aina
Mieszkanie z Hugo sprawiało mu nieodzowną przyjemność; choć nie znał mężczyzny dobrze, lubił tempo, w jakim rozwijała się ich relacja (i miał nadzieję, że już wkrótce uda mu się zaliczyć jakąś bazę). Podobało mu się również to, że wspólne mieszkanie umożliwiało mu testowanie Martela; Yannis prawdziwie uwielbiał przeprowadzać mniejsze lub większe eksperymenty i każdorazowo z niecierpliwością czekał na reakcję drugiej strony.
A te sprawiały mu przyjemność; ludzka nieprzewidywalność była dla niego na tyle ciekawym zjawiskiem, że często poddawał parę osób tej samej próbie, a potem wyciągał z tego konkretne wnioski.
Należało jednak wiedzieć, że w żadnym momencie nie przekraczał granicy; każdorazowo 一 mimo iż zdarzało się mu mijać z prawdą (chociażby w przypadku swojej tożsamości) 一 nie robił niczego wbrew drugiej osobie; Yannis nie był psychopatą, który lubował się w niszczeniu psychiki innych i po prostu uwielbiał ludzką złożoność.
Ta go fascynowała; ta pozwalała lepiej zrozumieć to, co działo się w ludzkich głowach, a potem dopasować do tego strategię, która najlepiej sprawdzi się w przypadku konkretnego produktu.
Obudziwszy się, zszedł do kuchni, gdzie z niecierpliwością czekał na swojego współlokatora, który zdecydował się go ugościć. Już po chwili usłyszał dźwięki świadczące, że Hugues wstał, co sprawiło, że na jego twarzy pojawił się uśmiech.
Gdy zaś Martel zszedł do kuchni, Yannis odbił się od szafki, o którą jeszcze chwilę temu się opierał i wyszedł mu na spotkanie. 一 Cześć 一 powiedział miękko, poświęcając chwilę na zlustrowanie uważnym spojrzeniem sylwetki towarzysza. 一 Zrobiłem Ci kawę 一 poinformował, wyciągając rękę z kubkiem w stronę Hugo. 一 Taką, jaką lubisz? 一 strzelał, bowiem nie dotarli jeszcze do etapu, w którym znali swoje poranne nawyki.
一 Robisz coś dzisiaj? 一 przekazawszy kubek współlokatorowi (lub odstawiwszy go na pobliski blat), odwrócił się na pięcie i wrócił na swoje miejsce. Nie przejmował się tym, że stał przed Martelem w samej bieliźnie; gdyby to zależało tylko od niego, bardzo chętnie pozbyłby się każdej niepotrzebnej warstwy.
Yannis naprawdę lubił swoje ciało i nie widział powodu, by się go wstydzić, więc dlaczego nie?
Hugues Martel
A te sprawiały mu przyjemność; ludzka nieprzewidywalność była dla niego na tyle ciekawym zjawiskiem, że często poddawał parę osób tej samej próbie, a potem wyciągał z tego konkretne wnioski.
Należało jednak wiedzieć, że w żadnym momencie nie przekraczał granicy; każdorazowo 一 mimo iż zdarzało się mu mijać z prawdą (chociażby w przypadku swojej tożsamości) 一 nie robił niczego wbrew drugiej osobie; Yannis nie był psychopatą, który lubował się w niszczeniu psychiki innych i po prostu uwielbiał ludzką złożoność.
Ta go fascynowała; ta pozwalała lepiej zrozumieć to, co działo się w ludzkich głowach, a potem dopasować do tego strategię, która najlepiej sprawdzi się w przypadku konkretnego produktu.
Obudziwszy się, zszedł do kuchni, gdzie z niecierpliwością czekał na swojego współlokatora, który zdecydował się go ugościć. Już po chwili usłyszał dźwięki świadczące, że Hugues wstał, co sprawiło, że na jego twarzy pojawił się uśmiech.
Gdy zaś Martel zszedł do kuchni, Yannis odbił się od szafki, o którą jeszcze chwilę temu się opierał i wyszedł mu na spotkanie. 一 Cześć 一 powiedział miękko, poświęcając chwilę na zlustrowanie uważnym spojrzeniem sylwetki towarzysza. 一 Zrobiłem Ci kawę 一 poinformował, wyciągając rękę z kubkiem w stronę Hugo. 一 Taką, jaką lubisz? 一 strzelał, bowiem nie dotarli jeszcze do etapu, w którym znali swoje poranne nawyki.
一 Robisz coś dzisiaj? 一 przekazawszy kubek współlokatorowi (lub odstawiwszy go na pobliski blat), odwrócił się na pięcie i wrócił na swoje miejsce. Nie przejmował się tym, że stał przed Martelem w samej bieliźnie; gdyby to zależało tylko od niego, bardzo chętnie pozbyłby się każdej niepotrzebnej warstwy.
Yannis naprawdę lubił swoje ciało i nie widział powodu, by się go wstydzić, więc dlaczego nie?
Hugues Martel
So, I sat there and had a glass of wine… alone. No books, no man, no friends, no armor, no faking.
Whispers of life
zgadniesz kto?
Dziwnie mu było mieszkać z kimś obcym, ale Yannis był osobą, którą — mimo wielu denerwujących cech — lubił. Najbardziej lubił w nim jego akcent, chociaż nie zawsze potrafił go zrozumieć (czasami miał wrażenie jakby mówił w zupełnie innym języku), ale fizycznie też był… no przyjemnie się na niego patrzyło. Niestety Sinclair był okropnym bałaganiarzem, do tego jak już sprzątał to w ogóle nie trzymał się schematu i zasad, jakie wypisał Lu na białej tablicy, która wisiała w kuchni. Do tego źle układał czyste naczynia, a jeszcze gorzej wsadzał je do zmywarki — w ogóle nie słuchał jego wskazówek, dlatego dzisiaj, zanim zszedł na dół, rozrysował to dla niego na kartce A3, którą planował powiesić na lodówce. Wyciągnął z szuflady biurka magnes i zszedł na dół w koszulce i cienkich, bawełnianych spodniach, które służyły mu za piżamę.
Widząc, że Sinclair był w kuchni uznał, że to nawet lepiej. W dłoniach trzymał rysunek, który po chwili powiesił na drzwiach lodówki i uważnie zlustrował współlokatora spojrzeniem. — Cześć, wcześnie dzisiaj wstałeś — powiedział na przywitanie, odsuwając się [od lodówki]. Dłonią wskazał na kolejne instrukcje i wzrok skupił na kubku z kawą. Od razu się skrzywił, nie dlatego, że kawa była czarna, ale była zaparzona w złym kubku. Odebrał więc naczynie od Yannisa, postawił je na blacie i z szafki wyciągnął POPRAWNY kubek — z odpowiednim uchem, z dnem o odpowiedniej grubości, o odpowiednim kształcie i idealnym promieniu. Przelał napój do wybranego przez siebie naczynia i kubek, którego użył Yannis wsadził do zmywarki. — Widzisz, tak się wstawia kubki, wtedy wstawisz ich parzystą liczbę, do tego będziesz miał jeszcze miejsce na szklanki. — Uśmiechnął się życzliwie, bo uznał, że może jak wytłumaczy mu dlaczego ważne było wstawianie naczyń do zmywarki w odpowiedni sposób, to w końcu zacznie to robić.
— I nie, nic nie robię, mam wolne, więc może ugotuję obiad. I zrobię pranie, a później muszę wytrzeć kurze w salonie. Ach i trzeba umyć fugi… — powiedział, ale nie brzmiał jakby był niezadowolony. On wręcz uwielbiał sprzątać i nie mógł się doczekać. — Och, właśnie. Dostałem zdjęcie… penisa czy też powinienem wysłać swojego? To chyba trochę niegrzeczne? Zresztą chyb bym umarł ze wstydu. — Na jego policzki wkradała się purpura, bo Éloi nie wyobrażał sobie, żeby kiedykolwiek wysłać KOMUKOLWIEK takie zdjęcie.Nieważne, że na jego liście widnieje pozycja: wysłać komuś dwuznaczne zdjęcie.
yannis sinclair
Widząc, że Sinclair był w kuchni uznał, że to nawet lepiej. W dłoniach trzymał rysunek, który po chwili powiesił na drzwiach lodówki i uważnie zlustrował współlokatora spojrzeniem. — Cześć, wcześnie dzisiaj wstałeś — powiedział na przywitanie, odsuwając się [od lodówki]. Dłonią wskazał na kolejne instrukcje i wzrok skupił na kubku z kawą. Od razu się skrzywił, nie dlatego, że kawa była czarna, ale była zaparzona w złym kubku. Odebrał więc naczynie od Yannisa, postawił je na blacie i z szafki wyciągnął POPRAWNY kubek — z odpowiednim uchem, z dnem o odpowiedniej grubości, o odpowiednim kształcie i idealnym promieniu. Przelał napój do wybranego przez siebie naczynia i kubek, którego użył Yannis wsadził do zmywarki. — Widzisz, tak się wstawia kubki, wtedy wstawisz ich parzystą liczbę, do tego będziesz miał jeszcze miejsce na szklanki. — Uśmiechnął się życzliwie, bo uznał, że może jak wytłumaczy mu dlaczego ważne było wstawianie naczyń do zmywarki w odpowiedni sposób, to w końcu zacznie to robić.
— I nie, nic nie robię, mam wolne, więc może ugotuję obiad. I zrobię pranie, a później muszę wytrzeć kurze w salonie. Ach i trzeba umyć fugi… — powiedział, ale nie brzmiał jakby był niezadowolony. On wręcz uwielbiał sprzątać i nie mógł się doczekać. — Och, właśnie. Dostałem zdjęcie… penisa czy też powinienem wysłać swojego? To chyba trochę niegrzeczne? Zresztą chyb bym umarł ze wstydu. — Na jego policzki wkradała się purpura, bo Éloi nie wyobrażał sobie, żeby kiedykolwiek wysłać KOMUKOLWIEK takie zdjęcie.
yannis sinclair
aina
Zasady panujące w domu Martela były dla niego czymś całkowicie oderwanym od rzeczywistości; i choć minęło już trochę od chwili, odkąd się tu wprowadził, nadal nie potrafił pojąć, po co prasować bieliznę, jaki był sens konkretnego układu naczyń w zmywarce i dlaczego poranna kawa smakowała dobrze tylko w jednym kubku.
Gdy okazało się, że znów zrobił coś nie tak, przewrócił oczami, a potem obserwował, jak Lu naprawia karygodne uchybienia. 一 Jesteś cholernie seksowny, kiedy mówisz takie rzeczy 一 zauważył, bagatelizując kwestię i nie przykładając doń należytej uwagi. Bo po co, skoro można było podrywać przystojnego Martela?
