajająco zapewniał Morgana, że psu nic się nie stanie, a dzięki swojemu spokojowi brzmiał naprawdę przekonująco. W końcu George nie mógłby pozostać niewzruszony, gdy jego ulubienicy groziło jakieś niebezpieczeństwo.
To tylko pozory. Był równie przerażony, jak Morgan, ale miał dużo większą wprawę w ukrywaniu własnych słabości. Nie potrafił być tak szczery w okazywaniu emocji, jak jego faceta.
Gdy sam ruszył w głąb lasu, wiedział, że musi znaleźć Herę. Gdyby wrócił bez niej, znowu złamałby Morganowi serce, a tego nie potrafił zrobić, dlatego jego szczęście, gdy po długich poszukiwaniach udało mu się odnaleźć psa, było podwójne, a najlepszą nagrodę stanowił widok uradowanego ich powrotem Morgana.
Ze zmęczonym, ale szczęśliwym uśmiechem obserwował, jak mężczyzna tuli psa i znowu pozwala płynąć łzom po policzkach. Satysfakcja, jaką czuł, przypominała tę, jaka towarzyszyła wygraniu sprawy, która od wielu lat ciągnęła się w sądzie, ale jednocześnie była głębsza. George pod jej wpływem zapomniał nawet o przemoczonym płaszczu i bezpowrotnie zniszczonych butach. Nie przerywał wesołego powitania, pozwalając Morganowi nacieszyć się odnalezioną Herą, a następnie nie zaprotestował, gdy ten niespodziewanie przyciągnął go do pocałunku. Odpowiedział na niego równie gorliwie, obejmując mężczyznę i nieświadomie dociskając do mokrego ubrania. Wargi kochanka przyjemnie kontrastowały z chłodną skórą.
Okazało się, że jeszcze większą przyjemność sprawiły mu słowa. One rozgrzewały bardziej niż dłonie, choć wprawiły Douglasa w zakłopotanie. Nie był bohaterem. Wydawało mu się, że nigdy nie aspirował do tego miana, a jednak dla Morgana pragnął nim zostać. Gorączkowo wypowiedziane wyzwanie nie umknęło jego uwadze, choć George nie spodziewał się, że kiedykolwiek usłyszy je rzucone tak szczerze i z pasją. Nie miał jednak pojęcia, w jaki sposób powinien zareagować. Nie wierzył, że Morgan powiedział to świadomie, natomiast sam nie był pewien czy zasługuje na takie uczucie.
Przez większość znajomości udowadniał raczej, że nie jest go godny.
Mówiłem, że ją znajdę — odparł z przesadną arogancją, choć zabrzmiał niezbyt przekonująco, ponieważ w jego głos wkradło się zmęczenie. Ujął twarz Morgana w obie dłonie i spojrzał mu w oczy. Mógł przypieczętować wyznanie mężczyzny swoim, ale wtedy wykorzystałby jego radość, tak czystą i niezmąconą, że najzwyczajniej w świecie nie potrafił. Zniecierpliwiona Hera chodziła wokół nich, zostawiając na podłodze ślady piasku i uderzając ogonem w ich łydki. Otarł kciukami policzki Morgana z błota i łez, a potem jeszcze raz głęboko go pocałował, choć tak naprawdę chciał go prosić, żeby powtórzył, że go kocha. Odsunął się od kochanka, by zdjąć ciężki od deszczu płaszcz i brudne buty. — Wczasy na łonie natury to jednak zdecydowanie nie dla mnie — roześmiał się cicho i serdecznie, bo w głowie wciąż rozbrzmiewało mu to miłosne wyznanie. — Potrzebujemy kąpieli. Hera też — stwierdził, a suka, jakby go zrozumiała, natychmiast czmychnęła w kierunku uchylonych drzwi od sypialni i schowała się pod łóżkiem.
Pokręcił głową i złapał dłoń Morgana, by unieść ją do ust. Dostrzegł kilka drobnych nacięć na skórze, co sprawiło, że spojrzał na niego spod zmarszczonych brwi, domagając się wyjaśnień.
Twoje ręce — mruknął niezadowolony, składając całusa na jednym z drobnych skaleczeń.


Morgan Lafayette
Beza
po mieście błąka się tylko jedna dusza
Zablokowany

Wróć do „Rozgrywki”