Z oczywistych względów Hamlet m u s i a ł na nią przystać; chcąc jechać na wakacje i spędzić czas z Giną, podpisał cyrograf i wydał na siebie wyrok.
Nie myślał o konsekwencjach, bowiem koncentrował się na wyjeździe: cieszył się, że już wkrótce odkryją nieznane i że zrobią to razem. I choć lekko stresował się kosztami (pierwsza klasa i ten cholerny apartament kosztowały fortynę), wierzył, że pieniądze Strathmore'a wystarczą i dwie godziny przed wylotem stawił się na lotnisku.
Czuł się tam jak dziecko we mgle; nie miał pojęcia, że przed przejściem przez kontrolę należało zeskanować kartę pokładową i był w niemałym szoku, gdy okazało się, że owa jest naprawdę kompleksowa.
Lotniskowe bramki zapiszczały dwa razy.
W pierwszej chwili zapomniał wyjąć telefonu z kieszeni, a na dodatek nie przełożył kosmetyków do bagażu rejestrowanego, przez co wszystkie o pojemności większej niż 100 mililitrów wylądowały w ogromnym koszu na śmieci.
Kontrola 一 ku narastającej irytacji wszystkich dookoła 一 ciągnęła się w nieskończoność i finalnie stanęło na tym, że poproszono go o przejście na ubocze, gdzie sprawdzono go pod kątem narkotyków oraz materiałów wybuchowych.
Emocji nie rozładowały nawet sklepy w strefie bezcłowej; dostrzegłszy ogrom dóbr na gigantycznej przestrzeni, Hamlet był w niemałym szoku (choć nie pozwolił sobie na szaleństwo zakupowe, bo musiał oszczędzać), ale owy wyparował w momencie, gdy wsiedli do samolotu, a załoga rozpoczęła demonstrację procedur bezpieczeństwa.
P a n i k o w a ł i kreował najczarniejsze scenariusze. Tyle dobrego, że system wylosował im miejsca obok siebie i przez pierwsze półtorej godziny mógł kurczowo trzymać dłoń Giny. Po tym czasie wydawało mu się, że będzie okej, ale przy pierwszym lądowaniu 一 w Londynie 一 znów się zestresował i musiał chwycić za dłoń przyjaciółki.
Prawie trzydziestogodzinna podróż była wycieńczająca; gdy wylądowali na lotnisku w Mauritiusie nie wiedział, jak się nazywa i tylko przypadek sprawił, że dostrzegł tabliczkę z ich danymi; lokalny przewodnik śmiało założył, że byli parą i umieścił na kartce ozdobny napis: państwo Greystone.
一 To chyba my 一 wyszeptał niepewnie, czując że jego twarz p ł o n i e. 一 Wziąć Twoją walizkę? 一 Będąc zatytułowanym mężem, obudził w sobie obowiązek pomocy żonie. 一 Marzę tylko o tym, żeby się położyć. 一 Gdy się stresował, w jego naturze leżało paplanie tego, co ślina przyniosła mu na język.
Gina Blanque