Od pierwszej chwili, w której się zobaczyli, Yannis nie ukrywał, że chłopak mu się podobał i gdyby tylko Eloi tego chciał, Sinclair zrobiłby z nim w s z y s t k o.
Dlatego też tak chętnie mówił wyjątkowo jednoznaczne rzeczy i z niecierpliwością czekał, dokąd ich to zaprowadzi.
Z zadowoleniem przyjął informację, iż współlokator nie miał większych planów na ten dzień (bo przecież sprzątanie 一 według Yannisa 一 było czymś na tyle błahym, że można było je odłożyć na poźniej), bo to oznaczało, że mogli poznać się lepiej. 一 Świetnie 一 skwitował, uśmiechając się najpiękniej, jak tylko potrafił. 一 Skoro nic nie robisz, to możesz pójść ze mną w jedno miejsce 一 dopowiedział, po czym puścił współlokatorowi oczko.
Usłyszawszy o zdjęciu penisa, nie potrafił powstrzymać rozbawienia. 一 Pokaż 一 poprosił, nie mając w sobie choćby grama skrępowania. Niewykluczone, że na tym świecie istniały rzeczy, które mogły wywołać rumieńce na jego policzkach, ale fotografia męskiego przyrodzenia bynajmniej nie była jedną z nich. 一 A poza tym, to zależy czy chcesz wysłać swojego 一 mruknął, koncentrując spojrzenie na twarzy współlokatora.
Bezwstydnie błądził po niej wzrokiem, zastanawiając się, czy przetestować granice Martela. Może to nie byłoby takie głupie? Może dzięki pomysłowi, który pojawił się w jego głowie, ich relacja nabrałaby rumieńców? 一 W jakim kontekście ci go wysłał? 一 zapytał, a potem uśmiechnął się złowieszczo i dodał: 一 To jest niegrzeczne, ale, jakbyś chciał, ja mógłbym się rozebrać dla Ciebie. Wiesz, żebyś zrobił mi kontrolę osobistą czy coś 一 To powiedziawszy, puścił Eloiowi oczko, a potem, jak gdyby nigdy nic, napił się swojej kawy.
Éloi Martel
Gdy okazało się, że znów zrobił coś nie tak, przewrócił oczami, a potem obserwował, jak Lu naprawia karygodne uchybienia. 一 Jesteś cholernie seksowny, kiedy mówisz takie rzeczy 一 zauważył, bagatelizując kwestię i nie przykładając doń należytej uwagi. Bo po co, skoro można było podrywać przystojnego Martela?
Od pierwszej chwili, w której się zobaczyli, Yannis nie ukrywał, że chłopak mu się podobał i gdyby tylko Eloi tego chciał, Sinclair zrobiłby z nim w s z y s t k o.
Dlatego też tak chętnie mówił wyjątkowo jednoznaczne rzeczy i z niecierpliwością czekał, dokąd ich to zaprowadzi.
Z zadowoleniem przyjął informację, iż współlokator nie miał większych planów na ten dzień (bo przecież sprzątanie 一 według Yannisa 一 było czymś na tyle błahym, że można było je odłożyć na poźniej), bo to oznaczało, że mogli poznać się lepiej. 一 Świetnie 一 skwitował, uśmiechając się najpiękniej, jak tylko potrafił. 一 Skoro nic nie robisz, to możesz pójść ze mną w jedno miejsce 一 dopowiedział, po czym puścił współlokatorowi oczko.
Usłyszawszy o zdjęciu penisa, nie potrafił powstrzymać rozbawienia. 一 Pokaż 一 poprosił, nie mając w sobie choćby grama skrępowania. Niewykluczone, że na tym świecie istniały rzeczy, które mogły wywołać rumieńce na jego policzkach, ale fotografia męskiego przyrodzenia bynajmniej nie była jedną z nich. 一 A poza tym, to zależy czy chcesz wysłać swojego 一 mruknął, koncentrując spojrzenie na twarzy współlokatora.
Bezwstydnie błądził po niej wzrokiem, zastanawiając się, czy przetestować granice Martela. Może to nie byłoby takie głupie? Może dzięki pomysłowi, który pojawił się w jego głowie, ich relacja nabrałaby rumieńców? 一 W jakim kontekście ci go wysłał? 一 zapytał, a potem uśmiechnął się złowieszczo i dodał: 一 To jest niegrzeczne, ale, jakbyś chciał, ja mógłbym się rozebrać dla Ciebie. Wiesz, żebyś zrobił mi kontrolę osobistą czy coś 一 To powiedziawszy, puścił Eloiowi oczko, a potem, jak gdyby nigdy nic, napił się swojej kawy.
Éloi Martel
So, I sat there and had a glass of wine… alone. No books, no man, no friends, no armor, no faking.
Whispers of life
zgadniesz kto?
Zarumienił się na komplement, bo nie wiedział czy Yannis mówił tak na serio, czy może sobie z niego znowu żartował. Czasami nie rozumiał jego motywów, ale nigdy mu tego nie powiedział, bo nie chciał, aby Szkot odebrał go za jakiegoś idiotę i kretyna.
Współlokator mu się bardzo podobał, ale nie był pewny czy on mu też. Poza tym, po ostatnim związku stracił trochę na pewności siebie (a raczej przez sposób zerwania).
— Przecież mówiłem, że będę sprzątał… — powiedział, ale ciekawiło go gdzie chciał go zabrać Sinclair, dlatego buzia od razu mu się rozjaśniła i można było zauważyć jego zainteresowanie. — Dokąd? Jest jakiś dress code? — Bo jak Yannis mu teraz nie powie to przeciez Éloi nie będzie potrafił myśleć o innych rzeczach i znowu posprząta po łebkach, a przecież miał wolne, więc przydałoby się jakieś deep cleaning czy coś…
Włączył tindera, przeszedł do konwersacji i podał telefon współlokatorowi. Martel zupełnie nie wiedział jak powinien był na to zareagować, czy powinien coś odpisać typowi? Powiedzieć coś sprośnego? Dać komplement? Poprosić o więcej? Zostawił więc typa na przeczytanym i postanowił, że zapyta o radę Yannisa, bo wydawał się być osobą, która znała się na rzeczy.
— Możesz sobie przeczytać — powiedział. Sinclair mógł zobaczyć na własne oczy, że rozmowa była sugestywna, zwłaszcza ze strony typa od zdjęcia, natomiast ze strony Lu… niekoniecznie. A jeśli coś tak wyglądało to Sinclair mógł się domyślić, że wyszło coś niechcący. — Nie chcę mu wysyłać, nigdy nikomu nie wysyłałem takich zdjęć i nie wiem, nie umiem. — Westchnął. Bo jak się podniecić, skoro miało to być tylko dla zdjęcia? Zupełnie nie rozumiał tej koncepcji i tego, ze to samo w sobie miało być podniecające.
— Yannis, przestań żartować — powiedział, wskazując na telefon co by mu wydał wyrok czy coś, no żeby powiedział co ma robić, bo on nie wiedział zupełnie. Powinien odmatchować gościa? A może kontynuować rozmowę jakby nic się nie stało? Albo wręcz przeciwnie, umówić się na seks? Tyle pytań, zero odpowiedzi. — Jeśli byłyby podejrzenia, że szmuglujesz coś w odbycie, to wiesz, że sprawdza to personel medyczny? Do standardowej kontroli nie musisz się rozbierać… — Oczywiście, że nie załapał o co chodziło Yannisowi. To znaczy nie od razu, bo dopiero po chwili zrozumiał przesłanie i aż wydał z siebie słyszalne “Oh”, po czym na jego policzkach ponownie zagościły rumieńce, które parzyły go niemiłosiernie. I chyba pierwszy raz spojrzał na niego w zupełnie inny sposób, zmierzył go wzrokiem, zatrzymując spojrzenie na dłużej na jego kroczu, zastanawiając się jakiego penisa miał Sinclair. Czy komukolwiek wysłał kiedykolwiek takie zdjęcie jakie dostał on? A tak w ogóle to czemu gapi się na niego tak długo? Éloi aż kaszlnął, znaczy udawał, i popił swoją kawę, nie wiedząc zupelnie co ze sobą zrobić i gdzie się patrzeć.
yannis sinclair
Współlokator mu się bardzo podobał, ale nie był pewny czy on mu też. Poza tym, po ostatnim związku stracił trochę na pewności siebie (a raczej przez sposób zerwania).
— Przecież mówiłem, że będę sprzątał… — powiedział, ale ciekawiło go gdzie chciał go zabrać Sinclair, dlatego buzia od razu mu się rozjaśniła i można było zauważyć jego zainteresowanie. — Dokąd? Jest jakiś dress code? — Bo jak Yannis mu teraz nie powie to przeciez Éloi nie będzie potrafił myśleć o innych rzeczach i znowu posprząta po łebkach, a przecież miał wolne, więc przydałoby się jakieś deep cleaning czy coś…
Włączył tindera, przeszedł do konwersacji i podał telefon współlokatorowi. Martel zupełnie nie wiedział jak powinien był na to zareagować, czy powinien coś odpisać typowi? Powiedzieć coś sprośnego? Dać komplement? Poprosić o więcej? Zostawił więc typa na przeczytanym i postanowił, że zapyta o radę Yannisa, bo wydawał się być osobą, która znała się na rzeczy.
— Możesz sobie przeczytać — powiedział. Sinclair mógł zobaczyć na własne oczy, że rozmowa była sugestywna, zwłaszcza ze strony typa od zdjęcia, natomiast ze strony Lu… niekoniecznie. A jeśli coś tak wyglądało to Sinclair mógł się domyślić, że wyszło coś niechcący. — Nie chcę mu wysyłać, nigdy nikomu nie wysyłałem takich zdjęć i nie wiem, nie umiem. — Westchnął. Bo jak się podniecić, skoro miało to być tylko dla zdjęcia? Zupełnie nie rozumiał tej koncepcji i tego, ze to samo w sobie miało być podniecające.
— Yannis, przestań żartować — powiedział, wskazując na telefon co by mu wydał wyrok czy coś, no żeby powiedział co ma robić, bo on nie wiedział zupełnie. Powinien odmatchować gościa? A może kontynuować rozmowę jakby nic się nie stało? Albo wręcz przeciwnie, umówić się na seks? Tyle pytań, zero odpowiedzi. — Jeśli byłyby podejrzenia, że szmuglujesz coś w odbycie, to wiesz, że sprawdza to personel medyczny? Do standardowej kontroli nie musisz się rozbierać… — Oczywiście, że nie załapał o co chodziło Yannisowi. To znaczy nie od razu, bo dopiero po chwili zrozumiał przesłanie i aż wydał z siebie słyszalne “Oh”, po czym na jego policzkach ponownie zagościły rumieńce, które parzyły go niemiłosiernie. I chyba pierwszy raz spojrzał na niego w zupełnie inny sposób, zmierzył go wzrokiem, zatrzymując spojrzenie na dłużej na jego kroczu, zastanawiając się jakiego penisa miał Sinclair. Czy komukolwiek wysłał kiedykolwiek takie zdjęcie jakie dostał on? A tak w ogóle to czemu gapi się na niego tak długo? Éloi aż kaszlnął, znaczy udawał, i popił swoją kawę, nie wiedząc zupelnie co ze sobą zrobić i gdzie się patrzeć.
yannis sinclair
aina
Przygryzłszy wewnętrzną część policzka, skinął twierdząco głową, ale przynajmniej na razie nie zamierzał zdradzać, dokąd chciał zabrać współlokatora. 一 Zobaczysz 一 rzucił krótko, chcąc by wszystko pozostało jego małą tajemnicą. 一 Ubierz się normalnie 一 polecił jedynie, bo na tyle, na ile zdążył poznać Eloia, miał pewność, że bez tej wiedzy chłopak nie będzie mógł się na niczym skoncentrować.
Odebrał telefon i poświęcił chwilę lekturze tinderowej korespondencji; choć Martel o tym nie wiedział, przygarnął pod swój dom prawdziwego specjalistę. Yannis uwielbiał rozmawiać z ludźmi na apkach randkowych; na każdej z nich miał parę profili o zupełnie innych osobowościach i poglądach, co sprawiało, że bawił się wyśmienicie.Przy tym zupełnie nie myślał o osobach, które wykorzystywał do swoich eksperymentów.
一 Okej 一 mruknął, usuwając parę. Czując, że Eloi mógłby mieć z tym problem, zdecydował za niego i wierzył, że tym rozwiązał problem. 一 Gotowe. Już nie musisz się przejmować tym ekshibicjonistą 一 zaśmiał się, zwracając chłopakowi telefon.
Nie martwił się tym, że nie napisali żadnej wiadomości chłopakowi od dick picka; dostrzegając, że wprawiło to Eloia w zakłopotanie, zdecydował się na drastyczny środek w postaci natychmiastowego zerwania kontaktu.
Potem zaś wywrócił oczami, bo Martel nie zrozumiał podtekstu. Yannisowi wydawało się, że wyjątkowo obrazowo przedstawił to, co mógłby zrobić, ale wychodziło na to, że nie trafił na podatny grunt. Sytuacja nie zniechęciła go jednak do podejmowania kolejnych prób, bo wbrew pozorom przebywanie w towarzystwie osób, które reagowały zupełnie inaczej niż on było dla niego ciekawe, bo dawało mu całkowicie nową perspektywę.
Éloi Martel
Odebrał telefon i poświęcił chwilę lekturze tinderowej korespondencji; choć Martel o tym nie wiedział, przygarnął pod swój dom prawdziwego specjalistę. Yannis uwielbiał rozmawiać z ludźmi na apkach randkowych; na każdej z nich miał parę profili o zupełnie innych osobowościach i poglądach, co sprawiało, że bawił się wyśmienicie.
一 Okej 一 mruknął, usuwając parę. Czując, że Eloi mógłby mieć z tym problem, zdecydował za niego i wierzył, że tym rozwiązał problem. 一 Gotowe. Już nie musisz się przejmować tym ekshibicjonistą 一 zaśmiał się, zwracając chłopakowi telefon.
Nie martwił się tym, że nie napisali żadnej wiadomości chłopakowi od dick picka; dostrzegając, że wprawiło to Eloia w zakłopotanie, zdecydował się na drastyczny środek w postaci natychmiastowego zerwania kontaktu.
Potem zaś wywrócił oczami, bo Martel nie zrozumiał podtekstu. Yannisowi wydawało się, że wyjątkowo obrazowo przedstawił to, co mógłby zrobić, ale wychodziło na to, że nie trafił na podatny grunt. Sytuacja nie zniechęciła go jednak do podejmowania kolejnych prób, bo wbrew pozorom przebywanie w towarzystwie osób, które reagowały zupełnie inaczej niż on było dla niego ciekawe, bo dawało mu całkowicie nową perspektywę.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
Éloi Martel
So, I sat there and had a glass of wine… alone. No books, no man, no friends, no armor, no faking.
Whispers of life
zgadniesz kto?
Współlokator denerwował go tą tajemniczością, bo Lu musiał wiedzieć wszystko teraz. Miał ochotę załamać ręce, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że teraz nie będzie mógł posprzątac tak jak lubi i chciał. Rozejrzał się aż po pomieszczeniu (które było czyste, tak samo jak reszta domu) by ocenić czy już mieszkali w chlewie, czy może dopiero byli w stadium “jeszcze nasrać na środku”.
Uznał, że to drugie.
No nic, może uda mu się posprzątać jutro po pracy, bo ma na rano, a później ma trzy dni wolnego, zanim nie zacznie mu się maraton nocnej zmiany…
— Dzięki, Yannis. A co zrobiłeś? — zapytał i spojrzał na ekran telefonu. Typa nie było w konwersacjach, więc podejrzewał, że Sinclair po prostu usunął ich parę i w sumie był mu za to wdzięczny, bo dzięki temu nie będzie miał wyrzutów sumienia.
Eloi zauważył ten typowy błysk w oku Yannisa i poczuł, że robi mu się gorąco z każdą mikrosekundą, która mijała. Przez głowę przeszło mu, że ostatnio tak się czuł kiedy niechcący podpalił choinkę podczas świątecznego przedstawienia w szkole i próbował ugasić pożar dmuchając w drzewko z całych sił. Niestety, jego brwi, rzęsy i grzywka spłonęły, ogień rozniósł się na pozostałe dekoracje na scenie, a w domu dostał od ojca takie lanie, że dupa bolała go przez kolejne trzy dni — a teraz aż pomasował jeden z pośladków.
yannis sinclair
Uznał, że to drugie.
No nic, może uda mu się posprzątać jutro po pracy, bo ma na rano, a później ma trzy dni wolnego, zanim nie zacznie mu się maraton nocnej zmiany…
— Dzięki, Yannis. A co zrobiłeś? — zapytał i spojrzał na ekran telefonu. Typa nie było w konwersacjach, więc podejrzewał, że Sinclair po prostu usunął ich parę i w sumie był mu za to wdzięczny, bo dzięki temu nie będzie miał wyrzutów sumienia.
Eloi zauważył ten typowy błysk w oku Yannisa i poczuł, że robi mu się gorąco z każdą mikrosekundą, która mijała. Przez głowę przeszło mu, że ostatnio tak się czuł kiedy niechcący podpalił choinkę podczas świątecznego przedstawienia w szkole i próbował ugasić pożar dmuchając w drzewko z całych sił. Niestety, jego brwi, rzęsy i grzywka spłonęły, ogień rozniósł się na pozostałe dekoracje na scenie, a w domu dostał od ojca takie lanie, że dupa bolała go przez kolejne trzy dni — a teraz aż pomasował jeden z pośladków.
- Ukrywanie treści: włączone
- Hidebb Message Hidden Description
yannis sinclair
aina
Sytuacja była dla niego niemałym zaskoczeniem; Yannis był w szoku, że Eloi spieprzył wszystko aż tak koncertowo, ale w żaden sposób tego nie skomentował. Domyślając się, że Martel mógł mieć swoje issues, nie chciał wprawiać go w niepotrzebne zakłopotanie, bowiem każdy był inny. I to, że Lu w tym momencie nie był zainteresowany cielesnością, bynajmniej nie oznaczało, że tak samo będzie w przyszłości.
Wszak nie na darmo mówiło się, że to, na co trzeba czekać smakuje jeszcze lepiej, prawda?
Tego dnia Yannis wrócił do swoich spraw, a gdy nadeszła umówiona godzina, zabrał współlokatora do nowo poznanego baru, gdzie spróbowali rozmaitych lokalnych potraw.
Obecnie Sinclair skłamałby, gdyby powiedział, że źle mieszkało mu się z Francuzem. I choć niektóre kwestie pozostawiały wiele do życzenia, na ogół było naprawdę d o b r z e. Sporo zmieniło się jednak po nieszczęsnej imprezie halloweenowej; od tamtej pory Yannis miał wrażenie, że było między nimi dziwnego rodzaju napięcie, którego nie sposób było rozładować dziwną rozmową.
Po imprezie halloweenowej Powrotowi do domu towarzyszył cholerny stres. Yannis martwił się tym, co miało miejsce na zabawie i dziękował niebiosom, że finalnie poszedł na nią sam, bo nie wybaczyłby sobie, gdyby ucierpiały na niej bliskie mu osoby.
Dał się odprowadzić Bruce'owi pod dom Eloia, ale gdy byli przy furtce, poprosił brata, by zostawił go samego. Starszy Sinclair nie chciał wywierać presji na swoim współlokatorze (a konkretniej na chłopaku, który przygarnął go pod swój dach), dlatego wszedł do domu o własnych siłach.
Miał niemały problem ze wzrokiem; było mu cholernie trudno przyzwyczaić się do rzeczywistości, w której niczego nie widział i bał się kolejnych dni.
Bo... Co dalej? Jak miał sobie poradzić? Yannis nigdy nie chciał być zależnym od nikogo, a teraz wychodziło, że nie bardzo miał inne wyjście.
Od wypadku minęło już trochę czasu i było nieco lepiej; i choć Szkot nadal robił wokół siebie cholerny bałagan, zdążył przywyknąć do ograniczonego pola widzenia. 一 Eloi! 一 krzyknął, siedząc na fotelu obok choinki. 一 Eloi! 一 powtórzył, bowiem jaskrawe światełka jeszcze bardziej zawężały jego pole widzenia. 一 Pomożesz mi? Nie mogę... 一 urwał, bo to nie do końca tak, że nie potrafił sobie poradzić. Gdyby nie miał wyjścia, zrobiłby wszystko to, czego potrzebował. Teraz zaś, chciał się zbliżyć do współlokatora, który wciąż był dla niego irytująco-pociągający.
Éloi Martel
Wszak nie na darmo mówiło się, że to, na co trzeba czekać smakuje jeszcze lepiej, prawda?
Tego dnia Yannis wrócił do swoich spraw, a gdy nadeszła umówiona godzina, zabrał współlokatora do nowo poznanego baru, gdzie spróbowali rozmaitych lokalnych potraw.
Dał się odprowadzić Bruce'owi pod dom Eloia, ale gdy byli przy furtce, poprosił brata, by zostawił go samego. Starszy Sinclair nie chciał wywierać presji na swoim współlokatorze (a konkretniej na chłopaku, który przygarnął go pod swój dach), dlatego wszedł do domu o własnych siłach.
Miał niemały problem ze wzrokiem; było mu cholernie trudno przyzwyczaić się do rzeczywistości, w której niczego nie widział i bał się kolejnych dni.
Bo... Co dalej? Jak miał sobie poradzić? Yannis nigdy nie chciał być zależnym od nikogo, a teraz wychodziło, że nie bardzo miał inne wyjście.
Od wypadku minęło już trochę czasu i było nieco lepiej; i choć Szkot nadal robił wokół siebie cholerny bałagan, zdążył przywyknąć do ograniczonego pola widzenia. 一 Eloi! 一 krzyknął, siedząc na fotelu obok choinki. 一 Eloi! 一 powtórzył, bowiem jaskrawe światełka jeszcze bardziej zawężały jego pole widzenia. 一 Pomożesz mi? Nie mogę... 一 urwał, bo to nie do końca tak, że nie potrafił sobie poradzić. Gdyby nie miał wyjścia, zrobiłby wszystko to, czego potrzebował. Teraz zaś, chciał się zbliżyć do współlokatora, który wciąż był dla niego irytująco-pociągający.
Éloi Martel
So, I sat there and had a glass of wine… alone. No books, no man, no friends, no armor, no faking.
Whispers of life
zgadniesz kto?
Mieszkanie z Yannisem Sinclairem było pieprzonym wyzwaniem. Mieszkanie z prawie ślepym Yannisem Sinclairem było nawet gorsze! Lu na początku w ogóle nie rozumiał powagi sytuacji. Myślał, że współlokator znowu gra w swoje gierki; później był pewny, że to tylko przejściowe, że odzyska wzrok, bo już nie o takich cudach medycyny się słyszało. Widząc jednak, że Szkot naprawdę ledwo widział (robił jeszcze większy bałagan niż zwykle i tylko ślepy nie mógłby nie widzieć tego syfu, dlatego w końcu to do niego dotarło) Martel zaczął podchodzić do tego wszystkiego najbardziej ludzko jak tylko potrafił. Pomagał mu, gotował, sprzątał jego pokój, sprzątał wokół niego i w ogóle starał się, żeby Yannis nie zrobił sobie większej krzywdy niż było to potrzebne. No i żeby w domu było czysto, bo to było największe wyzwanie.
W grudniu zajął się dekorowaniem mieszkania. Martel lubił święta i w tym roku, po raz pierwszy od lat, miał wolny dzień świąteczny. Z tego powodu rozwiesił lampki, postawił sztucznego bałwana przed domem, kupił choinkę (sztuczną, nie zamierzał kupować żywej, bo spędziłby całą dobę z małym odkurzaczem, żeby żadna igła się nie pałętała po chałupie, bo znając Yannisa rozniósłby je po całym domu). Postarał się jednak o to, by mieszkanie faktycznie pachniało jak święta: kupił specjalny spray do sztucznych choinek, imitujący zapach jodły, porozstawiał wszędzie świeczki o zapachu piernika i grzańca, bo właśnie z tym kojarzył mu się zapach grudnia, oprócz tego kupił indyka, żurawinę, ziemniaki i całą masę innych rzeczy. Zaczął się za przygotowywanie świąt, będąc pewny, że przyjdzie odwiedzić go chociaż Etienne, a oprócz tego zaprosił swojego przyjaciela z dziecięcych lat i nawet brata Sinclaira. Dlatego cały dom (i pewnie okolica też) pachniała piernikami, indykiem, grzańcem i… żurawiną.
— Już! Już idę — powiedział z kuchni, odstawiając ostatni kubek do szafki, upewniając się, że stoi w równej odległości od reszty. Nalał współlokatorowi grzańca, który zrobił samodzielnie — kupił do tego nawet specjalne kubki, bo przecież te co miał nadawały się tylko do kawy, herbaty i gorącej czekolady — przyozdabiając napój suszonym plasterkiem pomarańczy, kilkoma goździkami i laską cynamonu. — Wiesz co, trochę czytałem i możesz pozwać to całe NOVA. I tą kobietę co cię otruła, chociaż finansowo bardziej opłaca ci się tych wampirów — powiedział, stawiając kubki na stoliku obok (oczywiście na podstawkach) i od razu pomagając współlokatorowi. — Yannis, ku- — powiedział, puszczając go i urywając w pół słowa, gdy dostrzegł, że ten siedział na czekoladzie, która pod wpływem ciepła roztopiła się i zostawiła ogromną plamę na fotelu. — Zdejmuj spodnie, trzeba je szybko namoczyć. I ten fotel… Yannis, uważaj, proszę. — I znowu zapomniał, że Sinclair uległ wypadkowi i powinien być bardziej… normalny. Nie potrafił mu współczuć jak inni ludzie, nie dlatego, że uważał, że ten nie zasługiwał, a zwyczajnie był po prostu… był po prostu inni niż wszyscy, ok?
Nie czekając na współlokatora rozpiął mu spodnie i zsunął z bioder, sam kucając przed nim, jakby pomagał niepełnosprawnemu, a przecież Szkot doskonale potrafił się rozebrać (niechcący wszedł któregoś razu do łazienki bez pukania). — Muszę to szybko namoczyć — mówił sam do siebie, zerkając to na twarz ślepego współlokatora, to na fotel, aż w końcu zdał sobie sprawę, że jego twarz była na wysokości jego- jego bokserek. I Lu aż zamarł. Dosłownie jakby ktoś go wyłączył, bo zastygł w pół ruchu, z oczami wlepionymi w jego krocze, ustami zaciśniętymi w wąską kreskę i przez chwilę chyba nawet nie oddychał. — Um… twoje majtki mają wadę fabryczną, kolor jest bledszy, o tutaj — powiedział, przełykając najpierw głośno ślinę i wskazując palcem na miejsce, którego Yannis na pewno nie widział (bo jak?) i pewnie nawet miał to kompletnie w nosie. Bo przecież tylko Eloi patrzył na takie szczegóły. — Usiądź… tutaj. — lekko go popchnął w stronę dwuosobowej sofy, stojącej w równej odległości i pod odpowiednim kątem w stosunku do fotelu i stolika kawowego, zmuszając go tym samym do tego, by faktycznie usiadł. — I się przykryj, a ja pójdę ci po inne spodnie i może majtki, takie bez tej plamki, bo inaczej będę o tym myślał. — Sięgnął po koc w tartan klanu Sinclair (po tym wypadku Lu kupił mu koc, który nawiązywał do jego korzeni, bo było mu go trochę szkoda) i go przykrył, po czym poszedł zaprać plamę na jego spodniach. Po chwili wrócił do pokoju z miską z ciepła wodą, delikatnym środkiem piorącym i ścierką, po czym w ciszy zaczął prać plamę po czekoladzie na fotelu.
yannis sinclair
W grudniu zajął się dekorowaniem mieszkania. Martel lubił święta i w tym roku, po raz pierwszy od lat, miał wolny dzień świąteczny. Z tego powodu rozwiesił lampki, postawił sztucznego bałwana przed domem, kupił choinkę (sztuczną, nie zamierzał kupować żywej, bo spędziłby całą dobę z małym odkurzaczem, żeby żadna igła się nie pałętała po chałupie, bo znając Yannisa rozniósłby je po całym domu). Postarał się jednak o to, by mieszkanie faktycznie pachniało jak święta: kupił specjalny spray do sztucznych choinek, imitujący zapach jodły, porozstawiał wszędzie świeczki o zapachu piernika i grzańca, bo właśnie z tym kojarzył mu się zapach grudnia, oprócz tego kupił indyka, żurawinę, ziemniaki i całą masę innych rzeczy. Zaczął się za przygotowywanie świąt, będąc pewny, że przyjdzie odwiedzić go chociaż Etienne, a oprócz tego zaprosił swojego przyjaciela z dziecięcych lat i nawet brata Sinclaira. Dlatego cały dom (i pewnie okolica też) pachniała piernikami, indykiem, grzańcem i… żurawiną.
— Już! Już idę — powiedział z kuchni, odstawiając ostatni kubek do szafki, upewniając się, że stoi w równej odległości od reszty. Nalał współlokatorowi grzańca, który zrobił samodzielnie — kupił do tego nawet specjalne kubki, bo przecież te co miał nadawały się tylko do kawy, herbaty i gorącej czekolady — przyozdabiając napój suszonym plasterkiem pomarańczy, kilkoma goździkami i laską cynamonu. — Wiesz co, trochę czytałem i możesz pozwać to całe NOVA. I tą kobietę co cię otruła, chociaż finansowo bardziej opłaca ci się tych wampirów — powiedział, stawiając kubki na stoliku obok (oczywiście na podstawkach) i od razu pomagając współlokatorowi. — Yannis, ku- — powiedział, puszczając go i urywając w pół słowa, gdy dostrzegł, że ten siedział na czekoladzie, która pod wpływem ciepła roztopiła się i zostawiła ogromną plamę na fotelu. — Zdejmuj spodnie, trzeba je szybko namoczyć. I ten fotel… Yannis, uważaj, proszę. — I znowu zapomniał, że Sinclair uległ wypadkowi i powinien być bardziej… normalny. Nie potrafił mu współczuć jak inni ludzie, nie dlatego, że uważał, że ten nie zasługiwał, a zwyczajnie był po prostu… był po prostu inni niż wszyscy, ok?
Nie czekając na współlokatora rozpiął mu spodnie i zsunął z bioder, sam kucając przed nim, jakby pomagał niepełnosprawnemu, a przecież Szkot doskonale potrafił się rozebrać (niechcący wszedł któregoś razu do łazienki bez pukania). — Muszę to szybko namoczyć — mówił sam do siebie, zerkając to na twarz ślepego współlokatora, to na fotel, aż w końcu zdał sobie sprawę, że jego twarz była na wysokości jego- jego bokserek. I Lu aż zamarł. Dosłownie jakby ktoś go wyłączył, bo zastygł w pół ruchu, z oczami wlepionymi w jego krocze, ustami zaciśniętymi w wąską kreskę i przez chwilę chyba nawet nie oddychał. — Um… twoje majtki mają wadę fabryczną, kolor jest bledszy, o tutaj — powiedział, przełykając najpierw głośno ślinę i wskazując palcem na miejsce, którego Yannis na pewno nie widział (bo jak?) i pewnie nawet miał to kompletnie w nosie. Bo przecież tylko Eloi patrzył na takie szczegóły. — Usiądź… tutaj. — lekko go popchnął w stronę dwuosobowej sofy, stojącej w równej odległości i pod odpowiednim kątem w stosunku do fotelu i stolika kawowego, zmuszając go tym samym do tego, by faktycznie usiadł. — I się przykryj, a ja pójdę ci po inne spodnie i może majtki, takie bez tej plamki, bo inaczej będę o tym myślał. — Sięgnął po koc w tartan klanu Sinclair (po tym wypadku Lu kupił mu koc, który nawiązywał do jego korzeni, bo było mu go trochę szkoda) i go przykrył, po czym poszedł zaprać plamę na jego spodniach. Po chwili wrócił do pokoju z miską z ciepła wodą, delikatnym środkiem piorącym i ścierką, po czym w ciszy zaczął prać plamę po czekoladzie na fotelu.
yannis sinclair
aina
一 Myślisz, że teraz mi ktokolwiek w to uwierzy? 一 spytał, głośno zastanawiając się, czy nie było już za późno. Wszak od wydarzeń upłynęło już sporo czasu i Yannis powątpiewał, że służby potraktują go poważnie. Bo przecież, skoro mu faktycznie zależało, powinien zainteresować się wszystkim szybciej, prawda? 一 Ale gdybym spotkał tę wariatkę... 一 rzucił, mocno zaciskając szczękę. Gdyby natknął się na Ravenwood, bez wahania wygarnąłby jej to, co o niej myślał (a należało wiedzieć, że były to same nieprzyjemne rzeczy).
Rozejrzał się nerwowo, gdy dotarło do niego, że Lu był poddenerwowany. 一 Co jest? Co się stało? 一 dopytał, z oczywistych względów nie widząc, że usiadł na czekoladzie i że wszystko dookoła było b r u d n e. 一 Och 一 rzucił cicho, uśmiechając się przepraszająco. To nie tak, że chciał denerwować współlokatora, bo w dziewięćdziesięciu pięciu procentach przypadków wszystko działo się niechcący.
W żadnym momencie nie spodziewał się tego, co stało się później; Sinclair skłamałby, gdyby powiedział, że mu się nie podobało, ale był tak zaskoczony, że na moment go zamurowało. Martel zdejmował mu spodnie? Ten Martel?
Podobnie było z komentarzem Eloia; słysząc o wadzie fabrycznej, roześmiał się, bo wątpił, że ktokolwiek uwierzyłby mu w tę sytuację. 一 To najdziwniejsza gra wstępna w moim życiu 一 powiedział z rozbawieniem, prawdziwie żałując, że nie mógł dostrzec reakcji Martela. Jego relacja ze wzrokiem nadal była skomplikowana; w wielu sytuacjach wciąż wadził mu jego brak, bo pozostałe zmysły wciąż były zbyt słabe, by w pełni zrekompensować ubytek. 一 Ale podoba mi się, jak chcesz, możesz kontynuować 一 dodał, zaczepnie przygryzając dolną wargę.
Od dłuższego czasu myślał o zbliżeniu się do współlokatora; poprzednie razy kończyły się sromotnymi porażkami, ale przynajmniej na razie Yannis nie zamierzał się poddawać i podejmował kolejne próby, które miały mu dać to, czego p r a g n ą ł.
Niestety, tym razem także napotkał na niemożliwy do przeskoczenia mur; orientując, że Eloi zaczynał być sobą, westchnął ciężko i opadł na sofę, na którą pchnął go Lu.
Yannis słyszał, że chłopak się oddalał, dlatego ze zrezygnowaniem przetarł twarz dłonią. Decydując się na wspólne zamieszkanie nie myślał, że będzie aż tak trudno, dlatego dodał: 一 W razie czego, nie musisz mi niczego przynosić! Serio, nie muszę mieć spodni i majtek! 一 zapewnił.
Przygryzłszy wargę,niecierpliwie czekał na powrót współlokatora, łudząc się jeszcze, że wszystko zakończy się happy endem.
Éloi Martel
Rozejrzał się nerwowo, gdy dotarło do niego, że Lu był poddenerwowany. 一 Co jest? Co się stało? 一 dopytał, z oczywistych względów nie widząc, że usiadł na czekoladzie i że wszystko dookoła było b r u d n e. 一 Och 一 rzucił cicho, uśmiechając się przepraszająco. To nie tak, że chciał denerwować współlokatora, bo w dziewięćdziesięciu pięciu procentach przypadków wszystko działo się niechcący.
W żadnym momencie nie spodziewał się tego, co stało się później; Sinclair skłamałby, gdyby powiedział, że mu się nie podobało, ale był tak zaskoczony, że na moment go zamurowało. Martel zdejmował mu spodnie? Ten Martel?
Podobnie było z komentarzem Eloia; słysząc o wadzie fabrycznej, roześmiał się, bo wątpił, że ktokolwiek uwierzyłby mu w tę sytuację. 一 To najdziwniejsza gra wstępna w moim życiu 一 powiedział z rozbawieniem, prawdziwie żałując, że nie mógł dostrzec reakcji Martela. Jego relacja ze wzrokiem nadal była skomplikowana; w wielu sytuacjach wciąż wadził mu jego brak, bo pozostałe zmysły wciąż były zbyt słabe, by w pełni zrekompensować ubytek. 一 Ale podoba mi się, jak chcesz, możesz kontynuować 一 dodał, zaczepnie przygryzając dolną wargę.
Od dłuższego czasu myślał o zbliżeniu się do współlokatora; poprzednie razy kończyły się sromotnymi porażkami, ale przynajmniej na razie Yannis nie zamierzał się poddawać i podejmował kolejne próby, które miały mu dać to, czego p r a g n ą ł.
Niestety, tym razem także napotkał na niemożliwy do przeskoczenia mur; orientując, że Eloi zaczynał być sobą, westchnął ciężko i opadł na sofę, na którą pchnął go Lu.
Yannis słyszał, że chłopak się oddalał, dlatego ze zrezygnowaniem przetarł twarz dłonią. Decydując się na wspólne zamieszkanie nie myślał, że będzie aż tak trudno, dlatego dodał: 一 W razie czego, nie musisz mi niczego przynosić! Serio, nie muszę mieć spodni i majtek! 一 zapewnił.
Przygryzłszy wargę,
Éloi Martel
So, I sat there and had a glass of wine… alone. No books, no man, no friends, no armor, no faking.
Whispers of life
zgadniesz kto?
Wzruszył ramionami, bo gdyby miał dobrego prawnika to pewnie uwierzyliby mu nawet, że świnie umieją latać. W tym wypadku nie miał pewności, bo najpierw musiałby wiedzieć, czy miałby go kto reprezentować w sądzie.
Był ciekawy co by jej zrobił, ale szczerze mówiąc to wątpił by cokolwiek. Może by wyzwał, ale nie sądził by współlokator porwał się do czegokolwiek fizycznego, bo wydawało mu się, że Yannis nie był typem człowieka co załatwiał konflikty pięściami.
Dodatkowe zaczepki Szkota nie pomagały. Martel już i tak był mocno zawstydzony. Yannis mu się podobał, nie mógł zaprzeczyć, ale obawiał się zrobić jakikolwiek krok na przód. Miało na to wpływ kilka rzeczy, przede wszystkim słowa byłej dziewczyny, ale też lista którą chciał ukończyć przed kolejnymi urodzinami. Chciał być lepszy i zdobywać doświadczenie z ludźmi, których nie znał i których może nigdy później by nie spotkał. Bo gdyby zrobił coś źle z Sinclairem? Zapadłby się pod ziemię i nie mógł z nim dalej mieszkać.
Myślał o tym kiedy zapierał mu spodnie, a później kiedy czyścił fotel. Cały czas milczał, unikając spojrzenia współlokatora, pilnując się, by nie spojrzeć w jego stronę. Policzki miał czerwone ze wstydu i od myśli, które się plątały w głowie.
— Masz ochotę na pizzę? A może na burgera? Mógłbym coś zamówić — powiedział, kiedy już skończył czyszczenie materiału i wstał, spojrzenie wbijając w podłogę. Podniósł miskę i poszedł wylać wodę, a następnie pozwolił sobie wejść do sypialni Szkota i wyciągnął z szuflady majtki i czyste spodnie. Schodząc na dół myślał o bałaganie w jego pokoju i zastanawiał się czy powinien go zapytać czy może mu posprzątać. — Masz, przyniosłem ci to. Odwrócę się albo mogę cię zaprowadzić do łazienki — zaproponował, kładąc ubrania obok (złożone w kostkę) i westchnął. — Miałbyś coś przeciwko, gdybym posprzątał ci w sypialni? — I zapytał, trochę zaskoczony, że tak łatwo mu to poszło.
Ale nie tylko to chodziło mu po głowie. Chciał porozmawiać z nim o czymś jeszcze, co wymagało znacznie więcej odwagi niż pytanie o porządek.
— Dlaczego- dlaczego tak często nawiązujesz do- do seksu? — Ostatnie słowo wypowiedział tak cicho, że ledwo można było je usłyszeć. A twarz Lu była już niemal purpurowa. — Trochę mnie to- trochę mnie to peszy — dodał, chcąc być szczerym, chociaż kosztowało go to niemało stresu. Nawet zdecydował się na niego spojrzeć!
yannis sinclair
Był ciekawy co by jej zrobił, ale szczerze mówiąc to wątpił by cokolwiek. Może by wyzwał, ale nie sądził by współlokator porwał się do czegokolwiek fizycznego, bo wydawało mu się, że Yannis nie był typem człowieka co załatwiał konflikty pięściami.
Dodatkowe zaczepki Szkota nie pomagały. Martel już i tak był mocno zawstydzony. Yannis mu się podobał, nie mógł zaprzeczyć, ale obawiał się zrobić jakikolwiek krok na przód. Miało na to wpływ kilka rzeczy, przede wszystkim słowa byłej dziewczyny, ale też lista którą chciał ukończyć przed kolejnymi urodzinami. Chciał być lepszy i zdobywać doświadczenie z ludźmi, których nie znał i których może nigdy później by nie spotkał. Bo gdyby zrobił coś źle z Sinclairem? Zapadłby się pod ziemię i nie mógł z nim dalej mieszkać.
Myślał o tym kiedy zapierał mu spodnie, a później kiedy czyścił fotel. Cały czas milczał, unikając spojrzenia współlokatora, pilnując się, by nie spojrzeć w jego stronę. Policzki miał czerwone ze wstydu i od myśli, które się plątały w głowie.
— Masz ochotę na pizzę? A może na burgera? Mógłbym coś zamówić — powiedział, kiedy już skończył czyszczenie materiału i wstał, spojrzenie wbijając w podłogę. Podniósł miskę i poszedł wylać wodę, a następnie pozwolił sobie wejść do sypialni Szkota i wyciągnął z szuflady majtki i czyste spodnie. Schodząc na dół myślał o bałaganie w jego pokoju i zastanawiał się czy powinien go zapytać czy może mu posprzątać. — Masz, przyniosłem ci to. Odwrócę się albo mogę cię zaprowadzić do łazienki — zaproponował, kładąc ubrania obok (złożone w kostkę) i westchnął. — Miałbyś coś przeciwko, gdybym posprzątał ci w sypialni? — I zapytał, trochę zaskoczony, że tak łatwo mu to poszło.
Ale nie tylko to chodziło mu po głowie. Chciał porozmawiać z nim o czymś jeszcze, co wymagało znacznie więcej odwagi niż pytanie o porządek.
— Dlaczego- dlaczego tak często nawiązujesz do- do seksu? — Ostatnie słowo wypowiedział tak cicho, że ledwo można było je usłyszeć. A twarz Lu była już niemal purpurowa. — Trochę mnie to- trochę mnie to peszy — dodał, chcąc być szczerym, chociaż kosztowało go to niemało stresu. Nawet zdecydował się na niego spojrzeć!
yannis sinclair
aina
一 Na burgera 一 odpowiedział, nie myśląc o tym, że typ jedzenia był jednym z najbardziej problematycznych i że w dziewięćdziesięciu procentach przypadków wiązał się z b a ł a g a n e m.
Usłyszawszy pytanie dotyczące swojego pokoju, pośpiesznie potrząsnął głową. 一 Nie 一 odparł szybciej niż zdążył zastanowić się nad tonem swojego głosu. Yannis zareagował za szybko i zbyt ostro, dlatego gdy tylko sobie to uświadomił 一 i nieco ochłonął 一 chrząknął i dodał: 一 Znaczy, to bardzo miłe i jesteś kochany, że to proponujesz, ale dobrze się tam czuję i wiem, co gdzie leży. Jak mi poprzekładasz rzeczy, to znów będę musiał się uczyć, co i jak 一 wyjaśnił, mając nadzieję iż to wystarczy, żeby Martel się odczepił.
Zdążył poznać jego manię na punkcie czystości, która była dla niego przerażająca; upływ kolejnych tygodni niczego nie zmieniał, bo Yannis wciąż nie potrafił pojąć, po co aż tak się męczyć i sześćdziesiąty dziewiąty raz przecierać te same kubki.
Przecież były czyste już za pierwszym?!
Wypuszczając głośno powietrze, znów zastanawiał nad doborem właściwych słów. Nigdy wcześniej 一 a należało wiedzieć, że obracał się w różnych środowiskach 一 nie usłyszał takiego pytania, przez co miał lekki problem z satysfakcjonującym wyjaśnieniem.
Bo przecież 一 przynajmniej dla Sinclaira 一 to było oczywiste; bo przecież ludzie zazwyczaj pojmowali w mig podteksty i odpowiadali na nie zgodnie ze swoimi potrzebami.
一 To chyba oczywiste, Lu 一 zauważył miękko, przygryzając wewnętrzną część policzka. Nie kwapił się, żeby założyć na siebie czyste ubrania; stał w salonie w samych bokserkach, nie myśląc, że to niewłaściwe. Bo przecież współlokator nie raz widział go w takim wydaniu, a poza tym wszystkie kluczowe partie ciała i tak pozostawały zasłonięte. 一 Chciałbym się z tobą pieprzyć 一 wyjaśnił otwarcie, nie bawiąc się w półsłówka. Coś takiego nie było w jego stylu; odkąd pamięta Yannis lubił stawiać sprawy jasno, bo dzięki temu w dziewięćdziesięciu pięciu procentach przypadków jego życie było łatwiejsze.
一 Jak naprawdę Ci z tym źle, to mogę przestać 一 szepnął smutno, bo ten konkretny scenariusz niekoniecznie był dla niego najoptymalniejszym.
Éloi Martel
Usłyszawszy pytanie dotyczące swojego pokoju, pośpiesznie potrząsnął głową. 一 Nie 一 odparł szybciej niż zdążył zastanowić się nad tonem swojego głosu. Yannis zareagował za szybko i zbyt ostro, dlatego gdy tylko sobie to uświadomił 一 i nieco ochłonął 一 chrząknął i dodał: 一 Znaczy, to bardzo miłe i jesteś kochany, że to proponujesz, ale dobrze się tam czuję i wiem, co gdzie leży. Jak mi poprzekładasz rzeczy, to znów będę musiał się uczyć, co i jak 一 wyjaśnił, mając nadzieję iż to wystarczy, żeby Martel się odczepił.
Zdążył poznać jego manię na punkcie czystości, która była dla niego przerażająca; upływ kolejnych tygodni niczego nie zmieniał, bo Yannis wciąż nie potrafił pojąć, po co aż tak się męczyć i sześćdziesiąty dziewiąty raz przecierać te same kubki.
Przecież były czyste już za pierwszym?!
Wypuszczając głośno powietrze, znów zastanawiał nad doborem właściwych słów. Nigdy wcześniej 一 a należało wiedzieć, że obracał się w różnych środowiskach 一 nie usłyszał takiego pytania, przez co miał lekki problem z satysfakcjonującym wyjaśnieniem.
Bo przecież 一 przynajmniej dla Sinclaira 一 to było oczywiste; bo przecież ludzie zazwyczaj pojmowali w mig podteksty i odpowiadali na nie zgodnie ze swoimi potrzebami.
一 To chyba oczywiste, Lu 一 zauważył miękko, przygryzając wewnętrzną część policzka. Nie kwapił się, żeby założyć na siebie czyste ubrania; stał w salonie w samych bokserkach, nie myśląc, że to niewłaściwe. Bo przecież współlokator nie raz widział go w takim wydaniu, a poza tym wszystkie kluczowe partie ciała i tak pozostawały zasłonięte. 一 Chciałbym się z tobą pieprzyć 一 wyjaśnił otwarcie, nie bawiąc się w półsłówka. Coś takiego nie było w jego stylu; odkąd pamięta Yannis lubił stawiać sprawy jasno, bo dzięki temu w dziewięćdziesięciu pięciu procentach przypadków jego życie było łatwiejsze.
一 Jak naprawdę Ci z tym źle, to mogę przestać 一 szepnął smutno, bo ten konkretny scenariusz niekoniecznie był dla niego najoptymalniejszym.
Éloi Martel
So, I sat there and had a glass of wine… alone. No books, no man, no friends, no armor, no faking.
Whispers of life
zgadniesz kto?
O dziwo, Lu nie myślał o bałaganie jaki zrobi Yannis i tylko dlatego zaproponował mu burgera. Z drugiej strony powinien chyba traktować go z taryfą ulgową, patrząc na to, że uległ wypadkowi i niemal stracił całkowicie wzrok. Éloi jednak nie potrafił podchodzić do kogoś z troską i współczuciem — chociaż to nie tak, że nie miał w sobie ani grama empatii, po prostu nie umiał jej okazywać.
Natychmiast zrobiło mu się gorąco, gdy współlokator tak szybko odpowiedział. Wiedział, że pytanie było niewłaściwe i żałował, że nie ugryzł się w język. Z drugiej strony cholernie żałował, że nie mógł tego zrobić, bo zdawał sobie sprawę, że widok pokoju Sinclaira ugrzęźnie mu w głowie na długie tygodnie (lub aż do jego wyprowadzki). Rozumiał jednak jego punkt widzenia, bo on też nie lubił jak ktoś przestawiał mu rzeczy. Ile razy zwrócił uwagę Yannisowi, bo postawił kubek pod złym kątem? Lu lubił mieć świadomość tego, że wiedział gdzie co leży, dlatego skinął głową w zrozumieniu, nie myśląc o tym, czy ten zauważy gest.
Oczywiste? Nie dla niego. Martel nie radził sobie z podtekstami, chociaż nie zawsze taki był. A przynajmniej tak mu się wydawało, że jako nastolatek był n o r m a l n y. Chociaż… może już wtedy miał problemy? Nie był pewny, wspomnienia z dzieciństwa się zacierały, bo umysł blondyna chował je do szufladki „nie otwierać-do zapomnienia”. — Pieprzyć — powtórzył po nim, bez emocji, wpatrując się w niego w ciszy. Słowo brzmiało niesamowicie obco, kiedy on je wypowiedział, ale czy będzie mógł skreślić na liście „użyć słowa pieprzyć w zdaniu, tak by brzmieć jednocześnie zadziornie i naturalnie”? — Ja- nie. Nie wiem, nie, ale chyba tak, ale nie?to znaczy, trochę mnie peszy, myślałem, że próbujesz ze mnie żartować albo mi dokuczyć, bo widziałeś, że spojrzałem na twojego- no wiesz. — I chociaż nie wypowiedział słowa penis to spojrzał w strategiczne miejsce współlokatora i nawet wskazał na kroczę dłonią, przez co zarumienił się jeszcze bardziej.
Nie mógł nie zasłonić twarzy dłońmi i usiadł na fotelu, który stał równolegle do tego, który przed chwilą czyścił.
— Schlebia mi to, że chciałbyś ze mną współżyć — powiedział po chwili, a słowo którego użył Yannis nie mogło przejść przez éloiowe gardło. — Jesteś bardzo atrakcyjny i masz śmieszny akcent, ale myślę, że twoje oczekiwania… twoje oczekiwania wobec mnie mogą być trochę za duże. To znaczy, nie chce byś zrozumiał mnie źle, ale nie chcę się wygłupić przed osobą, z którą dzielę mieszkanie. Wyglądasz na kogoś z doświadczeniem i umiejętnościami. — Ocenił go po sposobie bycia, jego lekkości i charyzmy. Nie miał wątpliwości, że Yannis wiedział więcej od niego i że umiał zadowolić partnera. Był pewny, że nikt go nigdy nie nazwał pruderyjnym nudziarzem. Westchnął i wyciągnął telefon z kieszeni. — Zamówię te burgery — powiedział cicho, bez entuzjazmu, wzrok wlepiając w ekran telefonu.
yannis sinclair
Natychmiast zrobiło mu się gorąco, gdy współlokator tak szybko odpowiedział. Wiedział, że pytanie było niewłaściwe i żałował, że nie ugryzł się w język. Z drugiej strony cholernie żałował, że nie mógł tego zrobić, bo zdawał sobie sprawę, że widok pokoju Sinclaira ugrzęźnie mu w głowie na długie tygodnie (lub aż do jego wyprowadzki). Rozumiał jednak jego punkt widzenia, bo on też nie lubił jak ktoś przestawiał mu rzeczy. Ile razy zwrócił uwagę Yannisowi, bo postawił kubek pod złym kątem? Lu lubił mieć świadomość tego, że wiedział gdzie co leży, dlatego skinął głową w zrozumieniu, nie myśląc o tym, czy ten zauważy gest.
Oczywiste? Nie dla niego. Martel nie radził sobie z podtekstami, chociaż nie zawsze taki był. A przynajmniej tak mu się wydawało, że jako nastolatek był n o r m a l n y. Chociaż… może już wtedy miał problemy? Nie był pewny, wspomnienia z dzieciństwa się zacierały, bo umysł blondyna chował je do szufladki „nie otwierać-do zapomnienia”. — Pieprzyć — powtórzył po nim, bez emocji, wpatrując się w niego w ciszy. Słowo brzmiało niesamowicie obco, kiedy on je wypowiedział, ale czy będzie mógł skreślić na liście „użyć słowa pieprzyć w zdaniu, tak by brzmieć jednocześnie zadziornie i naturalnie”? — Ja- nie. Nie wiem, nie, ale chyba tak, ale nie?to znaczy, trochę mnie peszy, myślałem, że próbujesz ze mnie żartować albo mi dokuczyć, bo widziałeś, że spojrzałem na twojego- no wiesz. — I chociaż nie wypowiedział słowa penis to spojrzał w strategiczne miejsce współlokatora i nawet wskazał na kroczę dłonią, przez co zarumienił się jeszcze bardziej.
Nie mógł nie zasłonić twarzy dłońmi i usiadł na fotelu, który stał równolegle do tego, który przed chwilą czyścił.
— Schlebia mi to, że chciałbyś ze mną współżyć — powiedział po chwili, a słowo którego użył Yannis nie mogło przejść przez éloiowe gardło. — Jesteś bardzo atrakcyjny i masz śmieszny akcent, ale myślę, że twoje oczekiwania… twoje oczekiwania wobec mnie mogą być trochę za duże. To znaczy, nie chce byś zrozumiał mnie źle, ale nie chcę się wygłupić przed osobą, z którą dzielę mieszkanie. Wyglądasz na kogoś z doświadczeniem i umiejętnościami. — Ocenił go po sposobie bycia, jego lekkości i charyzmy. Nie miał wątpliwości, że Yannis wiedział więcej od niego i że umiał zadowolić partnera. Był pewny, że nikt go nigdy nie nazwał pruderyjnym nudziarzem. Westchnął i wyciągnął telefon z kieszeni. — Zamówię te burgery — powiedział cicho, bez entuzjazmu, wzrok wlepiając w ekran telefonu.
yannis sinclair
aina
Skinął leniwie głową, czym potwierdził chęć p i e p r z e n i a się. Yannis nie miał problemu z otwartym wyrażaniem swoich potrzeb; chętnie sięgał po to, czego pragnął, wierząc, że będzie mu to dane. Wolał być optymistą, który na pewnym etapie mógł zaakceptować, że się nie udało niż już na starcie kłaść sobie do głowy scenariusze wypełnione niepowodzeniami.
Zmieszanie się Francuza było niewątpliwie słodkie; Yannis żałował, że trudno było mu dostrzec jego twarz, bo mógłby się założyć, że widok jedynie podbiłby jego przekonanie, że reakcja była u r o c z a. 一 Jesteś słodziakiem 一 powiedział, nie kryjąc się ze swoimi odczuciami.
一 Penisa? 一 podrzucił, już teraz wiedząc, że na tym nie skończy i że zaproponuje jeszcze parę słów, którymi można było określić męskie przyrodzenie. 一 Kutasa? Fiuta? Chuja? 一 Powinien przestać, ale niestety nie potrafił.
Ledwie powstrzymał parsknięcie, które mogłoby urazić Eloia; Sinclair bynajmniej tego nie chciał, bo przecież na żadnym etapie nie przeszkadzało mu, że jego współlokator był nieco bardziej specyficzny niż inni.
Żałował, że jego upośledzony zmysł wzroku nie chciał z nim współpracować; dałby w i e l e, żeby było jak kiedyś, bo w yannisowej naturze leżało wyrażanie niektórych emocji za pomocą konkretnych spojrzeń. Niestety, w dniu wypadku wszystko trafił szlag; od tamtej pory nie było mowy o pożeraniu kogoś wzrokiem, o wskazywaniu na niezadowolenie czy pogardę.
Jego oczy 一 niegdyś żywe i pełne radości 一 teraz po prostu b y ł y, ale nie stało za nimi nic więcej. 一 Jesteś świadomy, że tego można się nauczyć? 一 zauważył, zagryzając wewnętrzną część policzka. 一 I że na tym świecie są osoby, z którymi zawsze będziesz potrafił współgrać? Nie mówię, że z każdym, ale... 一 urwał, po czym wzruszył ramionami. 一 Zresztą, skąd ten pomysł, że mam za duże wymagania? Ty nigdy nie...? 一 dodał, marszcząc czoło.
Domyślał się, że skądś musiała wynikać ta niepewność, ale nie wiedział, skąd i istniała o g r o m n a szansa, że podpytywał o to zdecydowanie za mało delikatnie.
一 Jak chcesz, to dobrze, zamów burgery 一 skinął głową, nie zamierzając na siłę wałkować tematu.
Éloi Martel
Zmieszanie się Francuza było niewątpliwie słodkie; Yannis żałował, że trudno było mu dostrzec jego twarz, bo mógłby się założyć, że widok jedynie podbiłby jego przekonanie, że reakcja była u r o c z a. 一 Jesteś słodziakiem 一 powiedział, nie kryjąc się ze swoimi odczuciami.
一 Penisa? 一 podrzucił, już teraz wiedząc, że na tym nie skończy i że zaproponuje jeszcze parę słów, którymi można było określić męskie przyrodzenie. 一 Kutasa? Fiuta? Chuja? 一 Powinien przestać, ale niestety nie potrafił.
Ledwie powstrzymał parsknięcie, które mogłoby urazić Eloia; Sinclair bynajmniej tego nie chciał, bo przecież na żadnym etapie nie przeszkadzało mu, że jego współlokator był nieco bardziej specyficzny niż inni.
Żałował, że jego upośledzony zmysł wzroku nie chciał z nim współpracować; dałby w i e l e, żeby było jak kiedyś, bo w yannisowej naturze leżało wyrażanie niektórych emocji za pomocą konkretnych spojrzeń. Niestety, w dniu wypadku wszystko trafił szlag; od tamtej pory nie było mowy o pożeraniu kogoś wzrokiem, o wskazywaniu na niezadowolenie czy pogardę.
Jego oczy 一 niegdyś żywe i pełne radości 一 teraz po prostu b y ł y, ale nie stało za nimi nic więcej. 一 Jesteś świadomy, że tego można się nauczyć? 一 zauważył, zagryzając wewnętrzną część policzka. 一 I że na tym świecie są osoby, z którymi zawsze będziesz potrafił współgrać? Nie mówię, że z każdym, ale... 一 urwał, po czym wzruszył ramionami. 一 Zresztą, skąd ten pomysł, że mam za duże wymagania? Ty nigdy nie...? 一 dodał, marszcząc czoło.
Domyślał się, że skądś musiała wynikać ta niepewność, ale nie wiedział, skąd i istniała o g r o m n a szansa, że podpytywał o to zdecydowanie za mało delikatnie.
一 Jak chcesz, to dobrze, zamów burgery 一 skinął głową, nie zamierzając na siłę wałkować tematu.
Éloi Martel
So, I sat there and had a glass of wine… alone. No books, no man, no friends, no armor, no faking.
Whispers of life
zgadniesz kto?
Zazdrościł mu tej lekkości i śmiałości w relacjach z innymi. Relacjach seksualnych rzecz jasna, chociaż takich platonicznych także. Lu zdawał sobie sprawę z tego, że był co najmniej specyficzny, ciężki do życia i do wspólnego mieszkania. Czasami marzył o tym by odpuścić, kiedy widział, że jedna rzecz stała krzywo, ale zawsze ją poprawiał. Nawet w sklepie na zakupach potrafił układać towary na półkach, żeby stały równo i etykietka do przodu. Nienawidził swojego dziwactwa, a najgorsze, że nie wiedział co z tym zrobić.
— Nauczyć się czego? — zapytał, chociaż domyślał się, że chodziło o wszystko: od pocałunków, przez dotyk, spojrzenie, grę słów po seks. Éloi nigdy nie myślał o tym ja umiejętność do nabycia, wydawało mu się, że ludzie po prostu się z tym rodzili i że był po prostu beznadziejnym przypadkiem. Wierzył, że umiał dlatego stworzył listę, jednak wszystko przychodziło z takim trudem, że wiara ulatywała, a pojawiało się zwątpienie i niechęć do jakichkolwiek zbliżeń. — Nigdy…? Oh. Nie, ja- ja już to robiłem. Miałem chłopaka, później dziewczynę i to ona- zerwała ze mną, bo nie osiągała ze mną satysfakcji. Później mi powiedziała wiele niemiłych słów, zapewne prawdziwych, chociaż czasem mam nadzieję, że jednak z czystej złośliwości, więc stworzyłem listę i próbuję- ale idzie mi kiepsko, sam rozumiesz. — Był pewny, że Yannis nie rozumiał i wcale by się nie zdziwił. No i w sumie to nawet lepiej jakby nie rozumiał, bo nie było nic gorszego niż podkopanie pewności siebie. Dziewczyna naprawdę wiedziała co powiedzieć by go zranić i na początku był na nią niesamowicie zły, ale teraz chyba rozumiał. Nie był dobrym chłopakiem, chyba. Sam nie wiedział.
— Jak jesz swojego burgera? Bo ja dobrze wysmażonego, nie lubię jak jest różowy w środku i wypływa z niego krew. — Skrzywił się na samą myśl, zdając sobie sprawę, że jeśli Yannis lubił właśnie takiego burgera, to czeka go później sprzątanie. I może mycie współlokatora, pranie kanapy i czyszczenie podłogi. No cóż, teraz się chyba nie mógł wycofać, zwłaszcza, że sam miał ochotę na ten obiad.
Zamówił jedzenie i aplikacja po chwili pokazała, że jedzenie będzie dostarczone w ciągu czterdziestu minut. Trochę długo, ale Lu wiedział, że warto było poczekać. — Chciałem Cię już dawno temu zapytać, ale nie byłem pewny czy w ogóle mogę — zaczął nieśmiało, wpatrując się w twarz Szkota. — Jak to jest? Wiesz, stracić wzrok. I nie mów, że chujowo, bo domyślam się, ale chciałbym wiedzieć co było w Twoje głowie, kiedy zdałeś sobie sprawę, że Twoje życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. — Éloi rzadko przeklinał, więc „chujowo” brzmiało bardzo obco, ale nie potrafił znaleźć innego słowa. Po pierwsze dlatego, że wiedział jakiego języka używał Sinclair, ale też dlatego, że doświadczenie nie było po prostu złe.
yannis sinclair
— Nauczyć się czego? — zapytał, chociaż domyślał się, że chodziło o wszystko: od pocałunków, przez dotyk, spojrzenie, grę słów po seks. Éloi nigdy nie myślał o tym ja umiejętność do nabycia, wydawało mu się, że ludzie po prostu się z tym rodzili i że był po prostu beznadziejnym przypadkiem. Wierzył, że umiał dlatego stworzył listę, jednak wszystko przychodziło z takim trudem, że wiara ulatywała, a pojawiało się zwątpienie i niechęć do jakichkolwiek zbliżeń. — Nigdy…? Oh. Nie, ja- ja już to robiłem. Miałem chłopaka, później dziewczynę i to ona- zerwała ze mną, bo nie osiągała ze mną satysfakcji. Później mi powiedziała wiele niemiłych słów, zapewne prawdziwych, chociaż czasem mam nadzieję, że jednak z czystej złośliwości, więc stworzyłem listę i próbuję- ale idzie mi kiepsko, sam rozumiesz. — Był pewny, że Yannis nie rozumiał i wcale by się nie zdziwił. No i w sumie to nawet lepiej jakby nie rozumiał, bo nie było nic gorszego niż podkopanie pewności siebie. Dziewczyna naprawdę wiedziała co powiedzieć by go zranić i na początku był na nią niesamowicie zły, ale teraz chyba rozumiał. Nie był dobrym chłopakiem, chyba. Sam nie wiedział.
— Jak jesz swojego burgera? Bo ja dobrze wysmażonego, nie lubię jak jest różowy w środku i wypływa z niego krew. — Skrzywił się na samą myśl, zdając sobie sprawę, że jeśli Yannis lubił właśnie takiego burgera, to czeka go później sprzątanie. I może mycie współlokatora, pranie kanapy i czyszczenie podłogi. No cóż, teraz się chyba nie mógł wycofać, zwłaszcza, że sam miał ochotę na ten obiad.
Zamówił jedzenie i aplikacja po chwili pokazała, że jedzenie będzie dostarczone w ciągu czterdziestu minut. Trochę długo, ale Lu wiedział, że warto było poczekać. — Chciałem Cię już dawno temu zapytać, ale nie byłem pewny czy w ogóle mogę — zaczął nieśmiało, wpatrując się w twarz Szkota. — Jak to jest? Wiesz, stracić wzrok. I nie mów, że chujowo, bo domyślam się, ale chciałbym wiedzieć co było w Twoje głowie, kiedy zdałeś sobie sprawę, że Twoje życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni. — Éloi rzadko przeklinał, więc „chujowo” brzmiało bardzo obco, ale nie potrafił znaleźć innego słowa. Po pierwsze dlatego, że wiedział jakiego języka używał Sinclair, ale też dlatego, że doświadczenie nie było po prostu złe.
yannis sinclair
aina
一 Seksu? Zaspokajania potrzeb innej osoby? Pocałunków? 一 wymienił. Słuchał go uważnie, co chwilę kiwając twierdząco głową, czym chciał wyrazić swoje zaangażowanie w rozmowę. 一 To się zdarza 一 zauważył niemal natychmiast, podchodząc do tego realistycznie. Niejednokrotnie doświadczył podobnej sytuacji, ale nie rozpamiętywał tego, bo wierzył, że gdzieś tam 一 na przykład przed nim 一 była osoba, z którą dopasuje się idealnie. 一 Wolisz być na górze czy na dole? 一 Nim zdążył zastanowić się, czy w ogóle wypadło, zadał nieprzemyślane pytanie.
Uświadamiając sobie, co zrobił, zdecydował się na szybkie obranie innego kierunku i zmianę tematu (tak, by Lu nie czuł się w obowiązku udzielenia odpowiedzi). 一 Pokaż mi ją. Tę listę. Chcę zobaczyć 一 powiedział, wyciągając przed siebie rękę. I choć podejrzewał, że Lu nie miał jej przy sobie, chciał ją zobaczyć (a raczej dotknąć i zmusić współlokatora, by ten przeczytał mu kolejne podpunkty). To nie tak, że Yannis nie widział; w trudnych sytuacjach mógł wykorzystywać wzrok, ale w pozostałych, gdy ktoś mógł mu pomóc, chętnie z tego korzystał, by usprawnić wykonanie zadania.
Miał niemal stuprocentową pewność, że Martel pytał o to, czy jadł niechlujnie i dopiero doprecyzowanie wskazało mu, że chodziło o stopień wysmażenia mięsa. 一 Średnio 一 poinformował, nie mając niczego przeciwko niedosmażeniu kotleta w środkowej części. 一 Zamów mi jakiegoś prostego 一 poprosił, zdając się na współlokatora. Sinclair naiwnie wierzył, ze nie ubrudzi się przesadnie i że oszczędzi sobie wstydu (większego niż do tej pory), ale równocześnie przygotowywał się na scenariusz, w którym zrobi chlew, za który Eloi wreszcie wyrzuci go z domu.
Wreszcie postanowił się tym nie zadręczać (przynajmniej do momentu, w którym nie przyjdzie jedzenie) i wsłuchał się w kolejne słowa chłopaka. Temat wzroku był dla niego niewątpliwie trudny; choć od utraty zmysłu minęło już sporo czasu, on wciąż dostosowywał się do sytuacji i zaliczał kolejne wpadki. 一 Chujowo 一 odparł niemal od razu, mówiąc coś, czego Eloi nie chciał.
Było mu źle; marzył o tym, żeby obudzić się z tego cholernego koszmaru i móc widzieć w pełnym zakresie.
一 Niewiele pamiętam ze szpitala 一 szepnął, zmuszając się do skupienia na najczarniejszym (hi hi hi, ha ha ha) okresie jego życia. 一 Najpierw wydawało mi się, że mam jakieś opatrunki na oczach. Dopiero potem 一 precyzyjniej mówiąc po rozmowie z lekarzem 一 zrozumiałem, że mam przejebane. I chyba miałem w głowie tylko pustkę, bo naprawdę nie wiedziałem, co dalej 一 przyznał szczerze, rozmawiając w ten sposób po raz pierwszy od dawna. 一 Właściwie dalej niczego nie wiem.
Przetarłszy twarz, westchnął ciężko i odwrócił głowę tak, by prawym okiem móc przyjrzeć się współlokatorowi. 一 Mam problem z najprostszymi czynnościami i chyba nie zanosi się, że ulegnie to poprawie w najbliższym czasie. Czy ja ci nie przeszkadzam? Nie masz mnie dość?
Éloi Martel
Uświadamiając sobie, co zrobił, zdecydował się na szybkie obranie innego kierunku i zmianę tematu (tak, by Lu nie czuł się w obowiązku udzielenia odpowiedzi). 一 Pokaż mi ją. Tę listę. Chcę zobaczyć 一 powiedział, wyciągając przed siebie rękę. I choć podejrzewał, że Lu nie miał jej przy sobie, chciał ją zobaczyć (a raczej dotknąć i zmusić współlokatora, by ten przeczytał mu kolejne podpunkty). To nie tak, że Yannis nie widział; w trudnych sytuacjach mógł wykorzystywać wzrok, ale w pozostałych, gdy ktoś mógł mu pomóc, chętnie z tego korzystał, by usprawnić wykonanie zadania.
Miał niemal stuprocentową pewność, że Martel pytał o to, czy jadł niechlujnie i dopiero doprecyzowanie wskazało mu, że chodziło o stopień wysmażenia mięsa. 一 Średnio 一 poinformował, nie mając niczego przeciwko niedosmażeniu kotleta w środkowej części. 一 Zamów mi jakiegoś prostego 一 poprosił, zdając się na współlokatora. Sinclair naiwnie wierzył, ze nie ubrudzi się przesadnie i że oszczędzi sobie wstydu (większego niż do tej pory), ale równocześnie przygotowywał się na scenariusz, w którym zrobi chlew, za który Eloi wreszcie wyrzuci go z domu.
Wreszcie postanowił się tym nie zadręczać (przynajmniej do momentu, w którym nie przyjdzie jedzenie) i wsłuchał się w kolejne słowa chłopaka. Temat wzroku był dla niego niewątpliwie trudny; choć od utraty zmysłu minęło już sporo czasu, on wciąż dostosowywał się do sytuacji i zaliczał kolejne wpadki. 一 Chujowo 一 odparł niemal od razu, mówiąc coś, czego Eloi nie chciał.
Było mu źle; marzył o tym, żeby obudzić się z tego cholernego koszmaru i móc widzieć w pełnym zakresie.
一 Niewiele pamiętam ze szpitala 一 szepnął, zmuszając się do skupienia na najczarniejszym (hi hi hi, ha ha ha) okresie jego życia. 一 Najpierw wydawało mi się, że mam jakieś opatrunki na oczach. Dopiero potem 一 precyzyjniej mówiąc po rozmowie z lekarzem 一 zrozumiałem, że mam przejebane. I chyba miałem w głowie tylko pustkę, bo naprawdę nie wiedziałem, co dalej 一 przyznał szczerze, rozmawiając w ten sposób po raz pierwszy od dawna. 一 Właściwie dalej niczego nie wiem.
Przetarłszy twarz, westchnął ciężko i odwrócił głowę tak, by prawym okiem móc przyjrzeć się współlokatorowi. 一 Mam problem z najprostszymi czynnościami i chyba nie zanosi się, że ulegnie to poprawie w najbliższym czasie. Czy ja ci nie przeszkadzam? Nie masz mnie dość?
Éloi Martel